heh, buschowa przygoda z końmi już od dłuższego czasu jest wiszeniem na dobrej woli właścicieli koni, którzy nie jeżdżą i nie chcą, by im się konie w stajni kurzyły 😉 . A powiedzmy sobie szczerze, że najlepszym jeźdźcem świata nie byłam, nie jestem i jeszcze długo nie będę.
Tyle że, w przeciwieństwie do założycielki tematu, zdaję sobie sprawę, w jaki sposób się łapie konie. Przede wszystkim, nie w internecie: tutaj są sami prywaciarze, niby-sportowcy i czasem prawdziwi sportowcy. Nic dla siodłowego sępa. Najlepiej jest założyć wygodne buty, i przejść się po najbliższych stajniach - tych nierozreklamowanych, często bez rekreacji, bez jakichkolwiek udogodnień (zlewu chociaż) i popytać. Szopy są naszym targetem 😉 . I brać wszystkie proponowane konie, wiadomo przecież, że na te zepsute, narowiste i surowe nikt nam wsiadać nie zabroni 😜 . Poza tym, pracować w stajni - to daje nam dodatkowe punkty 😉
I mieć twardą dupę, bo można wylecieć z dnia na dzień, jak właściciel będzie miał zły dzień. Dlatego imperatywem takich jazd na cudzych koniach powinno być doskonalenie swoich umiejętności - żeby po wywaleniu z jednej stajni, można było znaleźć konia do jazdy w drugiej - nawet po kontroli właściciela 😉
brawo lets-go, mam takie same podejście. Przecież taka osoba nie musi nic kombinować z koniem wystarczy luźniejsza wodza i zwykła jazda, dobrze dla konia bo sie porusza i na pewno wielka radość dla takiej osoby, którą na zwykłe jazdy nie stać.
HEJ! CZY WSZYSCY KTÓRZY SIĘ W PODOBNY SPOSÓB WYPOWIADAJĄ URODZILI SIĘ Z DAREM DOSIADU-BAJKI I UMIEJĘTNOŚCI NICZYM EDWARD GAL? 🤔wirek:
Przecież większość z nas SWOJĄ jazdą TAKŻE "psuje" konia 🤔 nawet jeżeli jest to tzw. "trening sportowy"
Po drugie, kiedy się uczyłyście jeździć - nie było wam żal koni których dosiadałyście, że tak teraz swoim współczujecie?
Lets-go Nic dodać nic ująć 😉 Podpisuję się pod tym rękami i nogami
owszem przepraszam wszystkich którzy mogli poczuc sie urażeni moją wypowiedzia na temat kasy. poniosło mnie, wybaczcie. u mnie teraz juz jest lepiej choc dalej korzystam z "darmowych" jazd na kobyłce mojej koleżanki. pracy sie w życiu nie bałam i nie boje. Ale też musiałam wybrac. Albo studia albo kupuje wlasnego konika. Wyszło, że jednak jestem na studiach, w dodatku dziennych i z dala od domu rodzinnego🙁 i musze sama sobie radzic zeby sie utrzymac itp co z tym związane. I nawet nie wyobrażacie jak cierpie, ze nie mogę rozwijac dalej swoich umiejetnosci bo po prostu mnie nie stac. Co zarobie czy dostane idzie na tzn "życie". założyłam ten wątek z nadzieją, że są tacy ludzie własnie jak moja Emilka, która udziela mi rad, powierza koniowatego i zaufanie😉 to na prawde dla mnie piękna rzecz. Jestem jej wdzieczna i pewnie bede do konca życia🙂 dzieki niej to co nieosiagalne stało się osiągalne
Ogólnie zgadzam się z let's go, choć mam jakieś ale...
U mnie np.: jest taka sytuacja - mam 2 konie, kobyłkę i ogra, na kobyle jeżdżę ja, a ogra udostępniam dwóm uczącym się jeździć dziewczynką. Jak Shogiemu coś było i nie mógł chodzić - niestety, ale odesłałam dziewczynki z kwitkiem, nie dlatego, że bałam się iż popsują mi kobyłę... nie... zrobiłam tak dlatego, że Gracja jest nieprzewidywalna... kiedyś już miałam taką sytuację, że moja średnio jeżdżąca znajoma chciała wsiąść na Gracjusza... pomyślałam sobie - ok, ja z nią nigdy nie mam problemów to czemu nie... skończyło się na tym, że o mały włos nie wiozłabym tej swojej znajomej do szpitala na ostry dyżur...
Z Shogunem jest za to taka sprawa, że jeżeli się za bardzo nic od niego nie wymaga, tylko żeby szedł stępem i kłusem to jest ok 😉
Ja jak na niego wsiadam i chcę np.: zagalopować ojj... to się wtedy dzieje... nawet potwierdzić może to ciotka slojma, która ostatnio wzięła mnie na nim na lonżę i chciała, abym zagalopowała 😉
Więc jak pisałam już wyżej... zgadzam się z let's go apropo tego, że nikt się mistrzem świata nie urodził i każdy z nas uczył się jeździć (a początki zawsze są trudne), ale z drugiej strony patrzę również na bezpieczeństwo osób, które wsadzam na moje konie 😉
Amen
Calathea
dlatego też logiczne jest, że udostępniane są koniki które są spokojne w obejsciu i nadaja się dla początkujących 😉
jeżeli ktoś wie że jego koniowaty ma trudny charakter to na bank nie udostępni go laikowi😉
jeśli ktoś chce by mieć zabezpieczonye tyły to daje osobie mającej jeździć jej konia oświadczenie o tym że osoba ta jeździ ona na własną odpowiedzialność i właściciel konia nie odpowiada za uszczerbek na zdrowiu powstały w wyniku jazdy na koniu lub w trakcie jego obrządku. jeśli jest to osoba niepełnoletnia podpisują rodzice.
A jeśli ktos ma konia nie nadającego się do tego by ktoś inny na nim jeździł to raczej o tym wie i nie korzysta z takiej formy pomocy.
Mamy dwa wątki ogłoszeniowe, tam proszę zamieścić swoje.
🤔 wątek "pomocowy" zatacza coraz szersze kręgi... już weszliśmy na agd, ciekawe, co będzie jutro... a propos, nie, żebym się czepiała, ale: "zamrażarkę".
Poza tym PODEJRZEWAM, że osoby dobrze jeżdżące albo mają swoje konie albo jeżdżą na koniach z klubów sportowych.
I to jest tu dosc kluczowe moim zdaniem.
Na prawde malo kto powierzy swojego konia poczatkujacemu. A dobrze jezdzace osoby albo maja swoje konie, jezdza na klubowych tudziez jezdza cudze, ale biora za to pieniadze.
sytuacje są tak różne jak dużo jest ludzi wokoło
od kilku miesięcy mam przerwę w jazdach tylko i wyłącznie ze względów finansowych. konia własnego nigdy nie chciałam mieć. jeżdżę dobrze. jest mnóstwo innych wydatków i na jazdy może by się znalazło ale kosztem czego innego. czasem po prostu się nie da. nie każdy kto nie ma pieniędzy nie umie jeździć 😉 klub sportowy - cóż, wymaga czasu, którego nie ma się tak dużo przy rodzinie, natomiast da się znaleźć czas by na koniu prywatnym być raz czy kilka w tygodniu na trzy-cztery godziny.
przeczytałam tylko kilka pierwszych postów, dalej nie mialam siły 😉 i do nich sie odniosę
Posiadam klacze hodowlane, jeźdźców w domu mam dwóch, ale pracujemy, nie zawsze jest czas ruszyc konie, a jeśli juz to tylko dwa dziennie
Często jeżdże sama ( jazda głównie terenowa ), chetnie udostepnie konia z rzędem osobie zaawansowanej w zamian za towarzystwo podczas przejażdżki 🙂 Przydałaby sie naszym klaczom regularna przebieżka.
Ale cięzko jest znaleźć osobę z prawem jazdy mogącą dojechać na wieś zeby pojeździc na koniku....
o a jednak ktoś się znalazł kto potrzebuje pomocy😉 może powiedz nam gdzie dokladnie znajduje sie Twoja stajnia i myslę, że chętni się znajdą🙂
a jeżeli chodzi o ZAMRAŻARKĘ to to poważna sprawa nie cierpiąca zwłoki, i jeżeli ktoś musi byc koniecznie uszczypliwy to niech sobie daruje. Bo to co met robi dla innych jest ponad wszytko. I zawsze bede starala sie jej pomoc bo na to zasługuje!
Z perspektywy człowieka, który kiedyś jeździł cudze konie, głównie klubowe lub za "pracę":
zgadzam się chyba z każdym słowem BUSCH i zachęcam marzących o użyczonym koniu do wielokrotnego przeczytania jej wypowiedzi.
Z perspektywy właściciela konia (na którego sobie sama zapracowałam, sama kupiłam). Nie użyczę go: ponieważ jest z nadpobudliwy (nieobliczalny-> niebezpieczny przez to), wypracowałyśmy sobie niesamowite relacje które można bardzo łatwo zepsuć (chodzi o odpowiednie podejście psychiczne/emocjonalne, ale też o dosiad, delikatną rękę ), a najważniejsze, że to moje oczko w głowie. 😍
Jak mnie niema w stajni jestem spokojna, że biega po padoku ze stadkiem i jest szczęśliwa 😁
Bezcenne. Niech ma ten luksus (jako szczęśliwy wybraniec z gatunku), że nie musi pracować w szkółce, dzierżawie, nie musi znosić stresu obcego jeźdźca (a nawet nie musi być maszyną sportową, ani hodowlaną itp.). 😉
Choć rozumiem, że gdy ktoś ma 10-20 koni to ma potrzebę pomocy, czy towarzystwa itp.