Talent jeździecki - co to takiego?

Jak w temacie: istnieje czy jest mitem? na czym polega? u kogo można podejrzewać? A może wystarczy tylko drogi koń (konie)? A beztalencia? istnieją?
Jestem ciekawa Waszych opinii  💘
asior   -nothing but eventing-
14 czerwca 2009 00:44
Jasne, ze istnieje. Wg mnie, wprawne oko po obserwacji jezdzca to zauwazy. Szczegolnie widac to po nieoczekiwanych sytuacjach na koniu. Zawodnik z talentem sobie poradzi, zawodnik, ktory ma tylko wypracowane umiejetnosci, niekoniecznie.

Osoba z talentem moze pracowac nad soba i koniem duzo krocej niz inni, to oczywiste  😉 No i ma ten "feeling".

Znam tylko 1 osobe z talentem jezdzieckim. Takim prawdziwym, prawdziwym.

napisalam troche niejasno, ale to wina poznej pory  👀
Dla mnie talent to niekoniecznie od razu sport na wysokim poziomie.

To przede wszystkim te osoby, które od pierwszej lonży naturalnie podążają za ruchem konia przynajmniej w stępie, nie mają problemów z nauką kłusa, a potem galopu.
Miałam jak do tej pory do czynienia z kilkoma dzieciakami, którym wystarczyło powiedzieć, co mają robić ze swoim ciałem na koniu i... po prostu to robiły.
Zazwyczaj są to ludzie dosyć sprawne fizycznie, z wysokim poziomem samoświadomości i koordynacji ruchowej, z niezłą równowagą i "tym czymś" w postawie, w zachowaniu, w sposobie bycia, co sprawia, że dziewięcioletnia Natalka nie ma problemu z wyczyszczeniem i ruszeniem na jeździe wielkiego Lidera, z którym nie radzi sobie na przykład dorosły facet, jeżdżący od niej dwa razy dłużej.

Antytalenty też się zdarzają - zero wyczucia, rytmu, równowagi. Brak elementarnego szacunku do konia, próby dopasowania się do niego, bycia delikatnym, takiej odruchowej - jak koń się potknie, to nie pokizia, tylko powie, że głupi 🤔. Totalny brak świadomości tego, w jakiej pozycji znajduje się ciało, jego poszczególne części. Kiedyś przez godzinę zmagałam się z gościem, który nie był w stanie oprzeć się chociaż symbolicznie na strzemieniu, bo bez patrzenia nie był w stanie stwierdzić, że ma piętę zadartą i wbitą w koński bok. Miałam też do czynienia z dwiema czy trzema osobami, które nie były w stanie usiąść(czy może usiedzieć) poprawnie, mimo ciągłego napominania. Jak dochodziłam do ułożenia nogi, to góra ciała już się wykręcała i pochylała, nieświadomie i bezwolnie. I tak w kółko, niezależnie od wprowadzanych ćwiczeń 😵. Tacy ludzie, jeżeli się uprą i przebrną przez kurs, są zmorą dla koni i instruktorów: konie często na nich źle reagują, nie szanują, robią z nimi, co chcą. Nawet na najłagodniejsze. A instruktora trafia szlag, bo jak nauczyć czegokolwiek człowieka, który nadal nie wie, w którym miejscu ma łydkę i kiedy koń stawia lewą przednią nogę?

Oczywiście to są skrajności. Pomiędzy nimi znajduje się cała masa osób z większymi lub mniejszymi predyspozycjami, chęciami, z którymi można normalnie wypracować dobry warsztat i doprowadzić do przyzwoitego poziomu nawet bez tej "iskry bożej".
Kiedyś słyszałam że dobrymi jeźdźcami są dobrzy tancerze ( chodzi o równowagę). Prawda to?
Jeśli tak, to by tłumaczyło czemu tak ciężko mi idzie nauka jazdy konnej.
Podczas pojedynczego obrotu w tańcu tracę równowagę i już się chybotam na boki.  😉

Cóż..niektórzy bardzo ciężko pracują by coś uzyskać, a innym przychodzi to ot tak, mimochodem, bez większego wysiłku.
Ale jak to mawia mój szef-"A czy ktoś obiecywał, że będzie sprawiedliwie?".

............

i jeszcze coś dodam
Skoro już jestem przy tańcu, to nasuwa mi się takie porównanie. To jak z tancerzem. Jest osoba, która tańcem powala wszystkich na kolana. Po prostu ma talent. I jest osoba, która niby ma wypracowane wszystkie kroki, wszystkie ruchy, ale jest to jakieś takie kostropate, pozbawione tego wdzięku i gracji.
Podobnie z jazdą konną. Są osoby, które są jakby przyrośnięte do konia, współpracują z nim w każdej chwili i momencie, nawet tym niespodziewanym. Czują go sobą i wiedzą kiedy , co i jak, nie zastanawiając się zbytnio nad tym. Ciało samo działa. A są osoby które jeżdżą- tak właśnie kostropato, sztucznie. I mimo, że starają się z całych sił wczuć w konia, w jego ruchy, to to wszystko jest jakieś nie takie. Niby prawidłowe, ale nie do końca takie. Takie właśnie pozbawione talentu.


Talenty i beztalencia istnieją!
Dla mnie osoba z talentem to nie tylko taka, która dobrze jeździ. To ktoś, kto umie nawiązac kontakt z koniem, zaskarbic sobie jego szacunek i jako - taką przyjaźń w czasie jazdy. To taka osoba, która z konia potrafi wyciągnąc to, co najlepsze i sprawic, że wszelkie jego wady stopniowo zanikają. Ktoś, kto wsiada na konia, którego wszyscy dawno olali, bo "do niczego" i robi z niego (no powiedzmy chociaż troszkę) gwiazdę.

Powiem też coś na swój temat. Od dłuższego czasu jestem uznawana za talent. Konie, nawet te określone mianem "najgorsze" chodzą pode mną jak zegarki, sama jestem w stanie pracowac nad sobą i bardzo szybko się uczę... i tak mogłabym się sama sobą chwalic, ale...
Jakieś pierwsze dwa lata mojej kariery jeździeckiej byłam d... nie jeźdzcem! Totalny ze mnie był antytalent!!! Jak patrzę na moje pierwsze zdjęcia to tak sobie myślę, że worek od kartofli miałby lepszą prezencję na koniu niż ja. 😁
Co się takiego nagle stało? Po prostu nie wiem 🤔

To doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie oceniac ludzi, co dopiero się uczą jeździc. Dzieci zawsze będą małymi "talentami", gdyż wszystko łapią bardziej spontanicznie, są wybiegane, wygimnastykowane, mają giętkie ciało i cieszą się z samej jazdy. Dorośli natomiast mają starsze kości i mięśnie, pracują w biurach i wszystko mają wykalkulowane, dlatego będą łapac wszystko dużo wolniej. Ale kto wie? Może jak już nauczą się podstaw, może powoli się w nich będzie ujawniał jakiś talent?

Antytalencia też znam - jeżdżą już dziesięc lat i nic nie da się im wytłumaczyc...
talenty i beztalencia istnieją chyba wszędzie ;-)

ja jestem typowym przykładem osoby, która ma nikły talent do jazdy konnej...
i pozostało mi to do dziś - pomimo, że na koń pierwszy raz wsiadłam (świadomie) 30-ści lat temu  😲 😲 😲

kiedy inni po kilku lonżach szli w zastęp... ja zostałabym na lonży do śmierci..
kiedy inni galopowali i jechali w pierwsze tereny... ja przy każdym szybszym ruchu leciałam na szyję konia...


ale za to znam osobę ... która na pierwszej jeździe (dorosły facet, bardzo wysportowany) po 10-ciu minutach lonży poszła w zastęp, a na końcu zajęć (tych pierwszych) galopowała!

po 3 jazdach poszła w teren !! i generalnie odbiegał on umiejętnościami od grupy - na plus...

więc jak widać są w obie strony "talenty"

jednak uważam, ze brak talentu można nadrobić regularnością, deteerminacją, zaciętością i wielkimi checiami...
= co u mnie się sprawdza
Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
14 czerwca 2009 08:56
Dla mnie jeździec z talentem to jeździec, który ma bardzo dobre wyczucie koni i intuicyjnie potrafi wprowadzić poprawki zanim się coś skaszani.
incognito   W życiu należy postępować w zgodzie ze sobą.
14 czerwca 2009 08:59
Koniczka mam takie samo zdanie,właśnie miałam to pisac 😉
szafirowa   inaczej- może być równie dobrze
14 czerwca 2009 09:08
Nie zgodze sie,ze talent 'jezdziecki' i sprawnosc fizyczna sa niejako tozsame. Znam,widuje, obserwuje (nawet tu na forum) ludzi, ktorzy siedza zdawaloby sie ksiazkowo- prosciutko, nozka jak trzeba itepe, a potem ma sie wrazenie, ze ten kon pod nimi to jakby z innej bajki.

Histroria nasza jedziecka pokazuje co i raz przypdki niewatpliwych talentow, ktorzy wizualnie i estetycznie wygladaja delikatnie mowiac 'tak sobie', a sa po prostu skuteczni i milo sie patrzy na KONIA POD NIMI. A w najblizszym otoczeniu to ci ludzie, o ktorych myslimy, ze ' kurcze fajnie by bylo jakby wsiedli na mojego konia i pomogli mu costam zrozumiec'
I tu jest dla mnie istota owego talentu.
Są i talenty i beztalencia 😉 Z tym, że... tych beztalenciów nie jest wcale tak wiele -> część ludzi sprawnych fizycznie a jeżdżących źle nawet nie stara się tego poprawić i ja bym ich nazwała nie tyle co beztalenciem, ale leniem, żeby nie powiedzieć gorzej.😉 Możesz tłumaczyć, ale to i tak nic nie da. Widziałam kilka przypadków ludzi, którzy naprawdę nie mieli żadnego talentu do jazdy: przykładowo, jeden gościu, mimo, że normalny, sprawny, zdrowy facet, uczył się anglezować chyba ze dwa miesiące a i tak co chwilę zapominał, miał straszne problemy z tym wszystkim i w sumie był w porządku, ale nijak nie potrafił zrobić jakichkolwiek postępów mimo usilnych starań i jedna dziewczynka, która po prostu była za "miętka" na to psychicznie i fizycznie też nie teges. Zero pewności "czego wymagam", konie pod nią łaziły gdzie chciały no i nic się z tym nie dało zrobić. Co jakiś czas wracała na lonże, ale po każdej lonży było to samo. Generalnie trzymałam za nią kciuki za każdym razem, sama wręcz bardzo chciałam, żeby w końcu w końcu jej się udało, ale wreszcie nie wiem jak się jej losy końskie potoczyły.

Zgadzam się z Ikariną - dzieci to zawsze będą "małe talenty", z dorosłymi bywa gorzej. Ba, ja na samym początku nauki w lot nauczyłam się anglezować i wyprzedziłam sporo resztę początkujących, ale później już nie było tak różowo 😁 Z resztą, czasem patrzę na swoje zdjęcia i nie mogę się nadziwić jak ja pokracznie i beznadziejnie na koniu wyglądam, mimo, że koń łazi i sygnały rozumie, więc doszłam do wniosku, że ja po prostu pokraka jestem. 😁

Osobę z talentem, tak z własnego podwórka, znam jedną. No kuuuurcze, nie można się napatrzeć, jak ona jeździ! Rekreacja, żaden wielki sport, a subtelnie, delikatnie, ładnie, w zgodzie z koniem, nawet bym powiedziała, intuicyjnie, aż miło popatrzeć.
incognito   W życiu należy postępować w zgodzie ze sobą.
14 czerwca 2009 09:12
szafirowa a najlepiej jesli  jeździec wygląda na koniu jak trzeba,oczywiscie mam na mysli postawe,a i koń chodzi właśnie tak jak to ujełaś.
ms_konik   Две вечности сошлись в один короткий день...
14 czerwca 2009 09:45
A dla mnie talent to taki jeździec, który intuicyjnie robi różne rzeczy na koniu tak jak potrzeba, tak podświadomie, bez godzin tłumaczenia o co kaman, jak koń jest skonstruowany i jak trzeba zadziałać , żeby cośtam wykonać.Talent zazwyczaj siedzi na koniu od samego początku ładnie-elastycznie, prosto, miękko, nie ma problemu z anglezowaniem, ręką.Wydaje mi się, że takie osoby mają dużą samoświadomość własnego ciała-potrafią panować doskonale nad swoimi członkami 🙂, nawet nad dużym palcem stopy.
Zgadzam się, że są to osoby sprawne fizycznie, bez mięśni nawet równowagi nie można zachować.
No i jeszcze talent ma umiejętność narzucenia swojego zdania mimowolnie 🙂, stąd np. 9-latka skacze na koniu na którym inni mają problem w zakłusowaniu.
Szczerze mówiąc to powstrzymuję się z wydawaniem opinii po kilku jazdach,niektórym zajmuje ciut więcej czasu, żeby zaznajomić się z nowością jaką bywa jazda konna 🙂.
A taka historyjka z życia, kiedy miałam niebywałą nieprzyjemność być "instruktorem-obstruktorem":
na pewnym obozie był chłopaczyna-utrapienie wszystkich obstruktorów, jak cały obóz już w teren człapał to on wciąż na lonży bez umiejętności anglezowania 🙁, wszyscy płakali, że oni już go nie chcą, nie wiedzą co z nim zrobić...I ja miałam okazję przekonać się o absolutnym talencie jeździeckim 🙂,w końcu udało się nam stworzyć coś na kształt anglezowania 🙂 i obóz się skończył... szczęśliwie.
Dwa lata później spotkałam owego chłopca u P. trener Wąsowskiej jak sobie pięknie śmigał dresażowo...czyli chcieć to móc 🙂🙂🙂
Raven   Dragon Heart & Shadow Hunter
14 czerwca 2009 09:53
Wg mnie sam talent nie wystarczy. Dochodzą do tego jeszcze ciężka praca, godziny treningów. Poleganie tylko i wyłącznie na swoim talencie, może nie dac nic bez doświadczenia i nauki.
Dla mnie osoba z talentem to również taka, która ma właściwe nastawienie do tego co robi. Nie tylko potrafi współpracować z koniem, "dogadać" się z nim. Ale ma też odpowiednie nastawienie do innych ludzi. Jest świadoma swoich predyspozycji, ale nie obnosi się z nimi, jest skromna, nie patrzy na wszystkich z góry i nie mówi tekstów typu: "ja jestem taki fajny, a Wy jesteście tacy beznadziejni. Nie jesteście godni mej uwagi". Udowadnia to swoimi umiejętnościami, sukcesami itp.
Taka osoba wciąż chce się uczyć, dowiadywać się nowych rzeczy, uczyć się na błędach. Bowiem wiele osób twierdzi, że skoro ma talent, to już nie musi jeździć, mieć treningów, analizować swoich błędów. Myślą, że wszystko przychodzi "hop-siup" i nie trzeba się już starać.
Mi trener powiedział, że mam takie predyspozycje psychiczne do jazdy konnej, jak fizyczne do sumo (a Pudzianem nie jestem...), tak więc dopisuję się do klubu beztalenci. Fizycznie nawet w miarę w normalnym tempie wszystko łapałam, anglezowanie nie było dla mnie tajemnicą od początku (pamiętam, że widziałam gdzieś na filmie, jak to się robi, a jak wsiadłam na konia, to ten rytm sam mi jakoś wyszedł), w miarę poprawnie zawsze trzymałam nogę itd, natomiast pod kopułą nie mam umysłu wojownika, niestety. I to podobno niedobrze. Ale jakoś dajemy z Egonem radę ;-) Pozdrawiam wszystkie Wypłosze, które nie wiadomo dlaczego nie rzucają jazdy konnej  🤔wirek: 🤣
ushia   It's a kind o'magic
14 czerwca 2009 11:05
tunrida - mam tancerce na jazdach - wcale orlem nie jest 😉

kenna - poruszylas wazna sprawe - bo wg mnie talent "do koni" jest dwojakiej natury - fizycznej i psychicznej
fizyczna to ci ludzie, ktorzy bez problemu siedza, podazaja, sa luzni i mieciutcy
psychiczna to ci ktorzy potrafia wsadzic swoja energie w czlapaka, albo pogadac z wyploszem ze go krzaczki nie zjedza, zaopiekowac sie przerazonym koniem z uwieziona noga itp

osobiscie nie spotkalam jeszcze osoby posiadajacej obydwa te dary na raz
Gillian   four letter word
14 czerwca 2009 12:11
czy talent może się pojawic i przeminąc?
bo ja chyba jestem takim przykładem hahaha

jako dzieciak - a zaczełam jeździc jako 9-latka - byłam geniuszem. Wsiadłam na konia i po prostu jeździłam, nikt mi nic nie tłumaczył, instynktownie robiłam wszystko dobrze. Jeździłam wszystko - zamulone kobyły, kryjące ogiery, młodziaki. I było dobrze. Patrzę na stare zdjęcia - dosiad książkowy mimo że w getrach i adidasach, konie poustawiane - nawet nie wiedziałam że konie się zbiera. A teraz? jakby z biegiem lat moje ciało przestało miec skoordynowane ruchy, brak mi równowagi. Nie mam tego "feelingu".
ja wyznaję zasadę, że na prawdziwy sukces składa się z 1% talentu i 99% ciężkiej pracy.. 😎

i tym sie pocieszam, jak nie zawsze wszystko wychodzi...

naprawdę uważam, że mozolna praca, samozaparcie i słuchanie mądrego trenera potrafi zdziałać cuda...

takich prawdziwych antytalentów na których ta mieszanka nie zadziała jest niewiele...
Dzieci zawsze będą małymi "talentami", gdyż wszystko łapią bardziej spontanicznie, są wybiegane, wygimnastykowane, mają giętkie ciało i cieszą się z samej jazdy. Dorośli natomiast mają starsze kości i mięśnie, pracują w biurach i wszystko mają wykalkulowane, dlatego będą łapać wszystko dużo wolniej.


Nie zgadzam się. Niestety czasy, gdy dzieci biegały całymi dniami po podwórkach/drzewach/placach zabaw minęły bezpowrotnie. Jest coraz więcej dzieci wyjętych wprost sprzed telewizora czy komputera, które nie mają kondycji i równowagi za grosz, ba, często nawet nie wiedzą, gdzie mają łydkę  🤔
I jest coraz więcej dorosłych świadomych tego, że ruszać się trzeba, którzy po ośmiu godzinach w biurze pomykają na basen, jogę czy siłownie. I to procentuje.

ms_konik, mam wrażenie, że napisałaś właściwie to samo, co ja...

Raven, słusznie. Dlatego ja unikam jak ognia mówienia komukolwiek, że ma talent, czy zbytniego chwalenia, bo łatwo wtedy o zbytnie zadufanie w sobie, o rozleniwienie i brak chęci dalszego rozwoju.

Ushia, też miałam tancerkę... ale może to marna tancerka była  😁

Gillian, ja myślę, że wiem, w czym leży Twój problem: Teraz już wiesz, co i jak masz robić, więc robisz to świadomie, nie instynktownie. A to na koniach niestety się nie sprawdza, powoduje jakieś dziwne przegięcia, usztywnienia, i Bóg wie co jeszcze. Wiem, bo przerabiałam. Czasem trzeba wrócić do samego początku, wyłączyć myślenie, włączyć znowu czucie...

A z antytalentem tak jak i z talentem - zdarza się bardzo rzadko. Na prawie sto osób, z którymi spotykam się na jazdach w tygodniu, antytalenty mam jakieś trzy. Oczywiście nikogo z góry nie skreślam, ale najczęściej jest tak, że po pierwszych paru lonżach widzę już, jak będzie wyglądała nasza współpraca przez następne pół roku. I wiem, że zazwyczaj bardzo dużo można wypracować samymi chęciami, staraniami i wysiłkiem jeźdźca i instruktora. Niestety nie zawsze.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
14 czerwca 2009 21:38
Od kilku miesięcy obserwuję taką jeździecką perełkę. Dziewczynka, która jeździ w zwykłych trampkach, dzinsach, bez rękawiczek, w pożyczonym ze stajni toczku i nie przeszkadza jej to w pięciu się w górę. Garnie się do koni, do pracy przy nich, jest bardzo wysportowana i chłonie wiedzę. To chyba mój pierwszy uczeń, ktory DOMAGA się kłusa ćwiczebnego, pyta jak oceniam jazdę, co musi poprawić. Uważam, że dla instruktora/trenera taki jeździec stanowi wyzwanie. Z jednej strony robi szybkie postępy, ale trzeba go przyhamować, bo jeszcze coś jest do doszlifowania, a z drugiej chciałoby się postawić przed nim jakieś trudniejsze zadanie, ale człowiek się boi, żeby ewentualne niepowodzenie nie spowodowało regresu. Inna bajka, że tacy ludzie sprawiają, że chce się pracować. 🙂

A antytalenty? Też widuję. Najczęściej są to panowie, którzy jeżdżą, bo ONA jeździ. I choć kompletnie im nie idzie, to twardo brną w to dalej. Jedni pracą dojdą do przyzwoitego poziomu, inni - zatrzymają się na etapie łapania równowagi na lonży.
smarcik   dni są piękne i niczyje, kiedy jesteś włóczykijem.
14 czerwca 2009 21:49
[quote author=Lanka_Cathar link=topic=6779.msg275175#msg275175 date=1245011901]
Od kilku miesięcy obserwuję taką jeździecką perełkę. Dziewczynka, która jeździ w zwykłych trampkach, dzinsach, bez rękawiczek, w pożyczonym ze stajni toczku i nie przeszkadza jej to w pięciu się w górę.
[/quote]

jak ja czegoś takiego nie lubię.. oczywiście Lanka nie mam na myśli Ciebie  :kwiatek: ale często spotykam się w stajni, gdzie osoby są od razu 'szufladkowane' właśnie ze względu na strój. I nie mówię tu nawet o innych adeptach jeździectwa, ale o instruktorach, bo przecież lepiej uczyć dziecko w bryczesach i kasku tattini, przychodzące z bogatym tatusiem, prawda?  🤔

Odnośnie antytalentów- z pewnością mój ojciec. Myślę, że chodzi głównie o jego charakter, nie da sobie nic wytłumaczyć bo oczywiście on wie lepiej  🤔
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
14 czerwca 2009 22:00
Smarcik, ja też nie lubię takiego szufladkowania. Podałam to dla przykładu, że właśnie nie trzeba mieć super wypasionego sprzętu, żeby dobrze jeździć. 🙂 Sama dorobiłam się bryczesów po ładnych kilku latach jazdy (jak moja mama zorientowała się, że ta "choroba" nie mija, to kupiła mi najpierw toczek), długie lata jeździlam w adidasach i dresach. Powiem więcej, jak widzę, że dziecię przychodzi na jazdę w oficerkach, białych bryczesach, kasku za 1500 zł, to w sumie jestem na 99% pewna, że będziemy się mordować z nauką wstawania i siadania (czytaj: anglezowanie w stępie). Kiedyś w Decathlonie widzieliśmy z mężem rodzinkę, która pieczołowicie dobierała sprzęt (oficerki, kaski, rękawiczki, bryczesy etc.). Z podsłuchanej rozmowy wynikało, że mieli pierwszy raz jechać "do stadniny".
ms_konik   Две вечности сошлись в один короткий день...
14 czerwca 2009 22:59
ms_konik, mam wrażenie, że napisałaś właściwie to samo, co ja...

Hihihi, dokładnie ::
Wstyd się przyznać ale nie czytałam za dokładnie wcześniejszych postów...
🙂
busch   Mad god's blessing.
15 czerwca 2009 00:00
A ja się zastanawiam, czy naprawdę warto w ten sposób klasyfikować ludzi. Tak długo męczyłam się tym, jak wielkim antytalentem jestem, że naprawdę już strzyka mi w oku od tego tematu.
Intuicyjne wyczuwanie konia to często po prostu setki dupogodzin, perfekcyjny dosiad też można wypracować ciężką pracą. Tak mi się wydaje, że dopiero po kilkunastu parach własnodupnie wytartych bryczesów można jednoznacznie określić talent i antytalent; a w 'międzyczasie' umiejętności tak się rozwijają, że już nikt w ten 'antytalent' nie wierzy  😀
Zabawne, że wszyscy mają rację (z wyj. tych wszystkich "z natury" utalentowanych dzieci  :lol🙂
Pewniki? gdy ktoś "chwyta w lot", gdy pod kimś wszystkie konie jakoś lepiej chodzą, koordynacja ruchowa i świadomość ciała - na pewno, "konioempatia" - też. Dodam wybitny refleks - szalenie ważna rzecz.
A jak to wygląda w odniesieniu do poszczególnych dyscyplin? talent powożącego? a westowy talent? a sznurkowy? Czy "sznurkowcy" w ogóle operują tym pojęciem, czy z założenia ma to być "droga dla absolutnie każdego"?
Dla mnie talent jeździecki to wyczucie i umiejętność dogadania się z każdym ( no prawie ) zwierzakiem. Nie zawsze musi to polegać na zmienianiu każdego konia pod jeźdźca. Czasami to jeździec musi się trochę zmienić dla konia. Utalentowany jeździec potrafi znaleźć równowagę pomiędzy mówieniem do konia, a słuchaniem go. Trudno to może jakoś logicznie opisać, ale to widać u niektórych ludzi.

Kto zakłada klub beztalenci jeździeckich? Ja się chętnie dopiszę 😉
asior   -nothing but eventing-
15 czerwca 2009 07:49
Wlasnie, Lena poruszyla wazna kwestie. Ktos, kto ma talent potrafi dopasowac sie do konia, nie narzucac mu swojego stylu jazdy, a jednoczesnie np. jego konie chodza w podobnym "stylu".
Intuicyjne wyczuwanie konia to często po prostu setki dupogodzin, perfekcyjny dosiad też można wypracować ciężką pracą.


Często tak, ale nie zawsze. Minimum predyspozycji do tego trzeba mieć, bo czasem trafi się taki antytalent, że przez dwa lata nie posunie się o krok do przodu. A wybitnemu talentowi setki dupogodzin nie będą potrzebne, bo nauczy się tego w dziesięć 😉

Co do stroju - ja startowałam w jeansach i starych saszkach mamy  😁
I coś w tym musi być, bo w zasadzie ilekroć do stajni na pierwszą jazdę stawia się dziecko odpicowane przez rodziców na chodzącą reklamę sprzętu jeździeckiego (najczęściej z Decathlonu), tylekroć z dzieckiem jest jakiś problem.
Najczęściej taki, że w ogóle nie chce jeździć  😵 Może ten wypasiony, profesjonalny sprzęt miał niby jakoś dziecko zachęcić?
U mnie też te zwykłe dzieciaki w getrach i trampkach radziły sobie najlepiej i szybciutko wymieniały strój na bryczesy i sztyblety. Bo jest też druga strona medalu - są jeźdźcy, którzy po dwóch latach dalej jeżdżą w dresie i kasku rowerowym, chociaż stać ich na zakup sprzętu. I najczęściej są to kiepscy jeźdźcy 🤔
busch   Mad god's blessing.
15 czerwca 2009 09:53
Kto zakłada klub beztalenci jeździeckich? Ja się chętnie dopiszę wink
To chyba byłby najbardziej paskujący do mnie klub- ale wciąż uparcie będę sobie wciskać, że ciężka praca zrobi ze mnie miszcza olimpijskiego  😀
Trzeba w to wierzyć, inaczej jaki byłby sens tego wszystkiego?
Najczęściej są to panowie, którzy jeżdżą, bo ONA jeździ. I choć kompletnie im nie idzie, to twardo brną w to dalej. Jedni pracą dojdą do przyzwoitego poziomu, inni - zatrzymają się na etapie łapania równowagi na lonży.
Ale popatrz, jakie poświęcenie! 😉 NIe wiedziałam, że faceci w dzisiejszych czasach jeszcze są zdolni do poświęceń.😉

Orzeszkowa, ja się uczyłam jeździć w glanach albo glanopodobnych butach i ślizgających się spodniach 😁 Aaa i miałam toczek! 10 letni, a wytrzymały jak nie wiem co, przy którym koleżanka sprzedając mi, nieświadomemu laikowi, nieźle zarobiła.😉

Kto zakłada klub beztalenci jeździeckich? Ja się chętnie dopiszę wink
Ja też, ja też.  👀 🙂

Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się