Samoocena-jak ją poprawić?

też mam z tym czasami problemy... ale już nie takie jak kilka lat temu. Teraz już sie pogodziłam z tym, że nie jestem idealna i raczej nie będę 😉 co więcej, doszłam do wniosku że wcale nie chcę być. W tej chwili jestem na etapie rozdzielania tego, czego oczekują ode mnie inni ludzie i tego czego tak naprawdę ja sama od siebie oczekuję, bo bardzo chcę przestać robić to, czego wszyscy chcą ode mnie - tak jak to było do tej pory. Bo to się za dobrze raczej dla mnie nie kończyło.

a całe polepszanie samooceny zaczęło się od dlugopisu i kartki papieru 😉
najpierw zrobiłam sobie spis rzeczy których nie lubie w sobie i w swoim życiu, wpisując na kartkę tylko to, co wg mnie było kompletnie tragiczne i nie do zaakceptowania. A następnie wypisałam na drugiej kartce wszystko co nie znalazło się na pierwszej i uznałam, że to są moje zalety. Że każda rzecz nie będąca wadą jest zaletą. I nie myślałam tu kategoriami "czego być może inni nie lubią we mnie" tylko czego nie lubię ja sama. Było to dość trudne do rozdzielenia, bo nadal czasami nie jestem pewna, czy to naprawdę ja tego nie lubię, czy nie ktoś inny 😉 ale starałam się i staram się ciągle myśleć, ze takie jest nasze życie, że ludzie przychodzą i odchodzą, jednych będziemy znać rok, innych dziesięć lat, innych 50 lat a innych spotkamy raz w życiu - a ze sobą musimy wytrzymać całe życie. I ja mogę sobie wyobrazić chodzenie wściekłym na kogoś przez całe moje życie (choć to nic przyjemnego) ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie chodzenia wściekłym na siebie przez całe życie 😉 dlatego stawiam w tej chwili na siebie i staram się wychodzić z założenia, że jakby co, to zawsze mam siebie a przecież nie jestem aż taka beznadziejna. A jak nie ma dramatu to już jest dobrze 😉

poza tym jeszcze przez długi czas miałam taki notes w ktorym zapisywałam sobie wszystko co mi się udało - i faktycznie wpisywałam tam absolutnie wszystko, włącznie z tym że nie uciekł mi autobus, nie spóźniłam się do szkoły i takie tam 😉 nawet takie totalne drobiazgi, bo one pomogły mi uwierzyć, że jest dużo rzeczy które robię dobrze. jak już sie działo coś złego to starałam sie za wszelką cenę skupić na tym co mi wyszło 2 dni czy tydzień temu i wmawiać sobie że "przecież każdemu sie może zdarzyć" 😉
spóźnialska zostałam do tej pory, ale teraz to w sobie lubię 😉 to taka moja cecha rozpoznawcza, już się nawet nikt nie dziwi, a na naprawdę ważne rzeczy nie zdarza mi się spóźniać, więc jest czad  😎 a tak w ogóle to jestem zaje***ta  😎 😎 😎 😁 😁 😁
Może faktycznie spróbuję zapisywać jakieś pozytywy...
Pamiętam jak kiedyś w szkole kazali nam wypisywać swoje wady i zalety.Wad wypisałam duuużo,a z zaletami miałam ogromny problem.

tez to kiedyś próbowałam wypisać w szkole i nie wyszło - bo w szkole wiesz, ze to wszyscy zobacza i masz gdzies zakodowane, że zaraz powiedzą 'ale zarozumiała' 😉

w domu to sie łatwiej wypisuje, kartkę z zaletami możesz schować, z wadami zresztą tez i nikt nie bedzie tego oglądał 😉 poza tym nie chodzi o to, by wypisać nawet najdrobniejsze wady, tylko o to, żeby wypisać tylko te ogromne, z którymi w ogóle nie da się żyć. a potem się ich pozbywać metodycznie, pojedynczo, przynajmniej te których się da (bo ja nie mam żadnego wpływu niestety na to, że mam tylko 173 czy 4 cm. już sie nie urosnę. za późno na tą refleksję) i nagradzać sie za nawet najmniejszy sukces 😉
i wazne że przy odchudzaniu nie ważyc sie (szczególnie jak sie cwiczy duzo) tylko centymetr i mierzyć się, bo mięśnie są bardziej zbite i przez to ważą więcej - czasem mozan sie kompletnie dobić, bo widzisz ze schudłaś, wchodzisz na wage a tu pół kilo więcej 😉 szlag moze człowieka trafić 😉

a to trzeba robić tak, zeby sie udawało, bo inaczej to sie mija z celem. dlatego ja sobie na razie stawiam male cele (które są gdzieś po drodze do ogromnego spektakularnego sukcesu który może osiągnę a moze nie, ale staram sie myśleć pozytywnie - choc mam dni kiedy w ogóle pozytywne myślenie jest dla mnie jakąś straszliwą abstrakcją 😉 ) i powoli, powoli do przodu.
i nie myślę o nastepnym celu za dużo, póki pierwszego nie zrobię 😉 czyli teraz nie liczę jeszcze sprzedanych egzemplarzy mojego debiutanckiego albumu 😉 tylko na razie myślę "materiał, materiał, materiał", aż będzie taki, ze będę z niego zadowolona. potem będzie szukanie agenta, managera, małe koncerty, supporty, wytwórnia a dopiero potem liczenie milionów sprzedanych sztuk 😉 wszystko powoli, bo czas i tak upłynie. po prostu trzeba robić swoje niezależnie od czasu - jego ani nie przyśpieszysz ani nie wstrzymasz.
[quote author=D&A link=topic=3188.msg184791#msg184791 date=1235506298]
Może faktycznie spróbuję zapisywać jakieś pozytywy...
Pamiętam jak kiedyś w szkole kazali nam wypisywać swoje wady i zalety.Wad wypisałam duuużo,a z zaletami miałam ogromny problem.


[/quote]
No ja już niejedną zaletę widzę:
- Jestem krytyczna wobec siebie /hm... nazywam to niską samooceną/ i to pozwala mi unikać pychy i śmieszności
O! I druga też zaleta:
-Nie przeklinam brzydko patrząc rankiem w lustro
I trzecia:
-Mam z kim pogadać o swoich problemach na re-volcie
🙂 Na początek może być? :kwiatek:
Hehe dzięki 😀
Niska samoocena.. w sumie nietrudno o to  🤔 😂 jestem niebrzydka, ale dookoła pełno duuużo piękniejszych i młodszych ode mnie  🤣, jestem niegłupia ale co krok spotykam duuużo mądrzejszych, w czymś jestem niezła, ale wokół chyba wszyscy duuużo  lepsi ode mnie i tak dalej tak dalej.. pogodzenie się ze sobą samą, dojście do punktu w którym akceptuję swoje ograniczenia i zaczyna być mi fajnie w swojej skórze, ze swoimi (ograniczonymi ) możliwościami,  swoją wrażliwością, ze swoim spostrzeganiem świata to duża ulga 🙂 Ja, po kilku - dość bolesnych- lekcjach wymierzonych przez życie, zaczynam powoli dostrzegać to co jest dla mnie naprawdę ważne, a jak tylko  zdarzy mi się zapomnieć, Ktoś Tam Na Górze natychmiast przypilnuje, aby szybciutko i zazwyczaj ostro, postawić mnie do pionu.. Miewam, oczywiście, (uzasadnione  👀 😁 ) dołki - wszelkiej maści , często dopada mnie wrażenie, ze tylko ja potrafię zrobić z siebie taką idiotkę, ale dość szybko potrafię "otrzepać" się z bólu po nadwyrężonym ego i dostrzec komiczną stronę sytuacji.. Z tym, że jak pisałam wyżej, miałam w życiu kilka trudnych wydarzeń, takich znaków stopu, po których  troszkę inaczej spostrzegam pewne sprawy..
ja wiem! ja wiem jeszcze co D&A może o sobie powiedzieć!:  

mam pięknego konia w avatarku  😉 :kwiatek:


a jeśli chodzi o bycie lepszym - zawsze znajdzie się ktoś lepszy 😉
tylko że bardzo często nie chodzi o to, czy ktos jest lepszy czy nie - wystarczy ze Ty coś robisz dobrze. ja sie latami zamęczałam tym, że nigdy nie będę piosenkarką "bo konkurencja jest strasznie silna" i "przecież miliony ludzi śpiewają lepiej ode mnie i tez chcialyby być piosenkarkami".
ale długo nie przyszlo mi do głowy, że to nie zależy od konkurencji. Czyli to nie zależy od tego, czy są lepsi, tylko od tego jak dobra jestem ja sama (i nie muszę mieścić sie w pierwszej trójce, w pierwszej dziesiątce, w pierwszej setce ani w pierwszym milionie, bo to nie ma żadnego znaczenia tak naprawdę) i od tego czy znajdą się ludzie którzy będą tego słuchać.
bo przecież gdyby niektóre rzeczy zależały od konkurencji to ludzie by się pozabijali nawzajem.
ale jakoś o masowych morderstwach nie słychać 😉
Mnie się samoocena podniosła odkąd przestałam nawet się zbliżać do takich czasopism typu -Styl,Gala,Cosmo etc.
Czytałam/kupowałam regularnie i zauważyłam,że się nimi podświadomie dołuję. Niby pełne rad jak i co robić,ale pełne też zdjęć pięknych i bogatych.
Wywaliłam,nawet u fryzjera czy dentysty nie dotykam. Toksyczna lektura.
Napiszę coś dziwnego. Zastanowiła mnie dzisiaj powszechność kłopotów z samooceną. Jakoś bardziej dotyczy to młodych kobiet. Wydaje mi się, że po "zakotwiczeniu w życiu" - gdy ma się pracę, kochającego męża, dom, dzieci (oczywiście konie też) - kłopoty z samooceną znikają (albo nie ma na nie czasu :lol🙂.
Może to "rozziew" między wymogami współczesnej cywilizacji (bardzo przedłużona młodość i nie stanowienie o sobie) a wymogami dojrzałego fizycznie i "instynktownie" organizmu wywołuje takie efekty?
Pewne jest, że osoby gruboskórne jakoś tych kłopotów mają mniej. Czyli - masz kłopoty z samooceną - jesteś osobą wrażliwą - a to cenna cecha.
Bardzo pomaga skończyć z myśleniem wady - zalety, a rozpatrywać cechy.
I trzeba przestać próbować "wszystkim dogodzić" a liczyć się tylko z opinią ludzi, których naprawdę się szanuje i lubi.
Tania 🙇 To naprawdę okropnie dołująca lektura (nie tylko zdjęcia). IMHO teksty stały się drapieżne i prawdziwe tylko w szczególnych okolicznościach.
Za to nie zapominajmy o podnoszącej na duchu roli rewolty 😀
busch   Mad god's blessing.
24 lutego 2009 22:14
Pamiętam to wypisywanie zalet i wad na kartce- wypisałam kilkadziesiąt różnych moich większych i mniejszych defektów, natomiast w zaletach znalazło się tylko jedno- "uparta".
Całe swoje życie zbudowałam wokół tej jednej pozytywnej cechy. Ustawiam sobie poprzeczkę dużo ponad wszelkimi racjonalnymi poziomami, oczywiście zwykle z hukiem spada ale potem okazuje się, że przy okazji pokonałam swój rekord życia w skoku wzwyż. Niska samoocena jest już tak głęboko we mnie zakorzeniona, że stała się częścią mnie- i jakoś tak się złożyło, że ją w sobie zaakceptowałam i nie próbuję zmienić.
Nieustanne wytykanie sobie najprzeróżniejszych bolączek jest kopem do działania, motywacją na osiąganie nowych szczytów, szukaniem nowych dróg rozwoju albo poszerzaniem tych starych. I tak jeśli uważam się za osobę gruboskórną i mało domyślną w kontaktach z innymi ludźmi, to w zamian całej populacji wyświadczam bezinteresowne przysługi. Gdy zaczynam uważać się za brzydką, to zaczynam się odchudzać i ćwiczyć.
Swój porąbany stosunek do samej siebie określam terminem "konstruktywnej destrukcji"- haruję tak długo, aż padnę albo zachoruję, chwilę odpoczywam i na nowo walczę. To niezdrowe ale za to dzięki temu np. robię jeździeckie postępy- bardzo mizerne, ale jednak są; mimo braku własnego konia, trenera i jakiejkowiek iskry bożej.

A jak już tak naprawdę mocno popracuję cały dzień, to wieczorem mogę wypisać znacznie więcej niż 5 pozytywnie zakończonych czynności  😉  i do lustra powiedzieć "może i nie jesteś znowu taka najgorsza".
[quote="halo"]Wydaje mi się, że po "zakotwiczeniu w życiu" - gdy ma się pracę, kochającego męża, dom, dzieci (oczywiście konie też) - kłopoty z samooceną znikają[/quote]
Niekoniecznie. Większość moich kłopotów zniknęła wraz z najbardziej burzliwym wiekiem nastoletnim i w momencie kiedy stałam się właścicielką konia. Chłopaka nie mam i znając życie mieć nie będę, bo ci "okoliczni" to zazwyczaj jak słyszą "konie" uciekają albo zgadzają się z pasją do momentu, aż nie powiem, że zamiast do faceta, MUSZĘ iść do konia bo np. wet czy kowal przyjedzie, a na "nieokolicznych" nie mam czasu.
Ale, pogodziłam się z tym. 😉 Powiedziałam sobie, że niestety, zawsze będą ode mnie lepsi i nie ma co przejmować się, że ktoś jest lepszy, na tym polega życie. Pogodziłam się sama ze sobą.
polecam 5 minutowa sesję poranną w łazience przed lustrem
popatrzec się na siebie i pozachwycać - obowiązkowo codziennie!
że masz ładną cerę, może włosy, całkiem ładne piersi i w ogóle miła z ciebie kobitka
to działa!

i wytłuc w sobie nawyk PORÓWNYWANIA
zawsze jest ktoś lepszy i gorszy w czymś, ładniejszy i brzydszy,
bardziej bogaty i mniej bogaty ...
to trudne, ale wykonalne  🙂
A mnie pomaga...modlitwa. Znaczy pomaga - jak nie mam problemu, to i ciężko o pomoc  😁
Ale ogółem tak to jest - nie mam chłopaka, nie wpisuję się we współczesne kanony piękna, zawaliłam to i tamto...ale, panie Boże, tak pięknie wyglądało dziś to niebo nad Karmelicką, tak dobrze było się pośmieć z grupą bab, taką ładną bluzkę dziś udało mi się kupić, tak ładnie wyglądała ta kobieta z dzieckiem widziana z tramwaju, tak pyszny mama dziś ugotowała obiad, dzięki Ci Panie! I dzięki też za to, że nie wyjechałam sobie tą kreską spod oka rano podczas malowania. I dzięki za skuteczny korektor, bo inaczej nie miałabym jak zatuszować tego paskudnego pryszcza, który wyskoczył mi dziś rano.

Bo owsze, niska samoocena wynika z porównywania. Ale samo porównywanie wynika ze ZBYTNEGO SKUPIENIA SIĘ NA SOBIE. A naprawdę to tylko jesteśmy częścią kosmosu. I przestańmy się koncentrować na samych sobie.

Nie mówię, żeby od razu lecieć skupiać się tylko na innych, a o sobie zapomnieć...nie, jesteśmy jakie jesteśmy. Podpisuję się pod dziewczynami - próbować na liście zbilansować wady zaletami: wypryszczona buźka vs. gęste i lśniące włosy, znowu nie wyszedł mi trening vs. udało mi się zdać egzamin.

A inni? Inni są...INNI. I . I chwała Bogu za to!

A taka króctka. 2-3 min "rozmowa z Absolutem" naprawdę potrafi podnieść samoocenę. Bo jesteś kimś szczególnym. I nie musisz się o siebie troszczyć.

Oczywiście, jeżeli ktoś jest ateistką/agnostykiem/innej wiary nie wiem co powiedzieć. Patrzę przez pryzmaty katolicyzmu. Ale może warto spróbować?

I na koniec - przepozytywna piosenka z "Sensu życia wg Monty Phytona" - The Galaxy  Song RAdzę dokładnie słuchać tekstu 😉
WDZIĘCZNOŚĆ za to co mamy
A taka króctka. 2-3 min "rozmowa z Absolutem" naprawdę potrafi podnieść samoocenę. Bo jesteś kimś szczególnym. I nie musisz się o siebie troszczyć.

Oczywiście, jeżeli ktoś jest ateistką/agnostykiem/innej wiary nie wiem co powiedzieć. Patrzę przez pryzmaty katolicyzmu. Ale może warto spróbować?


wiesz, "rozmowa z Absolutem" brzmi dla mnie dość dwuznacznie  😁 zeby lepiej zobrazować o co mi chodzi, to ja powiem, że czasami rozmawiam z Jackiem Daniel'sem  😁 😁 😁

jak się jest ateistką (no nie wiem jak inni, ale ja tak mam), to nie potrzebujesz rozmawiać z bogiem, ale to samo można powiedzieć "bezosobowo": "ale fajnie, że dziś była taka śliczna pogoda... mam nadzieję, że jutro będzie tak samo"

wiara tu nie ma nic do rzeczy, bo to tylko jeden ze sposobów patrzenia na świat. zawsze można powiedzieć coś inaczej albo na coś inaczej spojrzeć.
Kaprioleczka, racja, już słyszałam od koleżanki-ateistki, że modlitwa to "forma autoterapii". No, dobra, swoje zdanie i tak mam  😉
Celowo użyłam formy Absolut  😁 Co by trochę ubarwić wywód, bo wydał mi się zbyt natchniony.
Perełka od nas z lekcji polskiego:
Naucz: Wieszcz był duchowym przywódcą narodu! Poeta - on miał KONTAKT Z ABSOLUTEM...!!!
Kol:...i Soplicą...


Tak czy siak esencją mojego postu, a zatem receptą na niską samoocenę, miało być:
a) nie jestem sam we Wszechświecie
b) są inni, i inni są INNI, co nie znaczy, że lepsi
c) świat składa się z czarnego, białego i różnych odcieni szarości
d) katolikom modlitwa powinna pomóc, innym - różne inne "formy autoterapii"
Bischa   TAFC Polska :)
26 lutego 2009 13:15
Kaprioleczka , ja tak właśnie sobie mówię , ale czasem jak cały dzień mówię sobie , że to zrobiłam dobrze , posprzątałam , jest piękna pogoda , porozmawiałam z ukochanym facetem , Bischof dobry start zaliczył , a wchodzi moja mama i od progu drze się , bo na podłodze ( przy 3 kotach i króliku ) paproszek leży i że nie przykładam sie nigdy , że nic w domu nie robię - to szlag trafia pozytywne myślenie o sobie i rzygać się chce ...
Hihi skądś to znam. Nie ma to jak skończyć szpanerskie liceum ze średnią powyżej 5,5 a potem usłyszeć, że jest się leniem i nieukiem...
Kaprioleczka , ja tak właśnie sobie mówię , ale czasem jak cały dzień mówię sobie , że to zrobiłam dobrze , posprzątałam , jest piękna pogoda , porozmawiałam z ukochanym facetem , Bischof dobry start zaliczył , a wchodzi moja mama i od progu drze się , bo na podłodze ( przy 3 kotach i króliku ) paproszek leży i że nie przykładam sie nigdy , że nic w domu nie robię - to szlag trafia pozytywne myślenie o sobie i rzygać się chce ...


Bischa, ja juz nie mam tego problemu, bo w tej chwili mieszkam sama i to ja decyduje kogo, gdzie i kiedy do siebie zapraszam... rodzice i babcia maja klucze i moga w sumie wejsc kiedy chca, ale prawda jest taka ze to jest moje mieszkanie i mam prawo kogos wyprosic (choc nigdy tego nie zrobilam, ew. zamykam sie sama w pokoju i nie daje sobie przeszkadzac. jak sie mi przeszkadza to zamykam sie na klucz). Ale cale moje zycie ktos ma do mnie o cos pretensje, najpierw ze nie pojde na studia - to zle; no to pojde na prawo w Lublinie - zle; no to ok, za granice, poszlam na sensowny dla mnie kierunek na ktorym dobrze sie czuje (PR), to nadal jest zle  🙄 bo czemu tylko taka uczelnia, czemu taki kierunek, czemu nie medycyna na oxfordzie albo prawo na harvardzie. Ale nikt nie pytal czy ja wlasciwie w ogole chce to robic  🙄 tak samo zawsze byla wojna o balagan w pokoju, o chodzenie spac o dziwnych porach, o to ze mam zainteresowania, o to ze szkola nie jest moim glownym i jedynym hobby w zyciu i porownywanie: do sióstr ciotecznych, kuzynek, moich kolezanek i dzieci znajomych oraz generalne czepianie sie o absolutnie wszystko. Dalej mam czasami niezle 'jazdy' z moim ojcem, tylko teraz juz staram sie nie sluchac jak na mnie wrzeszczy i nie dac sobie nalozyc do glowy bzdur w typie, ze jestem gorsza czy nie jestem wystarczajaco dobra, bo jestem wystarczajaco dobra (ino troche leniwa 😉 ale to wiem sama i to akurat prawda jest 😉 ). kiedys bardzo bardzo sie go balam, teraz w sumie dalej sie boje i jak mam z nim pogadac to sie az trzese ze strachu czasami i zaczynam plakac jeszcze zanim cokolwiek ktorekolwiek z nas powie  🙄 no ale bez przesady, nie moge cale zycie wmawiac sobie, ze jestem beznadziejna i do niczego sie nie nadaje tylko dlatego, ze ktos mi tak kiedys powiedzial. z takim podejsciem to ja nigdy nigdzie nie dojde.
inna kwestia ze w sumie zdarza sie ze moj ojciec jest do mnie mily i sympatyczny, ale to jest troche jak siedziec na bombie - nie wiesz kiedy wybuchnie  🙄
pamietam taka sytuacje - mam kuzynke ktora nazywa sie Wiktoria i w miedzyczasie opiekowalam sie koniem ktory nazywal sie tak samo (Wiktoria). gadalismy o czyms, juz nawet nie pamietam co to bylo, i w pewnym momencie powiedzialam, ze on przeciez ma kuzynke Wiktorie, a on skoczyl do mnie przez cala kuchnie, zaczal mna potrzasac i wrzeszczec, ze to, ze ja sie zajmuje jakimstam koniem to nie znaczy, ze to jest jego rodzina...  🙄 bardzo dlugo zajelo mi wytlumaczenie, ze chodzi o mala kuzynke, ktora urodzila sie nieduzo wczesniej, glownie dlatego ze nie dawal mi dojsc do slowa.  🙄

ale jakos zyje... po prostu trzeba (a powiem odwrotnie niz Elbus) mniej myslec o innych a wiecej o sobie 😉 nie co inni robia lepiej tylko co ja robie dobrze 😉
Kapri u mnie to samo...
ciagle krzyki o bałagan w pokoju, o brak znajomości, o zainteresowania, o to o siamto i tamto.. o to, że nie wyniosłam kosza, a nie daj boże wyniosłabym to bybyło czemu. Strach cokolwiek zrobić.
Ide na prawo tam, ide na medycyne tam, jade do stanow itp - przyszłośc zaplanowana na cacy, ale nie zmienia to faktu, ze mówią, że od nauki mi bije i że nie powinnam siętyle uczyć.
CIĄGLE JEST ŹLE.
i to porównywanie, ehh....  🙄
Najbliższe mi osoby mają już serdecznie dość mojego jęczenia,odrzucam komplementy,tragizuje przed każdym egzaminem,non stop uważam,że wszytko robię najgorzej.

Jak to przeczytałam, to przypomniała mi się od razu terapia prowokatywna. Jakbyś na speca od niej trafiła, to pewnie przyznałby Ci rację, powiedział, fakt, owszem, nawet jesteś jeszcze bardziej beznadziejna, niż myślisz. I tak by Cię  prowokował, prowokował,  przekomarzankami, potwierdzaniem Twoich słów, wyolbrzymianiem ich, ciągnięciem ich dalej, do absurdu, aż byś w sobie odnalazła siłę, żeby powiedzieć: basta! nie, nie jestem do niczego! przestań!
A przynajmniej taką scenkę  sobie wyobrażam, po poczytaniu o tej terapii - ale z bliska kontaktu nie miałam, więc  może trochę skrzywiony obraz przedstawiam. W każdym razie całkiem do mnie przemawia koncepcja, że siła w ludziach jest, tylko trzeba ją wydobyć. Niekoniecznie zawsze głaszcząc po głowie 😉 Choć zawsze z sympatią i empatią.

A propos rad o spisywaniu swoich zalet, to spodobał mi się kiedyś pomysł zrobienia  sobie osobistego pudełka z pozytywami. Wkłada się do niego wszystko, co uważa się  za swoje tzw. zasoby. Spisy zalet, zdjęcia bliskich, dowody dotychczasowych osiągnięć, symbole różnych dobrych rzeczy we własnym życiu. I jak przychodzi zwątpienie, to można do pudełka zajrzeć. I się podnieść na duchu.

A tu - przyjemne z pożytecznym: http://selfesteemgames.mcgill.ca 🙂
Koncepcja stojąca za tymi grami jest taka, że powinniśmy trenować swoje umysły, żeby skupiały się na pozytywach. Bo za często to na złych stronach spraw się skupiamy, dobre pomijając.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się