Nie wiem czy to prowokacja czy nie, ale ja spróbuję na poważnie.
Pewnie zostanę zjedzona, ale może jakieś kosteczki jeszcze zostaną.
Nie jestem zwolenniczką kładzenia koni, ale niektórzy mają takie zachcianki, np. do różnego rodzaju pokazów. Jeśli już ktoś się na to zdecyduje, to ważne, by robić to z głową, a najlepiej, by zajęła się tym osoba, która ma w tym już doświadczenie.
Znam tylko jeden sposób i to nie dokładnie. Polega na posługiwaniu się pętami na nogach konia.
fot. Beata Ostachowicz
