Rady i ostrzeżenia dla mieszczuchów , którzy wyprowadzili się na wieś .
Witam ! Ostatnio na Rev robi furorę temat niejakiej Indianki , która to będąc wychowana w mieście spróbowała życia na mazurskiej wsi . Zderzenie jej wyobrażeń z rzeczywistością doprowadziło do życiowej tragedii i tragedii zwierząt przez nią ,, hodowanych " . Jest to przypadek patologiczny ,który jednak może służyć za materiał poglądowy ,jakie najczęściej błędy popełniają mieszczuchy , które pragną zostać wieśniakami i jak ich uniknąć . Zapraszam do dyskusji . 👀
Był już podobny temat "z miasta na wieś"
http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,8967.0.html Jakie błędy popełniają ludzie wyprowadzając się na wieś? Dużo ludzi kupuje działki pod budowę nie myśląc o tym, że mają za miedzą np. bydło i że to bydło czasem ryczy, podśmiarduje obornikiem, muchy lecą a potem pretensje do rolników....
Jakie błędy popełniają ludzie wyprowadzając się na wieś? Dużo ludzi kupuje działki pod budowę nie myśląc o tym, że mają za miedzą np. bydło i że to bydło czasem ryczy, podśmiarduje obornikiem, muchy lecą a potem pretensje do rolników....
???? Ale jak ktoś się buduje na wsi, a nie chce słuchać ryku bydła ani czuć świeżej woni osadu z oczyszczalni ścieków właśnie wysypanego na pryzmę na polu sąsiada - to po prostu pomylił adres. Żadne rady mu nie pomogą...
Mi bardziej chodzi o ludzi ,którzy wyprowadzają się na wieś i chcą się utrzymywać z rolnictwa , a nie o mieszczuchów mających tylko wiejskie dacie , lub spędzających tam emeryturę . A jak już jest podobny wątek to proszę o połączenie , bo trudno wiedzieć , że temat już kiedyś był na Rev poruszony i zapomniany .
Myślę, że dla takich, co się już przebranżowili i żyją z rolnictwa na ostrzeżenia za późno, bo życie ich już nauczyło. Nowych nie będzie, bo dzięki temu, co nasze słońce narodu wymyśliło, żeby kupić ziemię w ilości pozwalającej na bycie rolnikiem, trzeba być rolnikiem. Czyli zawód reglamentowany.
Kreatywizm kreatywnej Indianki jest czymś wyjątkowym, nie sądzę, żeby było więcej takich Indian czy Indianek, kórych życie niczego nie uczy i którzy po 16 latach prób utrzymywania się z rolnictwa nadal nie rozumieją, że nie wystarczy mieć, trzeba jeszcze ciężko pracować, a jak się nie chce ciężko pracować, zmienia się plany, a nie tkwi się w sytuacji, której nie potrafi się sprostać.
Z tego powodu nie bardzo widzę, do kogo ten wątek może być adresowany.
A tu się Trusiu mylisz znam osobiście osoby , które przeprowadziły się z miasta na wieś i odniosły sukces , jak i takie , które do dzisiaj jak Indianka żyją w skrajnej nędzy obwiniając wszystkich tylko nie siebie . Mam też własne doświadczenia , bo też kilkanaście lat temu żyjąc w Poznaniu kupiłem ruinę gospodarstwa w Puszczy Nadnoteckiej i dzisiaj tu mieszkam z rodziną nie wyobrażając sobie powrotu do miasta .
niesobia To może opisz swoje doświadczenia i rady. Ja jestem typowym mieszczuchem* ale wiem jedno. Żeby się z rolnictwa utrzymać trzeba ostro pracować. To nie jest styl bycia dla miękkich.
[size=8pt]
* z wykształceniem rolniczym, które mi potrzebne jak dzi%^e majtki 😂[/size]
... jak i takie , które do dzisiaj jak Indianka żyją w skrajnej nędzy obwiniając wszystkich tylko nie siebie .
Ale chyba nie sądzisz, że takie osoby będa sluchały rad i ostrzeżeń? Nie wątpię, że są ludzie żyjące w skrajnej nędzy, ale różne są tego przyczyny. Chodziło mi o to, że jak ktoś już ileś żyje na wsi, dla niego na takie rady jest już za póżno, bo albo ich nie potrzebuje, albo ich nie będzie słuchać. Nowych rolników nie przybywa z powodu, który podałam. A jeśli już są tak zdeterminowani, że potrafią obejść te przepisy, raczej rad „jak być rolnikiem” nie potrzebują, bo są na tyle obrotni, że potrafią to sami wykombinować.
Powtórzę: uważam, że taki wątek nie ma odbiorców.
Trusia w sumie masz rację , no ale zobaczymy . może jednak ktoś rady potrzebuję . Indianka prowadzi swoje pseudo gospodarstwo kilkanaście lat , a jestem pewien ,ze jak półtora roku temu prosiła mnie o pomoc i by z niej skorzystała dzisiaj nikt by jej zwierza nie zabrał ,
A z rolnictwa, będąc malym gospodarzem da się wyżyć? Bo rozumiem, że post jest skierowany do mieszczuchów a nie przedsiębiorców rolniczych.
Na wsi kilka lat... bez pracy nie związanej z rolnictwem bym nie wyżyła 😉 z resztą wszyscy gospodarze po sąsiedzku pracują w mieście. U nas są kilku, kilkunastohektarowe gospodarstwa, tylko jeden gospodarz ma sporo ziemi (dzierżawa i swoje) kupa sprzętu, piękna obora, do której aby wejść, trzeba się zarejestrować. Reszta ma po krówce, kozie, konie we wsi są w liczbie 5, z czego 3 moje... Ci mniejsi pracują... jako murarze, piekarze, cieciują... na czarno oczywiscie, aby zusu nie płacic, bo krus niższy 😉
Niesobia, a tak spytam: zostales rolnikiem, obrabiasz pole i takie tam czy po prostu zamieszkales daleko od miasta?
Miastowi latwo nie maja jak sie przeprowadza. Raczej zawsze `miejscowi` to hermetyczne srodowisko i nie mozna sie tak do nich po prostu przylaczyc.
Jak wyszlam za maz to sie przeprowadzilam do meza na wies (nadal pracowalismy w Warszawie). Chcielismy miec konie dla siebie w stodole i tyle.
I takie mam obserwacje:
- Wieczne ploty, jak plot brakowalo, to sie je wymyslalo.
- Narzekanie na jednego sasiada, ze wylewa cos z beczki do rowu, a potem oproznienie szamba w pole truskawek innego sasiada.
- Narzekanie, ze srodowisko takie zanieczyszczone, a potem palenie smieciami w piecu.
- Wyrzucanie smieci wszedzie. Do rowow, laskow. Gromadzenie smieci na wlasnych podworkach (3 lodowki, pralki, opony), bo przeciez wywoz smieci kosztuje. Lepiej sobie za** podworko wszystkim. No dobra, nie moja sprawa, kto co ma na podworku.
- Narzekanie, ze kon zrobil kupe na polnej drodze (a obok krowie placki nie przeszkadzaly).
- Przecinanie pastucha na pastwisku, na ktorym staly konie `bo chcialem wykrecic`
- Nie wspominajac o tym, ze chetnych do pracy nigdy nie bylo. Proste prace: wbijanie slukow na ogrodzenie, pomoc przy ukladaniu siana w stodole jak byla dostawa. Ale narzekac na biede mozna.
- Jak gmina wynajela plac jakiejs firmie, ktora zaczela tam zwozic smieci (kontener za kontenerem, cala dobe) i je nielegalnie skladowac (smierdzialo na 5 km) i udalo nam sie je zablokowac to byly pretensje, ze gmina tyle pieniedzy przez nas stracila.
- jazda samochodem po pijaku, jezdzenie na stacje po pijaku po alkohol (taka zla bylam, ze wezwalam policje, akurat tankowalam). Na stacji 20 osob, nikt nie zauwazyl ze kierowca wypelzl z auta.
- umawianie sie z rolnikami, zeby np skosil lake a potem skostkowal - nigdy w ustalonym terminie. Kazdy przyjezdzal jak chcial. Raz poprosilam, zeby wyzej cial - bo nie chcialam kurzu w sianie, poza tym wiedzialam, ze jest troche kamieni i nierownosci - to mnie olal. Potem policzyl mnie wiecej niz sie umawialismy, bo mu sie noze strasznie stepily u mnie i musial naostrzyc. Innym razem skosil pol pola i sobie gdzies pojechal. I wiecej nie przyjechal.
- innym razem: kupujemy siano. Dostawa ustalona na sobote, zebysmy nie byli w pracy. A co tam!! W piatek lepiej. Nikogo w domu nie ma? To zrzuce przyczepe siana na podworko. Se wrzuca jak wroca.
I ciagle udowadnianie mi, ze sie nie znam na koniach, bo jestem z miasta....
Majek, to u nas na wsi jest ok, każdy leci z pomocą 😉, no oprócz tego siana w kostkach i pomocy przy oborniku, ale jeśli chodzi o prace traktorowe, to nie ma problemu 😉
Ploty nie wiem, zupełnie w tym nie uczestniczę.
Nikt nikogo nie podpierdziela, a że zazwyczaj patrol stoi na krzyżówce, to u nas w wiosce po alkoholu za kółko się nie wsiada. 😂 No przynajmniej Ci, ktorych znam z bliskiego sąsiedztwa. Miastowi niestety piją i jeżdżą
w plotach uczastniczylam glownie jako temat 😉
Jako, że się wychowałam na wsi, wieś jawi mi się jako spokojna i wesoła. Gloryfikuję ten czas jako najlepszy w moim życiu. Dopiero po latach babcia opowiedziała mi jak to naprawdę się tam żyło..
Niestety to co majek pisze pokrywa się w 100% z podzamojską wsią.
Do tego dodam:
- 0 szacunku do zwierząt, topienie kociąt/szczeniąt, pies na krótkim sznurku (max 1,5m)
- notorycznie podpierdzielania zwierząt: kaczek, kur, kogutów i nawet nie krycie się z tym
- groźby typu: podpalenia (podpalenie suszarni z tytoniem moi dziadkowie przeżyli...)
- pijaństwo skrajne... a za nim mnóstwo patologii
Dużo nieciekawych historii. Moi dziadkowie od poczęcia mieszkali na wsi. Dopiero kilkanaście lat temu przeprowadzili się do miasta i... odetchnęli. Z ogromną ulgą. Nikt nie kradnie zza płotu, nikt nie straszy/grozi, itd. Inne życie się dla nich rozpoczęło. Dla tak uczciwych ludzie jak oni nie było miejsca w rodzinnej wsi. Ale tam bieda była. I picie. I za wiele się chyba nie zmieniło, bo jak raz na 5 lat tamtędy przejeżdżam po tej rozdupionej drodze to nie widzę progresu.
To jest taka zapyziała wieś. Teraz domyślam się, że wieś ma wiele oblicz, przede wszystkim wieś nowoczesna i zmechanizowana 🙂 I ludzie też pewnie inni.
Mnie mimo wszystko ciągnie na wieś. Marzę o tym po kryjomu.
Chętnie poczytam ten temat 😉
Ja tez sie przeprowadzilam na wies i najbardziej zszokowaly mnie... babcie modlace sie do drzewa. Dopiero maz uswiadomik mnie że to jakies nabożeństwo. Ogolnie staram sie unikac kontaktów z sasiadami bo tez nie mamy o czym rozmawiać, raz tylko sąsiadka ktora jest krawcowa (znakomitą) przesadzila bo zaczęła mi tłumaczyć ze powinniśmy wziac slub koscielny... grzecznie splawilam i tyle. Ogólnie mieszka mi sie bardzo dobrze, czasem doskwiera brak towarzystwa.
To chyba zależy od tego, jaka to wieś. Znam takie okolice, ze 30 km dalej, gdzie sąsiad sąsiadowi plony podpalał. Ogólnie za kromkę wodki dali by własną matkę sprzedac. O mentalności ludzi ze wsi się nie wypowiadam, bo myślałam, że nie o to w tym wątku chodzi. Ogólnie zgadzam się z tym niedbaniem o zwierzęta ale najwięcej porzuconych u mnie w lesie zwierząt pochodzi od letników. Jeśli chodzi o ploty o moim gospodarstwie, to może są, ale nic do mnie nie dochodzi. Jak ktoś do mnie przychodzi w gości, to raczej "podziwia" czystość w stajni i pomysły. Nikt nie marudzi, że mam konie zimą na padokach i że "weź pani tą spleśniałą słomę, bo to przecież do ścielenia". Ogólnie dzwonią i mówią, że mają piękne siano, słomę i to specjalnie dla mnie. Nie powiem, że nie testowali na początku, ale już wiedzą, że byle czego nie wezmę. Dziś właśnie robię grilla, bo sąsiad przygotował mi miejsce na lonżownik, powyrywał drzewka, przeorał, pobronował i wziął 50 złotych tylko za paliwo. Jak chcialam płacić więcej, to powiedzial abym piwo postawiła, więc stawiam. Ale jak on coś potrzebuje, to też idę z pomocą. Ostatnio inny sąsiad przyleciał mi w niedzielę belować, bo chciałam mieć suche siano, bo następnego dnia miało padać. Swojego nie belował, bo po co... raz zmoczone lepsze.
Ogólnie nie mam co narzekac, ale też nie jestem konfliktowa i zadzierac nie chcę, bo mimo wszystko to wieś. Tu się do sądów nie chodzi 🙂
Jestem takim mieszczuchem ,, blokersem" 😁 , który wychowany w mieście ok 75 tyś w wieku 26 lat przeprowadził się na wieś.
Moja rada dla każdego nowicjusza- zawsze, ale to zawsze bez względu na wszystko bądź miły i grzeczny dla sąsiadów. Często ,, nowy" jest z góry przegrany, bo ludzie trochę ze strachu trochę z niewiedzy lubią puszczać nieciekawe plotki, opowiadać bajki i wyładowywać swoje frustracje zrzucając całe zło świata na nowych. Mają swoje przyzwyczajenia i często nie liczą się ze zdaniem nowicjuszy. My podjęliśmy taktykę uśmiechania się i nie wychodzenia przed szereg.
Nam na ,,dzień dobry" pewien Pan wracający z kościoła zwrócił uwagę, że nie powinniśmy obcinać gałęzi jabłoni, bo w niedzielę się chodzi do kościoła. I że tutaj takich komunistów się nie lubi. Pozdrowiliśmy go uprzejmie i podziękowaliśmy za rade, by wkrótce dowiedzieć się od sklepowej, że wyzywamy ludzi 😵 😎
Na szczęście , z miesiąca na miesiąc kulturą, chęcią pomocy itp sytuacjami ,, wkupiliśmy się" w łaski miejscowych.
Dzisiaj po 7 latach chwalę swoich sąsiadów z wioski każdemu kto o nich pyta.
To fantastyczni ludzie którzy na roli zęby zjedli. Uczymy się od nich jak przetrwać w różnych sytuacjach. Nie raz ratowali nam skórę.
Ale najważniejsze nie czujemy się lepsi ( bo z miasta) i oni to widzą. Rozmawiamy z każdym kto nas odwiedza, uprzejmie i miło. Rozumiemy ich problemy bo stały się tez one i naszymi. Zawsze mówimy głośno i wyraźnie pierwsi ,, Dzień dobry". To działa i rozładowuje całe złe nastawienie.
A i na koniec- chociażbym nie wiem jakie bzdury słyszała w kwestii hodowli koni, jeżdżenia, wychowywania, karmienia to za każdym razem słowo- dziękuję, ma magiczną moc.
Oni wiedzą swoje i przekazują wiedzę dalej z troski, nie ze złośliwości. I to jest super na wsi. Tak na to patrzę. Nikt mi tu szpili nie chce wbijać, zwracając uwagę że ,, koń powinien zawsze bez względu na wszystko dostawać 2 kg owsa dziennie". Nigdy z nimi nie dyskutuję, szanuję ich wiedzę, ale robię swoje.
Edit: Aaa.. jeszcze powiem, ze najpiękniejszym momentem był ten kiedy zaproszono nas na festyn rodzinny, posadzono przy wspólnym stole i napojono domowym bimbrem. Albo gdy przyjechali do nas występujący w ,, chłopaczkach do wzięcia" pracownicy do pomocy przy remoncie. Moja wioska jest super.. każdemu to mówię 😎
zabeczka17, Super podejście i taktyka! 😍
Ja dodam swoje spostrzeżenia, mimo iż mieszkanką wsi obecnie nie jestem, ale pół życia na wsi przemieszkałam, w charakterze pracownika, instruktora w różnych stajniach, w Polsce i za granicą.
Na początku: nie wychylać się!
Więcej słuchać niż mówić. Wybadać teren.
Na wujowego sąsiada można trafić wszędzie. I w mieście, w bloku i w dzielnicy domów jednorodzinnych i na wsi. I w Polsce i za granicą. Przerobiłam wszystko.
Ludzie i parapety są wszędzie.
Można też trafić na cudownych ludzi, nigdy nie wiesz. A do tego często pozory mylą.
Naprawdę warto dać sobie i sąsiadom czas na rozeznanie.
Czyny, nie slowa! 🏇
I nawet jeśli sąsiad okazuje się być parapetem, nigdy nie warto wchodzić na ścieżkę wojenną.
Skoro jest się na siebie skazanym, to trzeba jakoś ze sobą żyć.
My 8 rok na wsi, chyba już nikt nie traktuje nas jak obcych i większość mieszkańców to fantastyczni i pomocni ludzie. Ja pomagam jak mogę, kiedy potrzebują starsi coś zamówić przez Internet albo zwierzak zachoruje.