Teren w zastępie
Takiego wątku chyba nie było?
O tym,że trzeba zachować odstępy i jakie to chyba każdy wie?
Ale być może przydadzą się rady jak poukładać zastęp ?
Jak pogodzić konie ,które muszą koniecznie być pierwsze i te,które się wloką .
Gdzie umieścić kopiące i takie co się boją zostać z tyłu.
I takie co się płoszą albo boją wody.
I inna sprawa - jeźdzcy-gdzie bezpiecznie włożyć tych słabszych.
My jeździmy z dwukółką -zatem mamy jeszcze inne konfiguracje.
Mamy opcję wymieniania się jakby co.
A jak tam u Was?
A i jeszcze konie kute /hacele/ i bose -czyli jak dobrać trasę -żeby się każdy czuł dobrze i bezpiecznie.
Zimą to ważne.
Też jestem ciekawa opinii. Jechać na najbardziej temperamentnym, czy na najszybszym - choć spokojnym? Co w chwili gdy ktoś wyprzedzi czołowego i stanie się tragedia,bo koń poniesie? Gonić? Czekać? Co jeśli koń, którego dosiadamy po prostu nie ma "czym" gonić? Sama byłam w takiej sytuacji, że dość nerwowy koń pode mną po prostu nie miał czym gonić - na szczęście jeździec był kumaty i na polance voltami wyhamował kobyła, ale nie zawsze ma się to "szczęście". Teraz jeżdżę sama dla siebie, ale pewnie kiedyś się wspólnie ze znajomymi w teren wybiorę i takie rady będą jak "złoto", bo jak wiadomo nawet bardzo dobrzy jeźdźcy różnią się znacznie doświadczeniem...
U nas kiedy zdarzały się większe tereny:
- na czoło najspokojniejszy, najmniej bojący się i ekscytujący <żeby nie przeciągał zastępu po krzakach bo coś strasznego zobaczył>
- najszybszy koń szedł jako 2-3 bo uspokajał się za prowadzącym
- Słabsi jeźdźcy koniecznie w środku, na końcu i na początku osoby najpewniejsze
- wszystkie konie bose więc nie było problemu
- konie grzeczne więc nigdy się nie zdarzyło wyprzedzenie prowadzącego
- za to kilka razy dwa konie prowadziły zastęp kiedy 3 koń rwał i jeździec tracił kontrolę- wtedy pierwsze dwa blokowały ścieżkę jadąc obok siebie
Przy problemach z płoszeniem się, strachem przed wodą cały zastęp czeka a najdzielniejszy 😉 koń przeprowadza na ogonie bojącego się.
Moja baba która lubi głównie być czołowym uspokajała się albo jako prowadząca albo na samym końcu zastępu. Gdy miała nie daleko do prowadzącego koniecznie chciała go wyprzedzić, im dystans od niego był dalszy tym mniej jej waliło na łeb.
Osoby na tuptusiach nie chcące galopować czy "szaleć" szły na sam czarny koniec, zawsze się na nie po galopie czekało na końcu ścieżki. Mogły sobie bez obaw dokłusować czy nawet dostępować. Na koniach na tyle pewnych, że wiadomo, że nie puszczą się w pościg za zastępem ale swoim tempem dojadą.
Trasy zimą? głownie pola, miedze i tam gdzie wiesz, że jest trawa latem. Zamarznięte błoto to nie równy teren i ostre krawędzie, a nieznane ścieżki pod śniegiem mogą kryć kamienie czy Bóg wie co jeszcze.
jak prowadze teren to tak:
kon scigajacy sie, z tendencja do wyprzedzania - jesli jest - jedzie tuz za mna. moge mu dostatecznie szybko zajechac droge tak, zeby nie wyprzedzil, mam z reszta konia niescigajacego sie i nie kopliwego, wiec mala jest szansa na wypadek.
to samo z jezdzcami slabszymi - im slabszy, tym blizej czolowego. najlepiej zeby zastep zamykal jakis lepszy jezdziec.
konie kopiace oczywiscie najlepiej na tyl, jesli sie nie da, to przed takimi konmi, ktore same pilnuja, zeby zostawiac odstep.
czesto z tylu zostawialam konie ktore w srodku zastepu po prostu sie wlokly. jak taki delikwent widzial, ze wszystkie konie sie oddalaja, a on zostaje sam - nagle dostawal nozek i okazalo sie ze pieknie nadaza za zastepem. trzyma sie taki reszty i problemu z zostawaniem kogokolwiek z tylu juz nie ma.
kwestii kute/bose - nigdy nie rozwazalam. jezdze po prostu tak, ze po bardziej grzaskich lub twardych sciezkach jedziemy stepem, jak uwazam, ze trasa nadaje sie na wyzszy chod, to sobie na niego pozwalam, nie myslalam nigdy nad rozroznieniem tego...
przechodze do stepa rowniez na drodze z korzeniami.
takie co sie plosza - w srodek zastepu
takie co sie boja przejsc przez wode/mostek/cokolwiek - chyba na koncu. jak zostana same po 2 stronie strumyczka to sie najczesciej przelamuja.
jak jedziecie w teren, jak dajecie komendy o przejsciach, zakretach? ja krzycze i pokazuje reka (jak zwalniamy, to podnosze reke do gory itd). Jako, ze w zastepie jezdze w tereny praktycznie tylko z jezdzcami rekreacyjnymi, a wiec ma byc bezpiecznie i spokojnie - zawsze pytam, czy teraz moze byc galop? czy wszyscy czuja sie na silach?
A ktoś z Was zna komendy wydawane ręką przez czołowego? Różne uwaga, stęp, kłus itd?
My z Treserem mamy konie okute i mamy hacele -zatem dostosowujemy się do bosych np.na asfalcie czy teraz jak mróz zabetonował drogi bite.
Jeździmy w grupie gdzie konie są o bardzo różnym temperamencie ,wzroście . I jakoś się podocieraliśmy .
Oczywiście Treser stale nam złorzeczy bo odstępów nie trzymamy, nie sygnalizujemy nic a nic. Wczoraj czołowy kolega w połowie prostki do galopu zatrzymał się na chwilę,żeby wymienić ze mną poglądy. No,ale jakoś dwukóka nam nie zaparkowała w tyłku cudem.
Mając mały 4-5 konny zastęp staramy się cywilizować te konie,które MUSZĄ być pierwsze /blokowanie dwukółką/
Unikamy ścigania się i uczenia tego koni.
Nie galopujemy na drodze do stajni .
Pewnie osoby z Krakowa będą wiedzieć o kim piszę - dla mnie wzorcem metra w prowadzeniu terenów jest Agnieszka A / chyba obecnie w Zabierzowie/ .Na jej Szejtanie czy Dżyhadzie czułam się zawsze bezpiecznie a przygód jakie mi Agnieszka w Lesie Wolskiego zapewniała nie zapomnę. :kwiatek:
Też jestem ciekawa opinii. Jechać na najbardziej temperamentnym, czy na najszybszym - choć spokojnym? Co w chwili gdy ktoś wyprzedzi czołowego i stanie się tragedia,bo koń poniesie? Gonić? Czekać? Co jeśli koń, którego dosiadamy po prostu nie ma "czym" gonić? Sama byłam w takiej sytuacji, że dość nerwowy koń pode mną po prostu nie miał czym gonić - na szczęście jeździec był kumaty i na polance voltami wyhamował kobyła, ale nie zawsze ma się to "szczęście".
nigdy nie gonic!!! o ile oczywiscie sie da 😉 zakladam, ze skoro juz jestesmy w terenie to mamy ze soba jezdzca, ktory jako tako trzyma sie w siodle. ten mniej wprawny spadnie od razu, ten bardziej zakaldamy ze sie jakos utrzyma. kon zostanie sam i moze mu opasc wena na ponoszenie, jesli bedziemy gonic, konie beda sie nakrecac, scigaic, i nadal pozostana stadem. absolutnie nie gonie, i sprawdzilo mi sie to dobrze dosc, konie zwykle same rezygnowaly, jezdzcy wracali prowadzac konie w reku (czyli tez nauczeni czegos 😉 )
Nie gonić! Koń ,który wyrwie się w przód -doskonale widzi uchem,kątem oka,że koledzy zostali i odwaga go szybko opuszcza. Widzi też,jeśli koledzy lecą za nim i sam leci jeszcze szybciej.
Niedawno tak mieliśmy-nasz czołowy się rozpędził i już myślałam,że jak złapie azymut stajnia to tyle go będziemy widzieli .Zatrzymałyśmy się z koleżanką i ten pędzący zaraz uchem na nas łypnął i stracił chęć do biegania i wrócił do nas.
Ja mam takiego delikwenta, co to w teren z innym koniem zawsze pcha się na czoło. Dla niego to jakby cel życiowy- iść jako pierwszy. Gdy już jednak pozwoli mu się wyjechac na czoło, to za chwilę przypomina sobie, że jednak on pierwszy nie bedzie szedł, bo przecież jest tyle strasznych rzeczy przed nim...I tak w kółko 🙄
Cóź, mało kto chce z nami jeździć w tereny. Dla mnie to tez nie jest przyjemne, więc albo jeździmy sami, albo wcale nie jeździmy....
To są śmieszne końskie zachowania. Moja Tania i Treserowa Bunia zawsze usiłują się wyprzedzić.
Obie są karne i dobrze poukładane ale widać to jak się im rzuci wodze. Niby idą,niby nic a cały czas wyścig stępem ,wydłużanie kroczku, zachodzenie sobie drogi. Bunia ma łatwiej bo zachodzi dwukółką. 😁
A jak z nami jedzie Pan Wałach - to jego nie wyprzedzają.
Moja biedna Tania -jeśli wysforuje się na przód krótko cieszy się sukcesem - do czasu spotkania np.wiewiórki czy kury . Wtedy udaje,że musi coś z tyłu sprawdzić i ustawia się za Bunią.
Bunia -odważna - rzuca jej takie spojrzenie wtedy.... 😂
Podczas takich spacerów całkiem na luzie-śmieszne sprawy wychodzą. Relacji między końmi.
I ludźmi. Jak wyskoczą sarny,bażanty czy chłop pijany -każdy koń włazi za dwukółkę i chowa nos Treserowi w kaptur.
Tania dokładnie!
Jak jeżdże w samotne tereny to nie mam takich problemów. Owszem, czasem się czegoś wystraszy, ale wystarczy pogadać do niego,poklepać i idzie dalej. Idzie równym tempem, nie śpieszy i nie podnieca się. Sama przyjemność jechac na takim koniu!
A jak tylko pojawia się drugi koń, to już zaczyna się kombinowanie, caplowanie, podbrykiwanie...nawet czasem zdarzy mu się ugryźć kolege w tyłek!
Wstyd brac go w jakikolwiek teren z innym koniem.
Mój koń nie jest kuty. Ścieżki konne jeździmy trochę na pamięć. Są miejsca gdzie można pogalopować, są takie gdzie idziemy tylko stępem, są też takie miejsca gdzie często bywają dziki...Najgorsze, że to są głównie drogi leśne, wszędzie drzewa, gdy straci się kontrole nad koniem to ciężko go gdziekolwiek wyhamować. Ja nie miałam jeszcze takiej sytuacji, na szczęście! Ale jak zachować się w takim momencie? Gdy koń poniesie, a my nie mamy możliwości zwolnic go na mniejszym kole, wolcie? 🤔
Ja tam jakoś nie lubię dużym zastępem jeździć. Siedzi się komuś na ogonie i .. zabijcie mnie, ale .. jest nudno. Jaki by to nie był chód, to nudą zawiewa.
Wolę jechać obok innego konia i widzieć drogę przede mną- zawsze to jakaś rozrywka. Lubię sobie z kimś pogadać w terenie, pozmieniać miejsce w szeregu. A wiadomo, że jak jest duży zastęp, to nie zawsze można sobie pozwolić na takie zagrywki.
Marudna jestem i wymyślam. Ale najfajniejsze są tereny na 2 konie.
Cynamonowa- kiedyś miałam taką akcję na moim, że nie mogłam robić wolt, bo poniósł na takiej leśnej ścieżce. Najpierw pozwoliłam mu się wygalopować trochę i spuścić z siebie, a potem- wjechałam po prostu w krzaki. 😡
U nas jak sie jeździoło w teren, to ci najsłabsi jeźdźcy byli umieszczani w środku zastępu, na początku i na końcu osoby lepiej sobie radzące. Starano sie również tak ułożyć kolumnę, aby konie nie pałajace do siebie sympatią nie znalazły się blisko siebie. Jak zdarzył sie w grupie jakiś koń kopiący, to na samym końcu lądował /zamykał zastęp.
Jak wyskoczą sarny,bażanty czy chłop pijany -każdy koń włazi za dwukółkę i chowa nos Treserowi w kaptur.
Wyobraziłam sobie taka sytuacje dosłownie, każdy koń z nosem w kapturze 😁 🤣
A co jeśli np. koń się spłoszył, poniósł, jeździec nie spadł, ale np. ledwo się trzyma i ma nogę zaplątaną, a koń mimo oddalania się wcale się nie zatrzymuje? Łapać?
Ja widząc taką sytuacje pewnie bym łapała.
My jeździliśmy zazwyczaj w zastępie takim 4-5 osobowym. Jeśli był kuc to był na samym końcu, ponieważ po prostu robił się coraz większy odstęp i reszta osób się wściekała. A tak to on szedł na końcu to miał motywacje do tego żeby nie zostać na pastwę lasu 😉.
Na koniu, który lubił ponosić jechałam jako druga zaraz za czołową.
Cynamonowa Również miałam taką sytuacje, ba siedziałam na w 100% kłusaczej kobyłce, jak poniosła mnie kłusem! to nie wiedziałam co z sobą zrobić. Stać w strzemionach się nie dało, anglezować nie nadążałam, więc staram się przejść do galopu, jak już przeszła to doszła moje nieudolna próba zatrzymania jej. W rezultacie łyda, bacik na dupcie i do przodu... skończyło się na tym, że wyhamowałam dopiero w krzakach jak Tunrida 🙄
Kilka zasad, któcyh staram się przestrzegać, gdy prowdzę teren:
1. teren zawsze dopasowuję do najsłabszego jeźdźca i najtrudniejszego konia;
2. konie ustawiam na zasadzie: odważny-tchórz-odważny itd. (generalnie tchórz ma iść za koniem, któremu zawsze można wyhamować w ogonie bez ryzyka kopnięcia);
3. jeśli zastęp liczy od 6 koni w górę to drogi przechodzimy w szyku dwójkami;
4. na koniec wstawiam kogoś pewnego, kto będzie ubezpieczał tyły i powiadomi, że coś się dzieje nie tak.
Jeśli koń ponosi, to staramy się wykręcać resztę tyłem do kierunku jazdy (tak, żeby nie widziały uciekającego). Wtedy uciekinier powinien zorientować się, że jeśli reszta stoi, to chyba trzeba się zatrzymać. Nie zawsze podziała, bo na przerażonego konia nie ma sposobu. Nie powinno się gonić (oprócz sytuacji, gdzie my też tracimy panowanie nad koniem i wszelkie hamulce możemy sobie o kant tyłka potłuc).
Ja tak samo jak Kujka drę się o przejścia, że kłus, że ostry zakręt, zagalopowanie itp. Bo to zwykle mój niekopliwy, spokojny prowadzi zastęp 😉
[quote author=Lanka_Cathar link=topic=12812.msg403940#msg403940 date=1260811132]
Kilka zasad, któcyh staram się przestrzegać, gdy prowdzę teren:
1. teren zawsze dopasowuję do najsłabszego jeźdźca i najtrudniejszego konia;
2. konie ustawiam na zasadzie: odważny-tchórz-odważny itd. (generalnie tchórz ma iść za koniem, któremu zawsze można wyhamować w ogonie bez ryzyka kopnięcia);
3. jeśli zastęp liczy od 6 koni w górę to drogi przechodzimy w szyku dwójkami;
4. na koniec wstawiam kogoś pewnego, kto będzie ubezpieczał tyły i powiadomi, że coś się dzieje nie tak.
[/quote]
kieruje sie podobnymi zasadami, plus to, ze jesli jest choc jeden niekuty kon, wszystkie konie ida jak niekute. slabych w srodek, lepszych na koniec i przod. sygnaly reka i glosem, na raz, zastep jesli dlugi, ma powtarzac do ogona. jak ktos pisal, pytam czy mozna zagalopowac, ale nie tylko z rekreacja, czesto ze znajomymi, ktorzy siedza na roznych czubach tez.
Też zawsze pytam, czy wszyscy są gotowi na galop i staram się tłumaczyć, że tu nie ma co stroić gieroja, że jak ktoś się czegoś boi, to nie ma co na siłę galopować, bo teren ma być frajdą dla wszystkich, a nie 5 osób się wyżyje w galopie, a jedna będzie walczyć o życie.
U nas w stajni jest o tyle fajnie, że mamy sobie skład i zazwyczaj jeździmy tak samo - stajnia pensjonatowa, mało ludzi i jest fajnie. jest jeden strasznie płoszący się i potrafiący ponieść koń, ale właścicielka sobie z nim radzi i ZAWSZE jeździ na końcu. Jest też młody, trzymający sam odległość, więc za bardziej kopiacym. Generalnie nawet jak jedzie 8 koni, to każdy spodziewa się już gdzie dostanie swoje miejsce i konie tez się przyzwyczaiły.
Modyfikacje zaczynają się gdy ja ze swoim brykającym, kopiącym jak diabli, gryzącym, ale dzielnym konikiem wchodzę do gry. Zazwyczaj wtedy prezes gdy widzi strach w moich oczach (co oznacza, że nie jestem dziś pewna, albo też jak mu o tym powiem), to lecę na czołowego, za mną jedzie prezes, więc w tyłek mi nie wjeżdża. jeśli na mej twarzy pojawia się usmiech, a przy siodłaniu nie słychać jęków, to zostaję "wywalona" w środek zazwyczaj przed pilnującego odległości konia.
Natomiast gdy była u nas jeszcze szkółka, to zawsze na końcu jechał ktoś lepszy i z mocnym gardłem, przed nim konie kopiące, w środku słabsi, za instrutkorem wleczące się konie lub ktoś niepewny.
A ktoś z Was zna komendy wydawane ręką przez czołowego? Różne uwaga, stęp, kłus itd?
O! Tego nie wiedziałam.Są różne gesty?
Jakie?
[quote author=Lanka_Cathar link=topic=12812.msg404041#msg404041 date=1260814629]
Też zawsze pytam, czy wszyscy są gotowi na galop i staram się tłumaczyć, że tu nie ma co stroić gieroja, że jak ktoś się czegoś boi, to nie ma co na siłę galopować, bo teren ma być frajdą dla wszystkich, a nie 5 osób się wyżyje w galopie, a jedna będzie walczyć o życie.
[/quote]
Hi hi skąd ja to znam...
Byłam uczestnikiem takiej sytuacji w poprzedniej stajni...Wypad na 7-8 osób, w tym 3 konie z tych ponoszących i swirujących...Prowadzący zastęp mieli zero względu na innych.
Jeszcze lepiej-grupa totalny mix, od tych zaawansowanych do tych ledwie trzymajacych sie w siodle. ,,Niezła akcja'' - galop hejaaaaa po wielkiej łące, malo brakowało, aby się ''pogubili '''niektórzy. Po takim galopie w obie strony na szczęscie wszyscy przeżyli, ale nie wspomnę, ile było groźnych sytuacji "o mały włos"...
Tak, to już się kwalifikuje pod osobny wątek na temat odpowiedzialności prowadzącego zastęp.
Za siebie staram się wstawiać panikarzy i zawsze im mówię, że jak coś, to mają mi wjeżdżać w ogon, bo jak coś to powinnam wysiedzieć efekty ewentualnego niezadowolenia ze strony swojego wierzchowca. Zwykle działa.
I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, zwłaszcza gdy w zastępie mamy mieszankę koni pod tytułem duże i małe. Trzeba się często oglądać i oceniać, czy maluchy nadążają, czy nie jest tak, że duże konie kłusują, a małe galopują całą drogę. Wtedy trzeba zwolnić i starać się dostosować tempo.
Magwis- no właśnie.
Ale spójrzmy z drugiej strony. Grupa osób dość dobrze jeżdżących, nastawionych na konkretne galopy w terenie.
A tu po pierwszym zagalopowaniu po kilku krokach ktoś woła, że "koń mu się rwie i żeby przestać". Ok. Przechodzimy do kłusa. Za jakiś czas znów próba i znów coś nie tak. I tak cały teren.
Jeśli osoby biorące udział w terenie to rekreacja płacąca za jazdę to można sobie wyobrazić jakie myśli mają na temat osoby najsłabszej w grupie, która "popsuła teren". Niby każdy rozumie, że tak trzeba było postąpić, ale w duszy każdy wściekły.
Więc MOJA RADA- tak dobierać osoby w teren, by te najsłabsze nie odstawały zbyt mocno umiejętnościami od tych mocniejszych. Tak, by wszyscy byli zadowoleni.
Generalnie to nie lubię zbiorowych jazd w teren. Zwłaszcza w zastępie.
Pojechać czasem na spacer z drugą osobą, no, dwiema, może być fajnie. Ale inne konfiguracje - niekoniecznie.
Ale jeśli już... Bardzo ważna jest dla mnie komunikacja w grupie.
> Prowadzący zawsze informuje o zmianie chodu. To jest bezpieczniejsze. Mniej "demoralizuje" konie. Jak prowadzący nie zapowiada zmian, to konie bardziej zwracają uwagę na siebie nawzajem, niż niż na jeźdźców, zwłaszcza jeśli chodzi o przechodzenie do niższych chodów... Nie ma to jak hamowanie na ogonie konia przed nami, oczywiście nie mające nic wspólnego ze zdrową biomechaniką, używaniem zadu, czekaniem na sygnały człowieka 🙄
> Obowiązuje "głuchy telefon". Tzn. jak zastęp jest dłuższy niż trzy czy czterokonny, to każdy przekazuje do tyłu komendę.
> Ustala się hasło na "awaryjne hamowanie" (do użycia przez podążających w zastępie). Przydaje się np. w galopie. Czasem zdarzają się osoby bardziej ekspresyjne werbalnie 😉 Z emocji potrafią popiskiwać, pokrzykiwać - co nie znaczy, że coś złego się dzieje. Zamiast kneblować piszczałki, wygodniej się umówić, że na popiskiwania prowadzący nie zwraca uwagi, ale jak padnie magiczne hasło, to znaczy, że sprawa jest poważna i serio-serio trzeba się zatrzymać (np. ktoś spadł albo jest na granicy, albo coś zgubił, albo, albo, albo).
Dobrze jak koń z przodu ma równe chody, łatwo trzyma określone tempo. I ani nie jest bardzo szybki, ani zbyt powolny (można się nieźle namęczyć za ślimakiem z przodu; wykonalne, ale dla mnie trochę sprzeczne z ideą "otwierającego" terenu). Też wierzę w zasadę, że im mniej się umie, tym bliżej powinno się być prowadzącego. Im bardziej z tyłu, tym bardziej nakładają się błędy tych, którzy jadą z przodu.
P.S. Gesty (uwaga, kłus, galop, zwolnić) znam, ale to żaden pożytek, jak inni nie znają 😉
P.S.2 Jak się tak trafi, że jedna osoba mniej umie/bardziej się boi, to nie ma rady... Ale przecież nie jest tak, że cała fajność terenu polega na galopie. To tylko jedna z "fajności". Można próbować nadrobić inaczej, urozmaicać... I chyba jak najszybciej pogodzić się z sytuacją (najlepiej jeszcze przed opuszczeniem stajni). Ale oczywiście zgadzam się, że równa grupa (albo chociaż grupa z podobnymi oczekiwaniami co do danego terenu), to najlepsza opcja.
Tunrida, dokładnie. Jednak stajnia, która organizowała teren opisany przeze mnie, to typu nastawionych totalnie na zysk- liczy się ilość i niestety- najczęściej bylejakość.
Zaawansowanych w tej grupie były moze z 3 osoby, niestety, w głowie fiubździu, teren bez dzidy, to nie teren.
Jeżdże dość dobrze (rekreacyjnie stricte), ale jestem trochę daleka od wszelkich szaleństw i ścigania się bez praktycznie żadnej kontroli nad koniem - a własnie tak wyglądał ów słynny galop po łące.
Zero kontroli, zero pomyślunku.
A że konie nauczone chodzić w zastępie to i poszedł efekt domina.
Dałam sobie jakoś radę, ale patrzyłam na wysiłki osób słabiej ode mnie jeżdzących...
Dziwne też, że konie nie były do końca dobrane adekwatnie do umiejętności jeźdźców.
Magwis- no właśnie.
Ale spójrzmy z drugiej strony. Grupa osób dość dobrze jeżdżących, nastawionych na konkretne galopy w terenie.
A tu po pierwszym zagalopowaniu po kilku krokach ktoś woła, że "koń mu się rwie i żeby przestać". Ok. Przechodzimy do kłusa. Za jakiś czas znów próba i znów coś nie tak. I tak cały teren.
Jeśli osoby biorące udział w terenie to rekreacja płacąca za jazdę to można sobie wyobrazić jakie myśli mają na temat osoby najsłabszej w grupie, która "popsuła teren". Niby każdy rozumie, że tak trzeba było postąpić, ale w duszy każdy wściekły.
Więc MOJA RADA- tak dobierać osoby w teren, by te najsłabsze nie odstawały zbyt mocno umiejętnościami od tych mocniejszych. Tak, by wszyscy byli zadowoleni.
Ja miałam jeden taki teren. Dziewczyna pewnie się trzymała, nic jej się nie działo, koń szedł spokojnie, galopikiem, takim patataj, a i tak panika, bo ona zaraz spadnie 🤔 bez przyczyny. Ale dziewczyna 12 lat, ogólnie taka panikara... I całą resztę szlag trafiał 😤 bo wszyscy dokonale wiedzieli, że nic by jej się nie stalo, tylko jej 'psychika' nawaliła 🤬
Teraz mam konia pod opieką, wolę się zorganizować z jedną, czy dwoma osobami i pojechać w normalny teren (w miarę normalny, bo przez właściciela, kobyłka w określonych punktach wyrywa jak popieprzona, prawie nie-do-zatrzymania. Za każdym razem facet w tych samych punktach ruszał takim galopem, że raz (podobno) na ściernisku kobyle ściągna ponadrywał..).
Ogólnie, nie lubię zastępów, nigdy, poza terenami, w nich nie jeździłam, a w terenach, w zastępie jest.. nudno ;/
A ja kiedyś byłam z tych psujących teren, bo dla mnie rozpędzanie się z każdą fulą coraz bardziej nie jest normalnym galopem, a tak w danej szkółce wyglądał teren. Po kilku takich niezłych rozpędówkach przez dwa lata nie jeździłam w teren. Taka sama masakra jest kiedy dostaję się małego drobiącego konia i leci na koniec zastępu, cały teren galopem lub podganiany- niespecjalna przyjemność.
Ale poza szkółką tereny z kilkorgiem odpowiedzialnych osób to była sama przyjemność 🙂 i mimo że miałam najniższego konia, to jako jedyny był w 100% zatrzymywalny i skrętny tam gdzie chciałam, stąd czołowy 😉
aga930, jak my jechaliśmy zastępem to gwar szedł na całą okolicę taka radość i gadanina, do tego jeszcze fotograf na koniu 🙂 nigdy nie było nudno.
Burza- bo fajny teren to taki, gdzie konie są pewne i jeźdźcy sprawni. Taki teren, gdy można jechać chwilami obok siebie, zmieniać miejsce w szeregu, wymienić się z prowadzącym, na jakiejś polanie rozjechać się na bok. Przy okazji, tak jak mówisz- gadać, cykać fotki itd itp.
A kiedy mamy zastęp sztywny ( z różnych względów, czasami taka jest konieczność ze względu na słabych jeźdźców czy niepewne konie) i jedziemy non stop za jakimś ogonem, to .... bywa nudno. 😉
ps najbardziej szalony teren miałam 2 lata temu na mazurach. Była sobie jakaś stajnia, jakieś konie. Kiedy przyszłam na jazdę i instruktorki usłyszały, że mam swojego konia i terenuję się na nim swobodnie, to się wyraźnie ucieszyły i tak mnie przewiozły po lesie, że miałam autentycznie śmierć w oczach ! Jeszcze tak szybko, na zupełnie obcym wielkim koniu to ja nie galopowałem w nieznane po lesie. Jakieś zakręty, gałęzie, ja prawie na ślepo a koń jakby był na torze.
Oj...dłuuugo tego nie zapomnę. 😀