Kto/co mnie wkurza na co dzień?

Macie rację,źe wychowanie ma tu znaczenie.
Moja mama nie może wogóle pojąć,że mój mąż robi pranie, prasuje, odkurza i myje podłogi oraz myje okna, robi zakupy.
Wręcz jest tym oburzona 🤣
madmaddie   Życie to jednak strata jest
17 marca 2025 16:44
FurryMouse, ja byłam w full mode klasik, jak w tym skeczu:

XD ale się nauczyłam, że można książkę czytać nawet jak chata nieposprzatana. Jednak zen, jakie osiąga chłop, który sobie gra na kompie, a w kuchni brudno nigdy nie osiągnę :v
madmaddie, a to też kwestia wychowania w większości 🙃 znam i takich, którzy mają bałagan i takich którzy sprzątają
FurryMouse, to jest ogólny problem z delegowaniem obowiązków i tego się trzeba nauczyć tak samo w domu jak i w pracy. Mąż zrobi inaczej, ale pewnie nie gorzej jak sie go przeszkoli. A jak czasem będzie jeden dzień nie posprzątane to nikt nie umrze.

Tylko facetom jak nowym w pracy trzeba jasno powiedzieć co mają zrobić, oni się nie domyślają.

kotbury dziwne, że z przecięta tętnica w rece mała dostała tak niski priorytet. Chyba że szpital bez oddziału chirurgii/ortopedii i dosłownie był jeden czy dwóch chirurgow i obaj zajeci, ale to tak na przyszłość się nie jedzie na SOR do takiego szpitala z problemem urazu ręki. Duzo lepsza pomoc na SOR dostaniesz w szpitalu tam gdzie jest chirurgia ortopedyczna, z reszta w Poznaniu masz specjalistyczne oddzialy chirurgii reki.

Ja się kiedyś wpakowałam tak na wyjezdzie na SOR do szpitala, który jak się okazało nie miał ginekologii. Dobrze ze to nie był pierwszy raz i powiedziałam im co mi jest, bo nie wiem czy by na to wpadli i tez ciezko sie dziwić. W referencyjnym szpitalu uniwersyteckim rezydenci nie dali rady za pierwszym razem, musiał przyjść specjalista żeby zdiagnozować, a tu na sor był internista.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
17 marca 2025 18:21
Ja się nie do końca zgodzę że to chodzi o pokolenie, to po prostu podejście do dziecka. Mój mąż jest bardzo dobry w domowe obowiązki (inaczej nie byłby moim mężem :P), natomiast jego rodzeństwo - bywa różnie i widać to na rodzinnych wyjazdach. Ktoś kiedyś ładnie powiedział - nawet w tej samej rodzinie, dwoje dzieci, nawet tej samej płci nie będą miały tego samego "wychowania". Bo rodzic może mieć po prostu inne podejście np. wobec najstarszej i najmłodszej córki, zazwyczaj starsza córka miała "dokręcona śrubę" dużo mocniej niż młodsza siostra.

Natomiast zgodzę się że ogółem niektore rzeczy były "nie do pomyślenia". Miałam taką akcję jak przyjechałam do domu na parę dni, pierwszy raz wizytacja z moim chłopem (który był ukrywany od ponad roku xD), mama zapytała czy jest coś do prania ciemnego. Mój chłop mówi że ma, to mówię idź przynieś. Moja mama - kopara w dół "Ale jak to. Ty idź". A ja ze rączki i nóżki ma to przyniesie. Najlepsze że przy rozmowie była moja bratowa i brat, brat raczej nie do końca znany z wykonywania obowiązków domowych 😀 (choć się tego coś tam nauczył). Bratowa turlała się że śmiechu.

Swoją drogą parę lat minęło i teraz mi matka zazdrości jak mąż dobrze gotuje i ojcu meczy bułę o to :P no ale jak se wybrała tak ma.
donkeyboy czyli nadal +1, że to wychowanie 🙂
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
17 marca 2025 19:57
FurryMouse, no tak, tyle że jednostkowe a nie generalizując pokoleniowo bo go "boomerzy" wychowali po staremu. Raczej bardziej to "zostaw, mama/tata zrobi za ciebie, nie wygłupiaj się" robi duża "robotę", bez względu na płeć 🙂
Mój mąż z bratem wychowani byli w tym samym domu, zadzieceni w tym samym okresie, a jednak mój dom ogarnia, gotuje, sprząta, naprawia. Za to brat chodził do pracy, a dom i dzieci w całości ogarniała żona, teraz po rozwodzie do rodziców chodzi na obiadki. Niby wychowani w tym samym domu, ale małżonki w skrajnie różnych🙂
Ale już jak się okazało, że ja 2 miesiące po porodzie do roboty wracam a mój zostaje w domu na macierzyńskim, to przy drugim dziecku "tradycyjni" rodzice do męża przyjechali na pogadankę, że niszczy sobie karierę siedząc w domu z dziećmi, a moi "nowocześni" rodzice wyrazili swoją wątpliwość, czy nie jest tak że mam męża nieroba/utrzymanka i daję się wykorzystywać...

donkeyboy, ale to się nie zawsze sprawdza. to jets to, o czym mówię. Bo albo pracujesz albo zyjesz z dzieckiem.

Okropnością jest to, jak obrzydzono ludziom na przestrzeni ostatniego pół wieku rodziny wielopokoleniowe czy zdeprawowano bycie matką niepracującą, że kura domowa i nic nie robi. kobiety zostały wciśnięte przez feministki w wyścig szczurów, który wielu nie służy. wcale się nie realizują przez karerę a środowisko wysoce konkurencyjne i stałe zycie z wysokim kortyzolem zbiera żniwa nowowtorów piersi, chorej tarczycy i rzedwczesnej menopuzy.
wmowiono ludziom, że są samodzielni jak się "wyprowadzają z domu", zamiast dązyć do zarabiania i posiadania większego domu, gdzie bez wchodzenia sobie na fgłowę można mieszkać z rodizcami. Gdzie codzienny kontakt wnuków z dziadkami tak naprawdę uczy życia bo pozwala rozumieć starosć, rozumieć to, że nie jesteśmy nieśmiertelni, uczy umiejętności dogadywania się i funkcjonowania w społeczności, która nie skłąda się tylko z równieśników ("młody dynamiczny zespół", klasy w szkołąch podzielone po wieku.

kotbury, to taka trochę utopia jest, bo to rzadko tak pięknie wygląda. I to faktycznie nie jest tak, że ludziom obrzydzono rodziny wielopokoleniowe, raczej Ci ludzi sami tak wybrali, jak tylko mieli możliwość. Znam bardzo mało ludzi, którzy mieszkają z rodzicami bo chcą i sobie to chwalą. Zazwyczaj to jednak takie mieszkanie z rodzicami, którzy dorosłych ludzi jakoś tak gdzieś tam podświadomie pewnie zawsze będą traktować jak dzieci i się wtrącać, rodzi wiele konfliktów. A komfort psychiczny jest szalenie ważny, o czym się przekonałam, mieszkając przez dwa lata z teściami. I co z tego, że dom był duży, idealny na dom wielopokoleniowy.
I to też nie jest tak, że w każdym przypadku matka, która nie pracuje zajmuje się dziećmi. Bo znam i takie, które siedzą w domu, nie pracują, nic nie robią, tylko odpoczywają. I znam takie, które chodzą do pracy, a po pracy z tymi dziećmi są i się nimi zajmują, lepiej niż te co w domu siedzą. Także to chyba zależy od ludzi, od tego kto jaki jest i pewnie w dużej mierze, jak został wychowany.
pamirowa podpisuję się ! Większość osób które znam i dalej mieszkają z kimś jest w wiecznym konflikcie. Jestem mamą i widzę że najlepsze dni jako Mama mam właśnie jak wrócę z pracy do dziecka - ten czas osobno i ten czas tylko z dorosłymi jest mi potrzebny.
Wiecie co, a ja zawsze zazdrościłam żonie mojego kuzna mieszkającej na podlasiu we wsi co do najbliżeszgo sąsiada to trzeba "przez pole i las", a do asfaltu pierwszego jest 20km.

U nich jest ten "straszny podział obowiązków na kobiece i meskie", czyli ona zawsze chata, wysprzątane (ma czyściej niż my cały czas a dom w szczerym polu 5 psów, 5 kotów, kury i wsyztsko inne), zawsze ugotowane, zawsze w niedzielę ciasto i ona zawsze na niedziele zrobiona. do tego pomaga przy krowach, przy dojeniu. Ogarnia trojkę dzieci (wożenie do szkoły, lekcje srekcje) ale;
- chłop zawsze robi wszystko co do niego nalezy, wszystko, od razu. tam nie ma, że nieprzykręcona klamka, coś się zepsuło to czeka rok na naprawienie, o nie! On zapierdzielał (zapierdalał dosłownie) w polu i przy bydle, ale jak wchodził do domu, to brudne ubrania ściągał w pomieszczeniu gospodarczym, składła i zanosił do pralni. Jak nakruszył to po sobie ogarniał. talerze po sobie ze stołu zawsze zniesie - to są takie drobne rzeczy.
Wszytskie decyzje zakupowe od ciągnika, paszy dla bydła, żarcia dla psów, obrusów, talerzy, jedzenia codziennego podejmowali wspólnie! Zawsze! Potem wspólnie z dziećmi!!!
I tam tak jest. Wszyscy sąsiedzi w tamtej okolicy- wszyscy faceci są tak pracowici i tak z żonami żyją. I żona ma mieć na "ładne wyglądanie" bo to świadczy o zamożności gospodarza. Ona nie ma wykształcenia, on miał wyższe i się rozumieli zawsze, a on ją zawsze traktował z szacunkiem. Ona sobie pod wieczór jak chce odsapnać włączy TV a on sobie czytał.
On zawsze jak synowie byli w domu to ich ze sobą brał. Zawsze z nim pracowali. Od małego.
Tym sposobem jak zmarł niedawno to wszyscy wiedzieli wszstko i wszystko umieli zrobić. Najmłodsza córka umie posprzatać cały dom i nie ma z tym problemu, umie ciasto upiec, obiad dla braci ugotowac.
Tam dzieci zawsze pracowały na rowni z dorosłymi- ale w zakresie swoich możliwości fizycznych. i odbywa się to naturalnie. Nie ma nic dziwnego w tym, że 10 latek prowadzi traktor, a 10 latka obierze ziemnaki dla całej rodziny. Codzinnie.
I dopuki żyli ich rodzice to mieszkali z nimi razem. Owszem tam, ciotka miał swoje jazdy, że pani żona nie tak piecze rogale bo ona to używała pieca na drewno w piwniczce a nie w piekarniku i takie tam. Ale to pierdoły. Pogarszające się na starosć, ale pierdoły. Ludzie mają tam dużo głębsze relacje ze sobą. Mają mniej znajomych niż my, ale te znajomości są prawdziwe. Nie są o wspólnym chodzniu do knajpy czy wspólnych wyjazdach. Są o codzinnej pracy i codziennym życiu.
Kuzyn niedawno zmarł. Sąsiedzi przyszli i pomogli. Dopuki nie znalazła ona pracownika do krów to sąsiedzi na zmianę dyżurami przychodzili im pomagać. Ilu z nas "miastowych" z dzielnicy domków, albo z ładnych osiedli ma takich sąsiadów, którzy przyjdą i bez oczekiwania na zapłatę wykonają pracę naszego męża- nie wiedząc ile to potrwa?
To jest właśnie mijsce gdzie nie ma feminizmu. Ludzie wiedzą, że samotna kobieta potrzebuje pomocy i pomagają.
Moja niewykształcona bratowa jest tak z 5 razy mądrzejsza ode mnie. Umie liczyć wszystko w pamięci szybciej niż ja wstukam w kalkulator, umie planowac, ma dzień na tip top. I te laski tam takie są. I nie ma nikt depresji i nikt się nie czuje "niedoceniany i niezrealizowany". I nikt nie ma problemów egzyzstencjalnych, czy mieć dzici czy nie. dzieci są. w każdym wieku. Oni swoje trzecie dziecko mieli gdy ona była po 40🙂.


Ja już jestem z matki "miastowej" wychowana w bloku no i rownież moja relacja z mamą jest "wymagająca". I zawsze jak przyjeżdza to się cieszę podwójnie: jak przyjeżdza i jak wyjeżdza🙂. I mam wrażenie, że to jest bardzo często wśród rodzin, gdzie pracują oboje rodzice ale nie na wspólny rachunek- pracują na własną emeryturę i na życie codzinne, ale nie mają niczego i niczego nie budują (gospodarstwo, firma), co potem przekazaliby dzieciom.

Dzieci, które pracują razem z rodzicami nie sa namolne, nie trzeba od nich odpoczywać. one gdy nie pracują i rodzice 'chcą pobyć sami' to doskonale to wykorzystują i super sobie ten swój wolny czas zagospodarowują. i nie mają jakiegoś takiego parcia na robienie debilizmów, bo one na co dzień żyją-pracując z rodzicami- wykonują rzeczy tak samo ważne jak dorośli. Nie muszą przez to nic grupom rówieśniczym udowadniać, nie szukają adrenaliny (jak musisz pomóc zakolczykować krowę to masz na co dzień wystarczająco adrenaliny).
Patola na wsiach jest głównie tam gdzie były PGRy, bieda i patola.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
18 marca 2025 14:39
kotbury, bardzo fajny dowód anegdotyczny. Niestety wystarczy wyjąć z tego układu jeden szczęśliwy element i się wszystko sypie. Właśnie jak się zdarzy jakaś choroba, tragedia rodzinna. Leniwy egzemplarz małżonka/malzonki. Patologia w postaci alkoholu np. Ale też jak nie ma tyle pola żeby się z tego utrzymać i wyżywić.

Mój ojciec (matka też :P) z takiej rodziny pochodzi. Mało ziemi bo taki charakter podziałów ziemiańskich w tej części kraju. I tak, każdy każdemu pomagał itd. itp. Mimo wszystko zarówno ojciec jak i matka uciekali ze wsi jak najszybciej. Moja mama musiała zasuwać jak chłopak bo dziadkom urodziły się same dziewuchy. Mój ojciec miał brata więc o tyle było mu lżej. Ale szlag go trafiał że przed szkołą (już w 1 klasie) musiał wstawać o 4-5 rano krowy zaprowadzić na łąkę 2km od gospodarstwa (tak podziały ziem zadziałały w tamtym rejonie) albo tłuc sieczkę dla koni 🙂

Swoją drogą jako wyznacznik ciężkiej pracy zawsze widziałam moją babcię która miała spracowane ręce i nie mogła się już wyprostować (pomimo tego że wcale nie była taka stara). Robota, chociaż i myślę że też NKWD zrobiło swoje.

Nazwij to patola jak chcesz ale jednak ludność chłopska, z drobną ilością ziemi to jednak była bardzo duża warstwa społeczna i wielu luksusów nie miała (a dużo dzisiejszego społeczeństwa z tej ludności wyrosło). To już wtedy marzeniem takiej chłopki było pracować jako opiekunka do dziecka w mieście np.

Tak jeszcze dodam, że mam naście kuzynostwa, i to wśród nich to ja jestem ta "miastowa" (bo nie ze wsi). Nikt nie poleca życia na wsi. Wręcz każdy odradza. I mówią to osoby które mają do dyspozycji dziesiątki hektarow i z tego żyja, a nie jakieś tam liche dwie morgi
kotbury, oj absolutnie „tam tak nie jest”, to co opisujesz to jakaś odległa utopia. Regularnie oglądam obrazki życia podlaskiej wsi i większość tych chłopów warknie jak dostaną talerz pod nos, ale bez widelca. Z dziećmi się nie bywa, dzieci się same wychowują. I to nie jest kwestia pokolenia. Facet siostry mojego nawet od stołu nie wstanie żeby sobie szklankę wody przynieść. Wszystko musi mieć podane i zrobione. jak jeździmy razem na wakacje, to nawet tosta sobie sam rano nie ukręci, a oni jeszcze nie są małżeństwem, ot baby usługują - w domu matka, a tu ona. I to nie podlega żadnym przemyśleniom, oczywistym jest, że jak razem zamieszkają to wymieni służbę matki na służbę żony. A ona w zamian dostanie chlejącego chłopa, który zarabia i jej nie szanuje. No żyć nie umierać.

I to nie jest kwestia wykształcenia, są domy gdzie oboje są po studiach, w jednym ona skończyła MEL na PW, on nie ma matury. I niczym się nie różni, może poza tym, że on ją chociaż naprawdę lubi. Nie, żeby nie chlał, albo pomagał w domu, ale czasem zostaje z dziećmi.

Ostatnie co bym powiedziała o podlaskiej wsi, to że jest pełna szacunku do kobiet. Jest pełna ciężko pracujących kobiet, które mają na głowie nie tylko wychowywanie dzieci i ogarnianie domu ale też usługiwanie najebanemu mężczyźnie, który ciężko pracuje x godzin dziennie, gdzie ona pracuje ciężko 2x godzin dziennie.

I nie zgadzam się, że nikt nie jest „niedoceniony i niezrealizowany”. Tam tak wygląda ich życie, bezrefleksyjnie w tym siedzą. Jak ktoś miał refleksje to już go nie ma na wsi. Kobiety na wsi mają ciężko, ale tak trzeba. Opowiadsz o tym jakby tam panował kompletny balans, a to nie prawda. Panuje przekonanie że tak trzeba, jak z chodzeniem do kościoła i dawaniem na tace albo z posiadaniem żony i dzieci. Tak trzeba bo tak zawsze było. Nikt nie nie zastanawia czy jest w życiu szczęśliwy czy spełniony bo to są głupoty dla ludzi co im się nudzi w życiu. Czasami sobie myślę, że takie życie jest proste. W sensie ciężkie, ale proste do przeżycia. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.

A co do facetów w stylu przynieś podaj ugotuj upierz to z moich obserwacji wynika, że taki rozbestwiony typek to się tworzy jak nigdy nie mieszka sam. Prosto od mamusi do żonki. Room service w każdym domu. Potem sie okazuje że on nie wie jak makaron ugotować.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
19 marca 2025 08:54
Zuzu., +1. Jeszcze bym dodała że - i to już wszędzie, nie tylko na wsi - to co pokazuje rodzina czy domostwo na zewnątrz bardzo często nijak się ma do tego jak jest wewnątrz domu, jak się domownicy czują z daną sytuacją naprawdę. Nie chodzi mi tu o wyzwalanie kobiet, ale lubię oglądać takie wiejskie dokumenty i czasami przemknie się temat "o czym marzysz" i wtedy się okazuje że ci ludzie mają ambicje i marzenia większe niż dojenie krowy i robienie sera.

Btw. Mówię to jako mieszczuch który aktualnie wypierdziela na wieś z miasta i absolutnie ekscytuje się idea że można mieć np. swoje kury, warzywnik itd. XDDD

A co do chłopów nieumiejów - może mieszkać sam, są jeszcze słoiki. Znam bezpośrednio przykłady panów moooocno po 20rż jeżdżących do domu rodzinnego z wielkimi torbami żeby mama zrobiła pranie i naszykowala słoiki/mrożonki 😉
a mi sie wydaje że wszystko zależy od ,,wychowania,, i wzorców jakie wyniesiono ,,z domu,, jeżeli od małego dziecko widzi że matka jest ,,od wszystkiego,, to tak zostaje ,,zaprogramowany,, i od żony/partnerki oczekuje tego samego
mój syn 30-latek, mieszkajacy nadal z mamusią haha sam sobie sprząta, wraz z częścia wspólną domu,, gotuje i pierze, nawet wie że jak pralka w połowie pusta to trzeba zapytać czy reszta domownikow nie ma czegoś do dołożenia, jak ma zrobić zakupy to nie czeka na liste tylko sprawdza lodówke, szafki co nalezałoby dokupić i to jest ,,normalne,, bo tego został nauczony i taki miał przykład z rodziców .
w moim rodzinnym domu, jak i w domu babci, zawsze było powtarzane - zanim za kogos wyjdziesz to pojedż do jego domu rodzinnego i sprawdż co tam sie dzieje 🙂 bo twój przyszły mąż będzie taki jak jego ojciec
wiec podziały na miastowych i wieśniaków nie za bardzo mają tutaj znaczenie
To też jest kwestia wychowania i podejścia kobiet, bo często jak ojciec wracał z roboty i siadał z piwem przed TV, a matka usługiwała i przynosiła pod nos. To jest traktowane jako norma. Przecież to facet, on na pewno nie umie, źle poodkurza, źle posprząta, źle ugotuje i jeszcze garnki ubrudzi. To normalne i po prostu trzeba się tym zająć.

Tymczasem do sprzątania i gotowania używa się rąk, nie genitaliów. Nikt nie wgrywa programu z umiejętnościami przy urodzeniu. Nawet jak ktoś się w domu nie nauczył to ciągle jest szansa. To nie jest rocket science, tylko nie można wchodzić w rolę opiekunki i wyręczać - bo wiele kobiet zapiernicza solo na własne życzenie.

W moim życiu od zawsze byli faceci ogarniający rzeczy w domu, więc takie poniekąd też były moje oczekiwania. Nie raz słyszałam, że ja to mam szczęście, że zawsze miałam/mam faceta, który robił rzeczy. To nie szczęście, a świadomy wybór jest. Mi chłop nie jest niezbędny do życia, jak ma w nim być, to taki sensowny. Nie byle spodnie w domu do odznaczenia checkboksa. Szczególnie, że znam na prawdę wielu, dla których to jest normalne, że obowiązkami się dzieli. Znam też takiego, który wprost powiedział - "ja nie umiem za wiele zrobić w domu, ale zawsze przyniosę takie pieniądze, żeby komuś za to zapłacić", no i tak faktycznie było. Gwoździ lepiej było mu nie dawać do przybicia obrazka, ale brał telefon i dzwonił po fachowca, po panią do sprzątania, czy pizzę na obiad. Dla mnie to też jakby spoko, najważniejsze, że temat ogarnięty 😉

Feminizm i możliwość wyboru jest świetna. Nikt nie broni zostać w domu i znam takie przykłady (choćby mama mojego P, po drugim dziecku została na ponad dekadę w domu, wróciła do pracy jak jego młodsza siostra była w gimnazjum). Natomiast co innego jest wybrać zostanie w domu i z dziećmi mając inne możliwości, a co innego jak to jest jedyna opcja. Często jak to jest jedyna opcja to godzi się na więcej - chlanie, bicie, wyzwiska, przemoc ekonomiczną... bo wizja bycia i utrzymania się samemu jest nierealna. Jakkolwiek bym nie przepadała za obecną pracą to jednak wolę chodzić do niej, niż być czyimś workiem treningowym 🙃
Do tego działa to w obie strony - czasem to kobieta ma lepsze opcje zarobku i facet zostaje w domu. Co w tym złego, dopóki oboje są szczęśliwi? Ano nic i rewolucja społeczna dała nam tą opcję 🙂
Owszem, też mi się tak wydaje, że w dużej mierze wynika to z wychowania, jak facet traktuje kobietę i jakie ma podejście do podziału obowiązków. Ale na szczęście, można wychować się w domu, gdzie wszystko było podane pod nos i nic się nie wymagało, a ostatecznie dostać szkołę życia, trafić do rodziny gdzie nikomu nic się nie chce, ani gotować, ani za bardzo sprzątać, ani pracować, ani wychowywać dziecka i jak się chce zjeść, coś lepszego niż pyry i kiełbasa codziennie, to trzeba samemu ugotować, posprzątać i zająć się dzieckiem po iluś godzinach pracy. I właśnie dzięki temu trafiłam w końcu na męża, który sprząta i pomaga podczas robienia obiadów, robi zakupy, wyrzuca śmieci i ogólnie, nie ma wywalone na obowiązki domowe. Szkoda, że musiał nauczyć się tego w taki sposób, ale tak bywa, że czasem życie i rzeczywistość nas weryfikuje.
Kotbury. Normalnie czytałam z zaciekawieniem! Opisujesz dokładnie moją rodzinę!! Wszyscy patrzą na nas z boku, ale nam to nie przeszkadza. Zawsze myślę, że to my jesteśmy dziwni i że już nie ma takich ludzi. A jednak wiara w normalność wraca! Dziękuję za ten wpis-serio!
nokia6002, - bo to się może generalnie udać, taki tradycyjny układ. To jest realne. Super, że u Ciebie działa, nic tylko zazdrościć 🙂

Natomiast całkiem często jest to wypaczone i wtedy pojawiają się problemy. Fajnie jest też mieć wybór. Wybór nie oznacza, że trzeba pierdzieć w stołek w korpo 🙃 tylko, że można wybrać czy woli się być kosmetyczką, astronautką czy mamą na pełen etat.

Od wielu znajomych, szczególnie tych z czasów młodości słyszałam jak to mi się udało, bo wow wow, praca w dużej firmie za biureczkiem. W sumie niezła. Nigdy się tak nie czułam, tej jakiejś dziwnej wygranej. Po prostu tu dostaje najlepszy hajs w stosunku do posiadanych kompetencji, który pozwala mi na w miarę spoko życie. Z domu odziedziczyłam tylko problemy, jestem za brzydka na trophy wife i za wredna na trad wife, ale za to całkiem niegłupia, więc jakoś to trzeba było ogarnąć 😜 Jednak czasem przyznam, że to ja zazdroszczę takich prostych prac znajomym, no i tego, że łatwo je zmienić. Gdybym mogła pracować niezależnie od zarobków, to pewnie wybrałabym coś innego. Może piekła ciasta, może pracowała w sklepie jeździeckim czy jeszcze coś innego. Może nawet w swoim obszarze, ale wybrała firmę przez pryzmat ludzi i tego czym się zajmuje, nie $.
Nie pracować sobie nie wyobrażam, lubię mieć swoje pieniądze, nawet jak miałyby one być ja waciki.
donkeyboy, polecam dokument „Czekając na sobotę” w kontekście ‚o czym marzysz’. Odpowiedzi na to pytanie mnie bardzo zaskoczyły, perspektywa zmienia wszystko. Warto to zobaczyć 🙂
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
19 marca 2025 13:02
Zuzu., 🤣🤣🤣 właśnie ten dokument miałam na myśli pisząc to. Ale widziałam też inne 😜 widziałam też i słyszałam w "realu" niejedno
Zuzu., ja też polecam. kotbury to jest o moich sąsiadach dosłownie. Jeżdżę do tego miasteczka na zakupy spożywcze. Mysle że masz tak wyidealizowany obraz wsi na wschodzie że nawet nie będe sie do tego odnosić bo to jak stwierdzać że kazde dziecko na wsi ma szczęśliwe dzieciństwo jak z "Dzieci z Bullerbyn".
Już Reymont cierpiał na chłopomanię :P Karuzelowo sprawa czasem wraca do społeczeństwa....
Cieszmy się z psychoterapii, wegetarian i mniejszego ilościowo, a zdrowego potomstwa. To sa oznaki dobrobytu, wbrew pozorom...

PS: nie chcę obrażać nikogo, zaraz piszę! A już zwłaszcza tych wegetarian, ale akurat niedawno dyskutowałam ze znajomymi gdzie wegetarianizm jest dość rzadki i oni uparcie argumentowali, że "ha! jakbyście nie mieli co jeść, to zjedlibyście wszystko!" i stwierdziłam, że może faktycznie coś w tym jednak jest..... Jaki to dobrobyt móc wybrać, chcieć wybrać, w ogóle - pomyśleć o wyborze.
Jako świeża Mama to powiem, że oprócz mojego dziecka, rozczarowało mnie wszystko w okół. Dziadkowie, którzy obiecali pomagać, w szczególności, że mój syn urodził się nie do końca sprawny. Pomagają jak ich o to bardzo, bardzo poproszę. Raz na dwa tygodnie na dwie godziny. I to tylko Ci z mojej strony. Pozostałą części dziadków powiedziała, że oni dzieci już mieli i nie chce im się bawić w dziadkowanie, a trzecia część dziadkow (rozwodowa para dziadków ma nowych małżonków) jest tak toksyczna, że mogę film o tym nakręcić. Środowisko pracy, kiedy chciałam zmienić pracę i zadano mi pytanie czy mam małe dziecko bo słyszeli w tle jak się umawiali na rozmowę o pracę. Co z tego, ze to nie jest legalne pytanie. Oczywiście, pracy nie dostałam, pomimo, że do tego pytania niedoszły pracodawca był zachwycony. Mój Mąż, z którym przed decyzją przedyskutowałam wszystko jak ma wyglądać. Pobił rekord jak przywiózł mi dziecko do stajni bo płakało. Oczywiście powiedziałam, że jak mi będzie płakał to przywiozę mu te dziecko do szpitala, nawet jak będzie w trakcie operacji. On przynajmniej zrozumiał. Bo tak, od początku walczyłam o to, żeby oddelegować go do obowiązków. Środowisko innych dzieci. Ostatnio moje dziecko zaczęło jeździć na rowerku (powiedzmy jeździć, ma taki czterokołowiec). No i mamy dzieci na osiedlu co jeżdżą. Wiecie, osiedle domków jednorodzinnych, ą ę i w ogóle. No i dołącza te moje dwuletnie dziecko, ja z nim, a tam czterolatek, przy mnie, klnie jak szewc i podchodzi do mnie i mówi „psze pani, ja ostatnio sobie piwko wypiłem, od taty”. Pięć minut później to samo dziecko kopie w motor ojca innego dziecka. I to dziecko mówi: „ nie kop, bo mój tata cię zleje jak nas, a wtedy się bardzo płacze i bardzo krzyczy”.
Środowisko fizjoterapeutów, lekarzy, profesorów. Np. Jeden profesor mówił do mnie per… dziewczyna. Po czym stwierdził, że on mi nie będzie tłumaczył co jest nie tak z nogą mojego dziecka bo i tak nie zrozumiem, więc wytłumaczy mojemu mężowi. Więc ja do niego, że hola, hola, tym bardziej chce się dowiedzieć dokładnie o co chodzi, poza tym mam wykształcenie biologiczne i mogę mu wyrecytować i po łacinie jak te wszystkie kości w nodze się nazywają. Zaśmiał się i poprosił jednak męża. A wyboru na zmianę nie ma, bo to ponoć najlepszy specjalista.
kare_szczescie, „Oh dziadku trzeba było mówić od razu że masz problemy z artykułowaniem swoich wypowiedzi przy kobietach, nie przejmuj się, możemy udawać że jestem mężczyzną jeśli tak będzie prościej, a jak się wstydzisz to napisz na karteczce, jakoś się dogadamy 🙂 Brak umiejętności kontaktów z kobietą to nie rzadkość, nawet w tym wieku. A jak nadal to Cię przerasta to może masz jakiegoś zdolniejszego kolegę aby ze mną porozmawiał?” Zawstydziłabym chujka aż by mu w pięty poszło. Stary dziad 😡
Zuzu., wiesz, jak wychodzisz z gabinetu to masz milion myśli jak można było to rozwiązać ale! Po pierwsze jest stres, że ten profesor odmówi dalszego prowadzenia Twojego dziecka. Bo ma prawo. Po drugie, jest wstyd. Po trzecie jest złość na partnera, że nie powiedział „nie życzę sobie żeby Pan tak zwracał się do mojej żony”. No ale on też mógł się bać zapyskować, żeby Pan szanowny Profesor dalej chciał nam pomagać.
Wnioski mam takie. Kiedyś byłam całym sercem feministką, po urodzeniu dziecka czuję się nieco ofiarą feminizmu. Że dał mi wiarę, że mogę być wszystkim czym chce. Ale tak się nie da, nie da się być matką, żoną, pracownicą i mieć czas do siebie. A jak już umierasz z przemęczenia to jakaś kobieta na insta napisze, że to kwestia organizacji. I dosrywa innym kobietom, zapominając, że u niej da się zorganizować, bo jak sama pisze (w innym czasie) ma 7 osób do pomocy.
Badania o tym, że mężczyznom po pojawianiu się dziecka kariera rośnie (!!!) bo są uważani za takich co mają w życiu cel, są bardziej odpowiedzialni, a kobietom spada, na szczęście przeczytałam późno.
Chciałabym żeby ktoś mi to powiedział: kochana, z czegoś będziesz musiała zrezygnować i to jest normalne. Więc moja kariera stoi w miejscu (chociaż dalej pracuje ale satysfakcji zero) ale mam szczęśliwy, ciepły dom. Czy czuje wyrzuty sumienia? Oczywiście, ale…. Uśmiech bąbelka wynagradza mi wszystko. A to, że ta fraza jest wiecznie wyśmiewana też powoduje poczucie wyobcowania u mnie. Że jestem tą MADKĄ. Tą wariatką.
Zuzu to nie jest takie łatwe w przypadkach ,,medycznych,, a szczególnie gdy dotyczy naszego dziecka...,,No ale on też mógł się bać zapyskować, żeby Pan szanowny Profesor dalej chciał nam pomagać,,...
lata temu gdy moja córka była chora i byłam zmuszona iść do lekarza z przychodni bo nasz był na wyjeżdzie, to ceną jaką zapłaciło moje dziecko za to ze ,,śmiałam,, mieć inne zdanie niż pani doktor była głuchota dziecka, przez nastepny rok tułaliśmy sie po lekarzach i przychodniach.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
20 marca 2025 14:15
kare_szczescie, zagotowałam się jak przeczytałam... Szacun na maksa że o tym mówisz. Myślę że niewiele się i tym mówi,macierzyństwo jest bardzo lukrowane moim zdaniem (jako osoba bezdzietna to mówię)

Co do reszty opisu, ja czasem odnoszę wrażenie że po prostu idea równouprawnienia z męskiej strony nie nadążyła. W sensie, mężczyźni często mają jak najlepsze intencje ale czasem nie ogarniają - sama nie mam przykładów bo nie mam dzieci, ale widziałam wielokrotnie u innych. Np. rodzice z maluchem zbierają się do wyjazdu, jest kilka osób dorosłych (dziadki, ciotki) żeby z dzieckiem zostać jak się pakują. Tymczasem ojciec siedzi razem z nimi przy kawce i "pilnuje" dziecka, gdzie matka zasuwa zbiera torby, butelki, zabawki itd. Nie wiem z czego to wynika, jestem pewna na 99% że nie bylo to celowe zachowanie, ale musiała żona zwrócić uwagę żeby ruszył 4 litery i pomógł jej.

Mój anegdotyczny wniosek jest taki że mężczyzna który wyszedł z patriarchalnej rodziny w "nowym układzie" nie do końca wie co ma robić bo wzorze jaki widział w dzieciństwie był zupełnie inny, więc defaultowo będzie wpadał trochę w to co zaobserwował we wzorcu.
Macierzyństwo jest w ..uj trudne i też mnie zawsze wkurzało idealizowanie macierzyństwa a jeszcze bardziej negatywne ocenianie kobiet, które sobie nie radzą, są zmęczone albo nie wyglądają radości jak skowronki hasając po macierzyńskiej tęczy. Moje dzieci to już nastolatki, więc dużo za mną, ale pamięć mam dobrą i jestem ostatnią osobą, która w matkę rzuci kamieniem.
Co do damsko-meskich ról w rodzinie tonie można generalizować. Wszystko zależy od ludzi i ich sytuacji. Mój dziadek w kuchni potrafił tylko herbatę zrobić. Pralkę dotknął w życiu chyba tylko jak ją wnosił albo naprawiał. Ale to nie znaczy, że małżeństwo dziadków było nierówne. Dziadek był tytanem pracy, zaharowywał się dla rodziny i babcia nigdy nie narzekała że ma na głowie cały dom. Jedynie dziećmi się dziadek zajmował, bo kochał dzieci, wnuki, potem prawnuki i zawsze dla nas wszystkich znajdował czas.
U mnie w małżeństwie też mamy bardziej tradycyjny podział na kobiece i męskie prace, ale to nie znaczy że ja robię więcej. Po prostu inaczej tą równowagę ułożyliśmy. Bo równouprawnienie nie polega na tym, żeby gotować i zmywać na zmianę, albo prasować po połowie, tylko na tym, żeby w miarę równo poukładać ciężar życia i generalnie żyć i robić wszystko z troską i szacunkiem dla tej drugiej osoby.
To jaki układ mamy w domu to albo wychowanie i powielanie tego co bulylo u matki, babki itd albo zdecydowane wyłamanie się ze schematu.
Jestem przykładem pomieszania obu opcji. Za dzieciaka nie mogłam mieć zwierząt w domu, babcia nawet mojego królika wyniosła do komórki na ogródkach działkowych.
Mężczyźni w naszej rodzinie stanowili tło - albo ich nie było albo ledwo ich było widać. Jakoś tak nie wychodzili na pierwszy plan. A za to kobiety walczyły o wykształcenie, były decyzyjne i we współczesnych pokoleniach lepiej zarabiające od mężów.
Ja miałam olbrzymią satysfakcję ze swojej pracy i zawsze ceniłam sobie niezależność finansową. Gdy zachorowałam mój facet w kółko mi powtarzał, że dopóki ma pracę to mogę siedzieć w domu. Psychicznie mnie to masakrowało - bo jak to mam pytać o pieniądze, zakupy itd. Z czasem się to wygładziło i mimo, że nadal mam wewnętrzny wstyd za to, że nie pracuje, jestem w domu z końmi, kotami i psem. Sprzątam, gotuję, naprawiam ogrodzenia i kosze trawnik. Nie mamy dzieci. A on pracuje i pomaga mi w cięższych pracach. No i turla baloty siana do pasnika 😉
Nawet mi się to zaczyna podobać mimo, że matka najchętniej by mnie zeżarła za te słowa.
Chyba każdy wpasowuje się w taki model rodziny jaki mu najbardziej odpowiada. Np mój brat mimo, że był głaskany i chuchany to teraz w związku w którym jest to właśnie on sprząta, gotuje, wychowuje dziecko i pracuje. Bardzo wdał się w naszą matkę.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się