Dziwne zachowanie

Gorzej jak się trafi na konia z bardzo mocnym i dominującym charakterem, który potraktuje to jako wypowiedzenie wojny. Nie chciałabym wtedy być nigdzie w pobliżu...


Trafiłam na takiego. Wojna trwała jakieś 10 minut....i dobrze że tego nikt nie widział.
Trzeba wtedy mieć mocniejszy i bardziej dominujący charakter i nic do stracenia 😀
też to przeżyłam i mimo że już nie jestem ani kopana ani gryziona, to nadal Złociasz okazuje mi swoją niechęć do mojego przebywania w boksie. Ogranicza się do kładzenia uszu po sobie i grożenia.

i nic nie pomogło. Siedzenie w boksie, czyszczenie i nie branie potem na jazdę, pieszczoty traktowane są jako zło konieczne.
I wspólne zabawy, ganianie na hali. Nic nie pomogło.
Mój generalnie przejawiał agrechę jak tylko ktoś się zbliżał do boksu. Czy to z chęcią przejścia obok, czy też wejścia do niego, czy też podania mu paszy. Koń po przejściach do tego dominujący. Dziś kuli uszy ale wchodzę i nie mam z nim problemów więc nie mogę się zgodzić ze zdaniem, że to przejaw braku szacunku.

Każdy koń jest inny - ja nie stosuję dwóch uwiązów do czyszczenia. Ba! niczego nie stosuję. Koń w boksie goły i wesoły zarówno do czyszczenia konia jak i jego kopyt. Da się i bez większych problemów działa.

Natomiast poza boksem ludzi lubi, daje się głaskać i w ogóle och i ach. Ale tych samych ludzi do boksu nie wpuści...

Weta na głupim jasiu zaatakował po chamsku... bywa.

Taki koń i tak ma. Poprostu boks to jego dom i obcym wstęp wzbroniony.
Natomiast jeśli jest to właściciel konia to ma problem. Tak jak przedmówcy - musisz sobie pomóc.

Ja na początku wchodziłam i sobie w kącie stawałam. Koń szalał, szczurzył się i chciał mnie przestraszyć. Ale ja nadal wchodziłam i stałam, aż sam zaczął podchodzić i w końcu moja obecność u niego w boksie była dla niego normalna.
Czas i cierpliwość.

Jeśli zaś koń nie miał przykrych przejść i takie zachowanie ma miejsce od jakiegoś czasu to wyjścia są dwa: albo problem z uszami - boli i pokazuje to w taki a nie inny sposób. Albo gdzieś tam po drodze właścicielka przegapiła, że konik małymi kroczkami przejmuje kontrolę. Teraz wkurza się jak wchodzisz do jego "domu" a potem będzie tylko gorzej.
A jak zinterpretujecie takie zachowanie (ja go nie rozkminiłam): koń kuli uszy i ogólnie szczurzy się poza swoją strefą osobistą. Zbliżenie się powoduje natychmiastową przemianę w normalnego konia, który wszystko daje ze sobą zrobić. Oddalenie- znowu przemiana we wredotę. Powtarzanie takiej "huśtawki" nawet kilkunastokrotne za jednym zamachem nic nie zmienia. Koń pod siodłem współpracujący, choć wypłoch, w stosunku do ludzi kontaktowy- przybiegający na zawołanie, witający cichym rżeniem.
Hę?
Paa opisałaś Bandosa  😁
On się szczurzy i straszy a jak ktoś podchodzi na wyciągnięcie szyji stawia uszy i jest "tylko mnie kochaj"

Od Twojego opisu różni sie tylko tym, że nie jest płochliwy pod siodłem
Wiwiana   szaman fanatyk
06 lutego 2009 10:58
Może to koń po właścicielu stosującym wychowanie bezdotykowe 😉
Swojego mam 10 lat i w zasadzie zawsze taki był z tą różica, że na poczatku kopał i gryzł przy wszelkich zabiegach.
Może to pewnego rodzaju zwrócenie uwagi na siebie...
Hmm, może. Miałam go pół roku u siebie i nic się nie zmieniało. Taki przyszedł, taki poszedł. Właścicielka zakochana w 'Synku"- ale na próby dominacji to nie wyglądało.
Teodora?
mam klacz tak sie zachowujaca jak opisane-przynajmniej u niej jest to efekt zazdrosci.byla wychowana sama,bardz jest przywiazana do czlowieka,ja mam koni sporo,kazdy troche pieszczot a ona chcialaby zeby tylko ja,wiec szczurzy jak sie przechodzi,ale starczy zagadac,poglaskac i przytulic,a kon az sapie z radosci.Jeszcze o przysmakach -wszystko racja,ale ktory wielki zaklinacz wymyslil ze to oddawanie pozywienia i stawianie sie w pozycji nizszej??prosze uwierzyc-bo nie z ksiazeczek to wiem ale z 10lat obserwacji dzikich koni w rezerwatach,ze jest troche odwrotnie.gdyby bylo tak to nalezaloby nie karmic koni,bo oddajemy im jedzenie!co za bzdura.to wlasnie osobnik dominujacy zapewnia koniom pasze,prowadzi w miejsca gdzie pojawia sie pierwsza wiosenna trawa(np.na mokradlach) to nie przysmaki sa problemem,ale brak unormowanych relacji z koniem na codzien.Ja ogolnie zadko cos daje,bo mam za duzo koni,ale zawsze stosuje przysmaki dla mlodych koni jako pozytywne wzmocnienie przy nauce brania wedzidla i po zajeciach.nic nie szkodzi gdy sie to robi z glowa i bez dziwnych teorii.za to troche za duzo tu kopania jako metody wychowawczej...
Spotkałam kiedyś takiego jednego konia, który jak tylko słyszał człowieka gdzieś w stajni, zaczął się awanturować i jak się do niego przyszło, uspokajał się i chciał, żeby ją głaskać. W tym przypadku właściciel był u konia raz na ruski rok, jak już był tro albo lonżował, wymagał, albo wrzucał coś do żłobu i tyle go widzieli. ;/
mam klacz tak sie zachowujaca jak opisane-przynajmniej u niej jest to efekt zazdrosci.byla wychowana sama,bardz jest przywiazana do czlowieka,ja mam koni sporo,kazdy troche pieszczot a ona chcialaby zeby tylko ja,wiec szczurzy jak sie przechodzi,ale starczy zagadac,poglaskac i przytulic,a kon az sapie z radosci.Jeszcze o przysmakach -wszystko racja,ale ktory wielki zaklinacz wymyslil ze to oddawanie pozywienia i stawianie sie w pozycji nizszej??prosze uwierzyc-bo nie z ksiazeczek to wiem ale z 10lat obserwacji dzikich koni w rezerwatach,ze jest troche odwrotnie.gdyby bylo tak to nalezaloby nie karmic koni,bo oddajemy im jedzenie!co za bzdura.to wlasnie osobnik dominujacy zapewnia koniom pasze,prowadzi w miejsca gdzie pojawia sie pierwsza wiosenna trawa(np.na mokradlach) to nie przysmaki sa problemem,ale brak unormowanych relacji z koniem na codzien.Ja ogolnie zadko cos daje,bo mam za duzo koni,ale zawsze stosuje przysmaki dla mlodych koni jako pozytywne wzmocnienie przy nauce brania wedzidla i po zajeciach.nic nie szkodzi gdy sie to robi z glowa i bez dziwnych teorii.za to troche za duzo tu kopania jako metody wychowawczej...


I to by rozwiązywało fenomen stajennych.
Pańcia przychodzi głaska, sznurkuje, cuduje a stajenny co owies sypie z daleka cmoknie i koń pańcię zostawia i do stajennego który w życiu o autorytet nie walczył sam leci i głowę pod kantar nastawia. I do przyczepy stajenny wprowadzi bez proszenia i nogę podniesie której koń ponoć nie podaje i do boksu moze wejść bezpiecznie i koń sie przy nim cudownie nie płoszy.
A kluczem jest żarełko którego ponoć nie można dawać bo się relacje psuje. 😎
busch   Mad god's blessing.
10 lutego 2009 10:30
sowa- +jeszcze zdecydowana większość stajennych po prostu nie boi się koni. Wchodzą do boksu z żarciem, koń się miota jak wściekły ("dawaj, dawaj już ten owies"😉 ale oni i tak spokojnie sobie idą do żłobu.
A to jest ta 2ga tajemnica dziejów końsko-ludzkich 😉.
Dodam do waszych uwag jeszcze fakt, że nie powinno się robic przykrych dla konia rzeczy w JEGO boksie - zastrzyki, psikanie ran, przerywanie grzywy (lub innych rzeczy, których koń nie znosi), boks to jego miejsce odpoczynku, jedzenia i spania. Więc jeśli musimy coś takiego wykonac, wyprowadzajmy konia z boksu, nie będzie kojarzył sobie naszej obecności w boksie z bólem, czy innymi nieprzyjemnościami.

Swoją drogą, mój się szczurzy kiedy ktoś mu stoi przed boksem, ale myślę, że nauczył się tego jak był w dużej komercyjnej stajni, gdzie w weekendy ludzie tłumami zwiedzali stajnie, często drażnili konie dla zabawy (przy każdym wejsciu do stajni była tabliczka "nieupoważnionym wstęp wzbroniony"😉  🙄
Wiwiana   szaman fanatyk
10 lutego 2009 16:02
Moja straszy, kiedy ktoś wyciąga rękę zza ściany boksu, a i zaatakować potrafi. Poprzedni właściciel konia się bał (i słusznie), więc miał zwyczaj dyscyplinować batem w boksie, zza ściany właśnie.
busch, święta racja.

Hehe to mi przypomina pewną sytuację.  Atakującego, dominującego i szczurzącego się mojego konia widziałam tylko w akcji z innym wałachem, który najwidoczniej został przez mojego konia odebrany jako rywal/wróg. W ten sam sposób moje konię wygrało starcie z.... psem. Psina podleciała, nie wiem co chciała, ale nie wyglądało to na nic groźnego, mój odskoczył, widać było, że został zaskoczony i.... jak nie ruszył z kopyta! Uszy wzdłuż potylicy, kopyto przednie starające się dosięgnąć psa i.... uciekający pies. Szczerze powiedziawszy, taka akcję widziałam pierwszy raz w życiu w wykonaniu konia się padokującego. Moje zwierzę to na pewno koń? 🤔
Whisper_777   .: Born To Be Wild :.
21 maja 2009 10:00
Wątek trochę upadł, ale chciałabym go podnieść.
U mojej podopiecznej w grę wchodzi inne zachowanie, które powoli mnie zaczyna irytować.
Kobyła w stajni skąd została zakupiona była zlewana wodą z węża, żadnych ceregieli przy tym nie było, jak się dowiedziałam, ot normalne mycie z węża na myjce na betonie -  norma.  🙂
Kiedy do nas przyjechała i zaczęły się ciepłe dni normalne dla mnie było, że idę z pindą na myjkę i najnormalniej w świecie ją umyję, tymbardziej, że była już myta.
Wchodzę na myjkę, a tu furkot, drżenie, ucieczka - ja jak papier toaletowy na wietrze za nią.
Hmm... mówię sobie, ok, nowe miejsce, kobył nie zna - ok, dajmy sobie czas, a że jestem niesamowicie spokojny człowiek, to musiałam sobie pooddychać, żeby w furię nie wpaść.
Zaczęłam od wody w wiaderku i gąbka. Kobyła na początku tańczyła, próbowała kopnąć tyłem, przodem, ale dostała pacyfę, na jej kopanie odpowiedziałam najzwyklejszym kopniakiem, bo każda próba uspokojenia jej powodowała, że wpadała w coraz większą histerię. Stwierdziłam, że skoro ona we mnie, to ja w nią (oczywiście nie jak w piłkę do nogi, tylko kontrolne "Halo, co to jest!"😉 i proszę, nagle kobyła potrafi stać przy boksie, woda z gąbki się leje, a ona jakoś histerii nie odstawia, stoi w kałuży i nie skacze pod sufit, więc nie wiem o co chodzi.
Sprawa ma się inaczej na myjce, już mnie nie wyciaga z niej siłą, bo pochodziłam tam z nią jak było sucho, połaziłam jak było mokro, prosiłam, żeby szła przez kałuże, postała chwilę na myjce, ale to po chwili kończyło sie jej nerwowym drapaniem w ziemie przodami. Udało mi się doprowadzić do tego, że mogę ją dotknąc wężem z myjki, ale jakbym chciała puścić wodę i jej chociażby po kopytach polać to jest panika i ucieczka. Furkocze na wodę lęcącą z węża jakby to był ogień.
Robię też tak, że idę z kimś, kto akurat idzie ze swoim koniem na myjkę i patrzymy najpierw z daleka, potem proszę kobyłę o podejście. Ostatnim razem udało nam się na jakieś 3 metry podejść. Ale po chwili kobyła już chciała sobie iść.
Gdyby nie to kopanie przodem to bym nie miała oporów, żeby powoli jej zlewać te kopyta, nogi chociaż, ale to średnio bezpieczne przy latającym naokoło koniu.
Kończą mi się pomysły. Mam ją już prawie 6 miesięcy i poznałam ją na tyle, że wiem kiedy udaje, wymyśla sobie stracha. Tak samo było z ochraniaczami. Kopała przy zakładaniu, przodami waliła, tupała, bała się rzepów. Kilka razy postałam i przyzwyczajałam ją do odgłosu rzepa, i na jej tupanie reagowałam naganą, tupnięciem z mojej strony, pacnięciem w nogę i spokój któregoś razu, kobyła się zachowuje jakby całe swoje życie nic innego nie robiła, tylko ochraniacze nosiła - ma 10 lat baba.
Nie wiem co robic z ta myjką, nie chcę siłą, bo nie wygram z tyloma kilogramami, wiadomo, ale wiem, że kobyła wymyśla po prostu, panika tak dla samej paniki. Zachowanie typu, NIE, BO NIE, taka próba sił, przejawia się to często w różnych sytuacjach, ale tylko póki co z myjką mam najwiekszy problem. Reagowała tez panicznie na srodek na robale w spray'u, potańcowała trochę i teraz jest coraz lepiej.
To wygląda często tak, że ona wymyśla, że się nagle czegoś boi i czeka - uda się, nie uda. Odpuści mi, czy nie, jak nie odpuszczam i z uporem maniaka dążę do realizacji celu to odpuszcza i jest ok, ale czasem, tak jak z myjką, nie wiem po prostu co robić, bo owszem mogłabym ją przywiązać i zlać na siłę, ale nie chcę dopuścić do sytuacji, że ona się odsadzi, zerwie, zrobi sobie/komuś krzywdę... wiadomo, nie tędy droga.
Czy macie jakieś doświadczenia z takimi panikarzami? Co robić z takim egzemplarzem?  🙇
caroline   siwek złotogrzywek :)
21 maja 2009 10:09
jak ciepla jest ta woda, którą ją polewasz?
Whisper_777   .: Born To Be Wild :.
21 maja 2009 10:14
Caroline, do niej nawet nie można z lecącą z węża wodą podejść, więc nawet jakby to była woda ze źródeł termalnych to sobie nie pozwoli... Ona na sam widok wody wydobywającej się z weża ucieka. We wiaderku staram się mieć wodę ustaną, ale raz miałam zimną i nie robi to na niej wrażenia. Ta z węża nie jest ciepła. Ja mam problem, żeby w ogóle ją polać. :-/
caroline   siwek złotogrzywek :)
21 maja 2009 10:28
Kobyła w stajni skąd została zakupiona była zlewana wodą z węża, żadnych ceregieli przy tym nie było, jak się dowiedziałam, ot normalne mycie z węża na myjce na betonie -  norma.
mój kiedys tez tak był myty. i do dzisiaj nienawidzi myjki i mycia - polanie po jezdzie konia zimną wodą sprawia mu wręcz fizyczny ból...
metodą prób i błędów doszłam do tego, ze moge konai spokojnie wykąpac - okazało się, że on preferuje (bez wzgledu na porę roku) wode nieco cieplejsza niż mnie by pasowała pod prysznicem.

dlatego zapytałam o temperaturę wody. widzialam konie myte zimną wodą - właściciel silny to sobie z koniem radził, a jak dał go kolezance do umycia to ją kon wyprowadził z myjki...

w kazdym razie - moj idąc na myjke ma zawsze minę skazańca i spodziewa się najgorszego. to moja rola zebym go nie zawiodła i nie polała zimną wodą (jak woda jest niezbyt ciepła to próbuje wyleźć z myjki, jest obrażony przez dwa dni i przez nastepne pare dni nie chce włazić do myjki. jakbym mu zafundowała zimną wode na grzbiet to chyba by mnie udusił...)

więc ja się twojej kobyle i jej fochom troche nie dziwie... 😉


...a że wąż to wąż i jeszcze bluzga jadem, to chyba nic dziwnego, ze koń się boi 😉
Whisper_777   .: Born To Be Wild :.
21 maja 2009 10:51
Caroline, ok, ja to rozumiem, ale to nie rozwiązuje niestety mojego problemu.
Jak idę z koniem koleżanki na myjkę, to staram się, żeby woda nie było zimna. Sama bym nie chciała być zlana takim prysznicem lodowatym, ok, to jak najbardziej, ale problem mam w tym, żeby ją w ogóle tam polać, a nie byc przy okazji stratowanym. Ta próba sił musi się w końcu skończyć, bo tak jak pisałam przy okazji innych czynnosci próbowała robić dokładnie to samo, rzepy od ochraniaczy, panika-kopanie, gąbka z wodą - panika-kopanie-uciekanie, co więcej: maść, którą chciałam nałożyć jej na podejrzenie zmienione miejsce na skórze - panika-kopanie, furczenie - pacyfa w każdym z tych przypadków i wyszło na moje. Kobyła po prostu wymyśla, nie umiem tego inaczej nazwać, bo w tej chwili ani ochraniacze, ani gąbka z wodą, czy maść na palcu nie są straszne, a były, naprawdę, do tego stopnia, że ludzie wybałuszali oczy na mnie, czy czasem jej żywym ogniem nie przypiekam pod boksem.
I dlatego tracę powoli cierpliwość, bo czego nie lubię, to własnie takiego zachowania, NIE, BO NIE, które potem znika jak tylko kobył zobaczy, że nie daję za wygraną, że jej się nie opłaca to po prostu.
Normalnie ile razy musiałam się wyciszać, liczyć liczyć, żeby jej nie zamordować, to już nie wiem. Uczy to pokory, oj uczy... cierpliwość jednak mi się kończy i pomysły...

Może być kilka przyczyn:

- uraz fizyczny po wcześniejszej , brutalnej kąpieli
- nadwrażliwość na uderzające krople
- zbyt duże jak dla konia  ciśnienie wody - duże jest bardzo bolesne!!!

-  instynktowny strach przez wężem , bo kojarzy się z naturalnym , jadowitym
- strach przed splątaniem nóg tylnych , bo traci możliwosć ucieczki- też zachowanie instynktowne

- brak zaufania do człowieka


Whisper_777   .: Born To Be Wild :.
21 maja 2009 11:10
O urazie nic nie wiem, właściciele mówią, że nic się nie stało nigdy, byli bardzo zdziwieni jej reakcją - nie mam powodu im nie ufać, bo to ludzie z polecenia, ale pomijając już to, bo wiadomo jak to bywa, to widziałam jak się obchodzą z końmi w swojej stajni, pobyłam trochę u nich. Wiadomo, że nie mogę tego wykluczać, ale twierdzą, ze nic się nie stało.

Guli, samym wężem, bez wody mogę ją całą dotykać, wszędzie, opleść nogę i nic, stoi. Pojawi się kropla wody i panika. Wydaje mi się, że kobyła ma zaufanie do mnie, wlezie ze mną/za mną wszędzie, nie miałam dotąd problemu. Wodę puszczam na początku naprawde delikatną strużką, żadnego ciśnienia jak z weża strażackiego :-) I tak jak pisałam powyżej, kobyła często wymyśla, tak to po prostu wygląda, uparty gatun. To wygląda tak, że ona nagle COŚ zauważa, panikuje, ale jak jej pokazać, że nic się nie dzieje, to juz spokój. Tylko tu wchodzi w grę to kopanie i przodami walenie niefajne.

Czy oprócz cierpliwego chodzenia z nią na myjkę, czyszczenia jej tam, nagradzania za każdą chwilę spokoju. pokazywanie jak inny koń jest myty, częste wizyty na mokrej myjce, zeby przejść się po kałużach, czy coś jeszcze mogę robić? Przecież nie mogę całe lato kobyły moczyć wodą z gąbki :-/
Co do cieplejszej wody, to popieram. Na mnie w stajni patrzą nieco jak na oszołoma, jak niosę z łazienki letnią wodę do mycia konia (bo w wężu tylko zimna). Ale robię to, bo widzę, co koniowi bardziej pasuje. Zwłaszcza, że jak jest ciepło, to czasem można najpierw letnią wodą namoczyć (gąbka, wiadro), a potem stopniowo zimną powędrować od nóg w górę. Obserwując, co jest miłe, co już nie.

Druga sprawa to zwykle sprawdza się przejście na myślenie "tu nie chodzi o myjkę / węża". Myjka - miejsce jak miejsce. Można potraktować jak zwykłą wariację na temat "gier".

A tak w ogóle można jeszcze się poprzyglądać...

[quote author=Whisper_777 link=topic=2098.msg257706#msg257706 date=1242896434]
Wchodzę na myjkę, a tu furkot, drżenie, ucieczka[/quote]
Jakie to było zachowanie? Reakcje szybsze niż myśl? Takie, że zanim mrugniesz już się wydarzyło?
Czy może widać było jakiś plan? Działanie z "rozmysłem", "celowe"?

Zaczęłam od wody w wiaderku i gąbka. Kobyła na początku tańczyła, próbowała kopnąć tyłem, przodem, ale dostała pacyfę, na jej kopanie odpowiedziałam najzwyklejszym kopniakiem, bo każda próba uspokojenia jej powodowała, że wpadała w coraz większą histerię. Stwierdziłam, że skoro ona we mnie, to ja w nią (oczywiście nie jak w piłkę do nogi, tylko kontrolne "Halo, co to jest!"😉 i proszę, nagle kobyła potrafi stać przy boksie, woda z gąbki się leje, a ona jakoś histerii nie odstawia, stoi w kałuży i nie skacze pod sufit, więc nie wiem o co chodzi.

Znowu: jakie były te jej kopniaki? Takie jakby odruchowe, ultraszybkie wierzgi "na odlew", czy (ciut) wolniejsze, wycelowane? I jakie było to stanie po "pacyfie"? Mrugała? Oddychała? Jak wysoko miała głowę? Jak szeroko zadnie nogi?

Mogła naprawdę panikować - wtedy żadne łagodne uspokajanie się nie przebija. Wtedy dopiero "spoliczkowanie" pozwala wrócić na ziemi. Jak u ludzia z histerią. I to by tłumaczyło, dlaczego dopiero w pewnym momencie cię zauważyła.

Mogła też przeprowadzać swoją wolę - robić to, co działa. Sprawdzać, ile może. Jak się okazało, że nie może, dała spokój. Niewykluczone, że tylko na tę konkretną chwilę 😉

Różnie to z końmi bywa. Pamiętam jednego gagatka i próby związane z odkurzaniem go odkurzaczem.
Przyszedł trener, wziął odkurzacz, konia odkurzył. Koń nawet jakoś szczególnie nie zgłaszał zastrzeżeń.
Ale potem pod nieobecność trenera próbowała myk powtórzyć właścicielka konia... Nie szło, oj nie szło! Koń się zapierał i odchodził (a jest z tych, co potrafią pociągnąć na kantarze - zwłaszcza, jak kantar taśmowy). Ewentualnie brał łakocia i odchodził. Całkiem możliwe, że w nim ileś tam strachu przed odkurzaczem było, ale właścicielka nie potrafiła wskrzesić w koniu chęci spróbowania, postarania się. Za nos ją więc wodził.

Z takimi końmi "bić się" nie warto. Ale warto zachowywać nieustającą czujność i reagować na pierwsze oznaki, że coś zgrzyta. Skoro koń widzi wszystko, człowiek musi mu dorównać.

Sprawa ma się inaczej na myjce, już mnie nie wyciaga z niej siłą, bo pochodziłam tam z nią jak było sucho, połaziłam jak było mokro, prosiłam, żeby szła przez kałuże
A możesz ją do myjki "wysłać", czy musisz ją wprowadzać? Spróbuj sobie z tego zrobić grę - "u nie chodzi o myjkę", chodzi o to, żeby tam stanąć, cofnąć się i tam wejść (czy cokolwiek geografia myjki umożliwia). Bez niańczenia.

postała chwilę na myjce, ale to po chwili kończyło sie jej nerwowym drapaniem w ziemie przodami
Przywiązana pewnie reaguje tak samo? "Nuuuda!"
(O ile to wyglądało jak takie właśnie objawy nudy, ale to można tylko po całokształcie ocenić, nie z krótkiego opisu.)
Różnie można działać. Można stopniowo wydłużać czas. Można pójść "za koniem" i powiedzieć: ok, chcesz się poruszać, to się poruszasz, ale wedle mojego planu. A potem dać odpocząć - na myjce 😉

Druga możliwość - grzebanie nie oznacza "nuuudy". Jest objawem prawdziwego niepokoju, a to znieruchomienie wcześniej, to takie zastygnięcie w strachu. Zamarcie na przeczekanie.

Przyjrzyj się dokładniej koniowi. Mruganie - niemruganie wiele zdradza.

Akurat myjka najbardziej wam dokucza, ale potrzebna to chyba jest ogólna strategia postępowania z tym koniem. A do ogólnej strategii przydałoby się postawić jakąś diagnozę (choćby i mylną, życie zweryfikuje). Bo nie bardzo da się jednocześnie "być panikarzem" i "wymyślać strachów". Tzn. bywa, że jest raz tak, raz tak, ale nie jednocześnie 😉
Takie grzebanie noga rzeczywiscie nie zawsze oznacza nudę.

W przypadku mojego to sygnał ostrzegawczy , objaw zniecierpilwienia  czy nawet złości.

Jeszcze co do węża.

Dobrze, że sam w sobie niestraszny- u mnie Kuba dopiero od kilku dni przekracza go spokojnie- do tej pory cofał, próbował omijać, a w ostateczności przeskakiwał.

Natomiast bardzo panikarsko reaguje na syk wody, jesli założona jest końcówka.

Dlatego warto używac samego węża, bo i cisnienie mniejsze- każda końcówka typu"pistolet" bardzo zwiększa ciśnienie.

I teraz uświadomiłam sobie, że on tez bardzo nie lubi padającego duzymi kroplami deszczu- natychmiast chowa sie do wiaty, albo stajni.
Natomiast drobniutki deszcz  nic nie przeszkadza.
I potrafi  spokojnie stać  nawet jak wylewam na niego delikatnie wode z wiaderka, a z węża boi się.

Ale jak go dotykam swoim ciałam, a właściwie przytulam, to zniesie wodę nawet z węża. 🙂


Mysle tez , że trzeba byc bardzo konsekwentnym - jak zaczyna się oswajanie w myciem weżem, to konsekwentnie robic to za każdym razem trochę więcej,
Az koń dojdzie do wniosku, że nic go nie zje i w końcu znosi spokojnie, nawet jak nie przepada za tym,

Ja niestety nie jestem konsekwentna i często jednak biore wiaderko i gabkę 🙄
Proponuję spróbować myć konia z żarełkiem. Jeden z moich koni bał się panicznie mycia z węża, dostał przed pysk wiaderko z marchewką i suchym chlebem i po kilku razach się przyzwyczaił.
Jesli kon faktycznie jest przerażony, to niczego nie zje 🙂

Do poruszania żuchwą, połykania jest potrzebne rozluźnienie - inaczej nawet nie weźmie  jedzenia.

To mój nie był przerażony. Miał tylko focha 😀
Whisper_777   .: Born To Be Wild :.
21 maja 2009 22:35
[quote author=Whisper_777 link=topic=2098.msg257706#msg257706 date=1242896434]
Wchodzę na myjkę, a tu furkot, drżenie, ucieczka

Jakie to było zachowanie? Reakcje szybsze niż myśl? Takie, że zanim mrugniesz już się wydarzyło?
Czy może widać było jakiś plan? Działanie z "rozmysłem", "celowe"?
[/quote]

Wg mnie jest to zachowanie typu przemyślanego. Widzi węża, dotykam ją nim i nic, rozgląda się naokoło, żuje sobie, oddycha normalnie. Delikatnie włączam wodę i w tym momencie włącza się furkot i cofanie. Nie podoba jej się to zdecydowanie.

Zaczęłam od wody w wiaderku i gąbka. Kobyła na początku tańczyła, próbowała kopnąć tyłem, przodem, ale dostała pacyfę, na jej kopanie odpowiedziałam najzwyklejszym kopniakiem, bo każda próba uspokojenia jej powodowała, że wpadała w coraz większą histerię. Stwierdziłam, że skoro ona we mnie, to ja w nią (oczywiście nie jak w piłkę do nogi, tylko kontrolne "Halo, co to jest!"😉 i proszę, nagle kobyła potrafi stać przy boksie, woda z gąbki się leje, a ona jakoś histerii nie odstawia, stoi w kałuży i nie skacze pod sufit, więc nie wiem o co chodzi.

Znowu: jakie były te jej kopniaki? Takie jakby odruchowe, ultraszybkie wierzgi "na odlew", czy (ciut) wolniejsze, wycelowane? I jakie było to stanie po "pacyfie"? Mrugała? Oddychała? Jak wysoko miała głowę? Jak szeroko zadnie nogi?

Mogła naprawdę panikować - wtedy żadne łagodne uspokajanie się nie przebija. Wtedy dopiero "spoliczkowanie" pozwala wrócić na ziemi. Jak u ludzia z histerią. I to by tłumaczyło, dlaczego dopiero w pewnym momencie cię zauważyła.

Mogła też przeprowadzać swoją wolę - robić to, co działa. Sprawdzać, ile może. Jak się okazało, że nie może, dała spokój. Niewykluczone, że tylko na tę konkretną chwilę 😉


Strzały z przednich nóg były konkretne, ale wydaje mi się, że w węża/wodę wycelowane, takie straszaki, na odlew, dopiero jak się pojawiło coś strasznego i wycelowane megaszybko w to STRASZNE. Tak samo było z ochraniaczami, tupała, że jej się nie podoba, takie strzały w ziemię oddawała (nie wiem jak to nazwać) jak dziecko, które nie chce zjeść obiadu i tupie, ze NIE! Przy ochraniaczach mrugała, oddychała, przy wodzie oddychała, mrugała też - co to oznacza? Czy chodzi o to, że jak koń w stresie, to paraliż taki, że nawet nie mrugnie?
Z ochraniaczami jestem na 99% pewna, że sprawdzała na ile sobie można pozwoli, założą, czy odpuszczą. Tak samo było z lonżą na prawą stronę, nie, bo nie lubię, a teraz chodzi jak ta lala 🙂

Sprawa ma się inaczej na myjce, już mnie nie wyciaga z niej siłą, bo pochodziłam tam z nią jak było sucho, połaziłam jak było mokro, prosiłam, żeby szła przez kałuże
A możesz ją do myjki "wysłać", czy musisz ją wprowadzać? Spróbuj sobie z tego zrobić grę - "u nie chodzi o myjkę", chodzi o to, żeby tam stanąć, cofnąć się i tam wejść (czy cokolwiek geografia myjki umożliwia). Bez niańczenia.

Na maneżu mogę ją wysłać gdziekolwiek chcę w sumie, tam niestety nie, próbowałam, ale dalej będę to robić, dopóki nie zobaczę chociażby odrobiny współpracy, może jej się znudzi, bo czasem jest ok, wchodzi tam ze mną na luźnej lince, a ostatnio jej próby wyciągnięcia mnie stamtąd były bardziej jak prośby, odwraca głowę w stronę stajni i delikatnie napiera na linkę, ale po mojej prośbie, żeby zawróciła idzie za mną przez myjkę w tą i z powrotem, stara się nie wejść w kałuże, które tam czasem dla niej robię, a czasem stanie w jednej i nawet nie patrzy, że woda. Raz się poświeciłam (gumowce muszę kupić) i wlazłam w trampkach w kałużę pokazując jej, ze nie ma tam aligatora i że noga cała.


postała chwilę na myjce, ale to po chwili kończyło sie jej nerwowym drapaniem w ziemie przodami
Przywiązana pewnie reaguje tak samo? "Nuuuda!"
(O ile to wyglądało jak takie właśnie objawy nudy, ale to można tylko po całokształcie ocenić, nie z krótkiego opisu.)
Różnie można działać. Można stopniowo wydłużać czas. Można pójść "za koniem" i powiedzieć: ok, chcesz się poruszać, to się poruszasz, ale wedle mojego planu. A potem dać odpocząć - na myjce 😉

Druga możliwość - grzebanie nie oznacza "nuuudy". Jest objawem prawdziwego niepokoju, a to znieruchomienie wcześniej, to takie zastygnięcie w strachu. Zamarcie na przeczekanie.

Przyjrzyj się dokładniej koniowi. Mruganie - niemruganie wiele zdradza.

Akurat myjka najbardziej wam dokucza, ale potrzebna to chyba jest ogólna strategia postępowania z tym koniem. A do ogólnej strategii przydałoby się postawić jakąś diagnozę (choćby i mylną, życie zweryfikuje). Bo nie bardzo da się jednocześnie "być panikarzem" i "wymyślać strachów". Tzn. bywa, że jest raz tak, raz tak, ale nie jednocześnie 😉


To grzebanie to ja odbieram jako objaw poddenerwowania czasami, a czasami z kolei jako poirytowanie wręcz, że wsadziłam ją w sytuację, gdzie ona nie chce być, że jej się nie podoba to i nie zamierza się poddać mojej fanaberii mycia  🤬

Generalnie będę dążyła z uporem maniaka, aż Wam potem wkleję fotkę jak stoimy na myjce i się kobyła kąpie, oj tak, nie popuszczę, bo to byłby wielki krok w tył dla mnie wtedy.
Widziałam jeden filmik na forum, gdzie dziewczyna wysyła swojego konia do przyczepy, no coś pięknego... zobaczymy. Mam w stajni jedną dziewczynę, która zajmuje się naturalnymi metodami, jeździ na swoim kasztanku na kantarze, parę razy mi pomogła, pokazała co robić, ale wciąż sie mijamy i za mało jest tej pracy, żeby dała efekty, a sama to po prostu idę na maneż i chwilę ćwiczę sobie to, co mi pokazywała, co mogę sama zrobić, wysyłam kobyłę do tyłu, proszę, żeby podeszła, żeby zrobiła zwrot na zadzie, czy na przodzie i robi to.
OK, naświetliło mi to trochę sytuację, zobaczymy, mam nadzieję, ze uda mi się z tą dziewczyną jakoś dogadać godzinowo i popracować intensywniej z potworem.
Ps. Dziś ją zlałam wodą z gąbki i nic, stała sobie normalnie, żuła coś, luz blues.... trzymajcie kciuki, jakby coś Wam wpadło jeszcze do głowy, to poproszę o info 🙂
Pozdrawiam
Mieszkałam kiedyś w okolicy, gdzie jest pełno jezior, a pastwisko kończyło się przy rzece. Marzyłam, żeby mój osioł wlazł do wody, a on na kałuże nawet się boczył. Prośbą, grożbą, włażeniem przed nim do wody i pokazywaniem, że nie gryzie, nęceniem przysmakami nic nie wskórałam. Zawzięłam się i bardziej prymitywną metodą nauczył się włazić do wody. Rano dostał sianko, bez dostępu do wody. Potem na pastwisko, też bez wody, a było wtedy gorąco. Po kilku godzinach konia na uwiąz i szorowałam nad rzekę. Dopadł się do picia, wlazł po pęciny, a za pięć minut wywijał w wodzie jak dziki. Grzebał nogą, chlapał, ba nawet zanurzał łeb po oczy i wypuszczał powietrze - bardzo spodobały mu się bąbelki. Od tej pory zero problemów z wodą.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się