pomagajmy sobie
Tania
w sumie moja przygoda zaczeła się dla mnie bardzo prosto. Dałam ogłoszenie, że pomogę w zamian za jazdy. Przyszłam raz, drugi, 8 itp pod okiem dziewczyn (właścicielek) jeżdziłam pare razy a gdy mi zaufały i wiedziały, że nie zrobię krzywdy zwierzakowi dawały mi go w teren najpierw z kims, potem samej i tak narodziła się świetna znajomość i wspólne zaufanie 🙂 trwamy razem już przez rok i wszyscy mają się dobrze🙂
ode mnie tylko tyle, dać szanse a można wiele zyskać i dać, oczywiście w jakiś sposób się zabezpieczając 😉
Taa _kate, strasznie się ozywałam, opryskliwość pierwsza klasa 😉
Czym? Początki mojego jeździectwa i kształcenie się dalsze to są moje zaskórniaki. Potem praca za jazdę w stajni w której jeździłam za kasę + płacenie za treningi. A potem to już jeżdżenie koni znajomych, którzy z dobrego serca dają mi pojeździć, gdy sami nie mogą wsiąść na swoje konie.
Klami, ale _kate mnie tedy nie znała. Ani trochę. Poznałyśmy się przez to ogłoszenie.
chyba się tym wątkiem naraziłam:/ ale co tam😉
może coś jednak wskóram😉
dziękuję tym co rozumieja- szczególnie Tani i Stokrotce😉
Afrodyta - testy testami. Pisałam o czymś innym. Do tego się odnieś - co w razie wypadku? kontuzji? jak pod Tobą się cokolwiek stanie? Możesz być nawet Mistrzem Olimpijskim a koniowi może się coś stać. O to pytam - co wtedy?
niestety zawsze jest jakieś ryzyko. najlepiej spisać umowę dzierżawy np.
a ryzyko tego o czym mowisz istnieje nawet gdy konia wypuścisz na padok
Umowa dzierżawy - ok, ale ona zobowiązuje obie strony do pewnych rzeczy. Najczęściej jest już odpłatna. To nie to o czym piszesz w tym wątku raczej.
Owszem - koń na padoku może sobie coś zrobić ale pod siodłem, jak ktoś jedzie w teren np ryzyko rośnie jednak.
Pytałam o coś innego - nie masz kasy na jazdy, koń na padoku też może ulec kontuzji - konkludując - nie bierzesz na siebie kosztów jeśli przy Tobie (czy też z Twojej winy) koniowi się coś stanie bo niby czemu skoro kasy nie masz a chcesz aby ktoś Ci tylko konia użyczył do jazd jak sam nie ma czasu. Więc idąc tym tokiem myślenia właściciel konia ponosi za wszystko odpowiedzialność bo jest fajny i ma ogromne serce dla dziewczyn co to kasy nie mają bo milionerkami się nie urodziły, nie mają jak zarobić na takie luksusu a na banki napadać nie chcą i okradać bliźnich też nie wypada...
Tak sobie poskładałam do kupy Twoje wypowiedzi i co lepsze kawałki.
Fajny interes dla właścicieli koni... 😜
Ja to bym nawet nie musiała wsiadać. Nawet bym nie chciała.
Mój Chłopak mówi: "Baśka, jedź w końcu do stajni. Widzę, jak Ci się serce kraje z tęsknoty."
Ale, gdzie mam jechać? Popatrzeć sobie i pogłaskać konisie? A, przepraszam, nawet pogłaskać i popatrzeć nie, bo zaraz "prywaciorze" się będą krzywo patrzeć 😉
Jak ja bym chciała teraz w te wakacje, zamiast rozdawania tych popieprzonych ulotek, jechać gdzieś do stajni i móc posprzątać boks, nakarmić konia, wyczyścić, wypuścić na padok... Żeby nikt się na mnie nie krzywił, że patrzę i głaszczę. Żebym nie czuła się intruzem, tylko znowu mogła poczuć ciepło stajni. Żebym mogła się pokrzątać. A może i czegoś nauczyć nowego, jako przyszła studentka zootechniki 😉
Fajny wątek.
I ciekawa jestem jakie miałyby zdanie osoby których na konia nie stac i niestety na jazde w klubach tez nie.
No to wiesz jakie jest moje zdanie. Nie jeżdżę od kilku lat, bo mnie nie stać na to. Nie mam swojego konia, a jak szukałam pracy to zaznaczałam, że zależy mi na pracy PRZY koniach, wykluczając jazdy, chyba że osobą dająca mi pracę miałaby ochotę mnie uczyć.
EDIT:
Dlatego ja rozumiem, że jest świetną szansą móc jeździć na czyimś koniu, przecież to są marzenia.
wszystko jest kwestią dogadania. umowa dzierżawy może byc tylko podstawa prawna a nie trzeba wcale mieszac w to piniędzy. Nie rozumiem po co dyskutują najwięcej osoby dla których wątek jest daremny. Miejsce swoje konie, kase, możliwości i gratuluje, a wrecz zazdroszcze. Życze wszystkiego dobrego. a zachęcam osoby które chcą zaryzykowac lub maja już jakieś doświadczenia w tym temacie, ktore podziela sie swoimi doswiadczeniami i mają coś do zaoferowania😉
Afrodyta - nie zaznaczyłaś na początku, że wolno wypowiadać się w tym wątku tylko wybrańcom. Forum jest publiczne i każdy może tu swoje trzy grosze dorzucić.
Swoją drogą jesteś troszkę nieprzyjemna w odbiorze z tymi tekstami o kasie itp. Dziewczyno opanuj się, ile Ty masz lat? Co to za teksty?
Konia kupiłam jak:
A) byłam dorosła,
B) zarobiłam sama, swoją pracą pieniądze,
C) wiedziałam, że jestem w stanie go utrzymać biorąc pod uwagę również ewentualne leczenie,
Nie kwiliłam, że nie jestem bogaczem który może kasą ściany tapetować i jak mi jest strasznie źle i niedobrze bo inni mają koniki a ja nie. Czuję się więc urażona Twoimi tekstami. Zamiast jęczeć weź się do roboty. Kupisz kiedyś konia to zrozumiesz pewne rzeczy, np. to że kwestia chociażby leczenia kontuzji jest kosztowne oraz nastręcza wielu problemów koniowi i właścicielowi.
Fajnie się jeździ ale wyobraź sobie, że po przejażdżce kogoś komu chciało się zrobić fun Ty jako właściciel leczysz konia, koń np przez miesiąc ma areszt boksowy i tylko spacerki w ręku. Wyobraź to sobie jak zostajesz z tym sama bo nagle ta biedna dziewczynka ma Cię w nosie bo na Twoim koniku jeździć nie można... 🙄
Acha, jeszcze jedno - piszesz, że wszystko jest kwestią do dogadania - odpowiedz jak to widzisz. Jakiego dogadania - nie bierzesz pod uwagę partycypowania w kosztach ew. leczenia bo nie masz kasy nawet na jazdy przecież, czyż nie?
Niezły interes 😎
Szkoda, że tak nie ma ludzi o dobrym sercu co by samochody pożyczali bo nie mają czasu jeździć swoimi 😜
Chętnie bym się jakimś zaopiekowała co by nie stal i nie rdzewiał 😉
Mówisz, że nie masz kasy na jazdy i kraść nie będziesz. Przecież wiele osób nie mających pieniędzy pomaga w stajniach za właśnie jazdy w szkółce, nie pomyślałas o tym?
I niezłe podejście, kochasz konie ale jakby się jakiemuś coś stało pod Tobą to zero odpowiedzialności no bo przecież na padoku też mogł sobie coś zrobić... 😂 Tyle ze na padoku to odpowiada właściciel i nie ma problemu 😉
Zachęcasz osoby, które chcą zaryzykować...hmn czyli sama przyznajesz, że takie użyczanie koni ( w które właściciele wkładaja czas i pieniądze) z dobrego serca niesie ryzyko i jakby nie bylo czesto straty bo bardzo szybko osoba słabo jeżdząca może napsuć koniowi w głowie. I nie ma się tu co dziwić właścicielom koni, że nie chcą takiego ryzyka podejmować i nazywac ich złośliwie milionerami co to mają wszystko co chcą 🙄
Wg mnie idea pomysłu może i ciekawa ale kiepsko z realizacją.
Bo właściciele koni, którzy nie mają czasu i do nich nie przyjeżdzają nie interesują się też zazwyczaj takimi forami czy szukaniem kogoś do pojeżdzenia ich koni. Zeby takie coś wypaliło to raczej osoby z zewnatrz musiały by sie zaangażowac i zaproponować takiemu właścicielowi takie rozwiązanie.
Natomiast właściciele koni, którzy na poważnie się nimi zajmują, nie są to tylko tuptusie ale nawte cos umiejący rekreanci inaczej rozwiązuja problem braku czasu.
jasne najłatwiej wypowiadac sie tym których mimo wszystko na zachcianki stac. Więc chyba nie ma sensu na tematy finansowe dyskutowac bo żadna ze stron sie nie zrozumie
Po pierwsze to nie zachcianka, a pasja, coś co Ci daje satysfakcje, uspokojenie i spełnienie,
Po drugie nic nie dostałam za darmo, niczego nie ukradłam, na wszystko zapracowałam,
Po trzecie, nie razi mnie temat wątku, razi mnie i to ogromnie twoje podejście do spraw finansowych.
Widać, że należysz do tych, którym los kasy do kołyski nie wrzucił i winisz za to cały świat, jaka to jesteś biedna i nic z tym zrobić nie możesz.
A ja mówię: weź się dziewczyno po prostu do roboty! To może Cię będzie na coś stać.
Afrodyta8 to ja Ci cos powiem. Zmiekło mi raz serce i pozwoliłam znajomej pojeździć. Pod okiem instruktora jeździła. Skończyło sie na naciagniętym mięśniu u darnicy i miesięcznym leczeniu. ja juz za takie pomysły dziękuję.
A mi to pachnie homo sovieticus tak zwanym. Oni sa bogaci.... ja jestem biedna, bo bogata sie nie urodzilam a krasc nie umiem.
Ech...
Omasz, a ja rozumiem Afrodytę8 i rozumiem także wszystkich innych, którzy, nie mając swojego konia i odpowiedniego zaplecza finansowego szukają możliwości popracowania, pomocy, możliwości jazdy / treningu. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z jeździectwem, nie miałam ani swojego ogona, ani nawet oficjalnej zgody rodziców - tylko ciche przyzwolenie, więc starałam się sobie radzić. Miałam szczęście - spotkałam na swojej drodze osoby, które umożliwiły mi jazdy, w zamian za pomoc (cóż to za licha pomoc była, miałam 14 lat :oczy2🙂. Kiedy już byłam starszą "dziewczynką" i więcej startowałam, miałam 4 konie. Właśnie w imię tego, że mnie ktoś kiedyś pomógł, starałam się umożliwiać w zamian za pomoc przy nich treningi dziewczynom; dziewczyny pomagały mi ok. 3 razy w tygodniu, raz jeździły. Jasne, wiedziałam, że będę musiała "odrobić" konia, ale cóż z tego, mogę odrobić, korona mi z głowy nie spadnie, i koniowi też nie, kilka minut niestabilnego dosiadu przecież wytrzyma, tym bardziej że jak go "duszę" do ciągów itp. też się chłopak "nagimnastykuje". Więc myślę, dziewczyny, troszkę luzu nie zaszkodzi. 👀
P.S. Lordkiem nikt się oprócz mnie nie zajmuje: po pierwsze jest chory, po drugie szalony, więc ciężko jest go komuś powierzyć. Jednak, podkreślam, to wyjątkowy przypadek.
jak już o finansach. O koniu marzyłam przez 20 lat. Rodzice kupić nie mogli, bo nie mieli pieniędzy. sama pierwszy raz wsiadłam w wieku 19 lat na konia za pierwsze zarobione pieniadze. Potem miałam juz za co jeździć w szkółce. Póxniej były nadgodziny, praca po 16 godzin dziennie, a nawet więcej. Wszystko po to, by 16 sierpnia 2007 kupić wymarzonego folbluta - moją Darnicę.
Afrodyta, nie urodziłam się w bogatej rodzinie jak widzisz. Odmówiłam sobie wiele rzeczy, wiele imprez, markowych ciuchów tylko po to, by spełnić marzenie życia. Także można.
Jeżeli chodzi np.: o mnie... ja zaczynałam swoją przygodę jeździecką pracując w szkółce na jazdy...
Przez kilka lat wyręczałam instruktora z prowadzenia jazd rekreantom, aby móc pojeździć...
Potem trafiłam do stajni hodowlanej, gdzie za pomoc przy pracach stajennych (czyszczenie, karmienie, ścielenie etc.) mogłam jeździć...
Nauczyłam się tam bardzo wiele na temat hodowli, na temat zajeżdżania młodych koni, na temat opiekowania się źrebakami etc.
W końcu za pożyczone od znajomych pieniądze kupiłam mojego Gracjusza Wstrętnego - nie miałam tego w planach... po prostu znałam tego konia, bo stał u rolnika u mnie na wsi, a jak się dowiedziałam, że ów rolnik oddał ją na rzeź stanęłam na głowie, aby jej pomóc...
Dług oddawałam przez długi czas, w między czasie musiałam znów się zapożyczyć, aby tego konia leczyć... W tym momencie mam czyste konto, jeżeli chodzi o pieniądze...
Również nie jestem bogata... konia kupiłam praktycznie bez zgody rodziców (pomogli mi znajomi, gdyż kupowałam kobyłę, będąc jeszcze osobą niepełnoletnią)... Pracowałam dorywczo w każdej, wolnej chwili, aby oddać zapożyczone pieniądze...
Teraz też nie mam kokosów... Nie mam nawet pieniędzy, aby kupić sobie porządne siodło... mam takie, jakie mam i to mi musi wystarczyć, ale cóż...
Widać, że się da...
Sama użyczam konia takim dwóm dziewczynką, które mieszkają nieopodal mojej stajenki i nie mają pieniędzy, aby jeździć w szkółce...
Pomijając fakt, że przez nie teraz mój Shogi jest mordercą ludzi, którzy czegoś od niego wymagają (tak to jest... daj palec, a ludzie wezmą całą rękę) to te dziewczynki są szczęśliwe, że mogą sobie "powozić tyłek" na koniu za to, że czasem zamiotą w stajni...
Inaczej trochę ta sprawa wygląda, jeżeli jest osoba, która jeździć potrafi, a przez jakieś tam zakręty życiowe nie ma konia i nie ma gdzie jeździć... Sama tak miałam zanim trafiłam do tej stajenki hodowlanej... Też wszyscy robili wielkie halo, a bo się coś stanie, a koń zakuleje, a coś tam, choć ja gwarantowałam ewentualną pomoc w leczeniu...
Moim zdaniem wszystko zależy do ludzi... I tych szukających konie do jazdy i tych oferujących jazdy na swoich koniach...
Nie podoba mi się troszeczkę przesłanie Afrodyty, że nie mam pieniędzy, to coś tam...
Ja nie mając pieniędzy ani własnego konia startowałam ogólnopolskie zawody skokowe...
Jak już pisałam powyżej - wszystko się da, tylko trzeba chcieć i umieć się do tego zabrać...
Amen 😎
Ja to bym nawet nie musiała wsiadać. Nawet bym nie chciała.
Mój Chłopak mówi: "Baśka, jedź w końcu do stajni. Widzę, jak Ci się serce kraje z tęsknoty."
Ale, gdzie mam jechać? Popatrzeć sobie i pogłaskać konisie? A, przepraszam, nawet pogłaskać i popatrzeć nie, bo zaraz "prywaciorze" się będą krzywo patrzeć 😉
Jak ja bym chciała teraz w te wakacje, zamiast rozdawania tych popieprzonych ulotek, jechać gdzieś do stajni i móc posprzątać boks, nakarmić konia, wyczyścić, wypuścić na padok... Żeby nikt się na mnie nie krzywił, że patrzę i głaszczę. Żebym nie czuła się intruzem, tylko znowu mogła poczuć ciepło stajni. Żebym mogła się pokrzątać. A może i czegoś nauczyć nowego, jako przyszła studentka zootechniki 😉
O.. to mi się podoba 😀
Ja często namawiam znajomych , żeby pojeździli na moim.
A już takie zajmowanie sie koniem- to super sprawa 😀
Na dodatek Kuba jest niezłym testerem i każdego mocno przekonanego o własnych umiejętnościach jeździeckich -sprowadza zaraz na ziemię .
Nie dlatego, ze jest dobrze wyszkolony, tylko dlatego , ze jest tzw koniem jednego człowieka , przyzwyczajony do lekkiego kontaktu i ogólnie lekkich pomocy.
Każde inne działanie powoduje u niego natychmiastową chęć zakończenia jazdy- choć nikogo nie zrzuca.
Kiedyś gnębiona wyrzutami , że mam mało czasu na jazdy dałam ogłoszenie do lokalnej gazety.
nie zgłosił się nikt!
Teraz wyrzutów nie mam, ale jakby ktos z takim podejściem zechciał , to czemu nie.
Oczywiście pewnie obserwowałabym jazdę i interweniowała w razie co - przynajmniej na początku.
Dochodzi kwestia odpowiedzialności cywilnej , dlatego wolałabym osobę pełnoletnią .
Ale ogólnie - jestem na tak 🙂
Do mnie tytuł wątku przemawia jako apel. Coś w stylu- "Nie sępcie się na konie, jeśli możecie ich użyczyć komuś, kogo nie stać na wykupienie jazd".
I ok. 🙂
Mojego czworonoga daję co jakiś czas znajomym pod siodło. Na zasadzie spełnienia dobrego uczynku. Oczywiście bacznie przyglądając się, czy koniowi nie dzieje się krzywda. Mnie za młodu też nie było stać na jazdy za kasę, więc rozumiem autorkę wątku. I często użyczam konia. Nawet jeśli dziewczyny nie jeżdżą najlepiej, to koń nie "psuje się". Wsiadam ja i koń chodzi jak należy. ( zaznaczam, że to koń rekreacyjny!! Nie sportowiec ! Aczkolwiek staramy się pracować nad sobą. Nie wozimy się zupełnie bez ambicji.)
Ja problem widzę gdzie indziej.
RAZ- kto zapłaci za ewentualne leczenie konia w wyniku kontuzji?
DWA- co się stanie jeśli dziewczynka ( często niepełnoletnia, a przynajmniej takich jest więcej chętnych na darmowe jazdy) spadnie i stanie jej się krzywda? Rodzice nie chcą pisać zaświadczeń, że dziecko jeździ na ich odpowiedzialność. Chcą bym JA odpowiadała za ich jazdę i bezpieczeństwo. A jeśli ja nie mam uprawnień, nie jestem ubezpieczona, to co? Gucio. Nie dam konia.
Z osobą pełnoletnią niby sprawa prostsza, ale również ryzyko jest. A ja nie chcę brać żadnej odpowiedzialności za ewentualne wypadki jeźdźca.
Ja się na szczęście ubezpieczyłam 😉
Poszłam do rodziców dziewczyn na rozmowę, herbatka, gadka, szmatka i podpisanie oświadczenia... Powiedziałam, że bez tego dziewczyny nie mogą nawet czyścić koni, bo a nóż, widelec koń kopnie, przestraszy się i niechcący może stać się krzywda...
Na szczęście rodzice tych "moich" dziewczyn byli pozytywnie nastawieni, więc jest luuuzik 😉
W roli ścisłości jedna z tych dziewczyn ma lat 14, a druga bodajże 16...
Jeszcze jedna rzecz, którą zaznaczam na wstępie, kiedy ktoś wsiada na mojego konia (oczywiście bywały wyjątki, ale przemyślane) musi mieć na głowie kask...
Ja jeżdżę bez kasku, ale zdaję sobie sprawę, że jeżeli cokolwiek mi się stanie będzie to wynikało z mojej głupoty - kiedy jednak na mojego konia wsiada osoba postronna, bez względu na to czy pełnoletnia, czy nie - kask na głowę i tyle...
Chcę uniknąć potem sądzenia się. To mój koń i ja za niego odpowiadam - ok, za ludzką głupotę już nie...
Też jest różnica, bo pierwszy post apeluje o to żeby odstąpić konia komuś kto nie ma siana na jazdy, a właściciel nie może jeździć. Już wiele osób to napisało.. można pracować w stajni za jazdy, czy wszystko ma być za darmo ?
tak czy siak nie dałabym swoich koni w obce ręce tylko sprawdzone i przede wszystkim - nawet gdyby to były one rekreacyjne też bym nie dała konia. Strach o jeźdźca i nie tylko. Zresztą z doświadczenia wiem, iż ludzie nie dbają o to co do nich nie należy.
hmmmm.... z jednej strony rozumiem o co chodzi, tez bylam w podobnej sytuacji. na wlasnego konia czekalam 15 lat. na poczatku jezdzilam w szkolce, czy gdzie sie dalo, za kase. pieniadze sie skonczyly i.... jezdzilo sie 50km pksem pracowac w na maksa zasyfialej stajni, zeby jezdzic na koniach pozostawiajacych wiele do zyczenia lub zupelnie surowych. marzylam o takiej sytuacji, zeby komus pomagac, za to ze moge czasem wsiasc. tak, doskonale wiem o co chodzi....
ALE. z cudzego konia zsiada sie najszybciej. ja nie mam nic przeciwko, zeby ktos inny wsiadl na mojego konia. ale sa to moi znajomi, zwykle lepiej jezdzacy niz ja. a przede wszystkim sa to ludzie, ktorych moge obdarzyc PELNYM ZAUFANIEM. wiem, ze nie naraza herszta na nic, co da sie przewidziec. wiem, ze beda bardziej uwazali niz na swojego konia. jesli pomysle, ze moglabym powierzyc konia komus, kto moglby mu zrobic krzywde, kto moglby go narazic na niebezpieczenstwo, kontuzje, w koncu kumus, kto przez zniecierpliwienie szarpalby go lub bil, przechodza mnie ciarki. ten kon to najcenniejsze co mam, i o ile nie uwazam, ze konia nalezy oszczedzac czy cos, to napewno ktos komu go udostepniam, ma go szanowac i miec w sobie duzo cieplych emocji do niego. nie wyobrazam sobie inaczej.
Afrodyta8 nie narazilas sie, tylko wywolalas dyskusje- a o to chyba chodzilo?? natomiast jesli ktokolwiek, to ty bywasz nieprzyjemna w tonie swoich wypowiedzi. mi rodzice nie kupili konia. sama go kupilam, bardzo dlugo na niego czekalam i imalam sie dziwnych zajec zeby go miec. teraz wszystkie pieniadze przeznaczam na konia. nie kupuje ciuchow, innych rzeczy. kupuje potrzebny sprzet, witaminy, leki. czasem musze pozyczac pieniadze na weta. musialam kupic siodlo, na ktore mnie nie stac, za ktore jeszcze dlugo bede placic, bo wymusilo to na mnie zdrowie konia.
my KOCHAMY swoje konie, rozumiesz?
my KOCHAMY swoje konie, rozumiesz?
A ja kocham cudze 🙄
Gdy pomagałam w szkółce, poczuwałam się aż za bardzo. Chyba często bardziej od właściciela tych koni.
Przecież ten temat to nie jest atak na tych, którzy posiadają swe konie i nie mają zamiaru ich nikomu użyczać, nawet za pracę.
nazibaby77 jesli chodzi o ciebie, to juz od jakiegos czasu masz ode mnie pw 😉 😀
"p.s No chyba,że się ma szczęście i Dextera spotka "
Dekster jest jedyny i niepowtarzalny i drugi się taki nie urodził 😂
Miałam napisać epopeję,ale będzie krótko.
Swoje pierwsze konie dostałam w wieku 13 lat,kobyłę,ogiera i młodą klaczkę.
Ile mnie to kosztowało czasu,nerwów,nieprzespanych nocy i pobudek o 5 rano dzień w dzień to moje.
Za to pomagałam komuś,wzamian za to mając własne konie.Potem nasze drogi,przez śmierć właściciela koni się rozeszły i musiałam pożegnać ukochanego konia,który wtedy nie był odpowiedni dla mnie.Dzięki temu jednak poznałam wartościowych ludzi,którzy mi nie raz pomogli.Potem jeździłam dwa konie osoby,która chciała jeździć w tereny a nie miała z kim.Następnie los zabierając jedno dał drugie i tak mam swojego siwego,krzywego,brzydkiego a teraz i małego,fajnego czarnego 💃
Swojego konia chętnie bym komuś wcisnęła,ale jakoś dzikich tłumów ochotników nie ma.
Dając jednak,pilnowała bym bardzo.Każdemu,nawet dobremu koniarzowi zdaży się zrobić coś głupiego przez nieuwagę lub rutynę.Dziecku jednak raczej na pewno nie.
Możliwości jazdy i opieki nad koniem jest dużo.Trzeba tylko poszukać.Stajnie mają stronki,wystarczy powysyłać maile,podjechać,zapytać.Trzeba jednak chcieć a nie siąść i się użalać.Większość ludzi,mająca własnego konia zpracowała na to,niejednokrotnie odmawiając sobie innych rzeczy.
Ja również kocham swojego konia i patrzę na jego dobro, dlatego gdybym nie miała czasu i zlazłaby się kompetentna osoba to dałbym go do jazdy. Wiem że więcej złego przyniosłoby mu stanie i nic nie robienie, niż delikatne rekreacyjne jazdy jakiegoś dzieciaczka co konie kocha.
Sęk w tym, że początkujące jazdy dzieciaczków rekreacyjnych rzadko z delikatnościa mają coś wspólnego 😉
No ale cóż zalezy od konia..ja np wiem, że po stokroć lepiej dla mojego jakby mial postać niz jakby miało wsiąść na niego jakieś dziecko..o zgrozo
No ale to koń o średnio ciekawej przeszłości i buntownicyzm charakterze 😉
Sęk w tym, że początkujące jazdy dzieciaczków rekreacyjnych rzadko z delikatnościa mają coś wspólnego 😉
Nie tylko rekreacyjne dzieciaki szukają takich możliwości. Mam znajomą z dużym doświadczeniem przy koniach, której tak się niezbyt fajnie w życiu poukładało, że ani na konia jej nie stać, ani na płacenie za jazdy. A że inna znajoma ma 11 koni i mało czasu, zajmuje się jednym z jej koni. Korzyść jest obustronna. Myślę, ze takich przypadków jest sporo.
Hm. Zapewne się narażę...
"po stokroć lepiej dla mojego jakby mial postać niz jakby miało wsiąść na niego jakieś dziecko"
HEJ! CZY WSZYSCY KTÓRZY SIĘ W PODOBNY SPOSÓB WYPOWIADAJĄ URODZILI SIĘ Z DAREM DOSIADU-BAJKI I UMIEJĘTNOŚCI NICZYM EDWARD GAL? 🤔wirek:
Że tak "cierpią" na samą myśl o tym, że niewprawny jeździec na ich koniu by raz w tygodniu przez 40 min. pojeździł? 🤔wirek: 🤔
Przecież większość z nas SWOJĄ jazdą TAKŻE "psuje" konia 🤔 nawet jeżeli jest to tzw. "trening sportowy"
Po drugie, kiedy się uczyłyście jeździć - nie było wam żal koni których dosiadałyście, że tak teraz swoim współczujecie? 🤔
Po trzecie, reprezentujecie książkowy przykład dualizmu: "Kali kraść to dobrze, Kalemu ukraść to źle" = "Kali jeździć na cudzych koniach to dobrze, Kalego konia jeździć to źle" 👀
Po czwarte - nie ma przecież problemu z tym, że nie chcecie oddać swoich koni do jazdy - ale nie argumentujcie w TAKI sposób. 🏇