Zachowanie w stadzie= zachowanie przy człowieku?
Teoria znana już niemal przez wszystkich koniarzy: człowiek jest traktowany przez konia jako 'członek stada' i musi się tylko postarać o odpowiednio wysokie miejsce (najlepiej przywódcy 😉 ). Brzmi nieźle.
Tyle że pod wpływem gniadej zaczęłam mieć poważne wątpliwości. To koń, który jest prawdziwym pastwiskowym killerem. W zwykłe dni po prostu apodyktyczna i dominująca, ale czasami budzi się w niej terminator i goni resztę stada, kopie i ogólnie urządza gwiezdne wojny. Nie robi jej róznicy, czy ma do czynienia z młodzikiem, czy leciwą staruszką (moim typem na Pierwszą Klacz Stada)- w ostatnim wypadku czasem tylko ogłaszają zawieszenie broni, zwykle gdy gniada pilnie potrzebuje zadaszenia (brzucha starej) na czas deszczu. Należałoby się spodziewać, że będę miała z nią ciężką przeprawę i nieustanne ustalanie na nowo przywództwa. Otóz nic z tych rzeczy; łatwo nawiązuje się z nią nić współpracy, ogranicza się do drobnych buncików typu 'oddanie' za bacik lub podobne mrożące krew w żyłach praktyki. Tyle, co raz na kilka miesięcy musimy sobie poważnie ze sobą pogadać, by potem znowu po prostu miło współpracować. Jestem daleka od uznania siebie za zaklinacza koni, nie egzekwuję na każdym kroku bezwzględnego posłuszeństwa; jestem nawet nieco pobłażliwa.
Wygląda to nieco jak końskie rozdwojenie jaźni; na pastwisku niemal agresywna, a ze mną co prawda odważna i śmiała, ale daleka od wszczynania buntów. Wszystko fajnie, tylko skąd takie osobowościowe przeskoki? Zwłaszcza, że nie jestem jakimś mega ekstra liderem? Wchodziłoby z tego, że wcale nie jestem traktowana jak członek końskiego stada (bo nie walczę z nią o przywództwo). Czyli może jednak konie odróżniają człowieka od po prostu lidera stada i mamy jakieś szczególne traktowanie?
Idea przynależności do konskiej społeczności jest nęcąca, ale przecież przeciwko nam przemawia nasz zapach, wygląd, zachowanie itd.
Czy wasze konie też się przy was zmieniają?
Może obserwacja koni na pastwisku nie zdaje się na nic, bo i tak nie wywnioskujemy, jak się będą sprawdzać w pracy, czy będą harde, czy może potulne itp. itd.?
Mnie kiedyś pewna mądra osoba powiedziała, że koń nigdy nie będzie nas traktował jak członka stada (czyt. drugiego konia) właśnie ze względu na to, co napisałaś: inaczej pachniemy, chodzimy na dwóch nogach no i w ogóle "do konia to to niepodobne". A co z zachowaniami kopytnych względem nas... może (nawet na pewno) reagują na nas wyczuwając to, co nosimy w środku... Nie udzielam się na forum, ale bardzo dużo czytam. Powiem szczerze, że uwielbiam czytać Twoje posty i widzę w Tobie osobę, która ma w sobie bardzo dużo mądrości i bardzo fajne podejście do życia. Może gniadej też to się podoba 😉
Nie wiem, czy to, co napisałam, ma sens. Na pewno nie leżało to nawet koło jakiegoś racjonalnego, naukowego wytłumaczenia. Ale ja tak to właśnie widzę.
Pozdrawiam 🙂
Ja znam osoby, które w wolnych chwilach demolują ławki, by wśród rodziny być wzorem cnót i zalet wszelkich. Konie też miewają takie' rozdwojenie jaźni'. Generalnie nie ma niczego niezwykłego w tego typu zachowaniach.Mój koń na padoku jest zawadiaką i bardzo zaczepnym stworem, zaś w towarzystwie człowieka przechodzi w tryb Lek Na Całe Zło i można go łyżkami jeść. Może zwyczajnie nie dostrzegasz już tych oznak walki o przywództwo, bo je masz na tyle ugruntowane, że końskie 'podchody' stają się bardzo subtelne? Na zasadzie "A może by...? Jednak mówisz, ze nie jest to dobry pomysł? No doboobra'. Co jakiś czas ma mocniejsze przebłyski chęci dominacji (u Was jest to owe kilka miesięcy), ale na co dzień uznaje, ze jesteś na tyle fajna, że generalnie nie będzie próbować zagonić Cię w róg pastwiska a nawet z chęcią będzie współpracować. Prawda jest taka, że ogoniastemu wystarczy kilka chwil i już wie z jakim typem ma do czynienia. Mój koń przekonał się do mnie (na tyle, by porzucić swój autyzm) po jakimś roku- widać kiepski ze mnie koń 😁. Końsko ludzkie- 'stado' to dla mnie po prostu przeniesienie reakcji koń-koń na relacje koń-człowiek, bycie alfą, dominacja i te sprawy i ta terminologia ma charakter dość umowny.
normalka - kon nie jest tak glupi zeby myslec, ze czlowiek jest koniem
owszem, tworzy z nim wiezi podobne do tych wewnatrzgatunkowych, ale sa one odrebne od konskich
ba, inne sa relacje w ukladzie kon-czlowiek po pracy i w pracy!
koni z rozdwojeniem znam kilka najbardziej wyraziste to nasz "ogr" czolowy, chojrak i watazka, ciekawski i wszedobylski - pod siodlem wyploch straszliwy i kobyla broniaca stada przed ludzmi, pilnujaca i nieprzystepna - w robocie potrzebuje przewodnictwa i poczucia "bycia zaopiekowana"
Hmm. Nie można powiedzieć, że koń będzie traktował człowieka jak drugiego konia, to jest raczej fizycznie niemożliwe, ale nie zgodzę się z twierdzeniem, że koń nie jest w stanie traktować człowieka jako swojego przewodnika-przywódcę, lidera, członka stada na takich samych prawach jak innego konia, jak kto woli no ale też to nie będzie takie "końsko-naturalne".
Mam takich parę przykładów z życia wziętych:
- koń źle traktowany wyżywa się na innych koniach na pastwisku. Na jeździe jak baranek, na pastwisku istny diabeł katujący słabszych.
- koń traktowany w zasadzie normalnie, może trochę pobłażliwie, niezły dominant - na jeździe i przy człowieku "dyskutujący" ale nie zabijaka, na pastwisku robi wszystko by być przywódcą i kiedy udaje mu się nim zostać - nie ma z nim żadnych problemów
- koń totalna d*** wołowa, na pastwisku zawsze na końcu, zawsze pokopany, zawsze biedny, przy człowieku - żywy, normalny, wesoły, pod siodłem do przodu.
- i przykład z bardzo bliskiego życia wzięty, bo z mojego - nie zauważyłam by mój koń specjalnie zmieniał się przy mnie. Jedyne, czego nie robi to nie zaczepia i raczej nie kwestionuje tutaj swojej niższej pozycji, a jeśli mu się zdarzy, zostanie "napomniany", że tak nie wolno i jest w porządku. Nie chcę tutaj powiedzieć, Busch, że źle traktujesz kobyłę i ona wyżywa się na koniach, żeby mnie tu nie posądzono o podobne herezje, ale może masz na tyle ugruntowane partnerstwo z klaczą, że ona nie potrzebuje prób "przejęcia przywództwa" a jeśli ma takie "przebłyski" szybko uświadamiasz jej, że nie warto i ona się z tym godzi bezproblemowo?
Janna, Sankarita- to bardzo miłe, co mówicie o mnie ale nie może być wytłumaczeniem na zachowanie gniadej w mojej obecności. Dlaczego? Ponieważ już w pierwszych dniach naszej współpracy zachowywała się podobnie, jak teraz- czyli odważna, pewna siebie ale nie dominująca.
Ona sprawdza człowieka jedynie na poziomie schowania się za wędzidło i czekania, czy jakoś zareaguję. To raczej nie klasyfikuje się pod typ dominującego konia, jakim jest- patrząc po zachowaniu na pastwisku.
Nie powiedziałam, że ona jest typem "wszechdominującym". Wychodziłoby na to, że klacz jako źrebak została nauczona szacunku dla człowieka i najwyraźniej nikt nie pokazał jej do końca tej "drugiej" drogi na zasadzie "koniu, człowieka też możesz terroryzować", a jeśli jednak coś w niej się "zwichrowało", to może wychodzić takimi egoistycznymi zapędami w stadzie. Mogę się mylić, nie znam konia, nie znam Ciebie.
Na to może również wpływać czynnik, że to klacz. Czytałam parę artykułów, obserwowałam niektóre klacze i z moich obserwacji wynika, że kobyły po prostu czasem "tak mają", są bardziej humorzaste, mniej łatwe do rozszyfrowania, bywają rozkojarzone, niektóre podczas rui bywają nie do wytrzymania i praca z klaczami [nie wszystkimi, zawsze znajdą się wyjątki] bywa trudniejsza.
Inna kwestia to samo wyszkolenie konia -> można albo nasilić naturalne, że tak powiem, zachowania niepożądane, a umniejszyć atuty oraz dokładnie w drugą stronę - zmniejszyć te niepożądane, wykształcić te dobre, w odczuciu człowieka, np. w odważnym i ambitnym koniu staramy się pielęgnować te cechy, a w bojaźliwym i niepewnym siebie koniu staramy się te cechy umniejszyć, wykształcić w koniu nieco większą pewność siebie. Koń się zawsze będzie nieco inaczej zachowywał wśród koni, a nieco inaczej z człowiekiem.
Sankarita- tylko właśnie o te 'naturalne' cechy mi chodzi. Czy możemy brać je pod uwagę, skoro obserwujemy je na pastwisku, gdzie koń się inaczej zachowuje bo jest 'wewnątrz gatunku'? Czy naturalne cechy charakteru mają wpływ na pracę konia z człowiekiem, skoro wychodzi na podstawie przykładów, że jakoś się na nią nie przenoszą?
I wreszcie; co w psychice konia odpowiedzialne jest za tryb pracy z ludźmi? Natura na pewno im takiego dodatkowego mentalnego biegu nie wykształciła- bo po co im by była kooperacja z drapieżnikiem na wolności? Czyżby konie przystosowały swoje rozumki do nas, czy też z natury mają jakiś prymitywny zamysł pozwalający odróżniać siebie przed pracą i w trakcie tej pracy?
Przykład gniadej miał być raczej punktem rozpoczęcia dyskusji na interesujący mnie temat. Co do jej rujki- przy pracy nie obserwuję widowiskowych przemian, na pastwisku 'te dni' sprawiają, że gniade bawi się w Przegoń Konisia 😂
Sankarita Uwielbiam czytać Twoje posty 😉 👍 dla Ciebie 🙂
Z moją jest tak :
Mam z jej strony pełne zaufanie ( i nie raz mi to udowodniła) , ALE : pod warunkiem, że nie jest to padok wypełniony pozostałymi cztero-kopytnymi. Wtedy ma swój świat, swojego ukochanego wujka Czerwonego ( wałacha w roli jej opiekuna) a mnie potrafi zlewać na maxa 🙂 Owszem podejdzie się przywitać, ale gdy ma zgode dowódcy stada.
Na łące? Nie startuje tak sama z siebie do innych koni , ale też lubi pokazać swoje zdanie. Jednak tylko i wyłącznie za aprobatą wujka. Inne konie często jej odpuszczaja. Jest uważana jako ta.. wybrana 🙂 W końcu opiekun dowódca- fart🙂 Jak ma zły dzień to i jego potrafi od siana pogonić.
Na szczęście ja w jej wykonaniu położonych uszów i agresywnego nastawienia do człowieka/do mnie to nie widziałam i nie odczułam. Nie wspomnę o umyślnym kopaniu tyłem. Nigdy nie wykazywała do ludzi tego typu zachowań.
Wydaje mi się , że mój koń znalazł taki kompromis pomiędzy dwoma światami. Przy koniach zachowuje się tak jak koń a przy mnie ( ludziach) - od momentu kiedy jest na na sznurku, stara się zrozumieć dlaczego pewnych rzeczy jej nie wolno i szanuje moje zdanie. Niestety innych potrafi bezczelnie testować. . Sprawdza na ile kto ma silną osobowość, na ile można zaufać nowej osobie i czy powinna brać sprawy w swoje ... kopytka 🙂😉
Mam też wrażenie, że mój dzieciak stara się wbić w rolę klaczy przewodniczki ( na łące wśród koni). Tam to zawsze musi iść pierwsza. Kiedy się rozbrykają młoda zawsze leci na przedzie a gdy inne konie próbują ją wyprzedzić ( a nie daj już inna klacz) młoda strzela zadem, gryzie kopie i szaleństwo nocy. Przy mnie gdy prowadzimy konie np. do boksów, często odpuszcza napór, bo wie, że nie dam jej się pchać na chama. Kiedyś był to nie lada problem.
Najciekawsze jednak są z jej strony zachowania podczas pieszczot. Kiedy wchodzę do jej boksu i drapię przy kłębie, młoda zaczyna szorować mi plecy , wygląda to jak forma iskania 🙂 Ewentualnie gdy jesteśmy same na padoku uwielbia ze mną ganiać, sama zarzuca do mnie łbem, zaczepia, bryka, tarza się i kwiczy. Jednak nigdy nie podchodzi na tyle blisko w tym szaleństwie żebym no niechcący spróbowała smaku jej kopyt, albo w tym szaleństwie na mnie wpadła. Tak jakby wiedziała, że pewne akcje z człowiekiem nie są możliwe.
Czuję, że jest między nami chemia. Może sobie wymyślam albo wkręcam w końcu jestem tylko laikiem. Ale cieszę się każdą chwilą z moim dzieciakiem i ona podejrzewam też to odczuwa. Samo jej nastawienie do mnie dużo dla mnie znaczy. Ja ją traktuję na równi z sobą i ona tez chyba nie pozostaje mi dłużna. Może dlatego że zawsze staram się zrozumieć jej przykładowe zachowanie, które przez starych szkoleniowców uchodzi za niedopuszczalne żeby pozwalać na takie numery. No ale swoje udowodniłam już nie raz.
edith: cytuję: I wreszcie; co w psychice konia odpowiedzialne jest za tryb pracy z ludźmi? Natura na pewno im takiego dodatkowego mentalnego biegu nie wykształciła- bo po co im by była kooperacja z drapieżnikiem na wolności? Czyżby konie przystosowały swoje rozumki do nas, czy też z natury mają jakiś prymitywny zamysł pozwalający odróżniać siebie przed pracą i w trakcie tej pracy?
Może się mylę , może jestem jakaś niedoinformowana albo niedoświadczona. Ale wydaje mi się , że konie szanują zawsze tego najsilniejszego w stadzie, obrońcę przed drapieżnikami, tego który uchroni przed bólem. Takową rolę przejąć potrafi również człowiek. Może to jest ten czynnik w psychice końskiej który skłania je do współpracy?
Bo wiadomo gdy mamy źrebaka to on nikomu nie ufa prócz matce. Ona jest tą która chroni. W momencie dorastania od samego początku koń jest przyzwyczajany do pewnych zachowań które są w stadzie akceptowane. Zaczyna kojarzyć do kogo może podejść przy skubaniu trawki a kogo lepiej unikać. W momencie kiedy jest dorosły to albo jest na tyle mocny w charakterze, że narzuca swoje zdanie, walczy o nie albo się poddaje silniejszemu. Człowiek raczej jest tym silniejszym i skłania konia mechanicznie do współpracy i wymaga pewnych zachowań. Czy to nie jest to tkz. porozumienie stron? Ten moment? Może się mylę , może pisze głupoty... za dużo czyta i może coś mi się popieprzyło. jeśli tak proszę wyprowadźcie mnie z błędu.
zastanawiałam się jak to jest z moim koniem i właściwie nie jest rozdwojony
Jest typem, który nie dominuje ale nie daje się sponiewierać - podobnie pod siodłem, potrafi okazać swoje zadowolenie lub dezaprobate do tego czego wymagam.
Do koni ma stosunek różny - do jednych lgnie i pozwala na bliższy kontakt, od innych stroni chociaż nie są "wyżej" w stadzie.
Z ludzmi podobnie są osoby, które nie mogą sobie z nim poradzić, ja mogę z nim zrobić wszystko ( jestem jednak osobą, którą zna ładnych parę lat, co wpływa na nasze relacje )
nie wiem czy traktuje mnie jak konia ze stada, bo przecież do całego stada nie należe 🙂 Wydaje mi się, że człowiek jest pojmowany w innych kategoriach - raczej jako tą, która zawsze ma coś dobrego w kieszeni 😉
busch, moja podopieczna też tak ma, śmieją się w stajni, że jest dobermanem, na padoku killer i wszystko ustawia, jak jej się nie podoba to zęby, kopyta i co tam jeszcze wymyśli idą w ruch, a ze mną nic, kłapouszek potulny... Potrafi pokazać, że jej się coś nie podoba, ale na pokazaniu miny w moim kierunku się kończy.
[quote="Busch"]Sankarita- tylko właśnie o te 'naturalne' cechy mi chodzi. Czy możemy brać je pod uwagę, skoro obserwujemy je na pastwisku, gdzie koń się inaczej zachowuje bo jest 'wewnątrz gatunku'? Czy naturalne cechy charakteru mają wpływ na pracę konia z człowiekiem, skoro wychodzi na podstawie przykładów, że jakoś się na nią nie przenoszą?
[/quote]
Hmmm, ciekawa mysl! Mnie się wydaje, że spokojnie możemy brać je pod uwagę, nawet powinniśmy, z tym, że w zależności co i w którym momencie. Już tłumaczę o co mi chodzi: obserwujac niewyszkolonego konia na pastwisku, moim zdaniem jestesmy w stanie zauwazyc kilka cech wrodzonych, ktore bedziemy chcieli rozwijac lub nie, pod warunkiem, że mamy do czynienia z koniem od jak najmłodszych lat. Przy treningu wstepnym takim jak prowadzenie, lonzowanie, samo obcowanie z czlowiekiem wychodza cechy takie jak silne badz slabe reakcje na bodźce, szybkość lub powolność uczenia się, szybkość lub powolność akceptacji nowych sytuacji i w tym momencie wiemy z jakim "typem" konia mamy do czynienia i jak z nim pracować, żeby zachować cechy pożądane a uspokoić niepożądane. To się z zachowaniami na pastwisku również przeplata, ale na pewno nie w takim stopniu by mówić, że wszystkie "zagrania pastwiskowe" konia przenoszą się na człowieka. Z resztą, ten człowiek siedzący w siodle już dla konia jest na pozycji popędzającego ogiera-przewodnika, stąd też są konie które pod siodłem są "normalne", z ziemi mają człowieka gdzieś.
[quote="Busch"]co w psychice konia odpowiedzialne jest za tryb pracy z ludźmi? Natura na pewno im takiego dodatkowego mentalnego biegu nie wykształciła- bo po co im by była kooperacja z drapieżnikiem na wolności? Czyżby konie przystosowały swoje rozumki do nas, czy też z natury mają jakiś prymitywny zamysł pozwalający odróżniać siebie przed pracą i w trakcie tej pracy?[/quote]
Tego, co w psychice konia jest odpowiedzialne za prace z ludźmi to ja nie wiem. Myślę, że za zdolnością do pracy z człowiekiem stoi ogromna łatwość w przystosowaniu się do nowych warunków, szybka adaptacja. Koń w końcu w stosunkowo szybko przekształcił się z pięciopalczastego, niewielkiego stworzonka w dużą, kopytną "maszynę do biegania". Zmienił diametralnie środowisko naturalne i tylko szybkość przystosowania się dała mu szansę na przetrwanie. Udomowiony został stosunkowo niedawno, więc i prastare instynkty w nim zostały, ale jednocześnie, przystosował się i do tego udomowienia, stracił część swojej natury np. spotkałam się z koniem, który 3/4 życia był sam, przystosował się do tej sytuacji, najlepiej czuł się w stajni i był normalnym koniem, podczas gdy inny osobnik jego gatunku umarłby z samotności za innymi końmi.
[quote="zabeczka17"]Człowiek raczej jest tym silniejszym i skłania konia mechanicznie do współpracy i wymaga pewnych zachowań. [/quote]
A tu tez zalezy 😉 Kon jest silniejszy od człowieka, to kwestia niepodlegająca dyskusji z tym, ze kon nie wiel o tej sile, dla niego to mały człowiek jest silniejszy. I w tym caly ambaras, by koń o swojej sile nie wiedział. Mądry człowiek wie, jak od konia wymagać, nie jest "chwiejny" w wymaganiach, jest pewny siebie, koń go rozumie i współpraca może się zawiązać, głupi człowiek będzie próbował po swojemu, siłą, krzykiem, jakimś strachem za plecami [" bo to potwornie wielkie zwierzę, koń!"] koń nie będzie wiedział o co chodzi i znajdzie sposób, żeby człowieka przechytrzyć.
Sankarita nooo wiadomo 🙂 Dlatego mi, która zbyt mocno ulega urokowi konia, polecili zacząć przygodę jeździecką od... wychowania własnego źrebaka. Jego jest łatwiej zdominować , obserwować poszczególne procesy dorastania ale przede wszystkim zrozumieć oraz .. zaprzyjaźnić 🙂
Na samym początku powiedziałam sobie - Nigdy nie będę się bała własnego konia. To jest moja żelazna zasada której się zawsze trzymam.
Ktoś mi też kiedyś mi powiedział- Charakter konia poznasz przy jedzeniu. Ja wchodzę do mojej do boksu i nie widzę ani grama niezadowolenia z jej strony. Z innymi końmi w życiu bym się tak nie odważyła. I tutaj jestem przegrana. Wystarczy jedna sekunda strachu z mojej strony i jest po zawodach- dorosły koń ma mnie głęboko i szeroko.
Dlatego rzadko przebywam z nieznanymi osobnikami, a już o jeździe na nich to uuuu.... odpada.
Po moich obserwacjach zależy wszystko od tego ile się spędza czasu z koniem i jak konie są trzymane .
Ja mam swoje konie koło domu i nie wiem czy ja jestem członkiem ich stada ,ale wiem jedno jak się coś dzieje to one zawsze wiedzą gdzie mnie szukać .
Jak mnie słyszą to zawsze się odzywają po kolei .
Miałam kilka przypadków związanymi z końmi ,1 co dlamnie był bardzo zadziwiający to że w nocy w oknie mojej sypialni pojawiła się głowa mojego konia który zaczął rżeć i postawił mnie na nogi (KLACZ MIAŁA KOLKE ) albo to był przypadek albo nie wiem co .
2 wypuszczałam rano konie i byłam tak zaspana że moja klacz mnie nadepnęła i się przewróciłam ,po chwili klacz zrobiła koło i wróciła domnie zobaczyć co mi się stało .
3 Jak chodziłam ostatnio o kulach i po paru dniach poszłam na łąkę moje konie jak mnie zobaczyły to przybiegły aż się wystraszyłam żeby mi krzywdy nie zrobiły bo ledwo o kulach stałam ,ale nie było tak źle przywitały się i poszły się paś
Może ktoś miał jakieś przypatki ,bo jestem ciekawa czy Ja już za dużo NIE przebywam z końmi .
ale co jest takiego niezwyklego w tych "przypadkach"?
zwlaszcza dwa ostatnie to normalne zachowania koni - czlowiek sie przewrocil? o, to trzeba zobaczyc czemu; czlowiekowi wyrosly jakies patyki? trzeba sprawdzic!
zreszta jakbys to nie byla ty tylko pies na przyklad to tez by sprawdzily co jest grane
Ja pisze to co zauważyłam u moich koni ,one nie podchodzą do wszystkich ludzi co przechodzą ulicą i nie patrzą co się dzieje .
Jest tu temat ,,zachowanie przy człowieku ''więc ja uważam że chyba jestem akceptowana jako członek mego stada .
Dodam jeszcze że jak je coś swędzi i mnie zobaczą to przychodzi i się czochra o mnie albo mnie smyrga po plecach pokazując gdzie mam jego drapać to chyba jest więź stadna ,wielu znajomych to widywało dość często i się śmiali że robie za drapaczkę . :kwiatek:
Ja bym to czochranie uznała raczej za objaw lekceważenia niż szczególnej zażyłości (uwaga ogólna, nie skierowana bezpośrednio do Ciebie, bo zwyczajnie nie znam Twoich koni 😉). Choć zależy to od intensywności owego 'czochrania'. Mój koń generalnie ma zawsze czekać na pozwolenie czy może wejść w moją strefę osobistą i obojgu nam to wychodzi na zdrowie (choć czasami są 'spięcia' na tym gruncie).
Ja pozwalam na takie pieszczochy ale zawsze tylko na łące nigdy w życiu bym nie pozwoliła przy pracy albo w boxie ,one znają granice co mogą a co nie mogą .
Najpierw jak mój koń podejdzie na drapanie to najpierw lekko głową mnie puknie w plecy albo wargami zaczyna smyrgać .
To nie jest tak że walnie się ciałem na mnie i się drapie to jest wszystko pod kontrolą ,ten jeden wałaszek jest u mnie od paru miesięcy i może dlatego tak mu pozwalam częściej . Pozostałe konie robią to sporadycznie .
Hmm przypadki opisane przez Monię to jak mówi Ushia, raczej standard. Mnie samej się zdarzyłó, po zleceniu z konia, że koń zatrzymał się, przyszedł i popatrzył na mnie jakby chciał powiedzieć "tee, co jest? wstawaj" i robiły to konie z którymi byłam związana tylko tym, że co dzień, dwa, rekreacyjnie na nich jeździłam, więc porozumienia psychicznego jako tako nie było.
Zgadzam się z Averis -> czochranie poczytuję raczej za lekceważenie, w najlepszym wypadku, za traktowanie człowieka jako równego sobie,a nie o to chodzi, moim zdaniem przynajmniej. Swojemu czochrać się nie pozwalam, ma pozwolenie na wąchanie i przyglądanie się. 😉
Nie wiem może źle robie z moim koniem ale to jest mój pierwszy wałach którego mam już od paru miesięcy .
Mi się wydaje że on jest tak za mną bo nie może znaleź miejsca w stadzie (MAM 2 KLACZE I 2 OGIERKI ) a on biedak jeden wałach .
Bardzo często jak jest furtka otwarta na podwórko przyłazi i szuka mnie ,wsadza łeb w okna albo włazi na schody ( 2 schodki ) Ja właśnie nie rozumiem tego czego on tak naprawdę chce ,nie raz mi go aż szkoda. 🙁
Dodam że spędzam z nim dużo czasu ,wspólne przejażdżki po lasach ,małe treningi bo na razie nie mogę w 100% jeździć konno
Ja pozwalam sie czochrać, karmię z ręki itp. Ale ja szkolę pozytywnie, klikerem więc mnie zadne teorie dominacji nie interesują, żadna to dla mnie różnica co koń sobie o mnie myśli, wie że żebranie i włażenie mi na głowę nic nie da, a za to że inne zachowanie, przeze mnie pożądane są nagradzane, więc się dobrze dogadujemy 😉 Chochrania i lizania po twarzy akurat nie uważam, za wchodzenie mi na głowę i jej wolno t robić, ale nie każdemu koniowi bym na ot pozwoliła - ją znam 10 lat, wiem jak ją szkolę i wiem, że w tym zakresie mi krzywdy nie zrobi.
Ja uważam, że z człowieka żaden przewodnik stada - bo co to za przewodnik co jest 2-3 h dziennie przy koniu, a resztę dnia, jak np trzeba bronić stada czy podejmowac ważne dla niego decyzje śpi sobie w domu w łóżku?
Można nauczyć konia respektowania przestrzeni, podążania za człowiekiem itp, ale nie uważam by to było akceptowanie przewodnictwa człowieka przez zwierzę, koń dobrze wie, że człowiek to człowiek a nie koń i na pewno by takiej istoty nie obrał za przywódcę - niestety nam daleko do klaczy-przewodniczek 😉 Może imprintingowane zwierze może początkowo traktować człowieka jako przewodnika, ale jak zobaczy pare razy że przewodnik przebywa z końmi tylko kilka godzin dziennie to szybko przejdzie mu takie myślenie 😉
[quote="Branka"]Ja uważam, że z człowieka żaden przewodnik stada - bo co to za przewodnik co jest 2-3 h dziennie przy koniu, a resztę dnia, jak np trzeba bronić stada czy podejmowac ważne dla niego decyzje śpi sobie w domu w łóżku?[/quote]
a to tak, pod warunkiem, że koń ma to szczęście być wypuszczonym do stada, a nie samemu bądź raz po raz z jednym koniem. 😉 Z resztą, człowiek ma być tym przewodnikiem w relacji koń & człowiek a nie koń & konie & człowiek bo w tym drugim przypadku będzie trudno.😉
Sankarita- o ile przy lonżowaniu, prowadzeniu itd. poznałam nastawienie gniadej do roboty, o tyle na podstawie obserwacji zachowania na pastwisku mogłam zostać tylko wprowadzona w błąd. Dowiedziałabym się bowiem, że jest krnąbrna, dominująca i łatwo wpada w złość 😁 - wychodzi na to, że takie obserwacje się bezużyteczne.
Pozycja ogiera-przewodnika? Szczerze wątpię, czy jakikolwiek ogier przewodnik wyprawia takie rzeczy na grzbiecie swoich poddanych 😉
Ciekawostka= gniada była źrebakiem poddanym imprintingowi. Czyli niby powinna być predysponowana do traktowania człowieka jako takiego zdegenerowanego konia- jak widać, zupełnie tak to nie działa.
Ja dzisiaj miałam przykład typowego rozdwojenia osobowości u mojego konia. Na sznurkach słuchający, uważny, lekko zbyt energiczny, ale dalej pod kontrolą-slowem, miły koń. Puściłam go na padok to pierwsze co zrobił to zaczął się tłuc z kumplami używając wszystkich strategii dominacyjnych.
busch - tez mam imprintingowanego konia - sama go imprintingowalam zreszta
szczerze, to nie widze roznicy w stosunku do pozostalych
ushia- 'u mnie' cała stawka jest imprintingowana. Różnicę widać wśród źrebaków, roczniaków i dwulatków- są dużo śmielsze w kontaktach z człowiekiem od tych nieimprintingowanych, które w swoim krótkim życiu spotkałam. Teraz, jak już gniade ma 4 lata, to też nie widzę różnicy.
Mam tu też jeden przypadek; klaczka imprintingowana jak wszystkie inne, a przez całe swoje źrebięctwo była okropnym dzikusem, który nie dał człowiekowi nawet do siebie podejść. Teraz ma trzy lata, wciąż traktuje wszystkich dwunogów z rezerwą ale juz nie ucieka na ich widok. Jestem permanentnie zdziwiona jej zachowaniem; postronny obserwator mógłby dojść do wniosku, że ją bito 😵 . Imprinting przebiegł źle? Nie wiem, nie byłam przy tym.
moze po prostu potem byla zostawiona odlogiem - bo imprinting nie jest magicznym sposobem na wszystko, jezeli sie potem nei kontynuuje nauki to i tak lipa
Czyli z tego wynika jak się domyślałam- Konie rozróżniają dwa światy. W stadzie to w stadzie, a z człowiekiem to z człowiekiem. Jest taki jakby kompromis. Jak dzieci podrzucane dziadkom na weekend 🙂 Z nimi można więcej wynegocjować grzecznością jak z rodzicami 🙂 Hahaha moja wie , że jak jest ze mną to na koniec zawsze ma 5 minut dla siebie - na trawie. Albo w ostateczności dam jej smakołyka .
Z człowiekiem - on tu rządzi i to on się mną opiekuje czy chroni przed drapieżnikami.
W stadzie- tam to szaleństwo wg końskiego uznania- hierarchii.
Człowiek nie wykazuje w stosunku do mnie języka końskiego ( equs), ale doskonale wiem, po jego postawie co zamierza ze mną zrobić. Bystrzaki cholerne 🙂
Prawie jak umiejętność porozumiewania się w kulturze muzułmańskiej i w chrześcijańskiej. Dwa różne światy.
A mówią , że konie głupie :P
Ja tam się trochę bawię w obserwację koni na padoku. Po przeczytaniu książki M.R. staram się zajarzyć pewne postawy ciała, spojrzenia koni. Czasami to lepsze jak serial w TV. A później gdy jestem z moją sam na sam próbuję wykorzystywać pewne formy przy wychowaniu młodego konika. I przyznam że wiele spraw mi to ułatwiło we wzajemnych relacjach człowieka z koniem. Klacz jest uległa pod moim naciskiem czy presją. Ale gdy na front wchodzi Czerwony to moje nauki idą w las. Trzeba w końcu odciąć ta pępowinę 🙂
Busch, chodziło mi nie o sam fakt siedzenia na grzbiecie i operowania z grzbietu, ale o to, że ogier-przewodnik zazwyczaj przyjmuje pozycję popędzającą, popychającą "od tyłu" [dzizas, jak to brzmi 😁] i zazwyczaj trąca delikwenta nosem gdzieś w szerokich okolicach gdzie my działamy łydką [i przy okazji swoją łopatką [ogier, nie my 😉 ] w okolicach zadu tego popędzanego delikwenta]. Koń człowieka na swoim grzbiecie nie widzi, jeśli się nie odwróci, widzi tylko te łydki, tak jak w przypadku tego ogiera - nie widzi całego konia, widzi tylko jakby jeden bok i idzie do przodu.
Mam tu też jeden przypadek; klaczka imprintingowana jak wszystkie inne, a przez całe swoje źrebięctwo była okropnym dzikusem, który nie dał człowiekowi nawet do siebie podejść. Teraz ma trzy lata, wciąż traktuje wszystkich dwunogów z rezerwą ale juz nie ucieka na ich widok. Jestem permanentnie zdziwiona jej zachowaniem; postronny obserwator mógłby dojść do wniosku, że ją bito zemdlal . Imprinting przebiegł źle? Nie wiem, nie byłam przy tym.
Może nie sam imprinting, może "przy okazji" coś się wydarzyło, co wpłynęło na przebieg..? Pytanie: co?
ushia- problem w tym, że jej się nie dało nie zostawić odłogiem- chyba że masz na myśli schwytanie jak dzikiego zwierza (tyle że to by chyba nie za dużo dało w temacie 'zaufanie do człowieka'😉. Gdy tylko miała dość sił w swoich patykowatych nóżkach, to uciekała byle dalej od ludzi.
Sankarita- zakłócenie musiałoby się wydarzyć w pierwszych dniach życia tej klaczy, chociaż trudno mi wymyślić cokolwiek takiego.