Rekreacja czy sport?
W końcu się zebrałam do tego wątku. Po kilku problemach w "interpretacji" i dyskusji w "jak karać?".
Otóż: większość życia byłam ogromnym zwolennikiem rekreacji. Jeździectwo uważałam (i uważam) za Sztukę. Myślałam, że rywalizacja (sport) niekoniecznie idzie w parze z Mistrzostwem w Sztuce. A frajda, lekkość, przyjemność i harmonia - owszem - bez nich Mistrzostwo jest niemożliwe. Znałam też znakomitych jeźdźców, którzy ze sportem nie mieli wiele wspólnego niektórzy jeździli konno jeszcze przed wojną. Z "młodszych" przypomnę panny Stawińskie (Starogard) dla których sport nie był celem życia a jeździły... zjawiskowo.
A teraz jestem zmuszona zmienić zdanie. Sport! Tylko sport! Dlaczego? Bo tylko sport pozwala zweryfikować bezgraniczny brak samokrytycyzmu, który ostatnio się pleni. Bo nie da się stale twierdzić, że jest się super jeźdźcem, gdy na czworoboku ciągle 50% a 3,5 pkt. w skokach na styl jest nie do przejścia. A "rekreacja" daje super pole do popisu! Można twierdzić, że jest się "the best" - zupełnie bezkarnie - bo kto to zweryfikuje? Zniknęła gdzieś skromność, pokora, samokrytyka. Zniknęło dążenie do doskonałości, któremu czasem sport może przeszkadzać.
To moje obserwacje.
Jakie są Wasze?
sport - dla kogos z przerostem ego, albo formy nad trescia - owszem, powinien sprowadzic na ziemie🙂 Z drugiej strony - tacy naprawde naprawde zapatrzeni - sa niereformowalni🙂 bo przeciez jak oceny niskie to i sedzina mogla sie uwziac, i kon zly niedobry i pani w czerwonym kapeluszu i uklad fluidow niedobry😉
Ale jesli ktos jest w gruncie rzeczy porzadna mordka i po prostu sie zagubil - to zimny prysznic na parkurze czy czworoboku moze pomoc🙂
Z drugiej strony znam grupe ludzi, ktorzy jezdza sobie do lasu, kon jest zadowolony, oni tez i tyle🙂 Nie robia wokol siebie szumu. I to tez jest fajne🙂
no wasnie 🙂 ostatnio na zawodach, wchodzac do stajni zobaczylam taka scenke: stoja dziewczynka ze swoim koniem i jej rodzice. po minie dziewczynki nie widac, zeby byla zadowolona. troskliwa mamusia strzelila gadke - kochanie nie przejmuj sie, Twoj kon jest po prostu szlachetny i goracokrwisty, a reszta koni na placu [ chodzilo o rozprezalnie ] to byly przeciez jakies muly!
to byly zawody ujezdzeniowe, b niskie klasy
takze nawet w sporcie (czy tez "sporcie" :hihi🙂 osoby bez jakiejkolwiek pokory i checi pracy nad soba moga sie odnalezc 😉 po prostu zycie je oszukalo 😉
ja sobie na własne potrzeby dokonuję następujących podziałów:
- sport - ludzie, którzy dążą do osiągnięcia swoich celów świadomie, pracując nad niedoskonałościami, ciężką robotą i poświęceniem, samodzielnie podejmowanymi, chcą się sprawdzic i w miarę możliwości osiągnąc sukces.
- pseudosport - chęc osiągnięcia nie wiadomo czego bez odpowiedniego wysiłku. bo koń zły, bo sędzia niesparwiedliwy, och, ach. za duże mniemanie o sobie w połączeniu, najczęściej, z nadwyżką środków finansowych.
- rekreacja - wiem już wszystko, umiem wszystko, niedługo zobaczycie mnie na olimpiadzie, zamknąc się, bo nikt nie ma prawa mnie krytykowac. niechęc do rozwijania się, znów zadufanie, najczęściej brak wyobraźni.
- "ambitna" rekreacja - praca nad sobą, wierzchowcem itd. w celu osiągnięcia swoistego zadowolenia - dla niektórych będą to przejażdżki po lesie, dla innych byc może wstęp do przyszłego sportu. z takimi ludźmi najczęściej da się normalnie porozmawiac, wymienic poglądy, także oni najczęściej chętnie życzą radą i pomocą.
Rekreacja i sport to dwa różne światy. Jakby to było zupełnie inne jeździectwo. Jako dotychczasowa rekreacja widzę to teraz, kiedy mam pragnienia czegoś więcej, szukania, douczania się, trenowania, próbowania. I wtedy widzę, że rekreacja szybko się poddaje. Obniżyć szyję? Podstawić zad? Ale po co? A ja się wtedy czuję, jakbym miała przerost ego, a nie dążyła do czegoś właściwego, normalnego. Zresztą wybierając trenera dużo szacunku budzi to, że ów człowiek kiedyś maczał palce w sporcie. A jak już całą rękę, to w ogóle, ach! Sport wydaje się czymś niesamowicie nieosiągalnym, dlatego rekreacja szczyci się tym co ma. Do sportu przecież nigdy nie dojdzie, a nie będzie się całe życie dołować. Więc jest tak, że ktoś jest super bo wypchnie każdego konia. Ale żeby bez strzemion pojechać i nogi rozluźnić. Ale po co?
Ja myślę, że wśród ludzi dorosłych tudzież myślących, nieczęsto trafia się typ rekreanta z syndromem mistrza świata. Jakże wielu ludzi mamy naokoło - pasjonatów, którzy mają konie-przyjaciół, którzy jeżdżą wyłącznie dla przyjemności i odstresowania?
Syndrom mistrza świata dotyczy chyba dzieciaków i młodzieży. A im pewne rzeczy myślę można jeszcze wybaczyc? Dorosłych chyba też dotyczy. Ale oni muszą byc w jakiś sposób skrzywieni - imo...
I właście kiedy zacznie się sport- czyli chocby myślenie o pierwszych zawodach - wtedy "się zaczyna". Sama pamiętam, jak jeździłam jakieś 15lat temu w bemowskim Basku/Pasji - tę rywalizację dziewczynek, która rozpoczęła sie dokładnie w momencie, kiedy szefowa stwierdziła, że najlepiej jeżdząca dziewczynka pojedzie "ołpen"...
No i potem - już w latach późniejszych - często gęsto nie umiejętności, a wynik przesądzał o ego jeźdzca. Ktoś startujący to jest panisko. "Bo ja startuję, ja jeżdzę w sporcie". W dużych ośrodkach słowo "rekreacja" ma wydźwięk negatywny, pogardliwy.
Ktoś, kto nie ma swojego konia i kto w konsekwencji nie jest w stanie pochwalic się jakimkolwiek KONKRETNYM, mierzalnym wynikiem- jest nikim. "Bo ja przejechałam L na 3,5 i mam już oczko!" - powie panienka z nowobogackiej rodziny, jeżdżąca na cudownym samograju, patrząc na Ciebie z góry.
"Bo ja przejechałam L na 3,5 i mam już oczko!" - powie panienka z nowobogackiej rodziny, jeżdżąca na cudownym samograju, patrząc na Ciebie z góry. mimo wszystko taki przejazd świadczy jednak o pewnym minimum, którego brak u większości "końskich psychologów".
Zgoda- ale nie mam na myśli porównania "panienka ze sportowym konikiem vs. "naturals" z siersciuchem".
Chodzi mi raczej o porównanie: "panienka ze sportowym konikiem vs znacznie więcej umiejąca panienka bez sportowego konika, jeżdząca tu i ówdzie, na tym i na tamtym, takie a takie parkury - ale treningowo, "off record....""
Moim zdaniem to nie chodzi o rozgraniczenie rekreacja a sport.
Chodzi o ludzi którzy myślą, że potrafią.
To, że zajeździłam 2 konie pod okiem i z pomocą trenera nie znaczy, że dam sobie rade sama.
To, że kiedyś używałam czarnej wodzy nie znaczy, że znam jej zastosowanie i potrafię ją używać.
To, że trzymam się w 3 chodach, potrafię konia osiodłać nie znaczy, że będę dobrym luzakiem.
i tak dalej i tak dalej...
To jest najbardziej krzywdzące, dla konia oczywiście.
Bardzo dużo jest ludzi którzy myślą, że potrafią. Którzy nie przyjmują krytyki od osób bardziej doświadczonych, sędziów czy choćby naszych voltowych guru. I tutaj nic nie pomoże. Nie pomogą 10 zawody z kolei zakończone spektakularną porażką, nie pomoże rozmowa nic nie pomoże jeśli człowiek sam tego nie zauważy.
Po 6 latach jeżdżenia w rekreacji postanowiłam, że czas pójść dalej. Będąc pewna swoich nie małych umiejętności poszłam na jazdę do trenera by pokazać co potrafię. Dostałam konia który potrzebował precyzyjnych sygnałów by wiedzieć co ma robić. No i rybka, bo pomimo mojej jak mi się wydawało ogromnej wiedzy i nie małych umiejętności nie umiałam pojechać po prostej w stępie. Nie umiałam zakłusować. Nie umiałam nic. I zonk, i płacz, i marudzenie, i wstyd i wszystkie te negatywne uczucia gdy okazało się, że jazda konna to nie komendy słowne, ciągnięcie za wodze, lekkie kopniaczki i dzikie galopady. Gdy okazało się, że powinno mi być wstyd za wiedzę i umiejętności które posiadam...
Mnie na AWF-ie uczyli, że sport to jasne, wiążące reguły, dążenie do ciągłego poprawiania siebie, swojej techniki, wyników. Przyjemność jako cel ma znaczenie drugorzędne za osiągnięciami. Rekreacja ma przede wszystkim sprawiać przyjemność, a zasady (gier na przykład) można naginać i modyfikować względem według swoich chęci i możliwości.
I dlatego uważam, że w ogóle nie powinno być takiego pojęcia jak rekreacja w jeździectwie, ponieważ niezależnie od tego, czy się chce jeździć na zawody czy do lasu na spacer, konieczne jest ciągłe doskonalenie siebie i osiąganie pewnego rodzaju mistrzostwa w różnych dziedzinach, żeby nie ukrzywdzać swoim dyletanctwem konia, na którym się jeździ.
Wkurzają mnie strasznie ludzie, którzy nie chcą uczyć się niczego więcej, bo przecież oni "jeżdżą tylko rekreacyjnie".
Przecież nie ma czegoś takiego jak w miarę poprawny dosiad. Albo dosiad jest poprawny, albo nie. Do idealnego dosiadu musi dążyć zarówno czynny zawodnik, jak i niedzielny "rekreant".
Nie można wychodzić z założenia, że wystarczy jakoś utrzymać się na koniu w trzech chodach, żeby jazda byłą prawdziwą przyjemnością( i dla jeźdźca, i dla konia).
Z resztą jeżeli nie podnosi się ciągle poprzeczki, nie ma prawdziwej satysfakcji, doświadczenie optymalne nie nastąpi 😉
Jeżeli ktoś tego nie rozumie i nie chce podnosić swoich umiejętności, aby uczynić jazdę bardziej komfortową dla siebie, a przede wszystkim dla konia, to powinien przesiąść się na rower. Rowerowi nie będzie przykro, jeżeli ktoś będzie jeździł cały czas na przerzutce 1-7. Najwyżej zerwie się łańcuch 😁
Z resztą jeżeli nie podnosi się ciągle poprzeczki, nie ma prawdziwej satysfakcji, doświadczenie optymalne nie nastąpi
to racja. W sumie i bezladne jeżdzenie po lasach może się kiedyś znudzić bo nie stanowi żadnego wyzwania. Ale nawet i w jeździe po lesie można wplatać jakieś elementy bardziej wymagające niż tylko snucie się.
Z drugiej zaś strony nie można się też zapędzić w ślepy zaułek pt. sport (zawody, treningi) bo tez to może się znudzić stać wyczerpującą rutyną a nie przyjemnością.
Ja również zgadzam sie z przedmówcam. Dodam tylko jeszcze, że na pewno zależy to również od konkretnej osoby może niektórzy niepotrzebują motywacji w postaci zawodów, zweryfikowania w ten sposób swoich umiejetnosci, moze niektórych to za bardzo stresuja i chca sie cieszyc po prostu przebywaniem ze swoim koniem jazda do lastu itd jak to napisałyście, jednak są też ludzie (patrz ja), którym tego bardzo brakuje. Odkąd zaczęłam jeździć miałam taki cel wystartować w jakichś zawodach - byłoby to potwierdzeniem tego, że coś już umiem, że trenerzy oceniają moje umiejętności na tyle, że mogę sie na jakis zawodach zaprezentować. Gdy to się stało parę dobrych lat temu, gdy zobaczylam, ze a jednak to jest trudniejsze na zawodach niż mi sie wydawało, a do tego to trzeba się lepie przygotować zwiększyła się moja motywacja. Zwiekszyła się nieustanna chęć samodoskonalenia i moim zdaniem zawody iich podział na konkretne klasy jest wspaniałym 'narzędziem' weryfikującym nasz postęp szkoleniowy. Bo możemy łatwo wyznaczac sobie kolejne cele, oczywiście nie mam na myśli chorej ambicji, że trzeba wygrac, byc najlepszym. Ale po przejechaniu w stylu o jakim lepiej nie mówić LL w skokach, przychodzi ochota i ambicja aby następne pojechać juz nei tylko na czysto, ale i styolowo w dobtym tempie i równowadze, potem przychodzi ochota na cos wyżej, gdy to nie zawsze wychodzi za pierwszym razem jest czas na weryfikacje tego, że jakim to sie juz jest super jezdzcem bo sie LL czy L na czysto jeździ. I to jest w zawodach fantastycznie, że potrafią ochłodzić nasze emocje, pokazac doskonale braki i skierowac na własciwą drogę szkoleniową. Gdy po dłuższej przzerwie spowodowaną kontuzją zaczynałam jeździć wsiadłam z przekonaniem, ze narazie nie mysle o zawodach, ze bede sobie ot tak jezdzic dla przyjemnośći po co w ogóle mi to wszystko. I wiecie co? po paru takich jazdach zaczęłam się nudzic... może to zabrzmi głupio ale naprawdę, no bo jeździłam nie zastanawiajac sie nad szczegółami. Po prostu a tu sobie zakłusuje, a tu zagalopuje, a zrobie wolte no.. to chyba koniec i tak jedna jazda, druga i... dość tego! Trzeba się wziać za siebie🙂 Może to po prostu mój charakter jest taki, ze gdy mam jakiś cel i do niego dąże o wiele lepiej sie mobilizuje, lepiej się staram i lepiej realizuje założone cele. Dlatego moim zdaniem zawody choćby w niższych klasach są doskonałym sprawdzianem umiejętności i dla tego skrętu żołądka przed startem, adrenaliny w trakcie i satysfakcji (lub nie🙂 po warto zyć i jezdzic🙂
Rozpisałam się.... ale chyba na temat🙂
Ale uprawianie sportu bez startów w zawodach to też sport. Ja bym tu zrobiła inne jeszcze rozgraniczenie. Jazda rekreacyjna to taka, że ktoś sobie czasami pojedzie do szkółki pojeździć na koniku, albo na swoim pojeździ po lesie. Ale jest całe mnóstwo ludzi, którzy uprawiają jeździectwo regularnie z jakimś sensownym planem, dążeniem do osiągniecia jakichś celów, pod czyimś czujnym okiem, ale nie jeźdzą na zawody, bo teog nie potrzebują. W sumie często mówi się na to "ambitna rekreacja", ale można by to okręslić już mianem sportu, z racji regularnego treningu.
A sport zawodowy to już wiadomo, żen ieodłącznie musi być związany ze startami, bo taki jest jego cel.
Ja swoją przygodę z końmi zaczynałam, bo je po prostu lubiłam i chciałam jeździć. Wogóle nie myślałam o zawodach, czy nawet o treningach jakichkolwiek. Ot, przychodziło się do stajni i przebywało z końmi, jeździło, albo i nie, ale było fajnie.
A potem przestało wystarczać i zrodził się pomysł startów. Niestety brak odpowiednich trenerów i przez to umiejętności szybko wyszedł na pierwszych startach. Musiałam być strasznie zdeterminowana już na osiągnięcie czegokolwiek, ponieważ przez pierwszy rok cotygodniowych startów ani razu nie przekrocvzyłam końcowych celowników 😀
No ale z czasem umiejętności się poprawiły i za tym przyszły odpiwednie sukcesy.
Teraz nie startuję już od jakiegoś czasu, ze względów finansowych głównie, ale jakoś mimo nieregularnego treningu, to jednak nie potrafię koniem tak sobie tylko w kółko pojeździć, albo na spacer tylko. Jednak cały czas coś rzeźbię, cały czas chcę podnosić zarówno swoje jak i konia umiejętności.
Repka, no właśnie o to mi chodziło, że na koniach to zawsze powinno być traktowane jako sport, żeby odbywało się bez szkody dla konia.
Ela, masz rację! Na swoim koniu jeżdżąc w samotne tereny zawsze staram się coś wypracować, natomiast przez całe wakacje średnio co drugi dzień prowadziłam tereny - umierałam z nudów po pewnym czasie i marzyłam o powrocie na maneż 😀
Irytuje mnie rozgraniczanie na sport i rekreacje. Zwlaszcza, ze zwykle towarzyszy mu przeswiadczenie o wyzszosci owego sportu nad podla rekreacja.
Ja rozrozniam jezdzcow na dobrych i zlych. Tych, ktorzy chca sie uczyc i tych, ktorzy maja w dupie. A konie na prowadzone porzadnie i kiepsko.
A ja uważam że to n ie kwestia: sportu czy rekreacji. Wydaje mi się że to zawsze kwestia ludzi. A czy akurat wydaje im się że są sportowi, czy że są rekreacją, czy że są naturalni czy jacykolwiek inni... cóż, ludzie to ludzie. Zawsze trafi się jakiś parapet, wedle porzekadła, że są ludzie i parapety. Zawsze trafi się jakiś taboret, wedle porzekadła że są ludzie i taborety.
Zawsze staram się pamiętać, że są: ryby piły i ludzie młoty. Niezależnie od stylu, czy dyscypliny...
ushia Podobnie patrzyłam na to przez całe życie. Dopiero ostatnio zmieniłam zdanie. Bo pojawiła się kategoria ludzi, którzy celowo unikają rywalizacji sportowej aby zachować wysokie mniemanie o sobie. Inna rzecz, że tacy są i wśród "sportowców" z II licencją 😤
I to jest w zawodach fantastycznie, że potrafią ochłodzić nasze emocje, pokazac doskonale braki i skierowac na własciwą drogę szkoleniową. (...) Dlatego moim zdaniem zawody choćby w niższych klasach są doskonałym sprawdzianem umiejętności i dla tego skrętu żołądka przed startem, adrenaliny w trakcie i satysfakcji (lub nie🙂 po warto żyć i jeździc🙂
No właśnie! Tego "działania" sportu - nic nie zastąpi.
Ale w sporcie mamy za to specjalną kategorię "miszcza". A w jeździectwie można weryfikację umiejętności zminimalizować kupując droższego konia, i następnego, i następnego... Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której zawodnikowi "nie honor" przyznać, że jeździ źle, że mógłby coś zmienić, być lepszym jeźdźcem. Bo... korona z głowy spadnie? Łatwiej zmieniać konie, sponsora, trenera, obrzucać błotem sędziów, przygotowanie grunktu i kowala.
Co się dziej z naszą psychiką? Jescze niedawno po nieudanym przejeździe zdarzało się, że zapytany co się stało zawodnik odpowiadał: "Iii... dałem ciała 😡" A teraz? Wszechobecna autopromocja i autoreklama.
Tylko wynik jest wymierny i mimo niedoskonałości systemu rywalizacji - tylko wynik jest w stanie trzeźwić i przywracać proporcje. Klasa "odpornych na mierne wyniki", to sory, ale to już do psychiatry się kwalifikuje, bo ma silnie zaburzone postrzeganie rzeczywistości.
Przewrotnie - często znakomici jeźdźcy nie mają wielkich wyników, bo są krytyczni wobec siecie, nie narażają konia na nadmierne wysiłki, wolą świetnie pojechać P niż C z 3 zrzutkami.
Realne odniesienie tworzą stałe! dobre wyniki na różnych koniach, na wysokim poziomie - a tego w naszym kraju na razie chyba nie ma?
dla mnie zawsze słowo "sport" w jeździectwie będzie się wiązało ze startami.
Bo tylko w ten sposób można zweryfikować własne umiejętności.
Właśnie w rywalizacji, w ocenach sędziów znależć można odpowiedzi.
Dlaczego nikt, kto jeździ dla przyjemności na rowerze ni pisze, że to sport ?
Chcesz się nazywać sprtowcem - startuj - wynik, zmierzenie się z przeciwnikami powie Ci ile są warte Twoje umiejętnoći, kondycja, technika.
Słowo rekreacja oddaje dokładnie -jeżdżenie dla siebie, dla przyjemności.
Nie mniej moim zdaniem, że względu na specyfikę jeździectwa każdy ma obowiązek doskonalić swoje umiejętności.
I te nie ze względu na siebie ale na żywego patrnera.
I zgodzę się z podziałem na - rekreację i ambitną rekreację tak jak rozróżnić należy mały i duży sport.
halo - zapraszam do mnie - moge Ci przedstawic np czlowieka, ktory, od conajmniej 6 lat nie moze zrobic III licencji w skokach, niszczy konie niesamowicie, jego wlasne chodza gorzej niz moje szkolkowce, a mimo to jest przeswiadczony, ze jest sportowcem. Bo przed 2007 zapłacił haracz PZJ-otowi. I w sezonie udaje u sie skonczyc jedna L na piec...
Jest to zjawsko czestsze niz myslisz
A obok mam ludzi pracujacych nad soba, pelnych pokory i krytycznych wobec siebie. Tylko ze niestartujacych.
I ich wspomniany "miszczu" traktuje z gory, bo on "jest zawodnikiem od lat"
Aczkolwiek z unikaniem startow tez sie spotkalam - kon niby w stalym treningu, wlasciciel twierdzi, ze N-klasowy, a nigdy nie wystartowali. Zawsze okazuje sie, ze pojawiaja sie bardzo wazne i istotne przeszkody uniemozliwiajace pojechanie na zawody...
Dlaczego nikt, kto jeździ dla przyjemności na rowerze ni pisze, że to sport ?
Chcesz się nazywać sprtowcem - startuj - wynik, zmierzenie się z przeciwnikami powie Ci ile są warte Twoje umiejętnoći, kondycja, technika.
Jak regularnie jeździsz na tym rowerze to myślę, że mżna to spokojnie nazwać uprawianiem sportu. W przeciwnym razie na świecie byłoby tylko kilka % ludzi uptrawiających sport, a nie całe rzesze czy to jeżdzace rowerem, czy to biegające, pływające, jeżdzace konno, czy cokolwiek innego, co wiąże się z regularnym wysiłkiem fizycznym.
Owszem, zgadam się, że tylko zawody są w stanie zweryfikować nasze umiejętności wobec innych uprawiających daną dyscyplinę. Samemu można albo wiecznie psioczyć, że robimy coś do kitu, albo popadać w samouwilebienie. Ale to jednak dalej będzie sport w mniej lub bardziej poparwnym wydaniu.
Niestety koński sport traktowany jest ciągle często jako coś elitarnego i wielokrotnie ludzie podnoszą swojego ego "uprawianiem" elitarnego sportu. Szkoda tylko, że często zapominają własnie, że to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportowych i dlatego spotkać tak często można buraków, taboirety czy parapety, czy co tam kto jeszcze napotkał 😀 I tylko po raz kolejny można rzec w takim przypadku, że tylko koni żal.
Można jeździć na rowerze regularnie i robić to nieudolnie, byle jak, bez jakiegokolwiek zwracania uwagi na technikę, postawę, osiąganie jakichś własnych celów. I to będzie rekreacja właśnie. Natomiast takie jeżdżenie jakoś na koniu w ogóle nie powinno wchodzić w grę. Dlatego szlag mnie trafia, jak słyszę o całkiem zielonych ludziach zabieranych w tereny, albo puszczanych samodzielnie na uj., albo olewanych przez instruktorów, czy wręczy proszących o niezwracanie im uwagi, bo oni tylko na spacery do lasu jeździć będą 🤬
A moim zdaniem nie można powiedzieć czy któreś opcja jest lepsza od drugiej. Każdy spełnia się w jeździectwie jak mu pasuje i w każdej jego wersji mogą być osoby będące wzorem do naśladowania, jak i takieco boli patrzeć na to co z koniem robią. Jak Sierra słusznie zauważyła ( 😎 ) to kwestia ludzi, a nie szufladek.
Koniczka amen 😵
Ja jestem z tych tzw. jeźdźców weekendowych właśnie. Jeżdżę tylko w weekendy, jeszcze zależnie od pogody, warunków. Mimo niewielkich umiejętności coś tam się staram z koniem dłubać, żeby jej było wygodnie i mi było wygodnie. Teraz np skupiamy się nad przejściami i nie odpalaniem zaraz po zakłusowaniu. Dłubiemy koła, ósemki, dużo przejść i koń zachowuje się co raz lepiej. Jak to, co sobie postawimy za cel danego dnia nam wyjdzie, daję na luz i jadę po prostu w teren. Jak mam z kim, to jadę dalej, z kłusem i galopem (jak pozwala na to podłoże), a jak jestem sama - jadę po prostu kawałek na stępa (z powodu dużej płochliwości i nieobliczalności konia, wolę daleko się nie wychylać, bo różnie się to może skończyć... choć też udaje się jeździć co raz dalej samemu, co jest naszym kolejnym osiągnięciem). Kiedyś też myślałam, że 'co to nie ja' bo pierwsza wsiadłam na młodego konia i od początku na niej jeździłam. Teraz w życiu bym nie powiedziała że cokolwiek umiem, bo po prostu podróżuję sobie na grzbiecie konia, starając się coś tam podłubać na miarę naszych możliwości. Mnie w pełni zadowala taki wymiar jazdy, wypad w teren z koleżanką i miłe słowo właściciela, czy znajomych oglądających nas czasem z boku. Nigdy nie ciągnęło mnie do sportu. Mogę poluzakować koleżance na zawodach, pojechać popatrzeć, spotkać się ze znajomymi, ale sama nie mam zapędów do jazdy sportowej i startów. 😉
Przewrotnie - często znakomici jeźdźcy nie mają wielkich wyników, bo są krytyczni wobec siecie, nie narażają konia na nadmierne wysiłki, wolą świetnie pojechać P niż C z 3 zrzutkami.
Gorzej jak wystepuje sytuacja odwrotna... tzn jak sportowiec doszedl do jakiejs tam klasy, dajmy na to N czy C, byl uwazany powszechnie za sportowca przez duze S, i nagle nastepuje problem - okazuje sie, ze konkurencja za silna aby isc dalej, albo dalej sobrze wypadac w swojej klasie - a ambicja i wyhodowane zadufanie cisnie i cisnie, tyle ze w zlym kierunku. i potem ogladamy takich 'niespelnionych' jezdzacych Lki. Wcale nie na mlodych albo nowych koniach. Bo przeciez z dzieciakami i poczatkujacymi zawsze wygraja. :/
Np. we Włoszech para jeździec/koń, która uzyskała daną klasę nie ma prawa jeździć klasy zdecydowanie niższej.
to ciśnienie na SPORT przez duże S jest hodowane w Polsce od zawsze. Powiedziałabym że odgórnie, przez organizatorów zawodów. Ale przecież ci organizatorzy to my sami przecież. Oni czyli my mają zakorzenione i przekazywane z pokolenia na pokolenie wypaczone pojęcie o tym czym ma być sport/zawody. Że jak sport to ma być SPORT a nie jakieś patyki na ziemi.
Była w wątku WKKW jakiś czas temu dyskusja nt. krosów u nas, że w Polsce to od razu kros musi być megaambitny i odstraszający potencjalnych chętnych - początkujących którzy być może dzięki mniej ambitnym krosom by się zachęcili i zasilili szczupłe przecież grono jeżdżących tą piękną dyscyplinę.
Za przykład podawałam Danię, kraj przecież o niebo od Polski wyżej stojący jeździecko.
Tam nie wstydzą się organizować zawody gdzie kros to naprawdę zachęcające przeszkódki w mini rozmiarze.
Gdzie ujeżdżenie zaczyna się od klasy stęp-kłus, do tego np. w zastępie.
Gdzie skoki zaczynają się od drągów na ziemi, potem 40 cm itd.
Reakcja znakomitej wiekszości dyskutantów udowadnia jedynie fakt że w Polsce się nazbyt ambitnie podchodzi do kwestii sportu - gdyż inaczej się ośmieszymy z takimi niskimi zawodami.
I co tu się potem dziwić takimi niedouczonym miszczom co wolą wyższy konkurs jechać kosząc wszystko po drodze aniżeli na spokojnie szkolić się w niższych konkursach.
Halo - i to byloby najlepsze🙂 Bo niestety opisywany przeze mnie przypadek jest nierzadki. Przeciez poczatkujacych 'sportowcow', zwlaszcza na tych pierwszych zawodach w niskich klasach albo rangi towarzyskiej - powinno sie motywowac do dalszych startow i pracy nad soba/koniem🙂 a jak po przeczytaniu listy zawodnikow mozna w ciemno ustawic pierwsza piatke, bo trudno, zeby jezdcy z kilkunastoletnim stazem i startami 2-3 klasy wyzej nie byli w czolowce, to az slabo sie robi...
Mnie zawsze zastanawia jak im nie wstyd? Wygrac z nastoletnimi dzieciakami - zaiste nobilitujace.
tak nam nie wstyd, że mamy młode konie, albo niedoświadczone, albo odrabiamy. to, że ktoś konia doświadczeniem przez parkur przepchnie i wygra no cóż. taki urok posiadania tego doświadczenia i klasy. to nie jest nobilitujące uwierzcie...to jest po prostu dla wielu praca.
z drugiej strony może rozgrywać zawody w jednej klasie, a oddzielnie klasyfikować ludzi w ramach ich licencji. to by było fair. para jeździec-koń już jest nie do końca fair bo czasem coś się psuje i trzeba opuścić poprzeczkę.
nie ma co cisnąć na prawdziwych sportowców dla których starty to całe życie i praca. a to, że dostali 4latka którym jadą L i kopią tyłki nastolatkom to akurat wychodzą braki tych nastolatków skoro takie "szczeniaka" 4latka pokonać nie mogą, albo inaczej wychodzi sposób jazdy zawodnika, jeszcze inaczej to po prostu sport.
mi się zdarzyło dokopać "sławom" sporego formatu w klasie L i P. jak widać można.