Hierarchia w stadzie, jak uniknąć konfliktu?

gracja03   "Kto dosiadł konia ten dosiadł wiatr"
25 listopada 2008 23:10
Mam problem, proszę o pomoc
W sobotę przewiozłam moją dziewczynkę do nowej stajni, wszystko super, kameralny klimacik 2 klacze młp. , mały ogierek i moja dziewczyna.
Wszystko zapowiadało się super, plany na krytą ujeżdżalnię już w realizacji, ciepła stajnia , systematyczne karmienie koni, nowe tereny i tak dalej. Ale jest problem z jedną bardzo sympatyczną klaczką 13 letnią. W przypadku jakichkolwiek zbliżeń z moją dziewuchą wychodzi z niej diabeł. Kobyła atakuje ją czym się da, strzela zadem, startuje z zębami przestawia na padoku z konta w kont. Niestety jeden atak był skuteczny i obdarła jej zębami trochę naskórka z zadka, na szczęście powierzchownie.
Co radzicie jak im pomóc w rozwiązaniu tego konfliktu, jak najlepiej oswajać konie ze sobą, stały od soboty w stajni w boksach na przeciwko siebie , ile czasu konie potrzebują aby sytuacja się unormowała? Moja jest bardzo grzeczna i towarzyska w stosunku do innych koni ale już przestała być miła i zaczyna się bronić.
Doradźcie coś.
Niestety zawsze wprowadzenie do stada nowego konia, wzbudza w innych koniach emocje... Zwykle jest tak, że się kopią, gryzą, zaczepiają... Poczekaj trochę, sytuacja powinna się unormować...
Nie ma możliwości oddzielenia padoku, albo puszczania Twojej kobyły gdzie indziej?
Dorotheah   मेरी प्यारी घोड़ी
26 listopada 2008 02:03
U nas zazwyczaj ok tydzień nowy koń stoi na oddzielnym padoku przyrośnietym do tego gdzie jest stado do którego ma wejść. Zazwyczaj zdążą się konie dobrze obwąchać w ten sposób, bez ryzyka kopnięć.

Zazwyczaj tworzą się pary. Zaobserwuj który koń z tej trójki jest bardziej z boku.
Najlepiej po kilku dniach stania na oddzielnym padoku wziąść tego trzeciego i puścić razem z Twją. Jak powstaną w ten sposób dwie pary na dwuch padokach, za następne kika dni połączcie całość. Twoja w razie sprzeczek będzie się chować za tego trzeciego. A i trzeci poczuje, ze nie jest piątym kołem u wozu.

Moja kiedys była mocno goniona (stado z minimalną rotacją, zamkniete na obce konie). I goniła ją najmocniej pewna samotniczka srokata. A moja sie uparła, ze srokaczka ja polubi. Było ostro, Poświata kleiła się tamtej jak zrebak, chowając sie skutecznie za nią przed stadem, jednocześnie uchylając sie od kopów i zebów srokatej. Ostatecznie samotniczka przestała być samotnikiem, a Poswiata zdobyła przyjaciółkę. Urazów brak. Obserwacje i kontrola, w trudnych przypadkach konieczne.

Ach zapomniałam.
Jesli nie ma drugiego padoku to go zróbcie.
stoi oddzielnie czy nie, bez sypania się futra mało kiedy się kończy.. tak po prostu jest

konie same między sobą muszą to wyjaśnić, lepiej na wybiegu niż przez ścianę boksu, prawda? a między sobą doskonale rozumieją mowę ciała i jeśli Twoja kobyła zaakceptuje bez szemrania dominację reszty, to dość szybko powinna zostać przyjęta..
gracja03   "Kto dosiadł konia ten dosiadł wiatr"
26 listopada 2008 08:09
Narazie padoku drugiego nie ma ale może uda sie coś na szybko wykombinować, przyznam że w poprzedniej stajni nie było takich zadziornych towarzyszek i wszystko poszło bardzo sprawnie i bezboleśnie. Jeżeli jednak zgodnie twierdzicie że tak musi być to będę obserwować sytuację i niech sie dzieje wola nieba....., postaram sie tylko o rozdzielenie kobyłek. Z jedna z nich moja już się zna bo stały chwilę w poprzedniej stajni i nawet sie zaprzyjaźniły ale ta druga jest tak zazdrosna , jak widzi że one obie zaczynają sie kumplować dostaje szału, nie da sie jej utrzymać a jak wychodziła jako ostatnia ze stajnie mało nie rozniosła boksu. Straszna z niej zadziora , a tak w ogóle to bardzo grzeczna spokojna w obejściu i w siodle.
Zachowuje sie agresywnie tylko w stosunku do nowych w stadzie. Jak na to patrze to mi żal mojej dziewuchy, całe szczęście że zaczyna sie bronic, a może lepiej byłoby gdyby odpuściła.
wiesz co.. ale jesli tą największą zadziorę odłączysz, to za jakis czas i tak będzie to samo, dalej będzie tak alergicznie reagowała..

a pokedyńcze zeskrobanie sierści to pikuś, mój w zabawach w ramach stada non stop gdzieś połatany, tego nie unikniesz jeśli chcesz żeby konie chodziły na wybiegach
gracja03   "Kto dosiadł konia ten dosiadł wiatr"
26 listopada 2008 08:22
no dobra więc na żywioł , niech sie same dogadają, ale jest tam facio który ich pilnuje i trochę je ściga jak przeginają z ta walką.
a ja słyszałam od kolezanki ze kon jej meza ganiał z wsciekłościa jej siwa
moja orchidea stała patrzyła patrzyła az w koncu wsciekła sie i rozgoniła towarzystwo i zapanował spokoj 🙂
a wracając do tematu to rzeczywiscie chyba potrzeba czasu i dozoru przez kilka dni
inna z kolei kolezanka opowiadała mi ze jej kon (wałach) z wsciekłoscia ganiał pewna klacz i odgryzł jej ucho - szok
My w zeszłym roku dołączlismy do 3 koni (2 kl. i wałach) szetlandkę.3 mieś.trwało zanim ją zaakceptowały-głównie wałach ją gonił.Także na początku on stał na osobnym padoku,chodziłysmy też z nim i kucką na spacery w ręcę,żeby na obcym terenie,miały tylko siebie.Dodam,że kucka w żaden sposób nie próbowała się bronić tylko uciekała.Teraz są największymi kumplami i jedzą z jednego wiadra
W tym roku do ww stada doszła kucka felińska.Wałach jaz zwykle zaczął od ataku ta jednak zareagowała zupełnie inaczej niż Meliska tzn zaczęła się bronić.Nie uciekała tylko w ruch szły zęby i kpyta.Na szczęście bez żadnych poważnych obrażeń.Wałach natychmiast odpóścił i juz było ok.Także po tygodniu stado było całkowicie zgrane.Dodam,że te konie stoją w wolnowybiegowej stajni i cały czas są luzemi nie ma żadnych konfliktów.
Jeżeli jest możliwośc to radze wypuszczać ją razem najpierw z 1 koniem albo właśnie takie spacery.Kilka razy zdarzyło mi się ładowac do przyczepy 2 nie znające się konie i gdy przyszło je wypuścić do nowego stada trzymały się jak papużki (także stąd wziął się pomysł wspólnych spacerów).U nas pomogło.Był moment,że balismy się,że będzie trzeba oddac szetlandkę.
stada są bardzo różne, różne mają poziomy agresji. konie je tworzące się różnią, różnie też ze sobą wchodzą w interakcje. uszczerbki na futerku i skórze rzeczywiście zwykle są nie do uniknięcia (choć to nie jest absolutna zasada!)

czy wybieg w nowej stajni jest wystarczająco duży (naprawdę duży!), żeby nowa mogła się odsunąć i nie być molestowana za to, że nie może? nie ma kątów, do których można ją zagonić (i skopać)? jedzenie/woda nie prowokują do walk? no i czy kobyłki nie kute (zwłaszcza chodzi mi o tyły), bo to bardzo podnosi poziom ryzyka...

skoro ta klacz-agresorka chodzi pod siodłem, może moglibyście pojeździć na nich dwu w tereny? wspólne przebywanie + wspólna praca, zbliżają - a konie są pod kontrolą. podobno idealnym sposobem jest przewiezienie dwu takich koni razem przyczepą - w obliczu stresu potrafią się rodzić przyjaźnie
Warto też przeprowadzić taki zabieg:
Na jakiś czas odłączyć od stada konia który jest w nim najsilniejszy i jemu przewodzi i wstawić na padok z nowym koniem. Dwa szybciej i teoretycznie mniej ryzykownie ustawią sobie hierarchię. I potem taką dwójkę dołączyć znowu do stada.
My tak robiliśmy często. Gdy "szef" stada zaakceptował na osobnym padoku "nowego" to reszta już problemu nie robiła.
gracja03   "Kto dosiadł konia ten dosiadł wiatr"
26 listopada 2008 12:15
No tak ale jak moja załadowac znowu do przyczepy. ona na sam widok przyczepy robi wielkie oczy i cała sie trzęsie jak galareta.
A wypad w teren może uda sie zorganizowac, może jest to jakies dobre rozwiązanie.
jazda przyczepą to tylko przykład - nie musi być najlepszym rozwiązaniem w każdej sytuacji. ogólnie chodzi o postawienie dwu koni w takiej sytuacji, że są dla siebie oparciem, i są "razem wbrew światu" 😉 takie końskie braterstwo broni

pamiętam jak kiedyś pojechaliśmy w teren w towarzystwie klaczy, której mój koń nie trawił (nie chodzą w jednym stadzie, kiedyś, w poprzedniej stajni, tak było, ale trzeba było je rozdzielić). złapała nas ulewa, przeczekiwaliśmy w korytarzu pobliskiej stajni. oba zwierzęta zachowywały się jak aniołki. na cudzym terenie, w dziwnej sytuacji, naprawdę nie było im w głowie robienie sobie nawzajem kuku, czy choćby dokuczanie. nie było w planach zaprzyjaźniania koni (bo i tak teraz są oddzielne stada męskie i żeńskie), ale bardzo wyraźnie było widać, że to byłby niezły trop
Mój W. przez całe lato wracał dzień w dzień z nową raną... Ale o dziwo tylko po jednej stronie🙂 Druga strona była zawsze gładziutka... Myślałam już, żeby zorganizować mu nowy padok, panikowałam. Po jakimś czasie ranek było coraz mniej🙂 A jak teraz obserwuję W. na padoku to widzę, że może przywódcą nie jest, ale zarówno przywódca jak i inne konie za nim łażą... Mam problem jak go zabieram padoku bo zawsze cała gromadka się zbiera, a część czasem odprowadza nas nawet do furtki🙂
Pomooocy!
mam problem z moim koniem.
Przez jakiś pierwszy miesiąc po zakupie koń wychodził na międzystajenny wybieg, taki niewielki, piaskowy. Rewelacji jeżeli chodzi o rozmiar tam nie było, ale zawsze lepiej niż w boksie.
Kilka razy wypuszczałam go na pastwisko, samego i kilka razy z koniem, który ma wysoką pozycję w stadzie. Problemów nie było...
Od jakiegoś czasu wychodzi z wałachami - sztuk 11. Od początku wracał z pastwiska z jakimiś drobniejszymi rankami - nic poważniejszego. Zauważyliśmy, że to on jest w stadzie przyczyną wszystkich bójek - zaczepia, szczypie... Dopiero gdy pare dni temu ściągnełam go z rozwaloną nogą, stwierdziłam, że po prostu boje się o to, czy nic poważnego mu się nie stanie.
Pewnie (a może tylko tak mi się wydaje), że problemy biorą się z tego, że on w poprzedniej stajni nigdy nie wychodził ze stadem. Czasem wypuszczali go na piaszczysty wybieg - najczęsciej samego, bo nad kucem się pastwił. Kiedyś, dobre 3 (?) lata temu czasem wyłaził z dwoma wałachami, ale i one były mu podporządkowane.
Co robić? Mieliście kiedyś taki problem? Wypuszczać go z końmi i poczekać, aż mu przejdzie..? Aktualnie nie wychodzi z innymi końmi z powodu tej nogi, tylko na piasek. Ale nie chciałabym, żeby tak było ciągle, bo wprawdzie na piasku zagalopować idzie, ale o poważniejszym pobieganiu nie ma mowy.
Podczas jazdy w stosunku do innych koni jest w porządku 🙂.
:kwiatek:
skoro piszesz, ze nie wychodził w stadzie w poprzedniej stajni, to może chłopak "nie ogarnia" stada  - 11 to sporo koni i sporo wrazeń  😉. ja bym spróbowała go integrować najpierw z kilkoma- i naprawdę stopniowo...

Kiedy do mnie przychodzi nowy koń, czekam od tygodnia - do dwóch zanim próbuje... Na szczęscie i w stadzie wałachów i klaczy mam pewniaki do pierwszych kontaktów 🙂
Też mam pytanie.... wiadomo, wśród koni panują i sympatie i wieeelkie antypatie, ale czy zdarzyło się kiedyś tak, że dwie wielkie antypatie się w końcu pogodziły...?
ja znam przypadek nienawisci trwającej lata- dwa młode ogiery...
Jeden wyjechał do Warszawy, drugi został na Mazurach... Spotkały się po dobrych 8-10 latach już jako wałachy i... nie było czym ogrodzeń łatać... Nienawisć rozkwitła na nowo.
Też mam pytanie.... wiadomo, wśród koni panują i sympatie i wieeelkie antypatie, ale czy zdarzyło się kiedyś tak, że dwie wielkie antypatie się w końcu pogodziły...?


ja znam 2 takie konie, ktore pogodzily sie chociaz czesciowo, moze kiedys nastapi pelne porozumienie 😉 na jezdzie, jak przejezdzaly obok siebie najchetniej by sie skopaly, pogryzly itp na padoku byly bojki albo ktorys uciekal jak byly razem, po jakis 2 latach na padoku papuzki nierozlaczki, wszystko robia razem i synchronicznie 😁 na jezdzie jeszcze zdarzy im sie wyskoczyc z zebami, ale juz (tfu tfu!) coraz rzadziej 🙂
Mam problem polegąjacy na wpuszczeniu konia do stada otóż koń przez ostatnie pół roku nie wychodził na wybiegi, jedynym ruchem była karuzela i treningi.
Wczoraj przyjechałam do nowej stajni. Na początku postanowiłam, że nadal nie będzie chodził na pastwisko, jedynie osobnie na lążownik. Muszę jednak zmienić decyzję, gdyz plac do jazdy graniczy bezpośrednio z pastwiskiem dla koni, a mój wypłoszasty kon widząc stado wpatrujacych sie w niego koni jest niesamowicie spięty i zestresowany! Wpadłam na pomsł,że łącząc go ze stadem nie będę miała problemów na placu typu ciagłe rozkojarzenie. Wiem,że to dopiero drugi dzień i ma prawo być spięty, ale znając swojego konia to nie przejdzie dopóki nie pozna sie z tymi końmi bezpośrednio... Pozostaje kwestia tego jak najlepiej zacząc wprowadzać go do tego stada??Niestety nie ma mozliwości podzielenia pastwiska.. Byłabym wdzięczna za jakies propozycje 😉 😉
Jak nie ma możliwości podzielenia pastwiska to trochę utrudnia.... może dałoby się wypuszczać "turami"? Tzn jedna tura 3-4 godziny, druga 3-4, trzecia 3-4 i Twojego konia do któryś z tych "tur", na początku do spokojniejszych koni, później spróbować "połączyć" dwie "tury".... aż w końcu dojdzie się do połączenia całego stada? Z moich obserwacji wynika, że łatwiej "zaakceptować się" w małym stadzie [ a dwoje to już stado 😉], niż od razu, na żywioł, do większego.
Z jednej strony akceptuję sposoby ustalania hierarchii przez konie, ale z drugiej strony, jeśli robi się naprawdę gorąco, nie mogę bezczynnie patrzeć jak tam jakiś wyjątkowy złośliwiec-dominant znęca się psychicznie i fizycznie nad jakimś słabszym osobnikiem. W słabszym osobniku potęguje się poczucie "małości", brak pewności siebie i zaufanie "ogólne" zostaje zniwelowane...
Z drugiej jednak strony..... widać w Twoim koniu instynkt stadny, to pewne, w końcu to przecież koń 😉 więc nie jest powiedziane, że przyłączenie go do stada do końca zniweluje jego spięcie i zestresowanie wynikające, z tego iż "tam są inne konie = kumple". Będzie po prostu ciągnął do stada, o ile zostanie w nim zaakceptowany, bo tam się będzie czuł najbezpieczniej i najfajniej. Skupiłabym się tutaj bardziej na pogłębieniu zaufania między Tobą a koniem, a nie między stadem a koniem. Może zabrzmię trochę "naturalsowo", ale sęk w tym, żebyście się oboje potrafili "wyłączyć" na to stado wpatrujące się. Usłyszałam tu na voltopirach takie całkiem fajne zdanie "nie ważne co robi koń, ty masz robić swoje" i może tu się sprawdzi...? Może próba "przestawienia" jego uwagi z gapiących się koni, na ćwiczenia, które Ty mu zaoferujesz...? Urozmaicenie jazdy, drągi, dużo przejść.... pierdółki, by koń skupił się na Tobie, a nie na gapiącym się stadzie, bo myślenie, że wpuszczenie go do stada coś zmieni może okazać się mylące.

Tak abstrahując trochę od problemu Silverstar, ostatnio byłam świadkiem iście dyplomatycznego podejścia do życia mojego konia. Wypuszczony z jednym koniem z początku wydawał się być zupełnie niekonfliktowy i ustępliwy w stosunku do tego drugiego konia. Tamten mógł go przestawić w każdą możliwą stronę, mógł zaczepić i pokazać całym sobą, że ma mojego konia "gdzieś" i mój koń nie powinien nawet w ogóle podchodzić. No, ale jako, że mój koń to skory do zabawy młodzik, nie dawał za wygraną. Nie był nachalny, raczej spokojnie prowokował, cierpliwie podchodził i próbował towarzysza jakoś "rozkręcić", ale tamten surowo się nie dawał. W końcu mój koń, mając chyba dość bycia przestawianym z miejsca na miejsce, tłamszonym i zaczepianym zębami, sam pokazał różki. Tzn nie dopuścił w ogóle do konfrontacji bezpośredniej, ale wyraźnie pokazywał temu drugiemu, że sobie takich zachowań nie życzy, że jak to, on do niego przyjaźnie, a ten do niego odwrotnie. W końcu rezultat wszystkiego był taki, że to mój koń przestawiał tamtego drugiego z miejsca na miejsce, popędzał z tyłu, z boku, cofał zgrabnie i dokładnie unikając kopów, zębów i innych dębów. Oba konie doszły w końcu do porozumienia na zasadzie "ok, ja nie przeszkadzam tobie, ty nie przeszkadzasz mnie, ale nie lecimy na siebie z zębami". Inteligencja i zachowania stadne koni są zadziwiające!
(...) więc nie jest powiedziane, że przyłączenie go do stada do końca zniweluje jego spięcie i zestresowanie wynikające, z tego iż "tam są inne konie = kumple". Będzie po prostu ciągnął do stada, o ile zostanie w nim zaakceptowany, bo tam się będzie czuł najbezpieczniej i najfajniej.
Ja bym zaryzykowała stwierdzenie, że nawet niezależnie od jakości relacji końsko-ludzkiej, koń po przyłączeniu do stada na jakiś czas będzie przede wszystkim na stadzie skupiony. Widziałam to już wiele razy, po przeprowadzkach, włączeniu konia do nowej grupy. Na jakiś czas się przefiksowywał na swoje końskie życie społeczne. Po jakimś czasie wszystko wracało do normy - ale to nie było tak hop, siup, z dnia na dzień. W ogóle popieram koncepcję, ale ostrzegam, że może się przydać nieco cierpliwości, zanim zrobi się lepiej 🙂
Dzięki dziewczyny za rady i spostrzeżenia 😉 niestety nie ma możliwości wypuszczania koni na tury, ale problem juz sie trochę rozwiązał, bo własciel stajni obiecał zrobić oddzielny padok, na którym będzie chodził mój koń i jeszcze jeden.
Natomiast wczoraj doszło do nieprzyjemniej sytuacji, mój koń został wypuszczony na plac sąsiadujacy z pastwiskiem, połamał deskę i pokopał się ze stadem. W rezultacie ma rany i obicia na całym ciele 🙁
Sankarita właśnie wydaje mi sie,że to pogłebienie zaufania miedzy mna, a koniem byłoby pomocne w wielu sytuacjach, więc napewno zacznę robic cos w tym kierunku 😉


Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się