Jak karać konia?
Tylko takiemu kolesiowi ( z zaniżonym alter ego) trudno jest zrozumieć że jak koń nie chce przejść przez kałużę to nie jest głupi a się po prostu boi. I nie wolno go wtedy lać puki nie przyczai że PAN wielki co siedzi na jego grzbiecie tutaj rządzi koniec i basta. Nienawidzę takiego podejścia do zwierząt. Osobiście staram się traktować je po partnersku a każdy problem próbować zrozumieć i szukać złotego środka. W końcu po to mamy rozum aby myśleć. Nie po to żeby bić konia bo ten boi się np. wejść do przyczepy. Nie będę nawet wspominać tego typu historii.
a co w przypadku kiedy kon nie boi sie wchodzic do kaluzy a tego nie robi bo poczul, ze moze??? bo tak sie sklada, ze moj sasiad ma konie, jezdzi slabo, konie sa w chowie wybiegowym. i starsza kobyla odkryla, ze czlowiek nie jest jej do niczego potrzebny, ze mozna nie wchodzic do wody, bo nie ma musu.
hmmm a moj kon, ktory malo czego sie boi, jezdzi w przyczepie, nagle stwierdza, ze on nie wsiada. i jego bunt polega tylko na tym, ze nie robi NIC. i co? mam go glaskac i prosic??bo 2 godziny temu po prostu weszlam z nim do przyczepy, a teraz on ma focha i nie jedzie.
nie popadajmy w przesade w druga strone. po pierwsze zwierzeta rozwiazuja problemy dominacyjno-hierarchiczne wlasnie sila, i to nic innego jak ich jezyk. po za tym, jak pisala halo kon to zwierze, ktre moze zabic, i nie wolno dopuscic aby zdalo sobie z tego sprawe. uwazam, ze nie ma nic zlego w daniu klapsa, w odpowiednim momencie. ja nie mowie o nie wiadomo jakim laniu, i zawsze musi to miec powod. i jeszcze tak: jesli kon sprobuje mnie kopnac, zawsze go kopne, co nie zmienia faktu, ze owszem zaastanowie sie co sie ztalo, ze tego probowal, czy cos go boli itp. ale kopne go pomino tego myslenia, bo ja mam byc przy nim bezpieczna (ja pol biedy, wszyscy maja byc przy nim bezpieczni) i okazywanie dyskomfortu moze odbyc sie inaczej niz proba gryzienia, kopania itp. choc czesciej niz bije, konia po prostu cofam, na mojego dziala to od razu, lepiej od klapsa. tyle, ze to tez zalezy od sytuacji.
aha i wiecie co? wyobrazcie sobie, ze sa konie zlosliwe (i czesto to wina czlowieka), i te konie potrafia byc niebezpieczne. i przy nich nie ma co sie zastanawiac. i wiecie co? sa zachowania bardzo niebezpieczne, i nieukaranie ich moze w przyszlosci zaowocowac tragedia. nie, przepraszam, przeciez koffane koNiSiE tylko chca nam cos powiedziec, przekazac, bronia sie przed nami zlymi!! 🤔wirek: ja nie uwazam, zebym krzywidzila moje konie. a bywaja (rzadko) niegrzeczne.
Bo najważniejszy - jak z resztą wszędzie - jest złoty środek. Tak jak pisze zabeczka17, należy eliminować zachowania niebezpieczne dla otoczenia i można to z powodzeniem robić na spokojnie, bez wpadania we wściekłość i lania batem na oślep. Nerwy człowieka jeszcze bardziej nakręcają konia, więc lepiej skarcić stanowczo, ale spokojnie, bez emanowania gniewem. I tak, żeby koń wiedział o co nam chodzi.
wrotki dobrze mówisz 😀 Ja krzyczę "bat!" 😉
Wrotki, to jest właśnie podejście dobrego koniarza! Odpowiednik naturalsowy: stado, przewodnik alfa, koń ma ufać, że zawsze wiesz co robisz i dostawać czytelne sygnały. Szczególnie "Dobry koń" i "Nie" w każdym wypadku musibyć dla niego zrozumiałe i mieć sens w końskim toku myślenia, bo jak nie będzie miało sensu, to się będzie buntował i narowił. Miałam duży problem z brakiem szacunku u mojego konia, nie karałam, tylko prosiłam i głaskałam i "wychowałam" sobie ponoszącego, fukającego i histeryzującego konia, potem miałam pracę nad sobą i burzenie jego świata... 😵 Doszłam do tego dopiero, kiedy przyglądałam się, jak mój obecny trener pracował z takimi końmi jak mój, metodami naturalnymi i " naprawiał je" w ciągu miesiąca, ale musiałam się zdobyć na to, żeby przyznać, że sobie nie radzę z "kochanym konikiem".
halo może źle wyraziłam się. Koń dostał strzała w pysk i był w takim szoku reakcji że przechylony na druga stronę zaczął się potykać o własne nogi i omal nie stracił równowagi i się nie przewrócił. Cała akcja trwała kilkanaście sekund gdzie zwierze w popłochu zaczęło następnie ciągnąc za uwiąz, kucał na tylnych nogach i ciągnął aby się wyswobodzić. Ogólna panika - to miałam na myśli a nie że koleś silny jak Pudzian.
katja - opisałaś mi przykład książkowy z przyczepa gdzie koń stracił zaufanie do człowieka. Z metodami z którymi pracuję tak się dzieje gdy zwierze mało przebywa z własnym opiekunem i bierze swoje zdanie ponad jego. Bardzo niebezpieczna sytuacja bo mogła się skończyć tragicznie. Moje zapobieganie polega głównie na tym- nigdy nie pospieszaj konia. Daj mu przemyśleć.. ale bądź stanowczy i pokaż kto tutaj rządzi ( ale bez żadnej agresji)
Nie musiałabyś wcale stać 2 h i prosić go o wejście. Polecam ,,Ode mnie dla was" bo wtedy te twoje 2 h zamieniłyby się w 30 minut. Dwa jeśli koń boi się wejść do przyczepki to ma takie prawo. A ty jesteś człowiekiem rozumnym żeby przekonać go iż nie ma się czego bać. I nie ma dla mnie stwierdzenia - bunt i nie robi nic. Bo to nie jest wina konia ze nie idzie tam gdzie my chcemy, tylko nasze nastawienie gdzie on nie czuje się komfortowo aby nam zaufać. Nie wkręcaj mi proszę że konie z natury są złośliwe. Owszem zgodzę się ze maja swoje charaktery i próbują cały czas okazywać swój punkt widzenia, zdominować... ale to od nas zależy na ile mogą sobie pozwolić. I aby przekonać je do pewnych sytuacji nie trzeba ich bić.
To samo z sytuacja konia który włazi do kałuży. Widać zerowy szacunek do właściciela. Moja uwielbia się pluskać, ale jak idziemy ze stajni na czyszczenie to wiemy we dwie że teraz czas na szkolenie i higienę a nie zabawę. I niejednokrotnie dałam jej to odczuć straszakiem, odpowiednia tonacja głosu. I nie raz były hocki klocki w postaci - koń staje dęba. I co? i w końcu tak długo pracowałyśmy nad jej humorem gdzie nagle zaczęła rozróżniać dwie sytuacje- padok zabawa, padok nauka chodzenia . I teraz idzie grzecznie. A że jest młodym koniem to czasami próbuje mnie pociągnąć w stronę kałuży... ma takie prawo a ja mam prawo przywołać ja do porządku. To nie jest trudne.
na koniec dodam jeszcze tak.. wszystkie zachowania niepożądane przez człowieka - koń gryzie, kopie trzeba eliminować. Ale nie agresją. U mnie działa metoda Join up i straszaki. Nie miałam potrzeby bić swojego konia czy szarpać. Ale jak wspomniałam wcześniej nie łatwo mi się było przestawić na zachowanie klaczy alfa. Pomogły mi w tym książki od naturalsowych sztuczek - tak to nazywam. I jakoś taki laik jak ja potrafił wychować jak na razie spokojnego i miłego konia bez gryzienia, kopania czy jak niektórzy nazywają ,,złosliwości". od samego początku ze stoickim spokojem staram się eliminować zachowania niebezpieczne. Wychodzi nam to dzięki jej zaufaniu do mnie i to jest główny powód naszych małych sukcesów. A dwa no zachowuję jej naturę nie dominuję kobyły, nie niszczę.
zabeczka17 spedzam z koniem bardzo duzo czasu nie pracuje jak na razie i mam konia u siebie. piszesz o utracie zaufania??? jakby je stracil to wogole nie daloby sie go zaladowac, a on raz wchodzi bez mrugniecia okiem, a raz cos mu nie pasuje.
wyobraz sobie, ze zaden z koni w mojej stajni nie kopie, nie gryzie i nie robi innych dziwnych rzeczy, pomimo tego, ze czasem dostana klapsa czy bata. kalcz ktora przyjechala i byla niebezpieczna, bo nie dosc ze byl to kon ewidentnie bity, to wszystkiego sie bala, uspokoila sie, zrobila sie ufniejsza, i zaczela respektowac czlowieka. wiec moze nie postepujemy tak zupelnie zle??? moze twoja metoda jest dobra- nie neguje tego, ale moze moja rowniez???
zabeczka A bajki też młodej czytasz? 😀 Żart. Fajnie, ze się dogadujecie. Fajnie, że masz dożo czasu. Fajnie, że nie odczuwasz żadnej presji. Oczywiście koń jest tak samo grzeczny dla Ciebie jak i dla innych?
Pewnie wasza wzajemna więź dostarczy wam masę satysfakcji.
Podobnie jak przedmówcy uważam, że dla konia najważniejsza jest "jasność w temacie". Największą krzywdę robi się chaosem: raz zlany (bo pańcia pokłóciła się z chłopakiem) raz miziany (za to samo!) - bo może jestem za surowa? 🤔wirek:
Co do tego konia i "pudziana" - co takiego złego się stało, że koń przeżył szok (poznawczy zapewne)? Złe to działo się wcześniej - gdy koń próbował skubać a nikt nie reagował!
Z końmi im bardziej "krótko i na temat" tym lepiej się zwierzę czuje.
Bijam konie - przyznaję się bez bicia 😀iabeł: Nie lubię tego bardzo, ale jak wrotki napisał: bez emocji, biznes is biznes. Bat jest pomocą jeździecką. Najczęściej dostają klapa płaską ręka przy popręgu - żeby dużo huku było. Za gryzienie - końce palców trafiają w nos z boku. Bat na jeździe - gdy jest potrzebny, najczęściej na żądanie trenera. I wtedy, gdy dotykam batem - a koń z zadu. To jedyna sytuacja, gdy biję seriami "wet za wet" - dopóki koń nie przestanie. Wiem, to wojna i brzydka wojna, ale nie życzę sobie, żeby zwierz ryzykował moim zdrowiem wyrażając swoje niezadowolenie - ma inne sposoby. I w ten sposób jasno go o tym informuję. Jakoś tak jest, że konie szybko obdarzają mnie zaufaniem i lubią. Mimo klapsów. A odrabiałam już takie, które tylko trzęsły się ze strachu, lub zaczynały od ustawienia się zadem do wejścia z zamiarem trafienia kopytami.
I dziwne efekty obserwuję: koń, który "och, on ma łaskotki, i zawsze wierci się przy czyszczeniu" - potrafi stać spokojnie. I wcale nie musi kopać człowieka!
Za dużo osób widziałam, które, jak Pinesska, były takie "dooobre" dla swojego konika - a potem rozpaczliwie potrzebowały pomocy.
No, ale ja pracuję z wierzchowcami - końmi, które mają służyć użytkowo i bezpiecznie nosić jeźdźca na grzbiecie. W dodatku wychowywali mnie ludzie urodzeni w XIX wieku, dla których sprawa była jasna: kot ma łowić myszy etc.
Natomiast z zainteresowaniem czytam o wszystkich "małostresowych" sposobach utrzymywania koni w karności. Zawszę będę otwarta na wszystko, co lepiej pozwoli osiągnąć mój cel: żeby koń był bezpieczny, oddany jeźdźcowi, darzył go zaufaniem i mógł objawić pełnię swoich możliwości.
Uff - ale ze mnie potwór 😡 - wydało się.
Halo, jako zdeklarowana kociara od prawie urodzenia, niezbyt mogę się z Tobą zgodzić co do niebezpieczeństwa które stwarzają koty ;-) a już napewno co do ataków bezprzyczyny ;-)
Zabeczka17, chwali się i ceni, że zwierząt nie bijesz - ale powiedz mi proszę, gdy koń Cię próbuje ugryźć (lub gryzie), gdy strzela fochy i nie zrobi NIC bo nie i już, jak próbuje kopnąć itp - co robisz? I ze swoim koniem i z obcym - bo np pójdziesz na wakacjacg do szkółki, przydzielą Ci konia, wchodzisz do bosku/na stanowisko chcesz zaczać czyścić a toto Cię próbuje ugryźć... i?
Ja się przyznaje - jak trzeba to koń dostanie, jak nie trzeba - to jest rozpieszczany =) nie ma cackania się, swego czasu gdy otwierałam boks ona odwracała się zadem i próbowałamnie z niego wykopać - bo jej się nie chce pracować i już.
Ja chciałam tylko nieśmiało zauważyć, że właśnie na tym polega proces wychowywania konia- by eliminować takie niepożądane zachowania i by koń zwyczajnie stwierdził, ze mu się to nie opłaca. Dlaczego panuje pogląd, że brak bicia ma oznaczać pozwalanie koniowi na wszystko? Ja swojego konia nie biję ale stosuję presję i niewygodę, by wykorzenić dane zachowania. Np. gdy gryzie- jest całe mnóstwo bloków, które już tu były opisane. Mój koń był agresywny i krnąbrny- prze większość pracy z nim trzymałam go z dala od siebie- odsyłałam tak długo aż zrozumiał, że bez mojej zgody nie może do mnie podejść. Podczas czyszczenia pomogły wspomniane bloki, gdy chciał mnie na kopniakach wyprosić z boksu przestawiałam mu zad zad aż kopytny nie stał z pyskiem naprzeciw mnie. Z dębowaniem na moją głową i nacieraniem na mnie też poradziłam sobie bez bicia- wiec da się. Co nie znaczy, ze nie byłam stanowcza i nie egzekwowałam pożądanych zachowań. Są ludzie, którzy wychowują dzieci bez przemocy i są to fajne dzieciaki- a przecież wcale to nie znaczy, ze te dzieci nie miały napadów szału i histerii, tylko, że odpowiednio umiano sobie z nimi poradzić. Te wszystkie zachowania to były po prostu objawy czegoś dużo poważniejszego- braku szacunku. Jak koń go w końcu nabrał to i to wszystko przestało mieć miejsce. Teraz ogranicza się najwyżej do skulenia uszu gdzie kiedyś pewnie rzuciłby się na mnie z zębami.
. Wychodzi nam to dzięki jej zaufaniu do mnie i to jest główny powód naszych małych sukcesów. A dwa no zachowuję jej naturę nie dominuję kobyły, nie niszczę.
tak z ciekawości zapytam, jakie to sukcesy można osiągnąć, które bez lektury MR nie są możliwe do osiągnięcia?...co robisz, czego inni nie znający MR nie potrafią zrobić?
wrotki Ale chyba stwierdzenie, że osiągnęło się coś dzięki np. MR nie oznacza tego, że ktoś nie stosując jego metod jest skazany na klęskę przy próbie porozumienia z koniem. Świadczy to tylko o tym że dla danej osoby wskazówki tego czy innego człowieka były przydatne. Przecież w każdej dziedzinie jeździectwa ma się kogoś, kto jest wzorem, czy przewodnikiem- tę rolę pełni najczęściej trener. Przecież jak ktoś mówi, że osiąga sukcesy z koniem dzięki trenerowi X nie oznacza, że twierdzi, ze startujący pod okiem Y są beznadziejni i nic nie potrafią. Z drugiej strony myślę, że gdyby ktoś powiedział, ze zawdzięcza sukcesy, np. w ujeżdżeniu, trenując z Mistrzem Świata, to nikt by nie pytał co takiego ów Mistrz mógł mu przekazać, czego inni trenerzy nie byli w stanie.
edit: dopisek
katja ja nie neguje Twojej metody ..ale pisze to co sama przerobiłam na własnej skórze. Nie uderzę konia a wolę postraszyć. Jakoś nam to wychodzi i tyle .
manta co do twoich pytań, opisałam wcześniej sytuacje gdzie moja kobyłka nie za ładnie się przy mnie zachowywała i jak sobie z tym poradziłam. Wszystko staram się opierać na naturalsowych rozwiązaniach, gdzie jednak Join up mi najbardziej podpadł.Presja , postawa ciała i zachowanie a jak trzeba to i krzyknięcie czy straszenie. - to mi wystarcza.
Robiłam kiedyś połączenie z ogierem który lubi podskubywać , wiercić się przy czyszczeniu. Po całej zabawie i wspólnym porozumieniu nie robi tego ze przy mnie do dzisiaj. Dostał jasno do zrozumienia - stary uważaj.
Z kopaniem niestety ( może i lepiej) nie mam styczności. Ale ten sam ogier zaatakował mnie na padoku gdzie miałam go przyprowadzić i ubrać do jazdy. To wtedy zdecydowałam się na przeprowadzenie Join up między nami. Kiedyś przyznam bałam się go dzisiaj podchodzę do tego bardziej pewnie.. Jeśli próbuje ze mną sztuczek to krzyczę. On wtedy stoi na baczność i mogę spokojnie przejść do pracy.
A ze szkółka i obcymi końmi tez nie mam tak styczności. Raczej uczę się jeździć na koniach znajomych. Jeśli takowa sytuacja by nastąpiła - chciałabym przeprowadzić z koniem porozumienie. Boję się wsiadać na obce koniki. marny z mnie jeździec i nie przeczę że tak nie jest. Dlatego wgłębiam się w to zagadnienie hippiki które przychodzi mi łatwiej jak nauka jazdy.
Averis
nic więcej dodawać nie muszę ;]
No dobrze, tu mowa o join up, a co jak najzwyczajniej w świecie nie ma czasu albo reakcja ma być natychmiastowa a nie ma warunków do przeprowadzenia joina? Nie twierdzę tu, że join jest zły, absolutnie. Strasznie, to znaczy, co?
żużka Jak nie ma czasu, to się tego nie robi (trudno wyobrazić sobie rozluźnienie człowieka, gdy musi pracować pod presja czasu) i stosuje inne metody, które były już dokładnie opisywane w tym wątku (m.in. przez Teodorę 😉)- to odnośnie natychmiastowych reakcji.
edit: I powiedzcie mi co jest dziwnego w dyscyplinowaniu konia bez agresji/bicia? Bo widzę, że niektórzy dość sceptycznie podchodzą do tej metody i jej skuteczności. Brak bicia nie musi oznaczać braku dyscypliny.
Jeśli koń biega na lonży i zaczyna pokazywać fochy - stawia się, atakuje, podbiega ... biorę takiego delikwenta na roud pen. Tam sobie rozmawiamy bez lin i następuje zazwyczaj porozumienie. najdłuższa moja zabawa trwała 15-19 minut aby się dotrzeć z koniem . Po takiej lekcji wychowawczej jest o milion razy lepiej ze wzajemnym zrozumieniu. Koń inaczej już zachowuje się na lonży czy w moim towarzystwie. Zazwyczaj presja wywołana przeze mnie w momencie mojego niezadowolenia jest skutecznym odstraszaczem na wszelkiego rodzaju wyskoki końskie.
Mam przykład też: jak młoda stała i nie chciała mi podawać kopyt itp. Nad zwyczajniej w świecie mi je wyszarpywała i okazywała niezadowolenie z faktu że w ogóle je podnoszę. Wzięłam ją na roud pen i biegała ( bez lin) za karę jeśli przy kolejnej próbie ponownie wyrywała mi kopyto z ręki. taka presja użyta w odpowiednim czasie pomaga skumać zwierzęciu za co jest karane presją i bieganiem. Trwało to 5 minut po czym kobyłka dała mi po kolei wszystkie cztery nóżki i mogła je spokojnie wyczyścić.
nie wiem co można zrobić jeśli nie am się warunków do Join pa 🙁 Ja sama nie mam takiego pełni fachowego roud pena a starą niedużą stodółkę która w zimowe zawieruchy czy mocno deszczowa pogodę służy jako drugi awaryjny padok.
tak wzięłam teraz do ręki ,,Ode mnie dla was" i przeczytałam że jeśli koń prowadzony na uwiązie lub w boksie rzuca się na opiekuna .. dozwolone jest kopnięcie go bokiem buta w pęcinę tak żeby nie uszkodzić a pokazać swoje zdanie. nie wiem nie wyobrażam sobie tego.... na szczęście nie mam tego typu przypadków aby musiała w ten sposób nagle reagować.
NIGDY nie dotykam konskich nog inaczej niz delikatnie, to samo tyczy sie grzbietu. to sa zbyt cenne rzeczy by traktowac je zle.
dlaczego jestem sceptyczna?? bo wiekszosc osob, ktore znam, a ktore do tego podchodza w ten sposob, jest specjalistami w narowieniu koni. to sa moje przywtne doswiadczenia i nie twierdze, ze maja tak wszyscy, ale ja widzialam niestety takie przypadki i mialam watpliwa przyjemnosc byc narazana na niebezpieczenstwo ze strony wlasnie tych osob.
I powiedzcie mi co jest dziwnego w dyscyplinowaniu konia bez agresji/bicia?
Ano to, że mało kto to potrafi - łatwe to nie jest. A wielu - próbuje. I potem są duuuże kłopoty.
katja Boję się wsiadać na obce koniki. marny z mnie jeździec i nie przeczę że tak nie jest. Dlatego wgłębiam się w to zagadnienie hippiki które przychodzi mi łatwiej jak nauka jazdy.
skoro zamiast sie uczyć jazdy konnej, musisz tracić czas na drobiazgowa analizę kwestii które dla większości jest prosta i wykonywana instynktownie, to znaczy że uciekasz w to zagadnienie, zamiast zając się sobą i swoim jeździectwem...a "rewelacje" MR są tylko pretekstem do tej ucieczki i alibi dla uniknięcia faktycznej pracy- co jest dolegliwością 95% osób które bawią się w sznurki...mówiąc szczerze, nie znam naturalsa który umie jeździć 😁
bo przeciez zagadnienie konne to tylko temat jazdy konnej a nie poznawanie psychiki końskiej. A może mnie to fascynuje co? A może ja siebie nie widze w pełnym galopie na zawodach sportowych ? a może mam prawo interesowac sie czyms innym niż jazda konna? Jestes az tak tepy zeby to zrozumiec?
zabeczka17, a jak potem będziesz zajeżdżać swoją klaczkę? Jak nauczysz ją reakcji na pomoce, których sama nie używasz prawidłowo? MR coś podpowiada, czy to nieistotne raczej jest?
A to już zupełnie inna para kaloszy- tu się z Wami zgodzę. Dla mnie najważniejsze jest przede wszystkim bezpieczeństwo moje i osób, które z moim łobuzem mają mieć bezpośredni kontakt- dlatego też za punkt honoru postawiłam sobie wyeliminowanie wszelkich narowów u mojego konia. Ja i moja przestrzeń osobista to dla mnie świętość- i mój koń (już) to wie a był z tych, co to drzwi od stajni biorą na klatę, gdy uciekają z lonży 🙄 Zachowania niepożądane TRZEBA eliminować- byle odbywało się to na jasnych i uczciwych zasadach. No i potrzebny jest kubeł stanowczości i worek opanowania, by nie dać ponieść się emocjom w krytycznych momentach (i to jest chyba ta największa trudność).
wrotki Widać znasz mało naturalsów 😉 Ale dolegliwością 95% sznurkowców, których znasz, czy wszystkich na całym świecie? Bo skoro Twój komentarz jest odnośnie tej drugiej grupy, to cofam pierwsze zdanie, bo ufam, że skoro głosisz takie opinie, to musisz mieć duże rozeznanie w tej kwestii :kwiatek:
edit: Też znam mnóstwo ludzi, którzy nie potrafią jeździć. Ale nie dzielę ich na sznurkowców czy klasyków. Jeśli nie potrafią jeździć- to do naturalsów i klasyków im daleko. Założenie sznurków na konia nie czyni człowieka naturalsem, tak jak założenie skokówki nie czyni Cię skoczkiem. Jednym z obowiązków jeźdzca w PNH jest niezależny dosiad, ale to chyba już wiesz. Swoją drogą to zabawne- gdy ktoś przeciąga koniowi wędzidło przez pysk mówi się, ze to nie klasyk, bo tak kalsyka nie wygląda. Ale gdy ktoś nie potrafi się utrzymać na koniu , który jest na sznurkach mówi się, że naturalny i nie potrafi jeździć. To jak to w końcu z tym jest 🙂?
bo przeciez zagadnienie konne to tylko temat jazdy konnej a nie poznawanie psychiki końskiej. A może mnie to fascynuje co? A może ja siebie nie widze w pełnym galopie na zawodach sportowych ? a może mam prawo interesowac sie czyms innym niż jazda konna? Jestes az tak tepy zeby to zrozumiec?
jestem na tyle bystry,żeby się zorientować,że ty zwyczajnie boisz się koni!chcesz z nimi obcowac ,a zwyczajnie się ich boisz i szukasz sobie substytuów jeździectwa...jak 95% naturalsów- dali się złapac w pułapkę "psychologi" konia i zapomnieli po co im koń.
wrotki Mnie koń służy do relaksu i jest nieodłączną częścią mojego życia- tak jak u 95% klasyków (mam nadzieję).
wrotki Mnie koń służy do relaksu i jest nieodłączną częścią mojego życia- tak jak u 95% klasyków (mam nadzieję).
cóz, bywa tak,ze człowiek wpadnie w pułapkę i nawet nie wie ,że w niej tkwi,nie wie że może być inaczej...z czasem się przyzwyczaja i sądzi,ze to jest norma...jeżeli do tego dodać lek przed autooceną i love bombing sekty w którą wpadł, to już naprawdę może nie wiedzieć co robi z przymusu ,a co z potrzeby serca.
W sumie masz rację. Otworzyłeś mi oczy. Dziękuję.
no więc wrotki madry zuchu powiedz mi do czgeo słuzy wg ciebie kon. ? a co do twojej bystrości to zbyt mocno się chłopie przeceniłeś bo jak dla mnie jest ona równa zeru.
rewir
jasne że będę zajeżdżać kobyłkę... metodami naturalsowymi które działają na konia jak balsam dla duszy i pomagają obopólnie osiągnąć cele. Marzy mi się praca z koniem jak to czyni sznurka .
Dwa no nie jest to temat aby się chwalić swoimi umiejętnościami jeździeckimi i oto możecie się nie martwić. Jakoś w siodle się trzymam czy na oklepiku. z łydką tez nie mam problemu ..ale jeździectwo to nie jest dla mnie priorytetowa sprawa. To chyba nie jest takie ciężkie doz rozumienia.
od dzieciństwa fascynuje mnie koń jako zwierze dla którego marzyłam aby się poświęcić... czy to w hodowli czy to psychicznym podejściu. Nauka jeździectwa w moim przypadku wynikła dość późno ale nie jest na tyle tragicznie żebym nie umiała podstaw. Nie mam z tym kłopotu. Ale nie uważam siebie za amazonkę. Nie muszę być Kubicą aby mieć prawo jazdy.
Wybacz, ale podstawy to o wiele za mało, aby ujeździć młodzika. Poza tym, że zaprzeczasz sama sobie:
oję się wsiadać na obce koniki. marny z mnie jeździec i nie przeczę że tak nie jest.
Dwa no nie jest to temat aby się chwalić swoimi umiejętnościami jeździeckimi i oto możecie się nie martwić. Jakoś w siodle się trzymam czy na oklepiku. z łydką tez nie mam problemu
[..]
Nauka jeździectwa w moim przypadku wynikła dość późno ale nie jest na tyle tragicznie żebym nie umiała podstaw. Nie mam z tym kłopotu. Ale nie uważam siebie za amazonkę., a Twoje wypowiedzi są okropnie chaotyczne. Mogłabyś rozjaśnić nieco poglądy, bo albo są one po prostu znacznie zawężone, albo coś nie tak z jasnym wyrażaniem myśli...
edit: dopisek - ciekawe jak szybko zostanę nazwana tępą, niebystrą kretyneczką 🤔wirek: grunt to dyskusja na poziomie.
No no no, bez przesady z ta nieumiejetnoscia jezdzenia przez naturalsow🙂
W koncu Pani Gosia Morsztyn, Daria Kobiernik i p. Mickunas tez wsiadaja na konia na sznurku, i jak tu ich dopasowac do tych 'niejezdzacych' hmm?😉
Nie popadajmy w fanatyzm🙂 nie ma dobrej i zlej szkoly jazdy, sa tylko dobrzy i zli jezdzcy🙂
Ja osobiscie cenie kazdy sposob, ktory moze mi pomoc w dochodzeniu do porozumienia z koniem. Przeciez klasyczna jazde i natural mozna smialo i z powodzeniem laczyc co udowodniono juz nie raz i nie dwa🙂 Na polu swiatowym min przez Linde Parelli, Karen Rolhf, na polskim przez wspomniane przeze mnie wyzej nazwiska🙂
trzeba od razu odzegnywac sie od czci i wiary i pluc na siebie przez plot?😉
a wg mam się chwalić? o to ci chodzi?
Powiem tak pożyjemy zobaczymy jak to będzie ze mną i moją. Jeżdżę od 3 lat. ( padok, pas, teren). Średnio dwa razy w tygodniu w okresie zimowym raz.
Spadłam z konia 3 razy. - coś jeszcze mam dodać?
Poza tym mam znajomych którzy również pracują w takim nurcie jak ja- naturalsowym. Początkowe kroki mogą oni kobyle zapewnić, ja skupię się już na późniejszych. Jednak nie fascynuje mnie to tak jak poznawanie końskiej psychiki. Nie muszę jeździć na zawody i demonstrować swoje umiejętności jeśli pragnę się skupiać na czymś innym.
jasne że będę zajeżdżać kobyłkę... metodami naturalsowymi które działają na konia jak balsam dla duszy i pomagają obopólnie osiągnąć cele.
odpadłam. naturalsowa praca jak balsam dla duszy i obopólne cele. Może czas przestać oglądać parelliego i traktować go jak Boga?
Ale jednak żeby jeździć na koniu (no a tym bardziej, żeby zajeździć konia) to musisz się skupić na tym, żeby rozumiał Twoje sygnały, a więc do tego trzeba precyzji. Precyzji, która jest nijaka w danym wydaniu- tak wywnioskowałam, z tych trzech lat, doskonałości i niedoskonałości jazdy w Twoich opisach. No, chyba że do tego czasu, to już będziecie ze sobą rozmawiały 😵
edit: literóweczki