Nie da się. Zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. A potrzebujących jest tak bardzo, bardzo, bardzo dużo, że nie jesteście sobie w stanie wyobrazić.
I oni naprawdę, naprawdę nie potrzebują metek do szczęścia. Bardziej ich cieszy większa ilość niż nowość czy super jakość czy marka na których i tak się nie znają.
Ostatnio byli gdzieś w szkole i rozdawali po.....jednym ołówku. I to nie " białe panie", tylko rdzenni mieszkańcy, tubylcy. A dzieci stały w kolejce po ten jeden ołówek i zeszyt. I nie starczyło dla wszystkich.

Dlatego tłumaczę, że nasz punkt widzenia, odstaje od ich punktu widzenia. Bardzo. Nasze dziecko będzie się cieszyło z pościeli w jednorożce. A tamte dziecko tak samo się ucieszy z nowej w jednorożce jak i z używanej w kółeczka. Bo nie miało żadnej i nigdy nie sądziło że może mieć jakąkolwiek.
I jasne że fajniej wysyłać kolorową w samochodziki, ale równie dobrze może być używana zielona.
Ale rozumiem, że ciężko to poczuć, nie będąc tam.
Co nie zmienia faktu,
jara że fajowo mieć zamożnych dostawców towaru. Fajniej się wysyła rzeczy z naszego punktu widzenia wartościowsze, niż mniej wartościowe. Fajniej się je pakuje i czuje się większą satysfakcję. Rozumiem to!
Tylko mówię, że oni w większości patrzą na to inaczej.
Na jakość będą zwracali uwagę tylko ci zamożniejsi lub bardziej rozpieszczani ( ci którzy mają już systematyczne wsparcie dzięki fundacji). Ale tym najuboższym, których jest zatrważająca ilość, nie zależy na jakości, nowości czy marce. Im zależy tylko żeby udało się otrzymać
Taki przykład. Rozdawali kiedyś zeszyty przy mnie. I ja widziałam że jedne są śliczne, kolorowe, takie słitaśne, a inne zwykłe. I po minach dzieci i ich radości nie było widać różnicy. Że ten co dostał kolorowy to się bardziej cieszył a ten co zwykły, to mniej. To wyglądało tak, że cieszą się tak samo, bo mają zeszyt. I już.
U nas zaraz by dzieci oglądały, kto ma ładniejszy, porównywały. Któremuś by było smutniej. A tam nie.
edit- ta lepsza jakość ważna jest o tyle, żeby im się to coś nie popsuło po 2 praniach. Bo to ból! Np te gatki made in china trzyrazówki, którym po praniu wyłażą wszystkie gumki.
edit2- dla tych, którzy nie gapią się na mojego fejsa.
Rodzina sąsiadki otworzyła paczkę. Fotki słabej jakości, ale coś tam widać.
Dostała to o co prosiła. Ubrania dla siebie i dzieci, buty, garnek, jedzenie, plecaki do szkoły. Prosił ao rzeczy dla męża i jeszcze o coś tam, ale się mnie zmieściło. ( jak tak na nich patrzę, to idę ukleję kolejną paczkę. I wrzuce kobiecie jakąś patelnię i pojemniki do kuchni, bo widac, że autentycznie się z tego cieszy i jej to potrzebne)
I pamiętam że ktoś mi dał samochodzik, bo dziecko najmłodsze chciało samochodzik.
I jak pakowałam, to pamiętam jak wpychałam te betoniarkę do kartona i mi się już nie mieściła. I wołam do męża "Waaaldek...betoniarka mi się nie mieści". I słyszę z kanapy- "To wywal coś. Przecież betoniarka MUSI JECHAĆ"
Jeszcze chciałam ją wyjąć z kartonu, żeby weszła, ale mąż stwierdził, że "No coś ty! Wyjmij coś a betoniarkę wyślij taką piękną w pudełku".
ja wiem, że betoniarka nie jest im potrzebna do życia, no ale....
Jak widze tego małego, który będzie teraz z tą betoniarką spał, chodził, jadł i sikał, to az się gęba śmieje.

