Małżeństwo kontra konkubinat

Zaraz, zaraz - a w klasyce to nie ma obserwacji, kompromisu, lekkich pomocy, marchewek?

Hi!Hi! Nie przemyślałam tak do końca i juz zasypiam lekko.
Jak Ci się nie chce spać to analogię dopracuj.  😉
slojma   I was born with a silver spoon!
31 lipca 2009 22:06
Te baciki mi się podobają bardziej niż marcheweczki 😉
Skoro już późno (i można bredzić  😀) to mnie się nasuwają inne analogie: jeździć na czyimś koniu, na "społecznym" (państwowym?) koniu, dzierżawić konia, kupić z myślą o sprzedaży, kupić swojego! konia, kupić konia marzenie swojego życia!
Oraz: oswoić dzikiego mustanga  🤣 Oraz: oswoić dzikiego mustanga i dostać akt adopcji  🤣 Itd.
slojma   I was born with a silver spoon!
31 lipca 2009 22:15
oswoić dzikiego mustanga jak najbardziej, ale ujarzmić zebrę 😀
ujarzmić zebrę  😁 to dopiero wyzwanie.. ale prawda jest zazwyczaj taka, że najbardziej zaangażowani poskramiacze  to ci co o dosiadaniu tejże zebry dopiero marzą ..  👀 😁

Jakie te późne wieczory twórcze  😀 (jeszcze żyrafy u Verne'a mi się przypomniały)  🤣
Żadna siła nie zmusi mustanga do pozostania ze mną (chyba, że będzie chciał) ale akt adopcji gwarantuje, że nikt mi go łatwo nie podprowadzi i nie będzie twierdził, że jego  😀iabeł:
Tania, bardzo dziekuje za linka z wyjasnieniem. teraz juz wiem na pewno, ze konkubinat tutaj i w Polsce to jednak dwa rozne swiaty...
slojma   I was born with a silver spoon!
31 lipca 2009 22:46
heh ja nikogo oswajać i ujarzmiać nie chcę, a jeśli mnie ktoś będzie chciał będę zapierała się rękoma i nogami, pokopię, pokąsam  🙂
Tania, bardzo dziekuje za linka z wyjasnieniem. teraz juz wiem na pewno, ze konkubinat tutaj i w Polsce to jednak dwa rozne swiaty...


No niestety chyba tak. A prawo w UE chyba ma i w tej dziedzinie dążyć do harmonizacji. Ech..
Brugię widziałam tylko na zdjęciach - prześliczna.
tak na szybko- z tego co pamietam z zaznajamiania sie z moimi prawami i obowiazkami jako konkubiny to jedyna roznica pomiedzy malzenstwem a naszym rozwiazaniem (jedyna, ktora rzucila mi sie w oczy) byl fakt, ze w razie smierci jednego z partnerow, ktory wyraznie nie zadysponowal swoim majatkiem, moze dojsc do sytuacji, ze np. urzednik uzna, iz calosc lub czesc tegoz majatku bardziej przyda sie komus z 'rodzonej' rodziny zmarlego (rodzenstwo, rodzice, dziadkowie, na pewno nie kazda piata woda po kisielu...).
reszta zapisow dawala jasno do zrozumienia, ze prawa I OBOWIAZKI mamy wzgledem siebie takie same jak w malzenstwie. sprawy 'rozwodowe' rowniez 😉
poza tym konkubinat po niderlandzku to 'samenwonen' czyli w doslownym tlumaczeniu 'razem mieszkanie' prawda, ze brzmi ladniej? 🙂
a do tego jeszcze druga sprawa, mysle, ze majaca jednak znaczenie- Belgijki od pokolen nie przyjmuja nazwiska meza podczas zawierania zwiazku malzenskiego, funkcjonuja nadal pod swoimi panienskim i pewnie dlatego malo komu przychodzi do glowy wnikanie czy dana kobieta jest zona, ta nieszczesna konkubina czy para mieszka ze soba w ogole bez zadnego usankcjonowania zwiazku...
oczywiscie, kobieta moze przyjac nazwisko meza, ale.... moja przyjaciolka Polka wyszla za Belga kilka lat temu (slub brali w Polsce), przyjela jego nazwisko i do tej pory ludzie pytaja ich czy sa rodzenstwem 🙂

ps. Brugia piekna jest, fakt to niezaprzeczalny, jak sie zbierze wieksza grupa to moge voltozwiedzanie zorganizowac 🙂
jestem za malzenstwem. za wspolnym budowaniem wszystkiego, za pelna odpowiedzialnoscia za swoje postepowanie, za malzenstwa z milosci, z potrzeby stabilizacji, z kierowania sie w zyciu etyka i zasadami. jestem przeciwo zyciu na latwizne, przeciwko swiadomosci, ze wystarczy ze sie spakuje, wezme co moje i zamkne rozdzial w zyciu.
malzenstwo bardzo wiele daje madrosci zyciowej, dojrzalosci, ktorej sie nie osiagnie na kocia lape majac dwadziescia pare lat na karku. ale jestem rowniez za tym, zeby sie sprawdzic przez pewien okres wlasnie na kocia lape.
.... moja przyjaciolka Polka wyszla za Belga kilka lat temu (slub brali w Polsce), przyjela jego nazwisko i do tej pory ludzie pytaja ich czy sa rodzenstwem


dawno tak serdecznie nie uśmiałam  się 😀

Tu gdzie mieszkam, w Irlandii, cohabiting jest legalnie uznawany, w każdym formularzu urzędowym w punkcie "are you? " figuruje 😉
Tak wiec, jak to fajnie, sarkastycznie  ujęła Tania  :kwiatek:, pojęcie "upadłej konkubiny/ kokoty" nie jest znane.  Nikomu chyba , nawet w grubiańskich żartach lub pod wpływem nadmiernej ilości markowej whisky nie przyjdzie do głowy obrażać w ten sposób innych. To polski sport narodowy, jak się okazuje.

A spotkanie w Brugge, kusi, oj kusi 🙂 szkoda tylko, że troszkę daleko  😎

Zen, dopiero teraz przeczytałam.. chyba to wydrukuję i przyczepię mojemu facetowi w łazience na lustrze, żeby sobie poczytał i w oczy przy okazji popatrzył..  :/
[quote author=Tania link=topic=8062.msg307627#msg307627 date=1248901244]
Bywają ogromnie skomplikowane relacje i związki.


Dlatego ja nie o tym - a o tych, co twierdzą, że "nareszcie jest wybór".

Mając pieniądze, co byś kupiła - dobre wino, whisky, czy "Autovidol"?
[/quote]

Bardzo nieadekwatne porównanie. Nikt od początku nie zakłada, że chce gorszej jakości związku i dlatego zostanie w konkubinacie. Można się pobrać, można żyć bez ślubu, a i tak zwykle się okazuje (używając Twojego porównania), że to co wydawało się dobrą whisky to jednak tylko autovidol w ładnej butelce. Ale nie zgadzam się, że konkubinat to od początku coś gorszego za obustronną zgodą.
ale jestem rowniez za tym, zeby sie sprawdzic przez pewien okres wlasnie na kocia lape.


Czasem ten okres może trwać przez wiele lat i wtedy jest wszystko ok czy macie jakiś określony czas sprawdzania się a potem ślub?  😉
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się