Atthis
Konto zarejstrowane: 25 grudnia 2009
Najnowsze posty użytkownika:
Pomoc przy zajeżdżeniu konia
autor: Atthis dnia 26 grudnia 2009 o 09:56
Hmm z tego co czytam wnioskuję, że wsiadasz na niezajeżdżonego konia bez lonży, tzn, że nikt Cię nie trzyma... - niezbyt mądrze
Wsiadasz na surowego konia, dla którego, to, że coś na nim siedzi może być straszne ze stołka... - niezbyt mądrze...., a jakby się spłoszył i np zwalił Cię z tego stołka... yhhhh
Powiem tak... sama w tej chwili zajeżdżam swojego młodego. Jeśli nie ma nikogo kto może potrzymać mnie na lonży na początku jazdy (dopiero 2 razy jeździłam bez lonży w efekcie finalnym, a kon miał jeźdźca na sobie jakieś kilkanaście razy) to po prostu nie wsiadam na konia, a jedynie pracuje on na lonży...
Z wsiadaniem to jest tak, że "wrzucanie" przez kogoś na konia jest bodaj najlepszą metodą... dopiero parę ostatnich razy wsiadałam sama z ziemi, bo koń był już na tyle pewny...
Po prostu potrzebny jest Ci ktoś do pomocy, nie da się wszystkiego zrobić samemu....
Pierwsze wsiadania zawsze były z kimś, kto mnie trzymał... i jeśli tylko mogę, staram się jednak z kimś jeździć, nawet po to, żeby tylko trzymał... Dlatego też od dawna nie wsiadałam.
Sankaritarina:
Koń to hucuł, rodziców nie znam, nie ma tabliczki, a dokumentów nie przeglądałam.
1) Czy nie zastanawiałam się, czy to nie bieganie "boję się i spierdzielam" owszem zastanawiałam! Ale..ona zachowuje się inaczej jak się boi.
2) z tą przynajmniej godzinąa dziennie pracy trochę przesadziłam, tzn. wliczyłam w to już zabiegi pielęgnacyjne + zapas na jakieś wyskoki, które się często zdarzają. Zdaję sobie sprawę z tego, że takiego konia nie należy przeciążać, dlatego kiedy wsiadałam, wsiadałam na dosłownie chwile, na stęp + powiedzmy jedna ściana kłusa pod koniec. Jednak zauważyłam pewną prawidłowość - pracując z koniem codziennie (piątek, sobota, niedziela) widzę ostatniego dnia sporą poprawę zachowania. Zaczyna się tydzień, uczelnia.. i wracam do punktu wyjścia.
3) po sygnale do zatrzymania nie następują żadne sygnały tzn. koń staje, ja rozluźniam krzyże i odpuszczam wodze, koń momentalnie rusza. Na lonży się nie zatrzymuje. Nie umiałam jej tego nauczyć.. 😡 ale na komendę stój/prr z siodła reaguje.
4) Cóż, jeśli chodzi o dosiad rękę/łydkę, to instruktorzy nie narzekali na nic konkretnego niby, czasem, że się garbię, czy palce odstawię - tutaj mówię tylko to, co wiem od instruktorów. trudno mi samej ocenić...
5) Z tym zrywaniem się.. to jest tak "śmiesznie". Że jak z nią zaczynam po przerwie, to zwykle próbuje. Teraz tylko miała ułatwioną sprawę, bo slisko, bo ręka nie sprawna jak kiedyś. Trudno mi powiedzieć co robie źle, bo do tego kiedy się zrywa, nie ma reguły. Czasem po paru minutach stępa, bo ona chce kłusować, a jej nie pozwalam - to myślę, niewybiegana. Czasem jak jest mocno zmęczona (nie lonżą, teraz jak z nią nie pracuję, a widzę, że ją energia rozpiera to ją ganiam i na stęp np. biorę na lonżę) też się wyrywa. Czasem przelonżuję ją w jedną stronę we wszystkich chodach, a w drugą jej się nagle odwidzi..
6) hm.. to co mowisz ma sens, nawet całkiem spory. tylko nie mam pojęcia jak to zastosować do naszej sytuacji. Kobyła nie jest ogólnie niechętna do pracy, raczej próbuje ustalić swoje jej warunki.. (mówię tu o zrywaniu się, albo ponoszeniu - nie o rzeczach, których nie potrafi zrobić). O przepracowaniu raczej ciężko mówić, kiedy to jest parę razy w tygodniu i naprawdę lekko. Kobyła jak tylko przychodzę do stajni stoi przy bramce padoku i czeka, albo przyłazi jak na padok wyjdę. Nie próbuje uciekać od kantara czy ogłowia. Trudno też mówić o za dużej ilości kar, bo raczej karana nie jest. Raczej staram się nie dopuszczać, żeby coś zrobiła (z różnymi skutkami) niż nie wiem, bić, głos podnosić. Jak się wyrwać próbuje, a ją utrzymam, to karą jest nieuniknione szarpnięcie. Ale jak się wyrwie, to nie będę za koniem ganiać, żeby go stłuc, bo to się z celem mija..
Koń zastosował metodę - małymi kroczkami wyjdę na swoje. Zaczyna się od problemów przy wsiadaniu, ruszniu bez sygnału, czy wyrywaniu z ręki. Potem będzie coraz gorzej. Jeżeli tego nie widzisz w tym momencie problem będzie się pogłębiał. Sama napisałaś, że masz mało doświadczenia i koń doskonale o tym wie. Teraz koń Cię olewa, ale potem będzie próbował się Ciebie pozbyć lub przynajmniej z siebie przepłoszyć - w sposób jaki uzna akurat za stosowny.
Ja bym sobie z tym "zajeżdżeniem" dała spokój.
Dziękuję. Nieraz myślałam, żeby dać sobie spokój, w końcu to nie mój koń, nie moja sprawa. Szkoda moich "nerwów" i frustracji czasem jak wychodzę ze stajni. Ale potem wracam do domu, przeglądam zdjęcia, czytam fora i przypominają się te dobre rzeczy, które udało nam się osiągnąć..
Pomoc przy zajeżdżeniu konia
autor: Atthis dnia 25 grudnia 2009 o 23:22
Koń rusza chwilę po tym jak wsiądę - jak mówię, mam czas na włożenie strzemion spokojnie, kiedy ona stoi... Tak teraz pomyślałam, że może to jest z tym jakiś problem? Choć wątpię, bo jak ktoś trzyma lonżę, to wkładam strzemiona i kobyła ani myśli się ruszyć gdziekolwiek.
Kiedy ktoś konia trzyma jak wyżej, kobyła wcale się nigdzie nie wybiera! Stoi i czeka na sygnał do ruszenia ...
Pomoc przy zajeżdżeniu konia
autor: Atthis dnia 25 grudnia 2009 o 23:14
Ja doświadczenia zbyt dużego nie mam, ale może coś pomoże 😉.
1) O metodzie 'jak pędzi, to gnaj dalej' słyszałam i widziałam na własne oczy. Na niektore konie działa świetnie - na znajomego kuca podziałało od razu, konik strasznie się zdziwił, że przy próbach wyrwania jeszcze go popędzają, a nie próbują zatrzymać i prędko przestał ponosić. Za to 2 przypadek, jest to koń na którym mam przyjemność jeździć. Na kobyłkę w tym przypadku to popędzanie wywołało odwrotny od zamierzonego efekt - koń jeszcze bardziej się nakręcił i już nie było mowy o czymkolwiek. Myślę, że to zależy od konia.
Koń chodzi grzecznie na lonży? Może spróbować znaleźć kogoś, kto mógłby czasem wpaść i Cię polonżować? Może zareaguje na komendy osoby lonżującej? Z resztą zawsze bezpieczniej, kiedy ktoś jest na dole i w odpowiednim momencie może zareagować i konia zatrzymać.
Jeszcze inna sprawa: może nie wsiadaj od razu? Rób to stopniowo: najpierw tylko podchodź do boku, próbuj podskoczyć, jak koń stoi to poklepać i koniec. Innego dnia tylko włożyć nogę w strzemię, jak stoi to poklepać i dać spokój. Później próbować obciążyć strzemię, przewiesić się przez siodło, aż dojdzie do tego, że swobodnie wsiadasz i koń stoi. Jeżeli będzie akceptować w pełni wsiadanie i zsiadanie, próbować ruszyć kilka kroków stępem. Najlepiej na małym terenie, żeby w razie co koń nie miał dużej powierzchni do ponoszenia. Jeżeli masz możliwość jazdy przy jakichś budynkach czy coś, zawsze w momencie całkowitego braku kontroli, możesz po prostu wjechać w ścianę 😁.
Brak kontroli jak na razie pojawiał się jedynie w początkowej fazie jazdy, zapomniałam tego dodać. Wsiadam, wkładam nogi w strzemiona, kobyła rusza, biegnie kawałek, zatrzymujemy się i potem chodzi jak anioł. Raz mi się zdarzyło, że włączyło jej się po tym brykanie, ale to chyba dlatego, że wtedy wsiadłam zupełnie bez lonży przed. Z wsiadaniem męczyłam się dłuuuugo oj bardzo. Dzień w dzień wchodzenie na stołeczek, obciążanie nogą, przerzucanie nogi, powolne schodzenie nad konia, malusieńkimi kroczkami aż do tego co jest teraz..
Dlatgo wolałam najpierw spytać o jakąś alternatywę.. nie chcę konia, który w ogóle będzie ponosił jak wariat.. 😉
Na lonży z jeźdźcem chodzi ładnie i jak mówiłam - problem "ponoszenia" na początku niemal nie występuje, ale niestety nie mogę sobie na ogół pozwolić na taki komfort jak osoba lonżująca..
Za resztę rad bardzo dziękuję! 🙇
Pomoc przy zajeżdżeniu konia
autor: Atthis dnia 25 grudnia 2009 o 22:51
Znalazłam tylko jeden temat o zajeżdżaniu koni, który nie pasował za bardzo do mojego problemu.. Dlatego postanowiłam założyć nowy. Jeśli jakiś już był, a go przeoczyłam, proszę o informację 🙂
Pozwolę sobie przedstawić moją historię i problemy. Liczę na wyrozumiałość. Wiem, że będąc osobą niedoświadczoną nie powinnam się tego podejmować (dlaczego się jednak podjęłam napiszę dalej), teraz jednak powiedziałam "a", wsadziłam trochę pracy i nie chcę się odwrócić od tego. Wiem też, że przez internet nie da się tego nauczyć.. jednak jakoś muszę niestety. Może znajdzie się ktoś, kto miałby trochę czasu i dobrej woli i pomógł.. byłabym niezmiernie wdzięczna. Tak samo zresztą, jak za każdą radę zamieszczoną tutaj.
Obcuję z końmi od dwóch lat, nie powiem, że jestem świetnym jeźdźcem - ba, nawet bardzo daleko mi do tego, jednak nie o tym chciałam tu rozmawiać. W tym roku, dostałam pod opiekę 4 letnią klaczkę, zupełnie surową. Znajoma, która kilka koni już zajeździła i w zajeżdżaniu pomagała, obiecała, że będzie ze mną jeździć i pomoże mi konia zrobić. Na tych warunkach przyjęłam "ofertę" i zaczęłam opiekować się kobyłą. Początki były różne.. ale cały czas do przodu. Bardzo szybko okazało się, że koleżanka nie ma czasu ze mną jeździć. Prosiłam o pomoc inne osoby, ale mało kto ma czas.. Udało mi się nauczyć konia chodzenia grzecznie przy człowieku (na ogół..), chodzić na lonży, reagować na komendy. Zwalczyć odruch uciekania przed wszystkim. Kobyła zaakceptowała siodło, wędzidło. Kilka miesięcy zajęło mi przyzwyczajanie ją do wsiadania ze stołka - oczywiście wszystko metodą prób i błędów. Jednak czasem stają na mojej drodze problemy, z którymi nie wiem jak sobie poradzić. Oczywiście, gdybym miała czas bywać w stajni codziennie i pracować przynajmniej godzinę dziennie na pewno w końcu bym sobie z tym poradziła. Tak jak z tym wsiadaniem! Niestety teraz, zwłaszcza w zimie jest to niemożliwe, w stajni mogę być max 3-4 razy w tygodniu (środa, piątek, sobota, niedziela), pod warunkiem, że jestem w weekend w krakowie. Więc postanowiłam zwrócić się do was po radę.. Teraz mam przerwę, bo leczę zapalenie stawu barkowego, które się wzięło nie wiadomo skąd, ale po nowym roku zamierzam zacząć pracę od nowa.
Moje problemy:
1) Jak już pisałam, opanowałam wsiadanie - wcześniej kobyła nie pozwalała na siebie wsiąść, lub - jak tylko poczuła na sobie ciężar jeźdźca uciekała. Teraz jest lepiej, stoi grzecznie, bez ruchu przy wsiadaniu (niestety tylko przy przystawianiu stołka) pozwala na siebie wsiąść, czeka aż jeździec wsadzi nogi w strzemiona i rusza kłusem/galopem przed siebie. Raczej nie ze strachu, bo czasem to wcale nie występuje, czasem to jest parę kroków, a czasem parę okrążeń, zanim uda się konia zatrzymać. Mam wrażenie, że to takie bieganie, bo "ja chcę i juz". Problem na ogół nie występuje, gdy ktoś trzyma ją na lonży podczas wsiadania. Co można z tym zrobić? Ktoś mi poradził, że jak ruszy galopem, to ją gonić dalej i nie dać się zatrzymać, kiedy będzie chciała, a zatrzymanie ma wyjść od jeźdźca, to coś da? Czy może bardziej próbować jakoś z drugiej strony? Moment wsiadania jest o tyle trudny, przynajmniej dla mnie, że nie od razu jestem w pełnej gotowości.. (zaznaczam, że to jest stan z września/października. Potem miałam przerwę w jeździe na niej i ogólnie)
2) Zatrzymywanie - konia ładnie reaguje na sygnał, powiedzmy, że w 80% przypadków jest to poprawna reakcja jeśli chodzi o sam moment zatrzymania. Koń staje, ale w momencie kiedy, tak jak mnie uczono, odpuszczam wodzę i przestaję działać wstrzymująco, konia rusza bez żadnego sygnału. Tutaj nie mam zupełnie pomysłu co zrobić, żeby wyegzekwować u niej stanie, kiedy ma stać. Może jakieś pomysły na pracę z ziemi/z siodła?
3) Ostatnimi czasy występujący problem - zrywanie się z lonży. Niezależnie od chodu, konia (choć częściej w galopie, co może być spowodowane jakimś moim błędem - tzn. pewnie wszystko jest spowodowane moim błędem w sztuce, ale jeszcze nie dawno nie było z lonżowaniem problemów) stwierdzała, że nie chce i próbowała sie wyrywać. Z racji problemów z ręką i śliskiego terenu, nie zawsze udawało mi się ją utrzymać. Ale tu pomyślałam, że po prostu wrócimy na bardziej ograniczony teren (na mniejszym zauważyłam, że problem nie występuje - ostatnio lonżowałam na węższym padoku idącym wzdłuż i trochę ciągnąć próbowała, ale się nie zrywała w żadnym chodzie).
I chyba tyle na razie.. Dodam jeszcze, że nie stać mnie na sprowadzenie trenera. Jeśli ja się nie zajmę koniem, będzie dożywotnim nierobem 😉, w tej stajni w której jest, a jeśli nie, to pójdzie do zaprzyjaźnionej hodowli. Z kobyłą przed przerwą byłyśmy na etapie nauki chodzenia pod siodłem, opanowała reakcję na łydkę jako sygnał do stępa, zakłusowanie, przejścia kłus-stęp (100% poprawnej reakcji), pracowałam nad tym, żeby koń szedł wyprostowany na ścianie (miała straszne skłonności do przeginania się na boki - szła łukiem po prostej) - były efekty + lekkie skręty w stępie/kłusie + duuże wolty w stępie (wsiadałam raczej na chwilę po lonżowaniu).
A.. jeszcze jedno. Praca za innym koniem raczej nie wchodzi w grę. Raz próbowałam, konia przed zupełnie olewała. Na padokach jest raczej towarzyska, choć ostatnio zaobserwowałam skłonności do agresji w stosunku do koni, których wcześniej nie wykazywała wcale:/