nerwica natręctw...
A mnie sie przypomniało, że nigdy nie jadam tych "dupek" od parówek 🙂 Mam to po bananach, końcówek nigdy nie jadam 😉
To 'dupek' mnie rozśmieszyło 😁 Ja tak samo 😉
Oglądałyście kiedys detektywa Monka? to dopiero nerwica natręctw 😁
Pewnie, że oglądałam detektywa Monka- to mój ulubiony serial policyjno-kryminalny 😍
Mój też 😁 Ucieszyłam się jak chodził popołudniami, ale niestety w tych godzinach byłam w szkole 🍴
Wg mnie na koszu do śmieci jest miliony zarazek. i po każdym dotknięciu, nawet przypadkowym, muszę umyć ręcę.
Nie lubię jak mi się jedzenie styka. Surówki najczęsciej lądują na osobnym talerzyku/ miseczce.
I obgryzam paznokcie. 🤬 Nie działają na mnie różne lakiery, które powinny temu zapobiec- po pewnym czasie przyzwyczjam się.
parę lat temu, na wakacjach miałam silny 'atak' nerwicy. Mieszkaliśmy na kempingu, ciągle w drodze, kible miejskie, więc wiadomo jak z higieną. Czasem w wc nie bylo umywalki lub mydła, okropne katusze przeżywałam z tego powodu że nie mogłam umyć rąk :? . Siedziałam w aucie i niczego nie dotykałam, a jeśli już, to nie potrafiłam tego dotknąć umytymi rękami.. Po powrocie do domu 'trzymało' mnie jeszcze jakiś rok, potem stopniowo samo ustąpiło. Najciekawsze jest to, że nie wierzyłam nikomu kto mi mówił, że mam nerwicę.
Do niedawna, gdy mój królik żył codziennie wieczorem musiałam przed senm zejść na dół (spię na górze), do każdego z pokoi i sprawdzić czy: kran jest zakręcony, gaz (kurki) wyłączony, okna pozamykane, kaloryfer nastowiony na 3, idioty od telewizora wyłączone, czy królik ma siano i wodę i po parę razy, czy ma miękki brzuszek.
Może to nie nerwica, ale bardzo męczy mnie tłum, nie nawidzę tego uczucia :? . Często w kościele denerwuję się, jest mi słabo i muszę wyjść żeby nie zasłabnąć.
Gdy byłam bardzo mała (ok.6lat) gdy szłam się załatwić, musiałam wmawiać sobie, że... nikogo nie ma w łazience 😲 ...
To, co mi pozostało to: utrzymywanie porządku, wszystko równo poukładane. Jeśli jakimś cudem zrobi się bałagan muszę wszystko od razu uprzątnąć, choćbym padała na zbity pysk o 2 w nocy.
Przechodząc przez pasy muszę stąpać tak, żeby każdy krok wypadał na białym pasie.
Czasem się czegoś obawiam natrętnie pojawiają się myśli, że się nie uda, że cos złego sie stanie. Na szczęście już potrafię odrzucić te mysli i wmowić sobie, że będzie dobrze.
Jesli jakaś rzecz o sobie przypomni, muszę to stale poprawiać (np. grzywka, nagle sobie o niej przypomnę i non stop poprawiam)
Wg mnie na koszu do śmieci jest miliony zarazek. i po każdym dotknięciu, nawet przypadkowym, muszę umyć ręcę.
a jak otwieram szafkę gdzie jest kosz na śmieci, to zawsze zatykam nos.. 🤦 🤦
mam tylko jedno małe natręctwo
po wyjsciu z wanny muszę wytrzeć różne części ciala w określonej kolejnosći. po prostu fizycznie niemożliwe jest, żebym zrobiła to inaczej niz zwykle, punkt po punkcie..
martwi mnie to trochę, bo kiedyś przeczytałam że mechaniczne powtarzanie codziennych czynności przez wiele lat w ten sam sposób może w późnym wieku zwiększyć szansę na choroby typu Alzhaimer.. nie wiem czy to prawda, ale jakoś utkwiło mi w pamięci. czasem próbuję więc się zmusić i wytrzeć najpierw plecy potem ramiona czy coś w tym rodzaju 🙂
bardzo wiele osób z revolty deklaruje umiłowanie porządku i symetrii. Często tu widać "lubię jak wszystko jest równo poukładane", albo "mam obsesje na punkcie czystości mojego konia". Ściema? Choroba cywilizacyjna? Czy jakie licho?
po prostu porzadni z nas ludzie 😉
po prostu porzadni z nas ludzie 😉
wyjęłaś mi to z ust.. 😁 😀
a ja mam manie liczenia słow w jakims wyrazie. Tak w duchu albo na paluszkach sobie licze i to ciagle. Jak tylko uslysze jakies słowo/ zdanie to licze czy wychodzi parzysta liczba, czy zamyka sie w 10. Takie dziwne... 🤔wirek:
I jeszcze jedno.. ZAWSZE musze miec porzadek jak sie ucze. Nie moze nic za mna lezec, drzwi musze byc zamkniete, jak lezy cos nie na swoim miejscu to mnie po prostu rozprasza i sie wkurzam.
ja jak nastawiam budzik to bawię się w małego numerologa, zawsze 🙁 silniejsze ode mnie, muszę najpierw zobaczyć czy liczba którą tworzy godzina pobudki pasuje mi a potem sumuję i patrzę czy nie wychodzi jakaś liczba która mi się nie podoba... na szczęście nie trwa to wieki, ale jak jestem padnięta na psyk a 'muszę to zrobić' to cieżko, ciężko... ;p
małaMI- przeczytawszy twój wpis rozejrzałam się po swoim pokoju i stwierdziłam, że nie dałabyś rady w nim nawet policzyć zadania z matmy z podstawówki 😵 .
Łatwiej wymienić, czego nie ma na moim biurku (pełniącym funkcję miejsca dla komputera i miejsca do nauki), niż to, co jest. Bo jest stos encyklopedii po prawej i podręczników, po lewej jest właśnie przeze mnie czytana książka, kilka zeszytów, słownik, terminarz, blankiecik z przelewem, stos papierzysk, które chwilowo nie są mi do niczego potrzebne, Na wprost widzę aparat, baterie, kosmetyki, lampkę, kalkulator, kilka pustych, brudnych kubków, długopisy, kilka drobniaków, klucze, próbne opakowanie karmy dla kota na zdrowe zęby, koperta niewiadomego pochodzenia, tandetne bransoletki, za podkładkę służą mi "Cierpienia młodego Werthera", tuż biurka mam taką małą szafkę, z której dosłownie wylewają się zeszyty i inne pomoce naukowe, a na parapecie tuż obok mam dżunglę roślinek i drewnianego węża 😁 . Nie wspominając już o rzeczach niewidocznych na pierwszy rzut oka bo przywalonych tym powierzchownym syfem albo całej reszcie pokoju, podobnie zagraconej. Nawet na pulpicie jest burdel, a przy uczeniu się zwykle nie wyłączam komputera, nawet nie wyłączam monitora.
I wiecie co? Doskonale mi się pracuje i uczy w takim syfie. Serio. Jak jest czysto, to nie umiem się skupić. Kiedy już mnie ktoś zmusi do posprzątania pokoju, to zwykle odtworzenie naturalnego siedliska zajmuje mi pół dnia 🤔wirek: . Już nie wspominając o tym, że jak już wszystko z widoku trafi do szafek, półek i innych takich, to potem nie umiem niczego znaleźć i przekopuję zbiory w poszukiwaniach np. zeszytu z fizyki- i ponownie robię przy tym syf 😂
Tłumaczę sobie to tak, że mój szlachetny umysł nieustannie potrzebuje nowych bodźców, najlepiej bombardujących go ze wszystkich stron bo inaczej sam sobie je wymyśla- i wtedy już po nauce bo zaczynam odpływać myślami tworząc np. nową historyjkę.
Wygląda na to, że większość re-voltowiczów ze mną by nie wytrzymała, jeślibyśmy mieli razem mieszkać 😜 .
busch, moje biurko również wygląda jak po wybuchu granatu odłamkowego XD
Jedyne moje natręctwo to zamykanie drzwi wejściowych. Kiedy wychodzę, strasznie męczy mnie, czy włożyłam klucz do zamka, czy nie...
bush ale ja licze słowa w zdaniu, ktore na przyklad uslyszalam.
A w takim pokoju to bym nie mogla sie uczyc. Wczesniej by mnie chyba cos trafilo. CHociaz jak zaczynam sie uczyc, to tak mniej wiecej u mnie tez wyglada biurko. Lecz wczesniej to nic nie moze zwracac mojej uwagi
małaMI też tak mam. Albo liczenie liter w wyrazie. Uwielbiam zapisywać słowa, które słyszę.
Ja mam tak ( moi rodzice strasznie się na mnie denerwują i nie rozumieją), że nie mogę się uczyć zawsze. Są chwile w których mogę się skupić i siedzieć 1,5 godziny w ciszy ( nie mogę słuchać muzyki ani mieć niczego absolutnie włączonego, bo mnie to rozprasza), ale czasem siadam przy biurku i wiem, że zajmę sie wszystkim prócz nauką. I nie umiem się skupić i zająć czymś na zawołanie.
Może to nie nerwica, ale bardzo męczy mnie tłum, nie nawidzę tego uczucia :? . Często w kościele denerwuję się, jest mi słabo i muszę wyjść żeby nie zasłabnąć.
Też to mam. Tylko u mnie dochodzą jeszcze bóle brzucha i mdłości... i to nie tylko w tłumie ale w jakiejkolwiek niekomfortowej sytuacji 🤔wirek: boję się jeździć autobusem np. bez kogoś znajomego... 🤔
Z rzeczy, które zawsze MUSZĘ mieć lub zrobić:
- gumka do włosów, bransoletki z 3Miasta, zegarek, Manti lub Rennie (tak się pisze?) - ZAWSZE, bo inaczej czuję się strasznie... 😫
- przed spaniem muszę pójść do toalety kilka razy 😡
- muszę mieć w zanadrzu coś do jedzenia, "w razie czego" jakby spadł cukier - nie mam cukrzycy, ale jak tylko sobie pomyślę, że długo nic nie jadłam to mam uczucie wilczego głodu i mi słabo... 🤔
- TELEFON nie ruszam się bez niego z domu, a jak sie ruszam to od razu panikuję, że jak coś mi się stanie to nie będę miała do kogo zadzwonić 🤔
a ja rozstępowywując konia cały czas obracam się za siebie, bo wiecznie mam wrażenie że przechyla się na bok albo zlatuje ^^'
kiedyś miałam faze, jak szłam że ktoś za mną idzie to się oglądałam za sibie, albo zamykając drzwi od domu patrzyłam czy ktoś czasem nie biegnie za mną... 🤔wirek:
Lub idąc gdzieś liczyłam kroki, ale tylko do 8.. i tak w kółko.. boze teraz to wydaje sie takie głupie a kiedyś to była masakra, chociaz czasem też mam wrazenie ze ktoś za mna wchodzi do klatki i idzie.. 🤦 🤔wirek:
Z niektórych natręctw można się nieźle uśmiać 😀
A ja mam takie (często już nieświadome) stukanie palcami o inne palce, oczywiście w określonej kolejności: kciuk ze wskazującym, kciuk ze środkowym, kciuk z serdecznym i kciuk z małym, póżniej przelatuję po wszystkich (tak jak na klawiaturze od pianina od jednego końca do drugiego) i następnie w odwrotnej kolejności. Jak sie mocno rozkręcę to wygląda jakbym pocierała palcami w takim charakterystycznym geście oznaczającym przeliczanie kasy.
Najlepsze jest to, że jak zdarza mi się trzymać za rękę mojego męża to też tak cały czas "obracam kasą" 🤣
Z niektórych natręctw można się nieźle uśmiać 😀
nie ma się co śmiac, tu trzeba współczuć 😁 😁 🤣
Moim natrectwem jest straszna chęc do zycia,codziennie mam tysiace natretnych mysl,chocby teraz o poranku🙂
I gonna live forever😉
Ja chcę tylko powiedzieć- walczcie ze swoimi natręctwami, nie pielęgnujcie ich w sobie, bo z tego potem mogą się zrobić naprawdę problemy.
Przeczytałam swojego powyższego posta, z 11 stycznia 2009, i stwierdzam, że dużo się zmieniło. Autobusów się nie boję, z tłumami dużo lepiej sobie radzę, przeszła mi potrzeba jedzenia często (nie mówię o rzeczywistym uczuciu głodu, tylko o myśli "słabo mi", jak przypomnę sobie, że dawno nie jadłam). Został mi "tylko" syndrom Monka - mycie rąk kilka razy, poprawianie wszystkiego, wyrównywanie jeśli jest krzywo, wielokrotne sprawdzanie stanu rzeczy, np. czy drzwi zamknęłam, czy pokój przed opuszczeniem go rano wygląda idealnie, itp. Potrafi mi to zająć przed wyjściem nawet 20 minut, bo przecież niezbędne jest, żeby rano poprawć chodniczki, które psy przesunęły o kilka cm, ułożyć równo rzeczy na stole lub na moim biurku, podsunąć roletę w pokoju do odpowiedniej wysokości, wrócić się sprawdzić czy drzwi zamknięte, itp. Mama się zawsze śmieje, jak na przykład wezmę jakąś rzecz w sklepie, obejrzę i jednak odstawię, a wtedy mam duży problem, żeby powstrzymać się przed wyrównaniem całego rzędu tych produktów na półce.
z reszta STRASZNIE wkurza mnie wscibstwo innych osob wobec mnie i pytania w stylu "jak sie czujesz?", "chcesz o tym pogadac?", "jestes smutna? co sie stalo?"
prawie nigdy nie dziele sie z nikim innym moimi wrazeniami, odczuciami, tak mi jest dobrze, nie odczuwam jakiegos ciezaru zalegajacego na psychice w zwiazku z tym i bardzo rzadko zdarza mi sie dac poznac po sobie, ze cos zlego sie dzieje-pamietam 2 takie sytuacje, ale i tak nie zwierzalam sie zbytnio nikomu mimo, ze bylo wyraznie widac, ze cos jest nie tak
wracajac do mojej wypowiedzi z przed 3 lat tez stwierdzam, ze naprawde duzo sie zmienilo
nie mam zadnych natrectw, nie zachowuje sie dziwnie (chyba 👀 ) a poza tym zaczelam mowic o swoich uczuciach i rozmawiac z innymi, dopiero jak sie przelamalam zdalam sobie sprawe, ze jednak te wszystkie uczucia bardzo bardzo zalegaly gdzies w srodku mnie, tylko nie zdawalam albo raczej nie chcialam zdawac sobie z tego sprawy
zrobilam sie o wiele bardziej wrazliwa, naprawde zwrot o 180 stopni, teraz mozna wyczytac kazde uczucie z mojej twarzy i w dodatku nie trzeba mnie znac, zeby to zauwazyc, moja buzia zdradza wszystko 😉 i zaczelam sie czerwienic, wystarczy jedno slowo skierowane w moja strone, zeby moje policzki staly sie rozowe...
nigdy wczesniej nie plakalam na filmach, w ogole nigdy nie plakalam, teraz mysle, ze dobrze jest od czasu do czasu wylac z siebie zale razem z lzami a "spocone oczy" w czasie ogladania filmow to normalka
mam wrazenie, ze zamienilam sie z kims na psychike, ale dobrze mi z tym, nigdy wiecej nie chcialabym schowac sie w swojej skorupie obojetnosci
aha jeszcze jedno, bardzo wzrosla mi samoocena, kiedys zawsze uwazalam siebie za totalne zero, z gory skazywalam sie na porazke we wszystkich mozliwych dziedzinach, a jednoczesnie maskowalam niesmialosc pyskowaniem i chlodem
krotko mowiac poukladalo mi sie w glowie i podoba mi sie to moje nowe oblicze, yeah 😉
Ja ciąglę mam schizy, ze spalę dom.
Czy wyłączyłam prostownice potrafię sprawdzić 10 razy.
Żelazko - jeszcze więcej.
Ale apogeum biegania po piętrach [domek] osiągam z petami. "Czy zgasiłam tego w popielniczce?", "czy dach się nie pali?" [czasami palę wychylona przez okno], "czy rynna się nie pali?". I tak latam i latam i latam i dalej nie jestem spokojna.
nine, rzuc palenie, to niefajne natrectwo 😉
Ja mam kilka natręctw, męczące jest to czasem :/ Np muszę pogłaskac kota 4 razy prawą i 4 razy lewą ręką przed spaniem, potem dać mu 4 razy buzi z jednej strony głowy i 4 z drugiej 😉 Dużo rzeczy robię 'po 4' - np mieszając herbatę zawsze liczę by 'pomieszania' były wielokrotnością liczby 4, często też mam tak że jak podrapię się w jedną założmy stopę, muszę w drugą tez sie podrapać i wtedy znowu w te pierwsza i znowu w drugą i tak 4 razy w sumie. Nawet piję po 4 łyki albo wielokrotności 4. Przełączam też kontakt 4 razy 😀 najgorzej jst w nocy bo mam cały rytuał wędrówki jak np wstanę za potrzebą - i wtedy muszę 4 razy przełączyć swiatło w swoim pokoju, potem w przedpokoju potem jeden kontakt w łazience, potem drugi i jak wracam to z powrotem to samo 😀 Wiem, że to irracjonalne, ale nie wykonanie tego wszystkiego jest zbyt duzym stresem. Mogę tego nie zrobić, połozyć się i wtedy nie zasnę, bo będe myślec o tym, że tego nie zrobiłam. Najgorzej jest jak gdzieś wyjadę i nie mogę wykonywać tego bo sie boje, że ktoś mnie uzna za debila 😀
Niemniej nie mam stwierdzonej nerwicy natręctw (czy jak to obecnie się nazywa zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego). w ogóle zauważyłam, że mi się te natręctwa zwięszkają jak mam jakieś stresujący okres - jak mam akurat dobry moment to potrafią całkiem zaniknąć. I raczej mam je tylko rano albo wieczorem, w ciągu dnia na szczęście mnie nie 'dopadają'. Jak miałam okazję słuchać pacjentów z zarzuceniem obsesyjno kompulsyjnym(w ramach zajęć na studiach) to oni mówili o tym, że kompulsje i obsesje utrudniają całosc ich funkcjonowania. Jedna pani z bardzo nasilonymi objawami mówiła o tym, że musiała zrezygnować z pracy bo kompulsje wypełniły cały jej dzień, nie była w stanie przestać wykonywać kolejnych przymusowych czynności dopóki całkowicie się nie wyczerpywała.
Mi te drobne kompulsje nie utrudniają codziennego funkcjonowania. I na szczęście nie mam obsesji (czyli natrętnych myśli).
branka, a jeśli byś tego nie zrobiła to co by się stało, o czym wtedy myślisz?