Pomoc przy zajeżdżeniu konia

Znalazłam tylko jeden temat o zajeżdżaniu koni, który nie pasował za bardzo do mojego problemu.. Dlatego postanowiłam założyć nowy. Jeśli jakiś już był, a go przeoczyłam, proszę o informację 🙂

Pozwolę sobie przedstawić moją historię i problemy. Liczę na wyrozumiałość. Wiem, że będąc osobą niedoświadczoną nie powinnam się tego podejmować (dlaczego się jednak podjęłam napiszę dalej), teraz jednak powiedziałam "a", wsadziłam trochę pracy i nie chcę się odwrócić od tego. Wiem też, że przez internet nie da się tego nauczyć.. jednak jakoś muszę niestety. Może znajdzie się ktoś, kto miałby trochę czasu i dobrej woli i pomógł.. byłabym niezmiernie wdzięczna. Tak samo zresztą, jak za każdą radę zamieszczoną tutaj.

Obcuję z końmi od dwóch lat, nie powiem, że jestem świetnym jeźdźcem - ba, nawet bardzo daleko mi do tego, jednak nie o tym chciałam tu rozmawiać. W tym roku, dostałam pod opiekę 4 letnią klaczkę, zupełnie surową. Znajoma, która kilka koni już zajeździła i w zajeżdżaniu pomagała, obiecała, że będzie ze mną jeździć i pomoże mi konia zrobić. Na tych warunkach przyjęłam "ofertę" i zaczęłam opiekować się kobyłą. Początki były różne.. ale cały czas do przodu. Bardzo szybko okazało się, że koleżanka nie ma czasu ze mną jeździć. Prosiłam o pomoc inne osoby, ale mało kto ma czas.. Udało mi się nauczyć konia chodzenia grzecznie przy człowieku (na ogół..), chodzić na lonży, reagować na komendy. Zwalczyć odruch uciekania przed wszystkim. Kobyła zaakceptowała siodło, wędzidło. Kilka miesięcy zajęło mi przyzwyczajanie ją do wsiadania ze stołka - oczywiście wszystko metodą prób i błędów. Jednak czasem stają na mojej drodze problemy, z którymi nie wiem jak sobie poradzić. Oczywiście, gdybym miała czas bywać w stajni codziennie i pracować przynajmniej godzinę dziennie na pewno w końcu bym sobie z tym poradziła. Tak jak z tym wsiadaniem! Niestety teraz, zwłaszcza w zimie jest to niemożliwe, w stajni mogę być max 3-4 razy w tygodniu (środa, piątek, sobota, niedziela), pod warunkiem, że jestem w weekend w krakowie. Więc postanowiłam zwrócić się do was po radę.. Teraz mam przerwę, bo leczę zapalenie stawu barkowego, które się wzięło nie wiadomo skąd, ale po nowym roku zamierzam zacząć pracę od nowa.
Moje problemy:

1) Jak już pisałam, opanowałam wsiadanie - wcześniej kobyła nie pozwalała na siebie wsiąść, lub - jak tylko poczuła na sobie ciężar jeźdźca uciekała. Teraz jest lepiej, stoi grzecznie, bez ruchu przy wsiadaniu (niestety tylko przy przystawianiu stołka) pozwala na siebie wsiąść, czeka aż jeździec wsadzi nogi w strzemiona i rusza kłusem/galopem przed siebie. Raczej nie ze strachu, bo czasem to wcale nie występuje, czasem to jest parę kroków, a czasem parę okrążeń, zanim uda się konia zatrzymać. Mam wrażenie, że to takie bieganie, bo "ja chcę i juz". Problem na ogół nie występuje, gdy ktoś trzyma ją na lonży podczas wsiadania. Co można z tym zrobić? Ktoś mi poradził, że jak ruszy galopem, to ją gonić dalej i nie dać się zatrzymać, kiedy będzie chciała, a zatrzymanie ma wyjść od jeźdźca, to coś da? Czy może bardziej próbować jakoś z drugiej strony? Moment wsiadania jest o tyle trudny, przynajmniej dla mnie, że nie od razu jestem w pełnej gotowości.. (zaznaczam, że to jest stan z września/października. Potem miałam przerwę w jeździe na niej i ogólnie)

2) Zatrzymywanie - konia ładnie reaguje na sygnał, powiedzmy, że w 80% przypadków jest to poprawna reakcja jeśli chodzi o sam moment zatrzymania. Koń staje, ale w momencie kiedy, tak jak mnie uczono, odpuszczam wodzę i przestaję działać wstrzymująco, konia rusza bez żadnego sygnału. Tutaj nie mam zupełnie pomysłu co zrobić, żeby wyegzekwować u niej stanie, kiedy ma stać. Może jakieś pomysły na pracę z ziemi/z siodła?

3) Ostatnimi czasy występujący problem - zrywanie się z lonży. Niezależnie od chodu, konia (choć częściej w galopie, co może być spowodowane jakimś moim błędem - tzn. pewnie wszystko jest spowodowane moim błędem w sztuce, ale jeszcze nie dawno nie było z lonżowaniem problemów) stwierdzała, że nie chce i próbowała sie wyrywać. Z racji problemów z ręką i śliskiego terenu, nie zawsze udawało mi się ją utrzymać. Ale tu pomyślałam, że po prostu wrócimy na bardziej ograniczony teren (na mniejszym zauważyłam, że problem nie występuje - ostatnio lonżowałam na węższym padoku idącym wzdłuż i trochę ciągnąć próbowała, ale się nie zrywała w żadnym chodzie).

I chyba tyle na razie.. Dodam jeszcze, że nie stać mnie na sprowadzenie trenera. Jeśli ja się nie zajmę koniem, będzie dożywotnim nierobem  😉, w tej stajni w której jest, a jeśli nie, to pójdzie do zaprzyjaźnionej hodowli. Z kobyłą przed przerwą byłyśmy na etapie nauki chodzenia pod siodłem, opanowała reakcję na łydkę jako sygnał do stępa, zakłusowanie, przejścia kłus-stęp (100% poprawnej reakcji), pracowałam nad tym, żeby koń szedł wyprostowany na ścianie (miała straszne skłonności do przeginania się na boki - szła łukiem po prostej) - były efekty + lekkie skręty w stępie/kłusie + duuże wolty w stępie (wsiadałam raczej na chwilę po lonżowaniu).
A.. jeszcze jedno. Praca za innym koniem raczej nie wchodzi w grę. Raz próbowałam, konia przed zupełnie olewała. Na padokach jest raczej towarzyska, choć ostatnio zaobserwowałam skłonności do agresji w stosunku do koni, których wcześniej nie wykazywała wcale:/
Ja doświadczenia zbyt dużego nie mam, ale może coś pomoże 😉.

1) O metodzie 'jak pędzi, to gnaj dalej' słyszałam i widziałam na własne oczy. Na niektore konie działa świetnie - na znajomego kuca podziałało od razu, konik strasznie się zdziwił, że przy próbach wyrwania jeszcze go popędzają, a nie próbują zatrzymać i prędko przestał ponosić. Za to 2 przypadek, jest to koń na którym mam przyjemność jeździć. Na kobyłkę w tym przypadku to popędzanie wywołało odwrotny od zamierzonego efekt - koń jeszcze bardziej się nakręcił i już nie było mowy o czymkolwiek. Myślę, że to zależy od konia.
Koń chodzi grzecznie na lonży? Może spróbować znaleźć kogoś, kto mógłby czasem wpaść i Cię polonżować? Może zareaguje na komendy osoby lonżującej? Z resztą zawsze bezpieczniej, kiedy ktoś jest na dole i w odpowiednim momencie może zareagować i konia zatrzymać.
Jeszcze inna sprawa: może nie wsiadaj od razu? Rób to stopniowo: najpierw tylko podchodź do boku, próbuj podskoczyć, jak koń stoi to poklepać i koniec. Innego dnia tylko włożyć nogę w strzemię, jak stoi to poklepać i dać spokój. Później próbować obciążyć strzemię, przewiesić się przez siodło, aż dojdzie do tego, że swobodnie wsiadasz i koń stoi. Jeżeli będzie akceptować w pełni wsiadanie i zsiadanie, próbować ruszyć kilka kroków stępem. Najlepiej na małym terenie, żeby w razie co koń nie miał dużej powierzchni do ponoszenia. Jeżeli masz możliwość jazdy przy jakichś budynkach czy coś, zawsze w momencie całkowitego braku kontroli, możesz po prostu wjechać w ścianę  😁.
2) Ja np zatrzymań uczyłam początkowo przy ścianie. Jechałam na ścianie i przy samej ścianie sygnał do zatrzymania. Koń oczywiście przed ścianą się zatrzymywał, a przy tym skojarzył pomoce do zatrzymania i od tamtej pory spokojnie zatrzymuje się bez żadnych ścian 😉. Może spróbować odpuścić pomoce wstrzymujące właśnie najeżdżając prosto na ścianę? Wtedy koń też powinien zapamiętać, że ma stać, dopóki nie dostanie sygnału do ruszenia.
3) Ja bym wróciła do mniejszego terenu. Jeżeli tam będzie w pełni grzeczna, to na chwilkę wyjść np na padok/łąkę, którą koń skojarzy z nagrodą za pracę. Wtedy w trakcie takiego pobytu wysłać konia na koło, niech przejdzie raptem kilka kroków i dać spokój. Po lonży na mniejszym terenie też możesz próbować wyjść dosłownie na chwilę na większy teren, wysłać konia na koło, aby udało się zrobić ładne, pełne koło stępem, nagrodzić i dać spokój. Dalej stopniowo wprowadzać więcej lonży na większym terenie, wprowadzać wyższe chody.
Ja doświadczenia zbyt dużego nie mam, ale może coś pomoże 😉.

1) O metodzie 'jak pędzi, to gnaj dalej' słyszałam i widziałam na własne oczy. Na niektore konie działa świetnie - na znajomego kuca podziałało od razu, konik strasznie się zdziwił, że przy próbach wyrwania jeszcze go popędzają, a nie próbują zatrzymać i prędko przestał ponosić. Za to 2 przypadek, jest to koń na którym mam przyjemność jeździć. Na kobyłkę w tym przypadku to popędzanie wywołało odwrotny od zamierzonego efekt - koń jeszcze bardziej się nakręcił i już nie było mowy o czymkolwiek. Myślę, że to zależy od konia.
Koń chodzi grzecznie na lonży? Może spróbować znaleźć kogoś, kto mógłby czasem wpaść i Cię polonżować? Może zareaguje na komendy osoby lonżującej? Z resztą zawsze bezpieczniej, kiedy ktoś jest na dole i w odpowiednim momencie może zareagować i konia zatrzymać.
Jeszcze inna sprawa: może nie wsiadaj od razu? Rób to stopniowo: najpierw tylko podchodź do boku, próbuj podskoczyć, jak koń stoi to poklepać i koniec. Innego dnia tylko włożyć nogę w strzemię, jak stoi to poklepać i dać spokój. Później próbować obciążyć strzemię, przewiesić się przez siodło, aż dojdzie do tego, że swobodnie wsiadasz i koń stoi. Jeżeli będzie akceptować w pełni wsiadanie i zsiadanie, próbować ruszyć kilka kroków stępem. Najlepiej na małym terenie, żeby w razie co koń nie miał dużej powierzchni do ponoszenia. Jeżeli masz możliwość jazdy przy jakichś budynkach czy coś, zawsze w momencie całkowitego braku kontroli, możesz po prostu wjechać w ścianę  😁.


Brak kontroli jak na razie pojawiał się jedynie w początkowej fazie jazdy, zapomniałam tego dodać. Wsiadam, wkładam nogi w strzemiona, kobyła rusza, biegnie kawałek, zatrzymujemy się i potem chodzi jak anioł. Raz mi się zdarzyło, że włączyło jej się po tym brykanie, ale to chyba dlatego, że wtedy wsiadłam zupełnie bez lonży przed. Z wsiadaniem męczyłam się dłuuuugo oj bardzo. Dzień w dzień wchodzenie na stołeczek, obciążanie nogą, przerzucanie nogi, powolne schodzenie nad konia, malusieńkimi kroczkami aż do tego co jest teraz..
Dlatgo wolałam najpierw spytać o jakąś alternatywę.. nie chcę konia, który w ogóle będzie ponosił jak wariat.. 😉
Na lonży z jeźdźcem chodzi ładnie i jak mówiłam - problem "ponoszenia" na początku niemal nie występuje, ale niestety nie mogę sobie na ogół pozwolić na taki komfort jak osoba lonżująca..

Za resztę rad bardzo dziękuję!  🙇
Koń rusza kiedy dostanie sygnał do stępa, czy zaraz jak wsiądziesz rusza sam z siebie? Może masz kogoś, kto tylko by przytrzymał konia przy wsiadaniu? Ty wsiądziesz, ktoś z ziemi trzyma i ewentualnie oprowadza na samym początku konia? Może to by coś dało 🙂.
Koń rusza chwilę po tym jak wsiądę - jak mówię, mam czas na włożenie strzemion spokojnie, kiedy ona stoi... Tak teraz pomyślałam, że może to jest z tym jakiś problem? Choć wątpię, bo jak ktoś trzyma lonżę, to wkładam strzemiona i kobyła ani myśli się ruszyć gdziekolwiek.
Kiedy ktoś konia trzyma jak wyżej, kobyła wcale się nigdzie nie wybiera! Stoi i czeka na sygnał do ruszenia ...
Koń zastosował metodę - małymi kroczkami wyjdę na swoje. Zaczyna się od problemów przy wsiadaniu, ruszniu bez sygnału, czy wyrywaniu z ręki. Potem będzie coraz gorzej. Jeżeli tego nie widzisz w tym momencie problem będzie się pogłębiał. Sama napisałaś, że masz mało doświadczenia i koń doskonale o tym wie. Teraz koń Cię olewa, ale potem będzie próbował się Ciebie pozbyć lub przynajmniej z siebie przepłoszyć - w sposób jaki uzna akurat za stosowny.
Ja bym sobie z tym "zajeżdżeniem" dała spokój.
Hmm z tego co czytam wnioskuję, że wsiadasz na niezajeżdżonego konia bez lonży, tzn, że nikt Cię nie trzyma... - niezbyt mądrze

Wsiadasz na surowego konia, dla którego, to, że coś na nim siedzi może być straszne ze stołka... - niezbyt mądrze...., a jakby się spłoszył i np zwalił Cię z tego stołka... yhhhh

Powiem tak... sama w tej chwili zajeżdżam swojego młodego. Jeśli nie ma nikogo kto może potrzymać mnie na lonży na początku jazdy (dopiero 2 razy jeździłam bez lonży w efekcie finalnym, a kon miał jeźdźca na sobie jakieś kilkanaście razy) to po prostu nie wsiadam na konia, a jedynie pracuje on na lonży...

Z wsiadaniem to jest tak, że "wrzucanie" przez kogoś na konia jest bodaj najlepszą metodą... dopiero parę ostatnich razy wsiadałam sama z ziemi, bo koń był już na tyle pewny...

Po prostu potrzebny jest Ci ktoś do pomocy, nie da się wszystkiego zrobić samemu....
Atthis,
co to jest w ogóle za koń? Jakąś rasę ma, rodziców... ?

Nie ma żadnego problemu przy wsiadaniu, zrywaniu się z lonży oraz niestanie pod jeźdźcem oprócz.... braku szacunku i zaufania.

Nie mamy rozmawiać o Twoim poziomie jeździeckim tylko..... poziomie "końskim". Na trening konia składa się przede wszystkim psychologia zwierzęcia oraz spostrzegawczość, refleks i "znajomość konia" przez jeźdźca-trenującego.
Metoda "na wygalopowanie" nic nie da, bo klacz jej przede wszystkim nie skojarzy ze spokojnym staniem. Próbowałaś wsiadać z ziemi? Mój przy wsiadaniu z ziemi stoi grzecznie, jak aniołek, przy stołku kręci się zapamiętale, mimo, że próbowałam najpierw prośbą, później trochę mocniejszą prośbą, przekupstwem i wsiadać ze stołka to se mogę jak ktoś konia trzyma, ale w przypadku mojego konia jest to zupełnie zrozumiałe, ponieważ w kluczowym momencie - wywalił się taki stołek pod koński brzuch. Także, rozumiem niechęć mojego konia do stołka i postanowiłam wsiadać z ziemi na obecną chwilę.
Klacz z tego co mówiłaś - takich problemów nie ma.

Mam wrażenie, że to takie bieganie, bo "ja chcę i juz".
A nie zastanawiałaś się czy to nie jest bieganie "boję się i spierdzielam?"

Oczywiście, gdybym miała czas bywać w stajni codziennie i pracować przynajmniej godzinę dziennie na pewno w końcu bym sobie z tym poradziła
Ta. Czekaj na gruszki na wierzbie. Jakie przynajmniej! Przynajmniej to ona powinna na padokach chodzić. Początkowa praca z młodymi [a także ze starszymi-niezajeżdżonymi] powinna być krótka, zwięzła i na temat, dopiero po jakimś czasie czas pracy wydłużamy, jeśli koń dobrze reaguje. Lonżowanie powinno ograniczyć się do 20-30 minut max, czasem nawet i bez galopu, sama jazda na ledwo co zajeżdżonym koniu nie powinna trwać bitą godzinę i to jeszcze codziennie. Wypadałoby, by miała jeszcze jakiś czas wolny, co?
Oczywiście, są przypadki, w których praca może się wydłużyć, kiedy koń ma wybitnie dzień na "nie bo nie, buntuję się", a my chcemy wyegzekwować chociaż jeden pozytywny element, by jednak zakończyć pracę czymś miłym i dać koniowi spokój, ale takie dnie nie zdarzają się codziennie. Godzina to jest strasznie dużo.
Koń młody, chociaż nie tylko - każdy koń jest w stanie znudzić się na lonżu po kilku minutach.

Tutaj nie mam zupełnie pomysłu co zrobić, żeby wyegzekwować u niej stanie, kiedy ma stać. Może jakieś pomysły na pracę z ziemi/z siodła?
Na pewno nie ciągnąć za wędzidło.😉 Cierpliwość, cierpliwość.... Jestem ciekawa, jakie sygnały następują po sygnale do zatrzymania. I czy zatrzymuje się na lonży.

miała straszne skłonności do przeginania się na boki - szła łukiem po proste
A to to jest najzupełniej normalne na początku.
I nie powinno się konia na siłę ustawiać, wracać na ślad, tylko siedzieć prosto, jak przyklejonym i czekać, aż koń odnajdzie równowagę oraz robić dużo kół w stępie, później w kłusie, częste zmiany kierunku..... czyli innymi słowy -wygięcie, wygięcie, wygięcie. I przy wszystkim - pilnować rozluźnienia, dobrego samopoczucia konia. Tylko rozluźniony koń jest w stanie poprawnie wykonać dotychczasowe ćwiczenia.
Zastanawia mnie również fakt, jak siedzisz, jak pracują łydki, jak pracuje ręka..... Tak, napisałaś, że to nie temat na dywagacje o Twoim dosiadzie, ale.... niestety, braki tutaj wychodzą.
Nie nauczysz konia poprawnej reakcji na łydkę jeśli tak będzie klepiąca, odstawiona czy trzymająca, to samo z relacją wędzidło-ręka i tak dalej. Nie trzeba być grand prix, żeby zajeżdżać młode konie, ale trzeba mieć przynajmniej ogarnięty dosiad, świadomie działać nim, całym i myśleć.

Ostatnimi czasy występujący problem - zrywanie się z lonży.
Ostatnimi czasy? Ciekawe. Klacz daje ci ewidentny znak, że coś jest nie tak z pracą, że jej się nie podoba, że chce uciec a przy okazji - buntuje się, bo wie, że może. Próbuje wleźć na głowę.

Na padokach jest raczej towarzyska, choć ostatnio zaobserwowałam skłonności do agresji w stosunku do koni, których wcześniej nie wykazywała wcale:/
A to jest jeszcze bardziej ciekawe. Zastanawiałaś się może czy przyczyna nie jest czasem w nieodpowiednim treningu? Może za dużo kar? Za dużo pracy? Za dużo wymagań? Granica między zadowolonym i umiejącym nową rzecz koniem, a przepracowaniem oraz nudą jest cienka, łatwo ją przekroczyć. Jest takie mądre powiedzenie - Czasem mniej znaczy więcej.
Konie na padoku czasem odreagowują frustracje, złość oraz sposób w jaki są traktowane. Skoro człowiek jest silniejszy i siłą robi z nimi co chce, to one to zachowanie przejmują na kumpli. Czasem się wyżywają, podskubują, mszczą się za doznane krzywdy... czasem są złośliwe, bo je coś boli, kręgosłup, nogi, szyja... Brzmi to trochę groteskowo, ale jestem prawie pewna, że tak jest.

Hmm z tego co czytam wnioskuję, że wsiadasz na niezajeżdżonego konia bez lonży, tzn, że nikt Cię nie trzyma... - niezbyt mądrze

Wsiadasz na surowego konia, dla którego, to, że coś na nim siedzi może być straszne ze stołka... - niezbyt mądrze...., a jakby się spłoszył i np zwalił Cię z tego stołka... yhhhh

Powiem tak... sama w tej chwili zajeżdżam swojego młodego. Jeśli nie ma nikogo kto może potrzymać mnie na lonży na początku jazdy (dopiero 2 razy jeździłam bez lonży w efekcie finalnym, a kon miał jeźdźca na sobie jakieś kilkanaście razy) to po prostu nie wsiadam na konia, a jedynie pracuje on na lonży...

Z wsiadaniem to jest tak, że "wrzucanie" przez kogoś na konia jest bodaj najlepszą metodą... dopiero parę ostatnich razy wsiadałam sama z ziemi, bo koń był już na tyle pewny...

Po prostu potrzebny jest Ci ktoś do pomocy, nie da się wszystkiego zrobić samemu....


Pierwsze wsiadania zawsze były z kimś, kto mnie trzymał... i jeśli tylko mogę, staram się jednak z kimś jeździć, nawet po to, żeby tylko trzymał... Dlatego też od dawna nie wsiadałam.

Sankaritarina:

Koń to hucuł, rodziców nie znam, nie ma tabliczki, a dokumentów nie przeglądałam.

1) Czy nie zastanawiałam się, czy to nie bieganie "boję się i spierdzielam" owszem zastanawiałam! Ale..ona zachowuje się inaczej jak się boi.

2) z tą przynajmniej godzinąa dziennie pracy trochę przesadziłam, tzn. wliczyłam w to już zabiegi pielęgnacyjne + zapas na jakieś wyskoki, które się często zdarzają. Zdaję sobie sprawę z tego, że takiego konia nie należy przeciążać, dlatego kiedy wsiadałam, wsiadałam na dosłownie chwile, na stęp + powiedzmy jedna ściana kłusa pod koniec. Jednak zauważyłam pewną prawidłowość - pracując z koniem codziennie (piątek, sobota, niedziela) widzę ostatniego dnia sporą poprawę zachowania. Zaczyna się tydzień, uczelnia.. i wracam do punktu wyjścia.

3) po sygnale do zatrzymania nie następują żadne sygnały tzn. koń staje, ja rozluźniam krzyże i odpuszczam wodze, koń momentalnie rusza. Na lonży się nie zatrzymuje. Nie umiałam jej tego nauczyć..  😡 ale na komendę stój/prr z siodła reaguje.

4) Cóż, jeśli chodzi o dosiad rękę/łydkę, to instruktorzy nie narzekali na nic konkretnego niby, czasem, że się garbię, czy palce odstawię - tutaj mówię tylko to, co wiem od instruktorów. trudno mi samej ocenić...

5) Z tym zrywaniem się.. to jest tak "śmiesznie". Że jak z nią zaczynam po przerwie, to zwykle próbuje. Teraz tylko miała ułatwioną sprawę, bo slisko, bo ręka nie sprawna jak kiedyś. Trudno mi powiedzieć co robie źle, bo do tego kiedy się zrywa, nie ma reguły. Czasem po paru minutach stępa, bo ona chce kłusować, a jej nie pozwalam - to myślę, niewybiegana. Czasem jak jest mocno zmęczona (nie lonżą, teraz jak z nią nie pracuję, a widzę, że ją energia rozpiera to ją ganiam i na  stęp np. biorę na lonżę) też się wyrywa. Czasem przelonżuję ją w jedną stronę we wszystkich chodach, a w drugą jej się nagle odwidzi..

6) hm.. to co mowisz ma sens, nawet całkiem spory. tylko nie mam pojęcia jak to zastosować do naszej sytuacji. Kobyła nie jest ogólnie niechętna do pracy, raczej próbuje ustalić swoje jej warunki.. (mówię tu o zrywaniu się, albo ponoszeniu - nie o rzeczach, których nie potrafi zrobić). O przepracowaniu raczej ciężko mówić, kiedy to jest parę razy w tygodniu i naprawdę lekko. Kobyła jak tylko przychodzę do stajni stoi przy bramce padoku i czeka, albo przyłazi jak na padok wyjdę. Nie próbuje uciekać od kantara czy ogłowia. Trudno też mówić o za dużej ilości kar, bo raczej karana nie jest. Raczej staram się nie dopuszczać, żeby coś zrobiła (z różnymi skutkami) niż nie wiem, bić, głos podnosić. Jak się wyrwać próbuje, a ją utrzymam, to karą jest nieuniknione szarpnięcie. Ale jak się wyrwie, to nie będę za koniem ganiać, żeby go stłuc, bo to się z celem mija..

Koń zastosował metodę - małymi kroczkami wyjdę na swoje. Zaczyna się od problemów przy wsiadaniu, ruszniu bez sygnału, czy wyrywaniu z ręki. Potem będzie coraz gorzej. Jeżeli tego nie widzisz w tym momencie problem będzie się pogłębiał. Sama napisałaś, że masz mało doświadczenia i koń doskonale o tym wie. Teraz koń Cię olewa, ale potem będzie próbował się Ciebie pozbyć lub przynajmniej z siebie przepłoszyć - w sposób jaki uzna akurat za stosowny.
Ja bym sobie z tym "zajeżdżeniem" dała spokój.


Dziękuję. Nieraz myślałam, żeby dać sobie spokój, w końcu to nie mój koń, nie moja sprawa. Szkoda moich "nerwów" i frustracji czasem jak wychodzę ze stajni. Ale potem wracam do domu, przeglądam zdjęcia, czytam fora i przypominają się te dobre rzeczy, które udało nam się osiągnąć..
Koń to hucuł
I wszystko jasne. 😁
Hucuły, a także inne rasy "prymitywne" i mieszanki z rasami prymitywnymi to zazwyczaj sakramencko inteligencje, przebiegłe i sprytne zwierzątka. Im bardziej "prymitywny" konik - tym sprytniejszy, że tak się wyrażę.
Nie chcę tutaj umniejszać wartości tych koni, wręcz przeciwnie. Chcę zwrócić uwagę, że z takimi końmi trzeba równie sprytnie co one. Nie zawsze po dobroci, ale i nie agresywnie [jak z każdym koniem z resztą]

Jednak zauważyłam pewną prawidłowość - pracując z koniem codziennie (piątek, sobota, niedziela) widzę ostatniego dnia sporą poprawę zachowania. Zaczyna się tydzień, uczelnia.. i wracam do punktu wyjścia.

A i owszem, to również jest najzupełniej normalne. Każdy koń bez hmm, ugruntowanej wiedzy i hmm, prawidłowego rozwoju psychicznego [dodaję takie "hmm" bo to nie zawsze się sprawdza 😉 ] będzie zapominał, będzie "gorszy" po przerwie. Niestety, przerwy być muszą, nawet nie chodzi mi tutaj o dni wolne od pracy, ale o twoje życie prywatne. Uczysz się, a nauka jest niestety, w pewnym momencie ważniejsza od konia.

Czytając kolejną część wypowiedzi nasuwa mi się jedno - konik robi Cię... w konia. 😉
Ona doskonale wie, czego od niej oczekujesz, przy zatrzymaniu przecież się zatrzymała....i kiedy tylko widzi, że odpuszczasz - rusza, bo wie, że może. Pytanie jak pochwalić konia, "odpuszczając" na pomocach by nie przekroczyć granicy "odpuszczenia koniowi" w ogóle.😉

Co do jazdy - Jeżdżąc 2 lata nie jest możliwe, by Twoim jedynym problemem była pięta albo garb. Nie da się. Nie mówię, może z Ciebie być samorodny talent jeździecki, ale nawet taki talent popełnia błędy - jak każdy, nawet jeźdźcy wysokiej klasy. Być może po prostu nie jesteś świadoma, co robisz źle, dobrze się czujesz jak jeździsz, ale warto byłoby się dowiedzieć czy sama sposobem jazdy nie powodujesz czegoś, co u konia z kolei powoduje bunt. Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Czasem po paru minutach stępa, bo ona chce kłusować, a jej nie pozwalam - to myślę, niewybiegana. Czasem jak jest mocno zmęczona (nie lonżą, teraz jak z nią nie pracuję, a widzę, że ją energia rozpiera to ją ganiam i na  stęp np. biorę na lonżę) też się wyrywa. Czasem przelonżuję ją w jedną stronę we wszystkich chodach, a w drugą jej się nagle odwidzi..
ooo, nie, nie, takich opcji być nie powinno. Stęp? Ma być stęp, chociażby w ręku; kłus? ma być kłus. Ewentualnie myślę, że można koniowi pozwolić na koło czy dwa galopu i poprosić o przejście do kłusa, ale nie powinno się pozwalać by koń sam z siebie dyktował tempo, chód i kierunek. Przejmie inicjatywę w tej dziecinie = zacznie przejmować w innej.
To samo z tempem w każdym chodzie. Wolny kłus to wolny kłus, szybciej to szybciej, przejście to stępa to przejście do stępa, jak do konia nie dociera, czegoś nie rozumie, nie chce zrozumieć = wymyślać taki sposób, by zrozumiał i dotarło [ale zaznaczam, przejście z kłusa do stępa, kiedy koń nie rozumie nie równa się szarpnięcie go za wędzidło. Taki sposób też widziałam -.-' ].
Może Ci się uda. Odpowiadam tak miło i przychylnie, ponieważ sama dowiedziałam się co to jest prawdziwe lonżowanie dopiero przy "własnych" koniach i własnym-prywatnym koniu. Z konia nieskładnie biegającego kłusem po elipsie udało mi się zrobić konia, który będąc w szczytowej formie, spokojnie i bezproblemowo chodzi w trzech chodach po 20metrowym kole, pracuje odpowiednimi mięśniami, dokracza i jest przyjemny w pracy z ziemi, więc myślę, że - da się, trzeba chęci, cierpliwości i samozaparcia.

Trudno też mówić o za dużej ilości kar, bo raczej karana nie jest. Raczej staram się nie dopuszczać, żeby coś zrobiła (z różnymi skutkami) niż nie wiem, bić, głos podnosić.
To może czas, żeby zacząć karać? 😉
Granica pomiędzy zbyt dużą ilości kar/niewygody/i tak dalej, bo mnie zaraz jakiś naturals zje/ a zbyt małą ilością, pobłażaniem koniowi, pozwalaniem na zbyt dużo również jest cienka jak włos. Są rzeczy, które powinny być dla konia miłe, przyjemne, powinien je chętnie wykonywać, są rzeczy, których koń nie powinien wykonywać oraz są rzeczy kategorycznie Zabronione przez duże Z. Jak przy dzieciach. 😉


Droga Atthis,

W 100% zgadzam sie z przedmówczynią  🙂

Posiadam 2 letnią klacz rasy sp, która często chce podkreślić swoje zdanie i swoje"zachcianki".

Trzeba być bardzo konsekwentnym w tym , czego się wymaga od młodego konia.

Według mnie wykonanie czegoś poprawnie powinno być często nagradzana - np max 20 min spacerku na lonży i jazda na spacer do lasu czy na łąkę 🙂 oraz cukierek i słowa "dobry koń" itp.

Mimo że mój koń to jeszcze dziecko, zaczęłam z nią powoli pracę na lonży. Skupiam sie wylacznie na pracy z ziemi, z jasnego powodu - wiek konia. Wszystko szło elegancko, czyli lonżowanie w kłusie i w stepie w obie strony - a nie byłam u niej codziennie, 3-4 raz w tyg - a tu nagle nie było mnie tydzien i wracamy do początku. Nie moge tez od niej wymagać za duzo, bo dopiero zaczynami nauke. Nauczyło mnie to, że podczas pracy z mlodym koniem nalezy poswięcać mu DUŻO czasu w sensie regularnie, i nie chodzi mi tu o godzinny czy o dwugodzinny trening na lonży, tylko o systemtyczne ćwiczenie poszczególnych elementów. Do tego dużo cierpliwości i spokoju  😀


Moja dobra rada: nie układaj konia sama , bez wsparcia doświadczonej osoby. Zdaje sobie sprawe, że wynajęcie trenera nie jest tanią sprawą. Ale lepiej jest przyoszczedzić i oddać swojego wierzchowca w dobre rece, za nim bedzie za poźno. Takie jest moje zdanie, gdyż sama będę za jakiś czas szukać kogoś, aby zajął się układaniem mojej pociechy  😀
Hej Atthis,
Napiszę troszkę z mojego punktu widzenia i opiszę moją sytuację. Mam także młodego konia, kupionego jako zajeżdżonego, ale u mnie okazało się, ze koń bardzo mało umie i miał przerwę w chodzeniu pod siodłem, więc postępowałam z nim jak z surowym. Też nie miałam doświadczenia, wcześniej dzierżawiłam różne konie, ale zajeżdżać nigdy nie zajeżdżałam. Mam o tyle dobrą sytuację, że mam osoby, które przyjadą i ocenią moją pracę z koniem, kiedy tego potrzebuję i kiedy pojawi się problem.

W moim przypadku bardzo dużą rolę odegralo chodzenie na uwiazie i gruntowna nauka chodzenia na lonży. Z uwagi na to, że musialam przygotować konia do przegladu hodowlanego poswiecilam pierwszy miesiac prawie wylacznie na chodzenie przy czlowieku na uwiazie. Nauczylam wszystkich komend (oprocz galopu) potrzebnych do obslugiwania konia na lonzy i pod siodlem oraz w obejsciu: stoj, do tylu, na bok, stęp, kłus. Nauka aż do momentu kiedy kon wykonuje bezblednie - w moim przypadku sprawdzianem był moment, kiedy koń się sploszyl, powiedzialam STÓJ! i koń jak wryty się zatrzymal. Momentalnie dzieki tym cwiczeniom poprawila sie koncentracja konia (nigdy nie wie, kiedy czegos od niego poprosze, bo czesto zatrzymuje, cofam, zaklusowuje w roznych nieprzewidywalnych momentach) i szacunek do mnie - przestala na mnie wchodzic, popychac mnie (na poczatku probowala tego non stop) - od czasu do czasu jak na mnie wejdzie (rzadko sie zdarza - testuje) to od razu mówię ostro do tyłu lub na bok i ustalamy hierarchię.

Mój koń ma bardzo wrazliwy charakter, nie mogę jej duzo karać - sprawdzaja sie łagodne kary w stylu cofnac dwa, trzy kroki, kiedy robi cos bez mojego życzenia to popędzam - bardzo na nią to dziala, kiedy się trochę ją pogoni od razu grzecznieje i robi się bezproblemowa. Też mam problem wiercenia sie przy wsiadaniu - i tak jak ktoś juz opisał, z ziemi nie ma problemu, a ze stołkiem zaczyna sie kręcenie, chyba że jest druga osoba, ktora pilnuje, to wtedy stoi jak aniołek. Pracujemy nad tym cały czas. Generalnie wsiadam prawie zawsze kiedy ktos jest w poblizu, sporadycznie wsiadam sama. Wsiadam przewaznie pod okiem instruktora, jak nie ma instruktora to wsiadam na 20 minut zeby tylko przecwiczyc wygiecia i by kobylka mogla sie rownowazyc w stepie i luznym klusie. Jak jestem sama cwicze to, co robie z instruktorem na jezdzie po kilka powtorzen, bo wiem, ze robie to dobrze, mam to opanowane na kilku koniach i wiem, że raczej nie zrobie w tym bledu. Innych rzeczy, takich o ktorych wiem, ze nie do konca mi wychodza, nie robię. Dodam, ze nie jezdze dobrze - jestem na poziomie L w ujezdzeniu z elementami klasy P, ale tą klase L mam opanowana bardzo dobrze, wiem, ze nie robie duzo bledow.
Tak jak Twoja konia, moja też jest bardzo ciekawska i inteligentna, szybko sie nudzi - trzy kola na lonzy w jednym chodzie to juz dla niej stanowczo za duzo! Robie zmiany kierunków co 3-4 kola, zatrzymania na kole (jak nauczylam? Najpierw jak pisalam na uwiazie - kon zatrzymuje sie zawsze. Potem na lonzy po prostu powiedzialam stój i koń znajac juz te komende po prostu stanął), przechodzenie przez dragi lezace plasko na ziemi (wymagaja troche koncentracji, ale malo nakladu fizycznego), przejscia co pół, jedno i półtorej okrążenia. Na początku moja też mnie nie sluchala kompletnie - na szczescie pomogla mi moja kolezanka, ktora kiedy zobaczyla moje lonzowanie po prostu sie załamała, ochrzaniła mnie i pokazala, jak to sie robi 😉 Okazalo się, że wymagalam za wolnego tempa - kolezanka wymaga co najmniej o polowe szybszego! Takze wprowadzila czestsze zmiany, u mnie koń po prostu się nudził. Teraz juz poprawilam swoje bledy, wprowadzam dużo akcji na lonzy, nie daję się znudzić - jak kon sie nudzi to zaczyna kombinować 😉 Pierwsze kilka kolek nie wymagam nic, potem zaczynam pilnowac tempa, koń musi isc aktywnie. Ale uwaga - moja klacz jak sie za bardzo nakreci to chodzi bardzo usztywniona, musze ją wtedy spowolnic i czesto lonzuje wtedy w bardzo powolnym tempie - odnajduje wtedy rownowage i rozluznia się. Kiedy to nastapi ponownie wymagam nieco żywszego tempa.
Do tego ważna jest Twoja praca batem i lonżą - bat  i lonza nie sluza tylko do tego, żeby je trzymać. Lonżą nalezy dzialac jak wodzą - otwierać i zamykać palce, nabierać, oddawać. Batem można poganiac na rozne sposoby i ważne jest też w ktore miejsce konia celujesz batem. Ja na początku w ogole tego nie wiedzialam, ale z czasem zauwazylam, w ktorych momentach dzialac lonzą, a w ktorych batem i naprawde są swietne tego efekty.

Jesli chodzi o uciekanie z lonży - koń ktorego dzierzawilam tak robil. Pomoglo to co odkrylas - lonzowanie na ograniczonym terenie, najlepiej na lonzowniku. U siebie mam lonzownik ośmiokątny, ale koń porusza się po poprawnym kole i wtedy latwo moge ocenic, kiedy zboczy do środka - widze, ile odszedl od sciany. Dla mlodego konia ważne jest ograniczenie od zewnetrznej strony, dlatego lonzownik bardzo sie przydaje - zapobiega to ucieczce konia oraz daje oparcie i pomaga koniowi odnalezc rownowage, a przy tym nie trzeba sie z koniem szarpać.
Zrobienie lonzownika - u mnie to jest 8 palikow od pastucha i snopowiązałka😉 Czas roboty: okolo godzina 🙂

Caly czas staram sie doksztalcac i ciagle mam watpliwosci, czy wszystko robie dobrze, ale zachowanie konia i jego samopoczucie są najlepszym wskaznikiem - moja klacz jest naprawde grzeczna, sporadycznie cos kombinuje i przeważnie wtedy chce coś przekazać: np. sygnalizuje, że wywarłam za ,duża presje albo że się nudzi. Od razu to po niej widać 🙂 Jedyne, co mnie drażni to to kręcenie się przy wsiadaniu, musimy nad tym dużo popracować. Na poczatku nie bylo różowo, bo nie sluchala sie mnie (pomoglo polaczenie Monty Robertsa), tulila na moj widok uszy. Teraz już żyjemy w przyjaźni 😉

Rady ode mnie: przede wszystkim poćwicz z ziemi! Konia bardziej sie na Tobie skoncentruje i nauczy sluchać Twoich komend. Ja ze swoją przechodzilam też w reku przez drągi - musiala patrzec, gdzie stawia nogi, nie bylo to nudne, a Ty możesz cwiczyc wykonywanie przez nią komend z lonżowania: stoj, stęp, cofnij. Fajną rozgrzewką przed jazda jest tez wybranie sie na spacer - ja ze swoją stepuje i klusuje po lesie w ręku, to jej pozwala sie odstresowac i odpoczac od jezdzca 🙂

A w reku wyprzedza Cie? Przede wszystkim pilnuj, by nigdy Cie nie wyprzedzala - jesli tylko to zrobi odangażuj zad na bok, zrob z nią kółko, cofnij, w razie potrzeby szarpnij (chociaż jeśli ma charakterek podobny do mojej to zdecydowanie lepiej działa przestawienie zadu w bok i zrobienie ciasnego kółka). Moja na poczatku koszmarnie wyprzedzala, ale z moim lubym tak ją wycwiczylismy, że nawet szybko klusujac nie wyprzedza. Procentuje wymaganie prostych rzeczy w kazdej sytuacji: czy w boksie na Ciebie napiera? (cofnij, przestaw zad), czy daje sie wszedzie dotknac? (jesli nie, cwicz malymi kroczkami), czy daje sobie bez problemu wszystko zalozyc? (jesli nie, zakladaj po kilka razy wszystko jak bedziesz u niej), czy zawsze reaguje na komendy w reku? (jesli nie, cwicz koniecznie).
I wazna sprawa - dużo nagrod 😉

Tak jak ktos napisal: nie musisz umiec super jezdzic, ale musisz wiedzieć, co chcesz osiagnac, wiedziec, jak ma wygladac Twoj cel (najlepiej taki malutki: typu koń zatrzymuje się jak powiem stop). Musisz miec wewnetrzne przekonanie, że to sie uda. Jak cos robisz z koniem to najpierw wyobraź sobie efekt i całą silą woli przekaż koniowi, że ma to zrobić 🙂 Jeśli nie zrobi - następuje kara w rodzaju np. popędzenie (mojej się odechciało nie przechodzenia do stępa z klusa, kiedy przegalopowałam ją kilka kółek), przestawienie dowolnej czesci ciala konia, cofniecie, zdecydowany głos "nie!", "e!",  w ostatecznosci pociagniecie/szarpniecie uwiazem lub lonżą (ostatecznosc!). Wazne jest wewnetrzne nastawienie i Twoja pewnosc! 🙂 Dzierzawilam kiedys takiego konia, ktorego się bałam i wewnetrznie wiedzialam, ze cos mi nie wyjdzie, bo on poniesie albo sie przestraszy - prawie kazda jazda na nim to była porażka i w efekcie ponosil mnie gdzie chcial i kiedy chcial i na dodatek jak długo chciał. Nie pozwalam sobie na ten blad przy swoim koniu - nawet jak łapię cykora to szybko staram sie wrócić do pionu i być zdecydowaną, spokojną, łagodną i interesującą. Pomyśl, jaką panią chciałaby mieć Twoja konia 😉 - zastanów się, czego potrzebuje i spróbuj temu sprostać!
Atthis, poproś Black_Mambę o pomoc.
Ona straciła niedawno w tragedii swojego ukochanego zwierzaka i sama dała ogłoszenie, że chętnie komuś pomoże.
Ty też jej pomożesz dając jej możliwość zaangażowania się w "wir pracy"


Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się