Aż by się chciało połączyć ten wątek z
http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,8404.0.htmli artykuł wklejony przez nitkę:
http://www.polityka.pl/chmowo/Lead30,936,297802,18/ 🙁
Zawsze mnie to odrzuca kiedy wracam do Polski - wieczna nieuprzejmość, radość z cudzych niepowodzeń ("sąsiad stracił pracę a ja nie, haha, ale frajer"😉, kombinowanie, brak kultury, przekonanie o swojej doskonałości.
Przez 2 lata pobytu w UK NIGDY, ani razu nie poczułam się przez kogoś urażona, nikt mi nie "dogryzł", mimo że w końcu jestem imigrantem i okazji pewnie było wiele. A jak przypomnę sobie ostatnią wizytę w Polsce, w ciągu minuty od wyjścia z lotniska we Wrocławiu niemal się nie popłakałam - kierowca autobusu wydarł się na mnie, bo ... za wolno wsiadałam (z plecakiem i dużą torbą).
Często się zastanawiam, skąd te pokłady frustracji w Polakach. Może ludzie którzy całe życie spędzili w kraju nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to nie jest normalne, brakuje im punktu odniesienia.
A co do architektury... co mnie zawsze powala, to totalne bezguście i 189 styli na przestrzeni 200 metrów. Masa bilbordów, reklam, każdy płot i elewacja z innej parafii, milion tablic ogłoszeniowych... syf.
Może to już nasz lokalny folklor, ale ... nie ma z czego być dumnym.