Jak karać konia?

Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
29 stycznia 2009 20:17
Darolga po pierwsze takie zachowanie przeważnie wskazuje na to, że koń nie szanuje człowieka - a mianowicie słucha go tylko wtedy kiedy to mu pasuje. A zmiana takiego stanu rzeczy wymaga dużo pracy i zmiany toku postępowania z koniem. Na pewno byłby to pomocny jakiś naturals (w sumie wszystkie szkoły "naturalistyczne" w gruncie rzeczy oferują zestaw bazowych ćwiczeń, za pomocą których można wypracować koński szacunek). Po drugie w drodze powrotnej zaczęłabym wykonywać ćwiczenia, które zwróciły by uwagę konia na jeźdźca i wymogły posłuszeństwo. I tu zależy jak się czujesz pewniej - jeśli czujesz że masz większą kontrolę z siodła, to wracałabym wierzchem, jesli pewniej się czujesz prowadząc konia w ręku to na początku wracałabym tylko w ręku. A jakie ćwiczenia bym proponowała? Zatrzymania (tak, tak wierci się, ale po pierwsze zachować spokój, a po drugie nagradzać każdą milisekundę nieruchomości), cofanie, jakiś chód boczny jeśli koń umie, czy woltka jeśli jest na to miejsce. I dużo, dużo cierpliwości.
Nasturcja-Renata   Moi trzej mężczyźni :)
29 stycznia 2009 20:20
let's-go przecież nie napisałam, że ukarałam konia  🙄

Wtedy to była ostatnia myśl jaka mi przyszła do głowy. Zaraz po upadku wsiadłam i kontynuowałam jazdę.
Nie napisałam również, że to była konia wina. Wręcz przeciwnie. Koń nigdy się tak nie zachowywał, więc mniemam, że to było za trudne ćwiczenie. Teraz to wiem. Zaczniemy od czegoś innego, łatwiejszego (chociaż na razie nie wiem co to może być  🙄 ) Chyba jestem beznadziejna  :emot4: bo nie mam pomysłu na swojego konia  🙁 Trza zostać przy dupotłuctwie (dobra, wiem, to nie wątek na żale  😡 )

Pytanie o karę dla konia nasunęło mi się po tym incydencie, ale tyczy się ogólnie kary ( czy w ogóle, a jeśli tak, to kiedy i jak) Zresztą odpowiedzi już tutaj padały, za co dziękuje   :kwiatek:

Pozdrawiam
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 20:39
figura -  :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:

Nie, to się nie dzieje tylko na betonowej drodze, to się dzieje cały odcinek, który musimy pokonać do miejsca, w którym będziemy jeździć, czyli np. do pierwszej wolty na polu, do wjazdu na ujeżdżalnię. Szósty zmysł jej mówi, kiedy dojeżdżamy do miejsca, w którym pańcia będzie jeździć i wtedy się uspokaja.

Jeszcze gorzej jest w drodze powrotnej - daję luźną wodzą i obieram kierunek 'stajnia' - zaczyna się zasuwanie. Próbowałam więc stale trzymać ją na kontakcie, podjeżdżać do drogi wjazdowej, odjeżdżać od niej, oszukać ją, że jeszcze nie koniec pracy - na nic. Ona wiedziała, że już kończymy i tyle. Pomyślałam więc, że kobyła kojarzy, że zawsze po galopie robimy chwilę kłusa, parę żuć z ręki i stępujemy i to oznacza koniec jazdy. Zmieniłam więc całkowicie harmonogram jazdy, żeby ją zaskoczyć, nie dać jej wyczuć kiedy koniec jazdy. Na nic.
Ona po prostu wie, że kiedy opuszczamy miejsce, po którym się mniej więcej kręciliśmy, to znaczy, że udajemy się do stajni.

Hm, z tym mięśniem to zastanawiające. Ale po dotarciu na miejsce, gdzie jeździmy nie ma już problemów ze stępem,  jest ok, mogę ją kontrolować.

Nie, nie ma też żadnego strasznego przedmiotu, kobyła jest odważna - to raz, a dwa - że robi tak samo, bez względu na to, którą trasą pojedziemy.

I jak już mówiłam - nie mogę jej w ogóle zatrzymać w drodze powrotnej, bo od razu siada na zadzie i idze w górę.

A ostatnio zaczęłam mieć też problemy z zatrzymywaniem jej podczas normalniej pracy na placu/polu czy nawet na hali (miałyśmy przyjemność dwa razy pojeździć na hali, kiedy byłyśmy na feriach, bo u nas niestety nie ma). Wierciła się, tańczyła, wyprawiała dziwaczne zwroty na zadzie, siadała na zadzie, próbowała pójść w górę.
Kiedy parę razy udało mi się ją zatrzymać (niestety tylko na kilka sekund) - stawała z rozjechanymi zadnimi nogami, przednie nogi jej się trzęsły, cała była już wnerwiona, po dwóch-trzech sekundach zaczęła się wieszać i szarpać, mimo delikatnego kontaktu, po czym wystartowała galopem. Przytrzymałam ją, przeszła do galopu w miejscu, potem do stępa i w stępie znów rozluźniona, nie ten koń.
Pomyślałam - coś ją boli, przeszkadza jej coś. Więc robiłam to samo z ziemi - bez problemu. Działałam tak samo, jakbym na niej siedziała, miała normalnie na sobie ogłowie i działałam wodzami, głosem - bezproblemowo. Wsiadłam na oklep, bo może siodło jej przeszkadza czy coś - znowu świrowała.
Próbowałam też inaczej: ja siedzę na niej, koleżanka ją prowadzi i próbuje zatrzymać. Efekt? Przepalone ręce koleżanki i ja z kobyłą w pionie.


Nie wiem, co jest. Tak jakby nie akceptowała jeźdźca na sobie w trakcie zatrzymania i zwalniania w stępie.



Koniczka - dzięki 🙂

Brak szacunku - dużo masz w tym racji. Kiedy próbowałam się z nią bawić w naturals - bawiłam się w Monty'ego i co? zaatakowała mnie na samym początku, po prostu zaatakowała, zaczęła bić przodami i poleciała na mnie z paszczą. Dostała linką po klacie i szyi, odeszła. Oczywiście nie odpuściłam, poganiałam ją po pseudo roundpenie, przyszła do mnie. I na tym poprzestałam. Nie ukrywam, podłamało mnie to trochę, bo raz, że mnie wystraszyła, a dwa, że okazuję jej serce, odbudowuję ją i wyciągam niemalże ze stanu agonii, a ona ma mnie w dupie. Od tej pory żadnego naturalsa nie było, choć kobyła bez kantara i niczego chodzi za mną krok w krok.


Tak, zdecydowanie pewniej czuję się z ziemi, bo najzwyczajniej w świecie boję się, że się znowu ze mną wywali. Ona nie żartuje z tymi dębami, to nie są jakieś podskoki i marne podnoszenie przodów, to jest perfidna świeca.

Zatrzymania. Będę ćwiczyć, ale tylko na miękkim, bo nie uśmiecha mi się leżeć na betonie. Więc w drodze powrotnej pozostaje mi tylko kontrolowanie sytuacji z ziemi plus wolty. Chody boczne umie, na placu/poligonie/polu zrobi bez problemu, w drodze powrotnej zaczyna się odsadzać. Jakby miała klapki na oczach: kierunek stajnia i koniec.

Nagradzać. Nagradzam, ale w momencie kiedy poklepię ją czy użyję głosu w ramach pochwały - mam start galopem. I co wtedy? Znowu zatrzymać? Tak robię, a ona wpada w jeszcze większą frustrację i po 3-4 zatrzymaniach jest cała mokra i wkurzona.
A jak reagować, kiedy koń odmówi skoku? Nie mówię o bardzo wysokich przeszkodach, ale np. o trenigowych krzyżaczkach do przegalopowania, a koń stwierdza, że "nie, bo nie" i tuż przed krzyżaczkiem staje lub skręca o 90 stopni. Czasem wina częściowo leży po stronie jeźdźca, ale co robić, kiedy jest się pewnym, że to fanaberia konia? Ukarać palcatem, czy dalej próbować ryzykując, że wyladuje się w drągach?
Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
29 stycznia 2009 20:57
Darolga z tego co piszesz to masz do czynienia z dość mocno dominującą bestyją, więc niestety bez pomocy kogoś obeznanego w temacie nie zabierałabym się za ustalanie hierarchi. A co do powrotów - ja bym konsekwntnie trzymała się tego co opisałam, i nie oczekiwać efektów po 1 razie, czy nawet tygodniu. Po prostu konsekwentnie, z uporem maniaka wymagac od niej skupienia na Tobie.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 21:09
Będę się trzymać tego konsekwentnie i stosować do Twoich rad, dziękuję.
Ale najgorsze jest to, że nie wiem, kiedy się to zaczęło.  Zorientowałam się zdecydowanie za późno, kiedy wystartowała mi galopem przy wsiadaniu. Wcześniejsze ruszania stępem lekceważyłam, nie utrudniały wsiadania. Z tym zasuwaniem w stępie też się zorientowałam za późno - dopiero kiedy chciałam po coś tam ją zatrzymać a ona poszła mi w górę. Wcześniej nie przeszkadzało mi jej tempo, ot duża kobyła, niech idzie. Zaniedbałam też zatrzymywania jako ćwiczenie na placu - skupiłam się tylko na jeździe do przodu. Mój błąd, wiem.
A co do jej dominacji - chyba ta moja nieudana zabawa w naturals utwierdziła ją w przekonaniu, że ma władzę. Chyba. Nie wiem, wcześniej taka nie była. Była zabiedzona, wychudzona, bez chęci życia. Zaczęła pracować, pojawiły się mięśnie, odżyła, to i zrobiła się do przodu. I było fajnie, podobało mi się, że  kobyła dobrze reaguje na łydkę, że nie jest już do pchania, że jest wesoła, chętna i... i w pewnym momencie gdzies została przekroczona granica, straciłam nad nią kontrolę. 
Do tego dochodzi ostatnio agresja przy czyszczeniu - parę razy próbowała ugryźć, ale nie mnie. Dałam ją wyczyścić dziewczynkom z rekreacji i na szczęście żadnej nie złapała, ale była blisko. Skończyło się na przytupie,  skulonych uszach i kłapnięciu zębami. Nie daję jej już nikomu czyścić. Do mnei nic takiego nie próbowała. Jeszcze?
Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
29 stycznia 2009 21:13
Ale najgorsze jest to, że nie wiem, kiedy się to zaczęło.  Zorientowałam się zdecydowanie za późno, kiedy wystartowała mi galopem przy wsiadaniu. Wcześniejsze ruszania stępem lekceważyłam, nie utrudniały wsiadania. Z tym zasuwaniem w stępie też się zorientowałam za późno - dopiero kiedy chciałam po coś tam ją zatrzymać a ona poszła mi w górę. Wcześniej nie przeszkadzało mi jej tempo, ot duża kobyła, niech idzie. Zaniedbałam też zatrzymywania jako ćwiczenie na placu - skupiłam się tylko na jeździe do przodu. Mój błąd, wiem.


Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie 😉 Władze można przejąć seriami malusieńkich zwycięstw i z tego co piszesz kobyła genialnie przeprowadziła taką kampanię. A co do tego, że była zabiedzona - niestety bardzo często takie konie po odkarmieniu wchodzą na głowę właścicielom, no bo jak zwierzak jest taki chudziutki i biedniutki to mu się wybacza nieposłuszeństwa. A potem człowiek się budzi z ręką w nocniku 😉
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 21:17
To prawda, to prawda.

Czyli tak reasumując:

-na jeździe ćwiczymy zatrzymania, bez względu na to co się będzie działo i chwalimy za każdą sekundę stania w miejscu
-na plac/poligon prowadzę ją z ziemi i  to samo w drodze powrotnej, co jakiś czas zatrzymując, wykonując woltę, cofnięcie
-naturals pod okiem kogoś doświadczonego /zachodzę teraz w głowę, gdzie ja taką osobę znajdę, ale coś się wymyśli/

coś jeszcze?


Dziękuję, Koniczka  :kwiatek:
jako jedna z tych, która miała problem z przejściami niżej polecam skupić się mocniej na posłuszeństwie niż na pięknym zatrzymaniu.
Jak koń nie chce zejść niżej, to i tak przejście nie będzie ładne, a skoro jest nieposłuszna, to nad tym trzeba na początku popracować.
Jak wypracujesz posluszeństwo, to przejdziesz do ładnych przejść.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 21:38
Posłuszeństwo. Oby mi się w końcu udało je wypracować.
A tak z innej strony.
Zakładając czarny scenariusz...
Próba zatrzymania, dąb, wywalamy się, leżę. Czy to kobyły nie utwierdzi w poczuciu władzy?
cholera jasna, czemu się nie da tego naprawić bez ryzyka dębowania  🤔
mój też dębuje i może to nie jest najwłaściwsze podejście, ale...
jak już czujesz, że się podnosi, to spróbuj ją wypchnąć do przodu. Wszystko jest lepsze od wywalenia się.
Na kontakcie staraj się być stabilna- wszelakie potrząsanie czy zadzieranie rączek przy zatrzymaniu- zachęca do świecy. Przynajmniej mojego.
Mój kiedyś wywalił się, tylko że na lonży, a nie pode mną, nie utwierdziło go to w poczuciu władzy. Mnie utwierdziło w potrzebie zakupu pasa do lonżowania. Upewniwszy się, że nic mu nie jest- z powrotem do roboty. Od tego momentu rzadziej staje, częściej grozi podskakując.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
30 stycznia 2009 08:45
Próba zatrzymania, dąb

przede wszystkim nie dopuszczać do dębów

Jak czujesz że coś się święci natychmiast do prrzodu ruszyć - opier.. zdrowo głosem - a przede wszystkim zastanowić się co robię  nie tak że koń idzie w górę. Czy ręka nie jest usztywniona, zakleszczona, za mocna i nieodpuszczająca po wykonaniu zadania.
Mnie trochę denerwuje robienie z koni debili co nie kojarzą kompletnie faktów.
Owszem, nie sa to zwierzęta o powalającej inteligencji, ale ich najmocniejszą stroną jest właśnie świetna pamięć i wiązanie ze sobą faktów.
Koń świetnie zrozumie jak oberwie za ugryznienie, nawet jeśli jest to tuż po a nie idealnie jak kąsa.
Wystarczy popatrzeć na padoku, koń który ugryzł drugiego wie czego może się spodziewać, i wie że oberwie nie za to że juz puścił a za to ze przed chwilką kąsnął.



Mnie się jeszcze nie zdarzyło, zeby koń który mnie skubnął nie skojarzył kary z kąśnięciem. A nie sądzę żebym miała doczynienia z samymi geniuszami.
my_karen   Connemara SeaHorse
30 stycznia 2009 09:19
Napisalam, ze prawdopodobnie mozna bylo uniknac sytuacji opisanej przez Elbus. Oczywiscie, wyrwanie jak kon juz trzyma moze sie zle skonczyc, ale nie mozna stac i czekac jak juz chwyci, a moze zdecyduje sie jednak chwycic mocniej? nie wyrywac, ale chocby podniesc glos, jak moj wargami czasem przyszczupuje mi kurtke przy czyszczeniu nigdy nie wyrywam, ale glosne NIE czy glosno wypowiedziane imie powinno jakos konia dyscyplinowac. A zrobilabym to samo co Elbus, z tym ze probowalabym zareagowac od razu na sygnaly zdenerwowania konia. Uwazam konie za inteligentne na tyle, zeby wiedziec co zle robia, i taki spryciarz na pewno wie, ze dostal za ugryzienie. A jak nie to moze skojarzy calosc sytuacji - dostanie jak puscil,  wiec niech nie lapie zeby nie musial puszczac. (przepraszam, nie mogalm sie powstrzymac, to oczywiscie nie do konca powaznie powiedziane 💃 )
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
30 stycznia 2009 10:00
jeszcze apropo kar.

Wydaje mi się że takli np klaps ręką jest dla konia tym czym dla nas klaps wymierzony kocią łapką (bez pazurków). 

Czyli bardzij psychologicznie niż bólowo to koń odczuwa jako karę.

darolga   L'amore è cieco
30 stycznia 2009 11:22
ElaPe - dziękuję za odpowiedź

Kiedy kobyła zaczyna tańczyć, podskakiwać, natychmiast oddaję rękę i jadę ją mocniej do przodu, ale ona sobie nic z tego nie robi, jest jak w jakimś amoku, wkurzona, mokra i co bym nie zrobiła - i tak pójdzie w górę, ewentualnie wykonana gigantyczną fulę galopu poprzedzonego mniejszym dębem. Taką lewadę czy cuś, nie wiem jak to nazwać.
Zastanawiałam się, czy nie jest to obrona przed moją ręką, więc próbowałam robić to na meega delikatnym kontakcie, naprawdę z wyczuciem - i to samo. Próbowałam to robić z ziemi, kobyła miała na sobie ogłowie, działałam wodzami tak, jakbym na niej siedziała - i wtedy nic nie robiła, nawet jeżeli zadziałałam zdecydowanie mocniej.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
30 stycznia 2009 11:27
darolga - ja bym w takim przypadku popracowała z ziemi. Robiłabym dużo przejść z ziemi właśnie ucząć posłuszeństwa na pomoce głosowe, bat. Optowałabym na pracę na 2 lonżach gdyż moim zdaniem łatwiej jest naśladować działania obu wodzy tak jak to robi jeździec w siodle.
darolga   L'amore è cieco
30 stycznia 2009 11:38
Tak, też myślałam o dwóch lonżach. Dobry pomysł.

Dziękuję wszystkim za rady!  :kwiatek:
Tak sobie czytam o tych dębach, i moje zdanie jest takie.

Kiedy koń się nauczy że może stawać dęba, nawet jeśli początkowo było to w obronie przed np. ręką czy za dużymi wymaganiami, i nie za dużo się z tym zrobiło, czyli po prostu kontynuowało jazdę, albo co gorsza jeździec spadł czy zaniechał chwilowo danego ćwiczenia,albo odpuścił, to koń szybko zorientuje się, że taki mały dębik jako zademonstrowanie niezadowolenia, w zasadzie może być dopuszczalny, a nawet może powodować większą wygodę- oddanie ręki,itp.  Spróbuje to za którymś razem powtórzyć, i łatwo narobić sobie problemu.

Wydaje mi się,że kiedy spróbuje jeszcze raz, trzeba zadziałać może i mało delikatnie, ale go za to strzelić. Kiedy stając dęba, dostanie między uszy, może się dwa razy następnym razem zastanowi.

Spotkałam się z koniem, który nauczył się pod jeźdźcem stawać dęba, w zasadzie za każdym razem kiedy mu się coś nie podobało, nie miał ochoty, itp.  nie dało się z nim praktycznie pracować.
To, co potem  trzeba było zrobić, żeby go tego oduczyć, nie należało do miłych rzeczy.
Mam ze swoim problem w pewnym sensie podobny. Wprawdzie Glut nie wspina się, tylko tupie w miejscu, ale objawy towarzyszące podobne jak u Darolgi. Oddanie ręki też nie pomagało, bo wkręcał sobie film i tupał nadal w miejscu, nie reagując na nic. Jedyne co pomagało, to jazda na przód za wszelką cenę i chwilowe zaprzestanie ćwiczeń na rzecz energicznego kłusa anglezowanego. Jak się nieco uspokoił, można było dopiero coś wymagać dalej. Może to nie jest przykład świetnego poradzenia sobie z problemem, ale umożliwia powrót do pracy bez szarpania/tłuczenia itp.
Gosic
gorzej jest jak dostajesz konia, który już został nauczony/sam się nauczył.

Poza tym każdą karę musisz dopasować do konia!!! nie można powiedzieć, że trzeba go strzelić i po sprawie!
w momencie kiedy Złociasz stawia czoła nowej sytuacji  😉 albo próbuje stawić przynajmniej i boi się, stwierdza że on tam nie idzie, zaczyna panikować, to nie walnę go za to! boi się tego co jest przed nim i jeszcze ja go będę tłukła, szarpała czy kopała. Całkiem by chłopak zgłupiał.

Wydaje mi się,że kiedy spróbuje jeszcze raz, trzeba zadziałać może i mało delikatnie, ale go za to strzelić. Kiedy stając dęba, dostanie między uszy, może się dwa razy następnym razem zastanowi.

nie wiem czy się zastanowi, ale na pewno nie nabierze zaufania do Ciebie jako przewodnika.

zresztą, szczerze powiem, że nie karzę go nawet jak z lenistwa staje albo choć podskakuje. Udaje że nic się nie stało i rozjeżdzam do przodu, jak się uspokoi, to wracam do ćwiczenia. I kiedyś do zarzygania powtarzaliśmy takie cykle. Na dzień dzisiejszy problem dębowania praktycznie odszedł. Zdarza się, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Ja się chciałam poradzić, ale nie do końca wiem czy to ten wątek...

Otóż, "mój" kuc ma prawie 5 lat (za kilka dni skończy), jest ogierem, ale pierwsze krycie będzie dopiero na wiosnę. Do tej pory właścwie było wszystko ok, ale od jakiegoś czasu jak go wyprowadzam z boksu, prowadzę czy to na kantarze i uwiązie czy to ogłowiu, próbuje łapać zębami. Narazie nie jest to groźne. Myślałam, że poprostu chce dać upust swojej energii, gdyż mniej pracujemy z powodu mojej matury w tym roku i nawet widać to, że ma więcej energii na jeździe. Ale nawet jak była przerw świąteczna i chodził dosyć często, zdażało się łapanie. Jak mi się udawało od razu po akcji zareagować dostawał po nosie, ale to nie pomaga. Łapie wtedy jak jestem bokiem lub tyłem i nie zdążę się odwrócić na czas, a on od razu ucieka z głową, bo wie, że dostanie. Może macie jakieś pomysły? Bo do tej pory nie miałam do czynienia z końmi charakternymi, jedynie z bardzo grzecznymi przy obrządzaniu, nawet jeżeli na jeździe potrafiły coś odwalić.

Takie pytanie dosyć laickie myślę 😡 no ale przyznaję się, że poprostu nie mam doświadczenia w takch przypadkach 🙂
Zygzak, to normalna końska gro-zabawa. Kto kogo ugryzie, kto się uchyli, kto ma lepszy refleks. Im dłużej będziesz z nim w tę grę (kto kogo zdoła pacnąć/przechytrzyć/ugryźć), tym będzie w niej lepszy. Już umie wyczuć, kiedy masz opuszczoną gardę. Uciec z głową, zanim mu oddasz (czas reakcji konia jest "trochę" krótszy od ludzkiego).

NIE uderzaj konia za próby gryzienia/gryzienie. Raczej nastaw łokieć, zrób "kaczuszki", blok jak w karate, parawan z wirującego końca uwiązu. Jak koń chce wkładać w to nos - jego sprawa. Nie patrz na niego, broń swojej strefy osobistej, niech koń robi, co uważa. No i w ogóle pilnuj poszanowania własnej strefy osobistej - jak koń jest poza nią, to cię nie ugryzie. Wycofywanie konia, odsuwanie, nie pozwalanie na samowolne wchodzenie do twojej osobistej banieczki.

A jak z niego paszczak, to możesz go nauczyć podnosić kantar, podawać ci szczotki. Skanalizować jakoś jego zabawowość i przekierunkować na zachowania mniej destrukcyjne (a także bolesne i w sumie mało bezpieczne...). Gier dominacyjnych (NH i okolice) nie polecam, bo możesz młodemu, zdrowemu i żywotnemu ogierowi nie sprostać.

(edit: ciąg dalszy)

Teo, zdaję sobie z tego sprawę, chciałam tylko jakoś tak obrazowo przedstawić, a to najczęściej spotykana w podręcznikach -dość archaicznych przyznaję -metoda, zapadła mi w pamięć... anyway, doceniam próbe nawracania :kwiatek:

Mi nie chodziło o nawracanie 🙂 Tylko żeby nie zapominać, że wybór to nie jest mała kara vs duża kara, ale są i inne opcje. Nie tylko przy szczeniakach. Przy szczeniakach to i tak pół biedy, jeśli ktoś ukarze w trakcie "akcji", gorzej, jak reaguje po fakcie. I jeszcze tłumaczy, że przecież widać, że szczeniak rozumie, że "czuje się winny", "przeprasza". No ale to już pewne zbaczanie z tematu...

Szczerze byłam ciekawa Twojego spojrzenia na sprawę.. o ile dobrze pamiętam klikerujesz, prawda? W szkoleniu z klikerem stosuje się tylko wzmocnienie pozytywne? jak to się sprawdza w praktyce?
Klikeruję. Ale nie jestem w 100% "pozytywna". Na przykład nie wygrałam klikerowo z trawą. Trudno mi przebić jej fajność inną fajnością. Więc tutaj mam relikt wzmocnienia negatywnego. Taka moja porażka.

Kliker zakłada nie stosowanie kary ale nie jest metodą "bezstresową". Takiej chyba zresztą na świecie nie ma, frustracja to część życia. I nauki... Brak nagrody frustruje. Niemożność znalezienia rozwiązania. Utracenie czegoś pozytywnego (np. uwagi człowieka, co stosuje się czasem przy dużej niesubordynacji). Ludzkie zadanie, to ustawiać sytuację tak, żeby te przykrości minimalizować, by były tylko takim bodźcem do działania. Działać jasno, konsekwentnie, stopniować wymagania, stwarzać koniowi szanse wygrywania raz po raz (nie "ogrywania" nas, tylko sytuacja wygrany-wygrany, koń zyskuje, my zyskujemy).

Jedyny koń, z którym klikam regularnie i długofalowo, to mój Teo, więc mogę pisać tylko o zmianach, które w nim zaszły. Choć to w dużym stopniu pokrywa się z obserwacjami innych klikających, czy teorią w ogóle. Ale nie wiem, czy to tu na temat i czy kogoś to interesuje 😉
my_karen, też myślę, że można tego było uniknąć. Teraz, 5 lat później, nie mam już praktycznie podobnych sytuacji - nic mnie już nie próbuje upieprzyć. Ale tutaj pozostaje sprawa z dzieciakami - mimo wszystko sa te obozy, przyjeżdżają bąble - i mają się nauczyć postępować z koniną, a nie tylko jeździć. I od razu na początku się im mówi - "koń i Ty to jak przedszkolak i świeczka", będzie próbował i się bawił, to w końcu się sparzy, skończy sie zabawa. No bo jak inaczej? Młody nie może uciekać przed koniem, bo jak nie daje sobie rady w boksie, w siodle też sobie nie da - i tutaj jest kwestia psychiki, zarówno dziecka, jak i konia.
No bo w sumie żeby dać klapsa w adekwatnej sytuacji, to po pierwsze tego konia nie można się bać - tu leży pies pogrzebany.


W takich przypadkach stoję za tzw. "stanowczością".
Moje pytanie w tym wątku (nieco wyżej na stronie) przeszło bez echa, ale chyba nie ja jedna mam czasami problem z takim nieposłuszeństwem konia, jakim jest odmowa skoku, nawet małej koperty, czyli w zasadzie bez wysiłku. Czy karać, a jeśli tak, to jak, za nagłe hamowanie lub gwałtowny skręt tuż przed przeszkodą. Koń nie jest młody, nie boi się przeszkód, znacznie wyżej skaczemy najczęściej bez żadnych problemów. Nie chcę, żeby doszedł do wniosku, że tak może, bo kiedyś po takim hamowaniu przelecę nad przeszkodą sama, albo wyląduję w drągach...
darolga   L'amore è cieco
30 stycznia 2009 18:24
Olivia - ja bym mocniej dopchała w samym najeździe, nie dając czasu na myślenie o zatrzymaniu. Jeśli się mimo to zatrzyma - dwa szybkie z łydą, zawrotka i od razu najazd. Bo skoro mówisz, że skaczecie wyżej, a koń nie jest młody, to odmowa nie wynika ze strachu. Ale zastanówmy się jeszcze, bo może błąd leży po Twojej stronie:

1) czy najazd jest dynamiczny?
2) czy nie wychodzisz przed konia, utrudniając mu odskok?
3) czy nie wisisz mu na wodzy?
4) czy nie dostał od Ciebie po zębach w czasie skoku i stąd nie wynika ta niechęć?
Punkt 3 i 4 - nie wiszę na wodzy i po zębach nie dostaje. Co do punktu 1 - najazd był ze spokojnego galopu, bez zmiany tempa przed przeszkodą, ale myślę, że na taki krzyżaczek wystarczyło. Zastanowiłam się nad drugim pytaniem, bo fakt, że zdarzy mi się czasem za wcześnie i za bardzo pochylić. To błąd, nad którego wyeliminowaniem pracuję. Czy jednak na małej kopercie miałoby to aż takie znaczenie? Dwa szybkie klepnięcia palcatem zazwyczaj pomagają, wykonujemy kilka kolejnych skoków, ale czasami zdarza się kolejna odmowa.
darolga   L'amore è cieco
30 stycznia 2009 19:13
Pilnuj więc siebie, najeżdżaj równym tempem, ale zdecydowanie, łydeczki zamknij przed odskokiem. Jeżeli czujesz już kilka fouli wcześniej, że koń zwalnia, szykuje się do stopy - mocna łyda, pomóż sobie bacikiem. Jeżeli się zatrzyma mimo to - użyj bata. Nie chodzi o bicie, ale użyj go. Z łydą  oczywiście. Jeżeli skoczy dobrze - nagradzaj! Koniecznie, musi wiedzieć, że wykonał to, czego od niego wymagałaś.
Zawsze kończ trening udanym skokiem, żeby nie pokojarzył, że po odmowie dajesz mu wolne, bo wtedy problem zacznie się nasilać.
_kate - oczywiście masz rację, karę trzeba dopasować do konia, ja też chyba zbyt pochopnie uogólniłam.
Wiadomo że kiedy się boi, to jest to inna sytuacja niż ta, w której robi to  "perfidnie", sprawdzając, próbując się uchylić od roboty.

Gdyby mój koń, którego znam na wylot, wpadł by w panikę i stanął dęba, albo stanął dęba w jakiejkolwiek sytuacji to w życiu nie przyszłoby mi do głowy go za to strzelić. Bo się znamy, znamy zasady, mamy do siebie zaufanie, itd. Zastanowiłabym się dlaczego, i w ogóle.

Ale inna sytuacja to ta, w której koń zaczyna kombinować, sprawdzać człowieka,  i dochodzić do wniosku że może uzyskać przewagę wspinając się. To moim zdaniem trzeba ukarać i nawet bym się nie wahała.
darolga   L'amore è cieco
30 stycznia 2009 20:26
Gosic - tak, w takich sytuacjach trzeba ukarać. Tylko nie bardzo mogę, bo kobyła staje świece konkretne i ja się skupiam tylko na tym, żeby to przetrwać i wiem, że nie dam rady jej pierdyknąć między uszami w tym momencie. A z kolei jak już wyląduje, to startuje galopem. No to ja znowu ją przytrzymuję, ona znowu w górę i tak w kółko macieja...  🤔
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się