Pilne!
Przepraszam ze pisze na szybko i dalam taki temat ale szlam teraz do konia zamknac go i nakarmic na wieczor i co zobaczylam...kon dosta, sie do paszarni i zjadl pol worka otrab wprawdzie nie klad sie na padoku itp ale jak wprowadzilam go do boksu-nie dawalam jesc tylko dalam pic on postal i sie polozyl zaraz go zawolalam i wstal wyprowadzilam go i poprosilam brata zeby prowadzal go w kolo na lonzy a sama przylecialam zapytac bo nie wiem co mam robic puscic go i zobaczyc czy dalej bedzie sie klad czy prowadzac? a moze zamknac i nie panikowac jesli kon wstal na zawolanie?
prosze o jakies rady dodam ze bardzo sie boje i spanikowalam
a kon jest apatyczny? rozglada sie na boki na brzuch? poklada?? Zobacz jak sie zachowuje, w boksie, na padoku...
Warto zadzwonic do weta, on powienien udzielic wstepnych infomacji. A i po telefonie bedzie "w stanie gotowosci" by w razie czego przyjechac.
Jak dziwnie sie zachowuje oprowadzaj
Umiesz osluchac czy perystaltyka jest?
Otręby zwykle podaje się moczone, bo pęcznieją. Twój koń zjadł na sucho, więc mogą spęcznieć w przewodzie pokarmowym do tego może być problem, z brakiem wody do trawienia (nie wiem jak to opisać, ale po prostu treść w jelitach powinna być odpowiednio nawodniona, aby trawienie było sprawne, inaczej pojawia się schorzenie kolkowe). Najlepiej zrobić tak jak pisze akzzi.
😵 ręce opadają. Rzuciłaś wszystko, poleciałaś do domu żeby... napisać o tym na volcie? 🤔 TELEFON DO WETERYNARZA jest jedyną rzeczą jaką można zrobić, w takiej sytuacji. Tym bardziej, że pół worka otrąb dla konika polskiego, to ogrooomnie dużo.
Koniki polskie sa "odporne" z racji swego prymitywnego pochodzenia, wiec mozliwe ze mu nic nie bedzie.
Spotkalam sie z przypadkiem gdzie konik zjadl pol woka pszenicy i swiezy chlebek i Bogu dzieki nic mu nie bylo, ale kazdy kon ma inny organizm i roznie reaguje.
A ja się nawet wzruszyłam,że po pierwsze poleciałaś na forum. :kwiatek:
Posłuchaj kiszek,oprowadzaj,daj pić . To każdy poleci.
Ja mam nadzieję,że nic się zlego nie stanie. Jakoś tak czuję.
Lekarza weterynarii warto poprosić o zbadanie na pewno.
rewir, nie badz bardziej papieska niz papiez 🙄
zostawila brata oprowadzajacego konia i poszla zapytac co robic
ja znam huculka ktory pozarl caly worek otrab, poprawil owsem i bardzo zdziwiony patrzyl czego my od niego chcemy bo on sie znakomicie czuje 😉
No tak, jasne. To normalne przecież, że zamiast po prostu zadzwonić i zapytać weterynarza, dziewczyna poleciała zapytać forumowiczów.
Sorry, ale chyba w momencie zaistnienia takiej a nie innej sytuacji pierwsze co sie robi to dzwoni do weta ?? To chyba najodpowiedniejsza osoba do ocenienia sytuacji i udzielenia odpowiedzi na pytanie co robic dalej.
owszem, normalne
moze nie ma zaufanego weta, a moze po prostu byla zbyt zestresowana, albo nie ma akurat pieniedzy albo nie chciala wyjsc na panikare - cokolwiek
konia zabezpieczyla zanim zapytala i to sie liczy
Z tymi wetami to jest różnie, niektórzy nie odbierają, niektórzy się denerwują, że z pierdołami ludzie dzwonią i nie można mówić "zmień weta", bo to może być jedyny weterynarz w okolicy, który się zna na koniach.
incognito ma konia zaraz pod wroclawiem wiec wybor wetow duzy.....
ja tez bym dzwoniła od razu a nie biegla na forum i czekala az ktos cos madrego napisze
ale rozumiem w takim stresie traci sie zupelnie glowe
Dziewczyny dzieki Wam za rade,z koniem wszystko dzieki Bogu ok ,bo w koncu kn po xx zawsze ma w sobie to kn i rozciagliwy zoladek 🤣 no tak teraz sie smieje ,ale wczesniej mialam stan przed zawalowy...wiedzialam ze konia oprowadzac nalezy ,ale myslalam ze moze mozna zrobic cos jeszcze np jak to napojenie co rowniez zrobilam ,kon nawet sie nie pocil,ale polozyl sie -no generalnie nic dziwnego tylko wzielam pod uwage to ,ze zjadl pol worka otrab.Do weta zadzwonilam jest on moim znajomym ,wiec przyjechal raz dwa i mam nadzieje,ze skasuje mnie rowniez "po znajomosci" byl z moja znajoma ,ktora teraz robi mu za pomoc i sa to dla mnie zaufane osoby.Konisko dostalo leki przeciwbolowe,rozkurczowe i na poprawe trawienia.Prowadzalam go jeszcze przez pol godz,odstawilam do boksu,posiedzialam, poprzytulalam,nie klad sie wszystko ok.Mam obserwowac mocz ,bo moze byc ochwat badz miesnioochwat...oby nie.
Jeszcze raz dziekuje. :kwiatek:
PS:rewir-do weta tak czy siak bym zadzwonila ,a na forum dlaczego zapytalam napisalam powyzej.
zairka-mamy miejscowego weta,wiec problemu z tym nie bylo.A na odpowiedz nie czekalam tylko odrazu polecialam dzwonic po czym jeszcze raz zerknelam na forum-dlaczego ? wyzej napisalam 😉
Ja tez bym pierwsze poleciala pytac co robic na forum w takiej sytauacji... pamietajcie, ze nie wszyscy trzymaja swoje konie w centrum miasta z 15 super-wetami ze specjalizacja zdrowie koni. Niektorzy siedza w zabitych dechami dziurach gdzie wet to raczej ostatecznosc niz pierwsza pomoc...
ciesze sie, ze z koniem wszytsko ok 🙂 😅
no i widzicie jaka dziewczyna rozsądna i w forum też wierzy, super, że sprawy przybrały taki obrót
Teraz tylko obserwowac czy mi sie nie ochwacil.
Dzieki raz jeszcze :kwiatek:
Nie wiecie jak sie ciesze...nie wiem co bym zrobiła gdyby mu sie cos stało. 🤔
No to plus za podejście, cieszę się, że póki co wszystko ok.
Co do tego dzwonienia... To, że ktoś nie musi mieszkać w Warszawie, nie oznacza, że nie może zadzwonić do Warszawskiego weterynarza. Każdy z nas ma na pewno końskich znajomych, którzy z pewnością podadzą numer. I zadzwonić do weta znajomego, mniej lub bardziej, czy z polecenia, kosztuje średnio 80 gr za minutę i nie widzę w tym filozofii, tym bardziej w przypadku podejrzenia kolki, gdzie dzwoni się do kliniki, pyta o pomoc, prosi o instrukcje i w razie czego mieć ekipę na miejscu.
Ja nie wiem, czy mozna dzwonic po porady do nie "swojego" weta. W koncu to jego praca i za to dostaje na chleb. Moge zrozumiec, jak dzwonisz do kogos, u kogo regularnie robisz szczepienia i kupujesz odrobaczenie, ale do weta z Warszawy? Nie zdziwilabym sie, gdyby mi powiedzial, ze przeprasza, ale nie udziela porad via telefon czy internet.
Zreszta mamy nawet forumowiczke Karle, ktora ma cos takiego w podpisie. Wnioskuje, ze byla zasypywana pytaniami wczesniej. Ja tez pewnie bym tak postapila.
Przykład taki, poza tym nie na darmo napisałam o końskich znajomych. Typu "dzieńdobry, nazywam się xy, ab powiedziała że mogę do Pana/Pani zadzwonić. Mam problem z koniem. Czy mogę zająć sekundę?" Gdzie ab, to stały klient, dobry znajomy mój i weta. Nie widzę, żadnego problemu, a wyjść z sytuacji jest mnóstwo. Przez telefon też nikt Cię nie zabije 😉
No ja wlasnie wiele razy mialam taka bariere, czy mozna dzwonic, czy sie nie wkurza... 🤔
Tak jak pisze Tomek_J -dzwonić . Najwyżej odpowie wymijająco albo nie odbierze wcale.
Ostatnio dzwoniłam do lekarza z okolic Zamościa i dopiero na koniec rozmowy wyjawiłam,że jestem koleżanką zawodową. Pan /spec od homeopatii/ bardzo grzecznie ze mną rozmawiał i wyczerpująco wyjaśniał. Wcześniej przez pomyłkę chciałam dręczyć pana o tym samym nazwisku z innego miasta i wyczerpująco informowała mnie żona . Poważne rozmowy traktuje się poważnie.
Kiedyś odebrałam telefon o 2 w nocy w sprawie godzin otwarcia ZHW 🤔 i też zachowałam zimną krew.
Mój ogier kiedyś to samo zrobił. Nic mu nie było po otrębach..
Najlepiej obserwować konia 😉
No ja wlasnie wiele razy mialam taka bariere, czy mozna dzwonic, czy sie nie wkurza... 🤔
Oczywiście, że dzwonić. W sytuacji awaryjnej dzwoniłam giedyś do doktora Golonki. Nie przyjeżdża do nas do stajni, żaden koń nie był leczony w jego klinice i mimo że był to dośc późny niedzielny wieczór poświęcił mi dość sporo czasu, uspokoił, poradzil, co robić. Nie ma się czego bać 😉
ja bardzo czesto dwonie z pytaniem "co robic". fakt, ze do ukochanego doktora, ale czasem bywa tak, ze dzieki poradom przez telefon nie musi przyjezdzac.