Koń boi się spryskiwania - co robić?

Nastała pora much, komarów i innych latających i gryzących stworzeń. W mojej stajni największą plagą są komary, bo w bezpośredniem sąsiedztwie znajduje się staw - wylęgarnia. Po jeździe na placu, kiedy koń jest lekko spocony, komary atakują całymi stadami. Żeby chociaż w jakimś stopniu ochronić przed nimi konia, chciałam go spryskać preparatem odstraszającym komary. Specjalnie wybrałam atomizer (nie spray), żeby syk towarzyszący spryskiwaniu mniej go stresował. Niestety, chyba sam dotyk mgiełki opadającej na sierść pwoduje u niego panikę. Miotał się po boksie, a kiedy mu się udawało ustawić zadem w moją stronę, "straszył" tylnym kopytem. Nie pomogło przytrzymanie na uwiązie, uspokajanie głosem, nic. Ponieważ przez dłuższą chwilę próbowałam go z tym spryskiwaniem oswoić, efekt był taki, że później nawet z wyczyszczeniem miałam problem, bo kiedy tylko widział zbliżającą się rękę, próbował odwracać się zadem. Już na samo wejście do boksu reagował nieufnie.
No i moje pytanie: W jaki sposób go z tym spryskiwaniem oswoić? Nie chcę zostawić go na pastwę gryzących owadów, ale nie chcę też wpędzić go w nerwicę, walcząc z nim za każdym razem. Dodam, że koń nie jest młody (ale raczej z gatunku "wypłochów"😉, nie boi się lania wodą z węża, nawet jeśli w upalne dni zmoczę więcej, niż tylko nogi. Tylko ten atomizer... Z góry dziękuję za rady i pomysły.
opolanka   psychologiem przez przeszkody
29 kwietnia 2009 21:15
Jesli się boi panicznie, pryskaj na szmatkę liub szczotkę i tym przecieraj lub kup preperat w żelu lub sztyfcie.

Może go bardzo drażni zapach? Może ma uczulenie (to juz daleko idace wnioski).

Mój zawsze sobie jakieś akcje ze spryskiwaczem wkręca. Generalnie moje postępowanie zależy od aktualnego humoru 😉 Albo wchodzę z nim do boksu, on wtedy biega na około a ja szybko psikam to co chcę, albo biorę bacik do ręki, delikatnie tłumaczę o co chodzi i koń się po kilku wytłumaczeniach nie boi psika 😉
Lov   all my life is changin' every day.
29 kwietnia 2009 21:23
Jak Gruby miał na początku opory i uciekałprzed psikadełkiem, to ćwiczyłam z nim psikanie samą wodą 😁 czasochłonne, ale pomaga 😉
Mogłabym z nim ćwiczyć, ale próby kopania skutecznie mnie zniechęcają. I szokują, bo normalnie nigdy to się nie zdarza, koń jest posłuszny, podporządkowany, więc musi być naprawdę zdesperowany, skoro sięga po taki "argument"...
opolanka   psychologiem przez przeszkody
29 kwietnia 2009 21:29
Musisz wybadać, co jest u  źródła takiego zachowania. Nie sztuką jest leczenie objawów, lecz przyczyny.

Strucelka   Nigdy nie przestawaj kochać...
29 kwietnia 2009 21:30
Olivia ja miałam taki sam problem, który nadal istnieje, ale w mniejszym stopniu. Używam Super Sheena i albo psikam na szmatkę, albo wtedy, gdy koń jest czymś zajęty, np. je. Ogon już w miarę bez problemu, ale jak psikam grzywę to słyszy odgłos, więc psikam na szczotkę.
Przy oswajaniu warto pamiętać:

1. O zasadzie przybliżania - oddalania.
Robisz tyle, żeby koń najwyżej odrobinę się zaniepokoił/zwrócił uwagę na psiukacz - a potem się cofasz do tego etapu, na którym koń był wyluzowany i robisz "mniej".
I od nowa. Znowu ciut więcej - i wycofanie ciut dalej.
Stopniowo będzie się poszerzał zakres tego, co jest dla konia ok. Powoli, stopniowo.
Nagradzasz konia odpoczynkiem, czyli zaprzestaniem swoich działań i "robieniem nic", za zachowanie spokoju, stanie w miejscu.
Jeśli koń jest niespokojny, wycofujesz się nieco, ale nie dajesz pełnej wygody - bo utrwalałabyś w ten sposób niepokój. I utrudniała obojgu sprawę.

2. O spokoju własnym, rytmie, uśmiechu na twarzy.
Rytmiczne = przewidywalne. Rozluźnienie jest zaraźliwe.
Spokój człowieka pomaga, za to utrudniać sprawę będzie wszelkie czajenie się, skradanie itp. Lepiej na luzie i w otwarte karty 🙂

3. O dzieleniu oswajania na kawałki, żeby wszystkim było łatwiej.
Osobno dźwięk - weź spryskiwacz (np. do kwiatków), napełnij wodą. I idź psikać...
Ale nie na konia! Nie w stronę konia. Psikaj sobie, ot tak. Z dala od niego. W stronę przeciwną.
Możesz iść do koni na dwór i opryskać im wybieg 😉
Zawsze przy strachach lepiej działa, jeśli strach oddala się od konia a koń za nim podąża. To daje szansę ciekawskości wziąć górę na sceptycyzmem.
Potem możesz stopniowo bliżej konia psikać, jak już przestanie się niepokoić psikaniem z dala, ale jeszcze nie na niego.
Osobno odczucie - ja bym zaczęła od popsikania mokrego konia. Wtedy nie będzie zaskakującego doznania "zroszenia".
Prawdopodobniej najłatwiej pójdzie z szyją/łopatkami na początek. A potem będziesz stopniowo przechodziła do wrażliwszych części konia.

Jak już z psikaczem wodnym będzie ok, z "pachnącym" też pójdzie ok. A do tego czasu - jak opolanka pisze: na szmatkę i smarowanie.
no właśnie mnie też to będzie czekać 🙄 dotąd tylko raz próbowałam moja dziką podopieczną psikać i później przez 20 min ją łapałam, podobnie będzie z pierwszą kąpielą...  😵

wspomnę tylko że jak kobyła przyjechała do aktualnego właściciela to nie podawała wogóle nóg do czyszczenia...  🤔
Jeśli koń jest niespokojny, wycofujesz się nieco, ale nie dajesz pełnej wygody - bo utrwalałabyś w ten sposób niepokój.

Dziękuję. Wszystko, co napisalaś, jest bardzo ciekawe. Na pewno skorzystam z Twoich rad. Nie do końca rozumiem część, którą zacytowałam, zwłaszcza fragment: "nie dajesz pełnej wygody - bo utrwalałabyś w ten sposób niepokój". Czyli jak to powinno wyglądać? Nie chciałabym popełnić jakiegoś błędu...
Spróbuję to tak opisać:

Przychodzisz do konia - koń jest spokojny. Mięśnie luźne, głowa nie zadarta, oczy mrugają itd.
I zaczynasz sobie rytmicznie psiukać psiukaczem (na konia patrzysz tak na luzie, kątem oka, psikasz nie w jego stronę).
Koń - najpewniej - przejmie się tym. Głowa pójdzie do góry, mięśnie napną, oczy przestaną mrugać, koń może oddech wstrzymać.
Wtedy nie zbliżasz psiukacza do konia, ale trochę go od niego odsuwasz (albo psiukasz ciut ciszej, albo rytmicznie ale ciut rzadziej).
I wypatrujesz momentu, kiedy koń zacznie się na nowo wyluzowywać. Może obniżyć głowę choć o parę centymetrów, zacząć znowu mrugać, normalniej ruszać uszami (ani zastygłe, ani latające b. szybko).
To jest moment, kiedy możesz przestać psiukać. Postać, porobić nic.

W ten sposób utrwalasz w koniu uspokajanie się przy psiukaczu, budujesz jego pewność siebie, spokój. Koń widzi, że psiukanie da się przeżyć, że zachowanie spokoju jest dobrym rozwiązaniem, że człowiek nie działa zbyt nachalnie i wbrew koniowi.
Gdybyś przestała psikać wtedy, kiedy koń unosił głowę, spinał się, utrwaliłabyś w nim ten odruch. Zobaczyłby, że to "działa", że to jego zachowanie daje mu to, czego chce - czyli ustanie psikania.

A wracając do psiukania. Zaczynasz to robić znowu.
Patrzysz, jaka bliskość/intensywność jest dla konia ok i próbujesz zrobić odrobinę więcej - znowu do pierwszych oznak niepokoju, nie więcej.
Jak je zauważasz, wycofujesz się. Być może już nie tak daleko, jak wcześniej - bo koń po trochu się z psikaczem oswaja i coraz więcej jest dla niego akceptowalne.
I tak stopniowo, przybliżając, oddalając, nagradzając rozluźnienie...
Najlepiej od razu załóż sobie, że to nie będzie hop siup, pełne oswojenie może ileś tam dni zająć. Wtedy łatwiej zachować cierpliwość i najwyżej cieszyć się, jeśli pójdzie szybciej. To, że nie m u s i s z konia popsikać (bo możesz posmarować), też powinno pomóc - bo koń nie będzie czuł takiej wielkiej determinacji i presji. A i Ty będziesz spokojniejsza i mniej podatna na frustracje 🙂
A może przy okazji to psikadło ma ostry i nieprzyjemny dla konia zapach? Mój psikaczy się nie boki -> psikam specyfikiem na grzywę i ogon, psika to dość głośno - koń stoi na luzie, w ogóle go to nie rusza... specyfik nabłyszczający, inaczej pachnący też go nei rusza, spraye do kopyt czy na rany - też nic, ale jak tylko przyjdę z psikaczem na muchy - niepokój, koń się wierci i w ogóle "kobieto, zabierz to". Oswoiłam go z tym psikadłem na muchy na tyle, że da sobie spryskać klatkę piersiową, grzbiet i szyję, ale brzucha już nie da, więc idę na kompromis i brzuszysko, ganasze i okolice jego wałachowego interesu smaruję.
Mój koń też się bał. Zaczynałam stopniowo, najpierw pokazałam butelkę, wszędzie go nią dotykałam, później spryskiwacz bez zawartości (sam dźwięk już był straszny) później zaczełam spryskiwać tylko ogon, i tak stopniowo coraz więcej. Teraz gdy psikam ogon czy grzywę jest zero reakcji, natomiast gdy w ruch idzie coś na robale i muszę go całego spryskać już się pojawia poddenerwowanie i lekkie łażenie w ta i z powrotem. Staram się psikać szybko, by skrócić czas stresu i generalnie jakoś sobie radzimy 🙂
Coś jest w tym ostrym zapachu, o którym piszecie. Mój daje się psikać ShowSheenem w zasadzie wszędzie, kręci się tylko przy grzywie i blisko czubka głowy (tam nanoszę szczotką), czasami ma po prostu dość i zarzuca focha, ale całkowicie nie z powodu strachu, tylko zniecierpliwienia 😉 Natomiast odstraszacz na muchy mam w postaci żelu i jak tylko wejdę z tym do boksu, zaczyna się kręcić. W zeszłym roku po prostu go wiązałam, bo szerszego wachlarza ukazywania zniecierpliwienia niż odsuwanie się ode mnie na szczęście nie pokazywał 😀
to samo dzisiaj przechodziłam z moją 3 letnią wariatką  🤔wirek:
a ile się nafukała, nachodziła dookoła 🙂

nie robiłabym tego w boksie, lepiej chyba na powietrzu wtedy koń ma szanse się odsunąć, nie naciskasz tak bardzo jak w boksie co może skończyć się właśnie atakiem.

ja swoją wyciągnełam na lonżownik, broń boże nie wiązałam (już jeden kantar pochowałam). stanęłam sobie obok i psikałam samą wodą nie w jej stronę. moja akurat bardzo się denerwowała, więc w jeden dzień doszłyśmy 'tylko' a może 'aż' do tego że mogę zbliżyć się z tym ustrojstwem na ok 30 cm ale jeszacze nie psikać na nią.
caroline   siwek złotogrzywek :)
29 kwietnia 2009 23:15
dlaczego takie nieprzyjemne zabiegi robicie w boksie?

nie byłoby bezpieczniej nie atakowac go znienacka w jego bezpiecznym "domku" czyms co syczy i smierdzi?


sorry za pytania, ale ja nie rozumiem dlaczego tak ryzykujecie.


Mój sprejów nie lubi. ale stoi grzecznie - uwiazany przed boksem, sprej pokazany zawczasu, psikam po kawałku, gadam, uspokajam. jesli zechce troche uciec - nie da rady - i dosc szybko zalapuje, ze nie ma potrzeby wiac, bo jednak sprej go nie zjadł. jednak jak ma zly dzien i jest bardzo zdecydowany wiac - trudno - ja sie poddaję i go odpinam i pozwalam wrócić do boksu - bywają takie dni, a ja na siłę nie będę walczyć.
ale do glowy by mi nie przyszlo stojacego luzem konia w jego osobistym boksie atakowac sprejem... Moj grzeczny (!) kon by mnie stanowczo z boksu wyprosił... a co dopiero przyzwyczajac konia do "agresora"...
Swarovski też nie bardzo daje się psikać. Będziemy nad tym pracować, bo jednak warto byłoby móc go dokładnie zabezpieczać przed muchami - teraz pozostaje psikanie na ręcznik i wycieranie konia.

Nie wiem, skąd się problem pojawił, bo Kucuniowy od początku u mnie wykazywał nadmierną dbałość o swoje powłoki cielesne 😉 Ze szczotkami już przeszliśmy etap gilgotek - teraz można czyścić bez końskiego stresu, a nawet jest kilka takich miejsc, które konina uwielbia, strzelając rozanielone miny w stylu świeżo obudzonego tapira 😀 Ale spray... On się po prostu boi. Oswajam chłopaka cierpliwie, zwykłym spryskiwaczem do kwiatków, jeszcze bez wody - bo jakakolwiek chmurka, która osiada na koniu, powoduje skręcenie się w pół i zmarszczenie skóry w okolicach pół metra kwadratowego dookoła psiknięcia 🙁 Kucuniowy nie kopie, ale jest bardzo nieszczęśliwy, a przed nawet delikatnym psiknięciem uchyla się jak przed ciężkim ciosem...
Na razie udało się wypracować omacywanie całego konia butelką spryskiwacza, psikanie w okolicy konia i psikanie (powietrzem) na sierść, ale najlepiej, kiedy koń jest czymś zajęty (jedzenie), a ja sobą zasłaniam spryskiwacz. Jeszcze duuuużo pracy przed nami 🙁

A co do irytujących zapachów, to się mogę zgodzić - siwy na przykład nie cierpi psikania go czymkolwiek o zapachu cytrynowym / cytrusowym. Inne jakoś mniej konia denerwują...
margaritka   Cantair HBC, a Nerwina na emeryturze;)
30 kwietnia 2009 06:03
opracowana metoda z kolezanki koniem.

wyprowadzamy konia przed boks, nastawiamy stajenne radio na fula ( walasz glownie boi sie tego " psik " 😉 ) ja zaslaniam oko, z tej strony z ktorej sie psika. kon nieswiadomy niczego zostaje caly spszikany 😉


wyprowadzamy konia przed boks, nastawiamy stajenne radio na fula ( walasz glownie boi sie tego " psik " 😉 ) ja zaslaniam oko, z tej strony z ktorej sie psika. kon nieswiadomy niczego zostaje caly spszikany 😉

Ta metoda podoba mi się najbardziej  👍  💃
Osobiście przyzwyczajam koniny do spryskiwaczy metodą, którą opisała Teodora,  nigdy w boksie i nie wiążę, chyba, że konik już się oswoił z sykiem.
opolanka   psychologiem przez przeszkody
30 kwietnia 2009 06:43
Ja generalnie staram się nic nie robić w boksie, a tym bardziej - jak pisze Caroline - nie psikam.

To jest dom konia i powinien sie tam czuć bezpiecznie.
Strucelka   Nigdy nie przestawaj kochać...
30 kwietnia 2009 14:22
Ja uważam, że przy przyzwyczajaniu nie powinno się przywiązywać konia do niczego. Raz mój Belfast zahaczył się kantarem o koniowiąz - dobrze, że kantar w porę się urwał, zanim koń zrobił sobie krzywdę. Koń w panice może uskoczyć, odsedzić się lub co gorsza - gdy poczuje, że nie ma drogi ucieczki, zaatakować. Dlatego uważam, że przyzwyczajać do psikadła powinno się na jakimś małym padoku lub lonżowniku.
można też przy psikaniu coś do konia głośno mówić i psikać- ja tak robiłam- koń bał się dzwięku, jak mówiłam to była spokojna 😉
Ja uważam, że przy przyzwyczajaniu nie powinno się przywiązywać konia do niczego. Raz mój Belfast zahaczył się kantarem o koniowiąz - dobrze, że kantar w porę się urwał, zanim koń zrobił sobie krzywdę. Koń w panice może uskoczyć, odsedzić się lub co gorsza - gdy poczuje, że nie ma drogi ucieczki, zaatakować. Dlatego uważam, że przyzwyczajać do psikadła powinno się na jakimś małym padoku lub lonżowniku.


Najlepszym rozwiazaniem jest trzymanie uwiazu w takiej sytuacji w ręce.
Ja oswajałam mojego dzikusa z psikaczem, myjką, maszynką do golenia przy irokezie, wszystko akceptuje, ale to wymaga cierpliwości. Najlepsze metody już zostały wymienione powyżej 🙂
Ja swojego przyzwyczaiłam w taki sposób jaki był podany wyżej tylko przy czyszczeniu często "sycze", mówie "psiikk", "pssiiikkk", "ssss" 😡 itd a jak już przyjdzie samo psikanie czymś konia to śpiewam(biedny koń :hihi🙂 😉

Mój zwierzak niby bardzo ufny a jak wejde do boksu z jakimkolwiek smarowidłem i on zobaczy, że trzymam "to coś" tak mam zad konia przed nosem i strzela focha - nie obróci się do mnie nawet jak smakołyk pokazuje.
Najlepszym rozwiazaniem jest trzymanie uwiazu w takiej sytuacji w ręce.
A najlepiej jak to jest dłuuugi uwiąz. Nie bez powodu liny naturalsowskie mają ok. 3,5m
Raven   Dragon Heart & Shadow Hunter
30 kwietnia 2009 20:39
Nowa nie lubi spryskiwania, kiedyś bardzo nerwowo reagowała na takie zabiegi. Teraz już się praktycznie nie denerwuje podczas psikania ogona, ale "frontowe" okolice muszę traktować smarowidłem w kulce (jeśli chodzi o robactwo), albo napsikuję preparat na szczotkę (jeśli chodzi o sheenowanie). Dodatkowo odwracam się plecami w kierunku głowy, żeby ciałem zasłonić "operację".
Zawsze przy spryskiwaniu dużo mówię, staram się zagłuszyć "psik psik", na początku musiałam szurac butem o ziemię, albo sobie pokasływać. I z czasem coraz ciszej, aż "psik psik" było wyraźne i nie robiło na Nowej wrażenia.
A co do uwiązu - i tak Nowej nie przywiązuję "na codzień", więc podczas pryskania tym bardziej niet.
patataj   tyle smaku - we fraku
30 kwietnia 2009 21:13
Mój kiedyś na dźwięk psikania konia w stajni w boksie ok. 4 metrów od niego wpadał w panikę. Wąż do wody to już w ogóle potwór, a jeszcze nogi chciał tym mokrym czymś zjeść 🤔

Teraz jak psikam ogon to biorę pomoc, która trzyma konia na uwiązie i ze mną głośno rozmawia. Nie, żeby się drzeć i zadręczać konia, ale żeby zagłuszyć psikanie. Co do zapachu... Mój nie lubi zapachu szamponów i potraf nieźle brykać "po". Czasami jak coś śmierdzi (np. kopyta posmarowane maścią) to obwącha to i "oprycha" troszkę, a później daje sobie spokój. Dawanie koniowi do dokładnego zobaczenia i obwąchania specyfików nie jest dobrym pomysłem. Jak powącha to zazwyczaj stwierdza, że "to jest straszne" i ucieka od dręczycieli... 😁 Pokazać, że ma się coś w ręku i przejechać tym po łopatce - owszem.
Ja z kolei mam innego typu problem... Mój boi się płynu króry spada na jego skórę... dzwięk i zapach nie mają tu znaczenia, bo psikam przy nim specyfikiem na sciereczkę i nie reaguje panicznie... dopiero jak poczuje mgiełkę na sierści to zaczyna się cyrk... coś polecacie?
slojma   I was born with a silver spoon!
30 kwietnia 2009 22:51
Olivia7- ja miałam taki sposób na moją panikarę. Początkowo psikniecie na rękę i nacieranie, następnie psikanie z coraz bliżej na rękę i wcieranie, kolejny etap przyłożona ręka do konia i psikanie pomiędzy palce na ciało konia, nastęnie powolne odsuwanie ręki i psikanie na ciało konia i etap ostatni koń nie boi się psikania i możesz psikać na ciało. To oczywiście była moja metoda dzięki czemu już się nie boi.
Ja próbowałam z moja koleżanką popryskać jej klaczkę, a ona też do tych "wypłochów" należy, to na uwiązie, marchewka, i wraz z ugryzieniem marchewki, jedno psiknięcie, a później już bez marchewki, szybkie i bezbolesne.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się