Nauka jazdy [treningi] bez własnego konia


Powoli przymierzam się do powrotu do jeździectwa [z różnych "życiowych" przyczyn nie mam od jakiegoś czasu kontaktu z końmi]. Chciałabym jednak zrobić to w sposób przemyślany. Tzn. nie chcę mieć najbliższe 1-3 lata swojego konia, chciałabym skupić się na szkoleniu siebie. Zastanawiam się, jaki układ byłby najwygodniejszy.

Która opcja wg Was jest najlepsza:

a. znaleźć trenera i jeździć na koniu udostępnianym przez niego [w takim wypadku podejrzewam za jazdę musiałabym płacić od 80 zł wzwyż za godzinę, a jeździłabym na różnych koniach i nie miałabym komfortu "zaprzyjaźnienia" się z jednym koniem]

b. współdzierżawić konia, opłacanie w 50% pensjonatu i wynajmowanie trenera [to mogłaby być najtańsza opcja, ale to oznacza, że biorę na siebie odpowiedzialność za to, co dzieje się z tym koniem również, gdy się nim nie zajmuję, nie jeżdżę itp.,a tego wolałabym uniknąć, bo nigdy nie ma się pewności, jaki jest człowiek, od którego dzierżawi się konia]

c. a może taki układ: wynajmuję jednego konia wg jazd, czyli po prostu płacę za hmm samo "użytkowanie" konia w danym miesiącu i do tego dochodzą koszty wynajmu trenera.

Opcja a. jest pewnie najprostsza do zrealizowania, ale dla mnie chyba najwygodniejsza byłaby opcja c), zastanawiam się tylko, czy w ogóle znalazłaby się jakaś osoba do takiego układu. Co o tym myślicie? Może ktoś z was jeździ w takim układzie?
Dysponowałabym miesięcznie budżetem ok. 400-500 zł - chociaż wiadomo, że im mniej musiałabym płacić, tym lepiej. 😀 Nie chcę jednak, żeby to pieniądze były głównym kryterium. Chciałabym po prostu nauczyć się porządnie jeździć. 🙂
Ktoś   Dum pugnas, victor es...
09 maja 2011 16:07
za 500 zł to może szkoleniowca wynajmiesz na miesiąc,ale w takim budżecie to już miejsca na konia nie ma.

może jakiś barter?
Moon   #kulistyzajebisty
09 maja 2011 16:08
Myślę, że nie znalezienie konia będzie tu głównym problemem, a znalezienie dobrego trenera, który nauczy cię "porządnie jeździć" i naprawdę wypleni nawyki z przeszłości.
Jest jeszcze kwestia tego, jak dysponujesz czasem i jak często i jak daleko jesteś w stanie dojeżdżać do konia/trenera. (lub trener do ciebie - też nie każdy chce dojeżdżać na drugi koniec pomorskiego)

w każdym razie - powodzenia.
Ktoś, pewnie głupie pytanie, ale naprawdę nie wiem: co to jest "barter"?  😡

Moon, co prawda studiuję i pracuję, ale pracę mam przed kompem i dzięki temu mam sporo czasu w ciągu dnia. Na razie robię "rozeznanie rynku", bo jestem w trakcie robienia prawa jazdy  😲 no i myślę, że jak dobrze pójdzie to od lipca/sierpnia  będę mogła pomykać po Pomorzu jakimś gruchotem.  😉A jeździć będę dużo, bo właściwie mam dwa "punkty wypadowe" oddalone od siebie o jakieś  90 km. 🙂
Ktoś   Dum pugnas, victor es...
09 maja 2011 16:19
betty_scarpetty po pierwsze zastanów się jak często byś chciała jeździć i gdzie. Pomyśl jakich trenerów/instruktorów miałabyś tam do dyspozycji. Nie wiem czemu jazda na różnych koniach Ci nie odpowiada, IMO jest to najlepsza droga do nauczenia się dobrze jeździć. Jeden koń jest fajny, znasz jego przyzwyczajenia, wiesz czego się spodziewać. Ale potem mogą pojawić się problemy kiedy się przesiądziesz na inne zwierze.

Jak tylko mam okazją staram się wsiadać na inne konie, wtedy mogę sprawdzić co potrafię, nad czym muszę popracować 😉
Ktoś, dzięki  🙂, czyli formą takiego "bezgotówkowego handlu" mogłaby być praca przy koniach w zamian za treningi? Tylko do takich układów wydaje mi się są ogromne kolejki i ludzie na ogół mają większe doświadczenie, umiejętności itp.niż ja w tej chwili.

xxagaxx Może zabrzmi to infantylnie, ale chciałabym jeździć na koniu, którego najzwyczajniej w świecie lubię i z którym mogę się "zakumplować", a to myślę też mogłoby spowodować lepsze efekty szkoleniowe. Ale nie wiem, może się mylę. Ogólnie dużo się najeździłam na różnych koniach od samego dzieciństwa i nie wiem, czy wyszło mi to na dobre...
[quote author=betty_scarpetty link=topic=55262.msg1004588#msg1004588 date=1304953388]
b. współdzierżawić konia, opłacanie w 50% pensjonatu i wynajmowanie trenera [to mogłaby być najtańsza opcja, ale to oznacza, że biorę na siebie odpowiedzialność za to, co dzieje się z tym koniem również, gdy się nim nie zajmuję, nie jeżdżę itp.,a tego wolałabym uniknąć, bo nigdy nie ma się pewności, jaki jest człowiek, od którego dzierżawi się konia]
[/quote]
co zrozumiałam tak, że chcesz mieć konia, ale nie chcesz się nim zajmować. Tzn. dostajesz konia, wsiadasz, trenujesz, zsiadasz, koniec.
ale
[quote author=betty_scarpetty link=topic=55262.msg1004631#msg1004631 date=1304955144]
xxagaxx Może zabrzmi to infantylnie, ale chciałabym jeździć na koniu, którego najzwyczajniej w świecie lubię i z którym mogę się "zakumplować"
[/quote]
czy "zakumplowanie" się z koniem nie polega na spędzaniu z nim większej ilości czasu niż wsiądę/zsiądę?

Osobiście współdzierżawę rozumiem tak, że właściciel udostępnia mi konia określoną ilość razy w tygodniu do jazdy. Nie jest to pełną dzierżawą, kiedy przejmujemy konia od właściciela, a więc nie widzę w tym Twojej odpowiedzialności za to co się dzieje z koniem, kiedy Ty na nim nie jeździsz. Co zreszta można dogadać z właścicielem, mówiąc wprost czego oczekujesz i pytając czego on oczekuje od Ciebie.
żużka wydaję mi się, że Betty chodzi o to, że w przypadku współdzieżawy, jeżeli ta druga osoba np. okulawi konia, to ona nie ma konia do jazdy, a za współdzierdżawę nadal płaci.
w ten sposób nie pomyślałam, ale ok. masz rację. z tym, że mam wrażenie, że takich przypadków jest stosunkowo mało, a daje to jakąś szansę rozwoju.
Ja własnego konia nie miałam, ale bardzo chciałam sobie wydzierżawić konia. Pojechałam do stajni, do której jeździłam w wakacje i porozmawiałam o koniu, który jest ujeżdżony (ujeżdżony byle sprzedać, ale coś tam umiał, więc nie był to koń, z którym było trzeba pracować od podstaw), ale właścicielka się go bała (właściwie nie wiadomo dlaczego, bo po za tym, że na początku miałam spore problemu by go złapać na pastwisku to jest łagodny jak baranek, ale chyba ją odstraszyło coś dość nietypowego, bo imię, koń nazywa się Demon  🤔 ). Dwa lata nie był odwiedzany przez byłą właścicielkę, więc zaproponowałam, że za połowę kosztów utrzymania (czyli 220zł) wezmę konia i do tego 200zł za treningi (po znajomości - bo ogólnie bierze 80zł za godzinę  😵 - biorąc pod uwagę, że brałam wtedy u niego lekcje jakoś 6 razy w tygodniu 😀 ), a teraz płacę 250zł za dzierżawę (na całe szczęście właścicielem Demona jest właśnie mój trener) za cały miesiąc + za jakieś treningi, które wnosiły coś nowego, a w praktyce wychodzi to tak, że za 4 tygodnie (jeżdżę średnio 5 razy w tyg. i w tym 3 razy w tygodniu mam treningi) płacę 100zł (za jedną jazdę było umówione 25zł), no i umówione mam z trenerem, że ja jeżdżę na Demonie, na jego koniach co coś ostatnio sobie zaczęły "w kulki lecieć" i pomagam przy stajni, więc wychodzi z tą całą zniżką 350zł.
A jak to u mnie mówią, że zdecydowanie więcej nauczysz się przy koniu, który mało umie (oczywiście pod okiem DOBREGO trenera), niż przy profesorze.
Więc może dobrym rozwiązaniem byłaby praca z koniem, który coś tam umie, ale jeszcze za mało by jeździć np. w rekreacji czy w sporcie i wtedy mnie płacisz, a za oszczędzone pieniądze można jakiegoś trenera wziąć.

co zrozumiałam tak, że chcesz mieć konia, ale nie chcesz się nim zajmować. Tzn. dostajesz konia, wsiadasz, trenujesz, zsiadasz, koniec.

Źle mnie zrozumiałaś. Chcę mieć możliwość jazdy, ale nie chcę obecnie posiadać konia, a co za tym idzie [może dla niektórych zabrzmi to jakoś okrutnie i wyjdzie na to, że jestem osobą bez serca itp. itd.] nie chcę martwić się o kowala, weterynarzy, odrobaczanie, właściwe pasze (ale uwierzcie mi, wiem, co to znaczy opiekowanie się końmi) itp. - tym powinien zajmować się właściciel konia i nie mam zamiaru się w to mieszać. Jednak oczywiste jest dla mnie to, że biorę odpowiedzialność za to, co dzieje się z koniem podczas mojej jazdy, czyszczenia, siodłania itp. Jeżeli spowoduję kontuzję u konia, to nie będę uciekać przed konsekwencjami.

Wracając do tematu, to wydaje mi się, że przez ostatnie kilka lat wiele się pozmieniało w światku jeździeckim. Teraz większość ludzi ma prywatne konie i może też przez to prowadzenie szkółek jeździeckich, które oferują wyższy poziom nauki stało się nierentowne...? Ja np. nie miałabym nic przeciwko temu, aby jeździć w grupie np. 3-5 osobowej prowadzonej przez kompetentnego instruktora. Tylko z tego co udało mi się zorientować, większość jazd w szkółkach wygląda mało zachęcająco, ale może się mylę...

Jeszcze jedno ogólne pytanie. Czy większość trenerów posiada własne konie, które udostępnia swoim podopiecznym czy raczej nie? Czy często zdarza się tak, że w cena treningu zawiera zarówno czas trenera jak i "wynajem" konia?
betty_scarpetty szczerze to nie znam chyba nikogo na pomorzu kto daje własne konie do jazdy na trening. Szkółki owszem, ale trener dający swoje konie? Chyba że ktoś juz długo siedzi w danej szkółce, jest stałym bywalcem, częstym przede wszystkim 😉 to i się zdarzy że na trenerskich koniach jeździ.

[quote author=betty_scarpetty link=topic=55262.msg1004631#msg1004631 date=1304955144]
xxagaxx Może zabrzmi to infantylnie, ale chciałabym jeździć na koniu, którego najzwyczajniej w świecie lubię i z którym mogę się "zakumplować", a to myślę też mogłoby spowodować lepsze efekty szkoleniowe. Ale nie wiem, może się mylę. Ogólnie dużo się najeździłam na różnych koniach od samego dzieciństwa i nie wiem, czy wyszło mi to na dobre...
[/quote]

No niestety, ale tak to już można chyba tylko z własnym koniem. Lub dzierżawionym. IMO.

Też bierz pod uwagę że szkołka też ma określoną liczbę koni. Czyli nie zmieniasz zwierzaka co jazdę przy czym masz ich do wyboru naście. Generalnie są konie łatwiejsze- dla początkujących i te dla bardziej zaawansowanych. Więc wydaje mi się ze możesz mieć okazję jeździć na max 2-3 koniach już tak systematycznie.
busch   Mad god's blessing.
09 maja 2011 19:47
To zależy, co masz na myśli pisząc że chcesz się nauczyć jeździć. Jedni mają ambicje umieć się utrzymać na koniu w trzech chodach, czasem coś skoczyć i pojechać w teren, inni chcą się sportowo rozwijać. W tym pierwszym wypadku znajdziesz "trenera" - a raczej instruktora - który Ci użyczy konia, i może nawet zrobi to do 500zł na miesiąc, o ile nie mieszkasz w Warszawie  😉  I tak swoją drogą; nieważnie, jak bardzo kompetentny jest trener, 3-5 jeźdźców na jednej jeździe nikt nie ogarnie na tyle, żeby każdego rzetelnie uczyć.

Prawdziwi trenerzy, czyli zdolni z Ciebie uczynić dobrze jeżdżącą osobę, na pewno nie użyczą Ci żadnego konia ponieważ mają dwa rodzaje koni: a) w treningu, za których jeżdżenie i szkolenie im się płaci, b)swoje, które przygotowują na starty/sprzedaż. W takim układzie nie ma miejsca dla źle jeżdżącej osoby. Jeśli naprawdę chcesz się nauczyć jeździć, to dzierżawa lub współdzierżawa jest jedyną drogą - plus dobry trener regularnie kilka razy w tygodniu. Obawiam się że za 500zł miesięcznie będzie trudno coś takiego sobie wyrzeźbić, chociaż może to nie jest tak do końca niemożliwe, wszystko zależy od aktualnej sytuacji na Twoim "rynku" końskim - kto akurat chce konia poddzierżawić, na jakich zasadach, w jakim pensjonacie i jak drogiego trenera znajdziesz  😉

A jak to u mnie mówią, że zdecydowanie więcej nauczysz się przy koniu, który mało umie (oczywiście pod okiem DOBREGO trenera), niż przy profesorze.
Więc może dobrym rozwiązaniem byłaby praca z koniem, który coś tam umie, ale jeszcze za mało by jeździć np. w rekreacji czy w sporcie i wtedy mnie płacisz, a za oszczędzone pieniądze można jakiegoś trenera wziąć.

Nieprawda, początkujący jeździec potrzebuje łatwego, dobrze wyszkolonego konia żeby nauczyć się od niego wszystkiego, czego potrzebuje. Z surowym nauka idzie dużo oporniej i trwa dłużej bo czasem zrobisz dobrze, ale niewyszkolony koń na to prawidłowo nie zareaguje.
busch - no dobra, ale to początki. Ale jednak jeśli coś potrafisz to lepiej później już na mniej wiedzącym koniu spróbować.
busch   Mad god's blessing.
09 maja 2011 19:52
busch - no dobra, ale to początki. Ale jednak jeśli coś potrafisz to lepiej później już na mniej wiedzącym koniu spróbować.


I znowu pytanie - co masz na myśli mówiąc że doświadczony na początki? Kiedy Twoim zdaniem przestajesz być na początku? Kiedy nie spadasz w galopie? Kiedy nie spadasz w galopie nawet jeśli koń Ci bryknie? Czy może kiedy nie spadając w galopie jeszcze zrobisz dobry ciąg?  😁
busch - no dobra, ale to początki. Ale jednak jeśli coś potrafisz to lepiej później już na mniej wiedzącym koniu spróbować.

🤔 🤔 🤔 że co?? A niby od kiedy? Żeby konia nauczyć samemu trzeba umieć. I nie "coś" tylko sporo!! Później się dziwić ze tyle zepsutych koni, sfrustrowanych jeźdźców...
Układanie młodego konia to nie jest łatwa sprawa, potrzeba czasu, umiejętności! i dobrej osoby na dole. I niestety nie wszyscy się do tego nadają. Po co daje się konie w trening do ludzi doświadczonych? Żeby dostać konia już nauczonego podstaw, żeby nam było łatwiej.
trzynastka   In love with the ordinary
09 maja 2011 19:58
betty_scarpetty  - a nie masz w okolicy jakiś stajni handlowych z trenerem ?
W moich okolicach coś takiego funkcjonuje, że jeździsz pod okiem trenera, na koniach trenera/ właściciela stajni za całkiem nie duże pieniądze ale masz obowiązek konia pokazać na zawodach. Czyli w praktyce wygląda to tak, że dostajesz jakiegoś konia [różny jest stopień wyszkolenia] traktujesz jak prawie swojego, pod okiem trenera go jeździsz pod danym kątem i załóżmy raz w miesiącu startujesz, tylko się trzeba nastawić na to, że koń w każdej chwili może zostać sprzedany. Dla trenera to podwójny zysk, bo Ty płacisz za treningi czy tam niepełne utrzymanie konia, pokazujesz go na zawodach, a on sobie go jeszcze [zazwyczaj] z zyskiem sprzeda.
Jedni mają ambicje umieć się utrzymać na koniu w trzech chodach, czasem coś skoczyć i pojechać w teren, inni chcą się sportowo rozwijać.
No właśnie ten etap mam już za sobą i zdecydowanie za długo trwał.  😉 Nie wiem, czy mogę mówić o jeździe sportowej, ale to o czym na obecną chwilę myślę to: chciałabym umieć ustawić konia prawidłowo na pomocach, umieć wyegzekwować mniej skomplikowane elementy ujeżdżenia, przejechać w ładnym stylu parkur 100-120 cm. Chciałabym, żeby umiejętności nabyte na "obcych" koniach przełożyły się na późniejszą jazdę na własnych [w dalszej perspektywie of course  😉).

Dzięki za odpowiedzi. Wygląda na to, że albo muszę się mocno nagimnastykować albo zwiększyć budżet 😉

ninevet, to byłby świetny układ, ale nie wiem, czy coś takiego funkcjonuje na Pomorzu. Może ktoś z forum miałby więcej informacji?  🙂 Druga sprawa to fakt, że ciężko jest mi ocenić obiektywnie swoje umiejętności. Czy np. po 2 miesiącach treningów mogłabym wystartować w LL? Czy może potrzebowałabym roku? A jeśli potrzebowałabym roku, to czy ktoś chciałby w ogóle wejść w taki układ?
Znajdź DOBREGO trenera, który porządnie prowadzi jazdy na porządnych koniach. Rozruszaj się, odśwież umiejętności płacąc zwyczajnie za lekcje.

Za kilka tygodni będziesz wiedziała, czy Twoje plany rozwoju nadal są aktualne, czy może warto zmienić trenera, które konie bardziej Ci pasują. Będziesz wiedziała na jakim etapie jesteś, jakie tempo nauki odpowiada Tobie i Twojemu portfelowi.

Nie ładuj się w słabo ujeżdżone konie z myślą o wspólnej nauce. Najpierw skup się na sobie, jak przyjdzie czas na dzierżawę będziesz mieć lepsze rozeznanie czego tak naprawdę chcesz.
Moon   #kulistyzajebisty
09 maja 2011 20:36
Betty, ja czytając Twoje posty, znając trochę pomorski światek, radziłabym Ci skorzystać póki co z usług jakiejś szkółki - Rozjeździsz się, usiądziesz w siodle po przerwie, zobaczysz na co Cię po takiej przerwie stać i jakiego ew. następnie konia szukać.

Czy np. po 2 miesiącach treningów mogłabym wystartować w LL? Czy może potrzebowałabym roku?
Żaden, nawet najlepszy trener, instruktor Ci tego nie powie na poczekaniu. No chyba, że wróżka... ;-)
Wszystko zależy od Twojego obecnego poziomu, częstotliwości z jaką być jeździła, szybkości 'chłonięcia wiedzy', Twojej kondycji, etc, etc.


Edit.
mg, dobrze pisze - najpierw zajmij się "ogarnianiem" siebie, szukaj dobrze ujeżdżonych koni, na których będziesz mogła się skupić na sobie, a dopiero potem (możliwe, że nawet po dłuuuuuższym "potem 😉 ) ogarnianiem jakiegokolwiek konia.
A jak to u mnie mówią, że zdecydowanie więcej nauczysz się przy koniu, który mało umie (oczywiście pod okiem DOBREGO trenera), niż przy profesorze.


Aha, dlatego najlepiej byłoby samemu niewiele potrafiąc zacząć zajeżdżać surowe młodziki. 🤔wirek: To dopiero byłaby nauka! Ostatecznie taki koń profesor, phi, co on może pokazać, w końcu prawidłowa odpowiedź na prawidłowo stosowane pomoce - nuuuuda 😀iabeł:

betty, raczej nikt Ci nie odpowie, ile miesięcy i na co potrzebujesz. Dobry trener będzie Ci jednak na pewno mógł powiedzieć, czy jesteś blisko czy daleko aktualnie wyznaczonego celu. Dobrze dziewczyny radzą - zacznij od szkółki, żeby się rozjeździć, na pewno masz osiągalne opcje na jazdę nie tylko w zastępie, ale bardziej indywidualną pracę z instruktorem / trenerem. Na pewno też łatwiej będzie znaleźć jakiegoś właściciela konia, który by poszedł na półdzierżawę, kiedy dzierżawca jest rozjeżdżony i dobrze sobie radzi na koniu, niż kiedy dopiero wraca do tematu jeździectwa po przerwie.
Dzięki wszystkim za rady. 🙂 Zdecydowałam, że jak tylko uda mi się zdać prawko i załatwić samochód, zabiorę się za szukanie  jakiejś fajnej szkółki [to chyba jest realne ❓  😉], myślę, że taki przeciętny instruktor jazdy konnej z miarę długim stażem też będzie w stanie ocenić, jaki jest mój poziom...to jest dla mnie bardzo ważne, bo właściwie przez cały mój "staż jeździecki" nigdy nie otrzymałam jakiejś "zewnętrznej" opinii...ech
Może po prostu zapisz się na zwyczajne lekcje konne, za które na pewno nie będziesz płacić aż 80zł jeśli będą to lekcje w grupie. Ja za takie lekcje płacę 50zł a za karnet w który w skład wchodzi 10 lekcji płacę 400zł czyli tak jakby 10 zł mniej za każdą lekcje tyle że płacę z góry za całe 10 lekcji. Jeśli chcesz mieć lekcje indywidualne to oczywiście zapłacisz więcej tylko że zależy jeszcze u kogo. A jeśli chodzi o to czy zaprzyjaźnisz się z jednym koniem na stałe czy nie to szczerze Ci odradzam jeżdżenia tylko na jednym koniu, ponieważ jeśli przyzwyczaisz się do jednego konia który będzie na przykład bardzo żwawy i  pewnego razu będziesz musieć wsiąść na konia który jest leniwy to raczej sobie nie poradzisz. Życzę powodzenia w wyborze 😀
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
15 maja 2011 06:17
Jesteś z Gdyni więc niedaleko masz na hipodrom sopocki. Byłam tam parę lat temu i jeździłam w jednej z obecnych tam szkółek http://www.hippika-lyczkowska.pl/ i jeździłam tam na Demoklesie i naprawdę bardzo ale to bardzo miło wspominam tego konia oraz prowadzącą jazdę p. Hanię. Oprócz tego jest tam koń Bielik którego koleżanka z zna jeszcze z okres gdy stał u nas w stajni. Wspomina tego konia jako niesamowicie fajnie ujeżdżonego który wszystko pod nią robił łącznie z ciągami i zmianami nóg.


Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się