Problemy przy przejściach - opóźniona reakcja.

Dzięki za rady. A co powiecie na te jego przejścia na lonży? Robi to samo co pod siodłem, tylko ten "świński trucht" trwa dłużej, bo jednak z siodła mam większą kontrolę i mogę szybciej wyegzekwować przejście. Boję się, że on na lożny utrwala to zachowanie.
Oby tylko mu coś nie dolegało  🙁 bo jednak taka reakcja wskazuje, że coś jest nie tak  🙁 Stęp jest wygodniejszy dla konia niż "świński trucht", więc skoro koń nie chce na lonży przejść do stępa - to może mieć kłopoty np. z grzbietem.
Może też być tak, że wcześniej wysiłek grzbietu nie był wymagany - i koń ma "focha" nt. pracy (a też mogą mięśnie boleć). A na lonży masz bat - i można puknąć w pierś. A lonża powinna być lekko napięta.
On jest bardzo wyrywny na lonży i chyba traktuje ten trucht jako taki moment wyczekania - jak konsekwentnie nie każę mu zwolnić, to wykorzystuje to do odpalenia szybszym kłusem/zagalopowania. Raczej odkąd go mam to wymagam pacy grzbietem, wykluczyłabym ten powód. Ale nastraszyłaś mnie, mam nadzieję, że go nic tam nie boli  😵 Plecy miał oglądane przez lekarza (przy okazji) parę miesięcy temu i podobno było wzorowo - nigdzie nie wykazywał żadnej reakcji na nacisk.
On niestety z tych bojących się bata (nie wiem skąd, nikt mu nigdy nic nie zrobił) więc bat na pierś odpada. Lonża jest zawsze napięta i czasem jak ten trucht się przedłuża to skierowuję mu głowę mocno do środka koła i wtedy przechodzi do stępa. No ale ile można w ten sposób.
A ten trucht jest taki sprężysty - jak caplowanie - właśnie jakby pytał czy zamiast tego stępa to on może jednak zagalopuje  😉
Ja tam myślę, że obie macie ten sam problem - nie "dojeżdżacie konia do ręki". Przejście galop/ kłus jest w sumie proste - wystarczy zakłócić rytm. Przejście stęp/stój - jeszcze prostsze - rytm i w dodatku brak impetu ruchu (tu sprawdza się znieruchomienie). Przejście kłus/stęp zasadniczo powinno się wykonywać tak, jakby się chciało przejść do stój! - tylko pojechać stępem (łydki!). Też trzeba, niestety, zakłócić rytm kłusa - a to nie jest proste, bo trzeba dobrze siedzieć i wybijający rytm kłusa "zmienić" dosiadem na kołysanie stępa.


dla mnie najgorsze są przejścia galop- kłus. Wygodnie, wygodnie i kłuuuussss. Jak mam lepsze czasy, to się zabieram, ale czasem miodzio uzyskany na etapie stępo-kłusa rozsypuje się po galopie.
Przejścia z kłusa do stępa- w miarę dobre, choć często go nie dojadę albo jak go przysiądę to momentalnie stoi. Trudno to wypośrodkować.
Dzionka A może zwyczajnie brakuje mu ruchu i roboty? I może Twoje pomoce do zagalopowania są zbyt podobne do tych do przejścia do stępa? Ech, zgadywanki  🤔 A do bata można przyzwyczaić w 10 min.  🙂 (widziałam taką akcję  🙂😉 Lonżowanie bez bata to nie jest lonżowanie, a gdy koń się "boi" bata - to nawet jeśli bat jest - to nie pełni swoich funkcji.

_kate No, pewnie z tym, że jakieś przejście jest "łatwe" to przesadziłam  😎
dempsey   fiat voluntas Tua
23 czerwca 2009 22:27
chcialam tylko wtracic ze wsrod pomocy wstrzymujacych niebagatelna role gra takze oddech.
poznalam to dzieki wskazowkom instruktora stosujacego zasady z Sally Swift, tam jest duzo o oddechu.

okazalo sie, ze po osiagnieciu pewnego stopnia rownowagi, miekkie i poprawne przejscie w dol mozna uzyskac tylko za pomoca wypuszczenia powietrza
pierwszy raz jak to zrobilam, to bylam zachwycona 🙂 regularny oddech przy regularnym ruchu, a w wybranym punkcie intensywniejszy wydech.takie sapniecie. dziala. czasem nawet nie trzeba bylo w ogole blokowac miesni krzyza, nie mowiac juz o rekach.

dodatkowo dobrze dolaczyc dzialanie srodkiem ciezkosci. nie wiem czy dobrze tlumacze, ale chodzi o taka wizualizacje jak gdyby kulki w brzuchu. normalnie ta kulka jest umiejscowiona w okolicach splotu slonecznego, w ludzkim srodku ciezkosci. przy przejsciach w dol trzeba sobie wyobrazic/spowodowac ze ta kulka sie obniza.
(nie wiem czy dobrze tlumacze, odsylam do ksiazki Harmonia jezdzca i konia, cz.1)
halo nie nie, ja go lonżuję z batem jak najbardziej i dużo się nim posługuję - póki jest daleko od zadka i nie tyka konia, to spełnia swoją rolę - ale jakoś nie widzę tego, jak w czasie kłusa dotykam nim Dzionka piersi  😉 Popróbuję, może sama coś wymyślę, a może trener doradzi, bo mnie to trochę niepokoi - zaczęło się nagle i nie chce zniknąć.
[quote author=guli link=topic=7084.msg282410#msg282410 date=1245766972]
To samo dzieje się na koniu- jak chcemy zwolnic to przestajemy jechać, jak chcemy zatrzymać się, to nieruchomiejemy.

Hmm... tu mam wątpliwości  🤔 (choć zasadniczo zgadzam się z guli - tak, reakcjami ciała można i należy spowalniać konia i zatrzymywać - i to nie działanie na pysk powinno być decydujące, ale... ten cytat 🤔
Otóż - koń rusza się sam, nie trzeba go "jechać" - tylko włączyć się w ruch. I nie wystarczy znieruchomienie, żeby prawidłowo wykonać przejście w dół - tak, aby zad podążył pod środek ciężkości.
[/quote]

Myslę, że piszemy o tym samym 🙂

Jazda wg mnie to włączenie się w ruch konia , a zatrzymanie to dokładnie znieruchomienie, tylko trzeba to sobie zwizualizować.
Bo nieruchomienie to usztywnienie ciała ze wzmocnionym dosiadem (siedzeniem) i wstrzymującymi łydkami , do tego dochodzą wstrzymujące lekko ( napięte) wodze.
I mamy konia zatrzymanego z podstawionym zadem- przynajmniej w teorii 😀

Fajnie byłoby wyjść  poza własne ciało i obejrzeć to wszystko w bardzo zwolnionym tempie.

Oczywiście to wszystko można nazwać kierowaną energią własnego ciała.
Dlatego najczęściej tak bywa, że nie mamy problemu z przejściami w każdą stronę, jeśli nie zastanawiamy się gorączkowo, co trzeba zrobić, tylko poprostu  robimy .

Wtedy wydaje się, że koń reaguje na naszą myśl . 🙂
I dlatego tak strasznie trudno jest wytłumaczyć jak wykonuje się przejście  🙄
Ale myślę, że ktoś, kto sobie cały wątek przeczyta - to będzie miał jakiś obraz.
Z pewników: "Najpierw przygotuj siebie - potem żądaj od konia".
ale ze stępa do stój jest ok, więc wie co od niej chcę.  przynajmniej w tym chodzie.
Rozumienie to jedno, umiejętność wykonania to drugie. Koń np. może rozumieć pomoce do przejścia do niższego chodu, ale toczyć się siłą bezwładu z braku równowagi, chodzenia na przodzie.

Przy kłopotach z precyzyjniejszymi przejściami w dół (w sensie, że w jakimś w miarę określonym miejscu), można użyć znacznika. Postawić wiadro, pachołek, położyć oponę. Albo dwie, w formie bramki. Albo zawiązać wstążkę na płocie. I zacząć od powtarzania manewru przy znaczniku.
* To jest podpowiedź dla człowieka, punkt odniesienia, można obserwować postępy.
* Człowiek się ćwiczy w przewidywaniu i wyczuwaniu konia - jak wcześnie użyć pomocy, żeby przejście się zdarzyło przy znaczniku.
* To jest podpowiedź dla konia, taki punkt inny niż inne.
* To wykorzystanie schematu, nawyku. Jeśli się ileś razy powtórzy to samo przejście w tym samym miejscu, koń zacznie je przewidywać. I przygotowywać również swoje ciało do przejścia (myślę, że koniowi ostatecznie wygodniej zrobić przejście prawidłowe, używając zadu, nie lecąc na łeb). Jak koń zacznie zadawać przy znaczniku pytanie, czy robić przejście, to wtedy można zacząć wprowadzać zmienność. Raz je robić, raz nie. To taka gra przewidywalności z urozmaiceniem. A znaczniki można sobie w różnych miejscach poustawiać. I w ogóle do różnych manewrów wykorzystywać.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się