Zachód Polski. Drzecin, 5km od Słubic (przejście graniczne)
Mam takie wrażenie, że ten temat to jakie hmm... teoretyzowanie i uogólnianie na siłę. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie zadane w temacie.
Koń rekreacyjny to też koń prywatny - ma swojego prywatnego właściciela stajni i ten właściciel powinien zapewnić swoim koniom odpowiedni byt i pracę. Nawet jeśli stajnia jest hmm "państwowa" utrzymywana przez jakąś firmę, ośrodek sportowy, gdzie właściciel "na papierze" nie jest nawet koniarzem i siłą rzeczy - nie będzie przebywał wśród koni, to i tak w takiej stajni powinna być jakaś jedna osoba odpowiedzialna za zarządzanie tym wszystkim. Jeśli ta osoba ma głowę na karku - to i konie nie będą się miały źle, mimo, że nie mają jednego jeźdźca, który by na nie chuchał i dmuchał.
Z resztą, co z tego, że koń jest "prywatny", ma jednego właściciela, jeśli ten właściciel ma nasr..... w czubie za przeproszeniem i funduje koniowi dzień w dzień ciężkie jazdy po 2-3 godziny bo "on musi konia trenować!" na jazdach okłada konia batem niemiłosiernie, bo "koń nie umie!", w boksie ten sam koń dostaje za ruszenie uchem przy czyszczeniu, za głębszy oddech, za kiwnięcie włosem z nosa.... i nie właścicielowi nie wytłumaczysz, bo on wie lepiej. Co z tego, że koń prywatny, skoro ma 2 lata a właściciel popyla na nim na rajdy, galopuje, w tereny zabiera i kombinuje, kiedy by tu skakać.... Też nie wytłumaczysz, jeszcze człowieka objadą za wtrącanie się w nieswoje sprawy. Co z tego, że koń prywatny, jeśli właściciel kupuje co tydzień inne, coraz to wymyślniejsze wędzidło, bo "on się nie chce zbierać", zapina koniowi wypinacze razem z czarną [kurde. do dzisiaj żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia], bimba na trenerów bo "to są głupki, które wyciągają kasę" i jeździ z taką łapą, że koniowi oczy z orbit wychodzą. I analogicznie do stajni rekreacyjnych: jak właściciel pazerny na kasę a do tego niezrównoważony psychicznie to jak konie mają się mieć "normalnie" jeśli nie dobrze ?
Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Widząc takie "kwiatki" czasem stwierdzam, że konie w rekreacji mają lepiej. Odbębnią swoje, zacisną zęby i zniosą tych obijających grzbiet początkujących, a później mają święty spokój. Z kolei, jak przypomnę sobie stan koni w kilku naprawdę dużych i popularnych ośrodkach to włos mi się na głowie jeży. Konie chodzą na jazdy obtarte, chore, mieszkają w jakichś klitkach, gdzie trudno się obrócić, kopyta miesiącami kowala nie widziały.... No, cóż, jaki pan, taki kram.
Ja spotkałam kilka naprawdę fajnych stajni rekreacyjnych, gdzie może nie zawsze wszystko było idealne, ale konie były nakarmione, napojone, miały czysto w boksach, sprzęt względnie dopasowany, padoki czy nawet pastwisko i 2-3 [no w porywach 4] godziny jazdy dziennie max. Potuptały na tych jazdach stępem, kłusem, galopem, przelazły przez jakieś drągi i finito, koniec jazdy. I większość z tych koni nie miało jakoś specjalnie pokićkane w głowach. Zdarzały się niemożliwe cwaniaki, ale nie niebezpieczne, tylko raczej uczące pokory, zdarzały się idealne profesory, czasem jakieś wypłochy, ale w granicach normy. Inna sprawa - każdy koń inaczej chodzi pod początkującym, inaczej pod zaawansowanym.
Żal mi było tylko tych koni, które są zbyt wrażliwe na rekreację, na ciągłe zmiany. Takich, co mocno się denerwują, szybko nakręcają, mocno przeżywają i "obrabiają temat" jeszcze po zakończeniu jazdy.
No, ale cóż. Gdybym miała same takie bidy wykupywać to musiałabym być milionerem.
Sankaritarina, jestem tego samego zdania. O rekreanty trzeba dbac chociaż to niezbędne minimum, żeby były zdrowe i sprawne do pracy. A prywaciarze? ich koń, ich wola.
Wszystko zależy od człowieka...