Hity naszego dzieciństwa
Ojj "Dzieci z Bullerbyn" były męczone wciąż i wciąż 😁
Ja mam jeszcze numery "Zwierzaków" i "Przyjaciół z zielonego lasu" (czy jakoś tak 😉 ) oraz Wally'ego!
Hahah Kellysi byli cool 😀
mam gdzieś Angel na płytce w aucie 😀
😁
A to były moje dwie piosenki ulubione:
Fell in love with an Alien i
Every baby 😁 😁 😁
Ja kiedyś na święta dostalam Walkmana i kasetę KF 😎
A tego drugiego nikt nie kojarzy? Toczyłam straszne boje z Siostrą o niego. Ona murem stała za nim, ja za M. Jacksonem. Nieskromnie stwierdzę, że lepiej lokowałam uczucia muzyczne, bo o idolu siostry słuch w sumie zaginął.
Dr Alban 😁
A no tak! Hello Africa. 😎
A kto pamięta wywoływanie zdjęć w "ciemni" w łazience/piwnicy?
Oooh, uwielbiałam to...
No to ja boje toczyłam z moją siostrą, ona stała za M.Jacksonem, a ja za Freddiem Mercurym 😁 Po obu słuch nie zaginął 😁
Hahah byłam zakochana w tym Paddym 🤔wirek:
A kto pamięta wywoływanie zdjęć w "ciemni" w łazience/piwnicy?
Oooh, uwielbiałam to...
ja nie wywoływałam, ale pamiętam te stare aparaty. Niewiadomo co wyszło, jak wyszło i robiło się zdjęcia tylko takie 'ważne' żeby kasy nie marnować na wywoływanie jakichś głupot, nie to co teraz, te wszystkie dziubki 😂 Czasem się dwa zdjęcia na jedno nakładały i śmieszne rzeczy wychodziły. 😁
3😲4 u was też była taka histeria?? 😁 😁
Heval, ja jeszcze nie tak strasznie dawno dorwałam czarno-białą kliszę i uruchomiłam stary aparat. Później z Tatą działaliśmy...
No znaczy... nie strasznie dawno, ale nie powiedziałabym niestety "niedawno", bo pewnie maksymalnie z 17 lat miałam... Czyli dobre 8 lat temu.
Ja nadal mam w domu analogowego Canona i obiektywy do niego. 😉 A z całego tego zamieszania związanego z kliszami najlepsze były te pudełeczka po nich, miały wielokrotne zastosowania. 🙂
flygirl, aparaty też mam 🙂 I to by było na tyle...
Hahah byłam zakochana w tym Paddym 🤔wirek:
Ja tam wolałam Johna 😁 Moja siostra za to kochała "nad życie" anielskiego blondiego (nie pamiętam imienia :icon_redface🙂 🤣
Ja nadal mam w domu analogowego Canona i obiektywy do niego. 😉 A z całego tego zamieszania związanego z kliszami najlepsze były te pudełeczka po nich, miały wielokrotne zastosowania. 🙂
u mnie pudełeczka stare znajdowały zastosowanie jako przechowalnia mleczaków 😁
Kelly Family nie da się zapomnieć 😁
O, a pamiętacie puszczanie slajdów z bajkami? Były na takich długich czarnych rolkach, podświetlało się je na ścianie 😜
Też je wyświetlaliśmy 🏇 zawsze na imieninach u cioci 🙂😉
Ja je miałam pocięte i włożone w takie cosie, nie wiem jak to nazwać, ale na zajęciach z Podstaw Produkcji Roślinnej pani dr na takim czymś wyświetlała nam zboża w różnych stadiach rozwoju i te klisze były w takich cosiach właśnie 😁
Ano fakt, wiesz teraz slajdy to dla mnie na komputerze są 😂 😂 😂 I nie pomyślałam, że to tak się nazywało 🤣
Kiedyś już na forum pytałam, ale w wątku o filmach. Kojarzycie film, taki familijny o psie, który porzucony przemierzał drogę za swoim panem- chłopcem, który się przeprowadzał z rodziną? Pies był rudy, zdaje się średniej wielkości i miał na imię Dingo. Film o ile dobrze pamiętam amerykański. Nigdzie nie mogę znaleźć tego filmu, bo nie wiem jaki był tytuł. Miałam go na kasecie i mogłam prawie codziennie oglądać, a później mój ojciec coś na tym nagrał, pół roku rozpaczałam. Rodzice bali się powiedzieć co się stało z kasetą 🙂
shagyaaa, chodzi Ci o "Daleko od domu: przygody żółtego psa/psiska"? Niby z filmwebem początek się zgadza, ale nic innego nie przychodzi mi teraz na myśl.
O, skoro już jesteśmy przy temacie szukania filmów z dzieciństwa. Oglądałam kiedyś, niestety tylko raz taki bardzo wzruszający film. Jeśli dobrze pamiętam to była w nim rodzina, ojciec, matka + syn. Ojciec umarł i wrócił do tej rodziny pod postacią psa rasy seter irlandzki. I syn w końcu uwierzył, że to jego tata. I pamiętam jedną z końcowych scen jak ten pies leży na nagrobku ojca, a potem chyba biegł przed siebie przez jakieś pola czy coś w ten deseń. Ktoś kojarzy?
flygirl, mój ukochany film [url=
http://www.filmweb.pl/film/Psim+tropem+do+domu-1995-5650/descs]KLIK[/url] 🙂🙂
No nie wierzę. 😜 😜 😜 Tyle lat go szukałam, zapominałam, znowu szukałam. Pamiętam jak go oglądałam z mamą to ja ryczałam jak bóbr, a mama... zasnęła. 😁 Dziękuję ci bardzo. :kwiatek:
Nie
Scottie, to niestety nie ten film. W 1995 to ja szłam do szkoły, a film oglądałam jeszcze siedząc w domu. Podejrzewam, że pewnie 1991/92 najpóźniej był kręcony. Mi się wydaje, że on się nazywał "Dingo" tak jak ten pies i może jeszcze dalsza część tytułu, ale nie mogę znaleźć nic w ten sposób.
A jeszcze mi się przypomniało jak w tv leciał serial "Luz Clarita". Uwielbiałam go 😜
edit: Sorry, kilka lat szukałam wyżej wspomnianego filmu, a okazuje się, że pamięć zawodzi. Film nazywał się "Bingo", tak samo jak ten pies. Znalazłam 🙂
http://www.filmweb.pl/film/Bingo-1991-106013#
Ja tam "Zbuntowanego Anioła" z babcią oglądałam 😁
Za to pamiętam bajkę, której za nic nie mogę znaleźć. To było o takich morskich stworach, Nessie i Ness i w sumie więcej za bardzo nie pamiętam, tylko, że zawaliły się jakieś kamienie w morzu i jedno było po jednej stronie, drugie po drugiej. Nie wiem nawet czy to film, czy serial 🙄
edit. pomyliłam słowo
A pamiętacie atmosferę świąt z dzieciństwa?? My zawsze jeździliśmy do babci, cała rodzina była, dom pełny dzieciaków. Zapach potraw, pierogi zrobione przez babcię, zapach ciasta, pomarańczy, cynamonu. To oczekiwanie na prezenty 😍 Tak mało się wtedy dostawało, więc to oczekiwanie było zupełnie inne niż teraz, gdzie wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki. Te pomarańcze na święta, do tej pory kilka siatek kupujemy i zajadamy się. Potem przebieraliśmy się w koce, stare futra, lisie czapki i malowaliśmy twarze. Wychodziliśmy piwnicą po cichutku i dzwoniliśmy do domu, jako kolędnicy, ale było radości i śmiechu.
Staram się teraz wprowadzać podobną atmosferę u nas w domu, choć tęsknię za tamtymi czasami, może jak nasze dzieciaki podrosną, to też postaramy się o tą dawną tradycję, ten klimat świąt.
Cierp1enie u mnie jeszcze przez długi czas była taka atmosfera. Co prawda nie były to już tabuny rodziny, ale zawsze coś. U nas tradycją są dwie wigilie, najpierw u rodziny mamy, potem u taty (czy też na odwrót 😉 ) Zawsze byli dziadkowie i rodzeństwo rodziców, ze swoimi rodzinami i my. Było sporo osób. Tradycyjne potrawy i w ogóle. Potem "Kevin sam w domu" 😁 Tęsknie za takimi rodzinnymi posiadówami.
Teraz to dalsza rodzina, raz na kilka lat się widzi. Na komuniach, weselach i pogrzebach. Moja mama zna większość tych wszystkich ludzi z rodziny, bo kiedyś, to rodzina zawsze razem. A ja tylko najbliższych. Ostatnio poznałam moich 22letnich kuzynów. Sporo lat żyłam w niewiedzy, że takowych posiadam 😵
U nas jest teraz tak, że rok jesteśmy u mojej mamy i potem jedziemy do teściów, a na następny na odwrót, 2 dzień świąt to wyjazd do babci, spotyka się rodzina, ale nie jest tak jak kiedyś, jakoś tak sztywno, bo spotykamy się raz czy dwa do roku, nie jest to co kiedyś. My też jesteśmy już dorośli, nikt by nawet nie pomyślał, by się przebrać tak jak dawniej i kolędować, trochę to smutne, że tak nagle, szybko dorośliśmy. Czas tak szybko leci, a my nie zawsze doceniamy to co mamy.
Pamiętam jeszcze pasterkę, o wiele inna niż teraz, doniosłe śpiewanie kolęd, jak się rozpoczynało Bóg się rodzi to aż ciarki przechodziły po ciele i śpiewało się z taką wielką ranością. Jakoś tak spokojniej było, teraz ludzie zabiegani, skupieni na pracy, czasami zapominający o bożym świecie.