Małżeństwo kontra konkubinat

No właśnie...co wolicie? Jak jest lepiej? Co w przypadku kiedy w związku jedno chce przysięgi małżeńskiej, a drugie nie za bardzo?
Ja mam 'traumatyczne' przeżycia związane ze ślubami, a raczej rozwodami moich rodziców.
Więc, jako małolat mówie NIE ślubom.
opolanka   psychologiem przez przeszkody
28 lipca 2009 12:27
Ja pisałam juz w wątku ślubnym - absolutnie nie przeszkadza mi to, że ktoś jest w konkubinacie. Przeszkadza mi sama nazwa, która dla mnie jest ochydna.

Ja preferuję związek małżeński, bo to jedno z moich "marzeń", do swojego nazwiska nie jestem bardzo przywiązana, chętnie przyjmę mężowe. Z resztą to wiele ułatwia - w naszym zacofanym kraju "rodzinom z prawdziwego zdarzenia" żyje sie łatwiej - na przyklad łatwiej o kredyt.
Konkubinat brzmi średniowieczno, jak polowanie na czarownice i chowanie łyżki w bucie.
Ja też nie ma nic do konkubinatu a wręcz uważam,że czesto ułatwia życie.Szczególnie przy rozejściu się.Za to nazwa jest dla mnie szczególnie paskudna. Do ślubu tez nic nie mam,ale wkurza mnie,że Z resztą to wiele ułatwia - w naszym zacofanym kraju "rodzinom z prawdziwego zdarzenia" żyje sie łatwiej - na przykład łatwiej o kredyt.
Nie rozumiem dlaczego przy ślubie ludzie mają większe prawa niż bez niego np. tworząc rodzinę od wielu lat.
opolanka   psychologiem przez przeszkody
28 lipca 2009 12:57
No bo żyjemy w takim kraju, niestety... Cóż. Choć zaczyna się to zmieniać i to cieszy.
abre   tulibudibu
28 lipca 2009 13:05
Jeszcze pytanie czy po prostu chodzi o życie z sobą, czy o zalegalizowany konkubinat.
A można jakoś ze strony prawnej zalegalizoważ konkubinat ?
Jakby to miało wyglądać ?
Ja też nie mam nic przeciewko konkubinatowi, to osobista sprawa. Jednak ja bym tego raczej nie chciałam, podobnie jak opolanka czułam węwnętrzną potrzebę ślubu 😉
Fakt, określenie obleśne. Nie mam nic przeciwko związkom nieformalnym. Każdego osobista sprawa. Niestety nadal spora część naszego społeczeństwa patrzy na nie krzywo, a wielu sprawach związki niezalegalizowane są dyskryminowane. Obawiam się, że minie jeszcze wiele lat, zanim to się zmieni.
slojma   I was born with a silver spoon!
28 lipca 2009 13:24
Zdecydowanie jestem zwolenniczką wolnych związków bez zobowiązań, dlatego ślubom mówię stanowecze nie.
abre   tulibudibu
28 lipca 2009 13:33
tulipan, kilka lat temu czytałam o tym trochę w związku z ustaleniami dotyczącymi wspólnego majątku, praw do nieruchomości itp. Chyba źle użyłam słowa "zalegalizowany" - powinnam raczej napisać o rozdzielności majątkowej oraz jej braku  oraz zapytać czy mowa o związku bez zobowiązań, czy na podobnych prawach jak małżeństwo (np. uregulowanie kwestii spadkowej). To są rzeczy, którymi nie zawracamy sobie głowy aż do momentu, gdy coś pójdzie nie tak, jak się spodziewaliśmy lub wydarzy się nieszczęście (np. decydowanie o najbliższym partnerze w przypadku procedur szpitalnych).
Zrozumiałam, chodzi o strone prawną takiego związku 😉
Bo faktycznie, jak druga osoba umiera, czy cokolwiek się zdarzy to partner zostaje jako obca osoba.
Małżeństwo tak- konkubinat- nie dla mnie, nie ze mną. Natomiast rozumiem, że można mieć marne doświadczenia w małżeństwie i nie chcieć kolejnego.
Ja tak jak pisałam nic przeciewko nie mam, ale przyznam że czasem takich związków nie rozumiem - mamy znajomych którzy są ze sobą 14 lat, mieszkaja razem od lat 10, prowadzą firmę. W tamtym roku spodziewali się dziecka - niestety maluszek zmarł przed narodzinami - ale nadal mimo tego nie biorą ślubu. Nie potępiam ich, ale też nie rozumiem w czym rzecz szczególnie że oni chyba sami nie wiedzą czemu tego nie legalizują - ich wymówka to brak czasu 😉 Dopiero niedawno zaczęli wspominać o ślubie cywilnym, być może dlatego że jednak nadal próbują zajść w ciążę.

Prawdą jest że czasem brak tego papierka przeszkadza w załatwieniu różnych spraw - kredytów, nawet podczas choroby jednej z osób jest problem w szpitalach bo tylko rodzinę informuje się o stanie zdrowia pacjenta itd...
Edytka   era Turbo-Seniora | Musicalowa Mafia
28 lipca 2009 13:41
szkoda, ze w Polsce konkubinat jest traktowany po macoszemu. w anglii pary zyjace w takich zwiazkach (nawet jezeli jest to kobieta z kobieta, czy facet z facetem), maja takie same prawa jak malzenstwa, szczegolnie jezeli chodzi o sprawy zwiazane z nabywaniem nieruchomosci czy dziedziczeniem.
Edytka, gdyby taki 'związek' był traktowany tak samo jak małżeństwo to czym różniłby się od niego? Jakim problemem jest ślub cywilny i zalegalizowanie, nikt nie każe spraszać rodziny czy robić przyjęć.
Gdzieś na końcach myśli kojarzy mi się to z uciekaniem przed odpowiedzialnością.

A to o czym mówi Muffinka- sama prawda.
Ja zauważyłam, że tak jak ludzie żyjący w konkubinacie mogą być całe życie szczęśliwi,
a jak tylko wezmą ślub to zaczyna się sypać.
Myśle, że to świadomość takiego jakby przymusu.
Jak sie żyje razem bez ślubu to zawsze można się rozejść,
a jak sie ma slub to ludzie starają sie naprawiać związek na siłe i to strasznie męczy miłość.
😉
Ale ja najbardziej nie rozumiem takich pytań: sa ze sobą X lat i nie wezmą ślubu??  Jeśli są już razem tyle lat to co niby ten ślub zmieni? chyba tylko to,że społeczeństwo ich zaakceptuje a tylko z takiego powodu brać ślub to dla mnie szczyt głupoty.
Inaczej jest ze ślubem kościelnym bo to akurat kwestia wiary.
Bo ślub powinno brać się będąc pewnym w 1000% -wtedy nie powinno się zacząć sypać po podpisaniu tego papierka 😉

ami - a ja się dziwnę takim parom, ponieważ skoro są tyle lat razem to czemu nie chcą tego zalegalizować?Jak już ktoś wcześniej pisał, małżeństwom jest w naszym kraju łatwiej niż parom żyjącym razem bez ślubu.
abre   tulibudibu
28 lipca 2009 13:54
ami_071, niekoniecznie, kwestie spadkowe, prawa do nieruchomości, zgody na operację, brak informacji o zdrowiu partnera itp. itd. TO jednak przemawia za ślubem cywilnym. Rozwieść się też można bez większych problemów.

Mnie nie interesuje czy ktoś z moich znajomych ma ślub czy nie.
Ale tak jak burza nie chciałabym nie mieć ślubu. Bo jeśli partner nie chce przyrzec (czy to przed księdzem i tłumem ludzi, czy przed urzędnikiem i świadkami, czy tylko przede mną) to znaczy, że nie chce... A skoro nie chce, to coś jest nie tak. Może się boi odpowiedzialności. Może nie chce być związany (ale przecież człowiek szczęśliwy związany się nie czuje!). Może to... może tamto... Za dużo tych może 😉
abre, dokładnie. Coś każe mu wątpić, nie daje całego siebie.
Nie chcą bo nie myślą o konsekwencjach prawnych(np. co będzie w razie pobytu w szpitalu itd) albo nie chcą właśnie dlatego,żeby uświadomić społeczeństwo,że papierek nie powinien niczego zmieniać.

Według mnie każdy wybiera swoją droge i jeśli na jego drodze nie ma ślubu to nie. A prawa powinny być takie same.

Abre a jeśli przyrzeka tylko Tobie to nic nie znaczy?musi mieć przy tym świadków?
Dlaczego papierek ma nie zmieniać?
Ma być jak w średniowieczu " ja ciebie biorę a ty mnie" a później "już mi się nie chce?"
A zobowiązania prawne jeśli któraś z osób w małżeństwie wykręci jakiś numer? Alimenty?

To jest jakiś lęk przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Dopóki można w każdej chwili wszystko zamknąć to jest fajnie, a kiedy trzeba coś udźwignąć można się przecież zmyć.
He, lęk przed odpowiedzialnością tak ?
A jeśli już ktoś pare razy tą odpowiedzialność przyją na siebie i został x razy wyrolowany.
Po co to legalizować ? Żeby rodzina miała ubaw na weselu.
Ja rozumiem, że wiara i tradycja.
Tylko, że swiat sie zmienia, a co za tym idzie cała reszta.
Nie wiem, czy ktoś tu doświadczył naprawde przykrych rzeczy ze strony swego partnera
- nie znam Was, więc nie chce osądzać.
Tylko, że Wy nie znając innych ludzi, którzy nie chcią brać ślubu przyklejacie im plakietke - gówniarze co to nie chcą zobowiązań.
😉
Edytka   era Turbo-Seniora | Musicalowa Mafia
28 lipca 2009 14:05
Edytka, gdyby taki 'związek' był traktowany tak samo jak małżeństwo to czym różniłby się od niego?

jezeli mowimy o anglii, to sa bardzo drobne roznice. Jednak glowne kwestie sa traktowane tak samo niezaleznie czy para jest po slubie, czy jest 'cohabiting'.
z roznic moge wymienic prawo do adopcji: cohabiting couple nie moze adoptowac dziecka jako para, ale jedna osoba z tego zwiazku moze wystapic o adopcje (w papierach adopcyjnych zostanie wpisana tylko jedna osoba jako prawny opiekun, nie obie jakby to mialo miejsce w przypadku slubu).
druga roznica jest taka, ze pary po slubie maja obowiazek utrzymywania sie nawzajem (jezeli jedna osoba straci prace to druga ma obowiazek, czy chce czy nie, dawac pieniadze na utrzymanie). cohabiting couples nie musza sie nawzajem utrzymywac.
natomiast pojawia sie coraz wiecej glosow, aby wyeliminowac te drobne roznice, a znajac anglię bardzo możliwe, ze rzeczywiscie prawo zmieni sie niedlugo i parlament zrowna marriage do cohabitation 😉

edit. piszac wczesniej, ze konkubinat jest traktowany jak małzenstwo, miałam na mysli ogólne traktowanie takich zwiazków i zwrocenie uwagi na to, ze dziedziczenie czy kupowanie domow, nie jest zarezerwowane wylaczenie dla malzenstw.

jezeli chodzi o sprawy zwiazane z leczeniem. wspolmaloznek czy rodzice moga decydowac o leczeniu tylko w przypadku osob nieprzytomnych czy tez niepelnosprawnych umyslowo. przytomna osoba sama decyduje czy chce sie leczyc czy nie (np kobieta w ciazy moze odmowic operacji, nawet jezeli oznacza to skazanie na smierc nienarodzonego dziecka).
jezeli para zyla w konkubinacie, to lekarze w pierwszej kolejnosci zglaszaja sie do partnera, mimo ze prawnie nie ma takiego obowiazku. zatem coraz czesciej cohabiting couples moga decydowac nawzajem o operacjach w kryzysowych sytuacjach 😉
Burza dobre..."ja ciebie biore a Ty mnie"... Bierzesz mnie 😉?

Czuję podobnie do dziewczyn,albo chce się być razem, ze wszystkimi tego konsekwencjami albo nie...
I rozumiem ludzi którzy sparzyli się 5 razy i nie chą kolejnego ślubu ale nie rozumiem takich którzy złych dośwaidczeń nie maja a jednak dla zasady nie chcą ślubu.
slojma   I was born with a silver spoon!
28 lipca 2009 14:07
A ja uważam, że ludzie po ślubie już nie są tacy jak przed. Jednak ślub daje pewność, której wcześniej nie ma. Dlatego wiele osób bardziej się stara przed ślubem. Po ślubie nie muszą się starać bo już wiedzą, że są razem. Znikają drobne uprzejmości, zaczyna się rutyna. Mam wiele znajomych, którzy są małżeństwami i te spostrzeżenia wynikają nie tylko z mojej obserwacji ale także z ich doświadczeń i odczuć. Mam też znajomych, którzy są w związkach nieformalnych i u nich sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
abre   tulibudibu
28 lipca 2009 14:12
Jeszcze inna sprawa - wiele kobiet chce mieć dzieci, ich partnerzy również. Ale dziecko to nie tylko obowiązek matki. Jeśli mężczyzna nie jest gotowy wziąć na siebie odpowiedzialności za bycie razem, rozwiązywanie ewentualnych konfliktów, wspieranie partnerki to czy jest gotów na podjęcie odpowiedzialności związanej z wychowaniem i utrzymaniem dziecka? Jeśli boi się powiedzieć tak w obecności nawet 4 osób (partnerka, 2 świadków i urzędnik) i zostawia sobie furtkę to jak mam ufać, że nie będzie się bał i nie zwieje, gdy będzie trzeba wziąć odpowiedzialność za dziecko?

Cały czas rozpatruję tę sprawę z punktu widzenia kobiety ale nią właśnie jestem. Nie wiem, jak czuje się facet, gdy dziewczyna mówi mu "nie" w kwestii małżeństwa.
slojma   I was born with a silver spoon!
28 lipca 2009 14:15
Ja jestem kobietą i mówię nie i tu wcale nie chodzi o odpowiedzialność.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się