Umowa o wstawienie konia do pensjonatu

Solina   Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy hej hej la la
27 grudnia 2008 15:04
witam!
chcialam sie spytac jakie wy macie umowy co w nich jest zawarte. jesli piszemy sami taka umowe co powinno sie znalezc w niej? jak wlasciciel konia powinien sie zabezpieczyc przed ewentualnym wypadkiem konia w stajni pod jego nie obecnosc? co wolno pensjonariuszowi a co wlascicielowi?
bede bardzo wdzieczna za odpowiedzi i pomoc

pozdrawiam
BASZNIA   mleczna i deserowa
27 grudnia 2008 21:46
moją umowę możesz zobaczyć na krzywastajnia.prv.pl lub krzywastajnia.cba.pl
Ja byłam miła i naiwna - i umowy nie podpisałam, a bardzo żałuję.
A w takiej umowie powinny się znaleźć rozwiązania na często zdarzające się sytuacje tj: obowiązki właściciela stajni oraz prawa właściciela stajni, obowiązki i prawa pensjonariusza oraz zaznaczenie, w jakich przypadkach dzwonić do właściciela, w jakich nie.
Mam nadzieję, że w końcu wyzdrowieję i dogadam się w tych kwestiach, a nawet zażądam podpisania takiej umowy bo ostatnie zdarzenia wprowadziły mnie w stan lekkiej paniki.
a właśnie.... jak to jest z Waszymi umowami o pensjonat? Właściciel sam zaproponował taką możliwość czy musieliscie się wręcz "dopraszać" o takąż umowę?
W poprzednim pensjonacie popatrzyli na mnie dziwnie, jak spytałam chociaż o dowód wpłaty, powiedzieli, że moga mi wystawiać nawet fakturę, możemy spisać umowę, ale u nich nikt umowy takowej nie podpisuje. W sumie... to kompetentni i uczciwi ludzie z wieloletnim doświadczeniem,  tak dbają o konie, że właściciel może być pewien uczciwości i zawierzyć im bez podpisywania umowy, ale niestety, nie wszyscy ludzie są tacy dobrzy.
smarcik   dni są piękne i niczyje, kiedy jesteś włóczykijem.
27 grudnia 2008 23:01
U mnie podobnie jak w przypadku poprzedniej stajni Sankarity- jest możliwość podpisania pisemnej umowy (przyznam się bez bicia, że zabieram się za to od pół roku  :icon_redface🙂 Póki co umowa jest tylko ustna i wszyscy jej przestrzegają, nie ma najmniejszego problemu  😀

W poprzedniej stajni podpisałam umowę, w której między innymi była możliwość codziennego korzystania z ujeżdżalni oraz wypuszczanie konia na wybieg przez właścicieli.. niestety bywało, że koń stał w boksie kilka tygodni, na ujeżdżalni za duże błoto żeby jeździć ( :ke🙂 a wybiegu nie widział przez cały okres zimowo-wiosenny. Tak więc umowa to jeszcze nie wszystko..
W wakacje podpisywałam umowę,gdy wstawiałam konie na 2 tygonie do mazurskiej stjni.Poszukam i jak znajdę to wstawię jak wyglądała.
Fakt, jak mówi smarcik, umowa to jeszcze nie wszystko.... No ale niestety, trzeba tym ludziom wierzyć...
Chociaż ostatnimi czasy zaczynam mieć tego wszystkiego po dziurki w nosie i chyba faktycznie zawezmę się w sobie, zacisnę pasa i zacznę gruntowny remont własnej stajni, bo z właścicielami pensjonatów do głowy można dostać. I w tym wszystkim i tak najbardziej (cicho) cierpi koń.  😤
Ja przerobiłam kilka stajni, ale umowę podpisywałam dwa razy- raz, gdy pensjonat był przy szkole rolniczej, a drugi raz w obecnej stajni. Ta pierwsza merytorycznie niewiele wnosiła i raczej miała być "śladem w papierach" instytucji, druga dokładniej określa "prawa i obowiązki" 😉 pensjonariusza. W obu przypadkach umowy proponowane były przez stajnie, ale nie powiem, by mnie to nie ucieszyło  🙂
Sankarita, eh, tak to zwykle bywa- z początku ładnie-pięknie, ale potem wychodzą różne mniej lub bardziej upierdliwe "kwiatki".. Nie ma pensjonatu idealnego, chyba, że własny 😉
Umowa umowie nie równa, zależy jeszcze z kim się ją podpisuje 😉
Umowa ustna to też umowa i w momencie kiedy mamy pewność (fakt potwierdzony przez wszystkich pensjonariuszy), że to co własciciel powie będzie prawdą możemy sobie darować umowę pisemną. Ale to już odrębny temat 😉
mhm, a potem bedziesz sie ciagnac po sadach i blagac pensjonariuszy zeby swiadczyli na twoja korzysc a przeciwko wlascicielowi..? wiesz, od slow do czynow to daleka droga.
ja wole miec wszystko na pismie i w razie koniecznosci nie angazowac nikogo w moje sprawy i byc niezaleznym. zreszta swiatek jezdziecki jest tak falszywy, obludny, dwulicowy, ze szkoda tracic swoja dobra wiare w czlowieka.
oti   Everybody lies...
30 grudnia 2008 11:41
w poprzedniej stajni, w której stałam z moim koniem była b.szczegółowa umowa pisemna. z obowiązakami wynajmującego i pensjonarjuszy. właściwie wszystko w niej było: dokładny opis boksu, w ktorym stoi koń (jego wymiary), godziny, w ktorych mozna przebywac w stajni, dokladna ilość owsa, siana i słomy, jaka nam się należy, opis, za co płącimy pensjonat, obowiązek powiadomienia wynajmjującego o wszelkich chorobach konia, zakaz prowadzenia na swoim koniu dzialalnosci zarobkowej.. wszystko, wszystko.. do tego również punkt, który mówił o tym, że jeśli nie zapłącisz za boks przez 3m-ce to "wynajmującemu przysługuje ustawowe prawo zastawu i zatrzymania konia dopóki zaległe opłaty nie zostaną uregulowane."

taka umowa ma swoje plusy, bo przynajmniej wszystko jest jasne. i w razie jakiś wypadków mozna się sądzić o jakies odszkodowanie czy cos.. w tej stajni, w ktorej teraz stoimy nie ma żadnej umowy.
Solina   Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy hej hej la la
30 grudnia 2008 11:44
dlatego tak jak mowi zen chce miec umowe 3 lata stalam bez umowy i bylo wszysto bardzo dobrze ale ludzie sie zmieniaja i dlatego chce miec juz wszystko czarno na bialym jakie sa moje prawa i obowiazki a jakie wlasciciela pensjonatu.
jak jest u was w stajniach wolno wam przyprowadzac swoich znajomych do stajni, wsadzac ich na konia? wydzierzawiac konia komus? prowadzic na nim jazdy? macie napisane cos w umowie ze nie wolno badz wolno wam cos takie robic? i czy wlasciciel pensjonatu moze wam zabronic przyprowadzac znajomych do stajni badz wsadzac na wlasnego konia osoby trzecie?
jak macie w umowie kto i kiedy odpowiedzialny jest za konia? co gdy np stajnia splonie a wraz z nia wasz kon badz dozna powaznego uszczerbku na zdrowiu? kto ponosi odpowiedzialnosc za kradziez konia albo gdy cos mu sie stanie pod wasza neiobecnosc?
Bombal, dokładnie. Hehe, własny - kto wie, może będzie w dalekiej przyszłości. Na razie trzeba się borykać z ludziami.😉
Solina, w poprzedniej stajni umowy nie podpisywałam, ale umawialiśmy się słownie z właścicielem, że jak się koniowi coś dzieje - zaraz dzwonią. Mogliśmy przyprowadzić do konia osoby trzecie ale... pod warunkiem, że nie byłby to dziki tabun ludzi, który chciałby wszystko oglądać, sprawdzać, wąchać i wtryniać się do każdego możliwego kąta.😉
W obecnej stajni - samowolka. Nic w zasadzie nie było ustalone ale z tego co zdążyłam wywnioskować - ze swoim koniem pensjonariusz może robić wszystko, pod warunkiem, że uprzedzi właściciela.
Solina   Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy hej hej la la
30 grudnia 2008 12:22
Sankarita,  no wlasnie chodzi mi o to czy wlasciciel moze mi powiedziec ze np do stajni nie moge przyjsc z kuzynka ktora chce sie uczyc i czy ja jako pelnoletnia i wlasciciel konia moge ja wsadzic na tego konia i uczyc ja?
Teoretycznie - może tak powiedzieć, że sobie nie życzy. Ale moim zdaniem nie powinien mieć żadnych obiekcji do czegoś takiego w momencie, kiedy koń jest Twój [a jest], jesteś pełnoletnia [a jesteś, jak widać z postu] i... o ile nie będziesz tym przeszkadzać innym pensjonariuszom i Twoja kuzynka jest grzeczna. 😉
Wszystko zależy od zasad [nawet tych niepisanych ] panujących w pensjonacie no i od rozmowy. Z ludźmi trzeba rozmawiać.
Jeśli masz tylko do własnej dyspozycji ujeżdżalnię czy nawet halę, jesteś sama i właściciel wie, że przychodzisz z kuzynką, żeby ją uczyć - to ja nie widzę przeszkód.
Ja kiedyś podpisałam umowe gdzie było powiedziane dokładnie o ilości słomy, siana i owsa rzypadającym na konia i okazało się, że mój koń wymaga więcej siana i słomy a mniej owsa. Niestety wywiązała się karczemna awantura, że chce dościełać więcej a umowe podpisałam i niestety nie mogłam nawet konia w trybie natychmiastowym zabrać, właściciel pensjonatu nie chciał nawet słyszeć o tym, że zapłace za boks a konia zabiore bo w umowie było powiedziane, że jest miesięczny okres wypowiedzenia i do tego czasu on odpowiada za zwierzaka. No ale to dawne czasy były....od tej pory nie dość że nie podpisałam nigdzie umowy wszędzie działała ustna to wszystko czytam dokładnie i ewentualnie proszę o wprowadzenie zmian aby dostosować warunki do potrzeb konia.
smarcik   dni są piękne i niczyje, kiedy jesteś włóczykijem.
30 grudnia 2008 15:16
Całkowicie zgadzam się z zen- właściciele stajni są mili, ale do czasu. W jakiejś wyjątkowej sytuacji, każdy, nawet właściciel, będzie robił wszystko na swoją korzyść, nie na korzyść pensjonariusza.

Pegasuska ja w poprzedniej stajni też miałam miesiąc wypowiedzenia, ale pewnego dnia po prostu zabrałam konia. Stwierdziłam, że niby dlaczego ja mam wywiązywać się z obowiązku (czyli płacić za miesiąc w którym zabrałam konia) skoro druga strona ma gdzieś pisemną umowę (jak już wspominałam koń nie wychodził na wybieg, chociaż w umowie było CODZIENNE padokowanie..).
A to moim zdaniem było przegięcie w drugą stronę! Owies jak owies - są miarki, ale dokładne ilości słomy i siana? To siano po ździebełku przynosili? Dobra, teraz to ja przesadzam, ale tutaj mi to śmierdzi chorą oszczędnością.
Z resztą, jeśli chodzi o kwestie żywieniowe, jak szukałam pensjonatu, pytałam się szczegółowo CO koń dostaje i w razie czego, czy można dawkę zmniejszyć, zrezygnować z owsa na rzecz paszy kupowanej przez siebie, dołączać jakieś swoje dodatki.... I tylko w jednym pensjonacie od razu powiedzieli mi ostro "nie, nie ma opcji zmiany końskiego menu", w drugim właścicielka nosem kręciła a reszta stwierdziła, że nie ma problemu, tylko mam kartkę stajennemu zostawić... jak to z prawdomównością to już inna sprawa, ale moim zdaniem, właściciel powinien mieć możliwość dopasowania żywienia do własnego konia [chyba, że właściciel pensjonatu oferuje w cenie witaminy, otręby i inne dodatki]
oti   Everybody lies...
30 grudnia 2008 19:19
Ja kiedyś podpisałam umowe gdzie było powiedziane dokładnie o ilości słomy, siana i owsa rzypadającym na konia

w poprzedniej stajni wlasnie tak mieliśmy. owies, siano i słoma były zamykane na klucz i nie bylo mowy, zeby koniowi doscielic.. masakra..  :emot4: :emot4: ale juz tam nie stoimy. 🙂 tam, gdzie jestesmy teraz nie ma problemu z takimi rzeczami. moj kon stoi na trocinach i caly czas ma siana pod dostatkiem. 🙂
  nie ma równiez problemu z przychodzeniem ze znajomymi do stajni!
ale w poprzedniej stajni zabronili przychodzić do stajni jednej dziewczynie (posprzeczała się z kierownictwem), a że była to trenerka mojej koleżanki to niestety musiały zakończyć współpracę..  🤔 mimo mnóstwa rozmów z kierownictwem nie dalo się ich przekonać..
poza tym wydaje mi sie, ze powazny wlasciciel pensjonatu sam proponuje podpisanie umowy- bo przeciez to te go zabezpiecza. ludzie sa rozni- 'zagrozenie' nie zawsze pochodzi tylko od strony wlasciciela obiektu.
zduśka   Zbrodnia, kara, grzech. .. litr wina
30 grudnia 2008 20:33
poza tym wydaje mi sie, ze powazny wlasciciel pensjonatu sam proponuje podpisanie umowy- bo przeciez to te go zabezpiecza. ludzie sa rozni- 'zagrozenie' nie zawsze pochodzi tylko od strony wlasciciela obiektu.


niby masz rację - ale nie wszyscy prowadzą działalność gospodarczą , która jest konieczna aby podpisać tego typu umowę ..

w poprzedniej stajni nie miałam umowy - efekt był taki, że właścieciel stajni robił co chciał i wszystkich miał w nosie ...
Solina   Wszyscy mamy źle w głowach że żyjemy hej hej la la
31 grudnia 2008 09:41
poza tym wydaje mi sie, ze powazny wlasciciel pensjonatu sam proponuje podpisanie umowy- bo przeciez to te go zabezpiecza. ludzie sa rozni- 'zagrozenie' nie zawsze pochodzi tylko od strony wlasciciela obiektu.

uwazam ze umowa to podstawa szczegolnie aby wlasciciel stajni sie zabezpieczyl, ale nie kazdy ma dzialnosc gospodarcza, jesli przyczepia sie do niego z urzedu skarbowego to nie udowodnia mu czy te konie stoja tu odplatnie czy sa jego czy cos. w chwili kiedy ma podpisane umowy moze miec problem jesli owej dzialalnosci nie prowadzi.
z drugiej strony uwazam ze to nie fair ( czy jak to sie tam pisze) ze wszyscy placimy podatki a niektorzy maja to w nosie i biora pieniadze dla siebie. nie zazdroszcze takim ludziom, zarabiaja ok ale niech beda odpowiedzialni i rowni wobec wszystkich.
nurtuje mnie taki problem. jeśli właściciel płaci za pensjonat swojego konia, powiedzmy 450 zeta, i na początku umówił się z właścicielem pensjonatu ile czego kon dostaje. Ilości siana, słomy i owsa sa ruchome, tzn że właściciel konia moze w każdej chwili chcieć zeby kon np dostawał więcej owsa. Właściciel pensjonatu zapewnia witaminy, mesz (i wywiązuje sie z tego). Pewnego dnia właściciel konia mówi ze zwierze ma nie dostawać owsa, a w zamian tego będzie dostawał musli, które kupi mu sam właściciel. I przy okazji prosi właściciela pensjonatu zeby odliczył owies, raczej jego nie dawanie, od ceny hotelowania. Czyli, pisząc tak prościej, właściciel konia prosi o zmniejszenie ceny za pensjonat przez to, ze kon nie bedzie jadł owsa.

Jak powinien zachować się właściciel pensjonatu?
Obniżyć miesięczną cenę za pensjonat?

Jeszcze dodam, że nie było między tymi osobami umowy pisemnej.
oti   Everybody lies...
01 stycznia 2009 22:04
cloud,
ja uważam że powinien opuścić cenę, ale niestety w żadnych stajniach, z jakimi się spotykałam, nie było to praktykowane..
np. mój koń na trocinach stał i w poprzedniej stajni i w tej obecnej stoi i mimo, że w ogóle nie korzystam ze słomy nikt mi jej nie odlicza, a przecież sama muszę jeszcze za trociny płacic, co jest niemałym wydatkiem (ok 30zł za 1 worek, ktory starcza na 3-4dni).
przez ok 3-4tyg moj Gniady nie dostawał też owsa, tylko musli samo i tez nie było mowy aby odliczyli mi za to cenę.. wtedy z "dobrodziejstw pensjonatu" korzystaliśmy jedynie z siana, a płaciłam za wszystko..  🤔

w poprzedniej stajni była umowa pisemna,gdzie było napisane że wynajmujący gwarantuje mi tyle a tyle siana/słomy/owsa, wiec w sumie to był mój problem czy z niej korzystam czy nie, ale jestem poinformowana, że i tak za nią płacę. w obecnej stajni nie mamy żadnej umowy, więc uważam ze opuszczenie ceny za coś, z czego nie korzystam powinno być ze zwykłęgo poczucia uczciwości..
ja sie z tym spotkalam. i propozycja wyszla od wlasciciela pensjonatu. przeciez jak kon nie zjada to tym samym wiecej owsa zostaje w paszarni, wiec rachunek jest prosty.
jak rezerwujecie boks to tez placicie pelna skladke co miesiecznego pensjonatu czy tez mniej? jak mniej, to skad to mniej wynika? czyzby nie z tego, ze nie ma kogo skarmiac, wypuszczac etc?
oti   Everybody lies...
01 stycznia 2009 22:47
jak rezerwuję to płącę za połowę boksu.
napisałam tak jak to było w moim przypadku, w obu stajniach kazali nam płacić normalnie. jak widać sa stajnie, w których nie każą właściciele pensjonatu płącić za coś, czego się nie używa.  😉
dzieki dziweczyny za odpowiedz. Tez wydaje mi sie byc uczciwa taka obniżka. Choć wtedy gdy moje konie były w pensjonacie a jeden z nich nie jadał owsa, to nie było mowy o żadnym cięciu ceny.
margaritka   Cantair HBC, a Nerwina na emeryturze;)
31 sierpnia 2009 10:45
we wrzesniu oddaje mlodego na odchow i zastanawiam sie nad umowa, niesety to kawal drogi wiec czesto nie bede go odwiedzac. musi byc w takim razie umowa. dobrze mi sie wydaje, ze najlepiej zmodyfikowac zwykla o wstawienie konia do pensjonatu?
Czy ktoś dysponuje wzorem umowy pensjonatowej z której możnaby skorzystać ?
fabapi, przeczytaj drugi post  🙄
Przeczytałam ale mi sie nie podoba.
Np.& 7 jest niezgodny z prawem
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się