Wygląda na to, że powoli zbieram materiał do doktoratu z leczenia grudy 😵 . Poniżej przerobione metody wyplenienia tego dziadostwa:
Sposób pierwszyCodzienne przemywanie zarażonego miejsca ciepłą wodą z mydłem marki jeleń. Nie zrywałam strupów. Rezultaty po dwóch tygodniach były niemal żadne - potem koń został sprzedany więc eksperyment niedokończony.
Sposób drugiZaczerpnięty z tego forum. Przemywanie manusanem nogi i ściąganie strupów, którym nieco trzeba pomóc. U jednej klaczy skutki niespecjalnie duże, ale trochę pomagało. U drugiej zamiast maleć - rozrastało się we wszystkie kierunki
Sposób trzeciNajpierw ciepła woda z białym jeleniem, potem manusan i nakłanianie strupów, by zeszły w końcu z nogi (ale bez zbędnej przemocy 😉 ). Pierwszej klaczy wciąż w ślimaczym tempie się cofało. Drugiej już cała pęcina się zrobiła w strupach, a kiedy coś wreszcie ruszyło, to od manusanu noga spuchła do stawu skokowego (myślałam już, że to flegmona albo inne okropne choróbsko...)
Sposób czwartyPo konsultacji z wetem ciepła woda z jeleniem została, a zamiast manusanu do akcji wkroczyła betadina (maść do dostania w aptekach na receptę - trochę się nagimnastykowałam, żeby ją zdobyć 😫 ). Wet zalecił u jednej nadal delikatnie usuwać to, co chce odejść. U drugiej kazał się posiłkować szczoteczką do zębów, skoro nic nadal nie rusza (to już był miesiąc leczenia obu) U pierwszej wszystko powoli zaczęło ładnie schodzić. Gdy już wydawało mi się, że zeszło i zostawiłam jej tę nogę, to gruda wróciła w ciągu kilku dni - tyle, ze w nowym miejscu (na bocznej ścianie pęciny 😵 ). U drugiej wreszcie się cokolwiek ruszyło, strupy zaczęły powoli schodzić (poza przednią ścianą wszystko już było zajęte od koronki do stawu pęcinowego).
Kolejne pół miesiąca zeszło na bawieniu się z grudą w grę 'mydliny+betadina'. Rezultaty najlepsze, ale utknęłam na momencie, w którym niemal wszystko już zeszło. Strupy w niektórych miejscach odrastały.
Do eksperymentu dołączyłam trzecią klaczkę. Betadina zaczęła znikać w zastraszającym tempie (druga tubka na wykończeniu) - w opakowaniu jest raptem 20g tego cuda.
Sposób piątyInny wet trafił do stajni w jakiejś innej sprawie, przy okazji został poproszony o konsultację w sprawie tej koszmarnej grudy. Kategorycznie zakazał odmaczać, w jakikolwiek sposób grzebać przy tych strupach - argumentując, że w ten sposób tylko proszę się o jakąś gorszą infekcję.
Mam tylko oczyścić mokrą szmatką nogę z piachu i błota, a potem smarować preparatem dermacorn. Na szczęście dużo większe opakowanie i nie muszę już zdobywać lewych recept bo lek jest przeznaczony dla koni.
Eksperyment nr pięć zaczął się trzy dni temu więc trudno szukać jakiejkolwiek poprawy po tak krótkim czasie. Mnie tam ten sposób się najbardziej podoba, bo jedna z klaczy jest niedotykalska, druga nerwowa, a trzecia to dwulatka, która z człowiekiem nie za wiele miała do czynienia wcześniej - nie muszę już więc narażać swojej szlachetnej rączki na kopnięcie przy żmudnym odmaczaniu.
Ale to błądzenie we mgle domysłów i różnych sposobów leczenia już mnie dobija 😵
W rolach głównych, jak dotąd, wystąpili:
Ciepła Woda - ilości znaczne

wspaniałe mydło
Biały Jeleń - z tego, co pamiętam, to rozpuściłam w Ciepłej Wodzie już trzy kostki 👀
Manusan - opakowanie 500ml zużyte w 2/3
Betadine - dwa opakowania po 20g zużyte w całości
Dermacorn - świeżo napoczęte pudełko 150g