Uciekająca klacz - czyli jak złapać konia na pastwisku?
espana, skoro koń jest nieprowadzalny na ogłowiu, to bałabym się, że mając do wyboru płot lub prowadzącego - wyrwie się wskakując w człowieka. Ciężko przez neta pomóc, bo przyczyn może być wiele - od wychowawczego "mam-cię-wdupizmu", po problemy bechawioralne wynikające ze strachu czy skojarzeń bólowych... Trzeba by tak na prawdę zobaczyć kilka takich akcji i wtedy decydować czy iść w stronę "ja ci franco nie odpuszczę" czy bardziej "dobry konik, nie pękaj, damy radę"...
magda ciężko tak bez kontekstu, imho kolec czy ogłowie to trochę zatuszuje problem ale go nie wyeliminuje (chociaż definitywnie pomoże w kontroli nad sytuacją z to fakt)
Jakkolwiek tęczowo to brzmi, ja bym z wychodzenia na pastwisko zrobiła sesje roboty z ziemi, a w jaki sposób to ciężko powiedzieć tak na oślep, bo to właśnie zależy czy chodzi o brak manier, instykt stadny, czy strasznego krzaka po drodze. Takie średnio współpracujace konie wyprowadzaliśmy kiedyś na długiej linie, trzymając ją krótko jak uwiąz ale jeśli kolega pogrywał to się wychodzenie/sprowadzanie zmieniało w pracę z ziemi od razu.
magda, przerabialam to z moim gwiazdorem na poczatku pracy, bo robil w tyl zwrot i do koni, jeszcze mozna bylo na odchodnym z dwurury zarobic. Problem rozwiazalam nigdy nie dajac okazji. Lancuch pod brode z dwoch stron albo nawet wkolo nosa jak kon jest najarany (zrobie jutro foto jak kogos ciekawi, jestem na wyjezdzie) i uwiaz z petla na koncu. Albo kolec z tym skorzanym pasem z petla, ale ja akurat nie mam. I zawsze prowadzenie w dwoch rekach - prawa pod glowa (ale trzyma za uwiaz nie za lancuch, bo mozna zerwac paznokcie!) lewa trzyma petle na koncu uwiazu. No i trzeba isc przy lopatce i pamietac ze kon idzie tam gdzie wskazuje jego glowa i szyja, czyli nie dawac sie rozgladac na boki.
Zachowanie sie wyciszylo z czasem. Prawie 3 lata pozniej zdarza mi sie juz prowadzac na zwyklym uwiazie ale tam gdzie moze byc ekscytacja lancuch jest obowiazkowy (czyli np. na wyjazdach, idac na nowe pastwisko, albo jak musze zabrac a stado akurat lata i jest czyms podjarane).
Zamiast kolca/lancucha, moze byc tez oglowie ale wodze musza byc dosc dlugie. Lonzy osobiscie nie uzywam do takich koni, bo kiedys nie utrzymalam, udalo sie koniowi odwrocic glowe, obrocil mi sie i dostalam z dwurury w klate tak ze az usiadlam.
flygirl, właścicielka na długiej lince go prowadzała i ma uszkodzone palce bo nie chciała odpuścić. Mi szkoda palców, on jest silny i nie utrzymasz jak ruszy, więc bez sensu.
To nie jest płoszenie się, to jest wykorzystanie chwili nieuwagi i dominacja poniekąd. Nie szanuje człowieka, choć krzywdy sam nie zrobi (nie kopnie itp). Ja dziś od koni go bez problemu odprowadziłam (ale pilnując mocno), po czym do koni idąc mi zwiał, nie pilnowałam go tak mocno i skorzystał. Drugi raz odeszliśmy i wracając nawet jego ukochana kobyła obok przegalopowała (od wody do stada) i nie zwiał. Także na halterku da się. Nie płoszy się, raczej nie powinien mieć skojarzeń bólowych itp. Wzdłuż ogrodzenia brzmi jak pomysł, ale to by było koszmarnie naokoło - do rozważenia.
magda, Ja bym też prowadziła zawsze z bacikiem, bardzo pilnując, żeby koń nigdy nie był "z przodu", bezwzględnie musi być łeb przy ramieniu, nie dalej, bo zbyt łatwo może wtedy wypruć do przodu.
On raczej z tyłu zostaje... i nie wiem czy tu z batem też lepiej chodzić, póki co próbowałam bez.
magda, Aaa, czyli się bardziej odsadza? Myślałam, że robi "stary numer" z wypchaniem się łopatką w przód, łbem w przeciwną do człowieka stronę i "sajonara" 😉 se można próbować trzymać wtedy. Ale tak, to myślę, że bat i tak jest dobrym pomysłem, tyle że pilnować nim, żeby koń nie zostawał w tyle. Wedy też lepiej faktycznie iść koło łopatki.
Też nie 😀 idzie idzie i nagle zawraca i dzida, albo dziś w kierunku stada szłam to człapał spokojnie i nagle dzida do stada... jak człapie to wolno, po czym (póki co jak dla mnie bez ostrzeżenia) dzida. Pewnie da się wyłapać sygnał, szczególnie że udało mi się go odprowadzić mimo że koń przebiegł obok nas, ale póki co tego nie dostrzegam. I dlatego się zastanawiam co jeszcze z nim robić.
Najpierw nauczyłabym prawidłowo chodzić na uwiązie, tak jak napisała zembria,
Koń nie powinien ani wlec się z tyłu ani ciągnąć. Ma iść głową blisko człowieka, reagować na zmiany tempa, zatrzymanie i cofanie.
zembria, jak leci można też ręką przesłaniać to co widzi oko od naszej strony, tak jak przy bieganiu luzem jak koń mocno wyprzedza, dobrze działa, niedowidza gdzie biegną i zwalniają. Zostające z tyłu prowadzę z batem w dwie osoby.
magda, nie ma co się certolić z uwiązikiem.
Mój koń w wieku 4,5 roku był przez dwa tygodnie wyprowadzany przez robotników kończących elewację stajni, bo stajenny miał urlop. Podczas tego czasu wyrwał im się raz. A potem kolejny i kolejny i kolejny. Koń, z którym ja chodziłam na kantarze i uwiązie dlatego, że głupio prowadzić bez wśród ludzi. Zawsze był mega grzeczny. Przez te dwa tygodnie spier… im dwa razy dziennie. Wyrywał się i biegał dookoła podjarany faktem, że robi z ludzi debili.
Nikt nie powiedział mi NIC o tym problemie. Jak ja konia prowadziłam to było spoko, nagle pod koniec tego czasu mi się wyrwał. Byłam baaardzo zdziwiona, a ludzie ze stajni do mnie, że on tak robi codziennie. Byłam niemożebnie wkur… bo jakby mi powiedzieli od razu to by się go skorygowało. A po dwóch tygodniach spitalania dwa razy dziennie to sobie mogłam pomarzyć o korekcie i trzeba było wjechać na grubo. On nie dawał i do tej pory nie daje żadnego ostrzeżenia, idzie równo z człowiekiem po czym spina się w szyi na dechę i idzie prosto przed siebie i nie ma mocy, która by mu ten łeb wykręciła czy go utrzymała.
Potrafi 7657 razy iść grzecznie i za 7658 wywalić jak z procy. Po dobroci nie miałam żadnych szans, więc przy prowadzeniu np. na spacerze w ręce chodzi w łańcuszku (sam dźwięk łańcuszka gwarantuje 90% spokoju, a jak mu odwali to działanie łańcuszka dopełnia te 10% i mam pełną skuteczność w utrzymaniu gnoja). Raz na jakiś czas próbuje czy łańcuszek dalej aby na pewno go trzyma.
Ja „czuję w kościach” jak się próbuje zabrać, ale obsługa w stajniach, w których staliśmy nie czuła i zawsze razem z koniem w pensjonat wstawiałam łańcuszek.
Po stokroć wolę, żeby ktoś na mnie krzywo patrzył, że koń ma łańcuch niż żeby nawiał i zrobił sobie lub komuś krzywdę.
U nas ogłowie i kolec, a również łańcuszek zapięty na nos nie zdały egzaminu. Łańcuch działa tylko zapięty pod brodą jak na zdjęciu. Taki typ. To inteligentny i cwany koń.
B38BCF38-4B2E-4305-9612-DC665EC3A48C.jpeg
O serio to działa u was lepiej niż kolec? do rozważenia!
magda, tak, na kolcu to się jechało na butach jakby go nie było.
Fokusowa, 99% czasu zapinam tak jak Ty. Jak jest duża lipa to zapinam na nos ale dookola a nie z zewnątrz i nad nosem do ręki, bo wtedy jak koń ucieka to się łańcuch wygina. A dookoła się zaciska...
Co do kolca, to jak masz duży kolec a konia z małym pyskiem to sięga za daleko, koń bierze w zęby i nara. Kolec też trzeba pomacac i dobrać, tylko gdzie w PL dostaniesz więcej niż jeden rozmiar. Może jakieś wyścigowe sklepy.
Co do patrzenia krzywo, to tak bardzo w d*pie to mam. Na mnie też kiedyś na trawie na zawodach jakieś nastolatki tak patrzyły, aż bażant nie wyleciał. Ich konik tylko odskoczył, mój jebnal rodeo z teleportacja, bez łańcucha latałby po polach.
O serio to działa u was lepiej niż kolec? do rozważenia!
magda, Potwierdzam, ten łańcuszek faktycznie działa. Akurat nie mam jakiegoś spektakularnego porównania z kolcem, ale wszystkie "problematyczne" konie, które miewały odpały, dobrze reagowały na ten łańcuch. Przepinałam albo właśnie tak jak na zdjęciu Fokusowej, albo przez nos.
W ogóle w opcji "przez nos" działał nawet sam uwiąz.
Łańcuch działa, przy problematycznych koniach zapinam przez nos lub tak jak Fokusowa. Ma ten plus, że dopasowuje się ściśle do powierzchni na którą działa w przeciwieństwie do kolca. Siła tego działania jest nie dość że duża, to też ukierunkowana dokładnie tam gdzie trzeba.