Teren w zastępie

tunrida, fakt, ja piszę tylko i wyłącznie z perspektywy znających się i ufających sobie osób, już wieki nie byłam w terenie z 'kimś' i generalnie nie jeżdżę tak łatwo z obcymi osobami.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
14 grudnia 2009 21:34
Jeszcze jedno mi się przypomniało: unikać rutyny! Konie doskonale zapamiętują trasy - gdzie stęp, gdzie kłus, gdzie galop i gdzie galopem pod górkę, a potem jedzie się z grupą kłusującą, a konie - dzida do przodu. Dlatego staram się:

1. zmieniać trasę (nawet jeśli ma to być skręcenie o ścieżkę wcześniej niż zwykle);
2. jechać od czasu do czasu od ogona strony, żeby konie nie szły na pamięć;
3. zmieniać rozkład trasy (wiadomo, że po stępie nie zagalopuję od razu, ale można na ścieżkach "kłusowych" postępować, na "galopowych" pokłusować - tak, żeby wybić towarzystwo z równowagi).

Najbardziej na świecie nie lubię, gdy wjeżdżam do lasu, a koń zaczyna robić młynek ogonem, uszy po sobie i mega foch, bo przecież TU JEST GALOP i on nie będzie stępował! A właśnie, że będzie, choćby i miał przestępować całą "galopówkę".
Burza, a później nam w Poznaniu zamykają ścieżki  jak wy w stolicy tak się drzecie po lasach i płoszycie sarenki 😂 i później są pretensje , ze do lasu wstęp wzbroniony  😁

Ja lubię tereny z prywaciarzami. Każdy na swoim koniu , odpowiedzialny, kumający bazę.Lubie też się powłóczyć bez celu po okolicy w samotności.
Mamy w stajni jednego takiego co teren dla niego to heja banana byle szybciej do przodu.Chce szaleć niech szaleje.Uwielbiam patrzeć na wyraz jego twarzy jak za nami czeka na końcu drogi a my tempem pata taj  dojeżdżamy galopem.Mina bezcenna  😁
Lanka_Cathar, haahaha. Jak jeździłam z przyjaciółką w tereny to wracałyśmy zmęczone więc galopem żeby szybciej, taką ostatnia drogę w lesie. Do dziś mi koń robi " a może byśmy?" jak na nią wjeżdżam 😉 święta prawda 😉

armaquesse, u nas wszystkie drogi otwarte z błogosławieństwem, i jeszcze tak nie zabłądziłam żeby w Poznaniu wylądować 😀
Burza, ale wiesz , Wasza sława Was wyprzedza.😉
Chyba echo naszych rozmów 😉
Dokładnie.. tak jak pisałam wcześniej.. Kobyłka jest przyzwyczajona, że w danych miejscach galopujemy. I jak wyjechałam na ściernisko, chciałam zakłusować, to zagalopowała, a później zaczęła walić ciągami, ustępowaniami od łydki, stać nie chciała, wierciła się.. na szczęście jeszcze nie wpadła na pomysł stawania dęba 🤔wirek:
A właściciel co powiedział, jak mu o tym opowiedziałam? "to trzeba było ją puścić, jej dobrze zrobi takie wybieganie się!"..
Po kilku próbach, z kombinowaniem, czy mam być na początku zastępu, na końcu, czy gdzie, udało się w miarę normalnie zagalopować, ale i tak na koniec galopu musiałam ją na kole zatrzymać, bo mnie olała.. Wyszło tak, ze byłam na przedzie.. Bo się strasznie wkurzała, jak była za jakimś innym koniem i wjeżdżała w zad, nie mogłam jej w ogóle utrzymać.
Ale w sumie nie ma się czemu dziwić. Od jakiś 2-3 lat, od zajeżdżenia, chodziła tylko w tereny, tylko pod tym facetem.. I nagle ktoś nie pozwala jej zapier...ć ile fabryka dała.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
14 grudnia 2009 21:49
Co do echa rozmów - ponoć słychać mnie zza nasypu kolejowego. Już od paru osób się dowiedziałam, że jak wracam z terenu, to nasłuchują, czy już wyprowadzać konie na kolejną jazdę, czy jeszcze poczekać.  😁

A co do zapamiętywania ścieżek. To pojechałam kiedyś z jedną z naszych dziewczyn pomagających w stajni i na galopówce, gdzie kopytny chciał poszaleć, a ja kazałam skróconym galopkiem jechać, słyszę: "Ja nie wiem, jak to wygląda od Twojej strony, ale ja widzę, że ogonem to on młynek robi z wściekłości". Na szczęście delikwent kopytny z serii takich, co to będą mieć focha, ale jak jeździec każe, to posłusznie wykonują polecenie.

Jeszcze jednej rzeczy nie lubię, jak w zastępie trafi się taki kozak, co to przytrzyma konia i dogalopuje do reszty. Jak zorientuję się, że mam takowego, to od razu wstawiam za siebie, żeby głupich numerów nie robił.
[quote author=kamykokrowka link=topic=12812.msg403657#msg403657 date=1260790348]
A ktoś z Was zna komendy wydawane ręką przez czołowego? Różne uwaga, stęp, kłus itd?

O! Tego nie wiedziałam.Są różne gesty?
Jakie?
[/quote]
taniu, sa, wykonuje sie je prawa reka, w min akademii jezdzieckiej je znajdziesz. tylko ich uzycie ma sens jesli i zastep je zna, a z tym bywa roznie. napewno warto jedank ustalic, choc ten podstawowy, czyli chod w dol- poniesienie reki z otwarta dlonia. samo to, juz duzo daje.
A co z ogierami w terenie? 🙂
Ja w poprzedniej stajni jeździłam notorycznie w teren z dwoma osoboami. Czasem był ktos na doczepke. Rudy na poczatku kwiczał do klegów ( bo o klaczy nie chciałam słyszeć ), szedł pierwszy, jest odważny więc nie było problemów.  Z czasem na tyle polubił jednego wałacha że moglismy stać obok siebe, albo jechac obok i rozmawiać a konie w ogole na siebie uwagi nie zwracały. Przyszedł czas że wałach mógł iśc pierwszy. Ale tylko jeden, gdybym tego 2 tak puściła to byłby atak. Klacz wzielismy w teren raz. Musiała isc na koncu, jechałam ja,potem wałąchy i n a koncu klacz. Pinio i tak sie ogladał i śpiewał. Nigdy nie odważyłam sie wziac samej klaczy w teren. Bo Mielibysmy źrebaczki 😉
Aktualnie jeździmy sami. Bo nie znamy koni i nie chce nikogo narażać, ani siebie też oczywiście.

A co kiedy śa dwa ogiery, albo więcej?  Jakie bierzecie w teren, jakie nie? Jak je ustawiacie? Co jest najbezpieczniejsze ? 🙂
Te znaki ręką to pewnie z armii rodem. Jak się oddział skradał na wroga.
My dajemy czasem jak zdążymy.
W drodze do stajni fajnie można ćwiczyć wyciaganie stępa czy boczne kroczki.
Konie gotowe na wszystko,żeby już wrócić do domu.
😉
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
15 grudnia 2009 19:01
Hypnotize, jak podłącza się do terenu znajomy z naszym czołowym, to wrzucam go na początek (facet ma głowę na karku, więc wiem, że nie będzie się popisywał), a sama zamykam zastęp. Ten sam koń chodzi za ogonem mojej kobyły, gdy jeździmy razem.

Lat temu wiele jeździłam w stadninie huculskiej i zwykle zamykałam zastęp klaczy na ogierze - czołowym zresztą. Nie było nigdy żadnych problemów, ale koń znał swoje stado i nie był od niego oddzielany, więc może dlatego.
ja nie zapomnę wyjazdu w teren pewnego lata..... zastęp około 10 koni, typowo szkółkowych kilkunastoletnich znudzonych życiem klaczy, my z instruktorem + kilka dziewczynek na poziomie .... no, nie wiem, czy początki galopu można już nazwać średniozaawansowanym, więc nazwijmy że początkującym.
wyjeżdżamy stępem na wieeeeeeeelką łąkę.
pada sygnał "kłus" i nagle, oooo rany, masakra
wszystkie klacze w dziki galop.
dzieci w pisk, konie "hurra", instruktor daje gazu i się drze żeby skręcać w prawo, niestety sytuacja zupełnie nie do opanowania.
około 3 osób wyhamowało konie, kilka spadło i konie cudem zostały, reszta w kierunku stajni ( w drodze do stajni jest do przekroczenia ruchliwa trasa... brr... ), instruktor za nimi ale nie było ich już dużo.
Normalnie rzeź niewiniątek.
Wszystko dobrze się skończyło, jeden tylko koń dotarł bez jezdzca i z rzędem na wszystkie strony do stajni, reszta gdzieś na łąkach się odnalazła i skompletowała by wrócić już bezpiecznie chociaż w szoku
Alicja_8   Z pasja...z miłością...
16 grudnia 2009 15:58
my z kumpelką zazwyczaj jezdzimy tylko we dwie...ona na arabskiej klaczy slepej na jedno oko a ja na kucu walijskim 🙂
Kiedy pokonujemy jakis odcinek trasy zwykle staramy się jechac jedna za drugą...w lasach obok siebie, ale jesli chodzi o galop to zazwyczaj ona prowadzi...gdy klaczki są obok siebie to zaczyna się ściganie "dziki galop dopoki ktores nie odpusci".

praca w zastepie w terenie tak...ale pamietajmy zachowac odstepy...bo czasem mozna sie pogubic.
Ja sama mialam raz bardzo przykrą sytuacje. Jechalysmy w terenie wzdłuz trasy....zjechalysmy z ulicy i wolnym galopem jechalysmy brzegiem pól i łak....gdy znalazlysmy sie w wysokiej trawie a ja  🤬 🤦 zbyt blisko się trzymalam ogona...nagle poczulam okropny bol w kolanie....dostalam SUPER MEGA kopniaka....myslalam ze umrę...musialam zlezc z kobyłki i biegalam jak glupia po polu zeby bol mina. Efekt: spuchnięte kolano przez 2 tg, na szczescie nie zlamam\na rzepka...bo nie trafila...
Dlatego od tamtej pory zastępom w galopie mowimy stanowczo nie...i pamietamy o odpowienich odstepach...Czasem czlowiek musi dostac nauczke zeby zaczął myslec 🙂
znałam dziewczynę, która dostała w szczękę... 🙁
Udorka, byłam w tym terenie? 😁

Lata jazd rekreacyjnych w terenie rządziły się stałymi prawami: najlepszy jeździec na końcu, jeśli któryś koń kopał- to na nim. Jeśli zdarzały się jeszcze jakieś inne kopiące, dobierane były tak by za nimi szedł zaprzyjaźniony/najbardziej tolerowany koń ewentualnie posłuszny koń pod dobrym jeźdźcem- żeby utrzymać odległość.
W przypadku braku takich delikwentów ustawienie po prostu według sympatii i antypatii końskich.
Instruktor porozumiewał się z nami oczywiście za pomocą głosu lub rąk (ręka w góre- chód wyższy i analogicznie).

Przez kilka lat jeździłam też regularnie w tereny na dwóch kobyłach- matce i córce. Córka z gatunku szybkich i wesołych, więc jeżdżenie obok siebie odpadało. Więc zawsze prowadziła. Matka była mniejsza i wolniejsza, więc odstępy się naturalnie utrzymywały, a że żyć bez siebie nie mogły to automatycznie jedna była mobilizowana do lepszego tempa (apropos idei "otwierających terenów", wspomnianej gdzieś wcześniej), a druga z kolei uspokajała się i nie było szans żeby poniosła.

Teraz z kolei mam problem podobny do Hypnotize. Muszę znaleźć najlepszą konfigurację do wyjazdów na ogierze. Powiedzmy, że z koniem którego zna, ale tylko ze wspólnych jazd maneżowych. Jeśli to wałach to lepiej żeby szedł jako czołowy czy za ogierem? A może obok?
nie, żałuj 😉


jeśli chodzi o komendy w terenie w każdej stajni w jakiej jeździłam osoba z przodu przekazywała osobie z tyłu
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
18 grudnia 2009 13:00
Wendetta, nie ma reguły. Moja kobyła na początku wspólnych wypadów w teren z ogierem chodziła za nim (z różnych powodów), później przeszliśmy do etapu jazdy łopatka w łopatkę, teraz bywa, że ona prowadzi, a ogier (jej dziadek zresztą) grzecznie tupta za nią. Wszystko zależy od tego, który koń pewniej się czuje jako prowadzący, i czy ogier będzie tolerował konia idącego obok lub przed nim. Tu i psychika i testosteron robią swoje. 🙂
my_karen   Connemara SeaHorse
20 grudnia 2009 18:44
Pamiętam te piękne czasy, kiedy jezdzilam sie na świetne tereny zastępowe w stajniach rekreacyjnych.
Pamietam, ze czolowa instruktorka zawsze starala sie sygnalizowac, ale jakos rzadko kto podawal dalej i wpadalo sie na zady tak czy tak 😁 (wiec oczywiscie kopiace/ nakrecajace sie konie byly dla najlepszych jezdzcow, wzglednie szly na koncu).
Pamietam, ze tak strasznie balam sie galopowac po otwartej przestrzeni w obawie, ze komus zachce sie wyprzedzac (choc to sie w sumie nigdy nie dzialo), a ja nie mialam specjalnej kontroli nad koniem wtedy, ot wozilam sie na najspokojniejszych osiolkach 🙂
Ale i tak zawsze mi sie niesamowicie gęba śmiala po powrocie.
Juz daaawno nie mialam okazji pojezdzic w zastepie, mamy z męzem dwa konie, wiec jezdzimy sobie wzglednie obok (choc na obcych koniach jazda obok siebie niewskazana.. 🙄 )
W Irlandii naprowadzilam sie milionow terenow zastepowych nawet na 20kilka koni i zrobilam sie okrutnie wredna jedza pilnujaca bardzo ustalonego porzadku 🏇
Ale to jednak jazdy za kazdym razem z innymi ludzi na roznych poziomach wtajemniczenia, trzeba ustawiac konie stricte wg ich konskich charakterow, a nie wg jezdzcow, i wzglednie modyfikowac pozniej.
Zawsze np wkladalam konia, o ktorym wiedzialam, ze moze cos wywinac za najspokojniejszego, z nakazem hamowania na tylku tego spokjnego w razie co. I zawsze bardzo dokladnie upewnialam sie, ze moja komende uslyszal kazdy, mimo, ze te konie znaly na pamiec kazdy milimetr terenu i wiedzialy dokladnie jakim tempem isc( i zadziwiajaco tego przestrzegaly).

wendetta my z mężem mamy wałacha i ogra kryjacego. Ja jezdze na ogierze i przyznam, ze mimo przyjazni miedzy koniowatymi ( 😁 ) balam sie jechac za ogonem. Poczatkowo kazalam małzowi jechac z tylu, ale ogr sie strasznie rozpraszal i buzowal, zaczelismy wiec wlasciwie od poczatku jezdzic obok siebie, najpierw tak z 2m od siebie i walach troche z tylu, i stopniowo coraz blizej. Nie mielismy problemu juz pod koniec pierwszego teren.
Ale jak mowi Lanka_Cathar nie ma reguly, musisz sama poprobowac.
U mnie to zawsze jest tak, że instruktor przeważnie jedzie pierwszy na Manhattanie, a on jest taki, że go strasznie do galopu rwie i w ogóle (ale wózka z dzieckiem się boi xd ), a potem dowolna kolejność, a na końcu zawsze jedzie najwolniejszy koń O.o, który co galop strzela barany... O.o
Favoritta   siwo, rudo i blond.xDD
30 grudnia 2009 18:30
A ja ja dawno nie byłam w terenie w zastepie... 😕
Ostatnio jeździmy sobie same z braku towarzystwa.
Ale też jest fajnie.. 😀
W poprzednim pensjonacie zawsze jeździliśmy w zastępie, były świetne rajdy..
Ech, to były czasy...
Na swojej klaczy baardzo często prowadziłam, praktycznie zawsze, jak jechaliśmy w teren.

A poza tym to uważam, że w jeździe w zastępie najważniejsze jest to aby koń czołwy był koniem pewnym; odważnym, niepłochliwym i żeby nie ponosił. No i ważne jest odpowiednie ustawienie koni, żeby nie było za dużo kopniaków (zawsze jakieś mogą się zdarzyć, bo z końmi nigdy nic nie wiadomo 😀).
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się