Jak karać konia?
W takiej sytuacji, skoro w międzyczasie się nie da, co jest zrozumiałe, to bym strzeliła tuż po.
A jak startuje galopem, to niech startuje, i kazałabym jej biegać drugie tyle ile sama chciała. Chce biegać- proszę bardzo, tylko trzy razy tyle. Powinna dojść do wniosku, że to się nie opłaca.
Tak mi się na zdrowy rozum wydaje, bo walka i przytrzymywanie, co kończy się kolejnym buntem jak sama mówisz mija się z celem.
Aha, dałam jej dzisiaj w dupę właśnie, zapierdzielała, wymiękała, a ja jej dalej kazalam. W koncu przeszłam do stępa, wracamy i w pewnym momencie poszła tak po prostu w górę, wylądowała, znowu w górę i za trzecim razem zeskoczyłam, oberwala, wsiadłam, był chwile spokój, zszokowała się, ale po chwili znowu. Przegonki galopem robiłam chyba z 5 razy, nie wiem, może to wciąż za malo, może mam ją gonić, aż zacznie z pyskiem przy ziemi chodzić... ale czuję, że to nic nie da, czuję, że ona i tak znajdzie resztkę energy, żeby pójść w górę i znowu próbować mnie wysadzić.
jak ją tak będziesz ganiała, to Ci kobyła takiej kondychy dostanie, że Ty wymiękniesz, a ona będzie chciała dalej lecieć. Tak jak mówisz, znajdzie resztkę energii i tak zrobi, co zechce.
Sposobem musisz dziadówę wziąć.
Jest taka metoda na niekontrolowane galopy. Na mojego skutkuje- on w galop, ja zatrzymanie i zanim bąka puści, karzę mu się kręcić wokół własnej osi- do znudzenia aż się uspokoi. Barki wtedy nie dębuje, galopem się nie da i ma zazwyczaj głupią minę
Aha, święte słowa. Ja po 10 minutach wymiękałam dzisiaj.
Naprawdę, nie idzie jej zajechać.
A z tymi bączkami to nie jest takie głupie! Nawet jeżeli spróbuje pójść w górę, to przynajmniej na bok poleci jakby co, a nie na plecy, jak to ostatnio zrobiła. Brr, masakra, miałam szczęście i ona z resztą też.
darloga Ty już jesteś chyba mocno przestraszona, co? I wcale Ci się nie dziwię 🙄 Sama wiesz, że doprowadziłaś do takiej sytuacji - jak "kumaty rajter" może pozwalać na ruszanie przy wsiadaniu, hmm??? Mój trener mawia: "po to człowiek jest mądry, żeby "robić konia w konia" i do wojny nie doprowadzać; ale... gdy już wojna (a niektóre konie czasem mają taką "potrzebę" - uwaga moja) - tto bezwzględnie trzeba wojnę wygrać". Można spróbować "doprowadzić pannę do szału" w miejscu miękkim (plac) i nie przejmując się świecami wyegzekwować żądanie. Może po prostu powinien to zrobić naprawdę dobry jeździec? Sposób doprowadzenia do szału: malutkie wolty w stępie zebranym, w precyzyjny wygięciu (przykładowo). + zatrzymania, oczywiście. Zarezerwować dużo zimnej krwi i do trzech! godzin czasu (tyle trwa "wygrywanie wojny" 😀)
Sytuacja nie jest wesoła, bo zazwyczaj "świecom" po glebie na jakiś czas ochota przechodzi - a twojej nie! 🤔
A spróbuj tak: po pierwsze cały czas mocno przyłożona łydka. Cały czas! Po drugie: zwalnianie konia dosiadem (nic za mordę - najwyżej pojedyncze sygnały jedną wodzą) - usztywnia się kręgosłup tak, żeby zasuwanie stało się skrajnie niewygodne - żadnego "włączania się w ruch konia" - szczególnie skuteczne przy caplowaniu. Po trzecie: cały czas chód boczny (to, co skuteczniejsze) ustępowanie od łydki lub łopatka - w ten sposób wyjeżdżasz już z placu. Ja bym wybrała ustępowanie od stajni, łopatkę - do stajni.
Jeśli zatrzymujesz konia na placu a on się trzęsie, to nie ustępuj, ale cały czas uspokajaj (głosem, smyraniem po szyi, grzywie) - nie pozwalaj ruszyć zadu. Natomiast ruszenie zadu w bok na Twoje żądanie jest sprawą kluczową ("odangażowanie"😉 więc zwroty na przodzie musicie mieć świetnie opanowane. Koń ze skrzyżowanym tyłem nie bardzo ma jak świecę zrobić. Pięta w dół - i będzie dobrze 😉
Oliwia7 Skoki z wolnego tempa przez krzyżaczki to niespecjalnie lubiane przez konie ćwiczenie. Służy wyrabianiu siły, a nawet człowiek nie zawsze ma ochotę zasuwać na siłowni 😁 Powinnaś jechać mocno w łydkach, za wszelką cenę nie dopuścić do najmniejszej zmiany rytmu, w żadnym wypadku nie "wychodzić pod toczek" - to strasznie zaburza równowagę. Krzyżaczki jeździ się tak jakby "nic" nie stało - tylko maleńki ukłon nad. A dobrze masz opracowany galop przez drągi? Jeśli zdarzy się odmowa - wycofałabym dokładnie po prostej tak daleko, żeby można było od razu najechać znowu. Warto też głosem wyrazić swoje niezadowolenie. darloga Tobie też polecam używanie bardzo zróżnicowanego głosu. Krótkie ostre "nie" poprawiło już niejedną relację 🙂
Ja też mam pytanie: co robić, gdy koń cofa bez opamiętania? Przyznam, że ja się tego boję najbardziej (pewna glutka po ok 30m trafiła zadem na bok trybunki (takiej z niebieskimi siedzeniami) i obie saltem poleciałyśmy do tyłu, a potem fikołkami w dół - brrr...) Po pewnym czasie jazdy na takim koniu zawsze rozwiązuję ten problem, ale przeraża mnie każde takie cofanie! Wiadomo, że dosiad/łydki/ostrogi/bat zupełnie nie skutkują - a sprawiają jak najgorsze wrażenie. Macie pomysły?
Ja też mam pytanie: co robić, gdy koń cofa bez opamiętania? Przyznam, że ja się tego boję najbardziej (pewna glutka po ok 30m trafiła zadem na bok trybunki (takiej z niebieskimi siedzeniami) i obie saltem poleciałyśmy do tyłu, a potem fikołkami w dół - brrr...) Po pewnym czasie jazdy na takim koniu zawsze rozwiązuję ten problem, ale przeraża mnie każde takie cofanie! Wiadomo, że dosiad/łydki/ostrogi/bat zupełnie nie skutkują - a sprawiają jak najgorsze wrażenie. Macie pomysły?
oj nieprzyjemny narów! spotkałam się raz, ale na lonży. koń w trakcie pracy nagle odwracał się pyskiem do lonżującego i cofał - ale w jakim tempie! utrzymać dziada za pysk oczywiście było niemożliwe... i po chwili efekt był taki, że zupełnie pokonany człowiek leciał kłusem za cofającym sie błyskawicznie koniem, bo się lonza kończyła. i lepiej już było biec niż puścic go luzem.. pamiętam jak chciałam go przechytrzyć i podczas akcji "cofanie" naprowadziłam go zadem na stojak. to było mega głupie. gdy tylko go dotknął to jak wywalił z dwurury - tylko huk i ze stojaka poleciały deski wysooooko w powietrze. ale się przestraszyłam. a na początku chciałam go nakierować na słup od lampy betonowy. dobrze że mi się nie udało.
narów zwalczaliśmy w dwie osoby. pomocnik z batem stał obok lonży. w końcu przeszło. z tym że to nigdy nie wystąpiło pod siodłem, przynajmniej nie w takiej skali.
darolga, Twój przypadek kojarzy mi się z moim problemem pt. delfinki. tylko że to było z ogierkiem. zaczeło się od niewinnego napierania na rękę w konkretnym miejscu w lesie - tam gdzie zaczynało się galopy. potem doszło takie jakby podwieszanie się na ręku, z podniesieniem przodu. nie wiadomo kiedy narów przekształcił się w regularne loty przodem, w oparciu o rękę. koń zabierał się w góre i do przodu, uwieszając się na wodzy i wysoko unosząc cały przód.... potrafił takim skokami delfina przebyć kilkanaście metrów, brrrr. oddanie wodzy kończyło się niekontrolowanym przyspieszeniem. blokowanie ręki pogarszało tylko sytuację.
sprawa wyglądała b. źle, pod koniec robił to gdy tylko chciał, np. gdy był w złym humorze to już przy wsiadaniu gdy brałam wodze w dwie ręce, czułam ten nacisk - i nie było kontroli.
gdy ktoś patrzył na to z ziemi, to bagatelizował. gdy wsiadał - szybko zsiadał. wytoki i patenty nie działały. troche pomagało odangażowanie zadu ale drastyczne - baciorem. wtedy z kolei oddawał, ale chociaz nie latał..
ogólnie pogrążaliśmy się aż nałożyły się inne nieposłuszeństwa zw. z ogierowaniem. w końcu wywróciliśmy się b. niebezpiecznie na hali. podjęłam (spóźnioną o rok) decyzję o kastracji.
pierwsza jazda po zabiegu - spodziewałam się od razu delfinka. o dziwo - od tej pory przestał to robić! zupełnie jak nożem uciął. ogólnie złagodniał i przestał być zaczepny (trochę) ale delfinki jakby zapomniał. chwała Bogu.
podobieństwo widzę w tym, ze problem też rozwijał sie pozornie niewinnie, od drobiazgu. a skończyło sie na numerach zagrażających życiu..
szkoda tylko że na nic Ci się moja historia nie przyda, bo Ty nie możesz jej wykastrować... 🙄
moim zdaniem bardzo rozsądne są rady o chodach bocznych. to pomaga na caplujące konie.
I całkiem dobry motyw z tym cofaniem.
Jak zaczynałam jeździć, myślałam, że to da się bez kary.... ale teraz stwierdzam, że absolutnie bez się nie da. Przykładowo, po dwutygodniowej nieobecności u swojego, koń nie reagował na próby przesunięcia go, próbował coś szczypać i całą swoją postawą mówił "ha, mam cię gdzieś". W momencie kiedy próbował na mnie wleźć stwierdziłam "oooo nie" i klepnęłam dość mocno młodego otwartą dłonią w klatkę piersiową. Koń stanął prawie na baczność, skończyło się włażenie i do końca żmudnych zabiegów czyszcząco-weterynaryjnych był grzeczny jak aniołek.
Pracując z nim dużo chwalę i już brak pochwały jest w jakimś stopniu karą a jak chcę coś zaakcentować, mówię stanowczo "nie" i koń wygląda, że rozumie o co kaman.
Inna sprawa, że to młodzik, który się nie przekonał, że mógłby mnie zgnieść, ugryźć, kopnąć i ma szacunek do ludzi. W którejś stajni rekreacyjnej widziałam taki przykład: koń przywiązany i czyszczony dreptał w miejscu, właził na człowieka, deptał, próbował gryźć, tylko co było dziwne, robił to wszystko jakoś strasznie nerwowo, całą swoją postawą świadczył, że był wystraszony. Uspokoiło się go, na chwilę stał spokojnie....i nagle potrafił użreć człowieka w ramię. o_O
Ja też mam pytanie: co robić, gdy koń cofa bez opamiętania? Przyznam, że ja się tego boję najbardziej (pewna glutka po ok 30m trafiła zadem na bok trybunki (takiej z niebieskimi siedzeniami) i obie saltem poleciałyśmy do tyłu, a potem fikołkami w dół - brrr...) Po pewnym czasie jazdy na takim koniu zawsze rozwiązuję ten problem, ale przeraża mnie każde takie cofanie! Wiadomo, że dosiad/łydki/ostrogi/bat zupełnie nie skutkują - a sprawiają jak najgorsze wrażenie. Macie pomysły?
Brrr jezdzilam kiedys na mlodziutkiej kobylce, ktora ze strachu wrecz biagala do tylu. Sploszona, czy bron boze uderzona, cofala sie jak w amoku do tylu, obojetnie co stalo za nia. I mam do tej metody straszny osobisty dystans z tego powodu, choc generalnie wiem ze to dosc dobre.
U mnie natomiast bączki nie skutkuja za cholere, wrecz ogra mi nakrecaja.
Wszelkie proby zwolnienia z szybkiego galopu bez uzycia glosu i bez szarpania narazie nam nie wychodza, choc z klusa i wolnego galopu na sam dosiad juz sie zwierz potrafi zatrzymac. Jednak jak juz sie 'rozbuja', bączki sa wrecz zabojcze, tzn moj nabuzowany ogr potrafi zrobic od razu jak zobaczy co kombinuje zrobic zwrot na zadzie i tak sciac kolo, zeby jak najszybciej isc w swoim tempie i swoim kierunku, jak sie nakreci to na takim kole 'wyhamowujacym' sie go nie da, wrecz sie boje, ze robiac takie mega zwroty kiedys wyrżniemy do tylu.
U nas po jednej takie gorszej akcji pomogla zmiana wedzidla na jedna jazde na wielokrazek zapiety w opcji najostrzejszej. I wcale nie trzeba bylo szarpac, wystarczylo, ze kon poczul cos innego w pysku. Raz sprobowal wariacji, zostal stanowczo sprowadzony do stoj, od tej pory <odpukac> juz od dlugiego czasu jest spokoj.
Wiem, ze kiedys, dawno temu, pewien instruktor stosowal czarna wodze na takie konie w terenie. Sama na czarnej jezdze tylko czasem podczas treningow, w terenie nigdy nie probowalam. Ktos ma doswiedczenie, jak to dziala w praktyce na takie trudne konie?
jak nauczyć konia chodów bocznych? bo z tego co czytam to są przydatne...
Halo - baaardzo dziękuję za odpowiedź.
Dużo cennych wskazówek.
Racja, już trochę wystraszona jestem... No ale będę próbować.
Niestety, sama doprowadziłam do takiego zachowania kobyły, wiem, wiem... Ale człowiek się uczy na własnych błędach. Jeśli chodzi o wygrywanie wojny - będzie mały problem. Bo o ile na placu mogę sobie pozwolić na małą bitwę, o tyle na betonowej drodze (na której najbardziej jej odwala) będzie to już dość ryzykowne. Mam jednak nadzieję, że jeżeli wygram wojnę na placu, to i na betonówce odpuści. Jeśli nie - będziemy myśleć nad innym rozwiązaniem.
Cały czas łydka, ok. Cenna uwaga, bo dotąd wracałam z mega odstawioną łydką w panice, żeby czasem panny nie dotknąć i nie zafundować sobie startu galopem 🙄 Za mordę jej nie tykam broń Boże, bawię się delikatnie jedną wodzą, czasem jakaś pólparadka, proszę ją o zwolnienie. Ok.
Chody boczne, ustępowania... cały czas, konsekwentnie, mimo jej odsadzania się? Bo w drodze powrotnej ona odskakuje od łydki jak poparzona 😲
Ok. Dziękuję za rady, bardzo dziękuję, będę zdawać relację na bieżąco.
dempsey - brrr, masakra są takie delfinki, wiem, bo moja też tak nieraz próbuje. No niestety nie mogę jej wykastrować (chociaż czytając wątek o złotych radach koniarzy to wszystko jest możliwe 😁 ). Tak, prawda, u mnie też rozwijało się tak niewinnie...
Trzeba zwalczać narowy już w zarodku, bo potem będzie tylko gorzej.
Niech moja obecna sytuacja będzie dla innych przestrogą.
Naprawdę, nie lekceważcie nawet najmniejszych objawów...
darloga Zapomniałam dodać: gdy robisz ustępowanie nie zapominaj o drugiej łydce! Ona musi ograniczać i trzymać. Owszem, jest nadzieja, że gdy sprowokujesz i wygrasz wojnę w bezpiecznym miejscu to reszta pójdzie łatwiej - ale najpierw wypróbuj wszystko inne. Cały czas zamknięta łydka potrafi zdziałać cuda. A usztywnienie krzyża przy caplowaniu działa na bank! Wygląda to tak: koń zasuwa dzikim stępem - lekko przytrzymujesz - zaczyna caplować - "beton" z kręgosłupa (fakt, kręgosłup trzeba mieć zdrowy :hihi🙂 - kilka kroków - przechodzi do stępa - rozluźnić się natychmiast i pochwalić - znowu caplowanie - powtórzyć "zabieg" - przy szybkich i prawidłowych reakcjach jeźdźca max 4 razy wystarczy, żeby konia oduczyć caplowania trwale!
wiorek A zajrzyj może na pytania dla "szczypiorków"?
Co do niekontrolowanego cofania to podaję sposoby, które ja znam: cofanie ile koń chce po wolcie! (o ile jest miejsce); pojawienie się z tyłu pomocnika z brzozową miotłą (o ile jest pomocnik - miotła działa świetnie i trwale :lol🙂
dempsey Dlatego warto z czegokolwiek wygrodzić lonżownik - inaczej można i parę kilometrów przewędrować 😜
Ja naprawdę zawściekłe cofanie uważam za najbardziej niebezpieczne z końskich narowów i dlatego bardzo ostrożnie podchodzę do cofania jako "środka dyscyplinującego" - wyłącznie w przypadku mało uzasadnionego zatrzymania przed niską przeszkodą, szczególnie w linii.
Co do zasady karać - nie karać - a niech tam jak ktoś sobie chce, ale: koń musi być zawsze, natychmiast, czytelnie poinformowany, które zachowania akceptujemy i pochwalamy, a których w żadnym wypadku - bo skąd futrzak ma to wiedzieć???
Wydaje mi się, że pokrewne treści można znaleźć w "Dziwne zachowanie konia" - o zachowaniach w boksie i nie tylko.
Dlatego warto z czegokolwiek wygrodzić lonżownik - inaczej można i parę kilometrów przewędrować
przyznaję że podczas tamtych kłopotów faktycznie nie było lonżownka. może walka z problemem trwała by krócej gdyby był.
ale z drugiej strony nie możemy dopuszczać do sytuacji gdy kon chodzi dobrze tylko w lonżowniku. koń na lonży ma chodzić posłusznie po okręgu zawsze, i na łące i w lonżowniku i na placu.
popieram opinię o miotłach. bardzo często w takich sytuacjach doskonale działają samym tylko wyglądem.
halo chodzi ci o kącik dla żółtodziobów??
a jak powinien karać się jeździec, który ma pretensje do konia za swoją niewiedzę, bo koń jak czegoś nie robi to przeważnie nie rozumie co jest grane i to nie jego wina, że siedzi na nim koński analfabeta, który zamiast wytłumaczyć co i jak pyta "jak karać konia" 🤔
Koni najlepiej w ogóle nie karać.
Tylko robić tak, żeby im się wydawało, że wszystko co robią, robią z własnej woli ;-)
absolutnie sie nie zgodze
kara i nagroda to nierozlaczne skladniki wychowania. Nalezy jednak pamietac, ze dla koni kara to rownie dobrze głos, agresywna postwa ciała, spojrzenie itp. Jak inaczej mozna nazwac proces podporzadkowania się konia, jesli nie wlasnie wzmocnieniami pozytywnymi i negatywnymi czyli nagrodami i karami. Kon chcący dominowac zostaje odepchnety od stada (kara), a gdy zmieni swoją postawę, moze z powrotem do niego powrocic (nagroda). caly system "połączenia" się na tym opiera.
Tak, masz całkowitą rację. Tylko zauważ, że ja nie napisałam, żeby koni nie karać (w sensie w ogóle) tylko działać tak, żeby nie trzeba było tego robić za często.
Jestem w trakcie oglądania DVD szkoleniowych z kursu Parellich.
Jest pokazane bardzo fajne ćwiczenie z grupą ludzi w sali wykładowej. Jedna osoba musi wyjść z sali, żeby nie słyszeć co jest ustalane w środku. Zadaniem drugiej osoby będzie spowodowanie, żeby ta pierwsza, gdy wróci przeszła najpierw za plecami innych uczniów, uścisnęła rękę jednej z nich, przeszła pod stołem, nalała colę do kubka i stanęła na krześle.
Jedynym środkiem jaki ma druga osoba jest pusta plastikowa butelka. Nie wolno nic do tej pierwszej osoby mówić, pokazywać, czy sugerować w jakikolwiek ludzki, werbalny sposób. Można ją tylko ewentualnie dotknąć, puknąć, czy nawet uderzyć tą butelką.
Pierwsza osoba wraca do sali i nie ma zielonego pojęcia o co chodzi.
Słuchajcie cyrk... Nie wierzyłam własnym oczom...
Przez te pięć minut (bo tyle mniej więcej zajęło przeprowadzenie tej kompletnie zdezorientowanej osoby przez ten tor przeszkód) zrozumiałam wiele rzeczy.
Konie momentami też kompletnie nie mają pojęcia o co nam chodzi. Jedynie co możemy zrobić, to zdobyć ich zaufanie i stosować stopniowe zmniejszanie lub zwiększanie nacisku.
Zrozumiałam, że kiedyś wiele razy uderzyłam konia (czy krzyknęłam lub zastosowałam inną presję) wyłącznie dlatego, że nie wiedział o co mi chodzi, bał się lub nie wiedział co ma zrobić.
I właśnie najczęściej widzi się konie karane za to że się boją.
Czy to ma jakiś sens?
a jak powinien karać się jeździec, który ma pretensje do konia za swoją niewiedzę, bo koń jak czegoś nie robi to przeważnie nie rozumie co jest grane i to nie jego wina, że siedzi na nim koński analfabeta, który zamiast wytłumaczyć co i jak pyta "jak karać konia" 🤔
A możesz rozwinąć? O co Ci konkretnie chodzi?
chodzi mi o to co napisałam i nie widzę potrzeby rozwijania bo to kwintesencja 😉
Też miałąm problem z karaniem ale doszliśmy juz do jakiegoś porozumienia.
Kiedy widzę ze kon jest narwany i może zacząć brykać i mnie wysadzać staram się jeździć z jego pyskiem w górze. Tzn nie mam tu na myśli lamy ale dośc wysoki kontakt zeby nie miał możliwości schowania się pyskiem i wyrzutu tyłem. Do tego oczywiście ciągle działająca łydka. I do przodu!
Natomiast kiedy jest wyraźny impuls, np. jakis hałas albo coś sie dzieje i jest okazja aby się wspiąć lub coś w tym stylu to robimy małe kółeczka. Nie ma wtedy możliwości zrobienia czegokolwiek a juz na pewno nie świecy. A jak się uspokoi to powrót do normalnej pracy. W razie czego powtórka z rozrywki.
Na mojego konia to działa... powodzenia z dzikusami 😉
No ja rozumiem, że trzeba się najpierw zastanowić nad sobą, ale są takie sytuacje, że koń powinien być ukarany
Coś mi się wydaję, że pijesz do kogoś, ale ok, nie będę ciągnęła OT
piję do tytułu wątku, a jeżeli chcesz coś więcej to polecam "Psychologię treningu konia"
a podchodcząc do tematu na luzie:
jeźdzec: koń zrzucił w czasie zmiany nogi w galopie-ja jej łyda a kobyła stop+ walenie z zadu+ bezczelnie się wpatrywała -jak ukarać 🤔
koń opowiada kumplowi w boksie: dziś na jeździe znowu nic nie zrozumiała, niby miałem zmienić nogę w galopie ale jak? kiedy wskazówki do bani i niewiem o co tak naprawdę chodzi, bo nic mi nie pasuje i jeszcze mnie dźgneła między żebra, łydą, trafiła na splot nerwów, to co miałem robić chciałem się uwolnić od bólu, bryknąłem, a ta spada, bo nie umie siedzieć w równowadze ze mną. Mówie Ci horror, stoję spokojnie i patrzę co dalej, bo nie kopie się leżacego-uprzejmy jestem, a ta mówi, że bezczelny 😤. Koń się stara jak może inne mają lepiej 🙄 i jeszcze pisze o karaniu, zamiast pozytywnym wzmocnieniu. ITD.
wiorek Tak, kącik dla żółtodzióbów.
ganasz Ty czytasz tylko pierwszy post? Bo pytanie jak (i czy) karać konia jest przecież nie od rzeczy... A na temat pojęcia "kary" to chyba znacznie grubsze pozycje niż "Psychologia treningu konia" nawet z dziedziny filozofii 😉
Ktoś pisał o hmm... rozbieżności teorii i praktyki. Autor "Psychologii..." osobiście naparzał 3,5 latka długim kańczugiem, bo ten nie chciał skoczyć (pierwszy raz w życiu) przez suchy rów - tymczasem np. po drugiej stronie rowu nie było żadnego konia, bo przecież wszystkie czekały na swoją kolejkę za jego zadem 🙄 I tyle "psychologii".
halo- i tak ideał siegnął bruku, 😲czy ten co pisał widział, to wydarzenie czy słuchał plotek, nie mnie dochodzić. Sama ksiażka jest nie w stylu naparzania, jeżeli czytasz to wiesz. I właśnie o to pojęcie "kary" chodzi jest to bardzo nietrafne nazewnictwo. Budzi złe skojarzenia. Potocznie uczłowiecza się reakcje zwierząt,np.-"bezczelnie się wpatrywała" a one egzystują w innym świecie i o to zrozumienie chodzi. Temat jest jak rzeka, a kolerzanka w wątku otrzymała dużo porad i z sensem jest to co napisała taggi.
Karać trzeba siebie za naszą nieumiejętność zrozumienia koni. Np. 10 razy kucnać w ostrogach jak raz wbiło się ją bez sensu w bok konia 🙇 😉
...siedział na tym koniu 🤣
Bardzo mi się podoba ten pomysł kucania w ostrogach 🏇 Tylko tym sposobem w ogóle nie mielibyśmy jeźdźców - trudno jeździć z doszczętnie podziurawionym zadkiem 😁
Poważniejąc: chwała tym, którzy potrafią motywować konie nie uciekając się do kar. Co prawda w "ludziach" bezstresowe wychowanie się nie sprawdziło. Brak przemocy nie oznacza jeszcze braku kary. Autorka wątku sama określiła, że nie jej decydować o karaniu konia - np. pisząc o zmianie kierunku galopem nie określając, czy chodziło o kontrgalop, czy o lotną zmianę nogi - każdy by zgłupiał, nie tylko koń.
Gdy ja znajdę się na ziemi (o co nie prosto) to srogo gapię się koniowi w oczy i grożę mu palcem (bo co innego mi pozostaje) - jest to kara? czy nie?
na mój chłopski rozum kara - a mówienie koniowi "nie" to dwie różne sprawy...
I mówienie "nie" w trakcie przewinienia, jest duzo bardziej skuteczne, w sensie edukacyjnym.
Ej, wy chyba nie piszecie o Blendingerze (autorze Psychologi Konia)? 😲
ganasz gdybyś dobrze przeczytała mój pierwszy post, to nie pisałabys bzdur 🙄 Nie ma tam ani słowa, że ukarałam konia, wręcz przeciwnie, napisałam, że to była moja ostatnia myśl jaka wpadłaby mi do głowy. Także polecam czytanie ze zrozumieniem 🤔
Założyłam ten temat, bo jestem ciekawa czy i w ogóle karać konia, a jeśli tak to w jakich sytuacjach. Tyle ode mnie.
Napisałam tez parę postów niżej,że zdaję sobie sprawę, że nieporozumienie z koniem było z mojej winy, więc dlaczego pijesz do mnie, że jestem wyrodną właścicielką, która karze konia za swój błąd, to nie rozumiem, ale nie mam zamiaru już ciągnąć tego OT
Napisałam wszystko co miałam do powiedzenia w tym temacie.
Nasturcja Za temat dziękujemy 🙇 I za odwagę 😀 Wolta byłaby ciekawsza, gdyby ludzie (nauczeni doświadczeniem) nie bali się podawać własnych przypadków jako pretekstów.
oj IMO powiedzenie koniowi "nie" po "przewinieniu", czyli zachowaniu niepożądanym - to kara 😁 Bo powinno być dla konia trochę przykre. Inaczej... naoglądałam się np. jeźdźców, którzy po rozstaniu z koniem czule go klepią, czasem słodko mówiąc "niedooobry konik" i ... za chwilę lądują w tym samym miejscu 🤣 (a potem koń próbuje w tym samym miejscu i tym samym sposobem pozbyć się każdego jeźdźca).
Na słowo "kara" nie dostaję wypieków, chociaż temat powinien raczej brzmieć: :"Jak dyscyplinować/skarcić konia?"
Relacja z dzisiejszej roboty - jest lepiej.
Na jeździe zatrzymania już wychodzą. Nie ma buntów, a jeśli jakiś się przez chwilę pojawi, to wystarczy stanowcze "nie" i jest ok.
Powroty do stajni są nadal udręką, ale już mniejszą - dziś udało się momentami kobyłę wyhamować, parę razy nawet zatrzymać, trochę potańczyła, w górę nie poszła ani razu.
Dziękuję wszystkim za rady! :kwiatek:
halo - usztywnianie kręgosłupa działa, póki co ta metoda przynosi największe rezultaty, ale korzystam z wszystkich udzielonych mi rad i próbuję znów zacząć współpracować z kobyłą...
Dam jeszcze znać za parę dni czy sytuacja uległa poprawie.
Dziękuję wszystkim bardzo, ale to baaaaardzo serdecznie :kwiatek:
Relacja z dzisiejszej roboty - jest lepiej.
...dziś udało się momentami kobyłę wyhamować, parę razy nawet zatrzymać, trochę potańczyła, w górę nie poszła ani razu.
Dam jeszcze znać za parę dni czy sytuacja uległa poprawie.
IMHO - już uległa poprawie. Powodzenia. Świadomość problemu to połowa rozwiązania.
halo, a zobacz co doradzasz daroldze (tak się to odmienia?) - nie doradzasz kary tylko działanie uprzedzające przewinienie 😉
Nasturcjo to niewiele napisałaś, a zarzucenie komuś, że pisze bzdury jest na tym forum nie na miejscu, bo ja też mogę napisać, że piszesz bzdury 😀iabeł: Pozdrawiam i życzę czytania ze zrozumieniem i znalezienia porozumienia ze swoim koniem bez zastanawiania się jak go ukarać tylko jak nauczyć albo konsekwentnie wytłumaczyć jak tu niektórzy b. mądrze radza 😉.