Osoba jeżdżąca "po trupach"
Jak sobie poradzić z osobą która na zatłoczonej ujeżdżalni "jeździ po trupach":
- nie zważa na regułe mijania się po lewej ręce
- znieniacka wjeżdża z wolty na ślad tuz przed osoby poruszające się po śladzie
- jak wymija to w odległości 2 mm
- robi wszelkie możlwie ewolucje włącznie ze skokami bez ostrzeżenia lądując prawie że na kimś kto miał nieszczęście w poblizu przebywać.
na rzuconą wszem i wobec (ogólnie) propozycję by jednak stosować się do reguł poruszania się po ujeżdżalni udaje że to jej nie dotyczy i dalej taranuje wszystkich.
Wersja nr 1. Starać się jeździć w innych godzinach.
Wersja nr 2. Z uporem maniaka zwracać uwagę, ale personalnie, a nie ogólnie. Do tego co jakiś czas robić coś lekko utrudniającego życie, np. wejść i stępować konia w ręku.
Z uporem maniaka zwracać uwagę, ale personalnie, a nie ogólnie
też było robione przez kilka osób - skutek niestety żaden
Do tego co jakiś czas robić coś lekko utrudniającego życie, np. wejść i stępować konia w ręku.
coś mi sie wydaje że wtedy by się wszystkim pozostałym - nastu koniom utrudniło życie - a taranująca osoba i tak by taranowała np. tego co w ręku stępuje
Z własnego doświadczenia - parę razy się wydrzeć i to niekoniecznie szczędząc sobie w słowach. Jeśli ma się konia, którego jest się pewnym, że odpowie Ci na pomoce to jeśli jedziesz na lewą rękę i masz tą osobę z naprzeciwka to jechać do końca na swoje, konie głupie nie są i się nie zderzą, a jak taka osobę pare razy się nastraszy to często od razu trzeźwieje.
A ja bym się z taką osobą nie "patyczkowała" tylko dobitnie powiedziała jej co o tym sądze. Przecież taka jazda, nie tylko utrudnia jazdę innym ale również może być niebezpieczna.
Hala/ujeżdżalnia jest miejscem gdzie powinny obowiązywać jakieś zasady i każdy powienien się do nich stosować(albo chociaż starać się).
Koniczka napisał: Z własnego doświadczenia - parę razy się wydrzeć i to niekoniecznie szczędząc sobie w słowach. Jeśli ma się konia, którego jest się pewnym, że odpowie Ci na pomoce to jeśli jedziesz na lewą rękę i masz tą osobę z naprzeciwka to jechać do końca na swoje, konie głupie nie są i się nie zderzą, a jak taka osobę pare razy się nastraszy to często od razu trzeźwieje.
Kiedyś notabene właśnie na Kozielskiej na hali, zderzyłam się w ten sposób kolanami z osobą "taranującą". Oba konie bezbłędnie odpowiedziały na pomoce Pech chciał że osoba ta była ważną personą...
Strzemię mi się wypięło a kolano leczyłam przez tydzień...
Więc chyba to trochę ryzykowna metoda ale może to "wydarcie się" pomoże
ElaPe napisał: - jak wymija to w odległości 2 mm
ze znanych mi metod:
jechać z batem trzymanym prostopadle tak, żeby szurnął taką osobe po nodze
wydrzec sie, ze twoj kon bryka/kopie i nalezy go omijac
mijając agresora powiedziec mu wprost "mijamy sie LEWYMI rękami"
a co do skokow - podobno pomaga wtranżolić się na zeskok i tam certolic sie np. ze zdejmowaniem derki - tak dlugo az zostanie sie poproszonym o usuniecie się - i wtedy powiedziec "aaaaa! nic nie mówiles, ze chcesz skakac! trzeba bylo krzyknać "uwaga, okser (czy co tam stoi)" to bym zjechała
Pożyczyć moją Tanię,która od razu zrobi porządek celnym kopem.
stworzyć wspólnie wielkimi literami pisany REGULAMIN KORZYSTANIA Z UJEŻDŻALNI pod którym się wszyscy lub większość podpisze
i powoływać się na niego
efcia napisał: Koniczka napisał: Z własnego doświadczenia - parę razy się wydrzeć i to niekoniecznie szczędząc sobie w słowach. Jeśli ma się konia, którego jest się pewnym, że odpowie Ci na pomoce to jeśli jedziesz na lewą rękę i masz tą osobę z naprzeciwka to jechać do końca na swoje, konie głupie nie są i się nie zderzą, a jak taka osobę pare razy się nastraszy to często od razu trzeźwieje.
Kiedyś notabene właśnie na Kozielskiej na hali, zderzyłam się w ten sposób kolanami z osobą "taranującą". Oba konie bezbłędnie odpowiedziały na pomoce Pech chciał że osoba ta była ważną personą...
Strzemię mi się wypięło a kolano leczyłam przez tydzień...
Więc chyba to trochę ryzykowna metoda ale może to "wydarcie się" pomoże
i co jakieś konsekwencje zderzenia się z "ważną personą" były?
właśnie, problem jest taki że konie odpowiadając na pomoce jeźdźca jadą tak jak mu jeździec nakazuje. Więc sytuacja zbyt bliskiego minięcia się, otarcia się czy wręcz zderzenia jest jak najbardziej możliwa. I nie jest to przyjemne - jak opisuje efcia.
ElaPe napisał:
i co jakieś konsekwencje zderzenia się z "ważną personą" były?
właśnie, problem jest taki że konie odpowiadając na pomoce jeźdźca jadą tak jak mu jeździec nakazuje. Więc sytuacja zbyt bliskiego minięcia się, otarcia się czy wręcz zderzenia jest jak najbardziej możliwa. I nie jest to przyjemne - jak opisuje efcia.
konsekwencje hmm , trenerka kazała iść i przeprosić i mówi tak: Ja wiem że to była Jego wina, ale wiesz, młodsza jesteś, lepiej sobie nie robić wrogów, a my wiemy że z niego ..... (tu padło określenie którego przez grzeczność nie przytoczę 😉)
Jeśli zwracanie uwagi nie pomaga i delikwent nadal powoduje niebezpieczne sytuacje, ja bym zgłosiła do jakiegokolwiek szefostwa ośrodka, klubu czy co tam innego macie. Może groźba zakazu korzystania z hali jakoś otrzeźwi osobnika.
Na codzień często jeżdżę z batem prostopadle, jak pisała caroline, pomaga na większość, chociaż zdarzają się czołgi, które tego w ogóle nie zauważają ... :/ Zwracanie uwagi nie zawsze pomaga, więc jeśli osobnik ustępuję mi ścianę na 2 mm a akurat nie mam bata w tej ręce, robię ustępowanie zadem do środka. Drugi koń na widok zadu na ogół sam koryguje swoją trasę w kierunku środka hali.
Już nie raz dostałam w kolano końskim zadem, innym kolanem, raz mi dziecię stanęło za przeszkodą, gdy byłam 'w locie' - ludzie czasem w ogóle nie myślą albo zachowują się jakby byli sami na hali, ale u nas dość szeroko stosują metodę
parę razy się wydrzeć i to niekoniecznie szczędząc sobie w słowach.
Pomaga, ale przeważnie doraźnie
Do mnie najbardziej przemalyby pomysly caroline czyli bat poziomo i opowiesc jak to moja klaczka skopala kiedys walaszka, ktory podszedl za blisko (mozna tez dorzucic, ze malo brakowalo a trafilaby w kolano jeźdźca ) a jak nie poskutkuje to przy najblizszej sytuacji kiedy to zostanie nam zajechana droga niby powodowane troską krzykniecie ze KON KOPIE!!!
Hawana wszystko fajnie,jesli nie jest to osoba znajaca dluzszy czas twojego konia i jego absolutne niekopactwo. na takich ludzi zazwyczaj nie pomaga nic innego,jak 'dobitne' zwrocenie uwagi. najlepiej przez czyjegos trenera itp,ze stwarza zagrozenie i moze by sie laskawie ogarnal.
do moich ulubiencow naleza tez osoby,ktore wchodza ci z koniem na lonzy na mala hale i 'wozi' ich od sciany do sciany/ a ze skokami to w ogole bajka- np. jade sobie potrojny szereg,jestem miedzy 1,a 2 czlonem,a miedzy 2 i 3 ktos radosnie wsnuwa sie stepem...
A gdzie można znależć przykładowe REGULAMINY KORZYSTANIA Z UJEŻDŻALNI ?
U nas gdy wszelkie metody zawodzą to właściciel stajni umie delikatnie a bardzo skutecznie zasugerować natretowi stosowanie sie do zasad.
a miedzy 2 i 3 ktos radosnie wsnuwa sie stepem...
bo może zapomniałaś krzyKnąć "UWAGA SZEREEEEG!!!"
A gdzie można znależć przykładowe REGULAMINY KORZYSTANIA Z UJEŻDŻALNI ?
http://www.ostroga.opole.pl/dp/cms/content_doc.xml?id=&mi=mid31&mp=mid31&DocId=410
[[a]]http://www.gieldakoni.com/dokumenty/Regulamin%20Stajni%20Pensjonatowej.doc[[a]]
ElaPe- skakalam ten szereg non stop-raz za razem, jakies 8-10 razy na zmiene z drugim koniem- wiec o zaskoczeniu raczej nie bylo mowy. na poczatek oczywiscie 'uwaga,skaczemy'
opierdolala od gory do dolu. bez obcyngalania- bez przesady, tu jednak moze chodzic nawet o czyjes zycie. konie to konie, z kamienia nie sa i pomysly miewaja rozne.
mozna jeszcze zasypac wlasciciela pensjonatu pretensjami ze dana osoba jezdzi agresywnie, niebezpiecznie, ze tez placicie, ze wasze prosby nie pomagaja etc etc etc. powazny wlasciciel pensjonatu na pewno przeprowadzi rozmowe z danym pensjonariuszem.
zen napisał: powazny wlasciciel pensjonatu
zen, chyba się nie doczytałaś... ElaPe ma problem na Legii 😉
słuchajcie - znaczy w sumie mniejsze znaczenie ma to gdzie w jakiej stajni ten problem wystąpił. Mozna iśc na skargę owszem - tylko ze potem tsza z takimi ludzmi się jeszcze na co dzien meczyc, wiecie o co chodzi.
ElaPe napisał: słuchajcie - znaczy w sumie mniejsze znaczenie ma to gdzie w jakiej stajni ten problem wystąpił. Mozna iśc na skargę owszem - tylko ze potem tsza z takimi ludzmi się jeszcze na co dzien meczyc, wiecie o co chodzi.
taaa... no i właśnie stąd mój case 😉
jakoś na szczęście nie mam tych problemów u nas w stajni, w miarę życzliwie wszyscy usiłują się zachowywać 🙂 obym nie zapeszyła
Ponieważ posiadam konia tarana - masywnego - to wychowuję sobie ludzi na hali. Otóż mój koń uwielbia się na hali "płoszyć", z płoszeniem ma to nie wiele wspólnego. Jest przewidywalny jak Idio-tele, ekhm Audio-tele
Po pierwsze, uczę ich uprzedzania komendą głosową, kiedy wchodzą na halę. Taki delikwent zaczyna majstrować przy drzwiach, a jak akurat tam podjeżdżam koniem. Gdy ten ni stąd ni zowąd próbuje wejść, wpada pod nogi mojemu koniowi. Mój koń się nie zatrzymuje. A ja się tylko uśmiecham i pytam: "a gdzie <<UWAGA>>?!"
Po drugie, uwielbiam jak ktoś wychodzi, po prostu jedzie jedzie, jeb wrotami hali i już go nie ma. Wtedy, obserwuję i gdy widzę że szykuje się do wyjścia, podjeżdżam i mówię: "Grzeczność i bezpieczeństwo wspólnego korzystania z hali nakazywało by powiedzieć UWAGA przy opuszczaniu hali." Mój koń taran stoi, więc delikwent nie jest w stanie go przesunąć, nawet swoim koniem. Po czym ja pierwsza opuszczam halę z głośnym drukowanym U-WA-GA! (najczęściej płosząc przy tym konia czekającego za moim przy drzwiach). Po czym uśmiechnięta dodaję: "Widzisz, to nie boli."
Innym dla mnie problemem są pieski na hali, radosnych mamuś, tatusiów i trenerów. Latających między końmi, robiącymi burdel. Tak się składa, że mój koń taranuje psy, żeby nie rzec: atakuje. Więc przejeżdżam obok właścicielki i mówię: "proszę przypilnować tego psa, bo mój koń się nie zatrzymuje." - oczywiście, skutek żaden. Więc następnym razem mówię głośniej: "proszę zawołać psa bo będzie nieszczęście". Za trzecim razem, gdy pies ma pecha wpada pod Czardasza a ja... no cóż, nie robię nic. I słychać tylko pisk. Mój koń ma OC, mój koń się nie zatrzymuje.
Co do ludzi z tematu Eli, no cóż. Najczęściej ich grzecznie ostrzegam: "drugi slad po proszę, wolta, przekątna, ściana itp." Potem po prostu robię to co zamierzam. A że się powtórzę: mój koń się nie zatrzymuje.
Po miesiącu jazdy ze mną hali, jest i uwaga, i ściana... i wszystko - jak sie okazuje - się da. Nawet mieć psa na smyczy.
ciekawe jakie pobudki kieruja ludzmi ze zachowuja sie tak (wjezdzaja, najezdzaja) a nie inaczej.
Sierka napisał: Ponieważ posiadam konia tarana - masywnego - to wychowuję sobie ludzi na hali. Otóż mój koń uwielbia się na hali "płoszyć", z płoszeniem ma to nie wiele wspólnego. Jest przewidywalny jak Idio-tele, ekhm Audio-tele
Po pierwsze, uczę ich uprzedzania komendą głosową, kiedy wchodzą na halę. Taki delikwent zaczyna majstrować przy drzwiach, a jak akurat tam podjeżdżam koniem. Gdy ten ni stąd ni zowąd próbuje wejść, wpada pod nogi mojemu koniowi. Mój koń się nie zatrzymuje. A ja się tylko uśmiecham i pytam: "a gdzie <<UWAGA>>?!"
Po drugie, uwielbiam jak ktoś wychodzi, po prostu jedzie jedzie, jeb wrotami hali i już go nie ma. Wtedy, obserwuję i gdy widzę że szykuje się do wyjścia, podjeżdżam i mówię: "Grzeczność i bezpieczeństwo wspólnego korzystania z hali nakazywało by powiedzieć UWAGA przy opuszczaniu hali." Mój koń taran stoi, więc delikwent nie jest w stanie go przesunąć, nawet swoim koniem. Po czym ja pierwsza opuszczam halę z głośnym drukowanym U-WA-GA! (najczęściej płosząc przy tym konia czekającego za moim przy drzwiach). Po czym uśmiechnięta dodaję: "Widzisz, to nie boli."
Innym dla mnie problemem są pieski na hali, radosnych mamuś, tatusiów i trenerów. Latających między końmi, robiącymi burdel. Tak się składa, że mój koń taranuje psy, żeby nie rzec: atakuje. Więc przejeżdżam obok właścicielki i mówię: "proszę przypilnować tego psa, bo mój koń się nie zatrzymuje." - oczywiście, skutek żaden. Więc następnym razem mówię głośniej: "proszę zawołać psa bo będzie nieszczęście". Za trzecim razem, gdy pies ma pecha wpada pod Czardasza a ja... no cóż, nie robię nic. I słychać tylko pisk. Mój koń ma OC, mój koń się nie zatrzymuje.
Co do ludzi z tematu Eli, no cóż. Najczęściej ich grzecznie ostrzegam: "drugi slad po proszę, wolta, przekątna, ściana itp." Potem po prostu robię to co zamierzam. A że się powtórzę: mój koń się nie zatrzymuje.
Po miesiącu jazdy ze mną hali, jest i uwaga, i ściana... i wszystko - jak sie okazuje - się da. Nawet mieć psa na smyczy.
no normalnie trzeba Cię na Kozielską wysłać, zrobisz tam porządek
Siera to masz tak samo jak moja Hawana ja poprostu jade ona przelezie po koniu, człowieku czy psie, przekonałam się na hubertusach w tym roku Pańcia kazała koń idzie hahaha a na hali potrafi jeszcze polować jak koń przechodzi za blisko.
Wydaje mi się że może sprawę załatwi rozmowa z taką osobą na neutralnym gruncie (w sensie nie na hali, może w socjalnym), niech zbierze się większa grupa osób które są niezadowolone i pogadają z nią konkretnie, jeżeli nie poinformowała bym osobę władną do zwrócenia uwagi.
Ja Elu przerabiałam takie cuda, mając kobyłę takie "uprzejmości" mi na ogierach robiono, łącznie z tym ze jak jeździłam a hala mała potrafiono przyjść z dwoma ogierami i je lonżować zahaczając o "ścianę" po której jeździłam
miałam o tyle pecha ze robił to właściciel stajni i jego bezkarni pracownicy
byłam młoda i głupia, żeby tego uniknąć potrafiłam czekać 5 h w najdroższej wtedy stajni by wyjechać na swoim koniu, ale człowiek się uczy całe życie
jak walczyc o swoje również
ElaPe napisał: ciekawe jakie pobudki kieruja ludzmi ze zachowuja sie tak (wjezdzaja, najezdzaja) a nie inaczej.
czasem ktoś czegoś nie zauwazy (np. ja), albo się zamysli albo się tak skupi na tym co robi, ze swiata nie widzi, albo gapi sie pod konia i po prostu nie do konca widzi gdzie jedzie ani w kogo jedzie. sa tez tacy którzy po prostu maja gdzies innych uzytkownikow hali i jezdza jak im się widzi i nie zważają zupelnie na ten drobny fakt, ze nie sa sami w hali. no i sa ludzie, ktorzy nie do konca panuja nad swoim koniem - a on np. przykleja sie do sciany i zasuwa pierwszym sladem i nie daje sie z niego zdjąć albo z drugiego sładu stanowczo spływa na ścianę. no i na koniec ignoranci, ktorzy po prostu nie wiedza jak powinni zachowac sie w hali.
tak z mojej perspektywy to wydaje mi sie wazne, zeby wchodząc do zatloczonej hali (i niekiedy w trakcie jazdy dodatkowo też) dac znac wspoluzytkownikom tej hali, ze np. ma sie mlodego konia "wyplosza" i zeby na niego uwazac, albo zeby nie podjezdzac, bo kon kopie, albo... uczciwie wszystkich uprzedzic, ze ma sie pewne klopoty z koordynacja, wzrokiem i szybkimi reakcjami i ze sie z gory przeprasza za niedogodnosci, ale bardzo prosze być ostrożnym w mojej okolicy i uważać na mnie (to np. ja... )
oooojoooj uwielbiam takie rozpierduchy i przywracanie ludzi na prostą, gdzie to jest bo chętnie podjadę 😀 😀 😀