Jak karać konia?

[quote author=Nasturcja-Renata link=topic=1926.msg159937#msg159937 date=1233219849]
Miałam zrobić ćwiczenie: zagalopowanie w lewo, kółko, dwa i zmiana kierunku w galopie.
Zagalopowanie, jest git, próbuje zmienić kierunek, a kobyła przechodzi do kłusa. Jaj jej łyda, a ona stop  🤔 walnęła z zadu,a ja... bęc  🙄

Kobyła po moim upadku stała nieruchomo i bezczelnie sie we mnie wpatrywała  🙄

I co tu robić?Czy w ogóle cos robic?
[/quote]

Rozumiem że zmiana kierunku nastąpiłaby kontrgalopem?
Jeżeli tak, nie należałoby wo ogóle karać biednego ogona. Kontrgalop jest bardzo trudnym ćwiczeniem dla konia. Koń powinien być zbalansowany i zdolny do wykonania tego ćwiczenia. Prawdopodobnie żądałaś za wiele, koń nie był w stanie wykonać tak trudnego dla niego zadania, stąd odmówił wykonania. Rozumiem. A pretensje powinnaś mieć do siebie, bo jeżeli jest tak jak ja to rozumiem, to ogon nie był przygotowany do kontrgalopu i tyle 🙂

edit: Dodofon Twoja wypowiedź to dla mnie jakaś pomyłka. Karanie cofaniem? Na pewno, dla konia z nie rozluźnionym zadem to kara, w rzeczy samej, tyle że chodzi o to, żeby ten zad BYŁ ROZLUŹNIONY. Wtedy cofanie to cofanie. Karanie szarpnięciem? Nieźli ci trenerzy ...  🤔wirek: bezsilnie pokręceni chyba. Ale to chyba uwaga do wątku "po czym poznać kiepskiego trenera"  🤔wirek:
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
29 stycznia 2009 13:45
Mi się wydaje że koń zareagował  bryknięciem za łydę. Mógł mieć najszczersze chęci współpracy ale nie do końca zrozumiał o co ci chodzi - przeszedł do kłusa za co nastąpiła "kara" w postaci łydy. A bryknięcie  to było takie "no to o co ci w końcu chodzi???!!

Tego następstwem był wcale nie zamierzony przez konia twój z niego upadek.

Także jakakolwiek kara byłaby nie na miejscu.



Diakonka   Jestem matką trójki,jestem cholerną superwoman!
29 stycznia 2009 14:06
[quote author=lets-go link=topic=1926.msg160098#msg160098 date=1233234268]
edit: Dodofon Twoja wypowiedź to dla mnie jakaś pomyłka. Karanie cofaniem? Na pewno, dla konia z nie rozluźnionym zadem to kara, w rzeczy samej, tyle że chodzi o to, żeby ten zad BYŁ ROZLUŹNIONY. Wtedy cofanie to cofanie. Karanie szarpnięciem? Nieźli ci trenerzy ...  🤔wirek: bezsilnie pokręceni chyba. Ale to chyba uwaga do wątku "po czym poznać kiepskiego trenera"  🤔wirek:
[/quote]

Dodofon a jestem ciekawa, czy to standardowa metoda w weście?
co to karania szarpnięciem za pysk (koń z tego co wiem ma bardzo ostre wędzidło w pysku) - czy to jedyny moment kiedy ręka jeźdźca ma kontakt z pyskiem konia?
caroline   siwek złotogrzywek :)
29 stycznia 2009 14:13
lets-go, ja sie spotkałam z "karaniem cofaniem", chociaz nazwalabym to raczej "techniką negocjacji" niz "karaniem". chodzi o bardzo prostą zasade - koniu, poprosiłam, żebyś szedł do przodu, a ty sie nie słuchasz, do ruchu naprzod nie zmusze cie łydką ani batem, natomiast łatwo moge cie sklonic do cofnięcia (bo skoro prosze o ruch to jakis ruch musi byc 😉). konie z reguly latwo przystaja na te propozycję, po czym... zaczynają załowac, ze jednak nie poszly do przodu - cofanie jest bardziej męczące  😂 i tym sposobem z konia "TAM nie pojde!" osiąga sie bardzo łatwo efekt "prosze, czy mozemy juz TAM isc??" 😁

mozemy oczywiscie dyskutowac czy takie cofniecie jest karą za nieposluszenstwo czy "tylko" jednym z wielu sposobow pokazania koniowi, ze lepiej jednak jest nie dyskutowac z tymi na gorze, bo sa sprytniejsi 😉
(w tym kontekscie: slyszalam, ze u wiekszosci koni od dziesiatego kroku cofniecia miesnie zadu zaczynaja byc tak zmeczone, ze cofanie samo w sobie moze byc odczuwane jako kara)
co jednak nie zmienia faktu, ze zdarzylo mi sie pare razy wykorzystac ten sposob i efekt - ruch naprzod - udalo mi sie szybko i bez zbednej walki osiagnąć 😉

a przy okazji - nauczono mnie stosowac te metode w USA (i to na Dzikim Zachodzie 😉) , kiedy jezdzilam na paso fino i quarter horse-ach - tam wszelkie "klasyczne" "bijatyki/batożenie" i "karcenie" byly zle widziane. kon mial wykonac polecenie, a jesli go nie wykonywal szukalo sie sposobu aby spowodowac, ze kon sam zdecyduje, ze zadanie jednak nalezało wykonac 😉
[quote author=Diakon'ka link=topic=1926.msg160131#msg160131 date=1233237993]
[quote author=lets-go link=topic=1926.msg160098#msg160098 date=1233234268]
edit: Dodofon Twoja wypowiedź to dla mnie jakaś pomyłka. Karanie cofaniem? Na pewno, dla konia z nie rozluźnionym zadem to kara, w rzeczy samej, tyle że chodzi o to, żeby ten zad BYŁ ROZLUŹNIONY. Wtedy cofanie to cofanie. Karanie szarpnięciem? Nieźli ci trenerzy ...  🤔wirek: bezsilnie pokręceni chyba. Ale to chyba uwaga do wątku "po czym poznać kiepskiego trenera"  🤔wirek:
[/quote]

Dodofon a jestem ciekawa, czy to standardowa metoda w weście?
co to karania szarpnięciem za pysk (koń z tego co wiem ma bardzo ostre wędzidło w pysku) - czy to jedyny moment kiedy ręka jeźdźca ma kontakt z pyskiem konia?
[/quote]

1. nie wiem czy standardowa - spotkałam się z tym u 3 różnych trenerów, z tym 2 nie polskich
nie zdarza się to przecież na każdej jeździe, zdarza się rzadko a nawet bardzo rzadko
2. to że jest luźna wodza - nie znaczy, że nie ma kontaktu - wędzidło jest tak skonstruowane, że podniesienie wodzy do góry jest już sygnałem

Trudno mi z Wami polemizowac bo moja wiedza jest jak czubek góry lodowej - w pewnym momencie zaprzestałam profesjonalnych treningów i nie siedzę już w tym tak głeboko jak kiedyś.
Poza tym "teoretyczne" dywagacje w internecie o jeździe konnej jak wiecie są w sumie bezcelowe - bo są podobne do książeczki "Nauka jazdy konnej w weekend"  😉
[quote="ekhem"]wydaje mi się, że to zbędna brutalność - tak jakby skopać szczeniaka za to, że nabrudził na dywan, zamiast dać mu klapsa gazetą.[/quote]
Mniejszym złem jest klaps gazetą od skopania. Tylko że... Są inne, skuteczniejsze metody uczenia szczeniaka czystości, niż jakiekolwiek karanie. To nawet nie chodzi o moralne oceny, a o skuteczność i brak efektów ubocznych. To niestety pokutujący przesąd, że "bez kary ani rusz". Zasady, granice - ok. Ale kary? No niekoniecznie.

W ogóle karanie to śliski temat. Działa, choć czasem skutki uboczne są na tyle nie fajne, że przestaje się to opłacać.
Kilka kłopotów z karą:
- trudno ukarać w porę. Trudno ukarać w momencie, kiedy niepożądane zachowanie jest w toku, nie po nim Czy zawsze jak koń bryka zdąży się zaaplikować karę w momencie bryknięcia? zanim koń wyląduje? opóźnienie jednosekundowe jeszcze ujdzie, ale i tak trzeba zdążyć przed rozpoczęciem kolejnego zachowania...
- trzeba mieć absolutną pewność, że niepożądanemu zachowaniu nie jesteśmy winni my, sprzęt, coś niezależnego od nas i konia, nieporozumienie, niemożność, ból, strach, cokolwiek. Może czasem się ją ma. Może. Ale wątpliwości jednak rozstrzygałabym na korzyść zwierzęcia.
- można niepożądane zachowanie wzmocnić... Bo kara powinna występować zawsze, kiedy pojawi się to zachowanie. Bo brak kary będzie wzmocnieniem... W dodatku, jeśli nieregularnie stosowanym, to najskuteczniejszym.
- kara musi być wystarczająco mocna. Do zbyt słabej koń się przyzwyczai i trzeba będzie ją wzmacniać. To chyba nie tak łatwo określić (zwłaszcza w trybie natychmiastowym) ile to będzie za mało, ile za dużo.
- można stwora pozbawić chęci komunikowania się z człowiekiem. Stracić szansę na informacje zwrotne. Zwierzę będzie tłumiło swoje reakcje, póki kropla nie przepełni czary - wtedy "ni z tego, ni z owego" bomba wybuchnie. Bez ostrzeżenia.
- koń może uznać, że kara nie tyle dotyczy sytuacji "bryknięcie", co "bryknięcie + człowiek + palcat". Prosta droga do konia, który wie, kiedy na co może sobie pozwolić ("Nie masz bata? To możesz mi skoczyć."😉 Skojarzenie może też pójść w innym, nieplanowanym kierunku. Niefajna może stać się hala, róg ujeżdżalni, cokolwiek w sumie... No i sam człowiek.
- kara mówi tylko czego nie robić, tego co robić, nie uczy.
- zwykle bęcki to się ludziom należą - choćby za mętne komunikaty, brak stawiania granic od początku, brak konsekwencji, brak planu itd.

Jak się pomyśli, ile rzeczy można napsuć, to człowiek dwa razy się zastanowi, czy nie ma w danej sytuacji innego rozwiązania.
Mniejszym złem jest klaps gazetą od skopania. Tylko że... Są inne, skuteczniejsze metody uczenia szczeniaka czystości, niż jakiekolwiek karanie.


Teo, zdaję sobie z tego sprawę, chciałam tylko jakoś tak obrazowo przedstawić, a to najczęściej spotykana w podręcznikach -dość archaicznych przyznaję -metoda, zapadła mi w pamięć... anyway, doceniam próbe nawracania :kwiatek:
Szczerze byłam ciekawa Twojego spojrzenia na sprawę.. o ile dobrze pamiętam klikerujesz, prawda? W szkoleniu z klikerem stosuje się tylko wzmocnienie pozytywne? jak to się sprawdza w praktyce?
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 16:06
W sumie nie wiem, czy pasuje to do tego wątku...
Ale cóż zrobić z kobyłą, która w drodze powrotnej do stajni tak zapierdziela, że aż można to nazwać "stępo-kłusem", a każda próba przytrzymania, zwolnienia (nawet delikatnego, stopniowego) kończy  się siadaniem na zadzie, tańczeniem, usztywnieniem  i grożeniem typu: "jak mi nie popuścisz, to pójdę w górę" - i co gorsza kobyła swoje groźby już niejednokrotnie spełniła... Jak karać? Jeśli ją na chama trochu mocniej przytrzymam - idzie  mi w górę. Konsekwetne, regularne, delikatne półparady nie przynoszą żadnych skutków. Próbowałam też zawracać, żeby konia ukarać ("zapierdzielasz, to wracamy na plac) i momentami się uspokajała, po czym znów wskakiwała na pewne obroty, ale z reguły dębo-piruetem zawracała w stronę stajni. I nie pomagały konsekwetne wolty i tym podobne. Co robić? Jak ukarać?

I pytanie II - czy po dębie należy konia karać? Nie wiem, na ile dąb jest od mojej ręki, ale wiem jedno - w drodze powrotnej do stajni kobyła serdecznie mnie olewa.
Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
29 stycznia 2009 16:17
Ja się w pełni zgadzam z Caroline. Odkąd jeżdżę w systemie bezkarowym - na zasadzie brak nagrody jest karą koń zaczął zupełnie inaczej pracować - on CHCE robić to o co go proszę, a nie robi bo musi.
No, dobra, to powinien panowac ogólny pokój, przyjaźń, miłość, fajnie. A jak mamy następującą sytuację - której główną bohaterką byłam ja, mając 12-13 lat.
Czyszczę sobie wałaszka w stanowisku. Konik szkółkowy, ale szkółka na porządnym poziomie - nie taki klasyczny klepak. Sęk w tym, że konina bimbała sobie całkiem na dzieciarnię. Zdaje się nie lubił konia w stanowisku obok, pogroził mu zębami...po czym momentalnie odwrócił głowę i mnie najnormalniej w świecie użarł. Ot, złapał zębami za przedramię...i trzymał tak przez ok.15s patrząc na mnie bezczelnie, pytając "no i co mi teraz zrobisz?". Byłam całkowicie zaskoczona. Jak tylko puścił trzasnęłam go otwartą dłonią w szyję, wyleciałam szybko po wodę utlenioną, bo rana nie wyglądała przyjemnie, wróciłam i dokończyłam czyszczenie, już spokojnie. Blizna została mi do dziś.
Nie był to jedyny taki przypadek - kilka dzieciaków rówieśników ówcześnie oberwało/obrywało. Ale jak próbowała go do tego sprowokować instruktorka, ktoś pracujący w stajni, kogo on znał - zawsze święty. Miał kilkoro osób, których się bał/szanował, resztę potrafił zdrowo upieprzyć.
Nie wyobrażam sobie, żebym wtedy mogła postąpić inaczej - i tak mam wrażenie, że to było raczej smagnięcie niż uderzenie.
Dodam na koniec - pod siodłem nie było z nim żadnym problemów, podobnie w prowadzeniu, obejściu itd. itp.  Ogólnie przyjazny zwierzak, wyjąwszy czasowe, zależne zupełnie od nastroju pojedyncze "kęsy".

Teraz spodziewam się lania  💃
kpik   kpik bo kpi?
29 stycznia 2009 18:15
jak jednym wiele czasu zajmuje pojęcie ze nieposłuszeństwo konia może być spowodowane niepoprawnym działaniem jezdzca, tak mi wieeeele czasu zajeło przyswojenie sobie faktu ze koń leci sobie w kulki mimo ze ja dobrze robie.
Jezdze wg zasady, że jeśli koń robi coś nie tak jak chcemy, to albo zadało się złe pytanie, albo zadało się to pytanie źle.
i wiele dupogodzin mineło zanim uświadomiłam sobie wreszcie, że czasem to żadne z powyższych i należy upomnieć konia mocniejszym działaniem łydki/dosiadu/uzyciem bata bo naprawde to jego błąd
... to tak żeby pokazać drugą stronę medalu 😉
Teraz spodziewam się lania  :tanczacalinka

Nieprawda. Uważam że jak koń robi takie rzeczy to trzeba go ukarać, bo wejdzie na głowę i już, a wiadomo że może być dla człowieka niebezpieczny.

kpik -  ja tak długo się z moim męczyłam, aż pewnego dnia moja bezsilność przebrała miarkę i posadziłam przyjaciółkę. A ona doprowadziła go do pionu, ze słowami "będziesz całe życie prosić go do śmierci:"błagam,zrób?" Wsiadłam, i odkryłam że jednak się da.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 18:25
kpik - prawda, prawda... tylko czasem tak ciężko to odróżnić, a sumienie zabrania karać bez pewności, po czyjej stronie leży wina... a w moim przypadku? nie wiem, co robić.

Elbus - żadne lanie, ja popieram. Dobra reakcja, adekwatna do zachowania koniny.
kpik   kpik bo kpi?
29 stycznia 2009 18:28
ale to nie bylo "blagam zrob" bo bylam przekonana ze to ja robie błąd i koń przez to mnie nie rozumie
darolga, uf, ulżyło mi, dzięki 😉
Czytając wypowiedzi o bezkarowych systemach coś się we mnie przewróciło. Zobaczyłam się nagle w świetle bestii, która dopuszcza w ogóle myśl uderzenia zwierza...zapewne prawda jak zwykle leży pośrodku.
...z drugiej strony podziwiam te osoby jak Koniczka czy Caroline, zapewne są bardziej zrównoważone ode mnie. Jakoś dla mnie - zwłaszcza w obejściu - nie ma przeważnie rozmyślan - co ja zrobiłam? ale czy aby na pewno powinnam? Zanim dojdę do jakiegoś wniosku już będzie po zabawie. Jak kopnie albo ugryzie - oddać natychmiast. Tak mi wpojono...
...a że jeszcze jestem choleryczką to nie ułatwia zadania  🤣
ale to nie bylo "blagam zrob" bo bylam przekonana ze to ja robie błąd i koń przez to mnie nie rozumie


Ja nie byłam przekonana, ale sądziłam, że coś ze mną musi być nie tak, skoro ja proszę, a on nie reaguje. Jeśli robiłam to mocniej, to dalej nie tak mocno, żeby go przekonać. A nie "karałam" właśnie, tylko dalej prosiłam, żeby przypadkiem nie ukarać za mój błąd.

A okazało się że błędu nie było, tylko koń mnie olewał. I to miała na myśli przyjaciółka, mówiąc o bezskutecznym "błaganiu".
my_karen   Connemara SeaHorse
29 stycznia 2009 18:35
Ja się w pełni zgadzam z Caroline. Odkąd jeżdżę w systemie bezkarowym - na zasadzie brak nagrody jest karą koń zaczął zupełnie inaczej pracować - on CHCE robić to o co go proszę, a nie robi bo musi.

Odkad pracuje z moim wariatem zawsze mam ze soba suchy chleb albo 2 kostki cukru, cokolwiek, zeby dac w nagrode, na poczatku nawet za spokojne stanie przy czyszczeniu, jak swego czasu byl z tym problem. Opisywalam nasz problem z lonza - glosem zawsze nagradzam za prawidlowa reakcje na glos, zmiane chodu, przy zmianie kierunku jesli wszystko bylo ok tez kawalek chleba, zeby mu sie milo lonza kojarzyla. Nic z tego - owszem, kon wie, ze smakolyk dostanie, czeka na kole czy go zawolam, czy podejde, jak probuje najpierw poglaskac to wrecz sam sie czestuje.  🤦 Jednak nie stal sie ani troche łatwiejszy we wspolpracy, mimo chwalenia, glaskania, nagradzania, niezmiennie poczatek lonzy to proba sil... 😵
Ale po pol roku pracy moge stwierdzic, ze ta metoda owszem, umila wspolprace, ale nie dziala motywujaco na mojego ogra. Wyniki niesamowicie zaleza od konia niestety. Zlotego srodka nie ma.

Moj ogr bata sie nie boi absolutnie, bat moze wisiec nad zadem i jesli nie dojdzie ostry ton reakcji w ogole by nie bylo. Natomiast jesli bata nie ma w poblizu probuje dominowac, teraz juz niesmialo i wystarczy glosne NIE, ale wczesniej bywalo niebezpiecznie. Tylko w pracy z ziemi. Czasem smiejemy sie z mezem, ze chcielibysmy zobaczyc go w 7 zabawach np 😁 pewnie wskoczylby komus na plecy.

Inaczej sprawa ma sie pod siodlem, moj ogr jakis nawiedzony jest, bo jak widzi mnie idaca z siodlem na padok, potrafi przybiec z drugiego konca i stac nieruchomo podczas siodlania bez jakiegokolwiek uwiazu. I pod siodlem bardzo chetnie wykonuje wszelkie proste cwiczenia, zagalopwania, wszystko. Chce, sam z siebie, bez zadnych smakolykow, tylko poklepanie i nagrodzenie glosem. Ale czasem jak dostanie glupawki to nie pomaga ani dobre slowo, nic, wylacznie bat.
No ale czubek, ale musi zrozumiec ze lonza to tez dla koni jest 🤔wirek:

Kon jest niesamowity, kochany misiek, nawiazala sie niesamowita wiez, ale obca osoba nie ma szans do niego dojsc. Uznaje tylko mnie i A.  
I chyba nikt mnie nie przekona, ze wylacznie nagradzaniem mozna z koniem pracowac.

I nie mowie tylko o moim dominancie, kazdy kon musi znac granice, i musi wiedziec ze kara bedzie, ale wylacznie za jego autentyczne bledy, a nie dlatego ze jezdziec ma akurat zly dzien 🤔
Koniczka   Latam, gadam, pełny serwis! :D
29 stycznia 2009 18:47
Elbus ale ja nie twierdzę, że ja jestem aniołem i zawsze mi się udaje utrzymać nerwy na wodzy, bo nie jestem. Piszę tylko jakimi zasadami staram się kierować w pracy z koniem. I zapewniam Cię, że jakby mnie jakiś osobnik ugryzł to wręcz odruchem bezwarunkowym u mnie byłby "strzał". Tylko tak naprawdę co nam daje strzał? Gryzienie czy kopanie jest przeważnie oznaką albo strachu albo braku szacunku. Strzał w dziób tego problemu nie rozwiąże. I system "bez kar" nie oznacza "tiru riru robaczku". Używam bata i to sporo, ale używam go jako POMOC a nie sposób na ukaranie konia. I koń POWINIEN nie bać się bata - w momencie kiedy się go boi oznacza to, że coś jest nie tak w naszym sposobie używania go i trzeba popracować nad tym, żeby go zaakceptował. Stanowczość, konsekwencja, wzmocnienie pomocy w razie braku rekacji - to jak najbardziej jest dla mnie ok. Ale strzelenie batem bo koń czegoś nie chce zrobić już zdecydowanie nie. I dużo tu zależy od tego jak ktoś sobie zdefiniuje karę. Jeśli chodzi o mnie to bardzo pasuje mi podejście PNH do karania koni - czyli nie karamy, zamiast tego stosujemy niewygodę. Niby może się wydawać, że to to samo, ale różnica jest zasadnicza, bo odejmujemy emocje i używamy głowy. Bo niewygoda jest to w gruncie rzeczy wzmocnienie bodźców tak, żeby koń zareagował w okeślony sposób.
Zdaje się nie lubił konia w stanowisku obok, pogroził mu zębami...po czym momentalnie odwrócił głowę i mnie najnormalniej w świecie użarł. Ot, złapał zębami za przedramię...i trzymał tak przez ok.15s patrząc na mnie bezczelnie, pytając "no i co mi teraz zrobisz?". Byłam całkowicie zaskoczona. Jak tylko puścił trzasnęłam go otwartą dłonią w szyję (...)
Właściwie, to dostał dokładnie za to, że puścił.

On już przez to szczerzenie się na konia obok pokazywał, że sobie Twojego zachowania nie życzy. Tylko zignorowałaś (nie zareagowałaś?) na jego wcześniejsze sygnały i dlatego użarł...
Gdyby znaleźć przyczynę takiego zachowania, to można by się dowiedzieć dlaczego w ten sposób traktował ludzi. Może złe skojarzenie z jazdami? Albo z samym czyszczeniem...
A instruktorki mógł "nie ruszać" z kilku powodów. Mógł np. mieć do niej szacunek, ale również mógł się jej po prostu bać...

Niby uderzenie konia ma prowadzić do rozwiązania takiego problemu - ale co daje w rzeczywistości? Po prostu koń zacznie się nas bać... I dalej będzie gryzł - tylko dla odmiany, np. kiedy jesteśmy tyłem - bo go wtedy nie uderzymy...
.
my_karen   Connemara SeaHorse
29 stycznia 2009 19:17
Elbus za takie zachowanie powinien zdecydowanie dostac 'strzala'. Z tym, ze od razu, a nie jak pusci, dokladnie jak pisze EKornik. Wzburzony czyms byl, szukal sobie jakiegos powodu zeby zaczepic, pewnie gdybys upomniala go ostrzejszym glosem skonczylo by sie na wyzyciu sie na koniu obok.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 19:25
Figura - dzięki za odpowiedź

Zsiadałam, próbowalam - z ziemi było to samo. Innej trasy nie ma - kobyła zna wszystkie ścieżki i za każdym razem jest to samo.

Najciekawsze jest, że kiedyś się tak nie zachowywała. W zasadzie nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy to się zaczeło, ale było to jakoś zimą, kiedy chodziła rzadziej i miała więcej powera.  Pewnie raz zobaczyła, że może i teraz nie mogę jej tego oduczyć. Najgorsze jest, że z tym świrowaniem to ona nie żartuje, ze dwa tygodnie temu walnęła taką świecę, że lądowała na boku, razem ze mną. I naprawdę nie wiem, co z tym fantem zrobić, nie chcę się z nią znowu przewrócić...

W żłobie nigdy nie ma nic. Nawet jeżeli wracamy już dawno po porze karmienia, to daję jej dopiero po minimum 30 min.

Tak, z tym galopem to nie jest głupi pomysł, na wiele koni pomogło. Ale jest pewien problem - droga, którą wracamy jest wybetonowana, a dwa - kobyłę zmęczyć jest naprawdę ciężko, choćby nie wiem ile w tyłek  dostała, to i tak znajdzie zapasy, żeby w drodze powrotnej włączyć nitro.

Aha, zapomniałam dodać - pierwszy stęp po wyjeździe ze stajni wygląda tak samo, zasuwa jak cholera, ale nie chce zawracać w stronę stajni ani nic, więc przewrażliwiony instynkt stadny odpada, to nie to.

I kolejna sprawa - ostatnio mam nawet problemy z jakimkolwiek zatrzymaniem jej, nawet w trakcie pracy, jako zwykłe ćwiczenie. Zaczyna tańczyć, wiercić się.

Z ziemi nie ma tego problemu.

.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 19:44
Żarcia dostaje adekwatnie do wykonywanej pracy, problem z torpedowaniem jest tylko w stępie w drodze ze stajni na plac/w teren i w drodze  do stajni z placu/z terenu. Plus startowanie przy wsiadaniu. Plus niemożność zatrzymania jej - od razu próbuje iść w górę.
W żadnym innym chodzie nie ma problemu z dodaniami i skróceniami, reaguje doskonale. Próbowałam do stajni kawałek pokłusować - i bez problemu mogłam ją w kłusie kontrolować. Przeszłam do stępa i znowu zaczęła świrować.
Teraz i tak cały czas po polach jeżdżę, bo plac zamarzł, ale dla niej to bez różnicy. Droga stajnia-miejsce pracy bądź  miejsce pracy-stajnia musi być wg niej pokonane w stępie meeega wyciągniętym.

Dostawała w dupę, wierz mi... Po rajdzie szła z nosem przy ziemi, mokra, zmęczona, nie szło jej upchać. Wjechaliśmy na betonówkę prowadzącą do stajni - tańcowanie, dębowanie, caplowanie.

Jestem bezradna no... kurczę, nie wiem...
"Elbus  za takie zachowanie powinien zdecydowanie dostac 'strzala'. Z tym, ze od razu, a nie jak pusci, dokladnie jak pisze EKornik."

Gorzej jak będzie chciał się uchylić, a skóry nie puści. Oj, pewnie by bolało.
I gorzej dla następnych, których ugryzie, przypomni sobie, że może mu się dostać i odsunie głowę. Tylko też razem ze skórą.
[quote author=my_karen link=topic=1926.msg160474#msg160474 date=1233256637]
Elbus za takie zachowanie powinien zdecydowanie dostac 'strzala'. Z tym, ze od razu, a nie jak pusci, dokladnie jak pisze EKornik.[/quote]
Tak dla wyjaśnienia... Napisałam "dostał dokładnie za to, że puścił".
Nie twierdzę, że powinien dostać, kiedy trzymał...  Właściwie to wcale nie pownien dostać - powinno się po prostu do takiej sytuacji nie dopuścić.
darolga   L'amore è cieco
29 stycznia 2009 20:04
EKornik - myślę, że 13-letnia dziewczynka nie potrafiłaby do takiej sytuacji nie dopuścić. Ale owszem, zgadzam się, trzeba zapobiegać. Tyle, że nie zawsze koń wysyła ostrzeżenie...
.
nie powinno się dopuścić... dla mnie to takie sranie w banię. Bo jestem alfą i omegą i jestem w stanie przewidzieć wszelkie pomysły szkółkowego konia  🙄

dla jasności Złoty nie jest karany z siodła- jeśli ma głupie pomysły, to robię mu "na złość". Chce ponieść galopem- wyginamy się w stępie, chce stanąć dęba- może kłus wyciągnięty pomoże, nie chce przejść w dół- cofamy się.
Ale jak stoję koło niego i próbuje mnie zdominować, to nie waham się użyć mocniejszych argumentów. Bez agresji oczywiście
Ekornik, wybacz 🙂. Powinnam zacytować. Chodziło mi tylko o to, co napisała my_karen, do tego dodałam moje wątpliwości.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się