Kto/co mnie wkurza na co dzień?
donkeyboy, Też uważam wspomaganie frankowiczów za jedno z największych oszust systemu.
Natomiast kwestia emerytur to bardziej skomplikowany problem. Generalnie i bardzo upraszczając. Po wojnie nie mieliśmy żadnych środków na emerytury, więc bieżące pokolenia pracowały na emerytury poprzednich pokoleń (w sensie rynku pracy). To jest system redystrybucyjny. Powstał w Polsce pomysł i plan przejścia na system kapitałowy, gdzie wpłacane przez nas składki będą nasze na naszą przyszłość. Ale pomysł ten został skutecznie rozmontowany przez kolejne rządy i efekt jest taki, że mamy nadal system bardzo redystrybucyjny. No nie ma bata, żeby w takim systemie nie było dziury w starzejącym się społeczeństwie ze spadającą dzietnością. Muszą być do systemu dopłaty z innych źródeł, bo ten nie pokryje bieżących potrzeb emerytalnych.
Zupełnie inną kwestią jest wysokość tych emerytur i oczekiwania społeczeństwa w tym zakresie. No bo ja przepraszam bardzo, ale jeśli ktoś gówno do systemu wkładał to gówno dostaje. I nie jest to wina państwa tylko tego, że się nie pracowało albo pracowało na lewo, albo nie płaciło wystarczających składek.
Przydkła: Przyjmijmy dla ułatwienia, że nie ma inflacji i waloryzacji. Kobieta po studiach idzie do pracy. Ma już 25 lat. Zarabia dobrze, bo 10000 brutto, czyli do ręki dostaje ok 7000. Pracuje do osiągnięcia wieku emerytalnego czyli do 60 lat, czyli 35 lat. Na składkę emertytalną z jej pensji idzie niecałe 20%, czyli 2000 miesięcznie. Czyli przez te 35 lat uzbiera 840 tyś zł. A potem chce żyć do 80-tki, czyli kolejne 20 lat. Jak uzbierany przez nią kapitał podzielimy to wyjdzie 3500 zł miesięcznie. Ale wcześniej dostawała 7000! No i nie ma bata. Albo musimy odkładać więcej albo pracować dłużej, albo zbierać swój kapitał w innej formie (ale to już na własne ryzyko) jeśli chcemy na emeryturze mieć pieniądze zbliżone do tych kiedy pracowaliśmy. A co jeśli ta przykładowa kobieta jakiś czas nie pracowała? Bo np urlop wychowawczy, bo inne przerwy itd. Albo przepracowała 5 lat na czarno? Oczywistym jest, że ta emerytura jeszcze leci w dół.
EMS, a to tylko jeden przykład, jest wiele więcej (i wiele droższych).
Emerytura nie może być odkładana na "płasko". Tzn. jakiekolwiek pieniądze muszą pracować żeby nie stracić wartości w ciągu czasu. Np. IKE lub IKZE. W UK emerytury są ściśle powiązane z obligacjami kontrolowanymi przez rząd (chyba obligacjami, chodzi mi o słowo "Bonds"😉. Powiązane są one ze wzrostem gospodarczym. Kraj rośnie, pieniążki rosną. Niewiele ale na tyle żeby nie utracić wartości pieniądza aż tak. Jasne, to też nie jest idealna sytuacja bo da się to ukręcić przez obietnice bez pokrycia jak już wcześniej pisałam. Ale chyba większość normalnych rządów ma na celu usprawnianie państwa, wzrost gospodarczy etc. co też będzie przełożone na wartość pieniądza/waluty. Z dwóch rozwiązań - to powyższe albo dosłowna piramida finansowa (ty nam daj kasę a my ci obiecamy profity które wyciągniemy z tyłka), to jednak wolę to powyższe. A najlepiej to mieć zdywersyfikowane inwestycje (chociażby IKE i IKZE podłączone pod inwestycje różnego charakteru) dla bezpieczeństwa.
Co do ludzi pracujących na czarno - stoją dla mnie w tej samej grupie z frankowiczami, też nie mam sympatii. Zapierdzielam, place podatki i daniny przeróżne. Dlatego jak ktoś sobie pracował na czarno to sam może mieć żal do siebie. A pracodawcom którzy takie warunki wymuszają (bo tacy też są) to zacząć rozdawać mandaty. W UK jeden mandat za jednego pracownika to 20 tys. funtów, praktycznie roczna płaca minimalna dorosłego pracownika na pełnym etacie. I chyba jeszcze dostaje się wpis na takie publicznej czarnej liście winnych oszustw tego typu. Ciekawe że jeszcze PIP na to nie wpadł.
EMS, ja jestem urodzona w 77, wychowana w jednym z największych miast w PL - miałam pojedynczych znajomych jedynaków. Normą była dwójka dzieci w domu. Trójka to już rzadziej ale bywała i to częściej niż jedynacy. A mieszkałam także w Wawie przez kilka lat i chodziłam do różnych szkół więc przegląd miałam zdecydowanie większy niż przeciętne dziecko. Jedynacy to był zdecydowanie margines i co ciekawe - wszyscy znani mi jedynacy to były dzieci z rodzin naukowców, lekarzy itp. Dobrze sytuowane rodziny ale takie, w których rodzice byli mega zaangażowani w pracę. Mi wysyp jedynaków kojarzy się zdecydowanie z latami późniejszym - dziewięćdziesiątymi i dwutysięcznymi.
Dla mnie jeszcze lepsza jest renta alkoholowa - 1800zł. Moja babcia ma mniej emerytury, a pracowała całe życie legalnie, w fabryce. W sumie swojej miałaby jeszcze mniej, bo ma 80% po dziadku, który też pracował dopóki tylko mógł, jako kierowca, potem po operacjach jako cieć (wykształcenia zdobyć nie mógł, bo był z biednej wiejskiej rodziny i nie było środków na takie fanaberie).
Znaczy, że co, teraz lepiej, żeby zaczęła chlać? 🙃
Druga babcia cisnęła na dwa etaty, nocki w fabryce, dnie w kawiarni. Nawet jak nie powinna, bo jej nerkę wycięli. Mój ojciec pracował od 14 roku życia z tego powodu. Ma jakieś 2500zł tylko dlatego, że kilka lat temu złożyła o dopłatę pielęgnacyjną czy coś takiego - ma od ponad 20 lat pierwszą grupę inwalidzką. Gdyby jej lekarz nie powiedział, że może taki myk zrobić to też miałaby coś około tych 1800zł.
No i na kiego było harować, jak można było pić. Daliby rentę i socjalne mieszkanie.
epk, - ja też mam raczej takie obserwacje co do jedynaków, jestem z lat 90' i faktycznie, sporo moich rówieśników to jedynacy. Nie widzę korelacji z finansami, za to zdecydowanie taką z rozwodami i przymusem rodziny, brania ślubu w wieku 20 lat, coby starą panną nie być.
Ja mam odwrotne obserwacje, jestem 93 i większość rówieśników, których poznawałam w każdej szkole/na studiach ma rodzeństwo. A moja przyjaciółka z gimnazjum, z lekarskiej rodziny, to miała nawet brata i dwie siostry. 😉
flygirl, ja podobnie- 98 i 2 to standard.
Co do emerytury to ja nie liczę, że ją dostanę. Jak zmienię pracę to przejdę na b2b. Wkurza mnie to. Wkurza mnie, że stale martwię się o przyszłość zamiast cieszyć możliwościami. Odkąd weszłam w dorosłość ciągle mi coś zagraża i nie mogę realnie nic z tym zrobić. Ocieplenie klimatu, pandemia, wojny, kryzys mieszkaniowy, pożary, susze, powodzie, rząd 🤡. Mamy starzejące się społeczeństwo, ale gdy pomyślę, że miałabym na taki świat sprowadzić kolejnego człowieka to mi słabo…
Zuzu., z ciekawości - w czym ma b2b pomóc jeśli chodzi o emeryturę i składki?
donkeyboy, ściągam buty w pociągu bardzo często, nie czułam nigdy by mi nogi śmierdziały. Ściągam bo w butach stopa się dusi, nie ma swobody. 🤷
Też przyznaje się do ściągania 😅 szczególnie, że dość często nie siedzę w tym fotelu normalnie, tylko właśnie gdzieś opieram się stopami o fotel, a nie chce tego robić w butach. Mi nie jest wygodnie siedząc jak kołek, w dłuższych trasach właśnie nie chce kisić nóg w butach, jeszcze często jest w tych środkach transportu zbyt ciepło jak dla mnie.
Na długie trasy mam nawet miękkie kapciuszki, patent podpatrzony podczas jazdy pociągiem 😁
Raczej nie ściągam jak byłam cały dzień w ruchu poza domem i jest szansa, że ta stopa będzie mniej ładnie pachnieć. Natomiast to mi się mało kiedy zdarza, noszę bawełniane skarpetki i dbam o to, żeby buty oddychały, nie kupuje ekoskór itd 🙂 do tego często wsiadam świeżo umyta.
donkeyboy, w odprowadzaniu niższej składki, czyli więcej mogę odkładać sama
Ja team hejtujacych świecenie skarpetami jeśli wydzielają jakiekolwiek zapachy albo są kierowane w stronę mojej twarzy np jak w samolocie ktoś za mną mi ładuje stopy w kierunku okna. Po prostu zwracam uwagę wprost. Reakcje są różne. Od zawstydzenia po oburzenie.
Mnie wkurzają ludzie w kolejkach, którzy stoją za blisko mnie. Trącający mnie wózkiem/koszykiem/sobą są najwyżej w moich rankingach 😑
Post został usunięty przez autora
Mnie wkurzają ludzie w kolejkach, którzy stoją za blisko mnie. Trącający mnie wózkiem/koszykiem/sobą są najwyżej w moich rankingach 😑
👍 jak nie mam wózka to wykładam na taśmę jak tylko się da, przeciskam się na drugą stronę kasy i czekam na swoją kolej bez bycia non stop potrącanym
Jak państwo pomaga frankowiczom? Z tego, co wiem to trzeba wygrać przed sądem z bankiem lub podpisać z bankiem ugodę. Państwo nic nie daje.
Były (może jeszcze są) wakacje kredytowe, ale tylko do kredytów wziętych w PLN, więc nie dla frankowiczów.
Briliante, dokładnie.
Mialam kredyt we franku, na rozprawie zawarłam z bankiem ugodę.
Briliante, państwo zmieniło prawo że takie dochodzenie przed sądem nie kosztuje 5% wartości "przedmiotu" sprawy tylko maks 1000zl w opłatach sądowych, co moim zdaniem nie jest nic nie znaczącą kwotą. Spraw nie było/jest kilkadziesiąt a kilkaset tysięcy, na tyle że obecny rząd pracuje nad ustawą która pomoże w przyspieszeniu rozpraw. Bo nie pozostaje to bez wpływu na obłożenie sądów niestety.
Dlatego nie rozumiem - jeśli mamy tylu poszkodowanych tymi kredytami, osób poszkodowanych niskimi emeryturami będzie znacznie wiecej. Więc dlaczego osoby które płacą ZUS i mają dostać śmieszna emeryturę mają radzić sobie z tym sami, kiedy ta jest bezpośrednio winą państwa i płacimy te składki czy nam się podoba czy nie (więc nie jest to dobrowolna decyzja).
donkeyboy, takie dochodzenia kosztuje kupę kasy, bo płaciłam jakies 8 koła jak pamietam do kancelarii.
Ja bym się na to niezdecydowała , gdyby mnie mąż nie zdopingował i mi nie pożyczył kasy na to.
Jako, że nie jestem zachłanna , bo mogłam chcieć umorzyć tą umowę, bo była nieprawidłowa całkiem i zawierala klauzule niedozwolone, to przystałam na ugodę, wg której kredyt mi odfrankowiono i zmieniono na pln.
Nie widzę tu żadnej pomocy ze strony Państwa, musiałam zapłacić success fee do adwokata i też to była kupa kasy, którą musiałam zdobyć przecież, bo przeciez nie dostałam nic ani od Państwa ani od banku, więc nie wiem gdzie jest ta pomoc dla frankowiczów? Chyba od mojego małożonka pochodzi🤣 bo też kasę na sucess fee musiałam pożyczyć 🤣
Perlica, jasne że kupę kasy, zawsze adwokat kosztuje. Ale chodzi mi o to 5% opłat sądowych (nie adwokata). Dajmy przykładowe mieszkanie 50m, w dużym uproszczeniu po najniższej średniej stawce za metr z 2008 (7500/mkw, dane z Bankier.pl) + wkład własny 50k. Te 5% opłaty sądowej to wtedy bagatela 16250 które normalnie by sąd "zainkasował" a nie 1000zl o którym mówię w/w.
Przy czym znowu wracając do emerytur, ja dobrowolnie na ZUS składki nie płacę bo są lepsze warunki - ja nie mam wyboru, i nie mogę sobie wybrać czy chce inwestować pulą kasy w ZUSie w obligacje PL czy w walutę CHF.
kotbury, jakieś statystyki na temat tego rozdzielenia od dzieci masz? Bo ja doczytałam się, że procent aktywnego przebywania z dzieckiem kobiet pracujących jest większy teraz niż dziesiąt lat temu kobiet niepracujących.
.
kare_szczescie, ale właśnie nie zrozumiałaś. Ja krytykuję "aktywne przebywanie z dziećmi"- jako wyznacznik jakości macierzyństwa i dobrą bazę pod budowanie relacji.
Moim zdaniem niekatywne, zwykłe prebywanie długo razem i towarzyszenie dizecka w prozaicznych czynnościach domowych i czas wolny nieorganizowany jest tym czego brakuje wielu.
Bo ten cukierkowy świat wsi istnieje tylko w głowie kotbury. Od kilku-nastu lat odpływa ludność ze wsi, dużo więcej kobiet niż mężczyzn (panowie mają problem znaleźć zone teraz, gdy posiadanie meza nie jest potrzebne do przezycia, wonder why XD). Taki obraz wsi mają ludzie, którzy na wies jadą do agroturystyki, a nie dorastali w takich warunkach.
madmaddie, jako dizecior spędzałma na tej wsi duuużo czasu, zarówno z tata jak i sama, zostawiona tam rodzinie. Poziom wykształcenia i kultury osobistej ma znaczenie w traktowaniu drugiego czlowieka. Rodzini poziemianskie z tradycjami inaczej mają (miały) zorganizowane to żcyie wijskie. owszem, wiele z nich zostało upodlonych przez komunę i nigdy sie ta Polska wieś tak nie odbudowała.
Zgazam się własnie z tym co napisala Karolina.
kotbury, mi się wydaje że to są różne składniki tego. Raz, że mamy inne czasy i nie da się nudzić w domu. Serio, ja jestem z lat 90 i zawsze coś sobie znalazlam, a internet podpieli dopiero jak miałam 12 lat xD "niezorganizowany wolny czas z rodzicem" brzmi dla mnie jak wyrok
Dwa, że do wychowania teraz podchodzi moje pokolenie, które - w moim odczuciu - chciało więcej niż mogło. Wśród znajomych (i po sobie częściowo) odnoszę wrażenie że my mieliśmy nawet za dużo nie zorganizowanego czasu. Że było tyle możliwości ale niekoniecznie była kasa czy transport żeby dojechać. I te pokolenia chcą "dogodzić" swoim dzieciom, tzn. dać to czego same nie miały. Nie mam dziecka ale gdybym miała to chciałabym pomoc w spełnianiu marzeń i ambicji. Mi było trochę smutno z tym jako dziecko że np. pierwsze w życiu zawody nie miałam nikogo na widowni, jak miałam farta tata mnie tylko zawiózł do stajni i odebrał. Chociaż i tak nadal cieszę się że dało radę żebym trochę konno pojezdzila jako dziecko. Jak słyszę że rodzice zabierają dzieciaki, że wynajmują przyczepę i jadą z nimi, że oglądają i wspierają to ja piekielnie zazdroszczę tego. Naprawdę. I myślę że też bym była "aktywnie spędzająca czas" rodzicem, gdybym nim była i planowała być. Bo mi brakowało tego.
A trzecia sprawa to jest nadmiar informacji tj. teraz jest się bombardowanym co jest dobre a co złe dla dziecka. Te wszystkie zajęcia sensoryczne, jakieś tam różne pomysły, etc. chyba każdy z nas bez tego jakoś przeżył ale teraz rodzice chcą jak najlepiej, więc na to chodzą. Zresztą kiedyś wiedza na te tematy pochodziła od babci/mamy, dzisiaj już nie. A to co się działo X lat temu niekoniecznie jest zawsze aktualne.
Ej, naprawdę jest jakiś powód dla którego ludzie odchodzą od tych wspaniałych tradycyjnych modeli 😉
Wiejskosc bywa gloryfikowana, ja pamiętam jakieś psie dyskusje, że na wsiach psy są takie normalne a w miastach przez te mody wszystkie - szurniete. Przejdźcie się po wsi, zobaczcie psy na łańcuchach, zerwane z łańcucha latające ulicą, albo latające samopas i wypadające z zębami z otwartej bramy. Ja zawsze z moim szwajcarem omijałam wieś szerokim łukiem, bo nie było wiadomo, kiedy jakiś pies nas zaatakuje, i łaziłam dłuższą drogą do lasu (większość życia mieszkałam pośrodku pól), zresztą to też moje doświadczenie chodzenia do wiejskiej podstawówki, omijanie podejrzanych psów, czy rzucających się za wątpliwej jakości płotem. Przestałam chodzić z obawą odkąd mam molosa, który wazy tyle co ja, bo Miś te psy, ktore zbiegły z posesji, atakujace nas na srodku drogi czy łąki potrafi przepędzić. 😉
madmaddie, zgadzam się z tym bardzo. Nie ma gorszego miejsca dla mnie na spacery z psem niż wieś bo ryzyko, że wiejskie pieski się będą szwendać samopas, albo coś nas zaatakuje przez ledwo stojący płot jest naprawdę wysokie. Mi jest łatwiej moje psy spakować do samochodu i je przewieźć kilkaset metrów do lasu niż z nimi przejść :/
kotbury, aktywne przebywanie to jest włączanie dziecka w obowiązki domowe. Wspólne sprzątanie, gotowanie, ogródkowanie itd. A nie montessori i inne skoki na kasę 😉 swoją drogą, można teraz od tego zwariować. W związku z trudnym startem moje dziecko było objęte full opieką i w pewnym momencie dałam sobie spokój z częścią zajęć. Jak mi na na sensoryce powiedzieli, że dziecko jest za ruchome bo próbuje wejść na platformę i na pewno to wina braku zapasów w domu, to pokiwałam głową, uśmiechnęłam się i nigdy nie wróciłam. Ale rozumiem, że innych rodziców taka informacja może przerazić i zaczyna się diagnozowanie na ADHD, czy na cokolwiek. Teraz jest dużo łatwiej w bycie rodzicem. I dużo trudniej w bycie rodzicem 😉
Takie zwykłe przebywanie, to sie nazywało obowiązki domowe i skutecznie mi obrzydziły wszelkiego rodzaju ogródki, sprzątanie, zmywanie i remonty. W czasie kiedy moi rówieśnicy wisieli na trzepaku i uczyli się tego co najważniejsze, czyli życia w społeczeństwie i nawiązywania relacji, ja pieliłam grządki i myłam podłogę. Teraz mam może i trudności w nawiązywaniu znajomości i fobie społeczne, ale mam też wieczny syf, bo na myśl o poświęceniu X godzin w sobotę na sprzątanie dostaję drgawek. Wpajanie dzieciom, że najważniejszy jest czysty dom, zadbany trawnik a w pracy masz dać się zarżnąć, bo jak nie ty to jest 100 chętnych na twoje miejsce, którym tak szczodrze obdarowano większość millenialsów, jest źródłem takiej masy ludzi, którzy po prostu nie potrafią w życie i są wiecznie nieszczęśliwi. Bo naprawdę to czy dasz się zajechać przed trzydziestką, nie przekłada się w żadnej mierze na twój tzw. "sukces życiowy", tak samo jak posiadanie samochodu i mieszkania na kredyt nie robi z ciebie klasy średniej. Gdzieś w tym wszystkim trzeba zachować umiar, ale gdzie jest ten umiar dla danego dziecka, to tylko ono będzie wiedzieć będąc już dorosłym i świadomym człowiekiem. Także ja podziwiam każdego, kto świadomie decyduje się na potomstwo, kosmiczna odpowiedzialność i ogrom decyzji do podjęcia, których skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć do końca.
szam, - True. Zawodowo jestem może z plusem względem rówieśników, ale kosztem umiejętności budowania więzi. Też mnie trzepie na myśl wielkiego sprzątania w sobotę - za to ogarniam sobie na bieżąco 🙂 tam samo mój chłopak, po prostu robimy to jak mamy czas i chęci. Dom jest do życia i dla nas, nie my dla domu.
Nawet nie wiesz jak mi zlasowało mózg, jak jeszcze mieszkałam z moim ex i zabrałam się za szorowanie garnka uklejonego czymś od razu, a jego mama rzuciła "zostaw to, po co się męczysz, odmoczy się to bez problemu zejdzie". U mnie nie mogło poczekać, bo nie, bo jakby papież z niespodziewaną wizytą wpadł to by zobaczyl garnek w zlewie i dramat 😂 W ogóle jak tamten związek był na prawdę fatalny, tak ta kobieta pokazała mi, że można inaczej. Można mieć 50 lat, jeździć po świecie z koleżankami, wychodzić na imprezy, nosić kolorowe sukienki i po prostu lubić życie, zamiast się przejmować czy wypada.
Ogólnie wpadłam w swoim życiu na sporo fantastycznych ludzi, którzy żyli inaczej, nie w kategoriach "sukcesu" i to uważam za ogromne szczęście 🙂 bo ja też od zawsze byłam "inna" i nie umiałam się znaleźć w tym schemacie, ale czułam przez to wyrzuty sumienia, bo wychowanie robi swoje.
Przestałam i w końcu lubię siebie, bardzo też doceniam te kilka osób, które traktuje jako swoich bliskich. Dużo bliższych mi niż rodzina z krwi.
Ja przeszłam całą długą drogę od tego, że moi rodzice zrobili mi dużo złego do tego, że zrobili dla mnie wszystko co mogli, na miarę swoich możliwości. Bardzo mnie to psychicznie odciążyło, pomogło na nowo zbudować relacje z rodziną, która jest dobra w końcu.
keirashara, ja zawsze miałam w sobie dużo niezgody na wpasowywanie się w społeczne oczekiwania i jak dorosłam i stałam się człowiekiem stabilnym (psychicznie i życiowo) to już w ogole mam w nosie co mi ktoś próbował wpoić bądź co wypada a co nie. Czyli jak mam ochotę się zajechać na szmacie bo sprzątam całą sobotę to moja decyzja, a jak mam syf dwa tygodnie w domu bo czytam książkę to też moja decyzja 😀 jak ledwo poznana osoba chce mnie wyściskać na pożegnanie to jestem w stanie powiedzieć, że ma mnie nie dotykać bo jej nie znam, bądź oświadczyć wszystkim wszem i wobec że wychodzę z imprezy bo chce mi się spać i się nudzę. Ofc żeby nie było staram się zachowywać kulturalnie, ale uwolniłam się od tego głupiego poczucia, że ktoś coś pomyśli bądź kogoś urażę. Najbardziej mnie zawsze wkurzała u siebie ta głupia poprawność polityczna w kontaktach z innymi ludźmi.