u lekarza.... dziwne sytuacje

Bosz współczuje wszystkim, zwłaszcza tym co odczuwają "pomoc" lekarską do dziś dnia.

Opowieści z różnych oddziałów mam też troszkę, niektóre mrożące krew w żyłach, niektóre takie że jako przyszłą pielęgniarka mam ochotę rzucić to w pizdu.

Jako dzieciak chorowałam na nerki.No stop sie coś działo i lądowałam w szpitalu.

Przed pewnym badaniem lekarz powiedział rodzicom że mam prawdopodobnie niewydolną nerkę, trzeba będzie usunąć i będę jeździć na wózku 🤔

Innym razem jakis mądry lekarzyna uparł się, żę mam zapalenie wyrostka.Nie słuchał ze od kilku lat choruje na nerki i stąd ten ból.Byłam przygotowywana do zabiegu nawet, ale mama podkarmiała mnie w toalecie 😂 Wyrostek mam do dziś.Rodzice nie podpisali zgody i zabrali mnie.Rok temu zdawałam egzamin u profesora, który był wtedy ordynatorem tego oddziału
Poszłam do lekarki o ta skierowała mnie na RTG.Umierałam w tej poczekalni ok 2,5 h po czym pani doktor na mój widok,już ze zdjęciem ,u siebie w gabinecie rzekła:" Co tak szybko". 🤔
rtk, wiem, ale skoro u nas na prowincji dzieją się cuda na patyku, to aż się boję myślec co jest w molochach 🙂
Pozdrawiam z molochów🙂
choć myślę, że się poprawi. Mam nadzieję.
Najfajniejsi są lekarze "hiperbarysci", leczący na zasadzie tlen i nic wiecej. Nie przyjmujące szpitale, jeżdzenie do głupot, narzekanie ludzi, ataki rodziny pacjenta.

Dobra, już nie narzekam. Bedzie dobrze.
Ja też po upadku z konia złamałam rękę... Gips miałam tak, że ręka zagipsowana razem z klatką piersiową ( bo pęknięcie było gdzieś przy barku plus lekkie wybicie)
To lekarz też mi tak założył ten gips, że ręka mi cały czas drętwiała i nie mogłam normalnie oddychać bo tak ciasno ten gips założył...  🙄
Później pojechaliśmy do lekarza (w sumie to niedaleko mnie mieszka i ma konie więc trochę go znam)
To porozcinał trochę ten gips i było lepiej...
Później inny lekarz zdjął mi gips i kazał nosić taką kamizelkę... powiedzmy, że nosiłam  😀
Ale ogólnie to ja mam lekarzy dosyć... bo jeśli nie załatwia się nic po znajomości / czy u zaprzyjaźnionych lekarzy... to ja mam po prostu chęć ich rozszarpać, bo większość zachowuje się jakby pracowali z przymusu i wyżywają się tylko na pacjentach...  🤔
http://wiadomosci.onet.pl/1528056,2677,1,dieta_kres,kioskart.html

Hm...ja to nawet widziałam prawie na własne oczy-neurologia udarówka.
Pan leżał przypięty pasami a dali mu zupę mleczną. J jeszcze się darli,żeby jadł,bo dodaje siły. Zupa w talerzu była.
No i nie zjadł ,chociaż się ostro szarpał.
I zabrali talerz.
Jak zrobiłam dym- załozyli biedakowi sondę i zezował na mnie wrogo.
Ja jakieś 8 lat temu na zawodach jadąć koniem pod przejściem dla ludzi zahaczyłam głową o framugę w wyniku czego pękł mi jeden z kręgów (wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam). Zsiadłam delikatnie z konia, bo nie wiedziałam co się zrobiło i kazałam zawołać panów z karetki. Ci po wysłuchaniu opowieści co też sie takiego wydarzyło kazali mi uprawiać gimnastykę w postaci skłonów i wyprostów  🤔 a następnie sama sobie podreptałam do karetki posiedzieć trochę, bo "może mi przejdzie". Po dwóch godzinach takiego półlezenia w karetce już nie wstałam więc mnie panowie zawieźli na ostry dyżur. No a tam żeby mnie mogli prześwietlić to musiałam sie sama z tego ich wózka przesunąć na stół z RTG. Więc z tym moim połamanym kręgiem ruchem weżowo wijacym się jakoś się przeniosłam z jednego na drugi a potem z powrotem oczywiście 🙂
Potem w szpitalu tydzień czasu leżałam  na obserwacji bo nikt mnie nie słuchał że nie spadłam z konia i nie mam obrażeń wewnętrznych  🙄
Potem się okazało, ze gips który mi założyli to był jakieś 20kg za cieżki, no ale ja silna baba od koni to dałam radę  😀
Całe szczęście, to wszystko zagoiło się w porządku i 10 miesięcy później już startowałam na zawodach.

A kolejny dziwny tekst był jakieś 4 lata później. Sapadłąm z konia i rąbnełam mocno biodrem o ziemię. Nie mogłąm się zapakować do auta tak mnie bolało, wobec czego poprosiłam brata o zawiezienie mnie na ostry dyżur. Zrobili mi prześwietlenie.
Po pierwsze na zdjęciu nie było całego biodra widocznego  🤔
Po drugie: pan doktor ogląda zdjęcie, ogląda, po czym stwierdza: złamanie kręgosłupa
                ja robię wielkie oczy  😲 i całe szczęście zachowując zdrowy rozsądek odpowiadam: no złamanie było.... 4 lata temu  🤣
Pan doktor przepisał jakąś maść przeciwbólową i odesłał do domu. miseiac czasu na kolanach złaziłam z łózka, no ale chyba było faktycznie stłuczenie, bo potem mi przeszło
W trakcie wakacji 2007 miałam taką ciekawą sytuację

Byłam z tatą w kościele, straszna duchota, gorąco itp.
Źle się poczułam więc wyszłam na chwilę pooddychać, jak mi się polepszyło to wróciłam do środka.
Jak Msza się skończyła to szybko poszłam do wyjścia, oparłam się o ścianę w pozycji pół siedzącej i czekałam na tatę który zawieruszył się w tłumie.
Miałam mroczki przed oczami, ciężko mi było oddychać czyli normalne objawy bliskiego omdlenia.
Podeszła do mnie jakaś kobitka i się zapytała czy potrzebuję pomocy bo jestem strasznie blada, odpowiedziałam że zaraz przyjdzie mój tata i że nie trzeba.
Tata faktycznie przyszedł, znów mi się polepszyło i ruszyliśmy powolutku do samochodu.
W połowie drogi nogi mi się ugięły i sobie przymusowo usiadłam na chodniku  🙄
Bardzo mnie zaskoczyłą reakcja przechodniów (pozytywnie  😀) - zleciał się spory tłumek, dostałam 2 butelki wody, chusteczki, nawet jakaś lekarka się trafiła i dała mi coś tam do ssania.
No więc jak już się doprowadziłam do porządku to podziękowaliśmy ludziom i pojechaliśmy do domu.

W domu mama stwierdziła, że to nie jest normalne (nigdy w życiu nie miałam podobnej sytuacji, jestem ogólnie okazem zdrowia) i że musimy jechać do lekarza.

W przychodni było ciekawie.
Lekarka do której poszła stwierdziła że my chyba sobie jaja robimy że z omdleniem przychodzimy do przychodni,
że u zdrowych nastolatek to całkowicie normalne itp
Jak tylko otwierałam usta żeby powiedzieć cokolwiek o tym co się stało to mnie uciszała.
W końcu moja mama która nie należy do osób zbyt cierpliwych powiedziała jej delikatnie co o tym myśli i kobieta jakby się obudziła.
Próbowała mi zmierzyć ciśnienie ... trzema ciśniomierzami i pomijając fakt, że elektronicznego nie umiała włączyć, w tym "normalnym" zapomniała włożyć słuchawkę pod rękaw to ŻADEN nie działał. Dopiero jak przyszła pielęgniarka to jakimś cudem wszystkie trzy ożyły i ona mi zmierzyła.
Potem podczas wypisywania skierowania do szpitala lekarka na głos się zastanawiała czy skierować mnie do dziecięcego na co moja mama grzecznie jej przypomniała że jestem już o 2 lata za stara na szpital dziecięcy ( który jest chyba do 14 roku życia )
Szpital natomiast pozytywnie mnie zaskoczył, wszystko odbyło się szybko, sprawnie, zostałam przebadana od góry do dołu, lekarka mnie wypytała o wszystko, wyniki dostałam od ręki itp  🙂

Z tego co wiem, to szpital dziecięcy "obowiązuje" do ukończenia 18 roku życia.
Przynajmniej ten u nas.
Ja się nie znam na tym, raz jeden byłam w szpitalu  😉
Jak się teraz zapytałam to do 15, lekarka w każdym razie przyznała nam rację po krótkim zastanowieniu i wysłała mnie do "normalnego".
Z tego co ja wiem to szpital w warszawie ten, który bardzo czesto odwiedzałam z powodu omdeń, gryp zołądkowych i innych cudów przyjmował mnie do 18 roku życia...
Ja kiedyś byłam z synkiem w przychodni i była kolejka do lekarza.
I przyjął go pediatra,bo jeszcze tam karta była.
Prześmiesznie to wyszło. Poprzedzający pacjent miał ...miesiąc.
Mój synek...21 lat. Jak Pan Doktor kazała zdjąć mu koszulkę do osłuchania to taki włochaty tors wystawił.
😁 😁
Dostaliśmy na pożegnanie pediatry odznakę Grzeczny Pacjent -Nie Płacze!
Szpitale dziecięce są do 18 roku, ale trafiaja sie i dwudziestolatkowie na oddziałach z kilkulatkami.
Zależy od tego z czym przychodzi taka dorosła osoba, i czy nie jest leczona od iluś tam lat na tym oddziale.

Zresztą Agata Mróz leżała w szpitalu dziecięcym.
dragonnia   "Coś się kończy, coś się zaczyna..."
22 stycznia 2009 17:51
To ja Wam opowiem historię. Kilka lat temu otworzono u nas Prywatną Klinikę Ginekologiczną. No full wypas i mucha nie siada. Osławiony ginekolog zachwycał swoją wiedzą każdą Panią. W rezultacie przyjmował SAM JEDEN w asyście 2 pielęgniarek od 8.00 rano do .... ostatniej pacjentki. W luźniejszych godzinach odbierał porody, robił zabiegi itp. Skoro każda spotkana kobieta chwaliła tego lekarza to i ja skusiłam się na coroczny "przegląd" właśnie u niego. Zwykłe badanie rutynowe, jakie każda kobieta raz w roku powinna zrobić. Zadzwoniłam, żeby umówić się na wizytę. Miła Pani dyktuje: "zapisałam Panią na dzień X na godzinę 22.35"  🙇 No szok poprostu, ale co tam. Taka sława to ide się przebadać. W dniu wizyty, późnym wieczorem zjawiłam się w Klinice. Nie, no pieknie. W poczekalni grała cicha muzyka w tle, czuło się zapach kadzidełek, wygodne fotele...rewelka. Czekam. Raptem wychodzi z gabinetu bardzo zapłakana Pani, skulona, wspierała się na ramieniu zatroskanego męża. Współczułam jej bardzo choć nie wiedziałam co jej jest. No nic, teraz ja. Weszłam, doktor wypełnił kartę, pogadał troszke ze mną i zaczęliśmy badanie. W trakcie badania zamilkł. Potem zaprosił mnie do biurka i przedstawia mi swoją "diagnozę". "Pani ma nowotwór, potrzebny będzie zabieg" Coś mnie trafiło. Nigdy źle się nie czułam, rok temu nic nie wyszło, wyniki książkowe to skąd nowotwór? Podał wymiary guza - wielkości dużego jabłka, a potem przedstawił zdjęcie z USG. Kazał umówić sięna kolejną wizytę z kompletem wykonanych badań lab., które mi zalecił. Wyszłam blada, prawie płacząca ale w głowie coś mi mówiło, że tak nie może być. Mój mężczyzna stwierdził, że należy umówić się na konsultację u innych lekarzy. Tak też zrobiłam. Wróciłam do swojej Pani doktor i jeszcze dwóch innych. Dziwnym trafem nażadnym USG u tych lekarzy nie wyszedł żaden guz, wyniki wyszły książkowe i takie mam po dziś dzień. Potem przypomniałam sobie tą płaczącą kobietę. Lekarz najwyraźniej był już zmeczony i przedstawił mi zdjęcie USG tej kobiety, które potem dołączył do mojej karty.  Jak dobrze, że wtedy nie byłam sama.

Na tym przykładzie widać, że lekarz też człowiek i nie zawsze pogoń za kasą idzie w parze z profesjonalizmem. Nie musze chyba mówić, że już więcej tam nie poszłam.
Wiesz, tylko, że to mogło być na zasadzie - oślepł ze zmęczenia, to się zdarza, choć nie powinno.
Tania uśmiałam się z syncia.

A co do omdlenia - no z tym to nie leciałabym na bank do lekarza, też dokładnie w kościele rypnęłam waląc łbem w posadzkę  😀
i jakby poniekąd - czasem nie dziwię się lekarzom na izbach przyjęć, bo jak widzę np mamusię z 10-letnim dzieciątkiem na ręku, bo kot podrapał i dziecko ma 1 cm zadrapanie (kolega by mu większe naprał), to ehhhh... kiedyś polazłam na izbę przyjęć, bo miałam taki atak migreny, że dostałam szczękościsku i potraktowali mnie w pełni profi (chociąz śmiem twierdzić, że to chyba dlatego, że doktorka do mnie z psem i dwoma kotami lata  😎 ) i właśnie rozbawiały mnie takie sytuacje przerażonych matek z wynudzonymi sytuacją dziećmi.
Jeszcze zależy jakie omdlenia bo jeśli mdlejesz systematycznie co kilka dni i nie ogarniasz co się z Tobą dzieje to jednak fajnie spytać czy wszystko działa jak powinno 😉 choć to fakt zazwyczaj ostry dyżur przepełniony jest dzieciakami, którym w zasadzie nic nie dolega... Ileż to razy widziałam dzieci biegające, smiejące sie itd, które niby skręciły kostkę, złamały nogę czy bóg wie co...
Są opisane "omdlenia kościelne" . Kiedyś czytałam.
I nawet prowadziłam sobie obserwacje w jednym wielkim i starym krakowskim kościele. Zawsze omdlewali w jednym miejscu. Czyli jakoś tam powietrze się nie ruszało.
Ale sprawdzić nie zaszkodzi.
Nie wiem czemu tak jest,że do lekarza medycyny nie dociera tekst:
-oj,źle się jakoś czuję... albo - oj,coś mnie często głowa boli...
Lekarze wolą już konkretny objaw -czyli stan zaawansowany.
I... odsyłają do specjalisty.
A co do syna. Kiedyś na koniu wyrżnął kolanem w drzewo w terenie.
I tak go bolało i bolało.Długo.
Lekarz rodzinny walczył jak lew zanim dał skierowanie do ortopedy a na skierowaniu wypisał wołowymi literami:
SKIEROWANIE WYDANO NA WYRAŹNE ŻĄDANIE PACJENTA!
Oczywiście z takim skierowaniem nie poszliśmy-bo się wstydziliśmy.
Kolano boli nadal.
mój kolega, który skończył polibude  zawsze mówi:

jak sobie pomyślę, że lekarz jest takim medykiem jak ja budowniczym mostów ...
to sie BOJĘ iśc do lekarza!!  😂 😂
kiedy w stajni przewrócił się na mnie koń ( pośliznął się na betonie i wyrżnął na moją nogę - 175cm sp  :hihi🙂 kolano mialam zgięte w drugą stronę. Przyjechała matka i zabrala mnie do szpitala. z tym ze.... moje kolano wrociło do pozycji normalnej tylko cholernie bolało. Na pogotowiu lekarz przed zrobieniem zdjęc obejrzał i stwierdził zerwanie wszystkich wiązadeł, pęknięcie kości i torebki stawowej. co wnioskuje gips na 3 miesiące, operacja poczym znowu gips i 2 lata rehabilitacji. Poszłam na rtg i gdy mu je pokazałam to nie wierzył. ale poza zerwanymi nerwami to wszystko mialam maksymalnie rozciągnięte - ale nic nie urwane i nic nie zlamane. mimo wszystko chcial mnie wysłac na operację bo bez niej nie dojdę do siebie juz nigdy i będę mocno kuleć (nie zegnę i nie wyprostuję nogi) a z końmi mam sie juz całkiem pożegnać z operacją czy bez niej. Jaiko ze bylam juz pełnoletnia powiedzialam grzecznie dowidzenia i wyszłam.

Tydzień później ból juz przechodził a ja wsiadłam na konia. Tragedii nie było dziś mija pół roku i jeżdżę normalnie na koniu i na nartach bólu nie odczuwam. Jedynie nerwy się nie odnowiły. Ale mój powrót do formy trwał pół roku a nie dwa lata  🤔
heh w liceum dostałam z odpowiednią prędkością i siła piłką w ręke, spuchła niemilosiernie. wyladowalam u lekarza , rtg, i ręka w gips bo jest mały odprysk. po 3 tygodniach rpzychodze na zdjecie gipsu, wysłanie na rtg. i co i ten sam lekarz oglada nowe zdjecie, oglada stare zdjecie, po czym odwraca sie do mnie i pyta " po co ja Pani rękę w gips wsadziłem, tu nic nie ma?" a fakt faktem do dziasiaj mam lekko spuchniete to miejsce
Notarialna   Wystawowo-koci ciąg. :)
23 stycznia 2009 22:21
Są opisane "omdlenia kościelne" . Kiedyś czytałam.
I nawet prowadziłam sobie obserwacje w jednym wielkim i starym krakowskim kościele. Zawsze omdlewali w jednym miejscu. Czyli jakoś tam powietrze się nie ruszało.


Taniu
Kiedyś w tv zainteresowali się tematem tego powietrza i po badaniach stwierdzono, że powietrze w niektórych miejscach przekracza dopuszczające normy zatrucia. Było kilkakrotnie więcej zatrute niż to w mieście. Stwierdzili, ze to przez częste palenie kadzidła, świec, niewietrzenie i ogólny zaduch w 'instytucji'.
Więc jakieś podstawy to ma.

Ja też kilka razy źle się poczułam i to w jednym miejscu tylko tak miałam. Ale to było kilka lat temu, bo teraz nie chodzę do kościoła 8)
No właśnie-pamiętam taki tekst o omdleniach kościelnych.
I pewnie najlepiej jest siadać w stallach czy najlepszych ławkach-bo wymyślone wieki temu dla bogatych.
Albo sobie stać przy wyjściu.
Ale-wracając do lekarzy- raczej watpię,żeby lekarz taki przeciętny to wiedział. 😁
Sanna napisała o teściowej co już się miała żegnać z życiem.
A ja Wam napiszę o Pani Wandzie Wąspwskiej.
To było ponad 15 lat lat temu. Pani Wanda miała wizytę u kardiologa, jakieś poważne badania, konsultacje itp cuda na kiju.

Przyjechała wtedy do stajni na Legię załamana.
Mówi mi - Gośka, jeśli chcę żyć to muszę pożegnać się z wysiłkiem, odstawić konie na bok, nie jeździć, minimum wysiłku.
Patrzyła na mnie smutno ale po chwili miała błysk w oku i mówi do mnie w te słowa:
Wiesz co ? Jak mam zdechnąć to na koniu. Bo jak przestanę jeździć to.......i tak zdechnę za dwa tygodnie.

Niedawno się z nią widziałam 🙂 Ma się całkiem nieźle.
Omdlenie w kościele..  👀 😁  lata temu, kiedy jeszcze grzecznie co niedziela Tam bywałam, regularnie słabłam mniej więcej w połowie mszy -  może nie tyle totalnie omdlewałam - ale byłam milimetry od tego: blada, biało przed oczami, nie mogłam się z klęczek podnieść.. A jak już mnie mój ex postawił do pionu i wychodziliśmy zaczerpnąć powietrza, w głowie mi kołatała jedna myśl: Boże, przepraszam, że ja taka grzesznica, że Twoim Domu słabnę..  🤣
xxxxxx
Jak dla mnie jak najbardziej może, to jest bardzo duża dawka hormonów, a nie tabletki na ból gardła, nie pozostaje to obojętne dla organizmu.
A jakby tak każdy sobie przyszedł i poprosił o co mu się żywnie podoba, bo "nie mógł się dostać do innego lekarza"?
Lekarz ponosi odpowiedzialność za przepisywane leki, musi trzymać się reguł.
opolanka   psychologiem przez przeszkody
24 stycznia 2009 18:35
Donia leki "po" (czyli wczesnoporonne) może przepisac tylko ginekolog. W każdym razie tak wynika z informacji, które poziadam.  Ja sama nigdy nie kupowałam, więc nie wiem z doświadczenia.
Bischa   TAFC Polska :)
24 stycznia 2009 18:42
Mnie to powiem Wam , przeraża znieczulica ludzi  😲 Wracałam wczoraj z uczelni , jakiś kretyn wpadł na mnie i wyrżnęłam w autobusie na to metalowe koło w przegubowcu co się obraca - dobre pare sekund minęło zanim doszłam do siebie bo mnie chwilowo zamroczyło - nikt , kompletnie nikt się nie podniósł żeby zapytać czy wszystko jest ok  🤔 Na szczęście poza bolącą kostką , udem i ramieniem i siniakami nic mi się nie stało  😉

Pozdrawiam 🙂
Bisha masz rację - to przeraża...

a ja gdzieś słyszałam, że receptę na środki "po" może każdy lekarz wydać...
opolanka   psychologiem przez przeszkody
24 stycznia 2009 18:56
Ja słyszałam wersje o tym, ze albo tylko gin albo na pogotowiu.

ale sie nie upieram oczywiście 😉
Postinor Duo nie jest środkiem wczesnoporonny - to raz. A dwa, to to, że może go wypisać każdy lekarz.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się