Osoba jeżdżąca "po trupach"

ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
20 listopada 2008 17:42
a czy zauważyliście że przebywając na końskim grzbiecie trochę się człowiek zaczyna zachowywać jak kierowca - znaczy się częsciej niż zwykle popada w stan zwany "road rage" czyli wściekłość drogowa - że w mniemaniu osoby owładniętej takim stanem wszyscy inni to debile a ja jezdem najważniejszy, najlepsiejszy i najwięcej umiący i w związku z tem muszę tą mojom wyższośc wszem i wobec oraz na każdym kroku okazywać
Efcia uwierz mi, że pewnie bym zrobiła. I nie dlatego, że jestem wredna czy wyszczekana, tylko dlatego, żeby jeździło nam się na takiej malej przestrzeni, na naszych kilkuset kilowych kopytnych potworach po prostu bezpiecznie. Mój koń, to skarb - jeśli chodzi o takie halowe potyczki.

Elu ja chyba takiego stanu na swoim koniu nie miałam, ale to dlatego, że i ja i mój koń jesteśmy niemal klaustrofobami.Nie wyobrażam sobie halowego "road rage" w roli głównej z osoba, która źle się czuje na zamkniętej przestrzeni. Odkąd go mam, i odkąd on ma mnie dopiero jeździmy w murach hali. Dotychczas całe nasze życie było na open space'ie i tam - przyznaję - pare razy mi się włączył tryb: "krolowa szosy", czy "imperator wszechświata". Ja się źle czuję w czterech ścianach i on też czuć że jest inny niż na zewnątrz. Stąd moje przeczulenie nt. wychowywania ludzi. Zwłaszcza, że mój koń jest naprawdę fajnym, zrównoważonym i mądrym zwierzęciem, i mogę na niego i jego spokój liczyć.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
20 listopada 2008 18:05


pare razy mi się włączył tryb: "krolowa szosy", czy "imperator wszechświata".



no właśnie może to coś co powoduje jazdę po trupach to własnie taki tryb?
Elu mi się nie zdarzało, ale może to dlatego ze ja w ogóle nie lubiłam na hali jeździć i dopóki się dało uciekałam na ujeżdżalnię.
Jeśli wynikał konflikt wolałam się usunąć na bok czy wyjść z hali bo nie czułam potrzeby narażania ani siebie ani swojego konia na akty głupoty innych ludzi.
margaritka   Cantair HBC, a Nerwina na emeryturze;)
20 listopada 2008 20:37
ja zazwyczaj tak sie na jezdzie skupiam ze nie zauwazam innych
do takich ludzi to idealnie nadaja sie konie takie jak mój Iwan , mi sie tylko raz zajezdza droge
U nas ostatnio taka jazda po trupach źle się skończyła, dla jeżdżącej "po swojemu". Przejeżdżała o milimetry (zgodnie ze swoim zwyczajem) od innego konia, chciała uniknąć otarcia, wyrzuciła nogę ze strzemienia i niechcący włożyła stopę w strzemię osoby mijanej, efekt: skomplikowane złamanie, operacja, metal w nodze i jeszcze dużo czasu na rehabilitację.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
20 listopada 2008 20:44


mi sie tylko raz zajezdza droge



zabrzmiało groźnie a co za 2 razem się dzieje więc?
konie nie zblizaja sie do mojego zwierzaka , choc by nie wiem co jezdziec robił wiec suma sumarum drugiego razu nie ma
ja bym takiej delikwentce powiedziała spokojnie ale stanowczo.... tak, że byłoby jej aż głupio.... Jeśli nie podziała - poprosić po raz drugi a jeśli znów nie podziała - nawrzeszczeć, aż jej w pięty pójdzie i w tym wypadku warto mieć jeszcze za sobą np. właściciela albo innych ludzi. Nie warto od razu wrzeszczeć, bo nie wiadomo co ludziom do łba strzeli..... Jeszcze przyjdziesz i znajdziesz swojego konia bez grzywy. :/
kujka   new better life mode: on
20 listopada 2008 20:58
Edit
Po dzisiejszej jeździe opadłymi ręce. Jak na litość boską jeździć w 20 - parę koni jeśli połowa z tego to szkółkowicze ???

Lawirowanie pomiędzy mnóstwem przeszkód,koziołków i leżących drągów a grupkami jeźdźców kompletnie zagubionych, nie odróżniających lewej od prawej ręki i nie uznających czegoś takiego jak ustąpienie drogi - no dramat po prostu. Najbardziej w tym wszystkim wkurza mnie to, że niektóre osoby prowadzące szkółki zamiast uczyć takie osoby radzić sobie przy większym ruchu, utwierdzają je w przekonaniu, że hala należy do nich, a reszta niech sobie radzi jak uważa. W takich momentach tęsknię za moim starym folglutoogrem. Do niego też się podjeżdżało tylko raz. Bogu dzięki, że glut-nie-ogr zrobił się na tyle odważny, że nie rzuca się na oślep na boki widząc konia z przeciwka. Co więcej jak ktoś mu na ogon najeżdża, zaczyna się przymierzać do kopania Nieszczęście wisi w powietrzu...
W moich nielicznych przypadkach naprawdę głośne i chamskie wydarcie się "ŚCIANA!!" i jazda na tarana ( jego problem zjedzie czy nie) szybko uczyła ogarnięcia. Ale to nie były b. trudne przypadki.
Tylko nie wjadę tak w przerażonego dzieciaka. W końcu to nie jego wina, że ktoś go wypuścił w tabun koni zanim nauczył go zasad poruszania się na hali. Ehhh...
Napisałyśmy równolegle posty.
Do dzieci- tylko i wyłącznie z prowadzącym szkółkę lub stajnię można się dogadać.
Ale np u mnie jest też taka niepisana zasada na pensjonacie- że jak ktoś ma młodego konia, albo sam się dopiero uczy, to jeździ w ramach rozsądku jak chce a my się dopasowujemy- dla mnie żaden problem skręcić, uciec, on może nie umieć jeszcze. Jedyne czego wymagam BARDZO- żadnego stępowania po ścianach bo to doprowadza mnie do FURII. Oczywiście nie mówię o żadnych bocznych itp tylko o stępie przed/ po jeździe.
kujka   new better life mode: on
20 listopada 2008 21:58
Edit
Burza wszystko byłoby fajnie, gdyby prowadzący szkółkę był " do dogadania ", ale jak masz do czynienia z osobą, która celowo nie zwraca uwagi swoim podopiecznym i tym samym utwierdza ich w przekonaniu, że robią dobrze, to kicha. Nie mam problemu z tym, żeby uważać na osobę początkującą czy siedzącą na młodym koniu, ale jak tacy jeźdźcy są w większości, po prostu nie daje się jeździć. Pani kazała jechać na drążki, to towarzystwo jedzie, a że przy okazji zajedzie komuś drogę, tu już inna bajka. Lubię jeździć, ale takie "slalomy giganty" zamiast jazd mnie męczą i frustrują, i mam ochotę powiedzieć kilku osobom coś, co się nie nadaje do zacytowania ( a nie leży to w mojej naturze ).
Niestety to ryzyko stajni z rekreacją większą niż >2. :/
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
21 listopada 2008 10:40


Po dzisiejszej jeździe opadłymi ręce. Jak na litość boską jeździć w 20 - parę koni jeśli połowa z tego to szkółkowicze ???



no zupełnie jakbyśmy jeździły w tym samym miejscu..



Lawirowanie pomiędzy mnóstwem przeszkód,koziołków i leżących drągów a grupkami jeźdźców kompletnie zagubionych, nie odróżniających lewej od prawej ręki i nie uznających czegoś takiego jak ustąpienie drogi - no dramat po prostu



widocznie instruktor takiej grupki jest od wyższych celów a nie od uczenia podstawowych zasad współużytkonia jednej hali
Sierka napisał: Efcia uwierz mi, że pewnie bym zrobiła. I nie dlatego, że jestem wredna czy wyszczekana, tylko dlatego, żeby jeździło nam się na takiej malej przestrzeni, na naszych kilkuset kilowych kopytnych potworach po prostu bezpiecznie. Mój koń, to skarb - jeśli chodzi o takie halowe potyczki.

ależ mój post miał pozytywny wyraz przecież

tyle że tam jest naprawdę ciężko uwierz mi 😉
temat drażliwy...

ale ja z nieco innej beczki

CO ZROBIĆ jak OSOBA (wlasciciel konia) źle go traktuje - znaczy obiektywnie koń jest w dobrej stajni, ma zapewnione super warunki, jedzenie i traktowanie... po czym CODZIENNIE przyjeżdza własciciel, który rusza spod stajni galopem i wraca po godzinie galopem

konia w "pianie" zdyszanego wkładając do boxu, bez żadnej obsługi typu derka, nacieranie słoma itd. nie mówiąc o rozstepowaniu??

co zrobić gdy koń ów miał szytą ranę na nodze (pokopały się konie na pastwisku) przyjechał wet, koń został zszyty, dostał leki po czym następnego dnia ów osobnik wsiadł na niego i pognał w siną dal!!
Jeszcze raz dodam = dzień po szyciu nogi!!
caroline   siwek złotogrzywek :)
21 listopada 2008 10:53
jeszcze co do rekreacji w hali - ja szkółkowiczom sama zwracam uwagę kiedy ich mijam - krótkie, skierowane półgłosem do konkretnej osoby: "mijamy się lewymi rękami" i "proszę nie stępować konia na ścianie" poparte miłym usmiechem dotychczas działało cuda 🙂
lepsze to niż zmarnować sobie całą jazdę denerwowaniem sie na innych uzytkowników hali 😉
Dodofon napisał: temat drażliwy...

ale ja z nieco innej beczki

CO ZROBIĆ jak OSOBA (wlasciciel konia) źle go traktuje - znaczy obiektywnie koń jest w dobrej stajni, ma zapewnione super warunki, jedzenie i traktowanie... po czym CODZIENNIE przyjeżdza własciciel, który rusza spod stajni galopem i wraca po godzinie galopem

konia w "pianie" zdyszanego wkładając do boxu, bez żadnej obsługi typu derka, nacieranie słoma itd. nie mówiąc o rozstepowaniu??

co zrobić gdy koń ów miał szytą ranę na nodze (pokopały się konie na pastwisku) przyjechał wet, koń został zszyty, dostał leki po czym następnego dnia ów osobnik wsiadł na niego i pognał w siną dal!!
Jeszcze raz dodam = dzień po szyciu nogi!!

No...dobre pytanie.
Zgrzytać zębami chyba?
Ilekroć w zyciu zdarzyło mi się odezwać w takiej sytuacji - żałowałam tego bardzo.
Patrz "Mądremu biada"
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
21 listopada 2008 11:01
Dodofon: może spróbować sympatycznie zagaić z takim jegomościem i mu spróbować wytłumaczyć że w krótkim czasie koń mu się posypie? O ile z takim debilem można w ogóle sympatycznie zagajać bo coś mi się widzi że to jakiś wiochmen do kwadratu.
caroline   siwek złotogrzywek :)
21 listopada 2008 11:03
ElaPe napisał: spróbować wytłumaczyć że w krótkim czasie koń mu się posypie?
jasne, jakby TYM się miał przejąć...
Ela, nie wiem jak jest u was, ale mnie się nie raz zdarza widzieć konie kulawe w pień a skaczące i "trenujące".
ta sama kategoria ludzi jaką opisała Dodofon.
my nie mamy problemów z zachowaniem sie na hali czy ujeżdżalni.
Hale mamy 20x40 więc nie jest jakaś ogromna
potrafimy sie tam zmieścic w 3 konie czasm nawet w 4.
Regulaminu nie mamy.
Mimo to wszyscy przestrzegają ogólnie przyjętych zasad
1. wszyscy ostrzegają swoje wejście i wyjście z hali
2. sprzątamy kupki po koniach
3. uważamy na innych użytkowników hali (zazwyczaj lepiej jeżdzący ustępuje )
4. jeśli chcemy wolną ściane a widzimy że ktoś jedzie po niej np stępem (nie robiąc nic) wystarczy powiedzieć "ścianę proszę".
5. Staramy sie nie robić tłoku na hali jeśli mamy czas to nie pakujemy sie na siłe tylko czekamy na skończenie jazdy i dopiero wchodzimy ze swoim koniem.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
21 listopada 2008 11:16


mnie się nie raz zdarza widzieć konie kulawe w pień a skaczące i "trenujące".



nie raczej takich obrazków się nie widuje - ja przynajmniej ani razu nie widziałam

co jak co ale trening na kulawym koniu niechybnie zwróciłby uwagę współjeżdżących i na pewno by powiedziano takiej osobie że przecież koń kuleje. Nie wyobrażam sobie też by np. ktoś pod okiem jakiegokolwiek instruktora/trenera jeździł na kulawym koniu.

ostatnio koleżanka wjechała na koniu który okazał się kuleć. Natychmist z dołu jeden instruktor co tam akurat był zwrócił jej uwagę na to że k0ń kuleje. Zeszła więć, i zjechała do stajni.



jasne, jakby TYM się miał przejąć...



może się przejąć wizją niemożności jeżdżenia i ładowania kasy w wetów ostatecznie wizja niesprzedawalnego konia też może być jakąś zachętą do zadbania o zdrowie konia
caroline   siwek złotogrzywek :)
21 listopada 2008 11:21
ElaPe napisał: co jak co ale trening na kulawym koniu niechybnie zwróciłby uwagę współjeżdżących i na pewno by powiedziano takiej osobie że przecież koń kuleje.
Ela, oczywiscie, ze zwrócono uwagę. nie raz. nie ma efektu. jezdziec chce jezdzic wiec jezdzi.
trener... kulawizny nie widzi.


moim zdaniem nie ma czegos takiego jak niesprzedawalny kon dopóki do przyczepy wchodzi...
ElaPe napisał:

mnie się nie raz zdarza widzieć konie kulawe w pień a skaczące i "trenujące".



nie raczej takich obrazków się nie widuje - ja przynajmniej ani razu nie widziałam
[/quote]


Widzisz Elu, gratuluję i zazdroszczę. Ja sama czegoś takiego niejako doświadczyłam. Wsiadłam na swojego konia, długo go stępowałam, w końcu go zakłusowałam. Na hali było trzech jeźdźców, jeden trener i jedna instruktorka. Koń szedł sztywno, a ponieważ byłam na halterze a nie na ogłowiu z wędzidłem 9czyli bez kontaktu, koń z nosem na wysokości kłody), początkowo nie zauważyłam że koń "odbija" łbem. Zatrzymałam, chwilę porozciągałam mu łopatki, sprawdziłam czy nie ma czegoś w kopycie. Wsiadłam i ponownie zakłusowałam na jedną i druga nogę, koń ewidentnie kulał...

A na hali cisza... wszyscy patrzą ukradkiem, nikt nic nie mówi.

W końcu podjechałam do znajomego i powiedziałam: słuchaj, wydaje mi się, że Czardasz jest nieregularny, wręcz kulawy. Na -chyba- lewy przód. Mógłbyś spojrzeć?

Na co nagle cztery osoby ze zgromadzonych zgodnie stwierdziły, że tak, ten koń jest kulawy w pień. I to -ich zdaniem- na oba przody.

Ciekawe, jak długo by im zajęło wyartykułowanie swoich obserwacji, gdybym nie podjechała...
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
21 listopada 2008 11:30


moim zdaniem nie ma czegos takiego jak niesprzedawalny kon dopóki do przyczepy wchodzi...



no masz rację, zawsze na mięso może iść



trener... kulawizny nie widzi.



ożesz ty a cóż to za prześwietny trner??
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się