Jak karać konia?
u mnie zaczęły się problemy z pokazywaniem pazurków przez moja kobyłę jakoś rok temu ( także w listopadzie). Jako półtoraroczny ówcześnie źrebak potrafiła być nieposłuszna. przykład? Kiedy szłyśmy kilka razy na uwiązie potrafiła stawać dęba i pokazywać swoje zdanie. Przy czyszczeniu bardzo się NIECIERPLIWIŁA kiedy w końcu dam jej spokój bo chce na trawę. Ja niestety odskakiwałam i przyznam wahałam się przy dalszych próbach uczenia konia najprostszych rzeczy. Ale zagryzłam zęby. Obiecałam sobie że szarpać się z nią nie będę.
W styczniu tego roku skręciłam niefortunnie nogę.. miałam trochę czasu na poczytanie i szukanie odpowiedzi- co takiego Ja robię nie tak że kobyla na coraz więcej sobie przy mnie pozwala. Bić jej nie chciałam. Żaden bat nie wchodził nawet w rachubę ( jak mi radziła kumpela). ani broń boże metoda na uderzanie po brzuchu .
No i wzięłam się za lekturę Monthego Robertsa. O pharellim i 7 zabawach nie miałam wtedy niestety pojęcia.
Zaczęłam pogłębiać się w naturalsowych sztuczkach i dzisiaj nie mam żadnego problemu posłuszeństwem mojej młodej.
Jeśli jesteśmy na padoku ( bez uwiązu bez kantara) i mała nie chce mi podać kopyt do rozczyszczenia - odpycham ja od siebie i przeprowadzam JOIN UP.
. Jeśli prowadzę ją na uwiązie a ona chce trawusi - pokazuję straszak (Palcat) i wydobywam z siebie jeden konkretny krzyk- źle. tonacja głosu jest jedna i pewna - źle!.. a komenda zawsze użyta w sytuacji kiedy moje kobylisko próbuje sztuczek 🙂 Wie ze mi się coś nie podoba... widzi moja reakcje.. rozumie że jest winna.
Zmiana nastawienia do konia również pomaga to niesamowicie. W tym roku tylko raz się zdarzyło aby stanęła mi dęba. Nie uciekłam a stałam w miejscu. popuściłam lonżę i uspokoiłam kobyłę po czym przeszłyśmy do kolejnych punktów nauki chodzenia na uwiązie. Młoda nagle zrozumiała - nie ma szans. Może się stawiać ale nic jej to nie da... woli współpracować. Daję jej wybór.
Często ja obserwuję i czasami zdarza mi się wyłapać o te 2 sek wcześniej jej tok myśleniowy. To bardzo ułatwia współprace.
Nie wiem jak inni postępują ze swoimi końmi, nie mam tez zbytniego doświadczenia z resztą czterokopytnych. Robię to co uważam za stosowne i staram się ułożyć tą swoja kobyłkę na grzecznego konia. Jakoś to nam wychodzi bo nie mam z nią problemów w praktycznie w niczym. Mądre karanie przynosi korzyści i pomaga przy rozwoju. Złe ogranicza i niszczy. Nam udało się złapać porozumienie a to jest połowa sukcesu .
bardzo wiele zmieniło się między nami kiedy zaczęłam zachowywać się przy mojej jak klacz alfa. Wiele pracy i wysiłku włożyłam w to aby NIGDy nie bać się własnego konia a wtedy kiedy jest to konieczne - odepchnąć od siebie ( Join up). Kiedy przestałam patrzeć na moją jak na kucyka PONY i pluszowego misia przytulasia to dokładnie wtedy skończyły się problemy z nieposłuszeństwem kobyłki.
A czy i jak karać, gdy koń nie gryzie Ciebie tylko, np. płot, do którego jest przywiązany? Dzieje się to zawsze przy zapięciu popręgu na pierwszą dziurkę, czasem w innych sytuacjach, ale wtedy to już ewidentnie z nudów. Ostatnio nawet poluźniłam z prawej strony, tak, że jak biorę tą lewą stronę to on tego w ogóle nie czuje. Ale odruch jej został. A co najgorsze, tego uczą się od niej inne konie.
niestety nie potrafię wypowiedzieć się na temat nawyków końskich i ich eliminowanie. Nie mam tego problemu odpukać.
Myślę że gdyby moja to robiła stałabym ze ,,straszakiem,, i za każdym razem krzyknęła ,,źle" . oczywiście ta komenda działa na moją kobyłę nie wiem jak z twoim koniem.
Słyszałam tez o preparatach którymi pokrywa się drewno podgryzane przez konie. Ma ono gorzki smak i zniechęca do dalszych praktyk podgryzania. nie wiem na ile to skuteczne.
Skuteczne. Mam takie w pomarańczowym, okrągłym pudełku. Jest gorzkie jak cholera i jak tylko koń chwyci i podgryzie, to zaraz puszcza. Próbuje potem, ale zaraz przestaje. Mój tak próbował podgryzać deski od drzwi w boksie. Z nudów pewno. Po posmarowaniu przez kilka dni, nigdy więcej już nie próbował.
Jeśli się nie umie w inny sposób powstrzymać konia przed obgryzaniem drąga przy siodłaniu, można zastosować ten specyfik.
I jeszcze...mamy konia w stajni, który przy zapinaniu popręgu ze złością chwyta zębami drąg do wiązania, ale właścicielka nie zwraca na to uwagi.Kiedy spróbuje od czasu do czasu chwycić właścicielkę zębami, lub raczej tylko starszy ją w ten sposób( bo nigdy chyba nie ugryzł, z tego co wiem), dostaje najpierw ostrzeżenie głosem, a jak nie działa to lekki strzał w pysk. I on zawsze działa.
Taaaaaaaaaaa, baaardzo skuteczne. Mój z lubością zlizuje preparat, a potem spokojnie bierze się za obgryzanie płota. 😵
Fanatique, instruktora tam nie macie?
Mamy, ale on się tym nie interesuje..
Nie interesuje się tym że mu dzieci na jazdach spadają?
Fanatique widzę, że z Krk jesteś, gdzie jeździsz? (może być na pw 😉)
Hucuły to cwane bestie. Jeśli oddaje Ci za bata, to niestety trzeba go strzelić w zad za każdym razem gdy to robi i od razu po tym mocno posyłać łydką do przodu. Jeśli masz problemy z utrzymaniem się, to chwyć się przedniego łęku, to żaden grzech 😉
Strucelka, jeśli mogę odp to z tego co się orientuję to Botoja. Jeździłam tam jakieś 2 lata temu. FanatiqueWaldek az tak sie zmienił? zawsze był cwany, ale nie spadali z niego tak ciągle. ale odkąd pamiętam na bata reagował baranem 😁
No niestety jest z nim coraz gorzej... 🙁 A instruktor nie bardzo się tym interesuje.. karze wejść na konia i stępować.. koniec.
[quote author=żużka link=topic=1926.msg377044#msg377044 date=1257962258]
A czy i jak karać, gdy koń nie gryzie Ciebie tylko, np. płot, do którego jest przywiązany? Dzieje się to zawsze przy zapięciu popręgu na pierwszą dziurkę . Ostatnio nawet poluźniłam z prawej strony, tak, że jak biorę tą lewą stronę to on tego w ogóle nie czuje. Ale odruch jej został. A co najgorsze, tego uczą się od niej inne konie.
[/quote]
Gryzienie przy zapinaniu popręgu to
odruch obronny konia, a nie jego złośliwość.
To reakcja koni na błędy ludzkie, czyli niewłaściwe zapinanie popręgu w samych początkach siodłania.
A popręg przecież z natury swojej powoduje dyskomfort, często uciska czy uwiera , bo np niedopasowany, lub siodło przesuwa się.
Można poczytać instrukcję ujeżdżania dla kawalerii z 1936 - i ciągle warta naśladowanie.
http://www.lucznictwokonne.pl/zurawiejki/kawaleryjskie/regul/instruj/uj1.htmlOdnośnie dopinania popręgu- najpierw tylko tyle, żeby siodło nie zjeżdżało.
Codziennie , lub rzadziej o jedną dziurkę więcej- tak żeby konia stopniowo przyzwyczaić.
Oczywiście nawet poprawnie wyszkolonego konia można zepsuć, gdy raz i drugi popręg natychmiast zostanie dopięty na maksa.
Gdzie tu powód do karania?
Za ludzkie błędy?
Za to można spróbować potraktować takiego konia, jak zupełnie surowego i zacząć od początku siodłanie, unikając błędów z tym związanych.
Mnie zawsze zastanawia ta chęć do wymierzania kar - tak samo postępujecie wobec innych zwierząt , wobec dzieci?
Brak rozumienia zastępować karaniem 🤔
Strucelka, jeśli mogę odp to z tego co się orientuję to Botoja. Jeździłam tam jakieś 2 lata temu. FanatiqueWaldek az tak sie zmienił? zawsze był cwany, ale nie spadali z niego tak ciągle. ale odkąd pamiętam na bata reagował baranem 😁
Uczyłam sie jeździć na Waldku w Botoi (musi mieć więcej niż 10 lat w takim razie 😉 Nigdy nie bryknął, nigdy z niego nie spadłam, nie przypominam też sobie kopania do innych koni. Naprawdę nie możesz poprosić Dawida, żeby z nim trochę popracował? Albo przynajmniej powiedział Ci, co robisz nie tak? Skoro dwa lata temu, jak pisze Graba, koń zachowywał się poprawnie, to trochę dziwne.
Mamy teraz 2 instruktorów. 😉 Tak, tak możliwe, że Waldek ma więcej lat, ale góra 13 😀
prawda jest taka, że Waldek zawsze był charakterny. Często Ci którzy na niego wsiadali pierwszy raz stępowali w kółku. I albo nigdy na niego już nie wsiedli, albo (tak jak ja) próbowali co jazdę. Potem ja odeszłam i nie wiem jak było dalej, ale nie było aż tak źle! Przecież nie tak dawno jeszcze jakiś Pan jechał na nim Hubertusa. Jeśli mam byc szczera to nie wierzę w aż taką przemianę Waleta.
zenujący wątek🙁
smutny
zgadzam sie z wypowiedzią guli
Fanatique
Hucuły to cwane bestie. Jeśli oddaje Ci za bata, to niestety trzeba go strzelić w zad za każdym razem gdy to robi i od razu po tym mocno posyłać łydką do przodu. Jeśli masz problemy z utrzymaniem się, to chwyć się przedniego łęku, to żaden grzech 😉
a mozna posłac energicznie łydka w przód bez uzycia bata? Mysle ze ''mocniejsza'' łydka niz zwykle juz bedzie dla niego karą..
fanatique- cóz wasz instruktor robi w czasie prowadzenia jazdy?
no zenujące
poza tym jak mozna dziewczynce z rekreacyjnej szkółki przez net doradzac ze MUSI za kazdym razem mu dac bata..
heh no smutne
Gryzienie przy zapinaniu popręgu to odruch obronny konia, a nie jego złośliwość.
To reakcja koni na błędy ludzkie, czyli niewłaściwe zapinanie popręgu w samych początkach siodłania.
Też się z tym zgadzam. Czasem to jest reakcja na dyskomfort tu-i-teraz, czasem utrwalona reakcja "na wszelki wypadek", bo kiedyś dopinanie popręgu było robione bez uwzględniania komfortu konia. Albo czasem jest robione niestarannie. Jakimś "dziwnym trafem" większość koni szkółkowych nadyma się przy podciąganiu popręgu. A większość koni traktowanych uważnie nawet nie wpadnie na taki pomysł.
Kto wie, czy z końmi gryzącymi płoty przy siodłaniu nie zadziałał schemat:
- człowiek nieuważnie siodła, zarzuca siodło na grzbiet z impetem, popręg dociąga od razu mocno itd.
- koń daje znak, że coś jest nie tak, np. macha głową, kuli uszy itp.
- człowiek robi swoje, na konia uwagi nie zwraca (albo zachowań nie widzi, albo uznaje, że to fochy)
- koń przechodzi do gryzienia człowieka
- człowiek wkracza z "terapią" w postaci krzyknięcia/uderzenia
- koń przestaje gryźć człowieka, tworzy sobie zachowanie przeniesione
Jeśli koń źle reaguje na siodłanie, bo mu niewygodnie, denerwuje się, boi, broni, to wtedy nawet robienie "bloków" (czy nastawianie łokcia bądź zgrzebła) nie jest pełnym rozwiązaniem problemu - bo nie likwiduje przyczyny. Nawet użycie klikera byłoby tylko maskowaniem sprawy. To jest zawsze sprawa do wyczucia, do poszukania równowagi: jak nie dać sobie wejść na głowę, ale nadal konia i jego opinii słuchać.
Jak koń źle reaguje na siodłanie, to trzeba: sprawdzić dopasowanie siodła (konie się rozbudowują, otłuszczają, chudną, zmieniają, a siodła same z siebie nie. Przyjrzeć się sobie, jak się siodła - czy delikatnie, spokojnie, starannie. Czy się siodło kładzie na koniu, jakby się przyjacielowi zakładało czapkę na głowę, czy się zarzuca z impetem. Czy popręg zapina się stopniowo. Czy się uważa, żeby skóry nie przesunąć, nie porobić zmarszczek, nie przyszczypnąć włosków. Popręg, jeszcze na ziemi, najlepiej dociągnąć w kilku ratach, w międzyczasie poruszając konia. Dobrze jest dociągać popręg w momencie, kiedy koń robi wydech (mniej na udry jest wtedy). No i nie dociągać mocniej, niż potrzeba.
Jeśli już uraz jest, dobrze jest konia potraktować jakby miał być pierwszy raz siodłany. Od nowa oswoić z czaprakiem, z siodłem. Odczulić na dotyk popręgu, na dopinanie go...
Mnie zawsze zastanawia ta chęć do wymierzania kar - tak samo postępujecie wobec innych zwierząt , wobec dzieci?
Brak rozumienia zastępować karaniem 🤔
Karanie (tak jak i pouczanie) uruchamiają u człowieka ośrodek nagrody.
No i myślenie bywa męczące. Łatwiej zadziałać schematem: bryka > bacik, gryzie > plaskacz, wierci się > krzyknąć.
dziękuję za odpowiedzi. Dlatego też przy mim problemie, przede wszytskim najpierw zadałam pytanie, czy w ogóle karać. Popręg zawsze zapinam na parę razy. Poluźniłam nawet, jak tylko zauważyłam, że Rude się niepokoi i gdy zapinam przy siodłaniu, to popręg niemalże w ogóle nie uciska konia. Może pomysł z odczulaniem cos pomoże.
A mi się wydaje, że ludzie tak lubią karać (poza wszystkimi innymi aspektami, typu chęć dowartościowania się, czy wyżycia), bo inni to akceptują. Co więcej uważają to za zachowanie profesjonalne i odpowiednie, gdy coś nie wychodzi.
Moja jazda nie należała dziś zdecydowanie do dobrych. Koń generalnie miał dzień na nie, cokolwiek bym mu nie zaproponowała. Więc się zaczęłam irytować, ale po każdym razie, jak nam nie wychodziło, zamykałam na chwilę oczy, brałam głęboki wdech i znów do roboty. W końcu gruby zrobił dokładnie to, o co prosiłam, więc dałam smakosza i zakończyłam jazdę. Natomiast obok mnie jeździła dziewczyna, której też cały czas się coś w zachowaniu jej konia nie podobało, nie będę wnikała co, więc tam go sobie szarpała, strzelała batem, trochę pokopała. Zgadnijcie na kogo się ludzie na hali patrzyli jak na debila?
też to któregoś razu zauważyłam. im człowiek więcej konia bije, tym ma wzbudza większy podziw u innych ludzi, bo to znaczy się go nie boi, że jest stanowczy, doświadczony, zna te konie. A potem Ci co patrzą to naśladują.
żużka, oczywiście że dobrze, że myślisz, zamiast karać "z automatu" 🙂 Zresztą pisałaś o próbach choćby z poluzowaniem popręgu po drugiej stronie. Pewnie u tego konia tego konia to bardziej już zakorzeniony zwyczaj, niż bronienie się przed niewygodą w tym konkretnym momencie (choć sprawdzić, choćby po raz n-ty dopasowanie siodła zawsze warto). Odczulenie na pewno warto - od tylko przykładania popręgu od spodu (bez dopinania). Przyłożyć, poluzować, przyłożyć, poluzować - itd., spokojnie, do oznak jakiegokolwiek wyluzowania konia. I stopniowo tak kolejne etapy, przełożenie końcówki przez szlufkę, wyjęcie, przełożenie itd. Może pomoże. A na pewno nie zaszkodzi. Spróbuj też obserwowania końskiego brzucha i zgrywania wydechu z zapinaniem popręgu. Spróbuj wszystkiego, co przełamie utrwalony schemat. Pogłaszcz miejsce, w którym będzie popręg, zanim go zapniesz. Zacznij siodłać z drugiej strony.
Strzyga, ech, koniarstwo jest wymagające również emocjonalnie 🙂 Nie zapominaj, że na świecie są też ludzie, którzy nie patrzyliby na Ciebie jak na oszołoma. Nawet jeśli nie było ich wtedy w pobliżu. I jest ich więcej niż garstka 🙂. Coś na zasadzie Lecz ludzi dobrej woli jest więcej (itd.)
[quote author=żużka link=topic=1926.msg378080#msg378080 date=1258047694]
też to któregoś razu zauważyłam. im człowiek więcej konia bije, tym ma wzbudza większy podziw u innych ludzi, bo to znaczy się go nie boi, że jest stanowczy, doświadczony, zna te konie
[/quote]
Chyba zamurowało mnie 😲
Aż trudno uwierzyć w taki tok myślenia .
Podziw za bicie zwierząt - chyba już jestem za stara na takie "jeździectwo".
Jak dla mnie to właśnie objaw strachu człowieka i chęci panowania nad nim przemocą.
Człowiek, który zna choć trochę konie wie, jak z koniem współpracować , nie karze za jego zachowania, które w większości przypadków wynikają albo z natury konia, albo z błędów ludzi.
Problemy z siodłaniem .
Koń niby udomowiony ciągle ma zachowania instynktowne - ucieczki przed tym co sprawia dyskomfort, lub kojarzy się z bólem, niewygodą.
Wystarczy jedna niewłaściwa jazda i trzeba powoli dochodzić do spokojnego , ufnego konia.
guli, Ty się nie dziw, taka "tendencja" naprawdę jest. Koń coś robi źle? No to wlać mu, od razu będzie lepiej chodził, a i podziw zdobędzie się u ziomków...
Objaw strachu o opinię innych, o swój "wizerunek", nie, że koń coś... tylko, że "inni pomyślą, że jeździec du*a, nic nie umie, bo koń źle chodzi...". Jak sobie człowiek uświadomi, że jest du*a, a nie jeździec to dopiero zaczyna pracować nad sobą. 😉
[quote author=żużka link=topic=1926.msg378080#msg378080 date=1258047694]
też to któregoś razu zauważyłam. im człowiek więcej konia bije, tym ma wzbudza większy podziw u innych ludzi, bo to znaczy się go nie boi, że jest stanowczy, doświadczony, zna te konie. A potem Ci co patrzą to naśladują.
[/quote]
Gdy widzę takiego kogoś kto leje zwierze ... nie ważne czy koń czy pies.... to nóż w kieszeni. Wzbudza we mnie odrazę mam ochotę napluć mu w twarz i na pewno nie czuje do niego respektu albo podziwu. Wiem że taka osoba ma problemy i kompleksy na punkcie własnego ,,ja". Nie potrafi zrozumieć ani porozumieć się ze stworzeniem. Równoznaczne z lenistwem z drogą na skróty bo tak łatwiej. Wielki pan i władca używa przemocy bo nie potrafi poświęcić trochę czasu i wysiłku na kontakt z podopiecznym. Zawsze kojarzy mi się to z przemocą w rodzinie... Zakompleksione typki poprzez bicie próbują podbudować swoje alter ego kosztem bezbronnych członków rodzin. To samo zwierze.... przecież to my jesteśmy dla nich a nie one dla nas..... W takich przypadkach wstydzę się swojego gatunku.
hmm, z tym, że na dźwięk "bić" od razu jest patologiczne skojarzenie. A ja nie o takim mówię. Mówię właśnie o takim pójściu na skróty, typu, koń odczuwa dyskomfort, kuli uszy, chce się bronić, to po pysku, czy tak inaczej. Zamiast dociec przyczyny od razu usunąć problem. Respekt to budzi dlatego, że człowiek, który nie zna konia, automatycznie się odsunie, w końcu zwierze większe, skoro coś jest nie tak, to lepiej się odsunąć, uważać, a osoba, która zna konia zareaguje gwałtownie, pokazując swoją przewagę. To budzi podziw, bo w końcu ten pierwszy się odsunął... To taki przykład, nie wiem czy do końca zrozumiale napisałam.
ja karzę konia niewygodą, na przykład, koń szarpnie mnie kiedy go prowadzę, szarpnę i ja, koń wierci się i mnie przesuwa w boksie, to i ja go przesunę kilka razy, na jeździe przy wykonywaniu jakiegoś elementu się zaczyna cofac, to ja nakłaniam go do cofnięcia dużo więcej kroków niż miał w zamiarze, koń się rozpędzi w galopie w terenie, czasem popędzam go bardziej, a po chwili przystaje na propozycję zwolnienia... to podejście wyuczone przez naturalsa, jest bardzo czytelne dla mojego konia, dzięki niemu mamy bardzo partnerską więź i koń dużo szybciej pojmuje o co mi chodzi. Polecam lekturę Marka Rashida, bardzo fajnie opisuje sytuacje kiedy koń ma rację, kiedy nie, w jaki sposób negocjowac z koniem, żeby "nasze było na wierzchu" 🙂
Ile razy zatrzymywałam się na padoku i liczyłam do dziesięciu... średnio raz na 2 tygodnie mam kiepską jazdę, ale na szczęście to wałach, a nie klacz, bo obserwuję koleżankę, która ma klacz i jesteśmy na tym samym etapie treningowym i widzę, że ma więcej problemów niż ja 😉
Zawsze kojarzy mi się to z przemocą w rodzinie... Zakompleksione typki poprzez bicie próbują podbudować swoje alter ego kosztem bezbronnych członków rodzin.
Hmmm? Koń - bezbronny? Rottweiler - bezbronny? Za daleko poszłaś z tym skojarzeniem. Jeśli koń zechce - zabije człowieka bez problemu, jeśli ten będzie dostatecznie blisko. I nie powstrzyma go żadne "sumienie" ani żaden "paragraf". A czasem - najukochańszy i kochający koń - może zabić - przypadkiem.
halo .. pisząc moją wypowiedź nie miałam na myśli nieodpowiedzialnego wychowania zwierzęcia a brutali którzy znęcają się nad stworzeniem. I zgodzę się że są wyjątki potwierdzające regułę. Tylko powiedz mi ile osób bierze odpowiedzialność za swojego pupila? Szara myszka kupuje sobie amstafa czy owczarka niemieckiego i dziwota że pies rzuca się na dzieci jak ona ledwo zwierze utrzyma na smyczy. To samo z koniem - Nie masz siły przebicia? Nie kupuj ogiera, hucuła czy konia niepewnego za tanie pienie pieniądze od handlarza. Trzeba być odpowiedzialnym.
Dwa jeśli już chcemy konia warto poznać jego NATURĘ, taka mała instrukcję obsługi. Kupić książkę i poczytać o hierarchii w stadzie i mądrze karać zwierzę bo najłatwiej jest uderzyć albo w ten sposób karać za byle co. A czasami to ,, byle co" może nam powiedzieć o stanie zdrowia zwierzęcia lub o jego dolegliwościach i nie jest to absolutnie ,,złośliwość".. Mi chodziło głównie o nastawienie takich osób które za każdą niesubordynację konia czy psa tłuką je niemiłosiernie. i takimi osobami się brzydzę a już na pewno respektu u mnie nie wywołuje-
Sytuacja która widziałam nad morzem:
Koleś zapina popręg koń próbuje go skubnąć przy czym dostaje takiego liścia że omal się nie przewróci, ciągnie za line i ogólnie panika. - myślałam że upadnę... taki baran na pewno nie wywołuje miłego odczucia.
Dwa konie z natury nie są drapieżcami ale maja poukładana hierarchię w stadzie i każdy kto siedzi w tym środowisku o tym wie. Trzy aby ukarać konia za jego nieposłuszeństwo wcale nie trzeba być bydlakiem z kijem a wystarczy odrobina cierpliwości i czasu na pracowanie nad danym zachowaniem. I Ci którzy nie potrafią tego zrozumieć a idą na łatwiznę i tłuką te biedne stworzenia są dla mnie niegodni życia. Jest milion sposobów aby ,, nie bić" a ustawić. Trzeba tylko chcieć je znaleźć. I nie będę się już wypowiadać na temat metod szkoleniowych bo wiem tyle co robię z własnym koniem. Gdzie rok temu starała się wejść mi na łeb. Nie oberwała ode mnie ani razu - z ręką na sercu - a dzisiaj dzięki mojej pracy nie mamy problemu z ustaleniem kto rządzi w naszej parze. I nie wierze że koń jest z natury zły ( pomijam odsetek procentowy). Tylko takiemu kolesiowi ( z zaniżonym alter ego) trudno jest zrozumieć że jak koń nie chce przejść przez kałużę to nie jest głupi a się po prostu boi. I nie wolno go wtedy lać puki nie przyczai że PAN wielki co siedzi na jego grzbiecie tutaj rządzi koniec i basta. Nienawidzę takiego podejścia do zwierząt. Osobiście staram się traktować je po partnersku a każdy problem próbować zrozumieć i szukać złotego środka. W końcu po to mamy rozum aby myśleć. Nie po to żeby bić konia bo ten boi się np. wejść do przyczepy. Nie będę nawet wspominać tego typu historii.
Dla mnie zwierzęta graja bardzo istotną rolę w moim życiu. I boli mnie fakt jak niektórzy ,,opiekunowie " je traktują. Niestety taki pies czy koń jest często z góry na przegranej pozycji. Wędzidło w pysk czy hackamore i jechano w kitę puki się nie zmęczy. Ludzie ,,nie chcą" słuchać tego co mniejsi bracia chcą nam powiedzieć. I nie powiesz mi że tak nie jest. To jest sens mojej wypowiedzi.
Koleś zapina popręg koń próbuje go skubnąć przy czym dostaje takiego liścia że omal się nie przewróci
Jaaa! Poznaj mnie z tym kolesiem 🙇 przeca Pudzian się chowa 🤣
Rozumiem, rozumiem. Masę powodów ludzikowie sobie znajdują, żeby zwierzęciu przyłożyć. I zawsze świadczy to o słabości (w danych okolicznościach) - swoją drogą to ciekawy temat: to w końcu człek słabszy od konia czy mocniejszy?
Ale poważną krzywdę można zrobić i w drugą stronę: rozpieszczając!
Jestem i będę przeciwna zrównywaniu ludzi i zwierząt - dla dobra zwierząt.
A zwierzęta nigdy nie są "złe". Ich wartościowanie moralne nie dotyczy. Nie ma czegoś takiego jak "zły" koń i "dobry" koń. Są konie bardziej i mniej niebezpieczne. Niebezpieczne są wszystkie (chyba, że odległość od konia wystarczająco duża).
Ciekawe - w tej chwili dotarło do mnie, że np. koty też uważam za niebezpieczne, a psów - nie 😍 Chociaż 2 x w życiu spotkałam niebezpiecznego psa: raz dobermana raz rattlerka. Ale ja dziwnie działam na psy. Na konie zresztą też. I na dzieci 😀iabeł: A od kotów trzymam się z daleka: nigdy nie wiadomo, co taki wywinie. Co gorsza: koń raczej za mną nie pogoni (to naprawdę rzadkość, i musiałabym go wcześniej nieźle wkurzyć, a taka głupia nie jestem) a kot - w każdej chwili może! Kot potrafi atakować niczym nie prowokowany. Więc może to pojęcie "niebezpieczny" jest u mnie związane z tym, czy zwierzę potrafi zrobić kuku nieprowokowane? bez powodu? Kot - potrafi. Koń - też (swoją masą najczęściej). Kot - mało prawdopodobne, że ze skutkiem śmiertelnym. O koniu tego powiedzieć nie można.
Tak mnie coś naszło na luźne rozważania... 😡
jeździec ma być jak bóg wszechmogący który za dobre wynagradza a za złe karze...sam o sobie wie że jest tylko omylnym człowiekiem, ale koń nie ma prawa się o tym dowiedzieć, bo jak koń zacznie wątpić w nieomylność człowieka, to człowiek ma gruby problem.
karac zawsze natychmiast i zawsze konsekwentnie...nigdy z zaciśniętymi zębami, bo to przecież tylko biznes, a nie sprawa osobista.
czasem stojąc na ziemi muszę pomóc rajtrowi w podjęciu decyzji, czasami powiem "zostaw" bo koń się tylko pomylił, ale bywa że pada hasło "lej", mimo ze błąd był nie bez winy jeźdźca-ale koń nie ma prawa się o tym dowiedzieć!
ps. "lej" brzmi okrutnie, ale to jedna sylaba i można ja podać jak szybką komendę...i moi podopieczni wiedzą ,ze to hasło oznacza karę, ale nie hłostę 😉