Zachowanie konia podczas badania przez weterynarza
Wiesz, ja już dawno przestałam przejmować się ludźmi, którzy mówią o lekarzu, który uważa na siebie i dba o swoje zdrowie - że się boi. Skoro strachy Waszych koni to tylko nasza wina, to dlaczego znam tyle koni, których właściciele do zastosowania chociażby alusprayu muszą używać dutki...w pewnym momencie, żeby założyć dutkę zaczyna być problem, co wtedy??????
Wyjątki są zawsze i wszędzie.
Dla mnie to jest po prostu niepojęte, że można nie nauczyć swojego własnego zwierzaka podstaw obcowania z ludźmi, z różnymi ludźmi. A stykam się z tym zbyt często.
Nie napisałam, że strachy koni, to tylko wina weterynarzy, tylko, że czasami weterynarz dodatkowo potęguje strach konia. To wszystko.
Poza tym są konie po przejściach, nieufne, bojące się nowych sytuacji, kojarzące różne nietypowe zabiegi z bólem. Nie można wszystkich koni i wszystkich właścicieli wrzucać do jednego worka...
Pewnie zabrzmi to jak kryptorelkama Roleski Ranch-ale nie mam w reklamowaniu interesu ani innego przykładu.
Obserwuję sobie juz pięć lat jak się postępuje z końmi od dnia urodzenia.

Jest oswajania,imprinting, wyprowadzanie w kantarku od trzeciej doby życia ,kowal regularnie,myjka, solarium.
Na tym zdjęciu i tak konie są prowadzone tylko parami- bo były zawody.
W spokojny dzień - jedna osoba idzie z sześcioma,ośmioma jednocześnie. Albo na jednym jedzie na oklep.
Miły widok.
I ktoś kto kupi konia z takiego miejsca ma od razu o połowę kłopotów mniej.
I może,za rozumowaniem Pokemona -pluć sobie w brodę jak sam coś potem zepsuje.
Jednak wiele osób kupuje konie dorosłe -już z urazami . I nie jest winowajcą .
Odrobić trudno.Zwłaszcza,że jak się nic nie dzieje -to się o odczulaniu zapomina.
Pokemon niestety ma rację - absolutną. A już do śmiechu doprowadzają mnie pełne dumy stwierdzenia niektórych właścicieli koni, że ich koń tylko im na wszystko pozwala - bo ma do nich zaufanie i ich kocha 😵 Jak zaczynam słyszeć takie przechwałki to mnie szlag trafia - a potem się dziwią, że ich koni nikt nie chce wyprowadzać na padok, przeprowadzić gdziekolwiek, pomóc z czymś. Bo koniczek swoim zachowaniem łechce osłabione ego pańci...
Tym razem nie będę bronić kolegów do krwi - bo prawda leży pośrodku.
Znam osobiście takich co się rzeczywiście boją . I nakręcają spiralę.
Wszystko szybko,z doskoku ,gruba igła -ciach,ciach .
Kiedyś oprowadzałam po Roleski Ranch kilku lekarzy jednocześnie.
I jeden cały czas usiłował pogłaskać konia- żaden koń nie wystawił głowy a szczurzyły się wszystkie.
Inni szli,głaskali bez problemu. A ten jeden gość - został przyjęty źle a nawet fatalnie.
Żaden z wetów nie śmierdział zawodem bo wszyscy mieli garnitury .
Konie oswojone i ufne. A temu panu powiedziały-spadaj!
Moim zdaniem Pokemon nie ma racji absolutnej, bo generalizuje.
Można się tak przerzucać przykładami: jakiś właściciel ma rozpuszczonego konia i nic z tym nie robi (a potem się dziwi, że jest problem), inny jest tak zdenerwowany, że jego obecność przy działaniach weterynarza tylko pogarsza sprawę, jakiś weterynarz boi się obcemu koniowi zrobić zastrzyk (widziałam na własne oczy, a koń nie był zabijaką - i nie był mój), inny w kilka minut uczy konia jak nie stawiać stawiać spokojnie nogi do rentgena (kompletne niezrozumienie mechanizmu wygoda-niewygoda), inny zamiast choćby głasknąć konia na dzień dobry od razu zabiera się do czyszczenia rany i wywołuje panikę. Itd... Są też właściciele próbujący chociaż odrobić problemy z przeszłości, albo jakoś konia przyzwyczaić do tego, co go czeka, są też tacy weterynarze, przy których nawet zwykle niewspółpracujące konie jakoś spokojniej współpracują. Itd. Nie da się powiedzieć: ci są winni, ci nie winni.
Obie strony mają swoje zadania. Właściciel powinien przygotować konia (również na to co nieprzewidziane 😉) jak najlepiej potrafi (i nie zachwycać się słodkim psotnictwem konisia - w sumie dobrze wiem, o jaki syndrom chodzi). Ale i weterynarz powinien znać się na psychologii koni (praktycznie, bo pewnie teoria na studiach jest). Większość może i zna (ale niestety widuje się też czasem i pozostałą mniejszość w działaniu).
No trochę generalizuję 🙂 ale naprawdę do szału mnie doprowadzają dumni właściciele, których koń nie toleruje żadnych przy nim działań. Nie chodzi mi tylko o obługę weterynaryjną, ale o całokształt. Problem jest w tym, że po prostu większość z nas nie powinna mieć żadnych zwierząt, nie chodzi tylko o konie. Ale jednak mamy. I tu rodzą się problemy.
Ale i tak trafia mnie, gdy tracę czas, bo koleś nie potrafi przytrzymać konia do głupiego szczepienia. Nie mam zamiaru mieć połamanych rąk i nóg, tylko dlatego, żeby ktoś nie uważał mnie za strachliwego weta.
Nikt nie chciałby być stratowany w żadnych okolicznościach przez konia, ale moim zdaniem takie zachowanie niektórych koni to nie koniecznie wina właścicieli.
Konie są trochę jak dzieci - żadne dziecko nie lubi ani lekarzy ani tym bardziej zastrzyków a w zasadzie każde to manifestuje.
Tak jak wśród dzieci, część koni to znosi a część panicznie się boi samego widoku igły i niestety, nie wytłumaczysz im że to dla ich dobra, żeby stały a nie broniły się choćby ucieczką - a obrona jest czymś naturalnym, jeśli w ich odczuciu dzieje się im coś złego, co je boli.
Cobrinha- jeśli chodzi o dzieci, to ich panika przy lekarzu jest właśnie skutkiem takiego wychowania przez rodziców. ( no chyba, że dziecko jest "po przejściach"😉.
Małe dzieci TEŻ trzeba odczulać, jeśli się boją. Dzieciom kupujemy misia, słuchawki, badamy misia, robimy mu zastrzyki, smarujemy ząbki, zaglądamy do gardła itd itp. I wtedy dziecko współpracuje podczas wizyty. Jeśli zaś matka straszy "bądź grzeczny, bo jak nie to pójdziemy na zastrzyk, albo do szpitala" to nie dziwota, że na widok strzykawki dzieciak dostaje ataku histerii. Poza tym..często po zachowaniu matki można już wnioskować jak zachowa się dziecko. Naprawdę. 🙂
I jeśli strachliwe dzieci się odczula, to tak samo powinno się robić ze strachliwymi końmi.
Wiadomo, że trudno odczulić na np. zastrzyk. Zwłaszcza, jeśli z koniem wszystko jest w porządku i nawet nie myślimy o takich sprawach.
Natomiast ważne, by koń pozwalał różnym obcym osobom dotykać się, podnosić nogi, zaglądać tu i ówdzie. Można konia smarować, pryskać sprayem, zakładać mu szmaty na łeb ( w sumie nie wiem po co 😉, ale rozumiecie o co mi chodzi, nie? Im więcej koń zniesie tym lepiej)
Większa szansa, że podczas wizyty weterynarza wszystko także pójdzie sprawnie.
Ok, rozumiem... mi akurat chodziło o strach przed zastrzykami który jest w pełni zrozumiały i trudno mieć do konia o to pretensję... co do reszty się zgadzam🙂
Tak jak wśród dzieci, część koni to znosi a część panicznie się boi samego widoku igły i niestety, nie wytłumaczysz im że to dla ich dobra, żeby stały a nie broniły się choćby ucieczką - a obrona jest czymś naturalnym, jeśli w ich odczuciu dzieje się im coś złego, co je boli.
Wydaje mi się, że takie "zwykłe" zastrzyki (np. szczepionki) nie są dla konia straszne przez ich bolesność. To sytuacja wydaje się groźna (albo i nie): trzymają, dobierają się do szyi, gryzą igłą, są poddenerwowani, przychodzi ktoś obcy i atakuje. Gdyby to ból był problemem, to nie byłoby tak wielu koni, których nawet przytrzymywać nie trzeba do zastrzyku. Jeśli chodzi o taki nieprzesadnie bolący zastrzyk, to przygotowanie + sensowny weterynarz i teoretycznie nie powinno być złych skojarzeń. Jak jest ból, zwłaszcza większy, to wiadomo, sprawa się zmienia i oczywiście koniowi się nie wytłumaczy, że to dobrze, że boli... Po prostu wydaje mi się (bo w głowach im nie siedzę), że wg koni przy zastrzyku raczej "dzieje się im coś złego", niż jakoś szczególnie "boli". A to pierwsze odczucie łatwiej jest zneutralizować, niż drugie. Przy współpracy: weterynarz - właściciel - koń 🙂
Z Olivią7 na priv sobie wydyskutowałyśmy,że dobrym sposobem jest badanie,szczepienie poza boksem.
W boksie wet jest osaczony a koń pewniejszy siebie.
A jak się wyprowadzi ... a już na trawnik... pod drzewko...
Całkiem inna sprawa.
I gapiów trzeba odegnać .Najlepiej jak jest mało ludzi i cicho.
Dobrze do szczepienie użyć cienkiej igły i wcale się nie śpieszyć z podaniem szczepionki.
Koń w ogóle nie zauważa.Oczko można zasłonić .Odwracać uwagę. Mruczeć coś tam sobie pod nosem.
Moją tajną metodą odczulania koni i zaprzyjaźniania się z nimi jest taki dobry dotyk.
Cały czas-czyszczenie,zakładanie siodła,ogłowia -cokolwiek przy koniu jest wspierane drobnymi pieszczotami.
Bez klepania ,bez gwałtownych ruchów,krzyków. Ręka /moja/ kojarzy się z pogłaskaniem ,pomizianiem ,podrapaniem za uszkiem. A osoba /moja/ z czymś miłym w kieszeni.
Nawet jak kieszeń jest pusta to pachnie sympatycznie.
Pokemon niestety ma rację - absolutną. .
W odniesieniu do drewnianych koni- z całą pewnością.
W odniesieniu do żywych istot- już jej nie ma.
Może konie powinny być produkowane wg jednego szablonu , ale póki co, tak nie jest.
Każdy koń jest inny i każdy człowiek też i sam układa sobie te relacje.
I są konie, które ufają, czyli nie panikują tylko przy znanych sobie ludziach i takie, które nie mają z ludźmi złych doświadczeń.
I oczywiście są ludzie, którzy wszystko spokojnie zrobią przy każdym koniu , ale zdarzają się i tacy, którym normalny spokojny koń nóg nie poda.
Jasne, że konie powinny być przyzwyczajone do normalnej obsługi czy oględzin.
Ale to zadanie dla hodowców , pierwszych posiadaczy , a nie dla późniejszych właścicieli , bo ci ostatni często muszą odrabiać błędy - co wcale nie jest takie łatwe i trzeba mieć sporą wiedzę.
Dobrze, że tacy właściciele pytają co robić z różnymi problemami, bo znaczy, że szukają rozwiązań, a nie machają na wszystko ręką , zwalając ten problem na lekarza, czy kowala.
Odczulanie na zastrzyki, oględziny różnego typu , robienie zdjęć jest bardzo pożyteczne i potrzebne, choć nie oznacza, że przyniesie dobre rezultaty w odniesieniu do każdej innej osoby.
Bo to sprawa zaufania konia, wiążącego się z jego poczuciem bezpieczeństwa, a nie z uczuciem miłości. 🙄
Nie guli, to nie jest tylko zadanie dla hodowców - to zadanie dla każdego właściciela konia. Właściciel konia jest odpowiedzialny za jego zachowanie wobec innych, także wobec weterynarza. Owszem, weci wybierając taki a nie inny zawód biorą na siebie ryzyko, ale nie mają żadnego obowiązku obcować z koniem, który chce ich zabić.
To obowiązkiem właściciela konia jest takie wychowanie / przyzwyczajenie konia do obsługi weterynaryjnej czy kowalskiej aby było to możliwe we w miarę bezpiecznych warunkach.
A jeśli uważasz, że to sprawa weta albo hodowcy konia a nie Twoja to możesz się zdziwić, ilu wetów odmówi w końcu przyjazdu. (Żeby nie było, piszę nie personalnie o Twoich koniach, bo ich nie znam, tylko w takiej formie 🙂😉
Ja już widziałam kiedyś weta, który odmówił wyjazdu do pewnego konia - kobyła totalnie bez szacunku do człowieka, waliła kopytami od góry jak popadnie, połamała mu rękę kiedyś - a właścicielka nie pozwalała jej nawet dudki założyć, bo uznała,że to jest nie fair wobec konia, który miał trudną przeszłość. Jej wybór. Myślę, że ma niezły problem, jak coś się dzieje, bo weci nie są wariatami i życie też lubią.
moj skary raz jeden sprobowal sie wspiac przed wetem przy probach zginaniowych- i to jeszcze w momencie, kiedy wet nawet nie dotknal nogi! na szczescie nasz weterynarz to sobie nie pozwala na takie cyrki, skary dostal kilka krotkich przypomniem wedzidlem, zostal zmuszony do cofniecia kilka krokow- i stal niepocieszony, ze sie sztuczka ze straszeniem nie udala.
nasz wet mowi, ze on jeszcze rozumie bunt konia na bol, wtedy stara sie po prostu jak najszybciej zrobic swoje, nie kara konia jak na bol reaguje 'niesubordynacja'- a z drugiej strony- polamany czy ponaciagany wet to wet bez pracy. ja sie nie dziwie, ze weci nie chca ryzykowac szarpania sie z koniem.
moje konie na badania sa zawsze wyprowadzane w oglowiu. skary juz wie, ze cyrkow nie ma i tylko lypie groznie. ale skary to jest typ dominujacy, ktoremu dobrze na glowe robi pokazanie mu, ze nie szefuje. przyjmuje wyzszosc czlowieka i jak wie, ze nie ma szans na popisy- to przestaje to robic.
dlugo go przyzwyczajalam do roznych zabiegow- i jedyne czego niestety nie udalo mi sie wyegzekwowac- to podanie dopaszczowo past. bawilam sie juz strzykawka wypelniona tartymi jabluszkami- nic z tego. o ile akceptuje fakt takiego urzadzenia w paszczy- o tyle jak poczuje paskudny smak to z automatu sie wspina. a jak sie go sprowadzi na ziemie- to i tak wypluje. wet mi w koncu powiedzial, ze nie ma sensu akurat w tym wypadku sie szarpac, po prostu zmieszac odrobine musli czy owsa z pasta i po krzyku. skary jest mega lasuchem, wiec zjada krzywiac sie- ale nie wypluwa.
szczepi sie bez cyrkow, daje sie zszywac 'straszac', ale bez oznak paniki, zeba tez dal sobie wyrwac bez wiekszych emocji (chociaz przyznam, ze tu sie balam..), paszcze daje sobie badac niechetnie.
ciesze sie, ze jest mi dane wspolpracowac z weterynarzami, ktorzy nie certola sie z konmi- certolic to sie moze wlasciciel oswajajac.
Nie guli, to nie jest tylko zadanie dla hodowców - to zadanie dla każdego właściciela konia. Właściciel konia jest odpowiedzialny za jego zachowanie wobec innych, także wobec weterynarza.
Pierwszy człowiek ,z którym źrebak ma styczność ,odpowiada za jego późniejsze zachowania wobec ludzi.
I nasze chęci zmiany tego, nie na wiele zdadzą się 😉
Oczywiście, że człowiek może popsuć starania hodowcy , ale czy ci pierwsi zawsze wychowują konia poprawnie?
To samo może odnosić się do drugiego, czy każdego następnego właściciela.
Ja akurat mam zupełnie różne konie , z różnymi doświadczeniami.
Kucem na szczęście nikt wcześniej nie zajmował się, więc jest bardzo grzeczny w obsłudze- pisałam o tym,.
Ale on nie miał wcześniej żadnych złych doświadczeń z ludźmi.
Drugi jest bardzo doświadczony, negatywnie , co u niego zaoowocowało agresją i histerią w stresujących go sytuacjach.
Nad zaufaniem pracowałam bardzo długo, ale efektem jest zaakceptowanie mnie, innych traktuje inaczej.
Co nie oznacza, że atakuje lekarza, czy kowala - jest nieufny, a charakter powoduje, że zachowuje się tak, a nie inaczej.
Druga sprawa, to oswajanie z dużą ilością obcych ludzi , którzy coś tam przy nim majstrują.
Często to niewykonalne , bo nie wyobrażam sobie wołać człowieka z ulicy, żeby spróbował werkować mu kopyta, czy zrobić zastrzyk 🤔
A ci, którzy przy nim coś robią zna, więc wie, że krzywdy mu nie zrobią.
Inna sprawa , że stajenny nie wyczyści kopyt , bo się boi , tak jak większość ludzi, którzy niewiele mają z końmi do czynienia.
Mojego syna, który nie interesują się końmi, kuc nie wpuści do stajni - a tylko stoi w drzwiach, za to Kuba potrafi go przepchnąć na ścieżce 😀iabeł:
Ale mnie już nie popchnie, jak zagradzam mu drogę- nie dlatego, że mnie tak kocha 🤣
Każdego kowala, czy weterynarza zawsze uprzedzam o charakterze konia .
Ale coś w tym jest, że moja córka, czy ja możemy mu zrobić zastrzyk spokojnie, bez jego paniki, a weterynarz tego nie potrafi.
Choć nie miał z wieloma do czynienie.
[quote author=epk link=topic=10774.msg366041#msg366041 date=1256807874]
Nie guli, to nie jest tylko zadanie dla hodowców - to zadanie dla każdego właściciela konia. Właściciel konia jest odpowiedzialny za jego zachowanie wobec innych, także wobec weterynarza.
Pierwszy człowiek ,z którym źrebak ma styczność ,odpowiada za jego późniejsze zachowania wobec ludzi.
I nasze chęci zmiany tego, nie na wiele zdadzą się 😉
[/quote]
Większej pierdoły dawno nie przeczytałam. 😲
Kobieto, weź się zastanów zanim coś napiszesz.
Poza tym widać w Twoim przypadku, a nawiedzoną nastolatką nie jesteś, że dumna jesteś z takiego zachowania:
Mojego syna, który nie interesują się końmi, kuc nie wpuści do stajni - a tylko stoi w drzwiach, za to Kuba potrafi go przepchnąć na ścieżce
Dla mnie to jest dramat!
Do mojej stajni przyjeżdża kowal sam z kluczami w ręce, gdy nikogo nie ma i robi co trzeba, a raczej jest obcą osobą, widywaną zaledwie co parę tygodni. Moje osobiste konie zawsze były uczone bezwzględnego posłuszeństwa w stosunku do człowieka, do każdego.
(a teraz się dowiem, jak to maltretuję swoje konie 😁 )
Nie Pokemon- nie dowiesz się. Masz rację.
Wiadomo, że są konie dominujące, które będą czasami próbowały porządzić człowiekiem. Ale nie mylmy pojęć.
Moim zdaniem koń dominujący, z trudnym charakterem TEŻ MOŻE BYĆ WYCHOWANY.
Koń który stracił zaufanie, powinien najpierw je odzyskać ( dzięki naszej pracy) a w międzyczasie też zostać wychowany.
I o to tu moim zdaniem chodzi. O jak największe wychowanie konia. ( oczywiście w miarę możliwości, biorąc pod uwagę różne końskie temperamenty)
Mojego konia może prowadzić kilkuletnie dziecko na uwiązie. I koń początkowo pójdzie. Bo jest nauczony SZACUNKU i posłuszeństwa do człowieka. W trakcie tego chodzenia, jeśli zobaczy, że dziecko sobie nie radzi, że można przyspieszyć, skręcić a dziecko z piskiem uskakuje, to oczywiście zacznie to wykorzystywać. Pociągnie i zacznie iść w swoją stronę, ale początek jest zawsze taki sam. Koń "na dzień dobry" słucha się każdego.
I taki moim zdaniem powinien być koń. A przynajmniej do tego powinniśmy dążyć jako właściciele!!
[quote author=guli link=topic=10774.msg366061#msg366061 date=1256809752]
[quote author=epk link=topic=10774.msg366041#msg366041 date=1256807874]
Nie guli, to nie jest tylko zadanie dla hodowców - to zadanie dla każdego właściciela konia. Właściciel konia jest odpowiedzialny za jego zachowanie wobec innych, także wobec weterynarza.
Pierwszy człowiek ,z którym źrebak ma styczność ,odpowiada za jego późniejsze zachowania wobec ludzi.
I nasze chęci zmiany tego, nie na wiele zdadzą się 😉
[/quote]
Większej pierdoły dawno nie przeczytałam. 😲
Kobieto, weź się zastanów zanim coś napiszesz.
Poza tym widać w Twoim przypadku, a nawiedzoną nastolatką nie jesteś, że dumna jesteś z takiego zachowania:
Mojego syna, który nie interesują się końmi, kuc nie wpuści do stajni - a tylko stoi w drzwiach, za to Kuba potrafi go przepchnąć na ścieżce
Dla mnie to jest dramat!
. Moje osobiste konie zawsze były uczone bezwzględnego posłuszeństwa w stosunku do człowieka, do każdego.
[/quote]
To ja tez nie czytałam większej bzdury , niz to co piszesz.
Na pewno masz do czynienia z końmi innymi niż swoje ? 🤔
Po pierwszwe- wcale nie jestem dumna z zachowania mojego syna.
Bo koń zachowuje się tak, jak mu pozwala człowiek.
W każdym razie moje tłumaczenie koniowi, że powinien szanować każdego człowieka, tylko dlatego, ze nim jest- koń puszcza mimo uszu 🤣
Ja jestem bardzo ciekawa jak uczy się konie szacunku do każdego człowieka - zawsze uważałam i uważam, że to ludzi należy uczyć odpowiedniego zachowania wobec zwierząt- myślałam, że ludzie bardziej kumaci , bo koń reaguje przeważnie instynktownie w sytuacjach stresujących 🤔
To zachowanie można wyciszyć, przekształcić, ale złe doświadczenia siedzą głęboko.
W odniesieniu do zabiegów- koń czujący się bezpiecznie , jest bezpieczny dla otoczenia.
Wiesz co Guli? Tak sobie myślę, czy to nie dlatego Twoje konie nie za bardzo chcą respektowac różnych ludzi, że po prostu nie mają z nimi do czynienia.
Jeśli przy koniach chodzisz tylko Ty i córka, a konie od dawna się nauczyły, że syna i męża słuchać nie muszą, a nikt inny przy nich raczej nic nie robi, to może stąd taki a nie inny efekt?
Jeśli zaś mój koń stoi w pensjonacie i masa ludzi się kręci, to jest inacze. A to kumpela konia z pastwiska przyprowadzi, a to inna pod moją nieobecność kopyta przeczyści. A to jakieś dzieci znajomych pojeżdżą itd itp. I koń się uczy szacunku do WSZYSTKICH ludzi, którzy do niego podchodzą.
Nie guli. To nie tak. Mój koń, czujący się bardzo niekomfortowo podczas zabiegu pozostanie bezpieczny dla weta. Kiedyś tak nie było. Jak mu się nie podobało to próbował kopać - człowieka. W tej chwili, bez względu na to co się dzieje będzie stał - będzie się trząsł, może próbować uwolnić np. nogę ale nie zamachnie się na człowieka, nie będzie mu zagrażał. Tak, po pierwszej czy drugiej jego akcji z machaniem przodami, bo mu się nie podobało / bolało ustaliliśmy sobie co i jak. Nie było to głaskanie konika po pupci i mam to w nosie. Ma być bezpieczny w obsłudze dla mnie i dla osób postronnych - kowali, wetów, stajennych. W tej chwili obcy wet (taki zupełnie obcy) może przy nim wszystko zrobić bez strachu o swoje życie - bo koń co najwyżej może próbować uciekać a nie atakować człowieka. Kowal to samo - przyjeżdża i robi co ma zrobić. Stajenni nie mają problemu z prowadzeniem go gdziekolwiek. I tak, ja zdawałam sobie sprawę, że to ode mnie zależy jak koń się będzie zachowywał. Nie zwalałam na hodowcę, wetów co źle pachną (choć akurat mój wet pomógł mi w oswojeniu jego niektórych strachów) i cokolwiek co się stało wcześniej.
ciesze sie, ze jest mi dane wspolpracowac z weterynarzami, ktorzy nie certola sie z konmi- certolic to sie moze wlasciciel oswajajac.
Największy powód do cieszenia się to chyba taki weterynarz, który w mig czyta konia - i od wie, czy w danym momencie lepiej wykazać się kategorycznością, czy nieco zwolnić i ułagodzić, czy koń ze strachu coś robi, z bólu, czy z "nie bo nie". Dobry koniarz po prostu 🙂
Dla mnie guli jest osobą zupełnie oderwaną od rzeczywistości. Jedyne na co ją stać to zupełnie niepotrzebna agresja w tym stylu:
Na pewno masz do czynienia z końmi innymi niż swoje ? 🤔
Nie mam. Wszystkie do których jeżdżę są z drewna, a psy jakie do mnie przychodzą są pluszowe. 😁 Przy takich jest najłatwiej, tylko trzeba uważać na kłaczki.
Edit - Teodora to nie tak do końca, bo często można się pomylić! Naprawdę! Zwierzęta nie zawsze w oczywisty i jednoznaczny sposób to pokazują, tym bardziej w niepewnej dla nich sytuacji. Bardzo często też ich zachowanie wynika z zachowania ich właściciela, właściciele potrafią w perfekcyjny sposób spotęgować strach swojego podopicznego.
Ale zasadniczo masz rację (po głębszym dwuminutowym przemyśleniu 😉 )
guli tak sie sklada, ze mam konia z ogromnym bagazem baaardzo zlych doswiadczen. jest to kon niezwykle inteligentny i wrazliwy. skrzywdzony do tego stopnia, ze do tej pory nie mozemy go uzytkowac. minal prawie rok odkad u nas jest. jak przyjechala potrafila po mnie wyjsc z boksu, porafila w panice rzucac sie na wszystkie strony nie patrzac, czy kogos stratuje. i pomimo, ze nie karalismy jej za zachowania instynktowne (ucieczka) to nie pozwalalismy na agresje wobec ludzi. kon za kazda probe kopniecia np byl surowo karany. i pomimo, ze dalej nie jest to latwy kon, i pomimo, ze dalej sie boi mezczyzn, to da sie przeprowadzac zabiegi weterynaryjne zachowujac pewna ostroznosc. ja jej zastrzyku nie jestem w stanie zrobic, ale doswiadczony wet robi to bez wiekszych przebojow. obsluguje ja, jesli trzeba, moj narzeczony- nie koniarz, ktory kiedys mowil, ze on do tego konia nie podchodzi. TAK MUSI BYC kon ma prawo sie bac, ale nie ma prawa byc agresywny. agresje i proby dominacji nalezy stanowczo eliminowac. i ostatnio, kiedy do boksu wszedl ktos kogo sie wystraszyla bardzo, kobyla pomimo histerii nie przycisnela mine do sciany, podniosla glowe, zeby mnie nie udezyc, i wtedy uciekla dalej. ale nie stratowala mnie, jakby to zrobila kiedys. jest nauczona szacunku do czlowieka. czasem nadal dostaje napadu paniki, ale i wtedy ma pamietac o tym, ze czlowieka sie szanuje. i kropka.
Dokładnie - strach strachem, a szacunek ma pozostać szacunkiem. Szczególnie, że biorąc pod uwagę, że koń to zwierze uciekające to zgodnie z instynktem powinno zwiewać a nie atakować. Jeśli atakuje to właśnie wskazuje na brak szacunku bardziej a nie na strach.
Po przemyśleniu krótkim - w boksie np. gdy zawiedzie ucieczka, możliwe, że ze strachu koń zacznie się bronić przez atak, ale chodzi mi o to, że to nie ma być jego pierwszy odruch. Teraz będzie jaśniej 😉
Ja jestem bardzo ciekawa jak uczy się konie szacunku do każdego człowieka
To proste - wystarczy szepnąć na uszko, że człowiek jest drapieżnikiem, a bydlątko w razie co - może zostać pożarte. 😀iabeł:
ja jej zastrzyku nie jestem w stanie zrobic, ale doswiadczony wet robi to bez wiekszych przebojow.
Dokładnie tak jest i powinno być.
Ale doświadczony weterynarz wie dokładnie, jak trzeba zachować się wobec danego konia- wie, bo ma doświadczenie z praktyki, a nie uczestniczenia na forum.
To taki weterynarz, który czyni swoje spokojnie, bez zbędnych gestów, strzelania igłą z daleka, który nie trzęsie się podchodząc do konia i od razu drze się na właściciela, ze koń reaguje w takiej sytuacji nerwowo.
Dodatkowo gardzi swoimi klientami i leczy ich gorzej niż może , bo rynek dyktuje takie, a nie inne ceny.
A na dodatek dziwi się swoim kolegom po fachu 🤣
W końcu weterynarzem nie każdy musi byc, nie każdy z weterynarzy musi zajmować się dużymi zwierzętami.
Krowy są znacznie szybsze i często cięższe od koni- urazów weterynarze mają sporo.
Też obwiniają właścicieli krów? 🤔
. agresje i proby dominacji nalezy stanowczo eliminowac.
Też zgadzam się , z tym, że agresja jest przeważnie próbą obrony , natomiast dominacja to trochę inna bajka.
Z koniem dominującym trzeba umieć obchodzić się , nie rozumiem w tym kontekście słowa " eliminować".
Jeśli człowiek-laik nie umie tego, to taki koń go potrąci.
A wystarczy nie ustąpić , czy zagrozić - koń d0oskonale czyta człowieka- każdy bez wyjątku.
I dotyczy to sytuacji, kiedy taki laik jest sam na sam z koniem , a nie wtedy , kiedy silniejsza osobowość - szef jest obok.
Ale tak jakoś składa się, że laik prędzej ustąpi dominantowii, niż pogrozi .
I utrwala to końskie zachowania.
Czyli kogo należy uczyc?
Konia, czy człowieka? 🤔
Też zgadzam się , z tym, że agresja jest przeważnie próbą obrony , natomiast dominacja to trochę inna bajka.
Z koniem dominującym trzeba umieć obchodzić się , nie rozumiem w tym kontekście słowa " eliminować".
Jeśli człowiek-laik nie umie tego, to taki koń go potrąci.
A wystarczy nie ustąpić , czy zagrozić - koń d0oskonale czyta człowieka- każdy bez wyjątku.
konia dominujacego trzeba zdominowac. kazdy kon, nawet spolegliwy jesli zorientuje sie, ze mozna to bedzie probowal dominacji.
dodatkowo ja jeszcze wychodze z takiego zalozenia, ze jak np czyszcze konia latem i dokuczaja mu muchy, to ma uwazac jak sie od nich ogania, tak aby nie udezac mnie ogonem i patrzec jak macha nogami, tak aby mnie nie kopnac albo nadepnac. i wyobraz sobie, ze kon rozumie i jest w stanie to robic. malo tego nie jeden, a wszystkie w mojej stajni.
[quote author=guli link=topic=10774.msg366273#msg366273 date=1256832867]
Też zgadzam się , z tym, że agresja jest przeważnie próbą obrony , natomiast dominacja to trochę inna bajka.
Z koniem dominującym trzeba umieć obchodzić się , nie rozumiem w tym kontekście słowa " eliminować".
Jeśli człowiek-laik nie umie tego, to taki koń go potrąci.
A wystarczy nie ustąpić , czy zagrozić - koń d0oskonale czyta człowieka- każdy bez wyjątku.
konia dominujacego trzeba zdominowac.
... malo tego nie jeden, a wszystkie w mojej stajni.
[/quote]
Jak rozumiem, nie jesteś laikiem, o którym pisałam 😀
Za to same dominanty w stajni 😉
Nadal mi nikt nie odpowiedział, jak nauczyć respektu wobec każdego bez wyjątku człowieka.
Bo jesli dowiem sie po jakimś czasie o nagannym zachowaniu konia, to co?
Mam pójść do stajni i wytłumaczyć koniowi za co spotyka go kara po np kilku dniach? 🤔wirek:
A w temacir wizyty weterynarza.
Już pisałam, choc chyba nikt nie czytał, że nawet mój dominujący koń nie zdepcze weta, nie zaatakuje go , tylko panicznie próbuje uciec.
Raz udało się zrobić zastrzyk, gdy zasłoniłam mu oko.
Nastepny raz już nie było tak łatwo - lekarz wbił mu igłę w szyję, koń nie mogąc uciec, bo trzymałam go na uwiązie, wypchnął igłę samymi mięśniami szyi.
Agresywne zachowanie? 🤔
I nawet nie samo zachowanie przed zastrzykiem- obrona i pozbycie się obcego ciała ( igły) z szyi- chyba myślał, że straci życie
Ja posiadam takiego konia, którego naprawde trudno ukarać. Jeśli dojdzie do jakiejś sytuacji, w której ukarać trzeba, to jest to tylko podniesiony głos. Nie ma mowy o szarpaniu czy tym bardziej biciu - bo wtedy całe zaufanie trafia szlag. Nie da sie potem z tym koniem zrobić nic.
Kiedy ją kupiłam - była przerazonym stworzeniem nie mającym pojęcia o niczym - wyprowadzona ze stajni uciekała do niej z powrotem, wpuszczona na pastwisko taranowała żerdzie - łamała naprawde grube drągi , wiecznie poobijana na szczęście nie pokaleczyła się nigdy (o dziwo), jedzenie pochłaniała jak wygłodniały pies zastawiając je sobą tak by jej nikt nie zabrał.
Na jakiekolwiek próby podniesienia nogi kopała - potrafiła tak wycelować by kopniak skończył się sukcesem - próby karania za to kończyły się tym, że klacz trzęsła sie jak osika, próbując przy tym kopać we wszystkie strony.
Pierwsze normalne podniesienie nogi osiagnełyśmy dopiero po 3 miesiacach - ale bez stosowania kar - "karą" za kopanie przy podnoszeniu było spacerowanie w koło po padoku w ręku na uwiązie.
Karząc ja biciem czy szarpaniem , nawet krzykiem niczego bym z nią nie osiagneła. Pierwszy raz wyczyścić kopyta kopystką mogłam dopiero po około pieciu miesiacach przyzwyczajania. A pierwsze normalne bezstresowe werkowanie było przeprowadzone po pół roku przebywania u mnie - tak - niestety wczesniej to nie było możliwe.
Dlaczego? Bo jakis palant zaźrebił se kobyłe co by mu źrebaczka wydała żeby zarobił na pryte sprzedając go, ale żeby go czegokolwiek nauczyć, ba - wyprowadzić ze stajni na dwór to juz nie było potrzeby.
Handlarze ja pewnie na siłe ze stajni wyciągneli i wrzucili na żuka.
Klacz jest bardzo wrażliwa - żeby zdobyc jej zaufanie trzeba naprawde sobie na niego zapracować, spokojem, łagodnością i pokorą, ona wiedziała, że ja jestem wyżej, ale ja nie musiałam jej tego pokazywać na każdym kroku, że ja jestem panem, a ona ma być poddanym mi sługą, i że jak mnie uderzy ogonem bo ją mucha gryzie to zaraz po łbie dostanie - bo sie nie zachowała, nie, to nie na tym polega - opędzanie sie od much to są akurat odruchy często właściwie niezależne od konia - i to my mamy uważać, że jak ślepak kąsa wrażliwe wymię czy puzdro to my musimy uważać. Człowiekowi jak mucha usiądzie na nosie to w ułamku sekundy nasz mózg reaguje unoszac ręke by ją zgonić - czesto kończy sie to tym że damy sobie solidnego kuksańca przy tym.
Koń robi dokładnie to samo.
Mi koń ma ufać, a jak będzie mi ufał, to nie będzie potrzeby karania.
Po trzech latach osiągnełyśmy ogromny sukces - koń stał sie oazą spokoju, chodził na kantarze w tereny, nic juz nie przerażało, nawet fruwajaca folia można było spokojnie dosiadać i jeździć bez obawy o swoje zdrowie. Polubiła nawet ludzi - no może to złe słowo - tolerowała , mężczyzn dużo mniej niz kobiety, w stosunku do pijanych facetów była agresywna.
Wszystko legło w gruzach jak pojawił się kowal, najpierw jeden potem drugi - obaj zero pojęcia , zero podejścia do konia. Złe werkowanie doprowadziło do potrzeby kucia - zaczęło się piekło. Koń przez ponad 7 lat chodził boso bez żadnej kontuzji, ani jednego najmniejszego znaczenia, doskonale zwrotny, chętny do pokonywania każdego podłoża. Nagle po kilku werkowaniach zaczął sie podstawiać, unikał w terenie wielu szlaków, w końcu kulawy raz po raz. Diagnoza - kopyta słabe genetycznie 😵- zaczął sie sznureczek weterynarzy, również z podejściem do konia jak do nie wiem czego - wiecznie krzyki, machania rękami - koń głupiał, sztywniał ze strachu. zaczął się robic agresywny. W końcu trzeba było wszystko robic na dudce, potem dochodziły pęta, w końcu leki znieczulające. I tak prawie dwa lata.
Od roku i 3 miesiecy robie kopyta sama - koń przestał kuleć, chorować na dziwne choroby skóry, opuchlizny nóg.
Nikt obcy sie juz nie zbliża - nie pozwalam. Mi pozwala robić przy sobie wszystko - najbliżsi są w stanie nakarmić, wyprowadzić.
Natomiast ja nie wiem czy kiedykolwiek odzyskam jej zaufanie po tym co jej zafundowałam za radami niedouczonych szepcjalistów , nie podchodzi juz do mnie na padoku, na pastwisku, staje tyłem kompletnie nie reagując na moje zaproszenie do spacerów , zabawy> jeżeli chce ją zabrać z pastwiska np na spacer, lub jakieś zabiegi musze po nia pójść.
Traktuje mnie jak potrzebnego wroga - jest mi z tym bardzo źle, czasem chce mi sie płakać, czasem płacze.