Kupowanie konia na spółkę - proszę o radę

Nie będę oryginalna... i też odradzam taki układ chociaż znam osoby, które mają lub miały konia na spółkę i dogadywały się bez problemu i , co najważniejsze koń na tej ich spółce nie cierpiał ale to naprawdę  wyjątki... potwierdzające regułę. 🙂
Sama przez prawie dwa lata byłam współwłascicielką konia, taki układ zaproponowała mi koleżanka-włascicielka konia, którym się opiekowałam parę lat.
Zgodziłam się pod warunkiem podpisania konkretnej umowy, przede wszystkim chroniącej dobro współposiadanego i współużytkowanego zwierzaka.
Koń miał w umowie zagwarantowane: po pierwsze - zawsze w tygodniu jeden dzień wolny od jazd,
po drugie - na dosiadanie go przez osoby trzecie tj. narzeczonych, rodzinę, znajomych itd musiał wyrazić zgodę współwłaściciel, na starty w zawodach również,
po trzecie - współwłaścicielki uzgodniły osobę trenera i nie można było dokonywać zmian bez zgody drugiej strony, żeby koń nie dostał pomieszania zmysłów od rozmaitości wymagań.
Co więcej współwłascicielki miały obowiązek nie tylko po połowie płacić pensjonat, kowala, weta itp ale również po połowie opiekować się koniem czyli czyścić go, robić wcierki, opatrunki jeżeli zachodziła potrzeba, wypuszczać na padok lub zapewniać mu spacer, pasienie się na trawie jak nie było wolnego padoku, dbać o jego sprzęt: czapraki, popregi, derki, kantary itd.
Każda z współwłaścicielek miała prawo pierwokupu połowy konia koleżanki, a w sytuacji gdy jedna ze stron nie mogła wywiązywać się z opieki nad koniem (nawet płacąc połowę pensjonatu) praca tej drugiej osoby była kapitalizowana i  i liczona jako większy wkład w utrzymanie konia, a więc w momencie odkupowania konia suma na jaką go wyceniono zmniejszała się dla osoby kupującej o tę kwotę.
Ja mam konia na spółkę i nie narzekam, jest to dla mnie ogromna pomoc. W rodowodzie koń jest zapisany na moje nazwisko, ale w umowie kupna-sprzedazy jestem razem z moim M współwłaścicielami. Wymieniamy się obowiązkami - przeważnie jedziemy razem do konia i jedno robi to, drugie tamto; ja u konia jestem częściej, bo mam do niego po prostu o kilkanaście km bliżej. Koń mętliku nie ma, bo m. robi to, czego go nauczyłam i przeważnie i tak robi większość rzeczy pod moim okiem, a jak mnie nie ma, to robi rzeczy o małej szkodliwości społecznej typu czyści, czesze, idzie na spacer itd. 😉 Gdyby nie on nie mogłabym kupić tego konia, bo jego koszt znacznie przewyższył moje rezerwy na koncie w banku. Za boks płacę ja, on płaci za dodatki, które trzeba kupić (sprzęt, pasze itd). Nie kłócimy się, nawet jak prywatnie mamy jakiś maly zgrzyt to u konia następuje pojednanie, bo przecież trzeba się razem zwierzakiem zająć i na sobie polegać😉 No ale my się już znamy sporo lat i świetnie dogadujemy, więc podział obowiązków jest zupełnie naturalny. To byla ryzykowna decyzja, ale bardzo dokladnie ją przemyslelismy i teraz wiem, że kon w naszym przypadku cementuje nasz zwiazek i dogadujemy sie lepiej niz kiedykolwiek, a przy tym nastapila nieco zmiana charakteru mojego m. na lepsze dzieki kontaktowi z koniem, a u mnie poprawilo sie szwnkujace zdrowie (i tu pomoc mi sie bardzo przydaje), wiec jak na razie same plusy.

Nie chciałabym mieć konia na spółkę z koleżanką - niestety znajomości szybko przemijają albo zmieniają swój charakter. Teraz na moim koniu raz w tygodniu jeździ koleżanka - bardzo ją lubię, chodzimy razem na studia i ogólnie fajnie, ale raczej nie chciałabym mieć z nią konia na spółkę z prostego powodu: nie wiem, czy po studiach będziemy dalej się kumplować i jak będzie przebiegać dalsza współpraca. W Twoim przypadku odradzałabym raczej bycie współwłascicielem, uważam, że co innego np. z mężem lub z kimś bardzo bliskim z rodziny. Lepszym rozwiazaniem jest bycie wlascicielem i wydzierzawianie komus - jak uznasz, ze ktos nie jest dobrym opiekunem dla Twojego konia zawsze możesz go zmienić.

W moim otoczeniu są osoby, które są współwłascicielami konia hodowlanego - to wyjscie jest calkiem dobre, bo finansowo kupienie np dobrego ogiera rozpłodowego jest ogromnym przedsięwzięciem i np. taka osoba kupuje ze swoim kolegą takiego ogiera na pół i potem po połowie utrzymują i zyski z krycia idą na pół, a koń stoi w stajni jednej z tych osób. Wszystko oczywiście szczegółowo rozpisane w umowie - prawa, obowiązki, pierwokup itd.
Zresztą w światku kynologicznym takie sytuacje też są bardzo częste - jeden pies ma dwoch właścicieli, czasem drugi jest z innego państwa i w ten sposob pies może "obskoczyć" wystawy w jednym panstwie i drugim (jezdzi od jednego wlasciciela do drugiego).

Rybka!
Niestety  w tym wypadku wyjątki naprawdę potwierdzają jedynie regułę... I zapamiętaj; " z cudzego konia zsiadasz w połowie drogi", w tym wypadku cudza jest połowa...
Szczerze odradzam taką formę zakupu, z reguły niekorzystnie odbija się to na samym zwierzęciu! Pozdrawiam!
Zdecydowanie odradzam - osobiście popełniłam ten błąd  - za dużo kłopotów i nerwów.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się