No to lecę z aktualnościami. 🙂
1) Przedszkole powoli się kończy. Prace spowolniły przez porę deszczową i przez coraz mniejszy zasób gotówki, który trzeba dobrze zagospodarować. Nie ukończymy tak, jak byśmy sobie tego życzyli, ale Dorota już nie chce zbierać funduszy na budowę. Fundacja buduje pierwszy raz, więc dopiero teraz widzą jakie to są koszty. Tu jest Afryka i nie da się oszacować dokładnie kosztów, na początku planu. Jak będzie, tak będzie. Ostatecznie na pewno lepiej niż w starym budynku!!
Dach jest, robi się podłoga. 🙂 Chcą to skończyć jak najszybciej i iść z projektami dalej.


2) Doszła moja paczka do spotkanej w górach studentki. Dziewczyna nie mogła się doczekać obiecanego laptopa. Na poczcie okazało się, że nie chcieli jej wydać paczki darmo. Zrobili jej niby cło na laptopa i zażądali od niej równowartości naszych 250 zł. gdyby ni eto, że wysłałam jej kasę na studia, to pewno miałaby olbrzymi problem z odebraniem paczki. 2 dni ich prosiła, że jej nie stac, że jest studentką i że potrzebuje tego laptopa. Nic z tego. Łapówka. I tyle. Sama to potwierdziła, że po prostu łapówka. Tak więc opłaciłam wysyłkę 200 zł, odebranie 250 zł. 🤔 No ale co zrobisz...nic nie zrobisz.
Umówiłyśmy się, że ewentualne kolejne paczki dla niej, będę wysyłać na adres fundacji. Bo fundacja wiele miesięcy pracowała na to, żeby poczta nie brała od nich łapówek pieniężnych.
Tu Charity juz ze swoją paczką. 🙂

Dostała masę świetnych rzeczy, ale najbardziej dziękuje za tego laptopa. Przedwczoraj wysłała mi zdjęcie już odpalonego, z jakimiś plikami do nauki. 🙂

A wczoraj wieczorem rozmawiałam z nią na messengerze i próbowałam tłumaczyć, jak zakłada się kubeczek menstruacyjny. 🙂 Otrzymała tez w paczce i wczoraj walczyła z założeniem. 🙂 Ma dać znać, jak się jej sprawuje i czy wysyłać więcej dla koleżanek.
3) Dotarły moje 3 paczki do szpitala. Personel szczęśliwy zarówno ze sprzętu ( ciśnieniomierze, termometry, glukometry, pulsoksymetry) jak i z ubrań ( także używanych!! 😀iabeł🙂 oraz z takich rzeczy nawet jak pudełko z rękawiczkami jednorazowymi. Tam jest masakra. Mam kontakt mailowy z dyrektorem szpitala. Proszą o łózka transportowe i wózki do przewożenia chorych! No i o inne rzeczy, ale te łózka i wózki to ich priorytety.


Personel wystrojony w nasze ciuchy. Nawet widze, że po 2 komplety na raz już mają na sobie. 🙂
A ja- mam już dla nich cały unit stomatologiczny, lampę bakteriobójczą, lampę zabiegową, autoklaw, narzędzie chirurgiczne, sprzęt laryngologiczny. Bo koledzy i koleżanki lekarze, mobilizują się, co poniektórzy. 🙂 osobiście pracuję nad zdobyciem wózków i łóżek. Byłam u dyrektorki jednego szpitala w którym pracuję, mam zanieść podanie o darowiznę. Ruszę tez do dyrektora drugiego szpitala, w którym pracuję. Trochę się krępuję, no ale... Musze to zrobić. Bo nikt za mnie tego nie zrobi.
I tu przechodzimy do kolejnego projektu, który właśnie TERAZ JEST NAJWAŻNIEJSZY
A mianowicie
4) Transport kontenera z traktorem. Traktor jest od dawna. Coraz więcej sprzętu rolniczego i innego rodzaju mamy do wypełnienia kontenera. Ja chce dołożyć ten sprzęt dla szpitala. Tylko.....
Musimy uzbierać na transport.
Fundacja Dzieci Afryki pomogła tylko tyle, że założyła nam zbiórkę. Wysyła pan Krzysztof- właściciel traktora. Kasę zebrać musimy my. A ze zbiórką- słabo!!! Tak myślałam. Bo to taka..niepopularna zbiórka. Kto by chciał wpłacać kasę na jakiś głupi transport. 30 tyś.! Dorota liczyła, że "szybko się uzbiera". Mówiłam jej, że się przeliczy! I że jestem sceptycznie nastawiona. Dorota pisze, że chce jej się płakać.

link do zbiórki
www.siepomaga.pl/ciagnikDorota robi co może, założyła na fejsie grupę "licytacje dla Tonga". Próbuje tam wystawiać co tylko może, ludzie wystawiają różne rzeczy, nikt nie kupuje. Wiedziałam, że tak będzie....
5) Paczki do nich docierają. 15 paczek od dziewczyn z Irlandii. Hurtem przyjechały. Od nas tez powoli dochodzą. Doszła na razie jedna z tej malutkiej szkoły w Powidzku. Tej znajomej Jary. Dzieciaki zrobiły fotki zwrotne. na takie fotki może liczyć każda instytucja, która potrzebuje takich zdjęć, czy do promocji, czy do uwiarygodnienia zbiórek i akcji. Zdjęcia i filmiki podobno poszły na stronę internetową szkoły. 🙂


6) ja zrobiłam kolejną prelekcje w kolejnej szkole. I powiem, że coraz lepiej mi to idzie i coraz naturalniej i ciekawiej. 🙂 I mimo iż nie jestem jakimś lwem estradowym 😉 to jestem z siebie całkiem zadowolona. Liczę, że kolejna szkoła coś wyśle.

7) A Fundacja na miejscu wciąż pracuje. Dzieciaki się uczą. 🙂

Jedzą.



Cały czas kontynuowane są projekty pomocy poszczególnym rodzinom, dzieciom. ostatnio oglądam jak brat Brigde wstawia u siebie na fejsie, jak mały Chiko dzięki forsie od jednej laski, rehabilituje się i coraz lepiej chodzi. Pełzał. A teraz coraz sprawniej chodzi przy specjalnym wózku. A ostatnie filmiki pokazywały, jak sam wstawał i sam stał bez podtrzymywania. Wyjściowo miał OLBRZYMIE przykurcze w nóżkach i rączkach.

8) Wieści o pomocy udzielanej przez Fundację się roznoszą. Przychodzi coraz więcej osób po pomoc! Dorota mówi, że i 100 osób dziennie potrafi przyjść. Że są już w sumie zmęczeni i mają chwilami dość. Rozdają co mają, rozdają wszystko. Ludzie proszą często o pieniądze. Wiadomo, kasy nie dostają. Bo nawet gdyby Dorota chciała pomóc czasami komuś , to po prostu nie ma. Ale ludzie próbują.
Tak normalnie, to cieszą się jednak ze wszystkiego. Z ubrań, wszelkich rzeczy dla domu, do szkoły. Ze wszystkiego.
Bo tam nie ma prawie nic a ludzi są tłumy, całe tłumy!

9) Fundacja pracuje na pełnych obrotach mimo trudności. Dorota od 2 miesięcy boryka się z jakimiś zapaleniami skóry , nawracającymi. Plamy jej wyskakują na całym ciele, co chwila. Wysłała mi w końcu zdjęcia. Dziś to konsultowałam na zakaźnym.

A to ktoś znów odpada z powodu malarii. Ostatnio pochorował się młody jeżdżący motocyklem.
Ale...wyzdrowiał i motocykl się spisuje. 🙂 Juz nawet paczki zaczynają na nim wozić. 🙂 Mój mąż szczęśliwy.

10) Dorota też stara się zdobyć kasę. Mama Doroty zrobi wystawę zdjęć z działalności fundacji. Na Śląsku. Robimy co możemy.
Bo można nie robić nic. Olać i żyć sobie tylko swoim życiem. A można spróbować zrobić coś dla innych. Dla tych, którzy nie mieli tyle szczęścia jak my, by urodzić się w Europie.