Sezon zimowy- wyprzedaż koni z stajni rekreacyjnych- sprzedaż koni laikom

asds   Life goes on...
06 września 2009 19:39
Witam

Temat postanowiłam założyc po usłyszeniu dziś historii pewnego Pana X- mieszkającego po prawobrzeznej stronie Warszawy.  Pan X laik, nie jeżdzący pod wpływem "impulsu" zakupił z jednej podwarszawskiej stajni w pakiecie n sztuk koni. Pan X nigdy nie jeździł konno ani nikt z jego rodziny. Zakupione konie X trzyma na swojej ziemi/gospodarstwie. I tu zaczęły się problemy związane z kosztami utrzymania koni : odrobaczenia, jedzenie, witaminy, weterynarz ( jak się okazało niektóre konie nie były w pełni zdrowe), kowal i inne rzeczy.

Kwestie powodu zakupu przez p.X koni pozostawię bez komentarza, bo nie wiem co napisac. Sprawa którą chciałabym poruszyc to postawa stajni, która sprzedała X konie. Dla ułatwienia nazwijmy stajnie Z. . Często na volcie czy też re-volcie bulwersujemy się ogłoszeniami z allegro z sprzedażą koni ( wątek o aukcjach z allegro, alegratka itp) którym zależy tylko na tym zeby konia sprzedac. Ale jak można zrozumiec postawę stajni Z która sprzedaje kompletnemu LAIKOWI n koni w pakiecie- po to chyba tylko zeby się ich pozbyc/zwolnic miejsca. Nie uwierzę że sprzedawca nie wiedział że sprzedaje zwierzęta osobie nie mającej pojęcia o koniach. Czym więcej nie mamy tutaj do czynienia z handlarzem koni jako sprzedającym, a klubem jeździeckim! Nie mieści mi się w głowie jak można sprzedac swojego!!! konia w ręce osób które nigdy nie miały do czynienia z jeździectwem, czy też hodowlą koni.

Nie osądzam powodów sprzedaży koni ( zapewne zmniejszenie stada z powodu nadchodzącego sezonu zimowego- mniejszej ilości chętnych na jazdy), jedyne co mną naprawdę wstrząsneło to to że właścicielom stajni w ogóle nie zależy na znalezieniu koniom dobrych domów, a sprzedawaniu koni jak towaru w supermarkecie- byle poszło.


Inną kwestią jest że nowy właściciel próbuje zapewnic koniom jak najlepsze warunki i opiekę. Jeden żal jeszcze jaki mam to to że sprzedający nawet nie próbował uzmysłowic kupującemu jakie koszty towarzyszą zakupowi takiej liczby koni.

A co najbardziej szokuje że to nie historia z jakiegoś Pipidówka Dolnego, a z samej stolicy gdzie mamy tak dużą ilośc miłosników koni i jeździectwa.
asds- dokładnie tak jak piszesz- towar w supermarkecie a jest ''łoś'' to trzeba pchnąć.

a tak na marginesie- z Pipidówka moze byc wiekszy miłosnik koni i pasjonat niz ze stolicy.. bo czym ona jest... 🙄
Podziwiac nowego ''laika'' własciciela za odwagę, gest i cierpliwosc. I zasobny portfel 😉
asds   Life goes on...
06 września 2009 20:11
Włąsnie własciciela laika zaczynają podobno przerażac koszty zwiazane z tą "zabawą".

Jo0dżi już ty wiesz co miałam na mysli pisząc o "stolycy" 😉
asds   Life goes on...
07 września 2009 08:14
I zapanowała sądna cisza.
Nie wiem ile ten laik kupił koni ale ...moze da sobie radę i to lepiej niz nie jeden zawodowiec a wiecie dlaczego? Bo będzie się uczył, bo kupi masę książek, ba może zatrudni kogos kto mu pomoże.
W bardzo wielkim skrócie opowiem tu o sobie. Pare lat temu kupiłam zrebaczka 6 miesięcznego , a pojęcie o koniach miałam takie jak o balecie, kiedys ,kiedys lat ponad 20 jezdziłam troszkę konno ale było to sporadyczne i typowo rekreacyjnie. A tu nagle zrobiło mi się żąl konskiego dziecka które miało isc na rzez. Piękny mieszaniec hucułka z małopolakiem. To malenstwo ledwie rozdzielone z matka. w nowej pustej stajni  strasznie ropacząło , kupiłam wiec mu do towarzystwa dwie klaczki. Jedna chora (nóżi, ropien na kregosłupie) i zimnokrwistą Kasię ponoc bezpłotna i gospodarz jej nie chciał. Z dnia na dzien stałam się włascicielką trzech konia po miesiącu trafił do mnie jeszcze póldziki arabek. I co? I nic, masa książek, porady na forum , telefony i prosby o pomoc do "symaptyków proe quo" a po roku zatrudniłam trenerkę do pomocy przy arabku.Przy okazji powlutku zaczęłam sobie przypominac jak jezdzi się konno, zapisłąm się na lekcję jazdy konnej. Dzis smieję się z siebie i swoich obaw. Kocham swoje konik, nawet w dołku finaswoym wolałam sprzedac samochód, kupiłam gorszy o klasę niższy aby przetrwac kryzys ,nawet do głowy mi nie przyszło ,że mogę sprzedac swoich przyjaciół. Hultek jest już zdrowym młodym konikiem (to ten zrebaczek ,wczesniaj miał przykurcz nóżi) ,Sonia leczona i leczona niestety aktualnie przebywa w szpitalu, Kasiula...jest moim największym skarbem,Arabek jest w trakcie zajezdzania, siodełko już przyjął jezdca jeszcze  nie, no i moje słoneczko Maszek- konik bez złych wspomnien, malenstwo które urodziło się już u nas. Ma 5,5 miesiąca ładnie podaje wszystkie nóżki, chłopiec chodzi już na uwiązie, ba nawet stoi grzecznie.
Uczę się cały czas, wraz z moimi konikami poznajemy się wspolnie i idzie nam to cąłkiem, całkiem. Gdzie ten wystraszony nawól dziki arab? Gdzie Kasia która wiecznie szczypała i Sonia któa wita mnie rżeniem gdy tylko wpadam do niej do szpitala.
Wierzę ,że jesli ten laik ma dobre serce (a musi miec skoro nie znając się na konikach je kupił) poradzi sobie, ba poradzi sobie lepiej niż niejeden doswiadczony bo rutyna czasem gubi a On bedzie chłonął wiedzę. Życzę mu tego ,jemu i konikom.
asds   Life goes on...
07 września 2009 09:15
Faza nie oburza mnie fakt że laik kupił konie. Oburza mnie fakt że stajnia sprzedała osobie nie mającej pojęcia o koniach n-sztuk koni i nawet nie poinformowała go o kosztacfh związanych z utrzymaniem takiej ilości zwierząt. Druga sprawa że jak się okazało nie wszystkie konie są zdrowe.
Alvika   W sercu pingwin, w życiu foka. Ale niebieska!
07 września 2009 09:20
asds, chcesz o etyce pogadać?  😎
Jest biznes, i jest pasja. Czasem idą razem. Tutaj szedł tylko biznes. Finito.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
07 września 2009 09:31
chyba lepiej że stajnia ich nie sprzedała na rzeź. A tak przeiceż też bywa i to dość często.

Tu zadali sobie trud wyszukania kogoś kto handlarzem nie jest, kto w dodatku kupił ich kilka.

Trudno żeby mieli grymasić, wybierać,i przebierać i testowac poziom laicyzmu potencjalnych chętnych - których jak sądzę wielu nie było.

asds   Life goes on...
07 września 2009 09:50
A gdyby laik okazał się osobą wierzacą w zasade że koniom wystarczy tylko trawa i basta? No bo po co konia odrobaczac czy szczepić...to nie pies.... 😵
W żaden sposób nie będę broniła racji stajni, nie znoszę takich stani czy im podobnych howowcó (od siedmiu boslesci) które zweirzaki traktują jak towar a nie jak istostę. Gdy kupowałam Hultaja tez usłyszałam taki kteks "no wie pani jak ja bym się litowął nad każdym odpadem hodowlanym to na chleb bym nie zarobił" miałam ochotę krzyknąć to s... zmien branże i hoduj ,uprawiaj marchewki to warzywko się przerywa i nie chciane wyrzuca. Kon to istota , która czuje, mysli a przede wszystkim jest zwierzęciem które czuje strach, miłosc ,ból.
Niestety o tym hodowcy i szkóli zapominają widzą tylko forsę i forsę. Kon jest tu tylko maszynką do zarabiiania pieniędzy. Bardzo to przykre i aż szkoda słow na komentowanie.
No niestety, popieram słowa Alviki, stajnia sprzedała żeby się pzobyć i jeszcze się cieszyli że ktoś wzial cały pakiet a nie pojedyncze konie. Spora część szkółek nie traktuje koni jak przyjaciół, jak pasji, itp. to są dla nich po prostu maszynki do zarabiania, której ka się popsują to się sprzedaje byle szybciej, bo inaczej tylko kosztują.... tylko koni żal po raz kolejny, ale taka jest rzeczywistość, że w takich szkółkach jeżdżą tylko kompletni laicy, którzy nie widzą że koń kulawy czy chudzy czy obtarty.... to potem tylko szczęście, że konie trafia do kogoś kto nawet mając małą wiedzę usiłuje jakoś się nimi opiekować.

Faza niestety każda stajnia hodowlana odrzuca nieudane konie z hodowli i tu pan miał niestety rację, że trzymając niezliczoną ilosć kiepskich koni na chleb nie zarobi, a ponieważ to jest jego praca, to nie ma miejsca na sentymenty i gorsze egzemplarze się sprzedaje. W jaki sposób Niemcy osiągnęli taki poziom hodowlany jak mają teraz? Na pewno nie poprzez trzymanie wszystkich koni jakie się rodzą i brutalna prawda jest taka że stamtad mnóstwo koni tez jedzie do Włoch z biletem w jedną stronę. A kwestia sumienia i etyki, czy taki odrzut hodowlany wywozi się na rzeź czy szuka się mu miejsca w rekreacji w jakiś prywatnych rękach, które się zaopiekują takim koniem. Tylko na rzeź jest dużo prościej wywieźć, niestety.




vissenna   Turecki niewolnik
07 września 2009 10:06
asds prawda jest taka, że nigdy w 100% nie wiesz gdzie trafi twój koń po sprzedaży. Przykładem jest chociażby historia celebesówki.

Wcale bym się nie zdziwiła gdyby weterynarz "kroił" ile wlezie laika, który a niczym się nie zna. W końcu znane wszystkim są takie przypadki...

Chwała nabywcy, że chce zapewnić koniom dobre warunki, idealnie byłoby gdyby zatrudnił kogoś kto by się zajął końmi, nauczył jego i rodzinę jeździć... Albo może wydzierżawiłby 2-3 konie, zawsze to pieniądze na pozostałe.

Nie rozumiem stajni w których dziękuje się zwierzęciu za ciężką, półroczną pracę wysyłając w świat.  🤔
Na szczęście w mojej okolicy nie ma takich "biznesmenów"  🍴
No i ja dalej nie rozumiem.Tzn co, nie wychodzi dobry zrebaczek, nie wychodzi to o czym zamarzyła hodowla i od razu zrebaczek na rzez. Nawet nie próbowana (w przypadku Hultaja czy Soni) leczyc i nie próbowano zalesc innych nabywców jak hanlarz rzezny.
Swiadczy to tylko o jednym- te hodowle (czy jak czytam i szkółki) to nie miłosnicy zwierząt, to nie pasja i hobby to zimne wyrahowanie, to pieniądze i nic więcej.
A tak nie wiele trzeba było aby Hultaj byłzdrowym koniem. Dzi jest zdrowy i piękny a kosztowąło mnie to..... dwa miesiące noszenia przez maluszka podkuwek ortopedycznych. To co niby tacy hodowcy a dobrych kowali nie mają?
Nie bo to dla nich nie zwierzę a pieniązki. Zanm tylko pare szkólek dosłownie pare pomniejszych szkólek jezdzieckich gdzie kon naprawdę jest najważniejszy,że chocby nie wiem z jaką kasą przyszli uczniowie to w pewnych godzinach konie mają zagwarantowany odpoczynek, gdzie na sezon nie dokupuje się nowych koni które pozniej po sezonie trzeba odsprzedac. Gdzie zwierze ma zapewnionego na czas weta i kowala. Przykre ,że tak naprawdę niewele szkólek robi to co robi bo lubi to robic i lubi zwierzęta. Że niewelu własciceli owych szkolek potrafi łączyc pasję,żwierzęta i zarabianie. Większosc widzi kasę a konie traktuje jak maszynki do robienia kasy.
Asds naprawdę bulwersuje Cię zachowanie stajni? Mnie nie. Ktoś chciał sprzedać, ktoś przyszedł i chciał kupić... 🙄 Jeżeli jest tu jakaś wina, to tego laika, że nie zadał sobie trudu dowiedzieć się jakiej opieki wymaga koń, jakie rzędu to są koszta i jak duża odpowiedzialność. A potem pomnożyć to przez n-sztuk w owym pakiecie.

I zgadzam się z przedmówcami: konie nie pojechały transportem wprost do rzeźni, poszły w prywatne ręcę, nawet nie do szkółki. A że poszły do ignoranta? No cóż, teraz każdy kto sprzedaje konia powinien zapewnić kupującemu serię wykładów: "Koń - co, jak i za ile?"  🙄

Fajnie by było, gdyby ludzie okazywali się nie tylko dorośli ale i odpowiedzialni i myślący.

Dziewczyny otwórzcie oczy na realny świat. Hodowle, ośrodki jeździeckie mają nie sprzedawać koni? Żeby się zwierzęta nie zestresowały zmianą otoczenia? Mają przeprowadzać ścisłą selekcję kandytatów na przyszłych właścicieli, konkurs na idealne warunki?
Sama jestem hodowcą, podchodzę do każdego zwierzaka bardzo emocjonalnie, przywiązuję się. Ale muszę też umieć liczyć pieniądze, przeprowadzać rachunek zysków i strat. Oczywiście, że marzę o tym by moi podopieczni byli kupowani tylko przez osoby z min. 20-letnim stażem hodowlanym i jeździeckim, mające do dyspozycji super zaplecze, itd.
Ale życie nie chce być bajką - konie rosną, wymagają czasu i pieniędzy, jeśli hodowla chce się rozwijać, musi konie sprzedawać - przede wszystkim te gorsze. A niestety rynek w Polsce, jeszcze w obecnej dobie, jest bardzo mizerny. Potencjalni kupcy nie przepychają się pod drzwiami stajni.

Wszystkie boksy w stajni mamy zajęte, a w ciągu najbliższych tygodni trzeba będzie odstawić od matek 4 źrebaki. Na dniach zadzownił potencjalny kupiec, który może nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia. Ale chce kupić 3 konie na raz. Na pewno będę starała się go jeszcze wybadać, jeśli okaże się nowicjuszem podpowiedzieć jak się przygotować, ale jeżeli podtrzyma chęć kupna, to konie wyjadą. 
No i ja dalej nie rozumiem.Tzn co, nie wychodzi dobry zrebaczek, nie wychodzi to o czym zamarzyła hodowla i od razu zrebaczek na rzez. Nawet nie próbowana (w przypadku Hultaja czy Soni) leczyc i nie próbowano zalesc innych nabywców jak hanlarz rzezny.

a po co?? kiepskie konie, konie z wadami wrodzonymi itp POWINNO sie eliminowac.taka jest prawda. pol biedy walach, ktory moze byc koniem uzytkowym i nic wiecej. ale w przypadku kobylki zawsze znajedzie sie mondry co ja zazrebi. nie wazne, ze krzywa albo psychiczna. i nie zrozum mnie zle. sama trzymam konia, ktory tez powinien dostac bilet do wloch. trzymam przez sentyment. ale wiem, ze ani to na zrebaki nie powinno byc, ani do zadnej pracy sie nie nadaje... i jak ktos wspomnial- poziom niemieckeij hodowli nie opiera sie na wyleczonych przykurczach, kulawcach i niepokrojowych kobylach krytych ogierem ktory stal najblizej.
no cóz może i macie racji- ja napewno nie nadaję się na hodowcę-zbankrutowałabym w 5 minut. 🙄 no cóz kocham zwierzaki i nic na to nie poradzę. Sama jestem producentem pewnych wyrobow z metalu i przyzwyczaiłam się do odpadów produkcyjnych ale tych z blach, tych martwych i nadających się do powtórnego przetopu.
Staram się trzymac z dalleka od sprzedaży zwierzaków ,bo i tak juz mam "nadmiar" koni i napewno nie rozstanę się z nimi.
A co do Hultaja -konika który miał bilet w jedną stronę, wierz mi jest wspaniały i nie tylko ja tak uważam, miała niewielki pzykurcz, niedługo chodził w podkuwce ortopedycznej, dzis smiga jak się patrzy i jest w pełni zdrowy. A.. oczywiscie ,że go wykastrowałam, ja nie jestem hodowcą i nie chę przychówku.
Kompletnie nie rozumiem Waszego oburzenia...
Mam towar - jest klient - sprzedaję
Jeśli jestem idealistą, to jako hodowca konia aby zostać milionerem muszę najpierw być miliarderem ;-)

A tak z realnego podejścia, kilka przykładów z życia:

Sprzedaliśmy z rodzinnej hodowli fajną klacz. Pochodzenie bardzo dobre, pełna dokumentacja hodowlana i weterynaryjna, koń zdrowy, bez kontuzji, świetny charakter, niezły prospekt nisko - sportowy - słowem koń - ideał... Klacz poszła za stosunkowo wysokie pieniądze w tzw bardzo dobre ręce - nowi właściciele w 100% zakochani w koniu i - co wszak nie jest pomijalne - bardzo zasobni w tzw. środki finansowe. Odwieźliśmy konia do pięknego pensjonatu "ze złotymi klamkami", właścicielka dzwoniła jeszcze kilkukrotnie mówiąc jak bardzo zadowolona jest z zakupu - po czym - jak to bywa w takich przypadkach - kontakt się urwał. Dodam, ze klacz przed wyjazem została - na zyczenie nowych właścicieli - zaźrebiona. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy po niespełna 2 latach od zakupu, całkiem przypadkiem znaleźlismy klacz ze źrebakiem (8 miesiecznym) u jakiegoś "chłopa" w oborze. Konie w stanie tragicznym - źrebię nigdy nie było wypuszczane na wybieg. Oba chude, zarobaczone, kopyta koszmarne - nie werkowane od bardzo długiego czasu, obrazek jak z akcji fundacyjnych. Okazało się, że ukochana zabawka się znudziła, ale konia nie sprzedano, a postawiono "gdziekolwiek"... udało się konie odkupić , ale czy naszą winą jest to, że właściciele, którzy w naszych oczach byli idealni - zmienili hobby?

I dalej co do Waszych wypowiedzi i znania się na koniach: czy kiedy chcecie kupić samochód - ktoś pyta sie, czy macie prawo jazdy i czy znacie koszt utrzymania samochodu - czyli paliwo, ubezpieczenia, przeglądy, naprawy??

Czy wiecie ile zwierzątek prawie - domowych trafia codzienne w ręce laików - papugi, chomiki, rybki, węże, psy, koty, i inne? Nikt w sklepie zoologicznym nie pyta, czy kupujący wie, jak zajmować się królikiem...

Zatem nie przesadzajmy. Nowy właściciel zadziwiony kosztami utrzymania? Zwierzęta kosztują - pieski i kotki też kosztują nas niemało...  Że wetarynarz, że kowal? A człowiek co - też musi chodzić do lekarza i kupować nowe buty co jakiś czas (przy czym kobiety częściej ;-)) W każdej jednej państwowej hodowli koni pełnej krwi można kupić zwierzęta w pakietach - po 3 po 5 - kupującemu wychodzi taniej za sztukę, sprzedający cieszy się, że konei "zeszły ze żłobu" i nikt sienie zastanawia w jakie ręce trafiają...

Oczywiście nie powinniśmy traktować koni i innych zwierząt przedmiotowo - ale w opisanej sytuacji konie to towar, który się sprzedaje, a sam fakt, że nowy właściciel - pomimo, iż zdziwiony kosztami - stara się zapewnić zwierzętom godne życie to chyba in Plus

EDIT: literówki (pewnie nie wszystkie ;-))
to ja z innej strony: asds - czy wiesz coś więcej na temat tego pana, czy byłby skłonny przyjąć pomoc? Może być na pw
Oj Gaga Kochanie. Ty wiesz ,że prawie we wszystkim się z Tobą zgadzam, gdy mam problem to Ty jestes tą osobą co zawsze cierpliwie mi wszystko tłumaczy i wyjasnia. I tu zgodzłabym się z Tobą gdyby nie fakt ,że mówimy i piszemy o zwierzętach a nie ohandlu samochodami, skuterami czy innymi martwymi urządzeniami. I nawet uważając tak jak na Twom przykładzie zdarzają się wpadki tak dobrze by było je minimalizowac, sprzedajemy konie a nie ziemniaki i koniom tym należy w miarę możliwosci znalesc dobrego własciciela. Minimlaizowac przypadkowych włascieli, nie zawsze się to udaje ale w większosci przypadków i owszem.
No i najgorsze jest to ,że laikowi wcisnięto chore konie!!! Jakże to brzydko swiadczy o owej stajni.
I brawo dla Magdaleny która jako jedyna pomyslała ,żeby skontaktowac się z nowym włascicielem bo napewno pomoc w tej sytuacji laikowi jest potrzebna. Przyznam ,że sama o tym nie pomyslałam a napsiane było ,że to gdzies w okolicach Warszawy więc jesli i ja mogę pomóc to proszę bardzo - chętnie pomgę choc mając sama 7 koni czasu za dużo nie mam. Ale zawsze co będę mogła to pomogę, chylę czoła przed owym jegomościem i każdym kto mu pomoże.
Faza, pojęcia nie mam co miała na myśli autorka pisząc o "nie w pełni zdrowych koniach" Wiesz z autopsji, ze niektóre sprawy wychodzą później - niejednokrotnie sprzedający nie wie o rozwijającej się chorobie - z różnych powodów, od zwyczajnego braku objawów, po zaniedbanie

Wiem, że mówimy o żywych zwierzętach, ale chyba lepiej, że poszły do laika, niż miałyby iść na mięso?

Handel końmi to nic innego, jak po prostu handel - biznes i tyle. Koń jest towarem zarówno w sensie użytkowym, jak i mięsnym. To, że my o swoich koniach mówimy "kochane ogony" nie oznacza, że wszyscy muszą tak mieć, czuć, rozumować... Z tego, co pisze asds problem polega na tym, że nowy właściciel nie zdawał sobie sprawy z kosztów posiadania koni... przykre, ale hm, nie on pierwszy i - niestety - nie ostatni. Sprzedający nie ma obowiazku informować o takich rzeczach - ma przedstawić faktyczny stan towaru (czyli w przypadku konia: charakter, potrzeby pokarmowe, stan zdrowia) i tyle.
Ja również jakieś 10 lat temu kupując sportowe auto nie miałam pojęcia, że toto TYLE pali,  i jeśli chce się nim jeździć, to trzeba podłączyć się do samojezdnej cysterny z paliwem ;-) a za pojemność 3,0 to i wysokie ubezpieczenie... notabene auto sprzedałam z bólem serca , a kolejny właściciel nie obszedł się z nim za dobrze :-(

Przypadków, w których ludzie "budzą się z ręką w nocniku" po zakupie zwierzaka mogłabym wymianiać zapewne dziesiątki, jeśli nie setki. Okazuje się, że poza kosztem hotelu, trzeba dokupić witaminy, zapłacić za kowala i weta, przydają się konsultacje z trenerem i nagle miesięczny koszt utrzymania konia w hotelu opiewa na kwotę 1 500 - 2 000 zł.. a jeszcze sprzęt trzeba wymieniać, bo się zużywa, jeszcze to czy tamto "wypadnie" - tak to już jest. Ludziom wydaje się, że te 650 - 700 zł za hotel co cały koszt końskiej egzystencji... a za niewiedzę niestety się płaci  😉
Ja podobnie jak Gaga sprzdałam konia za niemałą kasę, którego potem musiałam z kiepskich warunków odkupywać, bo zabawka się nie podobała dziecku (notabene już mającamu innego konia i chcącego się rozwijać podobno w kierunku skoków). Myślałam, że idzie w dobre ręce, ci ludzie już wiedzieli ile kosztuje koń i co wogóle oznacza posiadanie konia. I co? Pewnie im więcej się pięniędzy ma to tym mniej szk0oda ich zmarnować.
Ale niestety, jakby hodowcy szukali tylko kupca sprawdzonego, z sercem dla koni, umiejętnościami, pieniędzmi itp. itd. to niestety handel końmi dawno by upadł. A hodowla nie jest hobby, tylko jest jedną z gałęzi gospodarki i jednym z jej wyników jest sprzedaż (brzydko określone) produktu tej gospodarki, a osoba zajmująca się tym, musi z czegoś utrzymać siebie i rodzinę.
asds   Life goes on...
08 września 2009 18:48
Choroby koni są leczone. Przyszły w pakiecie  z końmi. Właścicel nowy działa jak tylko moze zeby koniskom jak najlepiej było i się mu to chwali.

Macie racje co do aspektu transakcyjnego całego zdarzenia, ale nadal owa sytuacja wywołuje we mnie niesmak.
Niesmak pozostaje zawsze w takich sytuacjach, ale nadal jest to po prostu transakcja.

Ileż z nas nacięło się na używany samochód? Sama 4 lata temu kupiłam samochód w pełni sprawny, po czym po ok 4 tygodniach trzeba było wymienić tylny most (bo przecież skoro kupowałam od policjanta, to by mnie taki nie oszukał, to po co sprawdzać w stacji diagnostycznej, nie?  🤔wirek🙂. dodam, ze auto przez kolejne 3,5 roku spędziło chyba więcej czasu w warsztatach, niż na drodze. Sprzedałam je za grosze z ogromną stratą , ale poinformowałam nowego właściciela, że nie jest to auto bezawaryjne, prawdopodobnie nie jest również "bezwypadkowe". Czego mnie to nauczyło? Sprawdzać należy zawsze i wszystko - ot co... Nowe używane autko było przejrzane na wszystkie możliwe strony w zaprzyjaźnionym warsztacie i - jak na razie - jedyna "inwestycja", to paliwo (tfu tfu!)

Podobnie, przy sprzedażach koni z rodzinnej hodowli - zawsze informuję potencjalnego kupującego o możliwości zrobienia TUVa - oczywiście na koszt kupującego. Jako, że sprzedający nie bierze odpowiedzialności za wady ukryte. Zdarza się przy sprzedaży młodych koni, że po kilku latach wychodzą jakieś wady - np. chipy, skłonności do szpatu, dychawica i chociaż w rodzinnej hodowli akurat nie mieliśmy takich przypadków, to przecież nigdy nie wiadomo... Ale nawet nie wiecie jak często potencjalny kupujący żąda takich danych od nas. I co - przebadać ponad 30 koni, bo może ktoś je kupi? TUV wazny jest raptem pół roku - robienia badań co pół roku, szczególnie teraz, kiedy na rynku duży zastój, a ceny koni oscylują dużo ponizej ich rzeczywistej wartości  - byłoby kompletnym nieporozumieniem...

I tak całkiem szczerze - nie przypominam sobie, aby każdemu z kupujących były przedstawiane szczegółowe koszty związane z posiadaniem konia... Skoro zwierzę kupuje osoba dorosła i odpowiedzialna, to chyba zdaje sobei sprawę z tego, co robi

Na marginesie  👍 dla opisanego kupca - wiele osób w takiej sytuacji się poddaje, puszcza konie luzem na padoki i czeka na cud ;-)
Gaga , może ten kupiec to taki wariat jak ja! Daj Boże aby był taki. Ja dzis wreszcie odbieram swoja Sonie ze szpitala. Hurrra 💘 🤣 jak ja się cieszę.Sory za off
Witam po raz pierwszy,
chcę zabrać głos w obronie "stolycy" jak niektórzy piszą.
Otóż proszę pamiętać, że to miasto stało się tą nieszczęsną "stolycą" za pomocą
nieustającego najazdu hunów i innych "obcokrajowców", którzy skutecznie potrafią
wszystko zafajdać.


Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się