Jak karać konia?
oczywiście gdy masz do czynienia z wędzidłem pojedynczo łamanym.. na podwójnie łamanym, na prostym cz 4-krotnie łamanym nie jest się w stanie zrobić efektu "dziadka do orzechów". Ale chętnie bym zobaczyła jakiś artykuł na temat szkodliwości wędzida (bez złośliwości) bo trudno mi sobie wyobrazić że utrudnia oddychanie.
Poszukam i podlinkuje.
Chodzi o to, że przy naciskaniu wędzidłęm na język powoduje się, ża koń cofa język do gardła i sie nim zaczyna dławić. Oczywiście to zalezy od wędzidła i od ręki - tu będa sprzyjać wędzidła niełamane i mocny, stały nacisk ręki.
[quote author=Ktoś link=topic=1926.msg382982#msg382982 date=1258541047]
a ja wiem na 100% że nie chciałabym być koniem guli,a co dopiero dzieckiem. 🤔
[/quote]
Możesz wyjaśnić te 100 % ?
Znasz może moje dzieci i konie ?
Myślałam, że mój bardzo dobry z nimi kontakt świadczy na moją korzyść, ale może mylę się 🙂
każde dziecko kiedyś spróbuje buntu..to naturalne i należy do normalnego ! rozwoju dziecka...ono się uczy i poznaje świat...i musi pojawić się bunt,zeby mógł spotkać się z oporem...dziecko potrzebuje "sciany" o która musi się oprzeć i wiedzieć,że dalej mu pójść nie wolno.
analogicznie - tak samo jest z końmi,jezeli nie będzie granicy,ani dziecko ani koń nie będa się w takiej sytuacji czuły się bezpiecznie...jak nie czuje się bezpiecznie,to nie ma zaufania...a bez zaufania nie ma współpracy.
Po pierwsze pisałam o ramach tworzących normy czyli granice - one są niezmienne.
Tzn, nie trzeba odwoływać się do 10 przykazań, żeby dziecko wiedziało ,że nie kradnie się, nie zabija , nie bije nikogo , nie kłamie.
Tak jak koń wie, że nie należy pchać się na mnie, atakować czy uciekać przede mną .
Dziecko w miarę rozwoju wcale nie musi się buntować- ono po prostu rozwija się i rodzice to wiedzą więc akceptują.
Nadal nie widzę potrzeby stosowania kar- im dziecko starsze tym więcej rozumie .
A bezpiecznie dzeici czują się, jeśli są akceptowane i mają pewność , że zawsze znajdą zrozumienie , choć nie zawsze pochwały 😉
guli - ale ja we wszystkich swoich postach w tym i w temacie o kontrowersjach odpowiadam Ci,dlaczego nie chciałabym być ani Twoim dzieckiem,ani koniem.
mam inne metody treningu konia,które uważam za skuteczne i nie krzywdzące konia.
a moje dziecko - cóż,to nie temat na ten wątek...
nie,nie znam Twoich dzieci,ale oceniłam to,co mogłam przeczytać...mi nie odpowiadają takie metody wychowawcze. i cieszę się,że masz dobry kontakt z własnymi dziecmi,gratuluje.
Poszukam i podlinkuje.
Chodzi o to, że przy naciskaniu wędzidłęm na język powoduje się, ża koń cofa język do gardła i sie nim zaczyna dławić. Oczywiście to zalezy od wędzidła i od ręki - tu będa sprzyjać wędzidła niełamane i mocny, stały nacisk ręki.
chętnie poczytam jak już będą te linki,bo 🤔...to taka sama bzdura jak to,że hakiem można konikowi nos złamać....
jeżeli koń cofa jezyk to po prostu w pewnym momencie przekłada go nad wędzidło....
[quote author=Ktoś link=topic=1926.msg386820#msg386820 date=1258977554]
guli - ale ja we wszystkich swoich postach w tym i w temacie o kontrowersjach odpowiadam Ci,dlaczego nie chciałabym być ani Twoim dzieckiem,ani koniem.
mam inne metody treningu konia,które uważam za skuteczne i nie krzywdzące konia.
[/quote]
Właśnie, że nigdzie nie wyczytałam , dlaczego nie chciałabyś być moim koniem.
Bo takie zdanie sugeruje, że moim koniom jest bardzo źle. 😕
Czy moje metody, wynikające z innego podejścia są nieskuteczne i krzywdzące konie ?
Poproszę o wyjaśnienie 🙂
nie wiedziałam gdzie napisać, więc postanowiłam tutaj:
przed chwilą zdarzyła mi się bardzo niemiła sytuacja z moim koniem. koń był na padoku, ale zaczęło lać więc chciałam ją wstawić do stajni. wzięłam na uwiąz, prowadzę pod drzwi a koń nie chce wejść. łeb do góry i za chiny nie pójdzie. próbowałam kilka razy ale ona zaczęła stawać dęby. no to myślała, puszczę ją z powrotem na padok, ale w drugą stronie też się nie ruszy, tylko w bok. no to próbowałam kilka razy ale nic. zrezygnowana przywiązałam ją z drugiej strony ogrodzenia i stoi . próbowałam znowu kilka razy ale ona po prostu nie pójdzie i koniec. zaraz potem zerwała uwiąz i uciekła na wieś. wyszalała się i w sumie potem dała się grzecznie złapać. naprawdę nie wiem co robić w takiej sytuacji, jak ją powinnam ukarać? wiem, że teraz to jest "po ptokach" ale jak powinnam zareagować w takiej sytuacji?
dodam, że parę razy zdarzyło się, że nie chciała wejść do stajni, ale zawsze potem gdy zachowałam stanowczość wchodziła a dzisiaj... nic... ehh.
Masz jakis pomysł czemu nie chciała wejść do stajni? Macie jasną czy ciemną stajnię? Moze jakies problemy ze wzrokiem ma? I jak sie zachowuje w stajni, tka itp czy jest normalna?
Rzeczywiscie dziwne zachowanie, z jednej strony jak ją uderzysz to moze sie jeszcze bardzej wystraszyć( o ile sie tej stajni boi) i tym bardziej nie chcieć wchodzić, z drugiej jak tak ucieknie to jest niebezpieczeństem dla ludzi, aut i dla samej siebie. Mogo być tak, że keidyś ją coś tam przestraszyło i sie nauczyła takiego zachowania i teraz to wykorzystuje panikując. Przydałaby się wtedy druga osoba idąca z tyłu(albo nawet ze 2 osoby), która by ją podgoniła jakąś liną czy lonżą, ale nie biła, bo wtedy ona sie tylko utwierdzi w swoim strachu. Trzeba by ja przekonać, ze stajnia nie gryzie w sposób łagodny, ale stanowczy - czyli nie dać jej znowu nie wejść, choćbyś miała ja tam wprowadzać 2h.
A na długo ją puszczasz? Moze ona woli stac na dworze i ulewa jej nie przeszkadza. Zostaw ją następnym razem w deszczu, może potem jak zmoknie chętniej pójdzie do stajni, szczególnie jak będzie miała w stajni dużo ściółki w której będzie sie mogła wytarzać - mokre konie zazwyczaj uwielbiają to robić 🙂 Daj jej tez coś do złobu zawsze jak wraca, żeby miała przekonanie, ze tam jest fajnie.
ale może przyczyna jest inna, tylko piszę jakie moga być możliwości, ja sie spotkałam z czyms takim u konia tracacego wzrok i u konia który raz sie przestraszył szmaty leżącej w drzwiach stajni za co dostał batem i potem sie już tych drzwi bał długo czas.
Mam pytanie.
Czy koń był na wybiegu z innymi, czy sam?
A w stajni był jakiś koń, czy żadnego?
I jeszcze sprawa ciągnięcią za uwiąz.
Nacisk nachrapnika kantara przeważnie powoduje ucieczkę głową do góry.
Im mocniej ciągniesz tym większy dyskomfort konia , coraz wyżej ucieka , aż do stawania dęba.
To zupełnie naturalna, instynktowna reakcja konia , który nie przeszedł szkolenia opuszczania głowy.
branka - może faktycznie nie chciała wejść do stajni, bo wolała zostać na padoku. stajnia jest jasna, problemów z wzrokiem klaczka nie ma na pewno. co do zachowania w stajni nie tka, w stajni robi się z niej straszy misiek . 🙂
problemem dla mnie było też to, że w domu byłam sama z babcią, a jej nie chciałam angażować w zamykanie konia, bo się o nią (babcię) boję.
co do bicia, nawet jakbym w takiej sytuacji chciała wziąć bat, byłoby to niemożliwe, ponieważ klaczka panicznie boi się bata (była w poprzedniej stajni bita) . odczulałam ją już na bat, jednak w stresowych sytuacjach znowu się go boi.
puszczam ją od około godziny 9 stoi do czasu, aż jest już ciemnawo. no następnym razem po prostu nie będę jej zamykać w czasie deszczu, niech stoi.
guli na wybiegu koń był sam, w stajni też miała być sama. niestety od jakiegoś czasu klaczka stoi sama i postoi jeszcze trochę, ponieważ jestem w trakcie "załatwiania" konia do towarzystwa.
O tym używaniu bata wypadałoby porządnie podyskutować.
Tak bez emocji i skrajności.
Koń się nie może bata bać ale ma go respektować. Jeśli się bata chce używać.
Na czym polega odczulanie od bata?
chodziło mi o to, że jak do mnie przyszła to się panicznie bała bata np. na lonży jak go podniosłam to zapierniczała bez sensu galopem w kółku. teraz już jest dużo lepiej, mogę go normalnie używać np. podczas tego lonżowania. ale jak się zestresuje to znowu źle na niego reaguje.
Mój koń jest przyzwyczajony do dotykania batem po całym ciele+ do wymachiwania nim we wszystkich możliwych kierunkach (mówię o bacie do lonżowania/ carrot sticku ze stringiem). Jednocześnie doskonale rozumie, że podczas ruchu po kole lekkie uniesienie bata oznacza przyspieszenie/przejście do wyższego chodu. Także nie gubi się w tym wszystkim, nie panikuje. O to dla mnie chodzi w respektowaniu bata. Z siodła podobnie. Sytuacja, gdy trzeba podawać jeźdźcowi bata ukrytego za plecami, by koń go nie widział jest dość...Specyficzna. Bat ma być jedną z pomocy- czy to z ziemi, czy z siodła- byle był używany z głową.
edit: zmieniam, bo na początku zbytnio pogmatwałam 😉
Trzeba by ja przekonać, ze stajnia nie gryzie w sposób łagodny, ale stanowczy - czyli nie dać jej znowu nie wejść, choćbyś miała ja tam wprowadzać 2h.
A na długo ją puszczasz? Moze ona woli stac na dworze i ulewa jej nie przeszkadza. Zostaw ją następnym razem
Zgadzam się z pierwszą częścią cytatu. Ja w tym przypadku stanowczo wymagałabym od konia wejścia do stajni.
Druga część cytatu jest zaprzeczeniem pierwszej. Koń nie może robić tego, co akurat "woli". To nie do niego należy decyzja, czy wejdzie do stajni, czy nie. W opisanej sytuacji nikt nie wymagał od konia czegoś, co przekraczałoby jego możliwości. A jednak koń postawił na swoim. Możliwe, że następnym razem lub w innych sytuacjach też będzie próbował wymusić na człowieku określone zachowanie, bo skoro raz się udało...
zgadzam się z Olivią bo mój kucor znalazł mój słaby punkt... chodzi o lonżowanie.
do tej pory lonżowałam go wyłącznie na lonżowniku i było wszystko ok, zmiany kierunków itp. chodził pięknie.. problem się zaczął jak lonżownika zabrakło .. przy prośbie przejścia do galopu kucyk staje dęba i leci targając mną po całej ujeżdżalni .. niestety pozwoliłam mu na to ( nie miałam siły utrzymać ) , próba zmęczenia a potem zagalopowania - nie pomogła, a nawet zwiększyły bunt i upartość.
wczoraj sytuacja się powtórzyła - wyrwał się, przy okazji przypalając mi dłoń od lonży... biegał ze sznurkiem wesoło po padoku .. 🤔
złapałam kuca, zaprowadziłam na lonzownik - bo akurat się zwolnił i próbowałam w zamknięciu, na początku spokojnie, od nowa - no ale kucyk był nieugięty ... i nerwy niestety puściły i dostał po dupie... nie mówię o użyciu nie wiadomo jakiej siły..bo takowej nie mam 😉 .. ale zachowanie kuca było dość niebezpieczne dla mnie.. jak i dla niego bo mógłby np. wpaść w ogrodzenie... a wiem, że robił to celowo - bo tak,bo taki miał kaprys..
macie jakieś inne pomysły jak temu zaradzić ?
Olivia - mi chodziło o to, ze albo niech konia zostawi w deszczu(koniowi nic od deszczu nie będzie, a może jak padać przestanie i ktoś po niego pójdzie to będzie chętniej wracal do stajni) i w ogóle po niego nie idzie, albo jak już go weźmie i będzie chciała by wszedl do stajn to wtedy niech będzie stanowcza. Po prostu albo - albo.
W ogle jeszcze ejdna rzecz: jak bierzesz konia do stajni, to sa tam jakies konie? Czy całe stado zostaje na dworze? (edit: aha rxeczywiście napisałaś, jestem jakas nieprzytomna, ze tego nie zauważyłam:P)
Olivia - mi chodziło o to, ze albo niech konia zostawi w deszczu i w ogóle po niego nie idzie, albo jak już go weźmie i będzie chciała by wszedl do stajn to wtedy niech będzie stanowcza. Po prostu albo - albo.
To już wszystko jasne 🙂. Czasem lepiej nic nie robić (odczekać), jeżeli wiemy, że koń nie wykona polecenia, a nie możemy akurat liczyć na niczyją pomoc. Najgorzej, kiedy koń zauważy, że to on może rządzić.
branka pisałam już wyżej, że klaczka aktualnie niestety stoi sama ;/, ale za niedługo będzie miała znowu towarzystwo .
Na czym polega odczulanie od bata?
Na przekazaniu koniowi informacji, że kluczowa jest mowa ciała człowieka, nie obecność bata. Że bat jest jak noga czy zęby innego konia. Zęby mogą ugryźć lub poczochrać grzywę. Bat może odgonić muchy, pogłaskać, dotknąć lub poruszyć się "informująco", uderzyć itd.
przeztysiacmorz, jeśli koń często się waha przy wchodzeniu do stajni, to się temu miejscu uważnie przyjrzyj. Niekoniecznie znajdziesz przyczynę niechęci konia, ale - a nuż? Na pewno nie karz konia w tym miejscu, bo będziesz pogłębiała skojarzenie, że "przy wejściu / przy wchodzeniu do stajni dzieje się źle".
Moim zdaniem:
- poćwicz w miejscu neutralnym prowadzenie: ruszanie na sygnał, zatrzymywanie, cofanie; upewnij się, że koń nie zachodzi ci drogi; upewnij się, że możecie iść na luźnym uwiązie (a nie trzymanym przy pysku)
- upewnij się, że możesz wygłaskać całą głowę konia, miejsce między uszami, potylicę; jeśli koń miał wcześniej niefajne doświadczenia z ludźmi, to różnie może być
- poćwicz ustępowanie od nacisku na głowie (dłoni, kantara); opuszczanie głowy na nacisk na potylicy (jak w "grze w jeża" z PNH - opis potrzebny?)
- poćwicz przechodzenie przed stosunkowo wąskie przejścia, podobne do wejścia do do stajni, przechodzenie między płotem a człowiekiem, między drzewami itd.
Jeśli gdzieś napotkasz na trudności, to to będzie jakaś podpowiedź, czym się zajmować, w czym jest problem. Zachowaj spokój, cierpliwość, konsekwencję, uśmiech i równy oddech (żeby nie dokładać swoich emocji do obrazka), dociekliwość, empatię (żeby zrozumieć punkt widzenia konia) i kreatywność (żeby przekazać koniowi swój) 😉 A towarzystwo dla konia by się przydało, więc dobrze, że będzie niedługo. To też może wiele zmienić.
Ktoś - znalazłam te artyuły o wędzidle, ale mam je w pdfie chyba jak ktoś chce to musze wysłac na maila. Chyba, że to jest gdzieś jeszcze na necie, poszukam.
Edit: to co mam w pdfie to nie jest konkretnie to co chciałam tu zacytowac, więc tamto wkleje potem w wątku o kiełznach.
Natomiast te artykuły, których nie mam, ale które gdzieś w necie musza być bo je przeglądałam to:
Cook, W.R: A solution to respiratory and other problems caused by the bit. Pferdeheilkunde, 2000; 16, 333-351
i chyba to: Cook, W.R.: The ear, the nose, and the lie in the throat. In "Guardians of the Horse: Past, Present and Future." Ed: Rossdale, P.D., Greet, T.R.C., Harris, P.A.,Green, R.E., and Hall, S. British Equine Veterinary Association and Romney Publications, 1999, pp 175-182.
I krótki cyctat ze strony Cooke'a : Breathing difficulties (asphyxia and suffocation): Excessive poll flexion; retracts its tongue behind the bit, 'swallows its tongue' (elevation and dorsal displacement of the soft palate); thick-winded or an obvious 'roarer'; gurgling or choking-up; tongue over the bit; epiglottal entrapment; collapse and deformity of the windpipe ('scabbard' trachea); asphyxia-induced pulmonary edema ("bleeding" or exercise-induced pulmonary hemorrhage); coughing at exercise; small airway disease (bronchitis, bronchiolitis, or recurrent airway disease).
Kto chętny przetłumaczyć? 😀iabeł: Bo ja choc ogólny sens rozumiem, to wszytskich słów tu nie znam.
W ogóle przepraszam za ten off top 🙄
Ps Oczywiscie zdaję sobie sprawę, że ten cytat znajduje sie na stronie reklamującej określony sprzęt - więc można podejść z rezerwą do tego, co ja przynajmniej zawsze robię, jak widzę artykuły itp w ramach reklamy czegoś. ale z drugiej strony Cook różne badania przeprowadzał i jest w temacie mocno obeznany.
Pdf można dodać jako załącznik, o ile jest mały:
"Dozwolone typy plików: doc, gif, jpg, mpg, pdf, png, txt, zip, avi
Maksymalny dozwolony rozmiar załącznika: 512 KB, na wiadomość: 4"
Teodora dziękuję bardzo za rozjaśnienie sprawy . :kwiatek: jutro zacznę z nią ćwiczyć. poza tym muszę się nauczyć mocniej panować nad emocjami . 🙄
nie wiem czy to odpowiedni wątek ...
mamy w stajni ogierka który skończył nie dawno rok
wychowany bez matki, teraz opiekuje się nim wałach który pełni role mamy
ogierek strasznie gryzie .... podbiega, gryzie jak najmocniej potrafi i ucieka...
lunqa, nie znam układów, ale skoro są wyraźne kłopoty... nie da się znaleźć stada rówieśników, do którego można młodego dołączyć? a przejmować się gdy będzie miał 2,5-3 lata?
niestety- mamy dwa ogiery w wieku ok. 4 lat (nawet z nimi nie wychodzi na padok) i tego wałacha który ma 13lat i tylko i wyłącznie z nim wychodzi na dwór
lunqa, przecież nie u siebie to stado. Po prostu - czy nie warto zapłacić za odchów niz ma być koń już zawsze... kłopotliwy? Czasem można jakiś deal zrobić- że jakiegoś młodego się zajeździ - coś w tym stylu. Na "trudne dzieciństwo" wszystko będzie półśrodkiem, co nie da szans na normę na maksa. A normą dla roczniaka są szaleństwa z rówieśnikami.
Widzę że dawno tu nikt nie zaglądał,ale mam problem,mianowicie,karania,konsekwencji itp,zwierz młody,z tendencją do dominowania,początki były okropne,potrafiła na lonży nagle się zatrzymać i iść w moją stronę z zębami i kopytami na mnie,generalnie,totalny brak szacunku,teraz jest znaczna poprawa,wszelakie 'brzydkie zachowania' zostały wyeliminowane,ale są inne sytuacje,z jednej strony kobyła fajna,bo grzeczna,spokojna (aż za bardzo) niczego się nie boi,spora dolewka ślązaka,może temu taki ślimak,zawsze wszystko na spokojnie i bez stresu,ale z drugiej strony,też ogromna cwaniara czyli "jak robić,żeby się nie narobić,a zarobić"..I tu pojawia się problem,bo jest leniwa,aż ZA bardzo,ją trzeba dosłownie o coś prosić,dobrze wie co znaczą poniektóre pomoce,a tu heca,konik po kilku dniach wolnego,zamiast mieć większy zapał do pracy,jest obrażony na cały świat,BO TAK,BO JAKIM PRAWEM ONA MA PRACOWAĆ? I jestem zdania,że może mieć focha,że trzeba go przejeździć,że może bryknąć,być rozkojarzona zrobić coś źle,niepoprawnie,okej,nie ma problemu,przejeździ się a po za tym jest młoda,ale na tyle ogarnięta że wie co znaczą dane pomoce,a tu heca,konik odmawia galopu,zaczyna zapierdzielać czymś w stylu "kłuso-galopu" i nie odpowiada na pomoce,najpierw delikatna łydka proszę po dobroci,nie działa,nieco mocniej,dalej nie odpowiada,to przeważnie jest mega mocna łyda i bat na dupsko,tylko że bywają dni,jak naprawdę ma już mega focha,że nawet na to nie zareaguje albo odda z zadu i będziemy sobie tak fruwać,góra-dół i jedynym wyjściem jest to że albo ktoś musi stać na ujeżdżalni i wspomóc nas z ziemi batem,albo wziąć na lonże,bo na takie dni innego sposobu nie ma,no chyba że będziemy się męczyć parę godzin,co i tak skutku nie przyniesie i jest to bez sensu,no i co z takim delikwentem zrobić ? Karać ? Ale za co ? Za charakter ? Ale z drugiej strony,czy nie jest to brak szacunku,odmówienie wykonania podstawowego polecenia,które koń doskonale zna i rozumie,ale ma focha i nie zrobi tego bo NIE i już. A żeby było śmieszniej,nie tylko pode mną tak robi,bo w sobie też szukałam problemu,wsiadł ktoś inny i kobyła robi dokładnie to samo,a ja za każdym razem mam wyrzuty jak dostanie tego bata na dupsko i to takie że męczy mnie to z parę dni jak nie więcej i zadręczam się ciągle. Z ziemi jest nieco lepiej,ale gdy nie patrzę to potrafi też przejść sobie nagle do stępa,z galopem też różnie bywa generalnie,jak ma lepszy dzień to wystarczy jej 'hop' a jak gorszy to też bat na dupsko,a ja mam znowu wyrzuty... A żeby nie było że są to wywody rozżalonej pańci,to większośc osób mówi że 'rozpieszczona,że za bardzo się cackam,że to ślązak,potrzebuje silnej,stanowczej ręki,najlepiej męskiej, że mam jej nie odpuszczac bo się nauczy i że ma zadatki na 'kawał sku*** kobyły ' to jest po prostu istny kontrast,z jednej strony kochany spokojny misiek a z drugiej cwaniak którego ma się ochotę udusić,za tą złośliwość,lenistwo,brak pokory i wiele innych 🙄 Jeżeli napisałam w złym wątku,to z góry bardzo przepraszam :kwiatek:
Djarumm, dopisze tutaj, ale wstęp w innym wątku. To się da załatwić siłą, ale faktycznie "chłopa" trzeba i nie byle jakiego, bo przy tej wersji to trzeba konia zmusić do pracy siłą po trupach, wręcz krwawo i szybko, bo każde niepowodzenie utrudnia sprawę. I efekt będzie na zasadzie "przerażasz mnie bardziej niż cokolwiek innego'. I nie dla kobiecego serca taka "zabawa".
Ale się da. Widziałam 🙁. Niektórzy to na 2 lonżach robią, inni pod siodłem.
Ale widziałam też konia, u którego jedynym efektem było sikanie po nogach 🤔
Widziałam też takiego, co się rzucał na ziemię.
Na moje to trzeba trafnej mieszaniny troskliwej kreatywności i zimnej konsekwencji, z siłą owszem, też, czasami. Granice trzeba trafnie ustalić, co bezwzględnie i po trupach (dla mnie np. przygniatanie przez konia do ściany), co jakimś tam kombinowaniem i w miarę, a gdzie konieczna czułość, troskliwość i jak z niemowlakiem. I czujnie nagradzać wszelki postęp. Patrzeć czy jest coraz lepiej i dużo wybaczać (ale z góry wiedzieć co się wybaczy). Takie konie to dzieci specjalnej troski, tyle że wielkie i groźne. Przy jasno określonych i do pojęcia dla nich granicach czują się bezpieczniej, ufniej, zaczynają współpracować, nawet jeśli karcone. Długo to trwa, ale przychodzi dzień, gdy się nie pamięta, że coś było nie tak. Trochę to też kwestia dojrzałości układu nerwowego - czyli czasu, i tego, że koń mógł nie dojrzeć do zajeżdżania. Pomyłka częsta przy wielkich koniach.
wiem jedno na pewno że mam dla niej za miękkie serce 😵 wszyscy mi to powtarzają,ale tak jest jak się ma pierwszego konika 🤔
i masz racje,tylko to jest trudne,trzeba wyznaczyć granicę tak aby nie pomylić dziecięcej głupoty z bezczelnością i chamstwem,na pewno nie chcę robić tego z brutalnością,bo ona ma czuć respekt,nie strach,ale,dalej nie wiem co robić z tymi jej 'fochami' kilku dniową amnezją,z tym odmawianiem podstawowych poleceń i to przeważnie z lenistwa,focha ,'nie bo nie',postawionego minimalnego wymagania które się jej po prostu nie podoba...
Jak wymaganie faktycznie Minimalne - to forsing.
Ja to ogarniam tak - na ile zachowanie konia jest niebezpieczne tj. grozi utratą życia, kalectwem. Powiedzmy, jeśli zatrzymam konia, a on potem nie chce ruszyć, to co innego, niż jak się nagle zaryje i nie chce ruszyć. Bo w pierwszym przypadku mogę stać do wieczora, a w drugim - powiedzmy, spacer w terenie; przejazd przez jezdnię/tory. A koń się zaryje i nie ruszy. Tego mu robić NIE WOLNO! I buduję sobie taką skalę: groźne - niegroźne. Do tego dostosowuję swoją anielską cierpliwość 😀 versus natychmiastowa krwawa brutalność 🍴
Konkretna budowa skali - co jest co - zmienia się w trakcie szkolenia, wymagania wzrastają.
Inny przykład: początkowo mogę bawić się dłuuugo wprowadzaniem do przyczepy. Ale ostatecznie koń musi(!) się nauczyć wchodzić sprawnie. Bo co będzie, jeśli trzeba będzie na cito jechać do kliniki?
No i gdy coś negatywnego narasta, gdy tylko zacznie narastać a nie maleć - to trzeba piorunem to przerywać, nawet i mocnymi środkami, dopóki nie "ruszy", choćby ociupinę, we właściwym kierunku.
Inny przykład: mój koń gryzł. Nie żartował. Jednocześnie bał się o głowę panicznie (on w ogóle w stanie emocjonalnym był takim sobie, po wyścigach i 3/4 roku tułactwa). Byłam bardzo czujna i łagodna. Dość szybko zaczął tylko straszyć, potem coraz mniej... A gdy już myślałam że problemu nie ma, wyprowadzam ze stajni, a ten - ciach mnie w przedramię (i zęby zacisnął). To dostał wp* Z punktu. Jeszcze tylko parę razy, co jakiś czas mu się przypominało, żeby pokłapać, zawsze (już delikatnie) karcony, i w końcu spokój na dobre. Trzeba mieć swój rozum, dobierać wymagania do stanu/możliwości konia i do Bezpieczeństwa. Obojga.
Spotkałam podobnego konia, również ślązaka.
Rety, co to była za katorga 😫
i przyznam bez bicia, że koń ten był naprawdę bity. Ale nie pomagało nic! Walenie z bata pod siodłem i przez lonzującego.
Przechodził 3m i znów stop, w porywach szedł stępem. Ani lonżowanie, ani plac, no mowy nie było!
Po godzinie pracy jeździec schodził mokry, koń suchutki, bo przecież zrobił max 5 okrążeń na lonżowniku.
Doszło do tego, że koń zaczął się bać ręki i bata. Machnięcie batem po padoku i ucieka (oczywiście 10-20m),
zaczął być problemowy do łapania (uciekł, choć głównie stępem, hehe)
Potem zmieniliśmy system szkolenia zupełnie.
Drugi koń i teren. I chodził miesiąc czasu niemal codziennie w terenie (bez bata!).
Pierwsze kilka terenów zaczynaliśmy pieszo - 3 osoby i 2 konie, bo nie chciał odejść od stajni,
i wsiadaliśmy dopiero po jakimś czasie spaceru, potem już rozumiał, że nie ma wyjścia i człapał.
W obce i straszne miejsca, gdzie wyjściem było tylko pilnować się drugiego konia (wychowane razem)
Po miesiącu nabrał nawet chęci na wyprzedzanie, zrobił się fajny rozluźniony i bardzo chętny do ruchu,
a praca w terenie niesamowicie przełozyła się na ujeżdżalnię.