u lekarza.... dziwne sytuacje

Jeszcze na starej volcie był podobny temat.... Postanowiłam poruszyć problem, bo właśnie wróciłam od lekarza dermatologa, prywatnego, 100 zł wyrzuciłam w błoto, facet pierwsze co chciał zrobić to zaaplikować mi szczepionkę uodparniającą... ustalił kolejne dawki, zapisał mi kiedy mam się znowu zgłosić, i jak powiedziałam, że nie chcę żadnej szczepionki to oczy szerzej otworzył ze zdumienia... przyszłam do niego z trądzikiem, nie potrafił wytłumaczyć co ma do tego szczepionka... potem chciał mi zapisać bardzo silne lekarstwo, przed którego zażywaniem trzeba wykonać serię badań, stosować dwie metody antykoncepcyjne trzy miesiące przed leczeniem, w trakcie i trzy po, i co miesiąc robić badania krwi, bo to może uszkodzić nerki i wątrobę, a on mi chce od razu, od ręki, bez niczego dać receptę tylko stwierdza że nie mogę w trakcie zajść w ciążę... i jeszcze mówił do mnie ciągle "kotku", "cześć kotku".... czy to nie przegięcie?
smarcik   dni są piękne i niczyje, kiedy jesteś włóczykijem.
20 stycznia 2009 16:36
u mnie w miasteczku jest jedna jedyna pani dermatolog... zawsze przypisuje wszystkim ten sam lek- buteleczka 50ml, koszt 40zł. Raz koleżanka poprosiła ją o jakiś inny lek.. dostała to samo, ze znaczkiem "+" po nazwie- 70ml, cena 60 zł  😂  🤔wirek:
kpik   kpik bo kpi?
20 stycznia 2009 17:24
heh bedzie tu ciekawie  👀
po zawodach zjawilam sie na nocnym dyżurze w szpitalu po urazie ręki. Zrobiono mi prześwietlenie stwierdzając ze ręka złamana nie jest, przepisano maść na zejście opuchlizny (której nie mialam nawet jak zastosować, bo nie można jej klaść na rany otwarte) i wyslano do domu... nic więcej, nikt ręki nawet nie dotknął  🤔
potem poszlam na konsultacje bo bylo nieciekawie- pani lekarka widząc ręke zawołała koleżanki na dyżurze zeby pooglądały, z komentarzem "patrzcie co sobie dziewczyna z ręką zrobila" - haha no suuper było ... 😜
szkoda ze nie zbadano mi przy tym nic więcej i szybko zbyto, bo poza brakiem zlamania i uszkodzeniem skory borykałam się potem z uszkodzeniem nerwów i mięśni a następnie z ich zanikiem !
no absolutnie zaden lekarz przecież przewidzieć tego nie mógł (po tym jak mi się lina dookoła ręki zawinęła, zacisnęła i przesunęła całą swoją 3 metrową długością paląc i przerywając przy tym pare rzeczy) ;] i żadnych badan badań do tego nie wymyślono
ubaw panie lekarki miały przedni ...  a ja przez 2-3  lata mialam problem
Druzgocące jest to co piszecie...

Ja też miałam kilka przypadków, przez które stwierdziłam, że jeśli do lekarza, to tylko do rodziny (szczęście, że połowa rodziny to lekarze), bo inaczej to nie ma najmniejszego sensu...

okwiat   Я знаю точно – невозможноe возможно!
20 stycznia 2009 17:37
mOniSka zazdroszczę
Ja mam tylko jednego znajomego lekarza, ale i to wystarcza, żeby on poruszył resztę gdy coś się dzieje 😎

Jak czytam co napisałyście dziewczyny, to jedyne słowo jakie mi przychodzi do głowy, to "kpiny"  🤔wirek:

Niedawno miałam też trochę dziwną sytuację z ginekologiem.
Lekarka, do której chodzę, przyjmuje w szpitalu położniczym, i ma od metra pacjentek w ciąży, dlatego są kłopoty z zapisami. Zaraz po nowym roku uświadomiłam sobie, że zapomniałam się zapisać, a kończą mi się pigułki anty i w przeciągu tygodnia potrzebuję nowego opakowania. Najbliższy termin do mojej pani doktor był na luty... Na szczęście jestem "podpięta" pod ubezpieczenie zdrowotne mamy i mogę chodzić do prywatnej przychodni, z której korzysta jej zakład pracy, więc zapisałam się tam. Poszłam, wytłumaczyłam pani doktor, że biorę te a te tabsy, że mi się kończy opakowanie, że u mojego ginekologa nie było terminu, i bez problemu mi wypisała receptę. Niby spoko, ale co by było, gdyby tak przyszła jakaś laska z ulicy i tak powiedziała....? Zapewne też by dostała...  
Mogę coś napisać?  🙂 Będzie długo.
Złamałam kostkę. Miałam gips na 6 tygodni ( o ile dobrze pamiętam) Byłam na zwolnieniu. Jeśli człowiek przebywa zbyt długo na zwolnieniu lekarskim, to ZUS ma prawo zawołać chorego na kontrolę zwolnienia.
Polega to na tym, że w ZUS-ie siedzi lekarz-biegły i nas bada i sprawdza, czy nie ma jakichś nadużyć.
Poszłam.
Facet wiedział, że też jestem lekarzem.
Pokazuję facetowi kliszę ze złamaniem.
- Ee....( tu się krzywi) pani doktor, tu nie ma żadnego złamania.
I patrzy na mnie podejrzliwie.
Zgłupiałam. Mówię.
-No...jak to nie ma, jak ortopedzi w szpitalu mówili, że mam złamaną kostkę.
-Eeee...gdzie tam złamaną.- NIC tu nie ma.- patrzy się na kliszę i głupawo uśmiecha.
Potem patrzy na mnie wyczekująco..
Wkurzyłam się, bo przecież nie oszukiwałam !
- Ja się doktorze na tym nie znam. Jak powiedzieli, że mam złamaną, to chyba była złamana. Gips nosiłam.
On na to:
-Gips??? Niemożliwe !! Jak to gips??
Czułam się jak idiotka.
- No gips. 6 tygodni.
- Naprawdę?? I robi wielkie oczy.
Naprawdę czułam się jak ostatni przestępca. Podeszłam i pokazuję mu miejsce złamania na kliszy.
- O tu...podobno widać że złamane.
-Ta kreseczka??? Eeeee... Co to za złamanie? To co, wracamy do pracy jutro, nie?
- Jak pan sobie chce. Noga mnie jeszcze boli jak chodzę, jest spuchnięta  i mam zwolnienie na cały następny tydzień.
Zaczął coś pisać i ostatecznie nie zabrał mi tego zwolnienia.
Powiem Wam, że jeśli on tak potraktował kolegę po fachu ( a jakaś uprzejmość koleżeńska jednak jest), to ja NIE WIEM jak on traktuje zwykłych ludzi !! Szczerze współczuję. Po wyjściu chciało mi się po prostu płakać.😲
A noga naprawdę BYŁA złamana.



Szepcik, dostałaby na bank.
Ja po przerwie w braniu tabletek, poszłam do nowej lekarki i proszę o tabletki, a ona na to:
A jakie Pani chce? Szczęka mi opadła.
Lekarce w jakimś zakładzie pracy dziewczyny wmówiły, że Postinor jest na kaszel. Przepisała nie komentując. Nie wiadomo, czy zignorowała tą informację, czy rzeczywiście im uwierzyła.
tunrida, pewnie łapówki chciał, tylko ty "niekumata" byłaś (na szczęście).

Z lekarzami różnie bywa. Też niektóre doświadczenia mam średnie, niektóre to totalna porażka. Ale i zdecydowanie dobre też.
Ja jak jakis czas temu lezalam w spzitalu z utrata pamieci, po wstrzasieniu mozgu, bardzo powaznie bylo.. dostawalam garsc lekow...i jak juz doszlam do siebe, zaczelam wiedziec gdzie i po co tu jestem , to pytam sie pielegnairki na co te leki... a ona ze ten to przeciwbolowy , ten na to, ten na to.. a ten plyn to na KORZONKI...

Moja mama zrobila mega zadyme lekarzow, ze co maja KORZONKI do  wstrzasienia mozgu.. i odstawili.
Ja kiedys miałam jąkąś alergie na costam ( to usłyszałam )  bo było strasznie wilgotno  bla bla bla a ja ciagle kasłałam  tak ze w nocy spac nie mogłam , suchy kaszel. Lekarz przepisał mi flegamine.........  ściana , bez zadnych badań  z jakiego powodu moge tak kasłac mi sie wydawało ze jak ktos mówi z emam na cos alergie to fajnie byłoby sprawdzic na co  😵

Ja miesiac temu również udałam sie do dermatologa i tez 100 zł wywaliłam w błoto dowiedziełam sie ze :
- mam trądzik (  kurde  nigdy bym na to nie wpadła !)
- dostałam recepte na 2 jakies pospolite maście ( na bazie cynku którego i tak używam)
-oraz zalecenie brania multiwitaminy i cynku ( które juz i tak brałam)

juz tam sie nie wybieram

Pamietam tez jak miałam operacje usuniecia woreczka zółciowego 4 lata temu i musieli mnie ciagle przekuwac bo  jedna żyła wystarcząła na pól kroplówki bo pękała , byłam cała w siniakach  - fioletowa  az po 20 przekuciu sie zdenerwowałam i poweidziałam ze koniec tego dobrego i dostawałam te wszystkie rzeczy w pastylkach...jak by wczesniej nie mogli mi ich dac w takiej formie tylko robili ze mnie leśnego fioletowego ludka.
yga   srają muszki, będzie wiosna.
20 stycznia 2009 18:19
tfu,tfu,odpukać-ale ja złych wspomnieć ze szpitali czy innych placówek nie mam, bo nie zdarzało mi się uczęszczać.
Jedyne co źle wspominam, to przecinanie wiązadełka.
Dali zastrzyk, zaczeli ciąć, a ja wszystko czułam, zaczelam sie wyrywać,zawołali mojego ojca który mnie trzymał siłą na krześle. Myśleli że to sobie wymyśliłam, a na koncu stwierdzili : no chyba naprawdę za szybko zaczęliśmy ..  😲
ja po upadku z konia połamałam łapę. Oczywiście pogotowie, gips od łokcia po paluchy. Na następny dzień ręka opuchła jak bania, zsiniała. Rodzice zdecydowali,że rozcinamy gipsik bo wyłam z bólu. Po samowolnym ściągnięciu- oczywiście kontrola u chirurga. Mówię, że za bardzo ścisnęli gips, że paluchy już siniały, bo spartolili. I co usłyszałam?? "Ale przy złamani przysługuje jeden darmowy gips, kolejny płatny - było trzeba nie ściągać"
Ja mialam troche przygód z lekarzami:

Pierwsza: Moj wiek - 11 lat. Obrazenia: zwichniety palec wskazujacy reki lewej (przemieszczenie dosc duze - tak, ze kosc malo nie przebila mi wnetrza dloni)
Metoda zastosowana przez lekarza na ostrym dyzurze: Bez znieczulenia ciagnac dziecko za palec, a nuz wskoczy z powrotem.
Nie musze pisac, ze efektu oczekiwanego to nie przynioslo. Do dzis sie dziwie, jak mi sie udalo nawet nie zaplakac. Odporna jestem na ból, to prawda, ale to juz bylo ekstremum.

Metoda zastosowana przez chirurga - pod narkoza (pelna) ciagnac dziecko za palec, a nuz wskoczy z powrotem.
Efekt: palec zlamany, takze konieczna byla operacja rozciecia i pozkladania dloni. Uhh.

Druga: Na zawodach we Wroclawiu pare lat temu, ostatniego dnia przewrocila sie na mnie paka ze sprzetem, przygniatajac mi palce do ziemi. Efekt - zmiazdzona koncówka srodkowego palca lewej reki.
Co zrobil lekarz wojskowy - zaczal polewac mi zmiazdzony palec woda utleniona.
Lekarz na dyzurze (byla niedziela) byl gburem i chamem. Mial pretensje do pacjentów, ze maja czelnosc ulegac wypadkom i zglaszac sie na ostry dyzur. Potraktowal mnie bardzo opryskliwie, ale jakos to znioslam. Po rtg i operacji palca (na szczescie przeprowadzonej przez sympatycznych specjalistów) musialam sie przebrac w jakies szpitalne lachy i zasiasc na wózku inwalidzkim (mimo mych protestów, nogi w koncu mialam sprawne). Tam w jakims pokoju czekalam na salowego, który mnie zabierze na sale. Szpitalny bialy lach mial 'dekolt' niemal do pasa, którego nijak nie moglam porzadnie przytrzymac jedna reka. Salowi bez najmniejszej zenady gapili sie na mnie, siedzaca jak ostatnia bida na tym wózku  🙄

Pozostale (pomniejsze): bedac juz w Dublinie, odwiedzilam kiedys polskiego lekarza. Mialam przewiany bark, ale przy okazji poskarzylam sie, ze czuje, jakoby leciutko chwytalo mnie przeziebienie. Doktor od progu rzucil enigmatycznie: "Ja wiem, co pani jest!", a nastepnie wyglosil tyrade, jak to najlepszym lekiem na wszystko jest 5 cytryn+5 glówek czosnku+5 lyzek miodu (notabene, bardzo smaczna jest ta mieszanka) i ze jest przeciwnikiem antybiotyków. Po czym przepisal mi... antybiotyki  😲 (na przeziebienie! Rzecz jasna ich nawet nie wykupilam). Na sam koniec zajrzal mi w gardlo (z odleglosci metra, bez swiatla ani szpatulki) i orzekl: Ohoo, gardlo widze plomienne!
Najlepsze bylo to, ze jakis tydzien pozniej moj chlopak zachorowal na zapalenie oskrzeli. Nie majac wyjscia (sezon swiateczny) udal sie do w/w doktora. Nie zdziwicie sie, kiedy napisze, co zdiagnozowal? Plomienne gardlo!

Ten pan zyskal u nas przydomek "Doktor Plomienne Gardlo". Rzecz jasna, nigdy wiecej do niego nie poszlismy. Szczerze mowiac, ja sie zaczelam zastanawiac, czy ten pan to jest prawdziwy lekarz, czy moze jakis pasjonat z podrobionym dyplomem 😀

W tej samej przychodni zostalam strasznie potraktowana przez ginekologa - mlodego pampka. Ledwo przestapilam próg gabinetu - pytanie: "W ciazy?" ja: "nie..." On: "uf, cale szczescie, bedzie mniej roboty."
Potem w ogóle mnie nie sluchal - ja mu, ze od kiedy odstawilam tabletki, mam baaardzo nieregularne okresy i ze nie chce juz brac tabsów. On - "a Mercilon bralas? Nie? To ci zapisze". Jak do sciany. Do tego nie zauwazyl na USG torbieli (2 dni pozniej inny lekarz od razu ja wykryl) i generalnie byl caly nerwowy (rzucanie dlugopisem, ciskanie papierami, nerwowe czochranie sie po wlosach itd).  Costam jeszcze glupio skomentowal po drodze. Kurde, rozumiem, ze ktos moze miec gorszy dzien - ale gdyby pacjentka byla troche wrazliwsza, to wizyta ta bylaby dla niej niezla trauma. Ja na szczescie do wrazliwców nie naleze.


Lekarzy kretynów spotykałam na pęczki.. Ale do dziś się śmieję na wspomnienie "młodej lekarki" która oglądała moja boląca kostkę, w końcu kazała mi przemaszerowć przed sobą - i ja- +- 6 letni wówczas dzieciak zaczęłam kuśtykać aby pokazać jak to strasznie mnie boli i jaka biedna jestem, z tym, że kuśtykałam na złą nogę- obciążałam tą niby bardzo bolesną - babka się nie połapała i stwierdziła poważny uraz nogi  😁 Było śmiesznie, mniej śmiesznie się robi, gdy sprawa jest naprawdę poważna a mamy do czynienia z niedouczonym konowałem..
trupka   Czterokopytne uzależnienie ;)
20 stycznia 2009 19:50
Dużo z was opisuje takie zenidbania lekarzy, ja na całe szczęście się z czymś takim nie spotkałam , wprost przeciwnie- kiedy miałam powiększone węzły chłonne i stwierdziłam ,że mnie nie boli to wrzucili mnie na wszelkie możliwe badania, oddział onkologiczny i różne cuda, przez 3 miesiące chodziłam na badania . Drugi taki przypadek był kiedy koń mnie kopnął w głowę - niby nie wymiotowałam, nie straciłam przytomności, nie miałam żadnych objawów wstrząśnienia mózgu, a jednak w szpitalu pół nocy spędziłam 😁
Hiacynta... ten Doktor Płomienne Gardło... uśmiałam się 🤣 Choć jak kogoś coś boli to mu raczej nie do śmiechu po takiej diagnozie 🙄

Pamiętam jak kiedyś poszłam do laryngologa. Nie pamiętam już co mi było, ale badanie zapamiętam do końca życia. Trafiłam do podobno specjalisty, najlepszy w okolicy 😎 Jak się okazało pan 60+ (mocno +). Pomyślałam spoko, będzie znał się na rzeczy.

Pech chciał, że doktor niedowidział i niedosłyszał. Nie dość, że musiałam się drzeć mu do ucha w odpowiedzi na jego pytania, to w wyniku badania naderwał mi wędzidełko języka. A to wszystko dlatego, że nie wszystko widział i uznał za stosowne się przyjrzeć 🤔 Pomijam oparzenie (drobne) jakie mi zgotował (podgrzewał jakąś taką szpatułkę i nie poczekał aż wystygnie tylko taką gorącą wsadził mi do gardła)


Druga sytuacja była mało śmieszna (o ile ta pierwsza była :icon_razz🙂 i raczej nie tyle była winą lekarzy co wspaniałego polskiego systemu. W wakacje dostałam ataku wyrostka. Drugiego w swoim życiu, ale bardziej bolesnego (w pierwszej sytuacji rozeszło się po kościach)
W każdym razie najpierw pojechałam do zwykłego lekarza. To była niedziela, więc był jeden lekarz na dyżurze. Ja trochę nieogarniałam co się dzieje, ledwo się ruszałam, wymiotowałam. Ale cierpliwie czekałam na swoją kolej (i tak sporo osób mnie przepuściło widząc jaka byłam poskładana) Jak wyszła pacjentka z gabinetu ruszyłam do natarcia.
Umkło mej uwadze, że za nią wyszła lekarka (nie miała fartucha) Wchodzę do gabinetu, nikogo nie ma. Ale, że gabinet duży to się rozglądam i nic. Uznałam, że siądę i poczekam, bo zwyczajnie nie miałam już siły. Ma się rozumieć, oberwałam za takie wchodzenie do gabinetu. Ale biorąc pod uwagę mój stan, pani doktor mogła sobie darować te krzyki, a zaczać mnie badać. Rozumiem, że nie wolno wchodzić jak nikogo nie ma, no ale stało się!
I tak pani doktor przelewała swoje frustracje przez jakieś kilka minut.

Po badaniu miałam wrażenie, że zrobiło się jej głupio.
Ale to nie był koniec. Karetka przewiozła mnie do szpitala, a tam... czekałam w poczekalni 2 godziny! Był bardzo poważny wypadek i wszyscy chirurdzy poszli na salę (przypominam - niedziela) Ok, jasne. Ale przez te 2 godziny, nikt się mną nie zainteresował, posadzili mnie na wózku i postawili w jakimś kącie, tak że jakby coś mi się stało to podejrzewam nikt by nie zauważył. Środków przeciwbólowych nie dostałam.

Potem jeszcze chciano mnie odesłać do domu, ale ginekolog się nie zgodził. Bo uznał, że wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że to wyrostek. Jak się później okazało, był bardzo zaropiały i na granicy perforacji...

Sam pobyt w szpitalu wspominam dobrze. Naprawdę fajnie się mną zajęli, lekarze byli bardzo mili, pielęgniarki również.
do lekarza ide wtedy gdy ABSOLUTNIE MUSZĘ... i przed tem się sama diagnozuje i ide i mówię dokładnie co mi jest i co ma mi zapisac  😁

dwa razy w życiu byłam na mega zwolnieniu - jedno około 6 mies, drugie 9 mies i NIKT nigdy mnie nie ścigał ;-)
nigdy nie dałam w łapę,
nigdy mega nie czekałam na nic (czy badanie, czy wizytę)
dlatego zawsze jestem w szoku gdy słysze o służbie zdrowia...

ja po prostu ide i wszystko otrzymuję (skierowania do specjalistów, leki czy inne rzeczy)
po czym u specjalistów zawsze jest miejsce bez czekania itd.


aaa, po wypadku gdy byłam na zwolnieniu pół roku poszłam do lekarza celem opisu by mi wypłacili odszkodowanie  🤣
wchodze, gadam z gościem, ale generalnie malo ściemniam... po czym patrzę a u gościa "bacik" końcki wystaje z torby wiec mu sciemniam, że absolutnie mega problem, bo konno nie będe mogła jeździć,
że to masakra i nigdy nie będę zdrowa i lekarz daje sie złapać = gadamy o koniach coś z 1/2h...

wpisuje jakieś rzeczy do karty i
"do widzenia - do widzenia"

za miesiąc przysyłają odszkodowanie....  😲 😲 😲

kupiłam sobie za nie samochód  🏇
Dokładnie, sama w zeszłym roku byłam odsyłana od Annasza do Kajfasza, jako, że miałam w jednym czasie problemy ginekologiczne (torbiele na jajniku) i bóle nerki. Następnie torbiele usunięto operacyjnie (nie musze wspominać, że na zabieg czekałam prawie 10 godzin w trybie pilnym, zwijając się z bólu w szpitalu, bo trafiłam z ostrego dyżuru na oddział), potem nadal boleści, zero torbieli (ani śladu), a ktoś z lekarzy (już nie pamietam dokladnie kto), stwierdził niby, że mam te torbiele nadal, wysłał mnie do ginekologa, ginekolog stwierdził, że czysto, tylko z nerką nie tak i wysłał do urologa, ten natomiast stwierdził, że to są sprawy ginekologiczne i z powrotem do gina. Gin skierował mnie do szpitala ginekologicznego, gdzie stwierdzono, że zarówno z jajnikiem i nerką jest ok, nie robiąc prawie żadnych badań. Następnie odsyłanki od szpitala do szpitala i przyczyna się znalazła. Inna sytuacja nie byla może rażąca, ale niezbyt fajna, ktorą przerabiałam w 2006 roku, kiedy stwierdzono u mnie nadcisnienie tętnicze (miałam wówczas 14 lat) i skierowano mnie do szpitala, ponieważ prócz wysokiego ciśnienia, miałam bóle i zawroty głowy, oraz silne krwotoki z nosa. Zrobiono mi badania pod kierunkiem ewent. chorób serca (bo przeważnie ta przypadłość sie z tym wiąże), oraz, uwaga, uwaga, gastroskopię, mimo, ze nie miałam żadnych objawów ze strony układu pokarmowego (ani nie było do tego żadnych wskazań, jak potem inni lekarze mawiali), moim rodzicom natomiast powiedziano, że to było badanie rutynowe  🤔
ja miałam ostatnio zabawną przygodę 😉 poszłam do lekarza na EKG i tam mają takie przyssawki które przysysa się m. in. do dekoltu. Parę dni wcześniej skaleczyłam się w dekolt (no cóż... zdolna jestem  👀 ), i miałam taką małą rankę, ale na badaniu nie było już po niej śladu. Pani przyssala mi przyssawki, zrobiła EKG a po odessaniu przyssawek oczy zrobiły jej się wielkie i mówi do mnie:
- o jezu! leż! nie ruszaj się! muszę pokazać koleżankom bo mi nie uwierzą!
(ja) - a co się stało?
(ona) - nic! leż! zaraz wracam!
i wybiegła 😉
nie czając o co chodzi spojrzałam na miejsca po przyssawkach i zobaczyłam taki śliczny krwawy ślad  😉 po chwili 5 lekarek oglądało mnie ze wszystkich stron i zastanawiały się, czemu w trakcie EKG poleciała mi krew... nie dały sobie wytłumaczyć, że się skaleczyłam i widać pani trafiła w ten mały strupek, którego już nie było widać.

poza tym raz uciekłam od lekarza z pękniętą ręką bo mnie chcieli gipsować 2 tygodnie przed zawodami  😁 😁 mama mi zrobiła taką podkładkę którą nosiłam, zrosło się i żyję  😉

natomiast z mniej śmiesznych rzeczy do tej pory trochę się zła robię, jak sobie przypomnę wypadek samochodowy który miałam pod Warszawą (jestem z Lublina) - nie byłam przypięta pasami [siedziałam z tyłu, stary samochód i nie było pasów] i strasznie obiłam sobie plecy, nie mogłam się skręcić, schylić, nic. na miejsce przyjechała tylko policja (ponieważ wszyscy byli żywi i wysiedli o własnych siłach nikt nie wezwał karetki) i policjanci powiedzieli mi i mojej kolezance, która głową rozbiła przednią szybę, żebyśmy pojechały do szpitala, powiedziały że jesteśmy z wypadku i ze nas poprześwietlają i tak dalej. no wiec przyjechał po nas transport w postaci brata koleżanki i zawiózł nas do szpitala w Warszawie. Pani przyjęła koleżankę, mieszkankę Warszawy, natomiast mimo, że ledwie stałam na nogach i byłam sina z bólu, pani w rejestracji powiedziała mi, że mnie nie przyjmie bo... nie mieszkam w Warszawie.
po 2 minutach regularnego darcia się na panią jednak zrobili mi badania i prześwietlenia 😉 patrzcie, jednak się da 😉
na całe szczęście nic nie miałam połamane ani nic mi nie pękło, ale strachu się naprawdę wtedy najadłam.
rozumiem, że oni może nie mają obowiązku prześwietlać ludzi, którzy przychodzą sobie o tak bez skierowania do szpitala, ale jak oszczędzamy im na benzynie i na karetce i nie ciągniemy karetki przez pół miasta pod warszawe tylko przyjeżdżamy z wypadku własnym transportem to mogliby to jednak jakoś docenić, albo przynajmniej nie być takim niemiłym  🤔
Amniestria , to Ty w tym wszystkim sporo - mimo wszystko - szczęścia miałaś, strach pomyśleć jak to by się skończyło, gdyby nie przytomny pan gin ..
Dodofon, to fajnie trafiłaś na kolegę - koniarza 🙂 ja w podobnej sytuacji, po wypadku który "kosztował" mnie 6 lat regularnych wjazdów do szpitala na kolejny zabieg chirurgiczny, usłyszałam od osła w białym fartuchu " ee, to nic poważnego, uraz.. " Myślałam ze go w dupę kopnę  😤
Ja z lekarzami problemu nie miałam, ale miałam takie dwa przejścia ze służbą zdrowia, że napiszę tu o nich.
Pierwsze działo się na którymś roku studiów. Mam ciężką astmę, do tego wszystkiego rozchorowałam się na anginę ropną. Nie mogłam ataku astmy zatrzymać lekami, a nie miałam siły jechać do swojej przychodni. Pod akademikiem była przychodnia nasza uczelaniana, ale dla kadry. Polazłam tam sapiąc jak lokomotywa, siwa na twarzy. Wchodzę. Siedzi tłusty cerber piłując paznokcie. Mówię - wie pani, mam właśnie atak astmy i nie mam siły jechać na Biskupin, czy mogę się spytać lekarza, czy mnie tu przyjmie. No cóż - w dużym załagodzeniu sytuacji - dowiedziałam się, że mam wyjść. Normalnie myślałam, że umrę na progu, dusiłam się już straszliwie. Obok była przychodnia Uniwerku, więc doczłapałam tam ostanim wysiłkiem. Gdy pakowali mi tam w żyłę coś fajnego  😉 co w końcu pozwoliło mi oddychać, pani z recepcji przy mnie zadzwoniła do tej francy z poprzedniej przychodni i opieprzyła ją aż miło. Powiedziała mi, że powinnam założyć sprawę w sądzie, ale...

Druga akcja także ciekawa. Rok temu niecały. Gruchnęłam z konia, straciłam przytomność. Mąż mnie chciał zawieźć na pogotowie, ale ja stwierdziłam, że to trzeba wsiąść na konia, bo się nauczy zrzucać  🙄 i jeszcze chwilę jeździłam. Najlepsze uczucie - z perspektywy czasu - było to, że miałam tak skołowaciały język, że sepleniłam ze dwa dni i myślałam dłuższą chwilę, że nie mam wszystkich zębów z przodu  😀 (dzięki bogu są). Potem między rzyganiami spałam. Na drugi dzień z deka nieprzytomna wsiadłam inteligentnie w samochód i pojechałam do pracy, jako, że nie bardzo radziłam sobie z koordynacją i komunikowaniem poszłam do przychodni. Niedobra doktorka  😉 nie chciała mi dać leków, tylko wysłała na pogotowie. Tam nie zgodziłam się zostać w szpitalu, więc wysłali mnie do neurologa. Poszłam się zarejestrować i teraz uwaga! będzie dobre - pani w recepcji zażyczyła sobie trzech ostanich dowodów wpłaty na ZUS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Mówię do niej, że z pogotowia idę, no, ale absolutnie. Wkurzyłam się, wypisałam sobie sama receptę i tyle.
Lekarzy, a bardziej państwowych przychodni unikam jak ognia.
Ja mam taką historię :
-poczułam się dośc marnie,tak ogólnie.
-poszłam do lekarza pierwszego kontaktu czyli niby takiego rodzinnego i ten lekarz od razu mi zlecił EKG i nawet od razu na miejscu mi EKG zrobiono. Byłam olśniona.
Wracam z wydrukiem do lekarza a on patrzy i patrzy i mówi tak:
-hm... DZIWNE ma Pani to EKG,INNE niż wszyscy...hm... a nie ma Pani przypadkiem opisu od jakiegoś kardiologa,bo takie no...hm...INNE,DZIWNE.
Od razu poczułam,że mam zawał czy coś i siedzę bez ruchu czekając co dalej.
A doktor mówi:
-Wie Pani? Są takie cukierki z kofeiną-Kopiko do ssania. Proszę sobie kupić i ssać czasami.
No-i zawal mi przeszedł jak ręka odjął -ze śmiechu.
A EKG mam nadal INNE i DZIWNE-ale wciąż żyję-bo się zbyt boje,żeby iśc do kardiologa.
Ssę Kopiko. 😁
I tak jak Pokemon-leczę się sama.
Sanna nie powiem, zrobiłoby się poważnie jakby pękł. Ale gin rzeczywiście przytomny i uparty - sam mnie zawiózł na zupełnie inny oddział i gadał z chirurgiem, że mam zostać 😉

Kaprioleczka, pokemon szok 😲 przerażające są te formalności czasami 🤔 zwłaszcza w TAKICH sytuacjach, gdzie zdrowie/życie pacjenta powinno być na pierwszy miejscu...
Pamiętam jak kiedyś poszłam do laryngologa. Nie pamiętam już co mi było, ale badanie zapamiętam do końca życia. Trafiłam do podobno specjalisty, najlepszy w okolicy 😎 Jak się okazało pan 60+ (mocno +). Pomyślałam spoko, będzie znał się na rzeczy.

Pech chciał, że doktor niedowidział i niedosłyszał. Nie dość, że musiałam się drzeć mu do ucha w odpowiedzi na jego pytania, to w wyniku badania naderwał mi wędzidełko języka. A to wszystko dlatego, że nie wszystko widział i uznał za stosowne się przyjrzeć 🤔 Pomijam oparzenie (drobne) jakie mi zgotował (podgrzewał jakąś taką szpatułkę i nie poczekał aż wystygnie tylko taką gorącą wsadził mi do gardła)



czy to było w Lbn? bo jak byłam mała spotkało mnie to samo... ale że ja wredne dziecko byłam, to doktora potem w rewanżu ugryzłam 😉 no i co poza "ała" mógł powiedzieć, przecież nie nawrzeszczy na 6latkę która przyszła z tatą, a tata jest jego kolegą  😉

moi rodzice są lekarzami więc na całe szczęście za dużo styczności nie mam z innymi lekarzami, a rodzicom jednak ufam, przynajmniej w sensie zdrowotnym. 

Dodofon - zazdroszczę. Miałam wypadek na obozie jeździeckim, miesiąc chodziłam o kulach, całe wakacje w plecy, żadnego wysiłku nie mogłam uskuteczniać, lekarz który mnie badał po wypadku wypisał mi częśc papierów i kazał mi iść na USG po powrocie do domu (bo wracałam za 2 dni). Niestety, lekarz który mi wypełniał papiery do ubezpieczenia gdzieś sie pomylił i wpisał coś nie tak. interwencje (nawet w wykonaniu moich rodziców) nic mi nie dały i tak za poważne rozwalenie sobie kolana nie dostałam nawet złamanej złotówki. a z kolanem mam problem do tej pory.
Kaprioleczka, nie - w Warszawie 😉
Ale kto tam doktorka wie, może i w Lbn szarpał za języki
Medice, cura te ipsum 
Pokemon, gdzie była przychodnia (czyt. mieszkałaś  😉)?
Trzy miesiące temu miałam rekonstrukcję zerwanego więzadła krzyżowego w kolanie.
U najlepszego specjalisty od kolan w woj. pomorskim. Dr. Wiktor Szandorowski - polecam.
Rehabilitacja po takiej operacji powinna trwać 3 miesiące. Naświetlania, prądy i ćwiczenia na odbudowanie mięśni uda, które znikają w oczach tuż po operacji.
Przez pierwsze 2 miesiące chodziłam na prwatną rehabilitację z dwóch powodów - tą prywatną rehabilitację (AMITIS przy Gdańskim AWF-ie, polecił mi pan doktor i potwierdzam, lepszej w trójmieście nie ma, oraz dlatego, że na rehabilitację z NFZ jest strasznie długa kolejka.
Po 2,5 mies. udało mi się dostać na rehabilitację z NFZ  🙂  Hura! Czyli praktycznie w momencie gdy powinna się kończyć.
Wyglądało to tak: Najpierw wizyta u lekarza rehabilitacji, który ma wypisać jakie ćwiczenia. Miła pani doktor nabazgroliła coś na recepcie i wysłała mnie z tym do gabinetu.
Pani fizjoterapeutka w gabinecie przeczytała to i kazała mi robić ćwiczenia.
Nie zapytała co mi jest, jaki to był uraz, nic  😲
Najpierw chciała mi zginać nogę na maksa. Na szczęście uprzedzono mnie wcześniej, żeby za nic w świecie nie zginać kolana bardziej niż 90 stopni, bo wiezadło się rozciągnie. Zaprotestowałam i nie robiłam tego ćwiczenia.
Potem kazała robić inne ćwiczenie na jakichś prehistorycznych machinach.
Od razu wydały mi się podejrzanie (bo na tej dobrej rehabilitacji przy AWF-ie robiłam zupełnie inne) i natychmiast  zaczęło mnie boleć kolano. Pierwszy raz od operacji  🙂
Po wyjściu przeczytałam te bazgroły na recepcie: "Ćwiczenia ogóle mięśnia czworogłowego i przywodzącego lewego uda"
OK. SUPER!
Ale powinno być także napisane "BEZ OBCIĄŻANIA STAWU KOLANOWEGO"
Zupełnie inne ćwiczenia się robi po złamaniu nogi, inne po artroskopii, inne po chondromolacji rzepki a inne po rekonstrukcji więzadła ❗
Niestety ani sympatyczna pani doktor, ani fizjoterapeutka nie miały o tym zielonego pojęcia  😀

Gdybym trafiła w to miejsce od razu po operacji i nie byłabym świadoma czego trzeba unikać, to moje nowe więzadło zostałoby natychmiast rozciągnięte, czyli tak jakby go znowu nie było.
Masakra...
Zastanawiam się czy tam iść i porozmawiać...
Nie każdy tak jak ja ma kochanych rodziców, których stać na płacenie za prywatną rehabilitację córeczki.
Przecież oni w ten sposób robią krzywdę a nie pomagają!

W Labiryncie wtedy.
A wracając do tematu była wtedy u nas taka fajna lekarka, wystarczyło powiedzieć, że egzamin, czy coś tam nie pasuje i pisała zwolnienie  🙂
Moja była teściowa została uczciwie poinformowana przez swojego lekarza, ze serce ma w takim stanie, że powoli czas żegnać się z najbliższymi, bo nigdy nie wiadomo.... Kobieta po tej diagnozie powoli zamieniała się w swój własny cień.. Gdy zaczęła się z nami w zasadzie żegnać, wyciągnęliśmy  z Niej z moim exem o co chodzi i po krótkiej rodzinej naradzie  namówiliśmy Ją, w ramach. rodzinnego spotkania, na wizytę u moich Rodziców i zabranie przy okazji całej dokumentacji.. Mój Tata był internistą, ale kardiologia była jego niespełnioną pasja, miłością.. Obejrzał wszystkie wyniki, zbadał, pomyślał.. i wyszło mu na to, że serce - owszem, nie młode, do tego znerwicowane bo zamieszkałe w piersiach nauczycielki, ale powtarzające się drętwienia lewej reki to nie oznaka nieuchronnego ataku serca, tylko ucisk na nerw po jakimś tam urazie kręgów w odcinku szyjnym.. nie pamiętam szczegółów.. W każdym razie w Kobietę życie na nowo wstąpiło, rowerek, działka, żadnych szykowań się na Tamten Świat.. To było nieprawdopodobne - znowu zobaczyć Ją pełną werwy, w pełnym biegu 🙂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się