Co byście chcieli w życiu robić?
Lotna, nie narzekaj, ja w ogóle zapomniałam że mam to nagrane bo już bym wam wcześniej dała 😉 to nie ja to nagrywałam, tylko ktoś z moich znajomych 😉
a z płytą robimy robimy... tylko że coś kiepskawo to idzie (a raczej powinnam powiedzieć nie kiepskawo a powoli. bo materiał jest całkiem przyzwoity, chociaż nie jest [jeszcze] szczytem moich marzeń ani możliwości, tylko że od czegoś zacząć muszę 😉 )
w każdym razie - ja się cieszę że się podoba 😉
Ja sie tam ustawiam juz w kolejce po autografa 😀
prosze was 😡
z tym to poczekajcie chociaż do albumu 😡 😡
ale moja próżność została polechtana 😎 cieszę się ze sie podoba, powinnyście mnie teraz zobaczyć z tym wieeeelkim uśmiechem na twarzy 😀 😉
[quote author=Dodofon]
chyba masz wypaczone spojrzenie na prace zawodową... ja znam naprawdę bardzo mało osób pracujących w wyuczonym zawodze
[/quote]
To było a propos zażartej dyskusji na ten temat nie gdzie indziej jak w tym właśnie wątku. Ja mam nieco inne spojrzenie, a dokładnie rzecz ujmując - mam to dość głęboko gdzieś. Tym bardziej, że przeciętny człowiek powinien być w stanie zmieniać zawód kilkakrotnie w ciągu życia, więc dla mnie ta "praca w zawodzie" jest bzdurą. Ale jak już się kiedyś okazało, kto wybiera inną drogę, jest "mało ambitny".
Nie chcę ciągnąć tego tematu bo się znów nieprzyjemnie zrobi...
A zakładanie kaloszy i oswojenie z widłami nijak się ma do ambitnych przedsięwzięć.
Ehh, ciężkie życie.
No dobra, a teraz porozmawiajmy poważnie. Czy uważasz, że "zakładanie kaloszy i wyrzucanie gnoju" jest ambitnym przedsięwzięciem? jakkolwiek nie potępiam takich ludzi i cieszę, że są ludzie, którzy mają stajnie i ośrodku jeździeckie, którzy mają ośrodki agroturystyczne, to nie uważam to za szczyty pracy intelektualnej i niespotykaną wręcz ambicje. I chyba mam do tego prawo.
Ja najbardziej na świecie chciałabym być pisarką bądź scenarzystką, czyli wolny zawód, ale nie przeszkadza mi też bycie "biurwą", lubię stawiane przed mną wyzwania, nowe projekty, ciągłe poznawanie nowych rzeczy i poszerzanie swoich horyzontów myślowych. Codzienne zdobywanie doświadczeń i rozwój intelektualny. Umówmy się, że przy gnoju nie za bardzo jest jak tego doświadczyć. ja może mało wiem o życiu i jeździectwie, ale spotkałam na mojej drodze paru ludzi, którzy zajmują się tym zawodowo i wiem, że ja bym nie chciała robić tylko tego, bo wiem, że ci ludzie mając tylko taką pracę... mam nadzieję, ze kończyć zdania nie muszę. mam także nadzieję, że mogę mieć swoje zdanie i nie zostanę zaraz wyzwana od zazdrośnic i ludzi, "którzy tak nie mogą" i w ogóle są życiowymi nieudacznikami.
Kapri - czikita na twarzy 🙂
Ja najlepiej sobie radzę z zadaniami gdy pracuję od początku do końca sama, bez normowanych godzin pracy- gdzie mam określony termin i zakres obowiązków ale sama sobie wszystko układam. Bat nade mną mnie deprymuje, z resztą nie bez przyczyny- najlepiej pracuje mi się od 22😲0 do 3😲0. Znajdźcie mi biuro z takimi godzinami pracy- oprócz tego gdzie lekkomyślność jest cechą zawodową 😂
nerechta- myślę, że refleksyjność jest zależna od sposobu myślenia, a nie rodzaju wykonywanej pracy. Nawet śmiem przypuszczać, że w intelektualnej sadzawce częściej osiadają osoby z dala od cywilizacji, a więc i nowych bodźców (kontakty z innymi ludźmi, z nowymi wrażeniami estetycznymi, konfliktami moralnymi m.in. w pracy itp. itd.). Niemniej mnie też ciężka praca fizyczna przy koniach kusi- opcję odrzucam z powodu raczej słabowitego zdrowia; zdegenerowany kręgosłup i leniwy układ odpornościowy to moje specjalne uzdolnienia 😁
Ja najlepiej sobie radzę z zadaniami gdy pracuję od początku do końca sama, bez normowanych godzin pracy- gdzie mam określony termin i zakres obowiązków ale sama sobie wszystko układam. Bat nade mną mnie deprymuje, z resztą nie bez przyczyny- najlepiej pracuje mi się od 22😲0 do 3😲0. Znajdźcie mi biuro z takimi godzinami pracy- oprócz tego gdzie lekkomyślność jest cechą zawodową 😂
haha 😉
też na to cierpię 😉
powiedzmy sobie szczerze - piosenkarka to też nie są przesadne wyżyny intelektualne. jasne, że trzeba strasznie dużo wysiłku pakować w język, szczególnie jeśli pisze się piosenki nie w swoim ojczystym języku, poza tym ćwiczyć na instrumentach i tak dalej, no ale znam bardziej "intelektualne" zawody.
tylko czy to o to chodzi, żeby było ambitnie? jasne, każdy z nas chciałby wynaleźć lek na raka, tylko że ja na przykład jako naukowiec - choćby to było nie wiem jak ambitne i jak bardzo by sie przyczyniło ludzkości - byłabym dramatycznie nieszczęśliwa. Dlatego nawet nigdy nie rozważałam startu na "renomowaną uczelnię", nie przykładam się jakoś super do mojego kierunku i generalnie nie jestem zbyt ambitna w kierunku przedmiotów akademickich, chociaż wiem, że nie wykorzystuję nawet 20% swoich możliwości. Mi się nie chce, bo mnie to w ogóle nie fascynuje.
Przecież nie chodzi o to, żeby być za wszelką cenę ambitnym tylko o to, żeby być szczęśliwym. więc po co się tu rozwodzić nad byciem ambitnym?
prowadzenie domu i wychowywanie dzieci też nie jest "przesadnie ambitnym" zajęciem, ale jednak są takie kobiety które tak właśnie żyją i im to nie przeszkadza, czują się spełnione i nikt ich za to nie gani.
a ja bym się udusiła i 5 razy dziennie bym umierała. po prostu nie dałabym tak rady.
ja muszę mieć dużo wolności, sporo miejsca na lekkomyślność i z dala od odpowiedzialnych zadań - umiem je wykonać, ale nudzą mnie tak szybko, ze praktycznie z miejsca przestaje sie przykładać. doprowadzę do końca, ale zawsze w bólach i przy pierwszej okazji rezygnuję.
Ja najlepiej sobie radzę z zadaniami gdy pracuję od początku do końca sama, bez normowanych godzin pracy- gdzie mam określony termin i zakres obowiązków ale sama sobie wszystko układam. Bat nade mną mnie deprymuje, z resztą nie bez przyczyny- najlepiej pracuje mi się od 22😲0 do 3😲0. Znajdźcie mi biuro z takimi godzinami pracy- oprócz tego gdzie lekkomyślność jest cechą zawodową 😂
Własne małe biuro projektowe? - ten pomysł też dla Dzionki 🙂
Ja nigdy nie myślałam (z powodów podobnych do tego co piszą Strzyga i Kapri), że wyląduję na zabitej wsi wychowując dzieci, jeżdżąc konno, mało i dorywczo zarabiając, prawie bez kontaktu "z ludźmi". Nie po to się kończy prestiżowy kierunek i trudne dwuletnie studia podyplomowe 😁 Ale tak się życie ułożyło i absolutnie nie zamieniłabym dzieciaków (i ich spokojnych warunków życia), małża, naszej maleńkiej chatki, tych wszystkich wspaniałych koni na których jeździłam, a nawet okresowej "mizerii" finansowej na największe nawet sukcesy w swoim wymarzonym (i wyuczonym) zawodzie!
Slow-life robi się coraz bardziej popularne 😅
Strzyga, czyli dla Ciebie ambicja = praca intelektualna? Dla mnie to nie jest takie czarno-białe. Bo choć nie uważam, że machanie widłami jakoś mnie rozwija, to jest to środkiem by dotrzeć do innego celu - np. wpakowania tyłka w siodło i "rozmowa" z koniem, patrzenie jak się zmienia, startuje, z czasem wygrywa. Inna sprawa to znalezienie takiej pracy, gdzie ten rozwój będzie możliwy, gdzie każdy dzień będzie miał jakiś sens, pozwoliłby odkrywać coś nowego. Wiem, że najbardziej się obawiam takiej stałości, gdzie 5-6 dni w tygodniu będzie wyglądać niemal identycznie, gdzie niczego nie będę się uczyć...
Dla mnie to jest właśnie brak ambicji, stanie w miejscu. Wg mnie, dopóki człowiek idzie do przodu, w jakiejkolwiek dziedzinie (nawet jeśli jest to siedzenie w domu i pozorne nic-nie-robienie), to braku ambicji mu zarzucić nie można.
I jeszcze przypomina mi się cytat jednej z czołowej brytyjskiej zawodniczki wkkw (nie pamiętam której 😡 ):
I like mucking out - it's time to think.
halo- nie dodałam, że mam zerowy talent artystyczno-manualny 😉 tak więc biuro projektowe mogę mieć, ale to się wiąże z moim nieróbstwem i zatrudnieniem ludzi na starcie ^^
Ja się szkolę na psychoterapeutę, ale gdyby to nie wypaliło (a jest taka szansa, bo to bardzo trudny i wymagający zawód) to zupełnie nie wiem czym bym się mogła zająć...
Kaprioleczka- jasne, że nie o ambicje chodzi, jednak wiele osób potrzebuje własnego rozwoju (przez nich samych zdefiniowanego) do szczęścia. Często ludzie porzucający własne ambicje dla slow life tego potem żałują- przynajmniej ja znam takich ludzi i bez końca rozpamiętują oni stracone szanse. Oczywiście są też ludzie, których wciągnęła machina wyścigu szczurów bez ich woli- dzięki przerostowi ambicji ich rodziców albo dlatego, "bo tak trzeba". Oni też są nieszczęśliwi i trudno im się wyrwać. Wniosek jest taki, żeby podążać za głosem własnego serca i tylko tym się kierować. A jak się ma bogatego męża, to od razu prościej 😁
dlatego tak właśnie robię. i nie wiem dlaczego - czy już się tak w to "wpędziłam", czy mam takie przeczucie czy o co innego chodzi, ale tym razem mam wrażenie, ze to się uda. Idę takim dłuuuugim tunelem, już widzę światełko na końcu tunelu i wiem na pewno że to nie reflektory nadjeżdżającego pociągu, bo na ziemi nie ma szyn 😉
(może to ciężarówka 👀 👀 😁 😁 )
jak się nie uda nie będę może dramatycznie neiszczęśliwa ale na pewno nie będę bardzo zadowolona. niby mam plan b, ale plan b wiąże się z tym że zawsze będę rozpamiętywać co mogło być. a tego akurat nie chcę... 🙄
Lotnaa, chodziło mi w mojej wypowiedzi o ambicje intelektualne konkretnie 😉 nie każdy takie ma i ich brak wcale nei oznacza że sie jest głupich - znam dużo inteligentnych ludzi, którzy po prostu lubia sie zajmować czymś innym 😉
Mam problem.
Żaden ze znanych mi zawodów mnie nie interesuje. Nic mnie nie pociąga i kompletnie nie wiem co chcę robić w przyszłości.
Na szczescie mam dopiero 16 lat ale rodzice i tak ciągle nalegają zebym się wreszcie zdecydowała i zaczęła przykładać bardziej do przedmiotów które mają mi się kiedyś przydać.
a z zamiłownia do koni i muzyki chyba nie wymiksuję zadnego sposobu na zycie.... 🤦
Kaprioleczka... a dla revoltowiczów moze jakiś rabacik na płytkę, hmm? I moze powiesz coś więcej o tym co bedziesz nagrywać? Jaki charakter będzie miec ten album?
Ale głos masz mocny... zazdroszczę.
Lotnaa, Ja mam dość specyficzne podejście chyba, gdyż strasznie lubię się uczyć, poznawać nowe rzeczy, dowiadywać się. Lubię mieć to poczucie, że wiem. Dla mnie ambitna praca, to praca w której każdego dnia się rozwijam. Tak, głównie intelektualnie, nie będę ukrywała, że tak nie jest. Ale także artystycznie, duchowo. A praca w której się od człowieka nie wymaga, nie sprzyja rozwojowi. Sprzyja gnuśnieniu. Sprzyja temu, że skoro wokół są konie i koniarze, to się nie przywiązuje zbytniej wagi do tego co i jak się mówi, człowiek przestaje się interesować wieloma rzeczami, bo jakie to ma znaczenie, skoro przy przerzucaniu gnoju wiedza o kryzysie finansowym, ogólnie ekonomii, polityce i sztuce nie jest potrzebna. To wcale nie znaczy, że nie cenię ludzi, którzy wyrzucają zawodowo gnój i że wszyscy z nich to ludzie, którzy nie mają ambicji i nie wiedzą nic "o świecie"itp. Po prostu dla mnie to nie jest rozwój jakiego oczekuje. To nie to, co chcę robić w życiu.
Co do waszego demonizowania pracy w biurze, to nie wiem w jakich biurach pracowałyście 🤔 , ale z tych, które znam, to jest niejednokrotnie bardzo ciekawa praca. Ot taki shipping. niby tylko wystawia się konosamenty i siedzi w papierkach. Ale ileż człowiek się dowiaduje o statkach, portach ( zwłaszcza, gdy go wysyłają do filli na całym świecie), przewozie i przechowywaniu rzeczy, no ale cóż, dla niektórych "biuro" zawsze będzie się kojarzyło jedynie z panią sekretarką parzącą kawę i adresującą listy...
Wydaje mi się,ze każdy człowiek na ziemi ma inne ambicje, i dla każdego mają one inny wymiar jak i rozmiary.
Ostatnio wymyśliłam,że zrobię jakąś specjalizację czy cuś po tej mojej administracji, i zostanę komornikiem :]
Byc moze do tego trzeba skończyć prawo, muszę się dowiedzieć ale jestem na wydz. prawa i adm to może jakoś by się udało to załatwić😉
Ramires, ja tam myślę że doskonale wiesz co chcesz robić (patrz avatar 😉 :hihi🙂. Tylko znając rodziców zapewne by cię wystawili do góry nogami za balkon aż nie powiesz, że zmieniłaś zdanie 😉 👀
jeśli kompletnie nie wiesz co chcesz robić, to idź na jak najbardziej neutralne "kierunki" (i do liceum i na studia), byle cię to w choćby najmniejszym stopniu interesowało, a w międzyczasie po prostu rób swoje. jak coś ci wyjdzie z Twojego to masz problem z głowy 😎 a jak nie to przynajmniej masz jakiś zawód i też nie jest źle.
a myślałaś o produkcji albo promocji muzycznej? fajna rzecz, związane z muzyką 😉 nie chciałabyś być producentem? 😉
co do mojego nagrywania - jaki to będzie miało charakter... z założenia ma być Sex Pistols z Avril Lavigne na wokalu - ale to tylko założenie. A jak będzie brzmiało to kompletnie inna bajka jest 🙄 jak mam być szczera póki będzie w miarę rockowe, to co wyjdzie to wyjdzie - byle coś juz zrobić, mieć własny materiał, zacząć grać koncerty i w ogóle...po prostu działać 😉
dla Re-Voltowiczów wymiksujemy specjalny album z Re-voltową dedykacją na okładce po promocyjnej cenie i w ogóle och ach tylko dajcie mi go najpierw nagrać co? 😉 nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, chociaż ja bym już bardzo chciała mieć moją płytkę w łapce 😀 wtedy to już mi się uśmiech naprawdę owinie wokół głowy i zawiąże na kokardkę na czubku, niezależnie od istnienia uszu 😉
Strzyga - ja nie demonizuję 😉 biura nie są straszne i złe i nie odgryzają ludziom rąk, nóg i głów, tylko ze dla mnie siedzenie przez 8 godzin i robienie choćby najbardziej na świecie rozwijającej rzeczy i praktycznie nieruszanie się z przed biurka jest fizycznie niewykonalne. Jeszcze przy deszczowej pogodzie to może jak cię mogę, ale przy słońcu to bym chyba to biurko zjadła, że tam taka piękna pogoda a ja muszę być w biurze i nie mogę wyjść.
ja po prostu musze miec jak najwiecej mozliwości robienia tego, na co mi akurat przyjdzie ochota, albo czuję się przydeptana i generalnie zamknięta w klatce i już mi się nic nie chce. a ambicje parują ze mnie jak szalone.
no i jeszcze poza tym godziny pracy... ja jestem nocne zwierze. dla mnie wstanie o godzinie 8😲0 3 dni pod rząd to jest jakaś abstrakcja. jakbym tak miała wstawać codziennie od poniedziałku do piątku, to po 2 miesiącach odwiedzalibyście mnie w szpitalu dla nienormalnych.
Kaprioleczka, nie chodziło mi o twoją wypowiedź.
A ja i tak będe pracować na kasie w Tesco... 🤦
Ponius, z tego co mowil mi brat (jest na V roku prawa) to teraz sie to zmienilo i zeby zostac komornikiem trzeba skonczyc prawo. Kiedys bylo inaczej.
Poniuś, mogę się mylić, ale na 80% żeby być komornikiem, musiałabyś skończyć prawo a po tym aplikację, czyli nie takie hop siup.
Strzyga, mam wrażenie że dla Ciebie osoby pracujące z końmi to typowy pan Zdziusiu który zajeżdża w sobotę pod stajnie swoim traktorem z przyczepką.
Moja szefowa jest byłą nauczycielką, czy to że postanowiła otworzyć pensjonat oznacza, że nie jest inteligentna? I że nic o kryzysie nie wie? Nie domonizujmy ani w jedną ani w drugą stronę. Ostatnio w przerwie na lunch rozmawiałyśmy z Gemmą z którą pracuję, o europejskim kinie, chociaż do pracy z końmi potrzebne to nam nie jest...
A to czy człowiek interesuje się "pewnymi rzeczami" czy nie nie zależy od wykonywanego zajęcia (to tak na podstawie obserwacji kilku znanych mi nauczycieli, którzy są bardzo szczęśliwi na swoich posadkach i uważają, że wiedzą już wszystko, co im do pracy/życia potrzebne).
poniaa, to chyba w przyszłości się spotkamy, jeśli nie ograniczę kupowania końskich szmatek ;d
Kapriolka, cholernie Ci zazdroszczę. I głosu, i możliwości, i tego, że robisz to, co kochasz.
Ja podobnie jak Ramires mam 16 lat i mętlik w głowie. Oraz rodziców, którzy najchętniej już dziś, teraz, zaraz wysłaliby mnie na medycynę, prawo czy inne super ambitne studia, po których podobno mam zarabiać krocie. Ino ja do nauki mam raczej olewczy stosunek, zwłaszcza takiego kucia na pamięć, no i z logiką niestety stanowczo na bakier. Do tej pory myślałam nad tym nieszczęsnym prawem, ale w końcu doszło do mnie, że kompletnie się nie nadaję. Chyba pozostaje czekać, aż odkryję w sobie jakieś bardzo głęboko zakopane talenty.
Dzięki dziewczyny, sprawdzę to dokładnie na wydziale to będę wiedziała;]
feno btw fotki z konsultacji byś mi przesłała;] jutro już kolejne się zaczynają;]
poniaa, to chyba w przyszłości się spotkamy, jeśli nie ograniczę kupowania końskich szmatek ;d
Kapriolka, cholernie Ci zazdroszczę. I głosu, i możliwości, i tego, że robisz to, co kochasz.
Ja podobnie jak Ramires mam 16 lat i mętlik w głowie. Oraz rodziców, którzy najchętniej już dziś, teraz, zaraz wysłaliby mnie na medycynę, prawo czy inne super ambitne studia, po których podobno mam zarabiać krocie. Ino ja do nauki mam raczej olewczy stosunek, zwłaszcza takiego kucia na pamięć, no i z logiką niestety stanowczo na bakier. Do tej pory myślałam nad tym nieszczęsnym prawem, ale w końcu doszło do mnie, że kompletnie się nie nadaję. Chyba pozostaje czekać, aż odkryję w sobie jakieś bardzo głęboko zakopane talenty.
ojej 😡
miałam nadzieję, że się spodobam - ale nie spodziewałam się, że aż tak 😡 :kwiatek: bardzo wszystkim dziękuję, a jeśli ktoś jest nieprzekonany to mam nadzieję że w przyszłości uda mi się to zmienić :kwiatek:
jeśli zaś chodzi o robienie tego co kocham - staram się jak mogę. bo jak sobie wyobrażę siebie za 10 lat mieszkającą w tycim mieszkanku w blokowisku mieszającą w garnku jakąś breję dla 5 dzieci i czekającą na męża-dykatora żeby wrócił z pracy w fabryce ołówków i podbił mi oko 3 raz tym miesiącu to mi się słabo robi i wpadam w taką panikę, ze po prostu w jednej chwili jestem w stanie się zmobilizować do zrobienia dowolnej rzeczy, żeby tylko tego uniknąć.
moj ojciec chciał żebym studiowała prawo - bylam jeszcze skłonna się zgodzić na polskie prawo na UMCS w Lublinie. Ale jak mi wyskoczył z przenudnym (dla mnie) prawem międzynarodowym to zwątpiłam i powiedziałam - dość tego, sama sobie wybiorę kierunek.
następnie 15 wymyślonych przeze mnie kierunków zostało odrzucone 😉 między innymi projektowanie mody, popular music peformance i dietetyka 😉 i jestem na tym PR, póki co nie jest źle i nie ma dramatu. studia zostawiają mi dużo czasu i "na boku" robie to co chce a w zawodzie nie zamierzam pracować 😉
Strzyga 😉 ja tam Ciebie nie widze na kasie w supermarkecie 😉
bera7, nie nie, żadne seriale 😉 owszem, oglądam, ale właśnie dlatego że zawsze to mnie jakoś kręciło. a kryminalistyka nie jest jakimś przedmiotem na prawie? Coś było z różnicą między kryminologią i kryminalistyką i ktoś mi pisał, że to nie są osobne kierunki. Ale zaraz się biorę za link 😉
edit: z tego, co tu czytam wynika, że kryminalistyka sama w sobie to zabawa techniczna, czyli tam zabezpieczanie śladów, takie tam bzdety, a mi bardziej chodzi o dochodzeniówkę, prowadzenie spraw itepe 🙂
załozenie własnej stajni i jej prowadzenie z pozytywnym skutkiem - to chyba najbardziej ambitne zadanie jakie znam 😉
ramires - konie i muzyka? i masz 16 lat?? = czyli całe życie przed Tobą
konie - weterynaria, zootechnika
co do muzyki masz wiele wyboru - od pedagogiki po studia wokalne...
trudno ocenić po Twojej wypoiwiedzi na ile są to zainteresowania poważne - znaczy czy grasz na czymś, bierzesz udział w konkursach... czy tylko lubisz słuchac mp3
mozesz pracować w firmach wydających płyty, organizujących koncerty, być menedżerem gwiazd itd.
alternatyw jest wiele
założyć muzyczny teatr konny...
wymyślić muzyko-hipo-terapię dla koni wrazliwych, płochliwych czy z problemami psychicznymi...
bera7, nie nie, żadne seriale 😉 owszem, oglądam, ale właśnie dlatego że zawsze to mnie jakoś kręciło. a kryminalistyka nie jest jakimś przedmiotem na prawie? Coś było z różnicą między kryminologią i kryminalistyką i ktoś mi pisał, że to nie są osobne kierunki. Ale zaraz się biorę za link 😉
edit: z tego, co tu czytam wynika, że kryminalistyka sama w sobie to zabawa techniczna, czyli tam zabezpieczanie śladów, takie tam bzdety, a mi bardziej chodzi o dochodzeniówkę, prowadzenie spraw itepe 🙂
Lov 3/4 spraw z dochodzeniówki to "kto ukradł rower sąsiadowi". Mieszkam w Wołominie a i tu nie wiele inaczej 😉. To już chyba lepsze PG (przestępstwa gospodarcze) bo wczasem jakaś grubsza afera się nawinie.
Generalnie zawód policjanta jest mało ciekawy zwłaszcza biorąc pod uwagę zarobki.
Hmm, czyli żadnych pościgów, strzelanin, seryjnych morderców i innych? 😁 Może pozostanę przy oglądaniu CSI 😉
A do konnej też po kilku latach "krawężnikowania" biorą, prawda?
Do konnej możesz iść bez krawężnikowania 😉. Ale niestety jak koń Ci zakuleje, albo zlikwidują sekcję to właśnie tak możesz skończyć.
założyć muzyczny teatr konny...
wymyślić muzyko-hipo-terapię dla koni wrazliwych, płochliwych czy z problemami psychicznymi...
Wow... pomysły oryginalne.
Jeśli chodzi o muzykę... gram (kiepsko)na gitarze i pianinie i to tak tylko dla zabawy.Po prostu mam z tego wielką radochę. Lubie śpiewać ale wiem ze nie mam do tego wystarczająco dużo talentu więc raczej nie ma opcji zostania muzykiem 😉
Co do zostania np.menadzerem to myślę, ze byłoby to super ale do takiej pracy potrzebne jest chyba wykształcenie humanistyczne, nie? A ja zdecydowanie umysł ścisły jestem...
Po prostu martwi mnie to, ze najprawodopodobniej ukończę klasę mat-fiz (bo do tego właśnie mam predyspozycje i idzie mi bez trudu) i jestem na etapie rozmyślania co potem. Najłatwiej iść na politechnike ale nie wiem czy jakikolwiek tamtejszy kierunek mnie interesuje 🤔
A rodzice cisną na medycyne... ugh. Moja mama wciąż jest przekonana że w końcu mi się odmini i zostanę jej wymarzonym lekarzem 😎
o kurde, Ramires, gdybym ja miala to szczescie byc umyslem scislym, to ani chwili bym sie nie wahala, tylko wybralabym politechnike wlasnie- najchetniej urbanistyke, inzynierie ladowa badz budowe maszyn. Moze w Tobie samo slowo 'politechnika' budzi niechec, a tak naprawde nie wiesz, jakich niezwykle ciekawych i praktycznych rzeczy masz szanse sie dowiedziec i jakich cennych i cenionych umiejetnosci nabyc studiujac na któryms z polikierunków?
Lotnaa, nie, znam różnych ludzi pracujących przy koniach, ale niestety większość i to spora, po parunastu latach pracy przy koniach nie reprezentuje podobnego poziomu co znajomi prawnicy czy dziennikarze.
Poza tym wybacz, ale nauczyciele dla mnie żadnymi autorytetami nie są niestety.
Kaprioleczka, no właśnie problemem jest, że mi bardzo często rzeczy z rąk wypadają ( rzucanie w siebie nożami to dla mnie codzienność), więc pewnie by mi drobne wypadały ciągle...