CzarownicaSa, Twój komentarz jest okrutny 😁 Odnośnie naszej ostatniej rozmowy - oni mają nawet zarost podobny 😵
Ja się dziś pochwalę, bo wczoraj Mąż stanął na wysokości zadania mężowskiego i pojechał ze mną do stajni. Po kryjomu wzięłam dla niego bryczesy, o których istnieniu chyba nawet nie wiedział i... jak już były to wsiadł 😍 Oooo... TAKA JESTEM DUMNA! (no nie zrobił tego za free oczywiście, później mógł powiedzieć "ja spędziłam czas po twojemu!" 😉 ). Ale i tak się rozpękłam 😜 Zwłaszcza, że ma chęć na więcej (kiedyś już miał, ale może tym razem faktycznie się uda?).
Gwoli wyjaśnienia - nie, nie miał kasku. Poza zdjęciami też. Z pełną świadomością ryzyka i wzięciem za to odpowiedzialności wszyscy obecni razem z nim i koniem się zgodzili. Koń... a w duszy, nie będę mówić, że w pełni bezpieczny i puściłabym na nim dzieciaka (no dzieciaka oczywiście tylko w kasku), bo to "s*anie w banię". Ale serio, ufam zwierzynie, sama chwilę wcześniej z niej zsiadłam. A kask by założył, gdyby tylko jakiś na niego pasował. Mój niestety za mały o dobre 3 rozmiary i udało się go "wyknąć" tylko na zasadzie piuski papieskiej.
Starania o własny zostaną poczynione 🙂



Dodam jeszcze, że instrukcji nie było żadnych. Wsiadł rozstępować kobyłę, raz zakłusował na odcinku... 10 metrów? Jedyne co zostało powiedziane to to, że pysk jest święty i wodza ma być taka "ledwie, ledwie" - żeby się nie pętała.
Ale jak chce, to... kupujemy kask i idzie na lonżę 🏇