Witam wszystkich,
Jeżeli już był poruszany ten wątek to proszę o zamknięcie, aczkolwiek ja szukałam i nic podobnego nie znalazłam 🙂
Od razu mówię, że będę wdzięczna za każdą radę.
Parę miesięcy temu kupiłam 7 letniego araba. Koń jest nieujeżdżony, mało tego - przez te 7 lat raczej nikt o niego nie dbał. Nie wiedział w zasadzie co to jest obecność (nie mówiąc już o dotyku) człowieka. Ominę raczej opisywanie problemów z kopytami, lekkim niedożywieniem (koń przez dwa lata był na samym sianie) i płochliwością. Największy problem to uszy konia. Na początku nie dawał ich sobie nawet zbytnio dotykać - od razu mówię, że był weterynarz i uszy są zdrowe. Teraz można je spokojnie wymasować już, ale....jak przychodzi moment zakładania kantara to katastrofa. Z racji, iż na początku koń był okropnie wystraszony, nie chcąc dodawać mu kolejnych stresów zakładałam kantar nie przeciągając go przez uszy - tylko rozpinając i zapinając. Ale przecież nie można tak wiecznie.....parę razy udało nam sie założyć i ściągnąć przez uszy - ale Gwarek zachowuje sie tak, jakbym co najmniej z nożem na niego szła 😉) Czy macie jakieś porady? Z góry dziękuje za odpowiedzi.
Ja miałam podobny problem, jednak z trochę innej przyczyny. Jak masz ochotę, to skrobnij PW lub odezwij się na gg, chętnie porozmawiam później 😉.
Właśnie taki kantar mam i takiego używam - i wtedy jest w porządku (chociaż na początku i z tym był problem). Tylko pytanie jest takie - a co z ogłowiem? Też będę musiała rozpinać....🙁
czas, czas , czas. liczony w miesiącach.
i stopniowanie oczekiwań. zanim dotrzesz do uszu, odczul resztę łba, szyję.
mi się udało z folblutem trzylatkiem, który kilka miesięcy stal w oborze w obroży prawie przyrośniętej do karku.
ale zanim problem znikł, minęło więcej niz pół roku.
U mnie i do dziś czasem zdarzają się gorsze dni, kiedy koń po prostu mówi "nie, nie zdejmiemy go przez uszy" i jest jeden wielki strach, widoczny w oczach. Wtedy daję spokój, rozpinam kantar z boku i ściągam, nie przekładając przez uszy.
I u mnie dojście do momentu, że koń bez większych oporów daje kantar zdjąć, trwało w sumie kilka lat. Po ponad 4 latach zdarza się machanie łbem, prychanie i robienie wielkich oczu, kiedy zanosi się na zdjęcie kantara. I w tym miejscu mogę powiedzieć tylko tyle, że krzywda raz wyrządzona zostawia ogromny ślad, który nie zawsze można do końca wyleczyć... No i głupota ludzka nie zna granic. Jednak u mnie przypadek był inny, bo wina w tym była tylko i wyłącznie człowieka.
Kwestia czasu, tak jak zostało napisane wyżej - kilku miesięcy. Tez tak miałam, kon nie dał dotknąc okolic uszu, w kantarze ciągle łaził, a ogłowia nie dało rady założyć. Powoli, jak zdobywał zaufanie człowieka było coraz lepiej. Po 3 miesiącach blizszego kontaktu ze mną mogłam mu wszystko załozyć.
Pracuj nad zaufaniem i dotykiem.
Powodzenia
Najlepiej parę razy dziennie (jeżeli jest taka możliwość ) zakładać i ściągać kantar .Jeżeli koń da sobie założyć bez problemu to dać w nagrodę jakiś smakołyk i poklepać .
Ja mam klacz jakieś 2 miesiące ,od tamtej pory klacz nauczyła się zakładania derki i dawania przednich nóg i już daje się dotykać 😅
2 miesiące do tyłu trzeba było stać przyniej pół godziny ,żeby w ogóle podejść do niej .Na placu podchodzę do niej ,pogłaszcze ją i odchodzę .Tak samo robie w boxie ,staram się żeby klacz nie kojażyła mojego przyjścia tylko z jakąś czynnością (zakładania derki ,czyszczenia itd) Jak na razie mamy duże postępy na wiosnę zaczynamy prace na lonży (klacz 10 lat 🤔 ) a potem zobaczymy, może zostanie robiona pod siodło .
Przedewszystkim dużo czasu i cierpliwości.
Jeśli ja miała bym taki problem z koniem to próbowała bym najpierw wsuwać kantar na pysk bez zakładania go na potylice . Domyślam się że koń będzie uciekał z pyskiem jeśli tak zrobi to spróbuj ponownie ,aż do momentu kiedy wsuniesz mu kantar na pysk trzymając go tak przez chwile po czym zdejmij i pochwal konia a nawet daj jakiś smakołyk. Zrób tak przez parę dni.Jak już będzie spokojny przy tej czynności to próbuj przełożyć kantar przez uszy na potylice.
Uszy głaskać nadal - i dążyć do rozluźnienia się konia. To, że daje ich dotknąć, to już duży plus, teraz można powolutku iść dalej.
Zakładanie kantara podzielić na etapy - najpierw w swojej głowie. Przy okazji zakładania kantara innemu koniowi można sobie prześledzić co d o k ł a d n i e robimy, jakie ruchy wykonujemy, jak stoimy względem konia. A potem każdy kolejny kawałek tego całego puzzla przedstawić koniowi "problemowemu". Niekoniecznie na raz, niekoniecznie po kolei. Ruch rąk w górę. Przekładanie ręki nad potylicą. Przesuwanie się kantara po uszach (można użyć samego uwiązu). Itd. Odczulać na każde z tych zdarzeń (koncepcja "odczulania" jest Ci znana?).
Bardzo przydatne jest też nauczenie konia ustępowania od nacisku na potylicę. Ale do tego warunkiem wstępnym jest to, żeby koń akceptował dotyk na potylicy.
Ogólnie: rytmiczność zachowań (nic zrywami i nagle), nie "skradanie się" przy koniu (wszystko ma być na spokojnie ale robione otwarcie, czają to się drapieżcy), spokojny oddech, uśmiech na ludzkiej paszczy, nie traktowanie zachowania konia osobiście. I ta cierpliwość anielska... Rzeczywiście lepiej nastawić się, że coś będzie trwało dłuuuuugo i ucieszyć, jak potrwa ciut krócej, niż nastawić się na szybkie postępy a potem wpaść w rozdrażnienie, jak tak sielankowo nie będzie.
Ja bym póki co używała tego kantara z rozpinanym paskiem na potylicę i spokojnie przygotowywała zakładanie "przez uszy". Żeby przejść do niego dopiero, jak koń będzie gotowy i nie wdać się w nieprzyjemne sytuacje, nie dołożyć złych skojarzeń. A ogłowie można zakłądać rozpinając pasek policzkowy - też trzeba założyć toto na uszy, ale nie trzeba po nich przeciągać. I jeszcze jedno - często konie wolą, jak im się uszy przełoży składając je po jednym "do przodu" zamiast przeciągać paskiem potylicznym po spłaszczonych do tyłu.
Martolina - dasz radę, ja od miesiąca mam arabkę, która do 3 roku życia była chowana na dziko bez kantara, a w wieku 3 lat kupił ją poprzedni właściciel i załozył jej kantar, który nosiła nieustannie kolejne 2 lata 🤔 Przyszła do mnie i pierwsze co zrobiłam to delikatnie zdjęłam kantar /co nie bylo łatwe, bo był za mały i cały zardzewiały/. i kilka razy dziennie przez pierwsze dni obficie ją nagradzając nakładałam kantar oczywiście z rozpiętym paskiem potylicznym. Łatwo nie było, ale spokój, nagrody i moja wola walki zdziałały cuda i po ok. tyg. zaczęłam zakładac ogłowie, ale wypinałam wędzidło, nakładałam delikatnie przez uszy /karmiąc jej ulubionym suchym chlebkiem/ potem dopinałam wędzidło itd. poświęciłam wiele godzin, ale warto było. Twój konik jest starszy więc może wymaga wiecej czasu, nie daj się 😉
Kopyt nie pozwalała dotykac, teraz czyszczę bez wiązania /bo się lubiła odsadzac, co też wyeliminowałam/ no i kowalom po godzinnym staraniu tez dała się rozczyścic 😍
Polecam bawienie się uszami po/przy ściągnięciu/ściąganiu kantara/ogłowia a nie przy zakładaniu.
Próbuj najpierw zakładać uwiąz na szyję,niektóre konie uspokajają się wtedy i odchodzi problem z zadzieraniem głowy,uciekaniem w bok itp.
Ja miałam takiego delikwenta, który kantar dawał sobie zakładać/ściągać bez problemu, zwłaszcza kiedy wiedział, że zakładam żeby iść na pastwisko 😉 Dotykanie uszu było dla niego niemiłe, ale potrafił to ścierpieć, chociaż całe jego jestestwo mówiło wtedy, że to okropna mordęga. Starałam się zawsze te uszy trochę wtedy pogłaskać, pomiziać i nie robił wtedy problemu (tzn. dawał jak zakładałam kantar, żeby iść na padok lub zdejmowałam go po przyjściu) - szczerze to nawet w okresie, kiedy robiłam to 2x dziennie (przy zakładaniu i zdejmowaniu kantara), nie widziałam żadnej poprawy... Jak tylko zorientował się, że idę z kantarem tylko po to, by poćwiczyć, albo z ogłowiem - było NIE i koniec. On się nie bał, on po prostu nie chciał, żebym mu to założyła/dotknęła uszu. Były i sesje z odczulaniem coraz dalej dotkającą ręką, a w drugiej automatycznie smakołyk. Kiedy skojarzył, że ten smakołyk jest za to, że da się dotknąć coraz dalej - po pewnej granicy przestawał być smakołykiem zainteresowany (zaciskał wargi, mogłam nawet jabłkiem smarować mu usta 😉 - nie chciał i koniec). Ogłowie można było założyć albo z marszu, kiedy dobrze się nie zorientował, co masz w ręku (trzeba to było zrobić w ciągu dokładnie 2 sekund), jak się jakiś pasek źle ułożył za uszami to już nie było możliwości poprawki... Albo zakładanie po paseczku i spinanie na nim - średnio około godziny. Być może ktoś kto go teraz jeździ (wyjechał już z naszej stajni) ma na niego sposób, może osoba doświadczona plus codzienne treningi dają swoje, pewna jestem natomiast, że w jego przypadku to człowiek musi nauczyć się, jak szybko i bezproblemowo założyć Księciowi X jego ogłowie, żeby się konik nie biesił, bo na to żeby on znormalniał i dał się okiełznać jak koń - widzę marne szanse...