Kupowanie konia na spółkę - proszę o radę

cześć!!

w styczniu planujemy z koleżanka zakup konia. ja już mam swojego kochanego staruszka i teraz chciałabym kupić młodszego konia.
zgadałam się z koleżanką ze wspólnie kupimy konia i tu moje pytanie jaką umowę trzeba sporządzić żeby wszystko było oki między stronami kupującymi,
a nie że potem wyjdzie tak ze umowa była tylko na "gębę" i druga strona się wypiera ustalonych obowiązków, może Ktoś z Was był czy jest w takim układzie ze jest współwłaścicielem konia.
bardzo proszę o radę.
pozdrawiam
to nie jest dobry pomysł, tam gdzie są spółki, nie ma przyjaźni  🤔
popieram osobę wyżej. w życiu bywa różnie. pokłócicie się i co dalej z koniem? sprzedacie? a wiadomo że nic nie trwa wiecznie
Edytka   era Turbo-Seniora | Musicalowa Mafia
26 grudnia 2009 16:14
ja też odradzam kupowanie konia 'na spółkę'. znajomości nie trwają wiecznie, nie mozesz być pewna czy koleżanka się na Ciebie nie wypnie, nie przestanie pokrywać swojej części pensjonatu/kowala/weta.

w takiej sytuacji już prędzej widziałabym współdzierżawę, bo to jednak troche więcej pewności i spokoju. współdzierżawa się skończy, ale koń dalej bedzie Twój 😉
frania335, może lepiej pociułaj, albo kup sama i wydzierżaw koleżance na połowe czasu.. Ryzykujesz troszkę mocno.
Kon to nie motor. NIgdy w zyciu nie kupiła bym zywego stworzenia z kims obcym na spółe. Nawet z najlepsza przyjaciólką...
ja kupując konia rok temu szukałam konia który przypasuje i mi i mojej przyjaciółce - miał być 'wspólny', ale na takiej zasadzie, że mój koń w papierach, a ona współdzierżawi. było tak w sumie 2 mieś, ona odpadła, bo jednak z koniem się mym nie dogadali...

czyli jak byśmy wtedy kupiły konia faktycznie na pół była by kompletna klapa. to jest bardzo zły pomysł.
też raczej nie polecam,
niestety ale mam od razu taką wizje, ze będzie roztrząsanie czy koń okulał na pastwisku, czy pod siodłem i pod którym właścicielem, czy zapoprężyła konia jedna czy druga kolezanka, czy dostał kolki od cukru, od ciasteczek, od jabłek, czy od mokrej trawy ( nawet jeśli nic z takich rzeczy nie miało na to wplywu ) itd, itp
To moze rodzić niezdrową atmosfere, nawet jeśli nikt nie będzie winny jakiejś sytuacji
Czy koszty weterynarza zawsze na pół, nawet jeśli koń rozwali noge chodząc pod siodłem pod kolezanka lub uciekając jej z uwiązu i bedzie musiał być szyty przez czyjąś nieuwage
To jest fajne w teorii, w praktyce zdarzaja sie różne sytuacje i taka wspólnota to niełatwa próba
Zgadzam się  tym, co napisali poprzedni Voltowicze - kupowanie konia na spółkę nie jest dobrym pomysłem. Jako przykład podam sytuację, która mi się przydażyła. Koleżanka, którą długo znałam i z którą jeździłam oknno zaproponowała kupno konia na spółkę. Na szczęśie się nie zgodziłam, bo potem okazało się, że ja wolę ujeżdżenie, koleżank skoki, ja jazdę dla przyjemności, koleżanka sport. Nasz wspólny koń miałby ciężki żywot, a my pewnie szybko przestałybśmy być koleżankami. Jest też inna zasada - jeśli chcesz, żeby coś było dobrze zrobione, zrób to sama. Jeśli chcesz mieć drugiego konia, to kup go sama i np wydzierżaw połowę Koleżance, ale zachowaj 100% własności i prawa decydownia o losie konia.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
26 grudnia 2009 19:18
Generalnie jestem na "nie", chociaż znam jeden taki przypadek (dwóch pań, które od dawna mają już dowód osobisty) i najpierw była współdzierżawa, a w konsekwencji kupno tego konia. Koń nadal jest wspólny, a panie nadal są przyjaciółkami. Trudno powiedzieć, jak byłoby z Wami, ale podobnie, jak ktoś już tu zaproponował, zaczęłabym od współdzierżawy.
Lanka_Cathar, czy ten koń nie jest srokaty? 😉

Znałam 3 koleżanki, które miały jednego konia, jakimś cudem się dogadywały ale nie bardzo długoterminowo.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
26 grudnia 2009 19:34
Burza, nie. Gniada kobyłka.
Bo przypomniałaś mi, że znam dwie babeczki koło 40stki-50tki, które od lat mają razem kobyłkę. Ale jednak myślę, że to inna sytuacja niż jak młode dziewczyny, chcące coś jeździc/robić.
Miałam przez rok konia na spółkę. O takim rozwiązaniu zadecydowały względy finansowe. Była to dobra szkoła kompromisu, ale też nauka "mania konia". Zaczęło iskrzyć na poważnie dopiero wtedy, gdy dochowałyśmy się źrebaka, w dodatku były wakacje. Rozstałyśmy się w zgodzie, choć ja jeszcze przed kupnem zaznaczyłam, że to dla mnie układ czasowy, bo chciałabym mieć kiedyś konia na wyłączność. No i zakupiony był ukochanym wspólniczki, ja ją tylko bardzo bardzo lubiłam.
Spółka wymaga dojrzałości- to na pewno.
lostak   raagaguję tylko na Domi
26 grudnia 2009 19:43
nigdy, przenigdy, zadnych wiecej spolek, zadnego kupowania czegokolwiek na spolke, zadnych wspolnikow, zadnych wspolnych pierdu pierdu celow, zadnych wspolnych przedsiewziec, zadnego opierania na wierze, ze ludzie mysla podobnie.

dzis to wiem, dojscie do tego troche mi zajelo.  posprzatalam juz caly balagan. i nareszcie oddycham pelna geba.

ale wiem rowniez, ze trzeba sie przejechac zeby uwierzyc.
kasztankaija   Love you more and more and more.
26 grudnia 2009 19:44
Również uważam , że posiadanie konia na 'wspólę' to trochę nie dobry pomysł.  Ja jestem zdania, że nawet współdzierżawa nie jest najlepszym rozwiązaniem [choć już lepszym od kupna na 'pół'], z tego mogą wyniknąć różne kłotnie i nieporozumienia, nie wspominając o tym, że koleżanka może nas wystawić 😉
ushia   It's a kind o'magic
26 grudnia 2009 20:22
absolutnie nie
z powodów podawanych wyżej
za duzo widziałam spółek, które kończyły się niesnaskami i problemami
rybka   Różowe okulary..
26 grudnia 2009 20:28
No to będę wyjątkiem, posiadam razem z kumpelą konia na pół, nie tylko konia ale też przyczepę i akcesoria do jazdy, ale to nie jest proste zjadłyśmy razem beczkę soli ... mimo, że nam od prawie 5 lat świetnie się układa i daj Boże tak dalej to należy taką decyzję przemyśleć. Szczerze powiem, że zapewne to jedyna osoba z którą bym się kiedykolwiek zgodziła na jakiekolwiek spółki, ale zaznaczam, że razem już wiele przeszłyśmy. Polecam jednak opcje zakupu przez jedną osobę i dzierżawę, taki układ może też trwać latami i może być na czystych regułach dla obu stron bardzo wygodny, a i z czasem przyczynić się do pogłębienia przyjaźni. Powodzenia 🙂
Notarialna   Wystawowo-koci ciąg. :)
26 grudnia 2009 20:34
Może być tez tak, że autorka powie koleżance, że raczej odpada i poda alternatywę współdzierżawy, a ta strzeli focha. Już nie raz spotkałam się z takimi sytuacjami.
ja rowniz calym sercem odradzam. Szkoda nerwów, a potem zaczyna być również szkoda konia. A i rozwiązanie nie bywa najlatwiejsze... 😕
smarcik   dni są piękne i niczyje, kiedy jesteś włóczykijem.
26 grudnia 2009 20:46
Może być tez tak, że autorka powie koleżance, że raczej odpada i poda alternatywę współdzierżawy, a ta strzeli focha. Już nie raz spotkałam się z takimi sytuacjami.


no to przynajmniej będzie jasna sytuacja i oczywisty dowód, że samodzielne kupno konia to najlepsze wyjście  😉


jestem przeciwna 'maniu' czegokolwiek na pół. Mam konia na spółkę z rodzicami- porażka 😁
Osobiście Odradzam. Kategorycznie.
Kwestia kasy to raz, ale do wszystkiego dochodzi również kwestia dogadania się.... Nagle okaże się, że jedna strona będzie chciała np. tylko jeździć, obowiązki gdzieś "wyparują" albo jedna strona będzie miała zupełnie inny "plan treningowy" z którym druga się nie będzie zgadzać..... Nagle może się okazać, że macie zupełnie inne stwierdzenia nawet na tematy sprzętu: Ty, mając  jużjednego konia możesz mieć rację np. w kwestii wędzidła, ogłowia czy chociażby tak prozaicznych ochraniaczy, ale koleżanka uprze się na swoim i mimo, że później okaże się, że miałaś rację - pozostanie niesmak i żal. Lepszą opcją jest współdzierżawa po prostu kiedy właścicielem jest jedna osoba. W momencie kiedy będziecie tym właścicielem obie, nie ma jednoznacznego rozwiązania w przypadku kłótni - przepołowicie konia? 😁
Może gdybyście wymyśliły jakąś sensowną umowę.... Może jakoś się da....
dzięki dziewczyny za rady i teraz mam twardy orzech do zgryzienia 🙂 rozmawiałam z koleżanką wstępnie bo póki co to są święta i jakoś nie ma okazji się spotkać i obgadać sprawę w 100%. po nowym roku mamy jechać na "jazdę próbną". koleżanka mówiła mi że chce mieć konia do wypadów w teren i rekreacyjnej jazdy ja jej powiedziałam ze chce jakiś delikatny sport, ale nie wyczynowo póki co jest ok. zresztą mieszkamy od siebie w odległości 45km a koń będzie stał u mnie w stajni i koleżanka powiedziała, że  za często też nie da rady być w stajni wiec tak by sytuacja wyglądała jakby koń był mój.
też może być tak, że z czasem spłacę jej połowę konia i koń będzie w całości mój a ona będzie go dzierżawić to też jest jakieś rozwiązanie.
miałam nadzieję , że któraś z Was miała jakąś umowę spisaną odnoście wspólnego kupna 🙂
frania335, może się skończyć tak, że koleżanka pojedzie na wypierd do lasu na 3h, wróci na mokrej szmacie a ty będziesz cały tydzień to odrabiać... zaufania i spokój u konia. Widziałam już takie obrazki.

Serio, kup go sama, lub ona.
Notarialna   Wystawowo-koci ciąg. :)
26 grudnia 2009 23:26
Jestem bardzo za tym byś ty go sama kupiła. Bo już śmierdzi syndromem 'posiadacza konia'
cieciorka   kocioł bałkański
26 grudnia 2009 23:31
frania335, pozbieraj pieniadze na całość i wydzierżaw. w życiu bym sie w coś takiego nie pakowała.
frania335, a jak rozumiem pomysł kupna na spółkę motywowany jest sprawami finansowymi?

Jeśli tak, to pozostaje jeszcze bardziej odradzić. Przyjaciółka przyjaciółką - kupowanie konia na spółę ma sens tylko wtedy, jeśli tym drugim wspólnikiem jest bogaty i zakochany facet 😀iabeł: No dobra - żart - to naprawdę nie jest dobre rozwiązanie, również i przy bogatym i zakochanym.

Co w przypadku, jeśli jedna z Was przeprowadzi się i będzie chciała przestawić konia bliżej?
Co w wypadku, kiedy z ewidentnej winy jednej strony dojdzie do kulawizny, albo innych problemów ze zdrowiem (kolka?). Co w wypadku konieczności dajmy na to operowania kolkującego konia, kiedy jedna ze stron powie - sorry, mnie nie stać na opłacenie zabiegu?

koleżanka mówiła mi że chce mieć konia do wypadów w teren i rekreacyjnej jazdy

A co w wypadku, jak się koleżance odmieni i zacznie mieć inne cele jeździeckie? A jeśli koleżanka zacznie przyprowadzać swojego 150kg narzeczonego, żeby go powozić na koniku? Albo jeśli będzie jeździła w ten sposób, że drugi wsiadający jeździec będzie załamywał ręce i zgrzytał zębami?

mieszkamy od siebie w odległości 45km a koń będzie stał u mnie w stajni i koleżanka powiedziała, że  za często też nie da rady być w stajni wiec tak by sytuacja wyglądała jakby koń był mój.

No i tym bardziej argument na nie - jak ktoś nie ma czasu na konia, to może z czasem (koń to zakup na lat naście / dziesiąt, a nie kilka miesięcy) dojść do wniosku, że i kasy nie ma na sponsorowanie atrakcji, z której nie korzysta. Koszty utrzymania spadną na drugą wspólniczkę, która cały czas nie będzie w 100% właścicielką konia...

Jeśli już, to zastrzegałabym zdecydowanie kwestię pierwokupu dla każdej ze wspólniczek i to z konkretną ceną (bo może się nagle okazać, że frania335 do konika się przywiąże, a koleżanka wyceni swoją połowę konia na 50 tysięcy złotych - bo czemu nie?

I zgadzam się z prawie wszystkimi przedmówcami w tym wątku - nigdy w życiu. Na spółkę to sobie można kilo czereśni kupić...


A myśmy kupili kiedyś pół konia  😀 W papierach był cały na mojego męża. Ale to była inna sytuacja - klacz trzeba było w ciągu kilku godzin uratować od rzeźni, myśmy mieli 1 tys. i "wspólnik" 1 tys. Umowy żadnej, ale jakiekolwiek niedogadanie się nie wchodziło w rachubę. My zrobiliśmy część pracy przy koniu (owszem, ryzykując życiem), "wspólnicy" (bo też cała rodzina) - resztę. Przy sprzedaży konia dogadaliśmy się bez problemów ile przypada na nas.
Ale w normalnej sytuacji - nie polecam.
galopada_   małoPolskie ;)
27 grudnia 2009 07:37
kupowanie konia na spółę ma sens tylko wtedy, jeśli tym drugim wspólnikiem jest bogaty i zakochany facet  No dobra - żart - to naprawdę nie jest dobre rozwiązanie, również i przy bogatym i zakochanym

ja nie kupowałam ale zgadzam sie w 100% (jezdze i startuje na koniu takiego pana. ja jezdze caly tydzien, on w niedziele jedzie w teren)  😁 bo pozniej...

pojedzie na wypierd do lasu na 3h, wróci na mokrej szmacie a ty będziesz cały tydzień to odrabiać... zaufania i spokój u konia.

i naprawde jest ciężko.


Btw moj szary jest wspólny tyle ze moj, mamy i brata. Oczywiscie tylko ja jezdze. Jedynym plusem jest to, ze mamy ,,dyzury" i kazdy ma tydzien opieki tzn karmi, sprzata, czysci, wypuszcza na padoki... wiadomo. Jak nie jezdze to mowia ze kon stoi i sie nudzi, jak jezdze to ze go mecze, nie daj boze jak skacze o przeciez jak to tak małego biednego Kabanoska denerwować  😵

nie polecam
kurcze skąd ja wezmę teraz kilo czereśni  😂 jak jest zima chyba, że złożymy się na mrożone 😀
a tak poważnie to coraz bardziej uświadamiam się w tym żeby kupić tego konia samej. faktycznie bezpieczniej jest go wydzierżawić nawet gdyby to miało być raz w tyg czy dwa niż żeby byli dwaj właściciele do konia.
też się ostatnio zastanawiałam nad tym najprostszy przykład coś się staniej jednej z nas i znajdzie się w szpitalu i będzie taka sytuacja że konia trzeba będzie sprzedać to bez zgody drugiej strony nie ma szansy.
raczej teraz to będę się upierać do kupna konia jednej ze stron. bezpieczniej i pewniej.
dziękuję bardzo dziewczyny  :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się