Be-rajter,czyli jak trudno kogos znalezc do jazdy.
Czy to tylko na podbeskidziu tak trudno kogos znalezc do jazdy,czy w calej Polsce miewacie takie problemy? Jakie sa ceny poronawcze w calym kraju? Wszystko o jezdzcach do zatrudnienia.Sama poszukuje takiej wlasnie osoby,ktora pojezdzilaby mi kilka razy w tygodniu konie,niestety osob takich ze swieca szukac. Cena,przynajmniej w mojej okolicy waha sie od 40-50 zl za solidna robote.Prosze o rozwiniecie tematu. Pozdrawiam 😉
salto To chyba problem lokalizacji. Żeby się z jazdy utrzymać to trzeba dużego ośrodka, w sensie jeździeckim albo ludnościowym. Z kolei indywidualni "posiadacze" są w kameralnych miejscach. Nie przesiedli się człowiek przecież za 1000 PLN, nawet z zakwaterowaniem. Nie mogłaś w "kąciku zawodowego"?
halo zdziwilabys sie jak niewielu chetnych bylo na cieplutka posade za 3 tys zl z cudownym mieszkankiem .. Chodzi mi takze o tych "mniejszych" berajtrow,ktorzy zabiora fuche od reki,a mieszkaja w poblizu.Sa tacy ale jest ich malo,przynajmniej u nas.
ps
zapomnialam o kaciku zawodowym,przepraszam 😁
Inna rzecz, że berajtrów mało. Szkoły - nie ma. I jednak to zajęcie dla młodych ludzi. Bo gdy ktoś dłużej pojeździ - przychodzi moment, że woli "być na swoim". Można pożyczyć kasę, kupić kilka koni, trzymać w prostych warunkach - podjeździć, pokazać i sprzedać. Bycie berajtrem to taki trochę bilet w jedną stronę. Umiejętności rosną - a możliwości "samorealizacji" - maleją.
Jeszcze inna inszość - a kto dzisiaj umie jeździć? z młodych ludzi? Czy nie Ci, których/rodziców było stać na własne konie? Oni studiują/pracują. Nie pójdą do kogoś pracować w stajni.
Wydaje mi się, że problem może polegać na pewnej śmiesznej zależności. Żeby móc się uważać za osobę dostatecznie dobrze jeżdżącą, by móc stać się bereitrem, to trzeba w siebie wpakować całkiem sporą sumkę (trener+skądś konia trzeba wytrzasnąć itd.) - a jak już ktoś tę kasę ma, to wygodniej i bezpieczniej traktować jazdę konną jako hobby. W końcu na jeżdżeniu koni kokosów się nie zbije, trudno o chorobowe, emeryturę, czy urlop, a ostatecznie często bywa tak, że najlepsze konie spod tyłka zabierają 😉
busch ok,ale chyba gdzies istenija ludzie,ktorzy sa na prawde potrzebni? W tej chwili w Polsce,jest popyt,nie na "wielkich jezdzcow" (chociaz z tymi przez roznorodne nalogi coraz trudniej jesli wiecie o co mi chodzi 😁 ) ale wlasnie na be-rajtrow,ktorzy sa od "odwalania najgorszej roboty".Mam wrazenie,ze Polacy wola wyjechac z kraju i tam charowac jak woly,niz przyjac posade w Polsce,czasami (podkreslam) tak samo platna.Czy to jest jaks wstyd pracowac w Polsce? 😉
Problem z jeźdźcami nie tylko w Polsce. My też cierpimy, co drugi jeździec co przychodzi to powinien jeździć co najwyżej rekreacyjnie. Zresztą patrząc tutaj po znajomych to wolą jeździć swoje konie, startować i sprzedawać dalej w formie hobby niż jako praca, mimo że są w stanie tak zarobić więcej niż w codziennej pracy, ale wiadomo ten rynek zależy od szczęścia, więc nie dziwię się im że wolą traktować to jako hobby.
Ja umiem jezdzic na tyle, zeby spokojnie byc zawodowym berajtrem i nie wlozylam w to ani grosza, nie mialam ani bogatych rodziców ani wlasnego konia.
Co do pracy: na rajtra (tak samo jak na profesjonalnego luzaka) w zyciu bym nie poszla, bo to nie jest praca, która zaspokoilaby moje ambicje. To jest dobre w czasach studenckich, ale nie wtedy, gdy czlowiek wkracza w doroslosc i musi zdecydowac sie na jakas sciezke kariery, z która byc moze bedzie zwiazany do konca zycia. Do konca zycia jezdzic czyjes konie piatek swiatek czy niedziela gdzies na wypizdziewie? Bez mozliwosci awansu za to z zawsze obecnym widmem tulaczki za praca? Wiadomo, jak duza jest rotacja w pracy przy koniach. Nieliczni sa ze swoimi zawodnikami lata, reszta smiga po calej Polsce, raz tu raz tam... Do tego czesto przy koniach pracuje sie bez umowy, nie odkladajac na emeryture, nie dostajac chorobowego. Niee, dzieki!
Salto Piccolo, gwarantuje Ci, ze gdyby oferowane warunki w Polsce bylyby chociaz w 75% tak dobre jak na Zachodzie, to NIKT by nie wyjezdzal. Zastanowilas sie, DLACZEGO Ci ludzie wyjezdzaja? Bo lubia? Oj, chyba nie...
Chyba troszke mylicie pojecie, berajtrem jest osoba ktora ukonczyla szkole, zdala egzaminy itd. Zawodowy jezdziec to osoba ktora bez tego typu formalnosci jezdzi i zarabia na tym pieniadze. A to roznica. Problem w Polsce polega na tym ze niestety rynek jest bardzo slaby, dlaczego ludzie uciekaja za granice? Of coz moze dlatego ze tam jest to normalny zawod, zarabia sie normalne pieniadze, pracuje sie w dobrym warunkach.
Ja umiem jezdzic na tyle, zeby spokojnie byc zawodowym berajtrem i nie wlozylam w to ani grosza, nie mialam ani bogatych rodziców ani wlasnego konia.
Hiacynta - ale podejrzewam, że niespecjalnie wiele ludzi ma szansę tak fajnie się rozwinąć bez kasy - niby zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza z niczyim koniem ale nie wystarczy kręcić się w kółko samemu po zarośniętym placu. W końcu masz jeździć na tyle dobrze, żeby z czystym sumieniem szkolić za kasę cudze konie - do tego potrzeba jednak kierownictwa kogoś z dołu, w miarę nieutrudniajacego życia siodła i nieco kasy na reklamę podczas zawodów. Gdyby wystarczyło dobre serce jakiegoś właściciela koni i chęci samego jeźdźca, to ja dawno byłabym dyplomowanym bereitrem tylko czekającym na wspaniałe oferty pracy 😅 A tymczasem; rzeczywistość skrzeczy i nie ma się jeździecko czym chwalić 😫
Maagdzia, czepiasz sie 😉 Tak sie przyjelo, ze na niestartujacego pracownika jezdzacego konie mówi sie berajter, rajter i wszyscy wiedza, o co chodzi.
Szkola i egzaminy - to jeszcze duzo wody w Wisle uplynie, zanim to bedzie jakis obowiazujacy w Polsce standard. Póki co to pewnie niewielu w ogóle o czyms takim slyszalo.
Busch - no dobra, ale jazda bez kasy nie równa sie koniecznie kreceniu w kólko bez koncepcji. Ja jezdzilam z trenerem olimpijczykiem, skakalam w domu parkury 130 na maszynach klasy GP, mam wiele dupogodzin wyklepanych na najrózniejszych koniach. Mialam szczescie, ze pochodze z duzego miasta i odpowiednio sie "zakrecilam" w duzym osrodku. Rozumiem, ze nie kazdy ma to szczescie. Ale - sa jeszcze ludzie mieszkajacy przy stadninach lub pochodzacych z rodzin o konskich tradycjach. Sa tez tacy zapalency, co dojezdzaja gdzies pól dnia, a drugie zasuwaja w zamian za trening. Oni tez zapewne potrafia. Pytanie tylko, czy chca...
A siebie chyba nieco zbyt surowo oceniasz 😉
Tradycyjnie już 😉 mogę się podpisać obiema rękoma pod wypowiedzią Hiacynty. Na tym cały problem z byciem berajtrem polega, że po kilku(nastu) latach człowiek zaczyna myśleć - co dalej? Co kiedy będę mieć lat 40 kilka, lub więcej, a ja wciąż będę tylko konie objeżdżać? W każdych warunkach atmosferycznych, z wiecznym ryzykiem kontuzji? Dla mnie taka praca jakoś nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa. Poza tym, dochodzą do tego osobiste ambicje - objeżdżanie cudzych koni i wieczne stanie w cieniu niektórych irytuje, i to chyba niezależnie od umiejętności.
Z mojej perspektywy, tego rodzaju praca do tej pory daje satysfakcję, dopóki daje szanse rozwoju. A nie oszukujmy się, jeżdżąc kilka koni dziennie samopas o taki rozwój trudno.
Hiacynta - no właśnie, duże miasto zdecydowanie takim bidulkom pomaga. Ja do cywilizacji mam 70km 🤔 . W dodatku są takie milusie połączenia, że musiałabym się przenieść na korespondencyjny kurs przedmaturalny, żeby się gdzieś wkręcić. Nie zawsze wystarczą same chęci, jesteśmy przecież ostatecznie ograniczeni przez czas i przestrzeń, a nie tylko przez bariery naszego umysłu 😜
Siebie oceniam adekwatnie do umiejętności i 'szportowego' doświadczenia 😉
Zresztą, nawet bidulkom się bardziej opłaca pójść na prawo, stać się bogatym burżujem i wtedy bez napinki sobie fundować konia, trenera, siodła i całą resztę 😉
W Polsce to najlepiej sobie berajtera 'zrobić'. Mam tutaj na myśli żeby znaleźć osobę która ma chęci i jakieś tam umiejętności, i niestety pierwszy miesiąc jej poświęcić, stać i mówić jak ma jeździć konie, pokazywać itd. Wiem z własnego doświadczenia, bo sama jestem właśnie w takiej sytuacji, kasy na swojego nie mam, na dzierżawę czy trenerów też kiepsko, jakieś umiejętności posiadałam gdy zaczynałam pracować, ale przez ok. miesiąc 'moja' zawodniczka stała nade mną i mówiła co i jak, i teraz wsiada na konie i mówi, że nie czuje różnicy po tym jak ja je jeżdżę 🙂
Zresztą, nawet bidulkom się bardziej opłaca pójść na prawo, stać się bogatym burżujem i wtedy bez napinki sobie fundować konia, trenera, siodła i całą resztę 😉
Znaczy, że jakaś żaluzja do mnie i mego niecnego planu? 😂 😎
Strzyga- jak i żaluzje? Ja tylko o roletach mogę z Tobą porozmawiać 😉
Bo żeby rozmawiać o żaluzjach to ja już za cienka w kapciach jestem? Foch do świąt na Ciebie!!
Aż chciałoby się zanucić "Coraz bliżej święta..." z coca-coli 😂
"Patrz, Strzyga strzela focha na Busha, święta idą" :emota200609316:
Salto Piccolo szczerze powiedziawszy w stajni w ktorej masz konie nikt nie bedzie chcial pracowac ze wzgledu na to ze wlascicielka jest nie wyplacalna,znam osoby ktore by chetnie poszly tam pracowac czy pracowaly ale jeli chodzi o plynnosc finansowa tej stajni to cienko, dlatego uciekaja z tej stajni wszyscy. a szkoda bo stajnia jest swietna
Z drugiej strony znalezienie kogoś, kogo się chce przyuczyć do objeżdzania koni, nauczyć obsługi itp itd, poświęcając własne konie, sprzęt i mnóstwo własnego czasu, szczególnie na ujeżdzalni, też graniczy z cudem. Ja nie mieszkam na żadnym zadupiu, ledwie 20km od centrum dużego miasta z całkiem przyzwoitym dojazdem komunikacją, i jakoś stada chętnych do darmowej jazdy i treningów nie widzę..... Mam wrażenie, że najchętniej jakby stajnia była 5 min. spacerkiem od domu, najlepiej żeby jeszcze przyjśc i poadzić tyłek w siodle i nic poza to, a wogóle to po co sie wysilać, uczyć itp. Toż wszyscy są miszczami jak już się anglezuje...
frania Jak juz mowilam, w tej stajni jestem tylko osoba trzymajaca konie,kogo ja zatrudniam to moja sprawa,stajni-nie.W koncu to tylko miejsce gdzie tymczasowo moje konie stoja.W zyciu nie mowilabym z punktu widzenia stajni,ktorej wlascicielka nie jestem,wiec nie mieszajmy tego,jej wlascicielki i wszelkich innych podmiotow do tematu.Pozdrawiam 😉 Widze ze dyskusja zrobila sie dosyc wartka i ciekawa.Jednak nie do konca zgadzam sie z waszym punktem widzenia,z ktorego wynika ze ktos robi to,by rozwinac sie,jezdzic pomimo braku srodkow finansowych itd.Ja gdybym teraz miala wybrac [pomiedzy sportem a "robieniem koni" wybralabym to drugie.Teraz wyraznie to widze,ale poki co zaspokajam ambicje moich rodzicieli 😁
Jednak nie do konca zgadzam sie z waszym punktem widzenia,z ktorego wynika ze ktos robi to,by rozwinac sie,jezdzic pomimo braku srodkow finansowych itd.Ja gdybym teraz miala wybrac [pomiedzy sportem a "robieniem koni" wybralabym to drugie.Teraz wyraznie to widze,ale poki co zaspokajam ambicje moich rodzicieli 😁
Czekaj, bo nie wiem, czy dobrze zrozumialam powyzsze - "to" oznacza jazde na czyis koniach?
A co do drugiego zdania: z jakiego powodu wolalabys zamienic ciepełko sportowej jazdy na własnych koniach, na jezdzenie cudzych ( bo o tym mowa, nie o robieniu swoich dla siebie) koni w pakiecie z tymi wszystkimi ekstrasami które opisałam ja i Lotnaa? Wydaje mi się, że Ty masz trochę idealistyczną wizję tego robienia koni - że to pewnie takie "rewarding" (jezu, zapominam język polski 😡 ), podczasgdy to moze byc takie chyba wyłącznie, gdy robisz coś dla siebie. W innym przypadku (po dobrych początkach, bo na początku człowiek jest zazwyczaj entuzjastycznie nastawiony do wszystkiego) przychodzi tylko frustracja, że więcej się nie da, że Twój wysiłek jest zupełnie niedoceniany, że ogrom pracy czasem i tak idzie na marne, że jak przyjdzie co do czego to i tak nikt się z Tobą zupełnie nie liczy. Jesteś taki mały nieważny ktoś do jeżdżenia czyiś koni w czyimś domu.
I jeszcze jedno salto - mysle, że Ty sobie to mozesz wyobrażac w formie takiej niezobowiązującej - w sensie, "zarabiam sobie robiąc to co lubię, ale jak mi się znudzi, to przestanę, mam inne możliwości, rodzice mi pomogą". Tak to sobie mozna próbowac wszystkiego, bo czemu nie? Zawsze ktoś pomoże wrócic na właściwe tory. Ale zazwyczaj człowiek musi się w pewnym momencie zdecydowac: jeśli pójdzie tą drogą, to prawdopodobnie nie będzie mógł już z niej zawrócic - bo (szczególnie biorąc pod uwagę polskie realia) już będzie za późno, żeby zaczynac gdzieś od nowa. Przecież i teraz ludzie mają problem ze zmianą statusu - z pracownika fizycznego na umysłowego, czy ze sklepu do biura. Jak już zaczniesz, często przyprawiają Ci gębę. A wyobraz sobie, że po 10 czy 20 latach pracy przy koniach zachce Ci się nagle czegos innego (albo sytuacja Cię zmusi ze względu na zdrowie). I co wtedy wpiszesz w CV? To jest naprawdę często one way ticket.
A jak Ty widziałabyś swoją karierę jako rajter?
Ja pracuje w tym zawodzie.
Nigdy nie mialam ani wlasnego konia, ani pieniedzy na rozwoj. Zawsze jedzilam cudze konie i chyba zawsze cudze jezdzic bede. Sa wzloty i upadki, konie odchodza i przychodza, starty na zawodach sa duzym obowiazkiem i stresem, bo wlasciciel oczekuje wynikow, z drugiej strony radocha jest wielka na widok rozwoju moich koni, lub jak wiem, ze nowi wlasciciele sa szczesliwi z zakupu. Nie przeszkadzaja mi inne obowiazki, ktore w tej pracy, oprocz jazdy, na mnie przypadaja, jednak przyznac musze, ze to ciezka, wyczerpujaca praca, czesto bez stalego ograniczenia czasowego, bo jak klient przyjedzie, to nawet do 21😲0 sie w stajni siedzi, a jak zawody przyjda, to i o 3😲0 rano trzeba z lozka spasc. Obowiazkowosc, samozaparcie i odpornosc psychiczna sa wazne, bo jesli ktos mi placi za jezdzenie jego koni, to musze sie przystosowac do jego wymagan. Jesli szef zapewnia rozwoj i jesli rozwoj jest "namacalny", to nie ma problemu -> zarowno mozliwosci jak i konie polepszaja sie. Jesli jednak jezdziec sie nie rozwija i nie czuje bluesa, to zginie w tlumie im rownych.
Nie chcialabym pracowac w tym zawodzie w Polsce. Przyznam sie szczerze. Nie wierze w to, ze moglabym nastepne 10 lat w jednej i tej samej stajni pracowac...majac stala stawke koni, zawody, treningi itd
FAKT: ja juz swoja droge wybralam, i jesli przestane jezdzic, to pewnie zostane matka polka i zona udomowiona, bo ja juz do szkoly nie pojde, a wiem, ze w tej chwili i tak inna praca mnie bawic nie bedzie.
Ja gdybym teraz miala wybrac [pomiedzy sportem a "robieniem koni" wybralabym to drugie.Teraz wyraznie to widze,ale poki co zaspokajam ambicje moich rodzicieli 😁
😵
Może niech twoi rodziciele mnie adoptują, bo ja mam dość "robienia koni", które musi mi zastępować sport, na który mnie nie stać- chętnie pozaspokajam czyjeś ambicje 😉
Otóz to, Bombal, otóż to...
Anka - Ty jesteś w trochę innej sytuacji, bo jednak startujesz. A większosc berajtrów to raczej wyłącznie domowi jeźdźcy, o których w świecie zawodów i zawodników się nie słyszy.
Fajnie, że trafiłaś na takie miejsce, gdzie możesz się rozwijac, gdzie masz odpowiednie warunki. Oczywiście z pewnością duże znaczenie miały tu Twoje niemałe umiejętności, ale mimo wszystko jestem pewna, że w Polsce one i tak byłyby znacznie niżej wycenione (poziom płacy odwrotnie proporcjonalny do poziomu frustracji :hihi🙂, niż są w DE.
salro piccolo skrytykowałaś ludzi, że wyjeżdżają za granice (za takie same stawki jak w PL? Pokaż mi przykład, bo dla mnie niemożliwe)
Ja bym Ci radziła przejrzenie i porównanie ofert z PL i zagranicy.
W PL jak chcesz byc berajtrem, to ci dają łaskę, że dają konia do jazdy, musisz byc wdzięczna za wszystko, a szacunek do Ciebie (mam na myśli społeczenstwa) jest mały. Jeździj konie i tyle. Jedyny bonus na jaki możesz liczyc to zakwaterowanie, ale to się zdarza rzadko.
Za granicą stosunek do berajtra jest nieco inny. Ludzie postronni lepiej traktują takie osoby. Poza tym wiele pracodawców proponuje różne bonusy - zakwaterowanie + wyżywienie, treningi (bardzo często u międzynarodowych trenerów), darmowy, lub bardzo tani hotel dla koni, możliwośc startów... Dla przykładu, dla mnie właśnie TO było główną przyczyną, że zdecydowałam się na emigrację.
A w PL jak szukałam pracy przy koniach, to ludzie robili mi łaskę, że w ogóle telefon odebrali 🤔wirek:
Hiacynta moje umiejetnosci sa nadal male w porownaniu do wielu bereitrow, ktorych znam i szanuje. W Polsce umialam siedziec na koniu i poruszac nim w wybranym przeze mnie kierunku, ale o prawidlowym, majacym rece i nogi treningu koni sportowych tak na prawde nie mialam pojecia. Na szczescie lezy mi bardzo jazda na mlodych i nie zalezy mi startowanie w Grand Prixach, bo wiekszosc stajni potrzebuje wlasnie tych jezdzcow, ktorzy sie wlasnie surowszczakom poswiecic chca i lubia ta prace, a wiekszosc jezdzcow wlasnie chce raczej wyzej jezdzic, dzieki czemu bylo w mojej stajni zapotrzebowanie na takich ludzi, jak ja.
Szczesliwie trafilam, ze mam 3 osoby, ktore nade mna stoja, do ktorych zawsze moge sie zwrocic po rade, ktore spojrza na moje konie i dzieki ktorym ciagle sie ucze.
Startow w zawodach nikt mi nie obiecywal, wrecz przeciwnie: w pierwszym sezonie (po pol roku pracy) musialam sie szefa spytac, czy moge, konie byly juz sprzedane, i musialam udowodnic w domu, ze jestem w stanie wystartowac bez wystawiania siebie, koni i stajni na posmiewisko. Dopiero w drugim sezonie (1,5 roku) szef sam od siebie zaproponowal starty. On jednak nadal decyduje, ktore konie moge wziasc, a ktore lepiej zostawic w stajni.
poziom płacy odwrotnie proporcjonalny do poziomu frustracji
Otóż to!
Owszem, robienie młodych koni jest bardzo satysfakcjonujące (jeśli ktoś lubi), wręcz cudowne. Problem: nie jedyny to zawód, gdzie ludzie uważają, że gdy przedmiotem pracy jest coś "miłego" tzn. należącego do grupy zajęć często traktowanych jako hobby - to powinien to robić za darmo lub prawie za darmo (a najlepiej płacić! za możliwość jazdy na cudzych koniach, niezależnie od poziomu umiejętności). Grasz na fortepianie, malujesz? - rób to za darmo, bo to przecież takie fajne 😀iabeł: Gdyby to był normalny zawód to chętnie bym go nadal wykonywała. Koniecznie chciałabym umowy dającej x procent od przyrostu wartości konia w przypadku sprzedaży 😀iabeł:. (karramba, byłabym już zamożnym człowiekiem). A skoro takie rzeczy to tylko w erze... To inne zajęcia potrafią być równie fascynujące. I dochodowe dla odmiany.
A za jeźdźca wyłącznie "zastępującego" zawodnika, gdy nie chodzi o rozwój konia, gdy jest masa ograniczeń (czyli jednak raczej luzaka a nie - ujeżdżacza) to już w życiu! Znam lepsze środki na wymioty - ostro, ale prawdziwie. Poziom frustracji jest nie do łyknięcia, nie do porównania z możliwościami wynagradzania. Tylko wtedy, gdyby nie było innego wyjścia. Cóż, żadna praca nie hańbi ale prace typu "służący" nie cieszą się dużym szacunkiem społecznym. Moim zdaniem - niesłusznie, ale to już oddzielny temat i raczej na towarzyskie.
Cena,przynajmniej w mojej okolicy waha sie od 40-50 zl za solidna robote.
ale za konia/konie? za dzień? czy jak?
Nie chcialabym pracowac w tym zawodzie w Polsce. Przyznam sie szczerze.
dokładnie tak. nie w takich warunkach, nie za takie pieniądze (oczywiście wyjątki się zdarzają, ale to wyjątkowo😉 )
rozbrajają mnie teksty w ogłoszeniach gdzie oczekują dużego doświadczenia, umiejetności i piszą coś w stylu: szukam osoby dla której nie ważny jest tyle zarobek, co mozliwość przebywania z końmi 😵
i ogólnie denerwują mnie te niejasności na temat płacy, skoro ktoś chce wiedzieć co ja umiem, to ja bym chciała chociaż wiedzieć ile są w stanie mi zagwarantować a nie kręcić i kręcić:/